Jak poznać, że ktoś kłamie? Najprostsza rzecz, która zdradza każdego kłamcę

Mamy różne rodzaje kłamstw i różne rodzaje kłamców. Podobnież różne do kłamstwa podchodzimy. Dla jednych samo zatajenie informacji będzie kłamstwem – dla innych nie. Jest jednak prosta metoda na odczytanie, czy ktoś kłamie tudzież „unika mówienia całej prawdy”.

Metoda ta sprawdza się według mojego doświadczenia w 99% przypadków. Istnieją naprawdę „wyrafinowani” kłamcy, którzy są jej świadomi i sprytnie ją obchodzą. Wówczas potrzebna jest dodatkowa wiedza, ale po kolei.

„Skąd?”, „Gdzie?”, „Kiedy”, „Kto?”, „Jak?”…

Skąd to wiesz?”, „Kto Ci to powiedział?”, „Skąd masz te informacje?”, „Jakie masz na to dowody?”, itd, itp. – po tych reakcjach poznamy kłamcę. Uczciwa osoba postawiona „pod ścianą” czyli w sytuacji, gdy ją o coś oskarżamy nigdy się tak nie zachowa.

Przykładowo, podejrzewamy, że nasz kolega w pracy ukradł nam pieniądze, które zostawiliśmy na biurku. Gdy odpowiednio go „zaatakujemy”, np. mówiąc: Wiem, że ukradłeś moje pieniądze z biurka”, usłyszymy 3 możliwe typy reakcji:

  1. „Co? Nic nie ukradłem!”, lub O czym Ty mówisz?”, itp.
  2. Skąd to wiesz?”, lubKto Ci to niby powiedział?”, „Jak śmiesz mnie tak oskarżać! Za kogo Ty się masz?!, itp.

W pierwszym przypadku mamy do czynienia z reakcją osoby uczciwej, która będzie autentycznie zdziwiona i zaniepokojona naszym oskarżeniem. Bardzo możliwe, że zacznie się bronić, mówiąc coś w stylu:Jakie pieniądze? Ja nic nie wiem! Nic nie ruszałem przy Twoim biurku!”. Jest to jednoznaczne, szybkie zaprzeczenie naszej informacji.

W drugim przypadku mamy do czynienia z reakcją osoby, która coś ukrywa. Zadawanie przez nią pytań dotyczących źródła informacji i ewentualne próby podważania tego źródła zdradzają, że taka osoba coś „przeskrobała”.

Kłamca prawie zawsze próbuje „wywęszyć” ile dokładnie wiemy, by odpowiednio „bronić się” kolejnymi kłamstwami. Będzie próbował np. oczerniać osoby, które przekazały nam jakąś informację (lub nas samych). Będzie po prostu podważał nasze informacje poprzez podważanie wiarygodności ich źródła.

Warto zauważyć, że tą samą reakcję obserwuje się u osób, które doświadczają dysonansu poznawczego. Gdy przedstawiamy im jakieś dowody przeczące ich światopoglądowi – będą podważać, oczerniać, ośmieszać źródło tych dowodów. Nigdy nie ustosunkują się do samych informacji, zawsze będzie to „atak” na źródło.

„Wyrafinowani” kłamcy

Bardziej „wyrafinowani” kłamcy to tzw. „patologiczni kłamcy„. Osoby z zaburzeniami, często socjopaci, psychopaci, narcyzi. Ci bardziej inteligentni często znają powyższą zasadę i uczą się ją obchodzić.

Świetnym przykładem takiego zachowania są Hilary i Bill Clinton – rasowi socjopaci/psychopaci. Bill, oskarżony o intymne relacje z Moniką Lewiński, pomimo silnych dowodów początkowo zdecydowanie zaprzeczył informacjom, które obiegły chyba cały świat. Hilary prezentowała identyczne podejście do różnych oskarżeń podczas swojej kampanii.

Takie osoby wiedzą doskonale, że opinia publiczna nie zwraca uwagi na fakty i sprytnie manipulują informacjami. Ludzie patrzą na zachowanie, a nie na dowody. Do dziś mamy obrońców Charliego Mansona, najsłynniejszego seryjnego mordercy w USA. Taki Charlie siedzi sobie w więzieniu, zaprzecza oskarżeniom i zawsze trafia na kogoś, kto mu wierzy

Jak rozpoznać „wyrafinowanego” kłamcę

Jedyny sposób na rozpoznanie tego typu osoby to dodatkowa obserwacja mowy ciała. Choć socjopaci/psychopaci mają zwykle świetnie wyćwiczone reakcje ludzkie i emocje – pozostają one sztuczne. Taka osoba zachowuje się dosłownie jak robot i to widać.

Normalna, uczciwa osoba podczas zaprzeczania naszym oskarżeniom będzie doświadczać co najmniej zaniepokojenia. Reakcja lękiem i autentyczna chęć udowodnienia swojego braku winy – to symptomy uczciwości.

Natomiast patologiczny kłamca zaprzecza informacjom często nawet z uśmieszkiem. Takie osoby nie odczuwają lęku jak normalne jednostki – zachorują się jak robot, który recytuję wyuczoną regułkę. Świetnie widać to na wspomnianym przykładzie Billa Clintona:


Nigdy, nikogo, nigdzie, nie…

Na powyższym filmie widać pięknie jeszcze jeden element zdradzający kłamcę. Coś, co nazywam „wyjawieniem kłamstwa poprzez podwójne zaprzeczenie – bo często przybiera formę podwójnego zaprzeczenia lub powtarzanego zaprzeczenia.

Bill mówi: „I never told anybody to lie, not a single time, never” („Nigdy nikomu nie kazałem kłamać, ani razu, nigdy„) dodatkowo kręcąc głową. Jest to powielanie zaprzeczeń – mające na celu podkreślić niewinność. W rzeczywistości coś takiego zdradza kłamcę.

Takie powtarzanie w kółko słów-zaprzeczeń nie jest normalnym zachowaniem uczciwej osoby. Owszem, od uczciwej osoby możemy usłyszeć: „Ja tego naprawdę nie zrobiłem!” wypowiedziane 10 razy pod rząd. Ale to zupełnie coś innego niż: „Ja nigdy tego nie zrobiłem, nikomu, nigdzie, nigdy!”.

Wciskanie wielu słówek zaprzeczających w zdania zdradza, że taka osoba coś „kombinuje„. Często nie mówi nam po prostu całej prawdy.Nigdy nikomu nic nie ukradłem, nigdy!” – to coś co możemy usłyszeć od patologicznego kłamcy.

Intuicja

Na koniec wspomnę o najważniejszym – wszystko powyższe jest bardzo subiektywną obserwacją ludzi. Gdy podejrzewasz innych o kłamstwa – warto słuchać swojej intuicji.

Mówiąc prosto – nawet jeśli wszystko wydaje się być OK, lub zdaje Ci się, że nie masz powodów, by komuś nie ufać, ale Twoje ciało coś sygnalizuje, masz wrażenie, że „coś nie gra” – to prawdopodobnie coś nie gra.

Kłamcy żerują na ludziach, którzy tłumią swoją intuicję. Ci wyrafinowani często stosują tzw. „gaslighting” (niestety nie znam polskiego tłumaczenia) polegający na indukcji w oskarżającym stanu, w którym kwestionuje on swoje obserwacje, a nawet swoją trzeźwość umysłu.

Nasza intuicja rzadko się myli, a rozwinięta intuicja nie myli się praktycznie nigdy. Naprawdę warto z niej korzystać. Nasze emocje są formą odczytywania rzeczywistości i jeśli tyko damy im szansę – przekażą nam naprawdę cenne informacje o świecie i przede wszystkim o innych ludziach.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

11 myśli nt. „Jak poznać, że ktoś kłamie? Najprostsza rzecz, która zdradza każdego kłamcę”

  1. Ciekawy wpis, bardzo fajny blog. Wszystko, co napisałaś o wykrywaniu kłamstw jest bardzo słuszne. Dodam tylko o kłamcach, którzy wierzą absolutnie w to, co mówią, czyli żyją urojeniami – tak się wczuwają w swoją historię, że autentycznie biorą ją za pewnik. Tym samym, jeżeli jesteśmy przekonani o tym, że coś jest prawdą, będziemy wyśmienicie „kłamać” – powiedzmy, gdy coś przeczytamy i absolutnie w to uwierzymy. Takie „niechcące” kłamstwa (przekonanie o prawdziwości informacji), lub „chcące” (urojenia) są praktycznie niewykrywalne (nawet przez wykrywacz kłamstw, i.e. lie detector).

    Polubienie

    1. Tak, to prawda. To o czym mówisz to coś, co często nazywa się w psychologii „halucynacją”. I halucynujemy tak naprawdę wszyscy 🙂 Szczególnie silnie jest to widoczne w naszych wspomnieniach. Wspomnienia ulegają bowiem ciągłej „filtracji” przez nasze nowe doświadczenia i nowe spojrzenie na życie. Bardzo często zdarza się, że np. jedna osoba opowiada o jakiś bardzo dawnych wydarzeniach, jak wycieczka z rodziną, itp. Po czym mówi, jak to się świetnie bawiła, gdy wygrała jakąś nagrodę. A potem okazuje się że np. kuzyn tej osoby który też tam był wygrał tę nagrodę. To właśnie przykład dość częstego zatarcia granic w pamięci – bo pamiętamy „emocjonalnie” a nie „logicznie”. Pamiętamy uczucia, nie faktyczne zdarzenia.

      Polubienie

  2. W Londynie jest na ulicach pelno „fundraisers”. Niektorzy z nich robia to, bo rzeczywiscie popieraja jakas fundacje i sa w nia zaangazowani, ale niektorzy robia to dla agencji i dostaja za to kupe kasy (wiem bo mialam okazje wykonywac taka prace i te oferte odrzucilam – ku ich wielkiemu zdziwieniu). Ludzie boja sie podpisywac takie cuda bo nie sa w stanie okreslic kto robi to z dobrej woli a kto dla kasy. Tymczasem metoda na ich rozroznienie jest bardzo prosta. Wystarczy powiedziec cos w stylu „Dziekuje, ze to robisz!” i obserwowac reakcje. Ludzie, ktorzy wykonuja te prace z dobrej woli sa mile zaskoczeni, czuja sie docenieni, czasem nawet sie rumienia. Ludzie, ktorzy robia to dla kasy przez ulamek sekundy nie wiedza o czym mowisz. Dopiero po chwili „zalapuja” i cos odpowiadaja, ale wtedy ty juz wiesz kim sa 😀

    Polubienie

    1. Hej, możesz coś napisać więcej o własnym doświadczeniu w fundrisingu. Będąc w UK zastanawiałem się nad taką opcją, ale coś mnie od niej odciągało. Będę wdzięczny 🙂

      Polubienie

      1. Doswiadczenia brak. Bylam na rozmowie, przyjeto mnie na trening, ale po pierwszym dniu zrezygnowalam. Cele moze i sa szczytne, ale to jak to wyglada „za kulisami” jest obrzydliwe. Ucza cie tego, zeby ludziom nie mowic calej prawdy, zeby wykorzystywac fakt, ze niezbyt dobrze mowia po angielsku i nie tlumaczyc zbyt dokladnie jesli zadaja pytania. Jesli ktos odmowi, w momencie kiedy sie oddala/zamykaja sie drzwi, zaczynaja sie obrzydliwe komentarze a nawet i obelgi. Kasa jest dobra (oferowali £350 tygodniowo „na start” i perspektywe awansu na menadzera w ciagu roku), ale czy warto robic z siebie sciere do podlogi tylko dla kasy? Moim zdaniem nie warto.

        Jesli interesuje Cie praca fundraisera, to nie idz do agencji. Wybierz fundacje, z ktora chcialbys wspolpracowac i tam aplikuj. W fundacji nie jest sie anonimowym wiec takie zachowanie raczej nie przejdzie, a i ludzie powinni byc tacy, ktorzy wykonuja ta prace z dobrej woli, a nie tylko dla kasy.

        Jesli sie zdecydujesz to podziel sie swoimi doswiadczeniami. Chetnie sie dowiem, czy to kwestia branzy, czy po prostu zle trafilam 🙂

        Polubienie

        1. „czy warto robic z siebie sciere do podlogi tylko dla kasy? Moim zdaniem nie warto.” – wspaniałe! 😀
          Ja mogę od siebie dodać, że tak, to kwestia branży 🙂

          Jeśli ktoś chce wolontariatować – to musi wolontariatować. Dać coś od siebie. Wszyscy ludzie, na jakich trafiłam ktorzy wolontariatowali z jakichś właśnie agencji, itp – to totalne pomyłki, które nie mają nic do zaoferowania innym.

          Mówiąc prosto – jak chcesz komuś pomóc się wzbić wyżej to musisz sam być wyżej. I rzucić mu drabinę, po której sam wlezie, a nie linę, którą go niby wciągniesz 😀

          Polubienie

          1. I tu wracamy do tematu pomocy krotko- i dlugoterminowej. Pomoc krotkoterminowa rozwiazuje problem TERAZ, ale pomoc dlugoterminowa rozwiazuje PRZYCZYNE PROBLEMU i uczy ludzi jak zapobiegac problemowi.
            Dlatego np. nie podoba mi sie inicjatywa wysylki wody butelkowanej do Afryki, ale z checia doloze sie do projektow majacych na celu budowe STUDNI w rejonach narazonych na susze. 🙂

            Polubienie

            1. Dokładnie takie myślenie! To pierwsze to akcja ratunkowa, która powinna być tylko tymczasowa.
              Natomiast pomoc długoterminowa to nawet nie składki na budowę studni. To nauka ludzi w Afryce jak budować studnie. Samemu. Bez pieniędzy innych krajów.

              Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s