Filmy wszechczasów

Co jakiś czas dostaję od Was zapytania o listę książęk i filmów, które polecam. Z książkami jest ciężko, bo zwyczajnie zapominam ich tytuły i autorów, a jest ich cała masa (czasem nawet 2-3 na tydzień).

Z filmami jest już dużo prościej. Jest bowiem kilka, które pomimo, że znam na pamięć – mogę oglądać bez końca i do których co jakiś czas powracam.

Uwaga – jeśli obok tytułu stoi dopisek „oryginał z roku…” – oznacza to tyle, że istnieje jakiś „remake” pod tym samym/podobnym tytułem i należy zwrócić uwagę na rok produkcji.

Żeby było wesoło, postanowiłam wszystko opisać w konwencji „oskarowej”, z tym, że – zgodnie z karaibskim klimatem – będę przyznawać owym produkcjom nagrody wirtualnej „Złotej Palmy” w kilku kategoriach:

Vanishing Point (oryginał z 1971 r.)

Złota Palma w kategorii: NAJLEPSZY Z NAJLEPSZYCH

Zarówno film jak i ścieżka dźwiękowa są moimi „all time favorites”, czyli „najulubieńszymi z najulubieńszych”. To bez dwóch zdań najlepszy film, jaki w życiu widziałam i należy uznać, że jestem od niego uzależniona.

Wracam do niego średnio co 2 lata i uwielbiam obserwować reakcję przyjaciół, którzy widzą go po raz pierwszy. Zakończenie tego filmu dosłownie wbija w fotel, powoduje niezły zamęt w głowie i pozostawia ludzi w niesamowitym dysonansie i zaskoczeniu.

Jest to jedyny znany mi film, który kończy się w taki sposób. Uwaga – niezrozumienie (początkowe) zakończenia jest jak najbardziej „normalne”.

Sam film jest z pozoru „prosty”, ale w rzeczywistości niezwykle głęboki, z licznymi metaforami i ukrytymi przesłaniami. Niby o Ameryce, a tak naprawdę o każdym społeczeństwie. Niby o „Kołalskym”, a tak naprawdę o każdym człowieku. I niebanalne zakończenie pokazujące czym faktycznie jest wolność.

Ścieżka dźwiękowa jest absolutnym majstersztykiem, a „Where do we go from here” Jimmy’ego Walker’a jest zdecydowanie moją najbardziej ulubioną piosenką. Zawsze gdy słyszę jej donośne i optymistyczne intro automatycznie „włącza” mi się na twarzy uśmiech. Warto wsłuchać się w słowa – jeśli dobrze znamy angielski. To hymn ludzi z wizją, triumf rozwoju i niezależności.

Jak oglądać?

Z dobrym przyjacielem, w spokojny wieczór. Nie traktować historii dosłownie, analizować „przebłyski” wspomnień głównego bohatera i przygotować się na fenomenalne zakończenie, które na długo pozostawi Cię w „rozsypce”. Po seansie porozmawiać z przyjacielem na temat tego, czym faktycznie są wolność i życie


L’appartement (oryginał z 1996 r.)

Złota Palma w kategorii: NAJPIĘKNIEJSZY

Film być może już niemożliwy do znalezienia. Ale warto przeszperać zakamarki internetu. To bowiem film „najpiękniejszy” ze wszystkich, jakie w życiu widziałam. I mam tutaj na myśli nie samą historię, ale warstwę „zmysłową”. Już tłumaczę, dlaczego nie tylko wizualną:

To jeden z tych filmów, w którym się „żywo” uczestniczy. Siedzi się obok głównych bohaterów, czuje zapach paryskiej kawiarenki, przepełnionej dymem tytoniu, słyszy i „podgląda” poczynania Max’a. Ten film czujemy wszystkimi zmysłami. I choć istnieje wiele podobnych, silnie realistycznych filmów – ten bije je wszystkie na głowę, w mojej skromnej opinii. To jedyny taki film. 

Wspomnę też, że to jedyny film tego reżysera. Stworzył to widowiskowe dzieło, po czym na zawsze zniknął. Być może uznał, że lepszego filmu już nie zrobi, że już odsiągnął mistrzostwo i zakończył karierę. I słusznie

L’appartement to film, który nie ma sobie równych. Którego się nie ogląda, tylko który się celebruje, niczym lampkę najlepszego wina. I który wraz z wiekiem, za każdym kolejnym oglądnięciem – staje się coraz smaczniejszy. Dodam też, że jedną z głównych postaci gra młodziutka Monica Belluci – która według mnie nie jest dobrą aktorką, jednak w tej konkretnej roli jej charakter się sprawdza.

Jak oglądać?

Samemu lub z przyjaciółmi, koniecznie wieczorem, w spokoju. Warto zaopatrzyć się w jakieś dobre wino, jeśli pijamy. Polecam bardzo skupić się na scenie początkowej, w której Max wybiera pierścionek zaręczynowy – jest kluczem do całej opowieści. Warto wrócić do tej sceny po całym seansie i przeanalizować trzy oblicza miłości, które film opisuje. Scena końcowa jest „otwarta” i pozostawia pole do własnych interpretacji i wniosków, do których oczywiście zachęcam.


Cars

Złota Palma w kategorii: NAJLEPSZA HISTORIA

Bajka, którą również oglądam regularnie i na pewno najczęściej oglądana przeze mnie produkcja Disney’a. Na mojej liście otrzymuje zaszczytny tytuł najlepszej i najpiękniejszej historii jaką kiedykolwiek oglądałam. I zaznaczam ze jest to bardzo subiektywna ocena. 

Bo „Auta” to – obiektywnie patrząc – tylko kolejna bajka Disney’a. Ale dla osoby kochającej motoryzację, klimat Route 66, krajobraz pustyni, małe miasteczka i czerwone słońce Arizony – to najbardziej fascynujące „story”, jakie kiedykolwiek opowiedziano. Proste i bezczelnie prawdziwe. I cholernie pasujące do naszej kultury:

„Idziemy przez życie przekonani, że doskonale wiemy dokąd. Ale prędzej czy później kończymy kompletnie pogubieni. I jest to, wbrew pozorom, najlepszym, co mogło nas spotkać… Bo dopiero gdy zbłądzisz – odnajdujesz siebie.” – to fragment końcowej piosenki i jednocześnie najlepsze podsumowanie całego filmu.

Jak oglądać?

Samemu, z przyjaciółmi, z dziećmi, jakkolwiek i kiedykolwiek. „Auta” to jedna z tych produkcji, które podobają się wszystkim, niezależnie od wieku i osobowości. Nie przegapić sceny z wodospadem – jest najważniejszą w całym filmie i przy okazji – najlepiej „zagraną” przez postać animowaną w historii kina.


The Matrix

Złota Palma w kategorii: NAJORYGINALNIEJSZY

Jest to najoczywistsza oczywistość, że życie bez obejrzenia tegoż filmu jest bez sensu. Bo wówczas nie wiemy, że „łyżka nie istnieje”... 

Czym jest Matrix? „Niestety, nikomu nie można tego wytłumaczyć – musisz to zobaczyć na własne oczy”

O „Matriksie” można by encyklopedię napisać. To na pewno najbardziej oryginalny i przełomowy film w historii kina. Nikt nigdy nie stworzył niczego, co nawet zbliżyłoby się do tej opowieści. Nawet bracia Wachowscy – twórcy filmu – „polegli” próbując dopisać do tego 2 kolejne części.

Mówiąc prosto – jeśli nie widziałeś tego filmu i przy okazji nie znasz (a kto zna?) filozofii Kartezjusza i jemu podobnych – widzisz świat „w 3D”. „Matriks” pozwala Ci zobaczyć 4-ty wymiar. Właśnie ten, w którym „łyżka nie istnieje”

Bo rzeczywistość, która Cię otacza – naprawdę nie istnieje. Wszyscy żyjemy w świecie swoich własnych „halucynacji”. Ale to temat na osobny wpis czy wideło…

Jak oglądać?

Zdecydowanie polecam obejrzeć to samemu. W oryginale, jeśli mamy możliwość. A potem obejrzeć jeszcze raz. I jeszcze raz. I kolejne „pierdyliard” razy – aż będziemy znać na pamięć każdą sentencję. Bo niemalże każda scena tego filmu to filozoficzne laboratorium i uczta intelektualna.


Ghost in the Shell (oryginał z 1996 r.)

Złota Palma w kategorii: NAJLEPSZY SOUNDTRACK

Jeśli spodobał Ci się opisany wyżej „Matrix” – prawdopodobnie spodoba Ci się również „Ghost in the Shell” – oryginalne anime, a nie nowy film pod bodajże tym samym tytułem.

Poza fenomenalną warstwą wizualną i jedną z najlepszych na świecie ścieżek dźwiękowych, „GITS”, podobnie jak „Matrix”, oferuje całe multum filozoficznych rewelacji na temat istoty życia, naszej tożsamości i naszego losu.

Jak oglądać?

Polecam znaleźć oryginał po japońsku, z napisami. Wieczór, cisza i spokój będą dobrą otoczką. Warto zaopatrzyć się w znajomych, którzy interesują się tematyką „cyber” i być może już znają ten film (zapewniam, że nie odmówią sobie obejrzenia go po raz setny) – będzie o czym i z kim rozmawiać po seansie.


Citizen Kane

Złota Palma w kategorii: NAJLEPSZE ZDJĘCIA

Film – widmo – każdy o nim słyszał, widziała garstka. „Citizen Kane” powstał w 1941 roku i jest oficjalnym „królem filmów”. Jeśli pojawia się w jakimś rankingu na film wszechczasów – zajmuje pierwszą pozycję.

Jak to możliwe, że czarno-biała produkcja z 1941 roku do dziś uważana jest za najlepszy film na świecie? Dokładnie takie pytanie skłoniło mnie, by go w końcu zobaczyć (nie lubię czarno-białych filmów).

„Citizen Kane” to film, w którym nie wiadomo do końca o co chodzi, bo historia tu opisana jest rozległa i wielowątkowa. Ale nie ma to znaczenia, bo mógłby być on i o „dupie maryni”, a i tak oglądałoby się go fenomenalnie. Mimo, że czarno-biały – bije na głowę ujęciami kamery wszystkie inne produkcje. Każda scena jest tu mistrzowska, obraz przekazuje więcej, niż słowa bohaterów.

Począwszy od samego wstępu historię opowiada tu kamera, a nie aktorzy. Pod tym względem jest to jedyny taki film – nigdy nie nakręcono lepszego. Na tym dziele wzorowali się liczni reżyserzy, ale udało im się co najwyżej minimalnie wzbogacić swoje produkcje, nigdy powtórzyć nic równie spektakularnego.

W związku ze swoim „kamerowym” charakterem film jest pełen „obrazowych metafor”. Mi osobiście najbardziej podoba się scena, w której tytułowy bohater stoi przez pierwszy moment na tle zwyczajnego okna, po czym zaczyna się oddalać…

Gdy to robi – stopniowo widzimy, że okno jest w rzeczywistości gigantycznych rozmiarów, a perspektywa i kąt ujęcia sprawiła, że wydawało się małe. Tego typu elementy mówią więcej niż tysiące słów – w tym przypadku pokazano „skalę” człowieka – może wydawać się nam wielki, potężny, ale gdy zmienimy perspektywę – staje się malutki

Resztę podobnych scen pozostawiam Wam do kontemplacji i odczytywania. Jest to prześwietna zabawa. I oczywiście, ze względu na ich ilość – film trzeba obejrzeć kilka razy.

Jak oglądać?

Wręcz trzeba z kimś znajomym, żeby mieć z kim porozmawiać o filmie. Ponieważ film pozostawia wiele otwartych pytań, z czego podstawowe jest wybitnie natrętne – polecam mieć następny dzień lub dwa wolne, bo mogą wystąpić problemy w skupieniu się na życiu i pracy 🙂


Inside Out

Złota Palma w kategorii: NAJBEZCZELNIEJ PRAWDZIWY

Kolejna animacja Disney’a, ale w tym przypadku bardzo nietypowa. Główne role grają tu – dosłownie – emocje. Historia stworzona pod okiem psychologów, będąca swoistym „pstryczkiem w nos” dla wszystkich wyznawców „bezstresowego wychowania”. I pokazującą fatalne jego skutki.

Bo życie, jak ta bajka pięknie ilustruje, nie jest w stanie dać nam szczęścia, jeśli w pakiecie nie weźmiemy od niego również cierpienia i smutku. Te dwie emocje są ze sobą nierozerwalnie związane – i gdy nie pozwolimy dziecku na doświadczenie tej drugiej – zabierzemy mu także możliwość odczuwania tej pierwszej.

To właśnie smutek jest emocją, która scala relacje między ludźmi. „Wyganianie go” ze swojego życia musi skończyć się tragedią. Bez cierpienia nie osiągniemy prawdziwego szczęścia. Odcinanie się od negatywnych emocji jest, paradoksalnie, drogą do depresji.

Jak oglądać?

Z dzieciakami, albo bez, samemu, albo z przyjaciółmi. Nie ma większego znaczenia – ten film spodoba się każdemu. Koniecznie zaopatrzyć się w nadmiar chusteczek – nie widziałam jeszcze nikogo, kto dał radę to przetrwać bez łez. Zwrócić uwagę na symbolikę końcowej sceny, na której rozpłaczecie się jak małe dziecko – żeby nie było, że nie ostrzegałam!


Adams æbler (Jabłka Adama)

Złota Palma w kategorii: NAJCIEKAWSZY ZWROT AKCJI

Film mało znany, ale doprawdy „udany„. Głównie ze względu na postacie i fenomenalną fabułę, która dzieli się na dwie części.

Pierwsza część filmu mogłaby być zamkniętą całością – prosta, przewidywalna, niby „prawdziwa”. Nie znam osoby, która oglądając ten film nie denerwowała się, że trwa on dalej. Ale to bardzo ciekawa zagrywka twórców owego dzieła – i nie spotykana nigdzie indziej.

Oto otrzymujemy bowiem dalsze losy bohaterów, a nasze emocje zmieniają się o 180 stopni. Ten zabieg – jakkolwiek podły, można by sądzić – sprawia, że jako widzowie możemy zajrzeć na chwilę w swoją ludzką naturę. Ten film bezczelnie pokazuje, że w środku każdego z nas czai się potężne „zło”.

Jak oglądać?

Nie ma znaczenia jak, gdzie i z kim, ważne jest, by skupić się na sobie oglądając ten film. Narastająca frustracja, zdenerwowanie i być może nawet szyderczy uśmiech pojawią się u nas w pierwszej części. Tu właśnie sięgamy do naszego „mrocznego” wnętrza.

Potem nastąpi zdziwienie i stopniowy obrót emocji o całe 180 stopni. Końcówka filmu daje do myślenia i pozostawia nas w zupełnie innym stanie emocjonalnym. Ale warto przeanalizować co się z nami działo przez cały film. I co symbolizują te cholerne jabłka…


To tyle. Jest cała masa innych filmów, które uwielbiam, ale skupiłam się na tych, które najbardziej zapadają w pamięć. Które widzieliście? Które chcielibyście zobaczyć? Czy macie swoje „faworyty” do których powracacie? Dajcie znać w komentarzach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:


6 myśli nt. „Filmy wszechczasów”

  1. Filmy, które widziałam – matrix i jabłka Adama faktycznie niesamowite i nie do podrobienia. Koniecznie muszę zobaczyć pozostałe. Bardzo utkwił mi w pamięci film „Przełamując Fale”. Polecam obejrzeć w ciszy i skupieniu. Wstrząsający i oryginalny.

    Polubienie

  2. tak na szybko, bo czasu mało, potem postaram się coś dołożyć 🙂

    „Czekolada” z 2000 r. – film wydaje się zwyczajnie lekki i relaksujący, ale jest ta druga warstwa – cudowny misz-masz tematów tolerancji, uprzedzeń, nowego początku, religijności, jest też wątek miłosny, no i duuużo czekolady 🙂

    a ostatnim filmem jaki na mnie mocno podziałał był włoski „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, końcówka wstrząsa lekko…

    Polubienie

  3. Koniecznie dodaje listę do obejrzenia. Ja po stokroć mogę oglądać filmy Christopher nolana… Interstellar, incepcja -moje perełki. Lubię wracać do trylogii igrzyska śmierci. Mimo iż fabuła wydaje się dziwna i odległa, tak naprawdę jest mega realistyczna o dzieje się na naszych oczach.. Bardzo mocny film „Ukamienowanie Sprawi M”. Przez cały tydzień nie może wyjść z głowy… Cudowny film „Ukryte piękno” z willem Smith poruszający problem silnej depresji i cudownej przyjaźni, bardzo zaskakuje! Adwokat diabli również daje do myślenia…a

    Polubienie

  4. Zawsze wracam do American Beauty, z genialną ścieżką dźwiękową Thomasa Newtona od której mam ciarki. Najlepsza jest kwestia na końcu filmu, wypowiedziana z perspektywy głównego bohatera, który właśnie „oberwał kulkę w łeb”:
    „I guess I could be pretty pissed
    of f about what happened to me…
    but it’s hard to stay mad, when
    there’s so much beauty in the
    world. Sometimes I feel like I’m
    seeing it all at once, and it’s too
    much, my heart fills up like a
    balloon that’s about to burst…
    And then I remember to relax, and
    stop trying to hold on to it, and
    then it flows through me like rain
    and I can’t feel anything but
    gratitude for every single moment
    of my stupid little life…”

    Polubienie

  5. Haaaa! Swietna lista, dziekuje bardzo! Tez bardzo kocham Vanishing Point, a odkrylam go dzieki tobie, napisalas juz o nim kiedys 🙂

    Moje ulubione, dzieki ktorym wiem, jak zyc, zaraz po Matrixie, rzecz jasna 😉 :

    Interstellar
    The Fountain
    Samadhi
    Inner Worlds, Outer Worlds
    Guardians of the Galaxy
    Avatar
    Peaceful Warrior

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s