Jak uczyć się języków obcych? Mateusz Grzesiak potwierdza skuteczność mojej metody

Jednymi z najpopularniejszych pytań w Waszych wiadomościach są te dotyczące nauki języków obcych moją metodą polegającą na spojrzeniu na ową naukę oczami „dziecka”.

Mam nadzieję, że poniższe wideło najsłynniejszego chyba polskiego „coacha” – Mateusza Grzesiaka – przekona Was, że warto spróbować, bo to naprawdę „działa”.

Mateusz opisuje dokładnie te same mechanizmy i te same problemy, które ja opisywałam w moim artykule na temat błyskawicznej nauki języków, jak i również artykułów pochodnych, pokazujących przykłady nauki angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego i francuskiego.


Na marginesie:

Fenomenalny człowiek. Słyszę, że spłynęła na niego masowa krytyka ze strony środowiska polskich, „dyplomowanych” coachów? Tym bardziej potwierdza to, że to człowiek wartościowy i szczery. Takie przynajmniej wrażenie robi na mnie, a natykam się na jego materiały już od dłuższego czasu.

Oczywiście mogę się mylić, bo „projekcja” 😉

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

20 myśli nt. „Jak uczyć się języków obcych? Mateusz Grzesiak potwierdza skuteczność mojej metody”

  1. Ja co prawda poliglotką nie jestem ale są takie zwroty np angielskie których używam w przestrzeni myślowej albo jak sama do siebie coś mówię (tak, gadam sama do siebie, lubię rozmowy na poziomie ;P ). I o gramatyce języka angielskiego nie mam pojęcia a potrafię po angielsku powiedzieć więcej niż moja siostra, która wykuła wszystkie czasy na pamięć. Co bym do niej nie powiedziała ona tego nie zrozumie a już na pewno mi nie odpowie.

    Zauważyłam tez jedną rzecz, myśląc w różnych językach używamy jakby innych przestrzeni myślowych, jakby przyzwyczajam się do myślenia o niektórych rzeczach w konkretnym języku. Zauważyłam np że zamiast „mięso” myślę zawsze „niku” a japońskiego nie znam. 😛

    Polubienie

    1. mam dokładnie takie same odczucia. Sama treść tego, co M.G. przekazuje trafiałaby do mnie (i trafia, ale z innych źródeł). Natomiast jego styl wypowiedzi, ta wspomniana wyżej :wyniosłość” (bijąca też z jego książek) mnie odrzuca. Nie potrafię, nie przyjmuję, widocznie mam problem 😉
      A jako anglista – zgadzam się, że tradycyjny styl uczenia się języka obcego przygotowuje nas głównie do świetnego pisania testów, a nie do swobodnego komunikowania się.

      Polubienie

      1. Nie masz „problemu”. On ma problem ze sobą, bo nie jest do końca naturalny. Stąd takie odczucia – całkiem normalne wg mnie. Może jest perfekcjonistą, nie wiem. Na pewno ma sporo własnych nieprzepracowanych i nieświadomych mechanizmów, które nim sterują. Co nie zmienia faktu, że treści, jakie podaje są bardzo wartościowe.

        Polubienie

  2. Jestem anglistą i dla mnie on jest manipulatorem operującym na półprawdach. Na filologii na metodyce mieliśmy właśnie mocno wytłumaczone, że mózgi dzieci się różnią od mózgów nastolatków, dorosłych. Wmawianie, że można się tak samo nauczyć języka, jak to robi dziecko jest po prostu kłamstwem.

    Zresztą, dlaczego on to robi? Sprzedaje książki, które obiecują naukę angielskiego w 4 tygodnie. To jest niemożliwe, mówię to z dość długiego już doświadczenia w nauczaniu. Nauka jest procesem długotrwałym, drogi na skróty pomijają istotne jej aspekty.

    Generalnie zgadzam się z tym, że komunikacja jest najistotniejsza w nauce języka i to powinna być podstawa całego procesu. Jednak bez zrozumienia gramatyki (która nie jest znowu tak trudna) komunikacja zawsze będzie ciągnęła za sobą błędy. Znam pełno osób, które uczyły się angielskiego tylko w UK i ich angielski nigdy nie był bezbłędny. Wymowę da się przyswoić, słownictwo też i jakieś konstrukcje gramatyczne kopiować. Jednak bez poświęcenia swojej uwagi gramatyce, nie osiągniesz nigdy bezbłędnej mowy (co dla wielu nie jest celem i jest to zrozumiałe). Jednak trzeba mieć świadomość, że jeśli nie popełniasz błędów językowych, to Twoje postrzeganie (Twojej inteligencji m.in) przez innych ludzi wzrasta.

    Polubienie

    1. Ja również jestem dowodem, że da się w 4 tygodnie nauczyć języka.
      Natomiast Ty pokazujesz tutaj piękny dysonans poznawczy:

      „Nie może czyjaś metoda działać, bo MNIE UCZONO, i JA MAM DYPLOM, i JA JESTEM EKSPERTEM i MÓJ AUTORYTET by ucierpiał, gdyby to była prawda. A więc to NIE JEST prawda. A ŹRÓDŁO musi być ZŁE, manipulacyjne, etc”.

      To to, co mówi Twoje ego.
      Pytanie na rozwiązanie dysonansu poznawczego brzmi:

      „Czy jedno wyklucza drugie? Czy to, że Twoją metodą można się nauczyć wyklucza fakt, że można się też nauczyć inną metodą i to szybciej?”

      Polubienie

      1. Zależy co rozumiemy pod pojęciem, że da się nauczyć języka w 4 tygodnie. W jakim zakresie: jeżeli w takim, żeby zamówić jedzenie w restauracji lub kupić bułki w supermarkecie to tak. Jeżeli w takim żeby móc studiować w danym języku to nie.
        Żeby móc studiować w Niemczech musiałam przejść roczny kurs nauki języka- codziennie po kilka godzin z niemieckimi wykładowcami. Po roku był egzamin, który otwierał mi drogę na uczelnie ale wcale nie dawał nie wiadomo jakiej swobody jezykowej- do komunikowania się owszem, ale do całej reszty to jeszcze długa droga.
        Nauczyć się języka a nauczyć się języka ☺ to dwie różne rzeczy.

        Polubienie

        1. To nie ma znaczenia. Ja mówię o nauce komunikatywnego języka w max. 6 miesięcy. Zwykle komunikacja zaczyna się około 1-2 miesiąca. Natomiast to, jak rozwiniemy potem tę zdolność i w jakim kierunku zależy już od nas.

          Dla mnie progiem nauczenia się języka jest moment, w którym zaczynamy płynnie myśleć w danym języku. W mojej metodzie ok. miesiąca zajmuje to, by zacząć myśleć w danym języku, a w 6-tym miesiącu nie mamy z tym już problemu – i mówimy płynnie.

          Zauważ, że płynnie nie oznacza bezbłędnie.

          Bardzo poważnym problemem Polaków jest dążenie do bezbłędności. Błędy popełniają nawet native speakerzy. Celem języka jest komunikacja, a nie perfekcja. Każdy, kto dąży do perfekcji będzie wiecznie niezadowolony.

          Polubienie

          1. Tu się zgodzę. Komunikatywny stopień osiąga się po pół roku nauki intensywnej. U nas było to po dwóch semestrach . Na trzecim semestrze zaczęli nam już sygnalizowac dyskretnie poprawność gramatyczne. Lektor pokazywał nam różne sygnały jak mówiliśmy i sami się poprawialismy i pilnowalismy.
            Jednak wg mnie poprawność gramatyczna ma również swoje istotne znaczenie jeżeli mówimy, że nauczyliśmy się języka. Trzeba starać się mówić poprawnie- ale to przychodzi z czasem.

            Polubienie

            1. Nikt nie twierdzi, że nauki raz na miesiąc. Poczytaj może o tej mojej metodzie i wtedy porozmawiamy bo widzę że mówisz o rzeczach, do których nawet nie zajrzałaś.
              To czy chcemy mówić poprawnie i jak poprawnie zależy od każdego indywidualnie. Wtykanie ludziom na siłę poprawności gramatycznej i stylistycznej jest właśnie tym, co niszczy ich entuzjazm do nauki.

              Polubienie

              1. Do płynności językowej potrzebny jest jeszcze zasób słownictwa – jak ktoś pisze, że zna 4 języki to ja przez to rozumiem, że umie pisać płynnie teksty w danym języku i mówić swobodnie.
                Uczyłam się niemieckiego w kraju ojczystym tego jezyka- po roku mogłam mieć swobodę- ale byłam tam, słyszałam tylko ten język uczyłam się codziennie po kilka godzin, mieszkałam w akademiku z niemieckojezycznymi- więc chyba wiem o czym piszę 😉 po tym roku mogłam już myslec po niemiecku i pogadać poczytac- ale nadal zasób słownictwa nie był wystarczający.
                Szkolny system nauki- najpierw gramatyka potem reszta jest nieefektywny- ale w szkole inaczej się chyba nie da.

                Polubienie

                1. Wcale nie jest potrzebny zasób słownictwa. Nigdy nie będziesz znać każdego słowa, jakiego potrzebujesz. Język jest sposobem komunikacji, nie zbiorem słów. I jeśli nie znasz jakiegoś słowa – to myślisz po polsku, a nie w danym języku. Gdy myślisz w danym języku – nie szukasz słów w polskim. Nie masz danego słowa, mówisz np.: takie coś, na czym się je, z nogami (stół); takie narzędzie, do naprawy auta (klucz), to coś, co wytwarza insulinę (trzustka), itd. To jest nauczenie się języka. Nie musisz znać słów – musisz mieć lekkość używania języka, nawet bez znajomości niektórych słówek.

                  Jeśli języka uczyłaś się w danym kraju przez rok to prawdopodobnie właśnie przez swoje przyzwyczajenia i pompowaną w ludzi w Polsce „perfekcję” gramatyczno-stylistyczną.

                  Żyjąc w danym kraju uczymy się tej lekkości i płynności w komunikacji w ciągu max 2-3 miesięcy. Ale oczywiście tylko wtedy, gdy zapomnimy o szkolnych metodach i perfekcyjności. W Berlinie poznawałam całą masę ludzi z całego świata, którzy chodzili do szkół językowych latami i dalej nie mówili po niemiecku. Po miesiącu konwersacji ze mną i słuchaniu języka moją metodą zaczynali mówić i to bez większych problemów.

                  Podsumowując – język jest „w sercu”, nie w głowie. Język to emocje, styl życia, kultura, a nie słówka. I dopóki nie zrozumiemy – nie nauczymy się nigdy danego języka.

                  Znam Polaków, którzy uczyli się latami angielskiego i nadal jak mają coś powiedzieć, to niby mówią, ale brzmi to przekomicznie. Nie dość, że straszny akcent, nie pozwalający poprawnie wymówić słów, to jeszcze zdania tłumaczą z polskiego. Uczą się latami w szkołach słówek, zamiast uczyć się myśleć po angielsku.

                  Ja miałam ten sam problem, w szkole miałam poziom native speakera wg testów i chodziłam na olimpiady z ang. a jak trzeba było pogadać to dukałam zdania. Myślałam mimo wszystko po polsku, bo nikt mnie nie nauczył myśleć po angielsku. Znałam na wylot gramatykę – tak dobrze, że potrafiłam rozwiązywać testy bez rozumienia! (ang jest bardzo logiczny więc się da).

                  Dopiero gdy przypadkowo zaczęłam odkrywać sama tą metodę „uczenia się jak dziecko” – w ciągu 2 miesięcy mówiłam płynnie po ang. Nagle, ni stąd ni zowąd. Gramtyka nie miała żadnego znaczenia dla lekkości i płynności. Znaczenie miało odpowiednie podejście do języka.

                  Potem nauczyłam się tak hiszpańskiego w ciągu 4 miesięcy, tak dobrze, że Hiszpanie w Berlinie nie mogli wyjść z podziwu, że uczyłam się 4 miechy. Potem portugalskiego już w 2 miesiące. I francuskiego w 3.

                  To naprawdę nie jest problem czasu. Problem i blokady są w głowie. Język to psychologia.

                  Polubienie

                  1. Wiesz na migi też się można dogadać. Nie wierzę w myślenie w danym języku po 4 tyg. nauki- nawet jak podejdziemy psychologiczne. Poza tym znajomość języka oznacza dla mnie coś innego niż dla Ciebie.
                    Po nauce 4 tygodniowej robisz roczna przerwę i już po znajomości języka. Ponadto nie wiem jak ty, ale jak zaczęłam myśleć płynnie w niemieckim to przestałam w angielskim ☺

                    Polubienie

                    1. Nie musisz wierzyć – u mnie i u wielu innych osób to się sprawdza. Ale jeśli Tobie pasuje jakaś inna metoda, mimo, że jak sama zaznaczasz nie widzisz efektów i zapominasz języka – to korzystaj z innej.

                      Polubienie

  3. Miesiac temu przestawilam telefon na finski dzieki czemu zamienil sie w enigme. Do tego stopnia, ze nie bylam w stanie zmienic jezyka z powrotem bo nie moglam znalezc funkcji jezykowych xD Dzisiaj bym te funkcje pewnie mogla znalezc, ale juz korzystanie z telefonu po finsku kompletnie przestalo mi przeszkadzac 😉

    Polubienie

  4. Mateusza Grzesiaka śledzę od początków jego kariery (jakieś 10 lat temu o nim pierwszy raz słyszałam). Uważam, że jest to osoba, która do perfekcji opanowała personal branding i nikt w Polsce mu w tym nie dorówna.
    Co do języków – nie do końca z nim się zgadzam. Jego metoda pozwala na opanowanie języka na poziomie komunikatywnym. Nie wiem, czy ktoś tym sposobem nauczyłby się pisać poprawnie w obcym języku na wyższym poziomie. Uważam, że ta metoda jest świetna dla osób potrzebujących języka do prostych kontaktów (sklep, lekarz, kawiarnia, luźna rozmowa).

    Polubienie

    1. Ale popatrz na tzw. Big Picture. Pisałam o tym w moim artykule – nazywam to piramidą językową. Nie ma sensu uczyć się gramatyki, jeśli nie mamy opanowanej komunikacji. Dlatego metody Mateusza/moje jako jedyne się sprawdzają. Można poznać całą gramatykę angielskiego, rozwiązywać najtrudniejsze ćwiczenia i nadal nie umieć używać tego języka. Ja jestem świetnym przykładem. W szkole wysyłano mnie na olimpiady, miałam zawsze najwyższe noty, ale… jak trzeba było się porozumieć lub przedstawić jakąś kwestię w dyskusji – moje umiejętności nagle przestawały mieć znaczenie.

      Idea nauki języków to komunikacja, gramatykę i wszystkie detale można zawsze doskonalić.

      Polubienie

      1. A ja mam pytanie. Czy słuchanie audiobooka byłoby dobrym rozwiązaniem?? Bardzo lubię słuchać podczas sprzątania, jazdy samochodem… zastanawiam się tylko co powinnam czytać… jakieś pomysły???

        Polubienie

      2. to prawda, ja w teorii mam dobrze opanowany angielski, a w praktyce nie potrafię się odezwać i ciągle wszystko analizuję, zamiast po prostu mówić.

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s