Jak zbudowałam swoje Marzenie – cześć 2

Dokładnie rok temu napisałam o krótkim wierszu, który lata temu bardzo mną poruszył. Obiecałam wtedy, że wytłumaczę o co w nim chodzi – to, co oznaczał dla mnie. Najwyższy czas wywiązać się z tej obietnicy…

Na początek przytoczę jeszcze raz cały wiersz:

„Pamiętam jak kiedyś, gdy byłem młody, rysowałem wszędzie wielkie domy. Na naszych drzwiach, na asfaltowej drodze, we wszystkich notatnikach…

To były naprawdę wielkie domy. Gigantyczne! I zawsze miały wielkie filary, i balkon tak szeroki, by moja mama mogła spokojnie wypić sobie na nim swoją kawę, w leniwy, niedzielny poranek, czytając jakąś powieść, którą dla niej wybrałem w miejskim sklepiku z książkami.

Wyobrażałem sobie, że będzie jej potrzebny ten balkon, gdy będzie nas czasem odwiedzać, by zobaczyć dzieciaki i zamęczać moją żonę swoimi sugestiami na temat tego, jak utrzymać taki wielki dom.

Wyobrażałem sobie, że będzie wtedy już starsza, a ja nadal będę młody. I pamiętam, że myślałem, że będę wtedy bardzo zajęty – bo będę żył swoim życiem, spełniał swoje marzenie, albo gonił za nowymi…

I pamiętam moją pierwszą lekcję rysunku na studiach, gdzie uczono nas izometrii oraz tego jak kreślić rzuty prawdziwych domów. Niezależnie od tego, jak się starałem, moje linie się rozmazywały. A profesor nie pozwalał mi rysować tych wielkich filarów, ani tego balkonu dla mojej mamy…

Tylko dach. Okna. Drzwi. I tę donicę na kwiaty, której nie chciałem obok swojego domu… Linie, które kreśliłem zawsze się rozmazywały, bo moja ręka się pociła. I musiałem zaczynać od nowa. Ale linie rozmazywały się ponownie…

I pamiętam, jak patrzyłem na te wielkie domy, które stały wszędzie tam, gdzie wychodziłem na papierosa… W mojej dzielnicy, w mieście i na jego peryferiach. Jezu, jakie to były wielkie domy! Naprawdę wielkie i przepiękne!

I pewnego razu odważyłem się i wszedłem do środka takiego wielkiego, pięknego domu. Zatrzymałem się w progu i zacząłem się rozglądać. I oto stały tam – moje filary! I ten balkon, idealny dla każdej mamy…

Podniosłem owalny kamień, który leżał w jednej z donic. I wtedy zawołał mnie jeden z przyjaciół i zobaczył to, jak zahipnotyzowany obserwowałem ten dom. I nagle zapytał, dlaczego porzuciłem Architekturę…

A ja po prostu odpowiedziałem, że moje linie się rozmazywały. Bo moja ręka się pociła. I musiałem stale zaczynać od nowa. Ale moje linie rozmazywały się ponownie…

Wtedy spojrzał na ten kamień, który „podkradłem” i zapytał mnie, czy będę zbierał tak po jednym kamieniu ze wszystkich wielkich i pięknych domów, aż uzbieram ich dość dużo by skonstruować własny. Odpowiedziałem, że taki mam właśnie plan.

I on myślał, że ja żartuję… „


O czym jest ten nietypowy wiersz?

Wcale nie o domach, czy niespełnionym architekcie. To wiersz o każdym. O mnie i o Tobie

„Domy” to nasze marzenia. Każdy z nas pamięta doskonale, jak był mały i wszędzie rysował te „wielkie domy”wielkie marzenia. „Wszędzie” – bo życie było wtedy proste składało się głównie z bujania w obłokach.

I te marzenia były wtedy „naprawdę wielkie. Gigantyczne!”. Jako dzieci nie myśleliśmy bowiem o ograniczeniach tylko o możliwościach. Świat stał przed nami otworem

W naszych marzeniach nie było limitów – mogliśmy mieć wszystko, czego tylko zapragnęliśmy. Nawet „piękne filary i wielki balkon”. To my decydowaliśmy o tym jak będzie wyglądać nasze przyszłe życie.

A potem nastała szkoła… I nauka tego jąk wyglada „prawdziwe” życie – „i uczono mnie kreślić prawdziwe domy”. W tym prawdziwym życiu nie było już miejsca na nasze marzenia. Były schematy. Gotowe zawody. Gotowe zasady. Gotowe ścieżki

I wszyscy próbowaliśmy wpasować się w te realia. Ale niezależnie od tego, jak się staraliśmy – nasze „linie się rozmazywały”popełnialiśmy błędy, myliliśmy się, gubiliśmy… A nauczyciele i świat nie pozwalał nam się mylić. I nie pozwalał nam myśleć o naszych marzeniach„rysować tych wielkich filarów, ani tego balkonu”.

„Tylko dach. Okna. Drzwi.” – mogliśmy robić tylko to, co zaplanowane. Uczyć się gotowych rozwiązań. Recytować regułki… I zawsze czuliśmy, ze jesteśmy do tego zmuszani. Ze robimy coś wbrew sobie – „I tę donicę na kwiaty, której nie chciałem obok swojego domu…”

„Linie, które kreśliłem zawsze się rozmazywały, bo moja ręka się pociła.” – niezależnie od tego jak bardzo staraliśmy się wpisać w gotowe ramy – wiecznie popełnialiśmy jakieś nieakceptowalne błędy. Wiec kazano nam powtarzać, powtarzać i powtarzać ćwiczenia – „I musiałem zaczynać od nowa. Ale linie rozmazywały się ponownie…”

„I pamiętam, jak patrzyłem na te wielkie domy, które stały wszędzie tam, gdzie wychodziłem na papierosa…”marzenia innych. Tych, którym się udało. W miarę jak dorastaliśmy, zaczynaliśmy dostrzegać ludzi, którzy już zbudowali swoje wymarzone życia. Którzy zrealizowali swoje marzenia. „Jezu, jakie to były wielkie domy! Naprawdę wielkie i przepiękne!” – patrzyliśmy z podziwem na tych ludzi i ich osiągnięcia.

I zafascynowani – zaczęliśmy się tym ludziom uważnie przyglądać„pewnego razu odważyłem się i wszedłem do środka takiego wielkiego, pięknego domu.”… I zobaczyliśmy, że to, co wydawało nam się niemożliwe jest możliwe – „I oto stały tam – moje filary! I ten balkon, idealny dla każdej mamy…”

I cześć historii tych ludzi – i ich sukcesu – postanowiliśmy zachować dla siebie – „Podniosłem owalny kamień, który leżał w jednej z donic” – ten „kamień” to symbol inspiracji, motywacji, jaką „bierzemy” od innych.

Niestety nasze zafascynowanie sukcesem innych zwykle spotyka się z niezrozumieniem otoczenia. Z pytaniami o to, dlaczego porzucamy gotową ścieżkę  – „I wtedy zawołał mnie jeden z przyjaciół i zobaczył to, jak zahipnotyzowany obserwowałem ten dom. I nagle zapytał, dlaczego porzuciłem Architekturę…” 

Na nic zdają się też tłumaczenia, że „linie się rozmazywały” – że nie potrafimy wpasować się w te gotowe schematy, iść tą gotową ścieżką. Bo zwyczajnie zabrania nam się popełniać błędy i uczyć. Zabrania nam się „być sobą„: „Bo moja ręka się pociła. I musiałem stale zaczynać od nowa. Ale moje linie rozmazywały się ponownie”.

I pomimo, że inni potrafią się z nas śmiać lub w inny sposób podcinać nam skrzydła„Wtedy spojrzał na ten kamień, który podkradłem i zapytał mnie, czy będę zbierał tak po jednym kamieniu ze wszystkich wielkich i pięknych domów, aż uzbieram ich dość dużo by skonstruować własny – my zaczynamy iść swoją ścieżką: „Odpowiedziałem, że taki mam właśnie plan.”

„I on myślał, że ja żartuję…”

Ostatnie zdanie tego wiersza jest naprawdę potężne. Bo pokazuje siłę marzeń. One nie umierają gdy dorastamy. Nasze wielkie marzenia potrzebują tylko odpowiednich warunków.

Ludzi którzy będą nas inspirować i motywować. Energii. Wytrwałości. I przede wszystkim – pewności siebie.

Niech wiec – tak jak w tym wierszu – inni myślą ze żartujesz. Mów o swoich marzeniach. Myśl o nich. Rysuj je. Wszędzie. Te naprawdę wielkie marzenia. Gigantyczne!

I podpatruj innych, którym marzenia się udały. Ucz się od nich. „Podkradaj” im te „kamienie”. Podkradaj pomysły, decyzje, emocje, rozwiązania… 
I buduj z tego swój „wielki dom” – swoje wielkie marzenie

Gigantyczne!…


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

4 myśli nt. „Jak zbudowałam swoje Marzenie – cześć 2”

  1. Witaj Kasiu,

    dziękuję za inspirujący tekst, który świetnie się czyta. Myślę, że z zaprezentowaną przez Ciebie historią, utożsami się wiele osób. Przedstawiony w niej proces odchodzenia od siebie jest bowiem powszechny. Nieustannie poddawani jesteśmy najprzeróżniejszym wpływom, w efekcie czego korzystamy z zapożyczonych formuł na życie, które niekiedy nijak mają się do naszych osobistych preferencji.

    Poza tym nie tylko inni mówią nam, co jest dla nas dobre, ale my sami często wolimy czerpać informacje z zewnętrznych źródeł niż z własnej głębi. Na szczęście trwa to tylko do momentu, aż zrozumiemy, co się dzieje.

    Może być tak, jak w cytowanym przez Ciebie wierszu, że ktoś nas zainspiruje swoim przykładem. Druga opcja mniej komfortowa, że w końcu nie wytrzymamy, dotkniemy dna, powiemy sobie – “takie życie to nie życie!” i zaczniemy od nowa. Tak czy inaczej dochodzimy do momentu, kiedy postanawiamy zbudować swój świat. Ty wybrałaś Karaiby, ja zdecydowałam się na hiszpańskie Pireneje. Skąd serdecznie pozdrawiam i oczywiście zapraszam do siebie 😀
    https://punktstwarzania.wordpress.com/2017/05/26/lepie-siebie-od-nowa/

    Aleksandra

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s