Jerzy Zięba – dlaczego tak bardzo wkurza „autorytety”?

Większość ludzi nigdy nie czuje się dość dobra, ładna, mądra, zaradna, utalentowana, by zrobić coś, o czym marzy. To zachowanie wpaja nam przede wszystkim system edukacji, zbudowany na zasadzie „progów„.

Lekarzem będziesz dopiero jak zdobędziesz tytuł. Architektem – jak zdobędziesz uprawnienia. Specjalistą jak zdobędziesz papierek. Itd, itp. Świat „progów” i tytułów do zdobycia sprawia, że nie wierzymy w swoje możliwości. Uznajemy, że to inni są w stanie je ocenić, a nie my sami. W dodatku nie byle kto – tylko ludzie z „tytułami” – autorytety.

Boimy się sami siebie – boimy się swojej własnej opinii. Boimy się powiedzieć głośno: „Ja uważam inaczej”. Boimy się podważać autorytety. Boimy się uwierzyć we własną siłę i samemu decydować co jest dla nas wiarygodne, a co nie.

Takie podejście do życia sprawia, że zawsze czujemy się „głupi” i słabi. Nawet po zdobyciu tych upragnionych tytułów. Ba – po ich zdobyciu dochodzą nam kolejne problemy. Bo bez nich jeszcze „można” czegoś nie wiedzieć. Ale z nimi – musimy nagle wiedzieć wszystko.

To powoduje bardzo silne frustracje i często agresję wobec otoczenia. Ileż razy widziałam takie zachowania u architektów, lekarzy, itp. Gdy w jakikolwiek sposób zakwestionujesz wyuczone przez nich „regułki” lub zadasz niewłaściwe pytanie – szybko odzywa się ich urażone ego. Nie mogą przecież przyznać, że czegoś nie wiedzą, lub nie daj Boże – przyznać się do popełnienia błędu! Przecież to by naruszyło ich „autorytet”!

I właśnie dlatego pan Jerzy Zięba – słynny już chyba na całym świecie Polak, który opisuje „zapomniane” przez medycynę proste sposoby na niektóre choroby i problemy zdrowotne – jest zasypywany oskarżeniami o „udzielanie porad medycznych bez tytułu lekarza”, itp. No bo przecież:

Jak on tak śmie!

Nie będąc lekarzem… „leczyć” ludzi! Ba – gorzej! Pokazywać ludziom, że mogą sobie pomóc sami! Bez lekarzy! Jak to tak można? Bez autorytetów? Bez lat studiów i zestawu tytułów?… Skandal, no po prostu skandal! „Szarlatan, oszust, nieodpowiedzialny człowiek”… itd… itp…

Warto zauważyć bardzo ważną rzecz – krytycy pana Zięby zawsze, ale to zawsze atakują „źródło” informacji, a nie same informacje. Jeśli czytaliście moje artykuły dotyczące dysonansu poznawczego to wiecie, że jest to pierwszym jego objawem.

Pan Zięba zresztą bardzo sprytnie odpiera takie ataki odpowiadając, żeby pretensji nie składać do niego samego, tylko do naukowców, których badania przytacza.

To, że działania takich ludzi jak pan Zięba, czy słynny niedawno lekarz Bachański – który ratował życie dzieciom z padaczką lekooporną – polepszają byt innych nie ma dla „autorytetów” żadnego znaczenia. Sprytnie omijają ten temat – nie rozmawiają o pomysłach, o efektach działań – tylko o „źródle” działań. Które oczywiście musi być „złe” w ich rzeczywistości, w której istnieje tylko jedna „święta” prawda.

To jest rozumowanie w stylu: „Źródło nie zostało przez nas certyfikowane i dopuszczone do użytku, toteż woda z niego pochodząca nie może poić. Poi tylko woda z naszych źródeł!”. Dla autorytetów ważne jest tylko to, że pan Zięba i inni robią coś „poza systemem”. Że wychodzą poza „normy”. Że naruszają ich „święty autorytet”. 

Tak naprawdę wszelkie „autorytety” nie wkurza samo to, że działania i metody takich osób jak pan Zięba są skuteczne. Ich wkurza to, że ich własne działania i systemy są nieskuteczne.

Tak nieskuteczne, że trzeba je innym wciskać siłą. Bo jak inaczej nazwać państwowy system opieki zdrowotnej? To jest siłą, odgórnie narzucany jeden „święty” i nienaruszalny sposób leczenia.

To, co obecnie w Polsce obserwujemy za sprawą popularności pana Zięby to zjawisko, w którym ego „autorytetów” doznaje dysonansu poznawczego: „Skoro uczono mnie X, a ktoś inny robi Y i to Y działa lepiej niż moje X – to albo ja się mylę (bardzo niewygodna myśl w stylu „jestem głupi”), albo Y musi być złe„. Wygodniejszym dla ego wnioskiem zawsze jest to drugie„Y jest złe, trzeba to zniszczyć! Bo to zagraża pozycji mojego X!”.

Dlatego lekarze i całe środowisko medyczne czują potrzebę dyskredytacji za wszelką cenę takich osób jak pan Jerzy Zięba. Nie da się „zniszczyć” jego pomysłów i jego sposobów – bo jego sposoby działają. Więc trzeba zaatakować źródło.

Pan Zięba ma coś, czego nie ma większość ludzinie boi się własnej siły. Jest jej świadomy. I przekazuje tą siłę innym. To jest dla większości osób, ślepo zapatrzonych w „autorytety” i przede wszystkim dla samych „autorytetów”, nie do zaakceptowania. Bo burzy ich „bezpieczny”, wygodny świat. Świat, w którym nie wolno popełniać błędów

Dlatego właśnie, gdy tylko zaczyna Ci się powodzić, gdy coś Ci się uda, lub – nie daj Boże – gdy głośno powiesz, że czujesz się dobry, silny, mądry, piękny – znajdzie się cała masa ludzi krytykujących, kręcących nosem, a nawet agresywnie atakujących. Bo pokazując swoją siłę – pokazujesz im ich własną słabość.

To bardzo szkodliwe myślenie typu: „skoro ja nie czuję się dość silny, by coś zrobić, to niemożliwe, że ktoś inny jest dość silny, by to zrobić”, „skoro moje metody nie działają, to metody innych też nie mogą działać!”. Typowe nie da się – „Nie da się, bo mi się nie udaje”

Większość ludzi boi się samych siebie

Bo gdyby musieli uznać, że mają w sobie jakąś siłę i możliwości – musielibyśmy się również przyznać do tego, że ich życie jest efektem ich własnych działań i decyzji. Musieliby wziąć odpowiedzialność za swoją sytuację. A to nie jest przyjemne…

Łatwiej „zwalić winę” za niepowodzenia i problemy na innych – ludzi, państwo, sąsiadów, lekarzy, korporacje, itd. Lub – jak w przypadku „autorytetów” – na pana Ziębę: „To nie jest tak, że nasze metody są nieskuteczne, to pan Zięba kłamie, że jego są skuteczne! Bo on nie jest lekarzem, więc jego metody nie mogą być!”. 

Łatwiej udawać słabego, zagubionego, niezaradnego, pokrzywdzonego. Łatwiej atakować tych, którzy swoimi działaniami pokazują, że „się da”, niż przyznać się do błędów i wyciągnąć lekcje życiowe.

Ale najtrudniej przyznać, że piedestał, na którym się stoi, jest sztuczny. Że tytuły, certyfikaty, itp. – nie mają tak naprawdę znaczenia. Że znaczenie ma tylko to, czy to, co robimy jest skuteczne. Czy przynosi zamierzone efekty. Nam oraz – w przypadku lekarzy – innym.

Gdy miałam 4 latka zdecydowałam, że zostanę architektem. Nie po to, by mieć tytuł. Nie po to, by zarabiać pieniądze. Nie po to, by wygrywać nagrody. I zdecydowanie nie po to, by zdobywać jakieś uprawnienia.

Ja chciałam po prostu już wtedy przeprojektować przedszkole, tak żeby dzieci mogły bawić się w najlepszej części ogrodu – która poprzez złe rozplanowanie budynku była niewidoczna dla pań opiekunek – i tym samym „zabroniona„…

I do dziś nie mam ani tytułu, ani żadnych nagród, ani tym bardziej uprawnień. I nie chcę ich mieć. Nie potrzebuję ich, by być dobrym architektem. Ja chcę po prostu przeprojektowywać ludziom przestrzeń, tak żeby mogli żyć w najlepszy i najwygodniejszy – ich zdaniem – sposób…

A pan Zięba chce po prostu pokazywać ludziom znalezione przez siebie badania i metody, tak żeby mogli leczyć się w najlepszy i najbardziej odpowiedni – ich zdaniem – sposób.

Większość architektów wmawia ludziom to, jaki powinni mieć dom. Większość lekarzy wmawia ludziom to, jak powinni się leczyć. Ich „autorytet” sprawia, że wiedzą lepiej od innych ludzi jak ci ludzie powinni żyć

Moja rada jest taka – jeśli trafisz na takich ludzi, niezależnie od tego jak wielkim byliby „autorytetem” – trzymaj się od nich jak najdalej. Szukaj tych, którzy decyzje w sprawie Twojego życia pozostawiają Tobie. Bo niezależnie od tego, co będą mówić „autorytety” – odpowiedzialność za nasze życie zawsze ponosimy my sami. Konsekwencje wszelkich decyzji również płacimy my.

To nie lekarz będzie żył w Twoim ciele. To nie architekt będzie mieszkał w Twoim domu. To Ty będziesz odczuwał konsekwencje różnych decyzji. I dlatego tylko my sami – a nie żadne „autorytety” – mamy prawo decydować o naszym życiu.

UPDATE:

Ponieważ pan Zięba skomentował powyższy artykuł na swoim facebookowym profilu, pozwalam sobie wkleić tutaj jego słowa:

„Pani Kasiu… dzięki za artykuł trochę o mnie… To co Pani napisała jest po prostu życiowo piękne. W kilku słowach ujęła Pani bardzo trafnie to, o co tak naprawdę moim krytykantom chodzi. Pani logika po prostu zabija. Napisane jest to z taką mądrością, ze spokojem wewnętrznym i właśnie z żelazną logiką i to baaaaardzo mi się podoba.

Na każdym spotkaniu z lekarzami, gdzie czasami też są moi krytycy mówię im dokładnie to samo + dodaje jeszcze coś takiego :

„Wiem, że zaburzam Wasz świat, bo ja jestem inżynierem, a mówię jak leczyć coś, czego Wy po długich studiach, specjalizacjach i wielu latach praktyki nie potraficie. A przecież o sobie mówicie: jestem specjalistą w tej czy w innej dziedzinie medycyny.

Oskarżacie mnie, że krytykuję i obalam medyczne kanony, że za nic mam sobie autorytety, że jestem zwykłym szarlatanem i oszustem. A ja Was pytam: DLACZEGO mając za sobą ogromne bogactwo wiedzy, badań medycznych, niezliczoną ilość tak zwanych medycznych autorytetów, itd… nie potraficie np. wyleczyć zwykłej zgagi?

Pokażcie mi jedną osobę, którą metodami właśnie medycyny akademickiej, medycyny opartej na tzw. faktach, potężnych badaniach naukowych itd. wyleczyliście na trwałe z chorób tarczycy, z łuszczycy, wrzodziejącego jelita grubego, Choroby Leśniowskiego-Crohna, cukrzycy, osteoporozy, sarkoidozy, itd… itd…

Żadnej nie wyleczyliście, a ja tak… No więc, kto tu tak naprawdę jest szarlatanem. Ja tylko mówię co zrobić i ludzie leczą się sami! Robię to na Internecie za darmo, nie biorąc pod uwagę tego, że ktoś np. kupił moją książkę (…).

Wy natomiast, będąc specjalistami w danej dziedzinie, wyleczyć nie potraficie, ale…. za każdą wizytę pieniądze bierzecie. Kto więc jest tutaj oszustem?

W 2. części „Ukrytych Terapii”, poruszyłem właśnie ten temat, gdzie tłumaczę lekarzom, że wskazuje na problem, ale ich nie oskarżam, bo to nie oni są winni tylko system kształcenia.

Napisałem: nie bójcie się swojego braku wiedzy, nie odbierajcie tego jako Waszą słabość, szukajcie rozwiązań, bo one są, a ja tylko wskazuję gdzie. Jeśli je zastosujecie, będziecie lekarzami lepszymi, dużo bardziej skutecznymi. W tym jest Wasza ogromna siła, itd… itd… „

Uważam, że ten artykuł, nawet pomijając moją osobę, przeczytać powinien dosłownie każdy! Jeszcze raz wyrażam tutaj mój prawdziwy zachwyt Pani podejściem i ujęciem tematu i wcale nie chodzi mi tu o to, że jest to artykuł o mnie.

Pozdrawiam,
Jerzy Zięba
+++++++++++++++++

PS. Pociesza mnie fakt, że tacy lekarze, którzy właśnie rozumują w ten sposób jak pani opisała, za dwa tygodnie spotykają się w Warszawie.

BĘDZIE DOBRZE !!!!

Myślę, że 2017 rok będzie przełomowy !!”


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

89 myśli nt. „Jerzy Zięba – dlaczego tak bardzo wkurza „autorytety”?”

  1. Chcialabym cos dodac medycnie i lekarzach. Wiekszosc studentow medycyny nie chce byc „wypisywaczami recept”. Jezeli zapytasz 10 studentow medycyny to 9 z nich powie ze chce byc chirurgiem, ortopeda, ginekologie
    /poloznikiem anastazjologiem, okulista lub zajmowac sie medycyna estetyczna (ogolnie cos zabiegowego). Niestety ale przez to ze liczba rezydentur na te specjalizacje jest mocno ograniczona przez rzad, ci sami studenci sa spychani na medycyne rodzinna albo interne, podczas gdy faktycznie popyt na uslugi zabiegowe jest nieporownywalnie wyzszy. Co do zarobkow to nie do konca sie zgodze. Jestes osoba intelogentna wiec sama szukalas sposobu na swoj problem przez 2 lata, wiekoszosc wolalaby pojsc do lekarza po gotowa strategie leczenia, co i tak gwarantowaloby popyt na uslugi lekarskie. Na przyklad cukrzycy… Wiekszosc nie jest zainteresowana zmiana trybu zycia i woli placic pieniadze za insuline, mysle ze cena za insuline na wolnym rynku nie bylaby wysoka bo mozna ja wyprodukowac w duzych ilosciach i tanio przy uzyciu zmodyfikowanych genetycznie bakterii, natomiast taki cukrzyk i tak musi konsultowac sie z lekarzem, aby ustalac dawki i monitorowac zmiany…

    Polubienie

    1. Dodam jeszcze ze ceny na zabiegi medycyny estetycznej sa bardzo wysokie, mimo tego ze caly sektor jest prywatny 😉 a kolejki ciagna sie miesiacami 😉 dziewczyna z pracy w UK czekala 6 mieiecy na zrobienie nosa w Polsce. Taka anegdota 😀

      Polubienie

          1. Cen nie reguluje ryzyko tylko popyt i podaż. Jeśli każdy będzie mógł zostać chirurgiem i operować serca, a nie tylko super hiper lekarz po 10 certyfikatach państwowych – to cena musi spaść. Dodatkowo zarabiać będą nie ci z 10 certyfikatami tylko ci, którzy będą mieć największą skuteczność.

            Żeby zrozumieć dlaczego taki system jest dużo lepszy postaw się w sytuacji chorego – umierasz, jesteś biedny, masz do wyboru – gorszy lekarz lub śmierć.

            Obecnie niestety taki pacjent ma do wyboru tylko śmierć. Bo kolejka na operacje itp. czasami trwa latami.

            Polubienie

  2. dzięki za ten wpis:) dodałas mi odwagi, bo właśnie stoję w miejscu gdy stawiam pierwsze kroki idąc za głosem serca.. bez dyplomów i tytułów i już na samym początku rozwalam system ludziom z mojego otoczenia.. nie są w stanie pojąc ,że tak można ,że baaa można odnieść sukces…. Ziębę podziwiam, nie jestem jego fanatyczką, ale pomogły mi jego rady.. oczywiscie zostałąm zjechana za stosowanie wit c czy jodu.. tacy „życzliwi” są wsród nas.. nie wiem czy to w genach mamy, taki naród ..czy to niedobor wit d wyzwala wludziach tyle jadu hehehe.. pozdrawiam

    Polubienie

    1. „czy to niedobor wit d wyzwala wludziach tyle jadu” – myślę, że trzeba to zbadać XD

      A tak całkiem na poważenie – moje obserwacje świata dają taki wniosek – za zachowanie ludzi odpowiedzialna jest w dużej mierze dieta. Dieta wpływa bezpośrednio na hormony – a hormony na zachowania. Również np. seksualne. Obecny wysyp homo i transseksualistów to efekt biedy krajów rozwiniętych pod względem jakości jedzenia. Szczególnie produkty odzwierzęce są dziś na fatalnym poziomie, zresztą kurczaki czy inne zwierzęta faszeruje się sztucznymi hormonami.

      Więc to co mówisz, to nie jest takie tylko „śmieszne” – poziom witaminy D, która potrzebuje zdrowych tłuszczy, których dziś już się nie je tyle, może wpływać na agresję i „hejt” u ludzi. Serio 😀

      To temat na bardzo poważne badania na całym globie. Mam to w planach, gdy będę mieć koło 60-70 lat 🙂

      Polubienie

      1. Warto stosować różne odmiany. 🙂 Królem jest nasz zwykły, nudny, tani olej rzepakowy. Ma doskonały stosunek kwasow n3 do n6 ;).

        Polubienie

      2. Dlatego zalecana jest suplementacja bezwzględna w okresie jesienno-zimowych witaminy D, bo niestety w dużym uproszczenia to Pani napisała, ale tak jest. Nie wiązałabym jednak tego z transseksualizmem, czy homoseksualizmem… to znów zbyt daleko idące wnioski i bardzo krzywdzące dla takich osób.

        Polubienie

        1. To tylko teoria 😉 Tak jak zaznaczyłam. I nie chodzi o samą witaminę D oczywiście – ale o całokształt żywienia. Wszystkie cywilizacje w historii ludzkości upadały zawsze tylko z jednego powodu – braku jakościowego pożywienia. To nie jest według mnie przypadek. Jedzenie to nasze paliwo – jak „wlewamy” w siebie kiepskie paliwo – to daleko nie zajedziemy, że się tak metaforycznie wyrażę 😀

          Polubienie

      1. Czytałam książkę „Ukryte terapie” Jerzego Zięby. I nadal nie rozumiem dlaczego lekarze nie chcą leczyć ludzi tym sposobem. Coraz młodsi umierają na sepse a pseudo-lekarze nawet nie biorą pod uwagę Witaminy C

        Polubienie

        1. To że lekarz boi się podjąć decyzji, że nie poda wit C wynika z systemu w jakim pracuje. Lekarz ma do wyboru procedury, a podanie wit C jest po za procedurą. Mógłby stracić prawo wykonywania zawodu gdyby podał wit C, nawet jeśli pacjent przeżyje. Znasz może przypadek pani Doroty Gudaniec? Ona niedawno się przyznała, że gdy jej syn był w stanie agonalnym (nie jestem pewna ale miał sepsę) to ona jemu podawała roztwór z marihuany.
          Izby Lekarskie nie patrzą na uzdrowionych pacjentów, oni rozliczają lekarzy ze stosowanych procedur. Dlatego lekarze mało wiedzą o witaminach, marihuanie i innych za to dużo o syntetykach z firm farmaceutycznych – bo to jest w procedurach medycznych.
          Można się zapytać dlaczego lekarze tego nie chcą zmienić skoro dostrzegają, ze są nieskuteczni? Bo kształci się ich w systemie feudalnym, i większość lekarzy nie protestuje. Spójrzmy na dr Bachanskiego, który skutecznie pomagał pacjentom – został ukarany przez „system medyczny” a powinien być nagrodzony.
          Lekarze nawet jeśli wiedzą, ze można coś wyleczyć w naturalny sposób to tego głosno nie rekomendują bo wiedzą, ze mogą mieć z tego powodu kłopoty.

          Polubienie

          1. Nie rozumiem jak tak można. Straciłam w ten sposób siostrzenicę, stąd moje zainteresowanie tematem. Niestety o owym sposobie dowiedziałam się nieco za późno..
            Nie pojmuje lekarzy, którzy nawet mimo wiedzy o działaniu witaminy C nie podejmują się jej podania. Gdybym wiedziała wcześniej, sama zdecydowałabym się na podanie tej witaminy.
            Smutne jest, że w dzisiejszych czasach lekarze zapominają o przysiędze Hipokratesa. Liczą się jedynie surowe procedury nie zawsze idące w parze z dobrem pacjentów.
            Może to za mocne stwierdzenie ale dla mnie to świadome przyczynianie się do zgonu. Lekarze nie biorą pod uwagę tego, że niektórzy pacjenci mają całe życie przed sobą.

            Polubienie

            1. Ja się wstawię za lekarzy zatem, no bo ktoś musi 🙂
              No więc lekarze – to nie „autorytety” tylko też zwykli ludzie. Między innymi to chciałam przekazać w artykule. A ludzie – jak to ludzie – każdy patrzy na siebie. Niezależnie od tego jaki zawód, jaka filozofia czy ideologia – wszyscy jesteśmy egoistami.

              Więc gdy lekarz ma do wyboru utratę zawodu i ocalenie (być może) czyjegoś życia pozaproceduralną witaminką C, a pozwolenie umrzeć i ocalenie zawodu – wybiera zwykle to drugie. Tak, nasze własne życie, a nawet nasze własne pieniądze i rodzina są dla nas zawsze ważniejsze niż życie jakiejś obcej osoby – pacjenta.

              Druga strona medalu – dla Ciebie z kolei życie bliskiej osoby jest dużo więcej warte niż bezpieczeństwo finansowe lekarza, więc Ty byś go wręcz zmuszała do ryzyka.

              Rzecz w tym, że NIE MOŻEMY NIKOGO ZMUSZAĆ DO NICZEGO. Bo inaczej mamy coś, co się nazywa TYRANIĄ.

              Ani jedna strona nie powinna zmuszać do jednego, ani druga do drugiego.

              Tyle, że obecnie ludzie nie zmuszają siłą lekarzy do podawania witaminy C czy wody utlenionej. Natomiast cały system opieki zdrowotnej ZMUSZA SIŁĄ ludzi do opłacania w podatkach swojej pracy…

              Tak więc, moi drodzy – problemem nie jest pan Zięba, ani lekarze. Problemem jest system.

              Dopóki będzie „darmowa” państwowa służba zdrowia – dopóty nie będzie wyboru.

              Polubienie

              1. Współczuję utraty siostrzenicy.
                „Darmowa” państwowa służba zdrowia dla nas darmowa nie jest bo my płacimy. W PL mamy prywatną służbę zdrowia i obowiązują w niej podobne procedury. Na dodatek prywatna służba zdrowia nie zajmuje się kosztownym, trudnym leczeniem. Zajmuje się tym co opłacalne. Przykład: w prywatnej klinice podczas zabiegu przegrody nosowej doszło do powikłań, wzywa się karetkę państwowej służby zdrowia i leczy się go w systemie państwowym. Czy prywatna oddaje pieniądze za takie powikłania? Prywatny nie ma łóżek oiomowych bo są bardzo kosztowne, a państwowy musi mieć.
                I z moich doświadczeń prywatno-państwowej służby zdrowia to państwowa wychodzi na plus – nikt mi tam na siłę nie chciał „wciskać” leków, nie chciał robić mi biopsji, operacji itd. W prywatnym systemie jest ogrom nadużyć, bo np. płaci się od przyjętych pacjentów, od zabiegu. Im więcej zabiegów tym więcej kasy.

                Może system służby zdrowia byłby lepszy gdybyśmy płacili składki gdy jesteśmy zdrowi. Jak chorujemy to nie płacimy. Wtedy lekarze mieliby motywacje na powrót do skutecznych metod jak witaminy. W niektórych krajach do dziś podaje się dożylnie wit C zamiast szczepionek. Ale skoro mamy takie listy przejrzystości: http://www.pfizer.com.pl/efpia to jaką mamy pewność że instytucje czy lekarze z tych list podejmują niezależne decyzje?
                Dziś też nie ma mechanizmów, które by pozwalały na poprawę procedur, nie ma przyzwolenia na uczeniu się na błędach. W lotnictwie jest zbudowana atmosfera do przyznawania się do błędów, uczeniu na nich aby w ten sposób poprawić system bezpieczeństwa lotów. Tego nie ma w medycynie. Wielka Brytania zaczęła wprowadzać takie procedury, i pojedyncze szpitale w USA.
                Czy lekarz jest zawodem wolnym? Znam przypadek lekarza co leczy się sam z cukrzycy I bez insuliny i ma sukcesy ale tego nie powie nawet kolegom bo donieśliby na niego do IL i mógłby utracić prawo wykonywania zawodu. To jest wolność? Lekarze tkwią w systemie tyrani a ja go nazwę feudalnym. Już na studiach lekarz jest przygotowany do pracy w takim systemie. Bez buntu lekarzy ten system się nie zmieni. Ale czy lekarze chcą tego buntu? Pacjent jest elementem tego feudalnego systemu, i to w roli poddanego. Lekarz ma poczucie bycia ekonomem na folwarku. Ile osób będzie chciało z tego zrezygnować skoro tak ciężko na to pracowało? Bez buntu pacjentów tego systemu nie można zmienić. Odpływ nawet małej liczby pacjentów to utrata ogromnej gotówki dla farmacji, która bezpośrednio w tym systemie nie pracuje. Dlatego Zięba jest krytykowany bo on przyczynia się do odpływu tej gotówki.
                Pacjenci muszą zdać sobie sprawę, ze sami odpowiadają za własne zdrowie, a system medyczny choć rozbudowany nie daje nam żadnego bezpieczeństwa. Stwarza złudę bezpieczeństwa. Element konkurencji z symbiozą w tym systemie jest niezbędny. Wrócę do lotnictwa – jest to jedna z wielu form transportu i możemy wybrać jak chcemy się przemieszczać. Jeśli lotnictwo będzie niebezpieczne to możemy wybrać autobus, auto, taksówkę, kolej, statek – państwowe i prywatne a jednocześnie formy transportu ze sobą współpracują. Jeśli ludziom coś nie pasuje to przestają z tego korzystać i albo transport się zreformuje albo upadnie.
                W medycynie tego nie mamy, narzuca się nam jedyną formę leczenia – syntetyczne preparaty. Ziołolecznictwo, naturopatie, czy też chiropractor’ów chce się likwidować, dyskredytuje się. Zięba też przypomniał, że mamy inne formy wyleczenia nas i że ważna jest nasza świadomość i to chyba jest najbardziej irytujące dla uczestników systemu – świadomy pacjent.
                Mam też wrażenie, że nie uwzględnia się w tym systemie zdrowia najważniejszego kryterium – wyleczalność. W dzisiejszym systemie opłaca się trzymać pacjenta w stanie choroby, zdrowie się nie opłaca, za zdrowiem nie idą dochody ani do personelu medycznego, ani do producentów sprzętu medycznego, ani do farmacji.

                Polubienie

                1. I dlatego właśnie panują mity nt. prywatne = złe. Czy gdybyś miała – przykładowo – sklep z pieczywem i ciastkami, a obok byłaby państwowa piekarnia (bo „chleb nasz powszedni” się NALEŻY wszystkim, jak zdrowie :D) to czy funkcjonowałabyś tak samo, jak na wolnym rynku? Ano nie!

                  Bo pomimo, że robiłabyś lepsze jakościowo wypieki i miała lepszą organizację sklepu, a w piekarni państwowej by były kolejki, mimo, że „taniej, albo za darmo” – ludzie przychodzili by do Ciebie po bułeczki ciasteczka itp.

                  Ale gdyby potrzebowali wielkiego tortu na super okazję i ten tort kosztowałby u Ciebie już np. 200-1000 zł, a w piekarni państwowej mieliby podobny ZA DARMO – to stwierdziliby, że opłaca im się postać w kolejce…

                  Tak właśnie działa „prywatna” służba zdrowia na niezdrowym zniewolonym rynku. Ludzie nie chcą wydawać pieniędzy na jakość, wolą gówniane państwowe szpitale.

                  Wracając do metafory – Ty byś przestała sprzedawać drogie torty, a ludzie by mówili, że bez państwowej piekarni to tortów by nie było na rynku!

                  „Może system służby zdrowia byłby lepszy gdybyśmy płacili składki gdy jesteśmy zdrowi. Jak chorujemy to nie płacimy. ” – dokładnie tak jest (było w USA na przykład) na WOLNYM RYNKU – płaci się za SKUTECZNOŚĆ, renomę (czyli znów skuteczność), a nie za same działania.

                  Polubienie

                  1. Naprawdę w USA jak chorujesz np., na nowotwór to nie płacisz wtedy składek? A nie jest tak, ze leczą cię do momentu jak masz pieniądze a potem rób co chcesz? W USA jest naprawdę skuteczne leczenie? Wydali 500 milionów w ostatnich 40latach na „walkę z nowotworem” a wskaźnik śmiertelności się nie poprawił. Dlaczego tak mocno CDC/FDA zwalczało badania dr Burzyńskiego choć wszyscy pacjenci wyleczeni świadczyli na jego korzyść? W 2011 roku po raz pierwszy pokolenie dzieci będzie żyło krócej niż rodzice. 6ta przyczyna śmierci w USA w 2011r to niepożądana reakcja na leki (dane CDC). 573tys przypadków niepożądanych reakcji na leki o poważnych skutkach jak hospitalizacja, niepełnosprawność i inne szkodliwe rezultaty. O skutkach ubocznych szczepionek nie wspomnę, kosztach rehabilitacji dzieci a potem dorosłych – kolejny dochodowy biznes.

                    Nie napisałam, ze prywatne=złe, napisałam że prywatne również prowadzi do wypaczeń i nie jest to rozwiązanie problemów służby zdrowia – z mojego punktu widzenia jako pacjenta. Przed chorowaniem też myślałam, ze prywatne rozwiąże moje problemy ale nie rozwiązało, raczej próbowało generować kolejne.
                    I nie napisałam, ze państwowy=dobry – również jest wypaczany. Państwowy system nie jest DARMOWY. Żeby z niego skorzystać muszę mieć opłacane składki. Nie ma opcji „za darmo”. Jak nie płacę składek to dostaję cennik i jest kasa i płacę za konkretną usługę. Pacjenci NN są pokrywani z budżetu miasta za leczenie.

                    Moim zdaniem zamiana systemu na prywatny nie rozwiązuje problemu służby zdrowia, dalej masz te same procedury medyczne, dalej masz tych samych lekarzy w tym samym trybie kształconych, korzystających z tych samym preparatów i dlaczego mieliby zmienić sposoby leczenia? Obowiązują podobne procedury, ani w państwowym ani w prywatnym nie podadzą dożylnie wit C. Lekarze z prywatnej służby zdrowia należą do tych samych izb lekarskich. Nie wyjdą po za procedury. To jakim cudem prywatna służba zdrowia ma być inna?

                    Przechodząc do Twej metafory: prywatny w PL drogiego tortu nie upiecze bo się jemu to nie opłaca. W państwowej zostaje do tego zmuszony przepisami, że musi mieć drogie torty w ofercie bo rocznie kilku pacjentów potrzebuje takich tortów – patrz łóżka oiomowe. Zbyt droga jest bariera wejścia dla nich, i prywatnemu się nie opłaca budować łóżek oiomowych. Dlaczego nie ma prywatnych neurochirurgii – bo są duże koszty wejścia i długa stopa zwrotu. Prywatnemu się nie opłaca. Tak to wygląda w PL. Nic na to nie poradzę, ze ten prywatny tych tortów nie chce piec.

                    Przemysł farmaceutyczny jest prywatny, jaki on ma interes abyśmy byli zdrowi?

                    Biznes oparty na chorobie nie ma interesu abyśmy byli zdrowi. I nie ma znaczenia czy to biznes prywatny czy państwowy bo oba zarabiają na chorobie!

                    Polubienie

                    1. W USA BYŁO skuteczne leczenie i wolny rynek usług medycznych, dopóki się rząd nie zaczął w to wtrącać. Dość dobrze opisała to Prosta Ekonomia w filmiku, aczkolwiek nieco długim: https://www.youtube.com/watch?v=id82zs8BQyc

                      „prywatne również prowadzi do wypaczeń” – rzecz w tym, że nie ma żadnego w historii świata przykładu, gdzie wolny rynek i wolność do działania nie przyniosłaby polepszeń życia człowieka – również w kwestii opieki zdrowotnej. Dobrym przykładem tego, jaka jest różnica między „państwowym”, a „prywatnym, wolnym” działaniem jest przykład Taksówek i Uber’a. Która usługa oferuje lepszy serwis?

                      „Państwowy system nie jest DARMOWY. Żeby z niego skorzystać muszę mieć opłacane składki. Nie ma opcji „za darmo”” – oczywiście, że jest – rejestrujesz się jako bezrobotna, ubezpieczenie zdrowotne masz za darmo.

                      „Moim zdaniem zamiana systemu na prywatny nie rozwiązuje problemu służby zdrowia, dalej masz te same procedury medyczne, dalej masz tych samych lekarzy w tym samym trybie kształconych, korzystających z tych samym preparatów i dlaczego mieliby zmienić sposoby leczenia? ” – widzisz drzewo zamiast dostrzec las. Mówimy o WOLNYM RYNKU – to oznacza, że wszystko działa na zasadzie zdrowej konkurencji. Twoje myślenie to jest: „Nie da się tego, bo tamto nie działa”. Da się – i wiele krajów było i jest na to przykładem. Regulacje niczemu nie pomagają. Myślenie „socjalistyczne” polega na tym, że „coś powinno być”, np. „ludzie nie powinni umierać” – a rzeczywistość jest taka, że ludzie umierają. Rzeczywistość jest taka, że ludzkie życie MA rynkową wartość – różną dla różnych osób. Podawałam na to przykłady – dlaczego, np. nie biegniesz teraz do najbliższego szpitala oddać nerkę umierającemu? Ano bo czyjeś życie nie ma dla Ciebie znaczenia – wolisz mieć 2 nerki. Coś takiego jak „prawo” do opieki zdrowotnej nie jest niczym innym jak „prawem” do czyjejś pracy – w tym przypadku już nie lekarza – tylko podatników.

                      „Przemysł farmaceutyczny jest prywatny, jaki on ma interes abyśmy byli zdrowi?” – nie jest. Nie działa w oparciu o wolny rynek, działa w oparciu o układy i układziki z rządami. To jest SOCJALIZM, a nie kapitalizm. W tym cały problem – ludzie żyją w tym nieskutecznym systemie i myślą, że mają kapitalizm. Każda nawet najmniejsza ingerencja w wolny rynek państwa czy kogokolwiek prowadzi do monopoli i socjalizmu.

                      Jeszcze raz odniosę się do przykładu USA – poczytaj jak tam wyglądała opieka zdrowotna do lat 50-tych. Oczywiście to było ponad pół wieku temu, więc nie rozmawiamy o technologii i sprzęcie, tylko o samym funkcjonowaniu rynku. Wówczas coś takiego, jak „nieskuteczny lekarz” nie miało prawa bytu – nie leczyłeś, nie polecali Cię inni, traciłeś klientów i pracę.

                      Apropos tematu: polecam obserwować to, co się obecnie dzieje w USA. Niebawem Trump przedstawi swój model opieki zdrowotnej, który będzie swoistym miksem starego i nowego systemu – i zapewni opiekę każdemu Amerykaninowi. Tyle, że nie taką, jaką dziś znamy. Będzie to niezły szok dla całego świata i jednocześnie początek końca „dyktatury” i dobrej passy firm farmaceutycznych.

                      Polubienie

                    2. Składkę za bezrobotnego pokrywa urząd pracy.
                      Nie wiem czy Taksówkarz/Uber to dobry przykład bo oba to chyba prywatne biznesy?

                      Z tego filmu wynika ze 50lat temu na pewno nie było wolnego rynku w USA w medycynie – było narzucone kształcenie medyczne, były narzucone limity kształceń (a to jest forma regulacji obowiązujące do dziś w specjalizacjach). Rockefeller zadbał aby na początku ubiegłego wieku w USA zamiast o ziołach lekarze uczyli się TYLKO o syntetykach robionych z ropy naftowej. Działał już marketing, weszły już szczepionki przeciwko polio (przeprowadzano nielegalne badania na sierotach, wprowadzono do szczepionek formaldehyd nie patrząc jakie to ma skutki), które pojawiło się u starszych dzieci i dorosłych w skutek stosowania pestycydów ddt. USA to nie jest dobry przykład aby go naśladować w medycynie. Amerykanie wyrządzili wiele złego w tym systemie. A badania medyczne w USA – sami Amerykanie mówią, ze oni nigdy nie nauczyli się metodologii badań. Rzetelne prace prowadzili przed wojną Niemcy i Austria. Ale po wojnie nie chciano korzystać z metodologii niemieckiej. Konsekwencje tego odczuwamy do dziś – patrz cholesterol. To Amerykanie na początku ubiegłego wieku wycofali konopie indyjskie a zastąpili je plastikiem z ropy naftowej – robili biznes, zakazali stosowania konopi regulacjami. Na pewno z USA możemy uczyć się jak robić biznes i wielkie pieniądze ale nie wiem czy zawsze są to działania etyczne. Chyba jest miejsce dla etyki na wolnym rynku?

                      Myślenie „socjalistyczne” – łóżka oiomowe to nie jest myślenie socjalistyczne ale ma to związek ze standardami jakie obowiązują w tej cywilizacji – wynika to z osiągnięć technicznych. Jeśli możemy komuś pomóc po wypadku samochodowym i go uratować to dlaczego mamy z tego nie korzystać? Chyba, ze napisał w testamencie, że nie chce aby go ratować. Ok, możemy się umówić, że likwidujemy łóżka oiomowe ale czy wtedy to nie będzie tak jak z wit C – wiemy że pomaga, a nie stosujemy?

                      „Twoje myślenie to jest: „Nie da się tego, bo tamto nie działa”.” Nie napisałam, ze się nie da. Napisałam, że się nie sprawdza, a to jest różnica. Samo wprowadzenie wolnego rynku to za mało na zmiany w leczeniu. Bo rynek kształcenia lekarzy i pielęgniarek nie jest wolny – aby samodzielnie myśleli, aby znali substancje naturalne w leczeniu, wpływ żywności na organizm. A także obowiązkowe wprowadzenie uczenia się na błędach, bo to nawet jeśli było u pierwotnych pomagaczy w zdrowiu to się zagubiło.

                      I mam wrażenie, że nasza debata dawno zatraciła pacjenta, który stoi z pieniędzmi w ręku, chce kupić dożylna dawkę wit C.

                      Jaki model Trump by nie przedstawił to też będzie ingerencja przedstawiciela państwa. I „czy biznesmen może działać wbrew biznesowi” tym bardziej będę obserwować jak Trump wprowadza wolny rynek w medycynie, pamiętając Twoje słowa „Regulacje niczemu nie pomagają.”

                      Polubienie

                    3. „Chyba jest miejsce dla etyki na wolnym rynku?” – tylko na wolnym rynku, ponieważ renoma jest wszystkim – większość ludzi patrzy właśnie na „markę”, czyli renomę. Obecnie mamy odwrotną sytuację – na kontrolowanych rynkach coś takiego jak renoma nie funkcjonuje. Nie ma też konkurencji i odpowiedzialności.

                      Zabawne jest właśnie to, że wszelkie problemy biorą się z „regulacji”, czyli ingerencji w rynek (socjalizm), a potem za te problemy się obwinia „zły kapitalizm” 😀 I stwarza kolejne problemy kolejnymi regulacjami.

                      Lata 50-te w USA to już schyłek, ale zasady jeszcze panowały – lekarze byli tani i dostępni, nie było dzisiejszego szaleństwa regulacji i „autorytetów” narzucających „jedyne święte metody”. Co nie oznacza, że już się nie „psuło” – problemy w USA trwają już ponad wiek. Dziś mamy tam już kompletny socjalizm i wielką tykającą bombę w postaci masy ogłupionych, słabych fizycznie młodych ludzi. To samo tyczy się zresztą Niemiec, UK, Francji, itd.

                      „Jeśli możemy komuś pomóc po wypadku samochodowym i go uratować to dlaczego mamy z tego nie korzystać?” – Idąc tym tokiem myślenia, po raz kolejny przywołam mój ulubiony przykład: Jeśli możemy komuś pomóc, ofiarując swoją nerkę – to dlaczego mamy tego nie robić?” – polecam, żebyś zastanowiła się dlaczego tego nie robisz. Tak jak wspominałam – życie ludzkie ma wartość, nie jest „ponad wszystkim”. Oczywiście dla każdego z nas nasze życie jest najważniejsze. Ale to nie oznacza, że mamy prawo okradać innych ludzi – nawet w podatkach, by swoje życie ratować. Tak samo jak nie mamy prawa domagać się od kogoś nerki, gdy umieramy (pomyśl, co by było, gdybyśmy mogli!). Łóżka takie czy inakie, standard czy nie standard – niech sobie to każdy opłaca, jeśli chce. Zmuszanie do tego ludzi w imię jakiejś ideologii typu „to standard, każdemu się należy” jest socjalizmem i tyranią.

                      „Samo wprowadzenie wolnego rynku to za mało na zmiany w leczeniu. Bo rynek kształcenia lekarzy i pielęgniarek nie jest wolny” – uprzejmię informuję, że pojęcie „wolny rynek” odnosi się do całego rynku. Nie ma czegoś takiego, jak „częściowo wolny rynek, tak samo jak nie ma „częściowego kapitalizmu” i nie można być „trochę” w ciąży. Więc jeśli wolny rynek – to również edukacja, produkcja, itd. Brak regulacji innych niż tzw. reguła prawa – czyli równość wobec prawa. No i oczywiście skuteczne prawo, bo w Polsce i tego nie ma 🙂

                      „Jaki model Trump by nie przedstawił to też będzie ingerencja przedstawiciela państwa.” – Znosząc regulacje znosimy ingerencję. To jest proces, nie od razu Rzym zbudowano. Przewiduję, że Trump ogłosi to około jesieni lub najpóźniej na początku 2018 i będzie to najpierw obejmowało najbiedniejszych – tych, których dziś na ubezpieczenia nie stać. Potem w miarę jak wszyscy zobaczą, że „działa” – będzie łatwo wykończyć zdychający już wtedy system regulacji.

                      To samo tyczy się socjalu w USA – Trump ma genialną taktykę gdzie najpierw gwarantuje miejsca pracy działaniami protekcjonalnymi, a potem powoli będzie likwidował pomoc socjalną. Nie da się tego zrobić odwrotnie.

                      Wracając do pacjenta w tym temacie – nie zapominajmy bezczelnej prawdy – pacjent to klient. Niezależnie jak chcesz na to patrzeć – lekarz oferuje serwis, pacjent go kupuje. Jest powiedzenie: „Nasz klient, nasz pan”. Ale ono działa właśnie tylko i wyłącznie na wolnym rynku.

                      Polubienie

                    4. Dostrzegam pewne sprzeczności w tym co piszesz, bo nawet w filmie który podesłałaś podają że regulacje w zawodzie lekarza zaczęły się od 1821r wprowadzali licencje lekarza. W 1847 powstały stowarzyszenia, szkoły. To skąd ma być wolny system medyczny w 1950roku skoro w 1821r miał już regulacje?
                      Oczywiście, że w USA były już święte metody przed 1950rokiem, choćby wprowadzenie nieskutecznej szczepionki przeciwko polio jest tego przykładem. Zrzutka narodowa na szczepionkę była to nie można było ogłosić, ze to szkodliwy produkt. Wprowadzono ją pomimo, iż szkodziła. Ogłupienie to nie jest stan dzisiejszych ludzi, bywał już wcześniej a edukacja się do tego również przyczynia. Przecież też jest jedyna i słuszna.
                      „Łóżka takie czy inakie, standard czy nie standard – niech sobie to każdy opłaca, jeśli chce.” I problem jest taki, że prywatnego tego ci nie sprzedadzą, bo im się nie opłaca wydawać 250tys na takie łóżko, nawet jeśli chcesz zapłacisz. Tak na marginesie na szczęście nie każdy potrzebuje takiego łóżka, ale pewnie jakbyś była po ciężkiej operacji albo wypadku to pewnie chciałabyś przeżyć i z takiego łóżka skorzystać.
                      Co do nerki sama mówisz, ze jest wolny rynek i też ją możesz sobie kupić. Może to i czarny rynek ale możesz kupić.

                      Podziwiam Cię za wiarę w człowieka, który swoje pieniądze zarabiał na tym, ze omijał prawo, że nie stosował zasad etycznych ani w kampanii wyborczej ani w latach 70tych nie płacąc nielegalnej emigracji za wykonaną pracę, i jak ktoś kto tego sam nie przestrzegał może wprowadzić etyczne metody wolnego rynku?
                      Rzeczywiście jego taktyka w szukaniu miejsc pracy jest genialna – zaprosił na spotkanie np. Elona Muska i zażądał, ze ma zbudować dla bezrobotnych miejsca pracy, kiedy jego fabryki zatrudniają jednak dość specyficzną grupę osób. Takie działania to nie jest wolny rynek, to jest jednak tyrania albo regulacja.

                      Polubienie

                    5. Nie był w pełni wolny, ale jeszcze dość dobrze funkcjonował.

                      „problem jest taki, że prywatnego tego ci nie sprzedadzą, bo im się nie opłaca wydawać 250tys na takie łóżko, nawet jeśli chcesz zapłacisz.” – na obecnym rynku, który nie jest wolny. A nawet jeśli – to jaki problem samemu sobie to sprowadzić od producenta? Problemem nie jest sam brak czegoś, tylko zmuszanie ludzi do płacenia. I nie ma tu znaczenia, czy będzie medycyna akademicka, czy alternatywna – każdy element rynku nie funkcjonujący w oparciu o konkurencję tylko o dotacje rządowe będzie gówniany pod względem jakości. Tego się nie da przeskoczyć.

                      „Co do nerki sama mówisz, ze jest wolny rynek i też ją możesz sobie kupić. Może to i czarny rynek ale możesz kupić.” – nie zrozumiałaś o czym mówiłam. Porównuję pieniądze ludzi z podatków do nerki, bo daje to odpowiedni obraz sytuacji – nie ważne czy zabierają Ci siłą nerkę czy pieniądze – to jest Twoja własność więc podatki są i zawsze będą kradzieżą.

                      Co do Trumpa – sprawdź fakty, bo zwyczajnie opisujesz nieprawdę. I to nie jest kwestia wiary, tylko obserwacji – Trump już to robi. Ale żeby zrozumieć działania i skuteczność Trumpa, trzeba rozumieć psychologię ludzką. On jest mistrzem w tej kwestii.

                      Polubienie

  3. Strasznie przykro patrzec na to jak mieszasz z błotem wielu lekarzy np. chirurgow ktorzy uratowali zycie wielu ludziom, albo ratownikow medycznych… Strasznie plytkie spojrzenie na temat i bardzo aroganckie

    Polubienie

    1. Płytkim spojrzeniem na temat według mnie jest raczej takie jak Twoje – czarno-białe. Nigdzie nie napisałam, że pan Zięba ma 100% skuteczność, ani że medycyna akademicka ma 0%. Artykuł jest o mechanizmach, które rządzą „autorytetami”, a nie o samej medycynie.

      Medycyna stoi i musi stać na niskim poziomie – w porównaniu do tego co mogłaby prezentować w dzisiejszych czasach, ponieważ podlega socjalistycznemu systemowi. Tego nie przeskoczy nikt. Nawet najbardziej zaangażowany i zaradny lekarz z powołania.

      Polubienie

      1. Ziebia niczego nie wymysla nikogo nie leczy , jedyne co robi to czyta zagraniczne portale i opowiada to ludziom w Polsce , czesc z tego jest pewnie prawda czesc nie o czym sam sie przkonał jak sprzedawał ludziom strukturyzatory do wody po kilkanascie koła które okazały sie bujda

        Polubienie

  4. Uwagi napisane w punkt. Najpierw sama doszłam do wniosków jakie Zieba przytacza w swoich książkach, lecząc sie samej z Crohne przy pomocy materiałów udostępnionych przez chłopaków z scdlifestyle. Pomogli wielu osobom, choć w PL usłyszymy ze to nieuleczalne. Leczymy sie odżywianiem i suplementami. Dzięki tym chłopakom funkcjonuje, żyje, pracuje i mnie nie boli, wspaniała sprawa. Jak lekarz widział mnie na kontroli i stwierdził „jest pani zdrowa” nawet sie nie zapytał jak to zrobiłam. A przecież wszystkie badania na podstawie których podejmowałam decyzje o suplementacji dla mojego przypadku sa dostępne na pubmedzie, i on tez ma do nich dostęp. Metoda leczenia ma ze 100lat, opracowana przez pediatrę dr Haasa, a potem rozwinięta przez jedna z jego pacjentek Elaine Gottschall. Dlaczego w Polsce nie można tego stosować aby przynosić ulgę ludziom w chorobach jelit?

    Potem pojawił się Zięba, i właściwie w wielu obszarach to co głosi dla mnie nie jest zaskoczeniem. Wazne, ze ludzie sie zastanawiają nad tym co mowi, czasem zmieniają jeden nawyk i odczuwają ulgę. I nawet jeśli to jest placebo to przecież pomaga, leczy bo placebo tez jest forma leczenia. Przeciwnikom placebo polecam książkę napisaną przez lekarza „cień Hipokratesa”. Facet porusza temat placebo, jego wagi, ale rownież dlaczego antybiotyki nie sa skuteczne w stanach zapalnych górnych dróg oddechowych (analizuje badania), porusza temat dlaczego życzliwe podejście do pacjenta pomaga w leczeniu. I wywodzi sie to właśnie od Hipokratesa, gdzie medycyna jest sztuka a nie nauka ścisłą, gdzie nie można wszystkiego opierać na badaniach, bo jak oszacować wpływ życzliwości na wyzdrowienie pacjenta?
    Jak w PL mówimy lekarzowi np. „zrobilam to i tamto, czuje sie lepiej” to usłyszmy „to niemożliwe, to nie działa”. Podważanie zdania pacjenta jest powszechne. Znam przypadek z NL jak lekarz zobaczył, ze stan biodra sie poprawił u dziecka, i mama powiedziała, ze była u masażysty przez 2 tygodnie to lekarz szybko przepisał rehabilitacje na stałe, i nie dyskutował ze „matka głupia i nie wie co wpływa na biodro dziecka”.
    I masz racje, kazdy jest odpowiedzialny za swoje zdrowie, życie i nie moga nam wciskać lekarstw, szczepionek bo to dla mnie jest nękanie człowieka. Szkoda, ze lekarze nie uczą sie nic o odżywianiu, o analizowaniu badan, moze prościej byłoby im sięgnąć do prac Weston’a Price, i zobaczyliby ze jeszcze 100 lat temu ludzie byli zdrowi bez tych wszystkich „zalecanych dobrodziejstw” ale odżywiali sie właściwie dla człowieka.
    Swoją droga dlaczego pod Twoim wpisem jest tyle hejtu zamiast wykazanie, w jakiej analizie Zięba się pomylił. Inna sprawa, ze nie tylko Zieba mowi o wit C, lekarze, biotechnolodzy tez wyjaśniają potrzebę uzupełniania wit C w chorobach przewlekłych.
    Lekarz nie ponosi odpowiedzialności za przepisane preparaty, choć nam szkodzą. I nawet nie ma takiego poczucia, wzrusza ramionami i nawet nie zgłosi ze preparat powoduje negatywne objawy. Nawet się nad tym nie pochyli.
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    Polubienie

  5. W medycynie nie ma czegoś takiego, że ktoś się zgadza, albo i nie zgadza. Nie można leczyć ludzi opierając się na kilku badaniach i układając swoje własne teorie do cholery do nich!! Pan pięknie manipuluje, cytuje podstawy biochemii harpera, odnosi je do znalezionych bóg wie gdzie badań. Czy brane są pod uwagę przez niego metaanalizy? Czy same eksperymentalne badania jeszcze bez randomizacji pewnie 😃? O jak wielu ludziach się słyszy, którzy ucierpieli przez ziebianizm!! Czy wy nie słyszycie? Bo nie chcecie? „Lewoskretna” wit c tutaj nie pomoże 🙂

    Polubienie

    1. To ja się zapytam po raz już wtóry – gdzie są ci ludzie. Pytam całkiem poważnie. Bo bardzo bym chciała poznać ich i ich historie. Rzecz w tym, że to jest mityczne. Nikt jakoś tych ludzi nie potrafi wskazać. Nikt się oficjalnie nie wypowiada: „Stosowałem to i tamto, zamiast mi pomóc, zaszkodziło”.

      Oczywiście jest jeszcze taka opcja, że stosowali coś i umarli. Ale wtedy fakt, że wszyscy jakoś ukrywają ich dane i historie jest bardzo mało prawdopodobny, bo to przecież woda na młyn mediów wszelakich! Czemu nie ma żadnej nagłośnionej sprawy „ofiary” pana Zięby?

      Czemu od dziesiątek osób w ciągu ostatnich lat usłyszałam tylko: „Słyszałaś o Ziębie? Jego metodą wyleczyłem sobie to”, „Spróbuj tego, to jest metoda opisywana przez Ziębę i wyleczyłam nią tamto”, itp., ale ani razu nie usłyszałam: „Słyszałaś o Ziębie? Ten gość zniszczył mi życie, jego metody sprawiły, że podupadłem na zdrowiu”?

      Oczywiście znów – to może być przypadek, ale szansa na to jest żadna. Bo skoro „Zięba nikogo nie wyleczył, bo jego metody nie działają” – to skąd tyle pozytywnych relacji? I skoro „Zięba szkodzi ludziom” – to gdzie ci poszkodowani.

      Skoro tylko szkodzi, jak twierdzą środowiska „autorytetów” i ma zerową skuteczność to powinnam słyszeć same negatywne relacje. Inaczej prawo natury zwane rachunkiem prawdopodobieństwa „nie działa”.

      Polubienie

      1. Poszkodowani Zięby są pewnie w tym samym miejscu, gdzie poszkodowani Szafrańskiego. Chyba sama pisałaś coś o tym artykuł jakiś czas temu…?

        Polubienie

        1. To trochę tak jakby mówić o „poszkodowanych” przez szafiarki. Czy jakieś dziewczyny się zgłoszą, że zostały „ofiarami” szafiarek? No raczej nie 😀
          Ale czy problem ogólnego zagubienia i ogłupiania młodych ludzi się nie szerzy? Ano raczej tak.

          Tak samo jak szafiarki nie mają realnych osiągnięć i sukcesów, tak samo pan Szafrański. W przypadku pana Zięby nie ma ofiar, ale są za to całe tłumy ludzi, którzy potwierdzają, że to, co on opisuje „działa” i jest skuteczne.

          Co nie oznacza oczywiście, że jestem przeciwko szafiarkom czy innym blogerom jak pan Szafrański. Jest popyt – jest podaż. Tak wygląda świat. Ja tylko mówię jak to wygląda z mojej perspektywy – ani szafiarstwo, ani finansowy analfabetyzm szczęścia nie przynoszą. Mogą przynieść chwilowe przyjemności i połaskotać „ego”, ale to nie to samo.

          Polubienie

          1. Yyyy no tak, Szafrański nie ma realnych osiągnięć, a Zięba ma 😐
            Akurat tak się składa, że jestem osobą, która zmieniła swoje życie na lepsze pod wpływem pana Szafrańskiego. Dlatego z mojej perspektywy, pan Szafrański ma realne osiągnięcia.
            I taki niesamowity zbieg okoliczności zaistniał, że akurat wczoraj trafiła do mnie historia znajomej, która kupiła restrukturyzator wody za 2500zł i co miesiąc przelewa 500zł panu Ziębie. Mogłaby wydać te pieniądze na rzeczy, które naprawdę leczą, np. jedzenie (imbir, cynamon – mają potwierdzone działanie antynowotworowe i przeciwzapalne). Zamiast tego ożywia sobie wodę… Według mnie, jest przykładem osoby poszkodowanej, oszukanej przez pana Ziębę. Ona wydała prawdziwe pieniądze, ja panu Szafrańskiemu nie wpłaciłam ani złotówki.

            Twierdzisz, że restrukturyzatory wody naprawdę ożywiają wodę? Bo jeżeli tak, to tu nasza dyskusja się kończy. Jeżeli nie, to musisz chyba przyznać, że człowiek sprzedający ludziom maszyny do ożywiania wody jest oszustem…

            Polubienie

            1. Ah i jeszcze dodam, że dziwią mnie bardzo twoje podwójne standardy.
              O panu Szafrańskim pisałaś, że jest manipulatorem i żeruje na ludzkiej biedzie. Nie widzisz tego, że pan Zięba żeruje na ludzkiej chorobie, niewiedzy, bezsilności…? Nie widzisz manipulacji pana Zięby?

              Polubienie

            2. „ja panu Szafrańskiemu nie wpłaciłam ani złotówki.” – to jest właśnie powód, dla którego nazywam tego człowieka cwaniakiem. Jesteś pięknym przykładem nieświadomej i naiwnej ofiary. Szafrański zarabia nie na wpłatach, tylko na odsłonach i linkach, słowem – na reklamie. Jeśli tylko czytasz jego bloga, to on już na Tobie zarabia. Zresztą sam o tym mówi. A fakt, że tak bardzo go bronisz też mówi wiele o Tobie (polecam jeszcze raz artykuł o dysonansie poznawczym).

              Co do „restrukturyzatora wody” – polecam zapoznać się z cenami porządnych filtrów do wody. Nie wiem, jakiej jakości jest produkt sprzedawany przez Ziębę. Ale 2,5 tys. zł za filtr to nie jest wcale dużo. Więc nawet jeśli nie „ożywia” wody, jak to piszesz – nie jest to wcale żaden kiepski nabytek. Nie wspominając o tym, że efekty takich decyzji nie są natychmiastowe, tylko trwają lata czy dekady.

              Ja też mam znajomych, którzy zawsze jedli „śmieci” i śmiali się ze mnie lata temu, gdy przechodziłam na „dietę pierwotną”. Mówili, że jestem „głupia” i że trzeba jeść wszystko, a nie sobie odmawiać np. pieczywa. Dziś, po kilku latach, zaczynają się u nich choroby przewlekłe, a stan ich ciał pozostawia wiele do życzenia. Koleżanki się mnie pytają dlaczego mają cellulit…

              Życiowe wybory każdego z nas rzutują na naszą przyszłość. Z mojego doświadczenia wynika, że samo „czucie się dobrze” nic nie znaczy. Liczą się efekty. Pan Szafrański ma zgraję „fanów”, którzy czują się dobrze, wyjątkowo i „mądrzej” – ale w rzeczywistości stają się „krowami dojnymi” zwykłego cwaniaka. Pan Zięba nie ma „fanów” – on ma wokół siebie ludzi, którzy nie boją się krytykować i nie ufają ślepo wszystkiemu. Zupełnie inny typ człowieka.

              Ale to oczywiście tylko moje obserwacje – i mogę się mylić.

              Polubienie

    2. Robi ludziom pranie mózgu zasypują swoje organizmy chemia bez ograniczeń. Wierzą ślepo we wszystko co powie. A wielokrotnie nie ma racji.

      Polubienie

      1. A leki to nie chemia? To nas nie zabija?
        Zażywając leki, dopiero wprowadzamy gigantyczne dawki chemi. To o czym pisze Pan Zięba, to nie szkodzi i to nas nie zabija, co najwyżej nie pomoże, ale jednak pomaga. Myślę, ze dobrze by było włączyć myślenie.

        Polubienie

    3. To nie są teorie Pana Zięby. I tutaj myśle, ze to wystarczający argument. Jednak – Uczestniczyłam w wiośnie zdrowia, przyjechali doktorzy z całego świata, którzy są autorami tych badań. Spokojnie, badania są jak najbardziej prawidłowe 🙂 gdyby Pani je przeczytała to by nie miała Pani wątpliwości, po co wiec ten komentarz? Czy jest Pani chora na chorobę przewlekłą? Bo jeżeli nie to nikt Panią o zdanie nie pyta, proszę się leczyć dowolnie. Mam nadzieję, ze badania naukowe , które Pani wybiera nie zrobią Pani krzywdy 😉 po prostu proszę dać szanse chorym i usunąć się z drogi 🙂

      Polubienie

    4. Droga Klaudio,
      Nie zrozumiałaś o czym jest artykuł chyba. Przecież każdy decyduje sam, jak chce być leczony. Jeżeli dla Ciebie medycyna akademicka i jej sposób leczenia jest wystarczająco wiarygodny, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś z niej korzystała. Myślącego człowieka raczej nikt nie zmanipuluje. A niemyślących zmanipuluje każdy, kto zechce i będzie umiał. A jakże wiele osób ucierpiało przez „medycynizm akademicki”..

      Polubienie

    5. Klaudio, problem polega jeszcze na tym ze przeciętny lekarz nie czyta badan ze zrozumieniem. Moze z 5% lekarzy rozumie statystykę, cała reszta podczas czytania artykułu omija czesc ze statystyką, nawet nie wezmą do ręki kalkulatora aby sprawdzić najprostsze średnie w badaniu. Lekarze nie widza sensu uczenia sie statystyki, a jak maja zrobić statystkę do swojego doktoratu to zlecają to inżynierom/statystykom i zdarza się, ze wychodzą z tego koszmarki. Na 20 osob studiów doktoranckich z medycyny przeciętnie 1-2 osoby decydują sie zrobić samodzielnie lub przy współudziale znawcy statystykę do swojego doktoratu.
      A juz mówienie lekarzowi hasła metaanaliza jak on nie potrafi zweryfikować czy badania były poprawnie przeprowadzone i nawet przeciętny lekarz nie chce tego robić bo uważa ze od statystyki sa inni fachowcy, jest żartem.
      Jeśli współautorem artykułu jest profesor prowadzący prace to dla lekarze jest niemal świętość i ze wszystkim sie zgodzi co jest w artykule, bo chce miec ten doktorat. Kariera jest ważniejsza niz uważne podejście do badan.
      Zreszta od wielu lekarzy usłyszałam tez ze oni nie maja czasu na żadne czytanie badan, chyba ze ten doktorat robią to wtedy interesują sie wybiórczo ale nie przeszukują badan pod katem chorych pacjentów w poszukiwaniu rozwiązania ich problemu zdrowotnego.
      Firmy zlecające badania w PL naszym lekarzom też narzekają na brak znajomości statystyki i wynikające stąd błędy.
      Starsi lekarze doskonale wiedza, ze leczenie to nie tylko badania, statystyka bo byli uczeni w trybie ze medycyna to Sztuka – zreszta w pracach prof Szczeklika rownież przewija się zagadnienie właściwego traktowania pacjenta, właściwej rozmowy z pacjentem co jest bardzo ważnne.
      Skoro jest tak świetnie wśród naszych lekarzy to skąd jest tylu ludzi cierpiących, niewyleczonych i szukajacych odpowiedzi w medycynie pierwotnej?

      Polubienie

      1. Weźmy pod uwagę jedną rzecz. Medycyna pierwotna – przeciętna długość życia kiedyś i dziś. Kilkadziesiąt lat różnicy?
        Nie mówię, żebyśmy tylko i wyłącznie faszerowali się syntetykami przepisanymi przez lekarzy. Medycyna naturalna dobrze. Ale „choroby” Pana Zięby to nie jest zapalenie spojówek, gdzie warto przemywać świetlikiem, czy rozwolnienie, gdzie węgiel pomoże. Tutaj mowa o nowotworach

        Polubienie

        1. Klaudio, to spójrzmy na choćby Hunzów zanim doprowadzono do ich osady drogę jeszcze w połowie ubiegłego wieku żyli 120-150lat dopóty nie przyszedł biały człowiek z białą mąką i białym cukrem. Długowieczne społeczności – a takowe jeszcze mamy – żyją po wyżej 100lat, odżywiają się naturalnymi produktami. zaliczają też głodówki na przednówku. I oni nie chorują ani na nowotwory, ani na choroby serca itd. Znaczenie ma jeszcze woda jaką pijemy, środowisko w jakim żyjemy, czy posiadamy cel w życiu itd. Są dość obszerne prace socjologów w tych długowiecznych grupach. A na umarłych grupach prace prowadzą antropolodzy i są to bardzo ciekawe materiały.

          Naprawdę uważasz, ze leczenie nowotworów jest skuteczne w panującej nam medycynie? Dlaczego nie promuje się leczenia metodą dr Burzyńskiego choć ma lepszą wyleczalność niż panująca nam chemio/radioterapia? Nie dostrzegasz paradoksów?

          Cały czas mnie nurtuje dlaczego nie pozwalasz ludziom wybierać sposobu leczenia? Dlaczego narzucasz jedyny słuszny? skąd masz pewność, że jest słuszny skoro tylko 5% osób przeżywa z leczenia nowotworów? Przecież nawet współczesne przepisy w obszarze leczenia mówi o tym, że lekarz jest jedynie depozytariuszem naszego zdrowia a pacjent wybiera sposób leczenia. Tak, napiszesz ze Zięba nie ponosi odpowiedzialności za porady, ale lekarze też nie ponoszą odpowiedzialności za przepisane nam pacjentom preparatów a one też szkodzą. Powikłania polekowe są w PL lekceważone, a one doprowadzają też do zgonów, wywołują inne choroby ale takie tematy są przemilczane. A jak zgłosisz skutek uboczny leku to lekarz tego nigdzie nie zgłasza bo a) nie chcę się jemu, b) za dużo biurokarcji c) będzie miał kłopoty c) nawet nie wie jak to zrobić.

          I wiesz co jest najbardziej smutne w sporze Zięba-lekarze, że jakby się lekarzom zagubił pacjent. Bo moze jednak warto współpracować z naturopatami i leczyć człowieka holistycznie? W końcu chyba chodzi o WYLECZENIE człowieka a nie debatę kto ma rację Zięba czy lekarz?
          Mam wrażenie, ze gubi się tutaj istotę sprawy jaką jest nasze zdrowie.

          Polubienie

          1. Bardzo dobrze podsumowane. Pod społecznością 150-letnią się nie podpiszę, ale 100-latków znam i wiem nawet w których miejscach dokładnie te społeczności sobie żyją. Część tu na Karaibach nawet.

            Wracając do tematu – myślę że bardzo ważnym aspektem jest też element mafijny. Ponieważ świat medycyny jest finansowany z rządu – w „realu” na prawdziwym wolnym rynku:

            1. Lekarze specjaliści z jakąś skutecznością i wiedzą zarabialiby co najmniej połowę mniej niż dziś.
            2. Pozostałe 90% lekarzy straciłoby pracę i nie odnalazło się w takich realiach.

            Więc jak to mówią – ręka rękę myje…

            Polubienie

            1. Catherine Sophie: Super, że masz szansę żyć przy takiej długowiecznej społeczności:-) Nie ma to jak samemu zobaczyć Niebieskie Strefy –
              spotkałam się z taką nazwą na społeczności długowieczne. Osobiście do Hunzów nie dotarłam ale z tego co udało mi się ustalić to poprowadzono do ich doliny drogę, przywieziono białą mąkę, biały cukier i pojawiły się zawały serca i inne choroby a zakończyła długowieczność.
              I to nie jest wyjątkowa sytuacja bo w pamiętnikach lekarzy-podróżników możemy poczytać jak to nagle w wiosce pojawia się nowa choroba np. wyrostek robaczkowy. Lekarz mieszkał w wiosce 40 lat, i takich chorób nie było. Wtedy (ok 100lat temu) lekarze szukali przyczyny. I dochodzili, że takie choroby występują u osób co odżywiają się „po europejsku”.
              Jak patrzyłam na Innuitów, którym narzuca się nasz sposób życia, nasze myślenie to nie widziałam ludzi szczęsliwych. I niestety przez takie działanie niektórych ludzi zdrowe społeczności zanikają.

              Masz rację, że medycyna to wielki biznes. Pewnie połowy specjalizacji by wogóle sie nie pojawiło na wolnym rynku. Jak zsumujemy ile już przeznaczono pieniędzy na „walkę z nowotworami”. Czy jeśliby na jakikolwiek inny obszar przeznaczono takie fundusze i ten obszar przyniósłby tak marne efekty to czy dalej by finansowano ten obszar? Gdyby wydawać takie fundusze na budowanie domów, i tylko 5% z nich by się nie rozpadało po miesiącu to czy dalej byśmy finansowali takie budowanie? Czy wogóle byśmy takim budowlańcom zapłacili? Pewnie byśmy domagali się odszkodowania.
              Albo jak przywykliśmy do smierci wywołanej operacją/leczeniem, słyszymy ze to trudny przypadek, pacjent nietypowy itd. Ale jak osoba umrze bo miała kontakt z naturopatą to wówczas medialnie zaczyna się nagonka na naturopatię choć tak naprawdę często jeszcze nie znamy przyczyny śmierci. Śmierć w szpitalu czy z powodu leczenia przez lekarza jest społecznie akceptowalna, inna jest zakazana. Świetny biznes bo nie trzeba wyleczyć/pomóc aby zarobić. Czy w innych obszarach za taki brak skuteczności chcielibyśmy płacić?

              I jeszcze w kwestii badań bo to też dobry biznes. Glenn Begley próbował odtworzyć 53 „przełomowe badania” przeprowadzone w najlepszych laboratoriach oraz opublikowane w wiodących czasopismach medycznych i był w stanie odtworzyć tylko 6. Sąd niemiecki zlecił odtworzenie chyba 6ciu laboratoriom wirusa odry i się nie udało. I powstało pytanie: co jest w szczepionkach skoro wirusa nie można odtworzyć?

              Osobiście mnie nurtuje jeszcze inna kwestia. Dzisiejsza chemioterapia wywodzi się z pola walki z 1917r kiedy to użyto gaz musztardowy pod Ypres. Potem gaz musztardowy testowano na pacjentach z nowotworem. A radioterapia to broń atomowa. Czy gdybyśmy dokładnie znali całą historię obowiązującej medycyny to czy na pewno świadomie byśmy ją stosowali? Jak coś co zabija może wyleczyć?

              Polubienie

  6. Proszę nie globalizuj. Ja byłam w Polsce pielęgniarką anestezjogiczną i oiomową i nie był to dobry interes. Obudziłam się w innym szpitalu po zatorze płucnym. Mieli mnie w pupie. Mój facet i syn zapłacili za info i za leki po. Jak to się ma do mojej pracy?Może nie była super, ale była dobra

    Polubienie

  7. Swietnie ze istnieje youtube i blogi. Kazdy ma szanse pokazac swoje umiejetnosci i dac ludziom cos od siebie. I kazdy moze wybierac jakie wartosciowe dla siebie teksty/kanaly bedzie ogladal. Juz od dawna moja kuzynka (po skonczonych studiach z grafiki) powtarza ze ona to tak naprawde wszystko z tutoriali i wlasnej praktyki umie 😉 Pal licho tytuly i certyfikaty.

    Polubienie

    1. Owszem, będąc grafikiem, informatykiem itd itp nie musisz kończyć szkoły, super portfolio wystarczy. Będąc lekarzem musisz wiedzieć wszystko co się dzieje w każdej komoreczce Twojego organizmu. Można czytać prywatnie, ale to nie będzie ta sama akademicka wiedzą, tak potrzebna w pracy!

      Polubienie

      1. Zadam Ci proste pytanie: Czy sądzisz, że jakość państwowej edukacji (szkół) jest w Polsce fenomenalna, najlepsza jaka może być?

        Myślę, że zgodzisz się, że nie. Myślę, że przyznasz, że jakość państwowych szkół jest fatalna.

        Uniwersytety też są państwowe. No więc jak wyedukowani w tym archaicznym i fatalnym systemie lekarze mają niby cokolwiek wiedzieć? Szkoły produkują powtarzających wyuczone na pamięć regułki analfabetów życiowych, czego dałaś przykład we wcześniejszym komentarzu. Wyuczone, powtarzane, spreparowane, byś czuła się mądrzejsza od innych tylko dlatego, że je znasz. Jak to ktoś mądrze podsumował:

        „Świat poznajemy poprzez podręczniki. Całymi latami siedzimy w szkołach i powtarzamy to co nam mówią. Poddają nas testom i oceniają jak zwierzęta laboratoryjne. Jesteśmy wychowywani nie na takich, co zmienią świat tylko na takich, którzy się niczym nie różnią. Mądrzy na tyle, aby wykonywać swoją pracę, ale nie na tyle, aby zastanawiać się po co.

        Polubienie

        1. Oczywiście, że się zgodzę. Pełno jest kretyńskich kierunków, turystyki itp. która wyrzucają jełopów z papierkiem. Ale stety/niestety medycynę mamy na bardzo wysokim poziomie. 🙂 a, żeby móc mówić o czymkolwiek, trzeba znać chociaż podstawy. I tu nie ma nic spreparowanego by brzmiało mądrze, to są po prostu PODSTAWY, minimum, a gdzie cała reszta.. przepaść. A co z tymi badaniami przytaczanymi przez Pana Ziebe? Jakiego rodzaju są one? Wiesz, według statystyki ja i mój kot mamy 3 nogi. To taki prosty przykład. No nie mamy 🙂 więc pytam.
          Co do osób poszkodowanych, poszukam po pracy. Co do zwolenników. Ostatnio czytałam o metodzie na nowotwory, jakoby wyparzenie dziury w łydce czosnkiem, włożenie tam ziarna cieciorki i obłożenie kapustą kiszoną miało wyleczyć z raka. Hit co, a ile ludzi w to wierzy!

          Polubienie

          1. Odniosę się najpierw do badań które przytacza Zięba. Prosiłabym byś się najpierw również przyznała szczerze – czy faktycznie czytałaś jego książkę choć jedną? Bo po tym co piszesz łatwo poznać, że nie.

            Dlatego, że sam Zięba mówi jasno, że przywoływane przez niego badania to prawie same obserwacje, a nie badania które akceptuje Lancet. On tylko pokazuje, że istnieją takie obserwacje, jak np. 90% skuteczność leczenia konkretnych schorzeń tarczycy jodem. I pyta – dlaczego przy takiej obserwacji jakiegoś praktykującego lekarza – nikt nie spróbuje tej kwestii przebadać „akademicko”. No i dlaczego? Odpowiedzią Zięby jest to, że nie ma ku temu podstaw obecna medycyna i farmacja. Bo na jodzie się nie da zarobić. To substancja która nie kosztuje nic i którą każdy sobie w kilka chwil w domu sam wykona. Jaki jest więc sens wydawania grubej kasy na takie badanie? Skoro można przebadać leki ze sztucznymi hormonami i sprzedawać je za miliony dolarów rocznie?

            Zastanawia mnie na jakiej podstawie sądzisz, że akurat medycyna jest na wysokim poziomie? Skoro inne są na słabym? Pytam się bardzo poważnie, bo niestety prawa rynku nie selekcjonują kierunków – jeśli uczelnia jest państwowa, to nie ma tam jakości, podobnie jak w państwowych szpitalach, czy szkołach podstawowych, czy urzędach pracy. Te instytucje po prostu nie mają skuteczności – dlatego, według mnie, również medycyna akademicka jej nie ma.

            Co jest przyczyną tego, że ludzie są tak zdesperowani, że „uwierzą” nawet w metody leczenia raka jakąś cieciorką? Czy zastanowiłaś się nad tym? Przecież medycyna akademicka jest DARMOWA, SKUTECZNA i reprezentuje bardzo wysoki poziom jakości, jak piszesz. Jeśli jest darmowa i tak skuteczna w np. leczeniu raka – to dlaczego ludzie zamiast z niej skorzystać idą po jakąś cieciorkę?

            Ja widzę tylko 2 możliwe opcje:
            1. Ludzie są kompletnymi idiotami, którzy zamiast skorzystać z gotowej, darmowej, wysokiej jakości usługi, która zapewnia im 99% wyleczalność idą spróbować cieciorki, której skuteczności nikt nie potwierdził i za którą jeszcze zapłacą – być może nawet własnym życiem.
            2. Medycyna akademicka nie jest w tym rejonie skuteczna. Chemioterapia, itp. nie daje 99% szans na wyleczenie tylko 1% szans na wyleczenie i pozostawia całą masę bardzo poważnych efektów ubocznych. Ludzie w obliczu tych faktów idą próbować cieciorkę.

            Ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

            Polubienie

            1. System lekarzy jest katastrofa. Lekarze sa uczeni w feudalnym systemie, co powie profesor to rzecz święta a to powoduje, ze lekarz rzadko sam myśli, i dlatego jak przychodzi pacjent i mowi „odstawiłem gluten, czuje sie lepiej, minęło mi x,y,z” słyszymy zdanie profesora „to nie od tego” i potem pacjent na swój koszt robi badania w kierunku celikaii i okazuje się ze jednak ma celiakie. Bo prof tego nie powiedział, bo wiele lat temu jak sie uczył to była choroba dzieci a ze dzis dorośli tez chorują to lekarz tego nie widzi.

              Pielęgniarki w tym systemie rownież musza być podległe lekarzowi, dlatego tak trudno jest lekarzom przyjąć, ze pielęgniarki moga wypisywać recepty itd bo to jest ich obszar. Ale w ten sposób jak prywatny szpital szukał pielęgniarek, które by sie samozarzadzaly i prowadziły opiekę pacjentów onkologicznych to na 700 osob tylko 70 były gotowe na taka rozmowę, z czego 5 zrozumiało na czym to ma polegać.
              I to jest dobra edukacja? Edukacja, która zabija samodzielne myślenie?

              Nasza służba zdrowia jest na ostatnim miejscu oceny w UE, nie ma pomiaru wyleczenia pacjentów, nikt tego nie mierzy, mamy jedna z największych śmiertelności noworodków w całej UE a dalej szczepi sie dziecko w pierwszej dobie uniemożliwiając ocenę jego stanu. W Europie Zachodniej nikt nie szczepi w pierwszej dobie, szczepionka przeciwko gruźlicy jest zakazana bo jest niebezpieczna, używa sie jej jak juz ktoś zachoruje bo ona nie chroni przed zachorowaniem, tylko moze złagodzić przebieg choroby. I o tym mówił w parlamencie prof szef instytutu chorób płuc z 5 lat temu a lekarze jakby tego nie słyszeli, dalej twierdzą ze szczepionka chroni. Ale skoro na zachodzie jest niebezpieczna to dlaczego w PL sie jej używa?

              Taki mamy system medyczny ze lekarz jest wytrenowany i o to nie zapyta, bo wie ze od razu moze miec sprawę w NIL bo on ma o to nie pytać.
              Świetna edukacja, brawo. Bezpieczna to ona na pewno nie jest.

              Polubienie

          2. Jest to metoda dr Ashkara. Metoda na ściągnięcie ropy z organizmu powstałej wskutek stanu zapalnego, czyli oczyszczenie organizmu. Pomaga to organizmowi walczącym z rakiem, w niektórych przypadkach leczy go.
            Ale jak widać samo hasło „cieciorka” każe łapać się za głowę – nawet (a może szczególnie) wtedy jak się nie ma bladego pojęcia o co chodzi…zawsze to bardziej naukowo jest wpierw wyśmiać zamiast poznać i dopiero oceniać.

            Polubienie

  8. Tak jest. Walka pana Zięby z lekarzami przypomina mi w pewien sposób walkę Ubera z taksówkarzami – co z tego, że jest niby wolny rynek, że powinna być konkurencja, a dla klienta (pacjenta) wychodzi jakościowo na wielki plus. Wszelki postęp i nowości, szczególnie od nielicencjonowanych i niezatwierdzonych przez „autorytety” ludzi, należy najwyraźniej bez zastanowienia tępić. Kurcze, a taki szalony pomysł – może… Może by pogadać i pomyśleć nad wspólnym rozwiązaniem dla klienta (pacjenta)?… przecież to, że ludzie szukają prawdy i innych sposobów o czymś już świadczy. Na szczęście pan Zięba zaznacza, że coraz więcej lekarzy także próbuje metod „nielegalnych” i na korzyść pacjenta, a nie systemu.

    Polubienie

    1. Ale trafiłaś, o Uberze też robię artykuł 😀
      Dokładnie tak jest – co przeszkadzało w tym, żeby to taxówki były dziś w miejscu Ubera? Ano właśńie regulacje, certyfikacje, tytuły, itd.
      Co stoi na przeszkodzie, żeby medycyna akademicka miała rezultaty takie jak pan Zięba? Dokładnie tak samo- regulacje, certyfikacje, tytuły, itd.

      Polubienie

  9. „I do dziś nie mam ani tytułu, ani żadnych nagród, ani tym bardziej uprawnień” ==>> „Z zawodu architekt z zamiłowaniem do psychologii”

    Jak można wykonywać zawód architekta bez uprawnień ?

    Polubienie

    1. Ano można. Mylisz chyba uprawnienia z dyplomem i tytułem mgr.inż. No więc obwieszczam, że można być architektem również i bez tego – znam takie osoby i są to najlepsi, najbardziej sukcesywni architekci. Natomiast zauważam, że im większe „ego” architekta – tym większa frustracja i tym większe życiowe i zawodowe porażki. Oczywiście jedno się z drugim silnie wiąże 😀

      Polubienie

  10. Bardzo się cieszę, że ktoś podziela moje zdanie. Ostatnio słucham wielu nagrań pana Zięby, i myślę sobie – lekarzem ani znawcą nie jestem, ale kurcze, to co ten pan mówi, ma duży sens i wszystko układa się w logiczną całość. Tłumaczy wszystko na tyle, że nawet głupek bez większej wiedzy medycznej rozumie to i brzmi to dla niego sensownie. Zastosowałam kilka porad pana Zięby np. jeśli chodzi o nawodnienie organizmu i olej kokosowy, i póki co jestem bardzo zadowolona. A ja z natury nie wypowiadam się, póki nie sprawdzę, ani nie skrytykuję, póki nie mam za co, więc na razie uważam pana Ziębę za bardzo fajnego człowieka. Kiedy słucham, jak opowiada o swoich atakach, nieważne, czy mogą być słuszne, czy nie – po prostu jest mi szkoda, że człowiek w tak zaawansowanym wieku, który ma tyle lat lektury medycznej za sobą, nie może po ludzku powiedzieć, co sądzi. Dlaczego tak nie atakujemy wszystkich, którzy na siłę wciskają np. że należy totalnie odciąć gluten, cholesterol, generalnie najlepiej wszystko co tylko może być minimalnie szkodliwe? Albo propagują wiedzę nieaktualną, że olej kokosowy „zapycha żyły”. Przede wszystkim, dlaczego nikt nie atakuje właśnie źródeł pana Zięby, nie rozumiejąc, że on tego wszystkiego nie wymyślił sam? Oto właśnie ignorancja lekarzy, dla których medycyna to dobry biznes, a zanim człowiek znajdzie prawdziwą przyczynę swojego bólu po 10 wizytach u różnych „specjalistów” którzy robią swoje eksperymenty na chybił trafił, to albo będzie za późno, albo zdrowie mocno się popsuje. Moja mama przykładowo potrzebowała aż 5 „specjalistów” żeby zdiagnozować… głupie zapalnie pęcherzyka żółciowego i kamienie. Ekhm… no chyba coś tu poszło bardzo nie tak…
    Dziękuję za artykuł i pozdrawiam, sorki za rozpisanie się 😉

    Polubienie

    1. Dokładnie tak. Ciekawy jest fakt, że np. ja samodzielnie czytając różne badania również doszłam do niemalże identycznych wniosków co pan Zięba nt. jodu, tłuszczów, przyczyn raka. Potem przeczytałam jego książki i uważam je za kawał dobrej roboty – choć nie ze wszystkim się zgadzam.

      „Medycyna to dobry biznes” – dobry, bo finansowany masowo ze skarbu państwa. W kwestii poziomu i jakości edukacji państwowej nikt nie ma złudzeń, że jest tragicznie. Dlaczego niby w kwestii medycyny państwowej miałoby być inaczej? 😀 Bez konkurencji i wolnego rynku nie ma i nie będzie rozwoju i postępu. Takie są prawa natury.

      Polubienie

    2. Drogą Pani, to nie jest wymysł lekarzy, że olej kokosowy nie wpływa w nadmiarze dobrze i mogą z tego zrodzic się choroby typu cvd, a jedynie ostry marketing, że olej kokosowy jest dobry 🙂 proszę czytać RZETELNE badania, a nie jakieś OPINIE ludzi, którym się wydaje i coś sądzą. Co Pani pomogło? Placebo. 🙂

      Polubienie

      1. W nadmiarze wszystko jest szkodliwe 😉 haha, oczywiście 😉 cóż, leczenie super lekarzy mi nie pomogło a zaszkodziło bardziej 🙂 tak chwytając za słówka to możemy się licytować wieczność, oczywiście nie twierdzę, że w dużych ilościach należy coś spożywać 🙂 widzę po sobie, że jest poprawa, a nie używam go wcale dużo, szkoda, że tak Pani z góry założyła 😉 Pozdrawiam i polecam nie atakować tak od razu nie znając kogoś i dokładnie tego, skąd czerpie informacje 🙂

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s