„PRZYGODA ŻYCIA NADCHODZI!” – jak skończyła, czy raczej zaczęła się historia najsłynniejszego polskiego jachtostopowicza

Marka Kramarczyka poznaliście już przy okazji dwóch wcześniejszych wywiadów. To najsłynniejszy polski jachtostopowicz, niezwykle barwna i inspirująca postać.
Dwa lata temu rzucił wszystko i wyruszył na poszukiwanie marzeń. Spełniły się! Rok później sięgnął po kolejne. I te się spełniły. Dziś żyje swoim życiem marzeń. W wieku zaledwie 26 lat odnalazł swój „raj”. Oto jak opisuje swoją wersję „stabilizacji”:

„PRZYGODA ŻYCIA NADCHODZI!

Kolejna, albo to może życie stało się przygodą… sami oceńcie…

Ta pierwsza podróż jachtostopem na Karaiby i z powrotem zdecydowanie taką była. Magiczne 9 miesięcy, które wywróciło moje życie do góry nogami. Nagle z gościa zaczytującego się w opowieściach innych podróżników, tych o dalekich krajach i niesamowitych zdarzeniach, stałem się jednym z nich.

Gdy wracałem do Europy zacząłem myśleć o odnalezieniu się w normalnej rzeczywistości. A środek oceanu zdecydowanie sprzyja takim przemyśleniom. Nie wyobrażałem sobie, że po wszystkim co przeżyłem będę w stanie pracować od 8 do 17 i tak do emerytury, której pewnie nie doczekam.

Zwłaszcza, że zawód wyuczony na studiach wcale nie sprawiał, że każdego ranka wstawałem z nastawieniem, że to właśnie dziś podbije świat. Tak to już jest, jak się idzie na studia z rozsądku. Niestety perspektywa „żarcia gruzu” była coraz bliższa, więc nadszedł czas, żeby poszukać sobie jakiegoś płatnego zajęcia.

Spodobało mi się na morzu, nie ukrywam. Jest to proste życie, bez problemów czekających na lądzie. Okupione mnóstwem ciężkiej pracy, ale za to bardzo piękne. Postanowiłem znaleźć robotę na jachcie. Zrobiłem podstawowe, niezbędne papiery i znów okazją wyruszyłem na Karaiby.

Dwa miesiące tułaczki po Małych Antylach i 3 miesiące dorywczej pracy na zniszczonej klika dni temu przez huragan „Irma” wysepce Saint Martin były prawdziwą lekcją pokory. W przeciwieństwie do poprzedniej wyprawy, tym razem nic nie układało się po mojej myśli. Jeśli jednak czegoś chcesz i walczysz o to do końca, to prędzej czy później się uda. Tak też było ze mną.

Ostatni Atlantyk był moim czwartym z kolei, pierwszym na którym byłem członkiem stałej załogi. Pewne listopadowe spotkania w popularnym wśród polskich żeglarzy Le Marin na Martynice, zaowocowały zatrudnieniem wiosną roku następnego. Trafiłem na „Ocean View”.

Można by godzinami rozpisywać się o fantastycznej atmosferze na pokładzie, genialnej relacji między armatorem i załogą, a także celom ku jakim zmierza ten niezwykle oryginalny projekt.

To wszystko sprawia, że ten 19 metrowy katamaran jest czymś więcej niż jachtem. Z każdym dniem spędzonym na pokładzie coraz bardziej sobie zdaje sprawę jak wiele szczęścia miałem trafiając akurat tutaj. I te spojrzenia żeglarzy od lat pracujących na jachtach, gdy widzą, że jakiś tam jachtostopowicz dostał pracę na najlepszym polskim jachcie czarterowym. Nie piszę tego, bo tu pracuję, tak po prostu jest. Jak to mawia kapitan: „W życiu trzeba mieć szczęście”.

 

Powoli zmierzając do końca, gdzie jest ta przygoda życia? Po intensywnym 1,5 roku, podczas którego nie miałem pojęcia co przyniesie jutro, potrzebowałem stabilizacji. I znalazłem ją. Choć w moim przypadku będzie to… Co tu dużo pisać:

REJS DOOKOŁA ŚWIATA!

Jesienią płyniemy na Karaiby, a końcem marca do Panamy. Potem będący marzeniem wielu Pacyfik i jeszcze dalej…

Mam nadzieje, że ktoś się zainspiruje. Sam o jachtostopie dowiedziałem się z internetu. A najlepszą rzeczą, która mnie spotkała przez całe to pisanie o tych odległych lądach i zdarzeniach, są ludzie poznani na Gibraltarze, w Las Palmas i później na Karaibach. Ludzie, którzy z plecakami pojawili się we wspomnianych marinach. Nie mieli doświadczenia, mieli marzenia. I ruszyli, bo przeczytali w internecie, że się da. A ja z czystym sumieniem mogę używać hashtagu #bestjobever. Przygoda trwa…


Dokładną historię Marka można śledzić na blogu:

www.marekkramarczyk.com

 


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

8 thoughts on “„PRZYGODA ŻYCIA NADCHODZI!” – jak skończyła, czy raczej zaczęła się historia najsłynniejszego polskiego jachtostopowicza”

  1. To już wiem, co mam dalej robić. Moim marzeniem od lat jest opłynięcie świata. Wcześniej była też przeprowadzka do Hiszpanii i życie pisarki, te marzenia już spełniłam. Panie Marku, dziękuję za inspirację!

    Polubienie

  2. Czytam ten artykuł będąc uwięzioną w szkolnym korytarzu. Czytam i zazdroszczę. Tak bardzo chcę się stąd wyrwać, pojechać w podróż dookoła świata, albo zrobić wielki biznes, albo zbudować dom w Alpach, albo mieszkać przy greckim morzu, albo wszystko naraz. Ale jestem uwięziona. Więc czytam i zazdroszczę. Gratuluję sukcesu:)

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s