Co wybrać? Jak osiągnąć sukces i bogactwo jednocześnie odnajdując swoją pasję i szczęście

Wielokrotnie w wiadomościach pytacie mnie o to, czy dane studia, praca, kariera, itp. jest „dobrym” wyborem. Nie mogę decydować za Was – mogę tylko przedstawić Wam moje doświadczenia i przemyślenia na ten temat.

Oto 4 podstawowe elementy, które według moich obserwacji gwarantują sukces i bogactwo, jednocześnie prowadząc do odkrycia pasji i satysfakcji z życia – czyli tego prawdziwego, długotrwałego szczęścia.

Choć ten tekst kieruję głównie do osób młodych i wkraczających w dorosłość, elementy tu opisane spokojnie można zastosować w każdym wieku. Bo, jak często cytuję: Nigdy nie jest za późno, by być tym, kim chciałeś być„… 

1. Eksperymentuj!

Gdy stoisz przed wyborem – studiów, stażu, pracy, itp. – nie kieruj się pieniędzmi, tylko doświadczeniem, które możesz z tego wynieść. Ucz się tyle ile tylko możesz, korzystaj ze wszystkiego co dane środowisko oferuje.

Zapomnij o szkole, która „nagradza” za brak popełnionych błędów – prawdziwe życie karze za ich brak. Zacznij je świadomie popełniać. Każdy popełniony błąd to cenna nauka życiowa. Nie da się osiągnąć sukcesu nie popełniając błędów. Im więcej popełnionych błędów – tym bogatsze twoje doświadczenie. A to ono przynosi później profity.

Śledź historie osób które odniosły wielkie sukcesy – niekoniecznie tylko z „Twojej” branży – i ucz się również na ich błędach. Wszyscy wielcy tego świata ponosili w swojej karierze masę porażek – czasem nawet tak wielkich, że zostawali z niczym i musieli zaczynać od zera.

Ale to właśnie oswojenie się z porażkami i lękiem prowadzi do sukcesu. Thomas Edison zanim wynalazł żarówkę, która zadziałała stworzył jakieś 10 tysięcy prototypów, które działać nie chciały. Dziesięć tysięcy!

Ale zamiast mówić, że 10 tysięcy razy popełnił błędy – mówił, że 10 tysięcy razy udało mu się dowieźć, że dane rozwiązanie nie działa. Zacznij myśleć w ten sposób – bo tylko w ten sposób zmienia się swoje życie. A przy okazji często i cały świat…

Zanim powstało Życie Pod Palmami zaczynałam chyba z 5 różnych blogów, które nigdy nie zdobyły większej ilości postów i audiencji. Czy 5 razy poniosłam porażkę? Nie! Pięć razy dowiedziałam się, że pojedyncze tematy nie wystarczą, by prowadzić bloga. Przynajmniej nie u mnie, bo zwyczajnie nie dawało mi to satysfakcji i motywacji, by kontynuować. I te projekty umierały śmiercią naturalną.

Tak samo jak setki innych, które z początku wydawały się tak genialne. Nie zliczę nawet ilości rozpoczętych artykułów na tym blogu, które nigdy nie zostaną dokończone. Nie zawsze starcza nam pomysłów, czasu, chęci i motywacji, by coś kontynuować. I nie ma co nad tym rozpaczać, czy kopać się w twarz, że się nie jest dość sumiennym i pracowitym.


Masa projektów Ci w życiu nie wyjdzie. Wiele prac, które podejmiesz będą do bani. Setki ludzi, których poznasz okażą się wrednymi „świniami„. To cena, jaką płaci się za życiowe doświadczenie. Doświadczenie jest drogie, ale naprawdę warte swojej ceny!

Płacz, wkurzaj się, przeklinaj życie – ale nigdy się nie poddawaj. Z każdą kolejną porażką będziesz silniejszy. Każda kolejna lekcja życiowa przybliża Cię do sukcesu. Być może będziesz musiał coś „zchrzanić” nawet 10 tysięcy razy, jak Thomas Edison. Ale jeśli wyciągniesz z tych wszystkich porażek lekcje – prędzej czy później osiągniesz sukces.

2. (Współ) Działaj!

Miej życie poza pracą. Nie daj się wbić w ciasne ramy korpo-egzystencji. Żadnych studiów, kursów, stażów, ani swojej początkowej pracy nie traktuj zbyt poważnie – podziękujesz sobie za to później. Nie daj się zmusić do nadgodzin czy brania na siebie zadań, którym wiesz, że nie podołasz.

Nie bierz też kredytów, nie podpisuj abonamentów, nie ślubuj nikomu niczego. Nie decyduj narazie definitywnie o swojej przyszłości. Zdobądź doświadczenie, dowiedz się najpierw kim naprawdę jesteś i czego faktycznie pragniesz i potrzebujesz w życiu.

Żyj dla siebie, bądź zdrowym egoistą, stwórz coś, zdobądź coś, czegoś się naucz, a dopiero wtedy będziesz mógł coś dać innymi„Z pustego dzbana nawet Salomon nie naleje… Opanuj samodzielność i odpowiedzialność zanim weźmiesz na swoje ramiona ich ciężar.

Nie bój się „nie wiedzieć” – gdy coś zaczynasz – jesteś nowicjuszem. Korzystaj z wiedzy innychpytaj, interesuj się, przyglądaj, bądź wszędzie tam, gdzie możesz się czegoś nauczyć.

Gdy rozpoczynasz swoją ścieżkę – nigdy nie wiesz gdzie Cię ona zaprowadzi. W życiu nie ma gotowych rozwiązań. Czasem trzeba niespodziewanie „zboczyć” z utartych gruntów, czasem na chwilę odbić, czasem – zupełnie zawrócić, a czasem się zawraca i wraca, i kręci w kółko nawet po kilka razy, zanim się zrozumie, która ścieżka jest dla nas odpowiednia.

Działaj więc z innymi ludźmi, integruj się, przełamuj swoją nieśmiałość i nie bój się zrobić z siebie „debila”, bo po pierwsze – to od innych najwięcej się nauczysz, a po drugie – Twój życiowy sukces zależy nie tylko od Twojej wiedzy, ale przede wszystkim – od Twojego doświadczenia w budowaniu relacji z ludźmi.

Nikt nigdy nie dokonał niczego sam. Ludzie to zwierzęta stadne i radzimy sobie tylko w grupach. Dlatego właśnie zdolność do organizacji, motywacji, współpracy z innymi jest niezbędnym elementem sukcesu.

Naucz się oszczędzać pieniądze i inwestuj je w rozwój – projekty, podróże, naukę, itp. Zdolność do zarządzania finansami i zdolność pracy z innymi są warunkami koniecznymi, by osiągnąć sukces i bogactwo.

Dołączaj lub zakładaj grupy, stowarzyszenia, organizuj spotkania, choćby na Facebooku służące poznawaniu nowych ludzi. Nie ma tu znaczenia czy jesteś nieśmiałym introwertykiem, czy głośnym ekstrawertykiem – nikt nie rodzi się z magicznymi zdolnościami to nawiązywania kontaktów. Te zdolności się wyrabia.

Tak, ekstrawertykom jest łatwiej, bo czują taką potrzebę więc naturalnie do tego dążą. Ale z kolei introwertycy bardziej cenieni za swoją zdolność do słuchania. Więc przestać szukać wymówek i zacznij działać.

W swoim życiu poznałam dziesiątki wspaniałych „dusz towarzystwa” – motywujących, inspirujących, wspaniałych osobowości – którzy byli i są introwertykami. Ale po prostu pracowali nad swoimi zdolnościami. Wszystkiego można się nauczyć. Wystarczy próbować i pozwolić sobie na popełnianie błędów. 

3. Rozwijaj i pasjonuj się!

Nie chodzi o to, by odnaleźć swoje pasje. Twoje życie nie zmieni się nagle, bo oto odnajdziesz swoją pasję. Nie wierz w te bajki! Jest dokładnie odwrotnie – pasja znajdzie się sama wtedy, gdy najpierw zmienisz swoje życie

W rozwoju osobowości chodzi o to, by pracować ze swoimi emocjami. By obserwować co powoduje, że masz motywację do działania. Nie musisz odkryć kolejnej Ameryki, jak Kolumb. Ale musisz robić coś kreatywnego. Musisz pozwolić sobie na samodzielne myślenie, własne wnioski, własne idee.

Nie zadowalaj się tym, co daje Ci dziś plastikowy świat, celowo ograniczaj swoją wygodę, by rozwijać swoją wyobraźnię i swoje talenty. I na Boga – nie patrz na innych! Niezależnie od tego jak będziesz w czymś dobry – zawsze znajdzie się jakiś „chiński małolat”, które Cię w tym wyprzedzi.

Nie chodzi o to, by wygrać z innymi. Chodzi o to, by wygrać ze samym sobą. By ciągle ulepszać siebie.

Chodzi o to, by za 2, 5, czy 10 lat spojrzeć na siebie z przeszłości i móc powiedzieć: „Ale ja wtedy byłem głupi i słaby. Ale cóż – byłem na drodze do stania się tą zajebistą osobą, która jestem dziś.

I nie skupiaj się na jednej rzeczy, tylko buduj swój zbiór talentów. Rób to, co Cię w danym momencie pasjonuje. Naucz się korzystać z pozytywnych emocji – które są naszą energią napędową. W tej sposób rozwiniesz swoją intuicję.

Chwytaj się wszystkiego, co Cię „jara” – niezależnie od tego, czy się do tego „nadajesz” czy nie. Ja przez jakiś czas grałam namiętnie w siatkówkę, mimo że jestem kompletną fajtłapą i średnio mi to wychodzi. „Nie o to chodzi, jak co komu wychodzi…” – jak śpiewał nasz słynny aktor. Pasja to nie coś, w czym musisz być mistrzem. Pasja to coś, co sprawia, że się rozwijasz. Nie ważne jak wolno. Pasja nie zawsze przynosi złote medale

Nigdy nie wiesz, jaki talent i jakie zdolności Ci się w życiu przydadzą, Z reguły jest też tak, że potrzebujesz kilku różnych naraz.

Przykładowo – do stworzenia i prowadzenia tego bloga potrzeba było dużo więcej, niż sam pomysł. O jego sukcesie zadecydowało doświadczenie, wiedza na temat psychologii i natury człowieka, umiejętność pisania, znajomość podstaw programowania, grafiki komputerowej, fotografii, itd.

To cały zbiór talentów, niekoniecznie wielkich – czasem bardzo minimalnie rozwiniętych sprawia, że coś nam się udaje. Twój życiowy sukces nie będzie efektem jednego talentu – rozwijaj wszystkie, jakie posiadasz!

4. Zawsze szukaj odpowiedzi na najważniejsze pytanie w życiu: „Dlaczego?”

Dlaczego wstajesz codziennie rano? Dlaczego myjesz zęby? Dlaczego kupujesz dla niej prezenty? Dlaczego przygotowujesz dla niego pyszną kolację? Dlaczego biegasz, chodzisz na siłownię, lub trenujesz jakiś sport?

Dlaczego codziennie robisz, to co robisz? Nigdy nie przestawaj zadawać sobie tego pytania. To najważniejsze pytanie w życiu. To ono powoduje, że znajdujemy swoje powołanie. Swoje pasje. Swoich ludzi. To ono nadaje życiu wartość.

Codziennie myjesz zęby nie dlatego, że gdybyś tego nie zrobił to Ci nagle wypadną. Myjesz je, bo „wiesz dobrze o tym, że kto ich nie myje – ten ma kłopoty 😀 – jak śpiewały Fasolki. Myjesz je, bo to nawyk, który przynosi dobre efekty.

Z tego samego powodu kupujesz prezenty bliskim. Gotujesz czy pracujesz dla nich. Z tego samego powodu chodzisz na siłownię. Bo wiesz, że to codzienne małe decyzje, których suma ma gigantyczny wpływ na Twoje życie.

W miarę jak dorośniesz, prędzej czy później w twoim życiu pojawią się większe i mniejsze kryzysy. Z wieloma wspaniałymi ludźmi nie raz się pokłócisz. Wiele dni w Twojej pracy doprowadzi Cię do szału. A Twoje ciało czasem nie da sobie rady ze stresem

I jeśli w takich momentach nie zadasz sobie tego kluczowego pytaniaprzegrasz w życiu bardzo wiele. Poddasz się, pochopnie podejmiesz decyzje, których będziesz długo żałować

Nasze „Dlaczego?” pozwala nam szukać naszych priorytetów i wartości, którymi się kierujemy. Jest tarczą obronną przed współczesnym, pędzącym donikąd socjo-korpo-kapitalizmem. Pozwala Ci dostrzec to, do czego dążysz.

I prawdopodobnie, tak jak ja, nieraz złapiesz się na tym, że dążysz do nikąd. Albo do miejsca, w którym nie chcesz być. Być może znajdziesz się wśród ludzi, wśród których nie powinieneś się znaleźć.

Ale tak długo, jak będziesz pamiętał o tym prostym pytaniu – uda Ci się wyjść z nawet największych problemów. Naprawić rozsypane relacje. Przyznać się do błędów, ponieść gorzkie konsekwencje, czy nawet – zacząć wszystko na nowo.

Przez całą młodość robimy wiele rzeczy, nie zastanawiając się nawet przez chwilę dlaczego je robimy. Chodzimy do szkoły, odrabiamy lekcje, słuchamy autorytetów – bo ktoś wiecznie decyduje za nas.

Nie dorastasz gdy zdasz maturę, skończysz studia, czy zamieszkasz bez rodziców. Dorastasz dopiero gdy poznasz siebie. Gdy doświadczysz zarówno wielkiego cierpienia jak i radości. Gdy zrozumiesz swoje wartości i priorytety w życiu. I gdy zaczniesz sam o nim decydować.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

13 myśli nt. „Co wybrać? Jak osiągnąć sukces i bogactwo jednocześnie odnajdując swoją pasję i szczęście”

  1. Droga Kasiu,

    Zawsze z niecierpliwością wyczekuję Twoich inspirujących postów. Ostatnio nasunęło mi się pytanie:

    -Czy uważasz, że zasada nierobienia nadgodzin może być stosowana zawsze, czy też dopiero po latach, gdy ma się wartościowe doświadczenie? W pewnym poście, opisując swoje początki, stwierdziłaś, że aby czegoś oczekiwać, trzeba najpierw dać dużo z siebie.

    W Twojej historii jest wiele aspektów, w których widzę odrobinę ‚siebie’ – moim pierwszym architektonicznym zainteresowaniem było projektowanie bardzo małych domów służących zwyczajnym ludziom. Zdecydowałam zostać architektem w relatywnie do Ciebie późnym wieku, lat 9-ciu. Właśnie dostałam się na architekturę na czołowe uczelnie w UK i przeraża mnie trochę wizja zawodu, którą przytaczasz. Z tego co wiem jednak, starając się, mogę oczekiwać ok. 17 – 20 K funtów po 3 latach studiów. To zupełnie inne realia niż te, z jakimi przyszło Ci się zmierzyć.

    Być może z architekturą da się żyć całkiem szczęśliwie? Mi ciężko jest wyobrazić sobie dziedzinę, w której będę w stanie wykorzystać moje mocne strony tak jak w architekturze.

    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    1. Nie znam realiów UK zbyt dokładnie więc nie wiem czy jest to możliwe tak jak w innych krajach, ale jeśli 3 lata studiów = 20k Funtów, to 3 lata doświadczenia powinno się równać co najmniej 40k Funtów. Wszystko zależy od tego czy chcesz być tylko architektem, czy aż Architektem.

      Lubię to

    2. Mieszkam w UK i 17-20k to bardzo przyzwoita stawka na prace swiezo po studiach, ale sa pozycje tzw „entry level”, ktore oferuja nawet 24k. Po 3 latach doswiadczenia powinnas moc liczyc na cos w granicach 28-32k. 40k to stawka, ktora zazwyczaj zarabiaja ludzie na najwyzszych stanowiskach w wiekszosci firm. Nie znam srodowiska architektow wystarczajaco dobrze, ale zazwyczaj na 40k trzeba wiecej niz 3 lata doswiadczenia.

      Sa jednak sektory (jak szkolnictwo wyzsze) gdzie na wyzszych stanowiskach mozna zarobic duzo wiecej – taki np. dziekan na dobrej uczelni moze spokojnie zarobic tyle co pani premier May (jakies 100-120k).

      Lubię to

  2. Ciekawy tekst,ale co z osobami (chodzi mi konkretnie o 1 punkt), które nie mogą sobie pozwolić „finansowo” na eksperymentowanie, na bezpłatne projekty czy szkolenia, bo zwyczajnie muszą się utrzymać? Nikt nie pomoże, ani mamusia ani tatuś, pieniądze są potrzebne, trochę ciężko iść na bezpłatny staż, wiedząc, że za niezapłacony rachunek mogą odciąć prąd…

    A co z osobami, które dość wcześnie weszły w życie, nie wiedząc co dalej? Ja należę do takich osób, dość wcześnie wyszłam za mąż, teraz musimy oboje pracować, mamy dziecko, które potrzebuje uwagi i mimo, że z chęcią poszłabym na taki, a taki warsztat, to nie do końca mogę – kiedy mąż wraca z pracy, ja idę do swojej.

    Chciałabym cofnąć czas, zrobić to czy tamto, wyjechać, poznać ludzi, odpocząć, wyjechać na Erasmusa, ale niestety, chyba straciłam swój czas i młodość i choć serce chce czegoś innego, to jednak są te obowiązki, życie, dom, rachunki i raczej nigdy nie poznam siebie…

    Lubię to

    1. Mam nadzieję, że masz siły, żeby znieść moją opinię. Bo mimo, że bardzo Ci współczuję i rozumiem, że masa osób jest właśnie w takim „więzieniu” – mogę powiedzieć tylko jedno:

      To jest właśnie ta „bieda” mentalna, o której ciągle piszę. Myślenie typu: „Jest mi źle, ale NIE MOGĘ nic zrobić, NIE DA SIĘ, NIEMOŻLIWE, za ciężko, za trudno, za za za….” Itd.

      Rozumiem, że to nie jest łatwe i wygodne. Ale zmiany zaczynają się w głowie, a nie w portfelu. Zacznij więc zmieniać swoje słownictwo, bo on tego jest wszystko zależnie. Ja też bardzo długo mówiłam, że „się nie da”. Każdy z nas ma do tego tendencję.

      Zamiast „NIE MOGĘ” – zacznij mówić „JAK MOGŁABYM?”
      Zamiast „NIE DA SIĘ” -> „JAK SPRAWIĆ, BY POLEPSZYĆ NA TO SZANSE?”
      Zamiast „ZA CIĘŻKO” -> „CO MOGĘ ZMIENIĆ, BY MIEĆ WIĘCEJ ENERGII/SIŁY/MOTYWACJI”
      Itd, itp. To naprawdę ma gigantyczny wpływ na nasze myślenie.

      Przykładowo – jeśli będziesz uparcie twierdzić, że „SIĘ NIE DA” wyjść z finansowego dołka i że „NIE MOŻESZ” się rozwijać, bo pracujesz – to taka będzie Twoja przyszłość. Jeśli zaczniesz zastanawiać się „JAK MOGĘ TO OSIĄGNĄĆ?”, „W JAKI SPOSÓB MOGŁABYM się rozwijać, jednocześnie pracując i wychowując dziecko” – zaczniesz szukać rozwiązań. I prędzej czy później jest znajdziesz.

      Z całym szacunkiem, ale w dobie internetu, gdzie nauka nie kosztuje już NIC – mówienie o braku możliwości rozwoju jest po prostu pluciem w twarz wszystkim ludziom, którzy przez stulecia budowali dobrobyt, z którym dziś żyjesz. Nie musisz prać ręcznie, bo masz pralkę. Bo ktoś zastanawiał się „JAK MOGĘ?” zamiast „Nie da się”. Masz kuchenkę, bo kogoś wkurzał piec kaflowy. Masz bieżącą wodę, bo komuś się kiedyś zachciało wymyśleć wodociągi, zamiast latać codziennie z wiadrem po wodę. Masz internet, bo kupa ludzi pracowała przez dziesięciolecia i usprawniała tą technologię…

      Używasz tych wszystkich wynalazków i dzięki temu oszczędzasz swój czas. Zacznij myśleć jak ci wszyscy ludzie, dzięki którym to masz.
      Czy nie da się przypadkiem pracować i jednocześnie słuchać audiobooków z nauką – języka, finansów, czegokolwiek, co Cię interesuje? Audiobooki można znaleźć ZA DARMO, nawet na zwykłym youtubie. Tak, to nie idealne rozwiązanie, ale jest to jakaś możliwość. Masa rzeczy, wykładów, prezentacji jest też darmowa, nie piracona.
      Czy nie da się robić tego samego przewijając i bawiąc dziecko? Gotując? Sprzątając? Itd.?

      Tak, niektórzy z nas mają lżej, inni trudniej. Ale to zawsze subiektywna ocena. Ja też mogłabym narzekać, że przeciętny Francuz to ma tak dużo łatwiej ode mnie, bo urodził się w bogatszym kraju, miał więcej możliwości, itd. Ale równie dobrze mogę się porównać do jakiejś kobiety w Arabii Saudyjskiej, która nie ma większości praw, które ja uznaję za pewnik.

      To, jak patrzymy na życie definiuje naszą przyszłość. A nie pieniądze, czy bogaci rodzice. Jeśli nie chcesz dostrzec swoich możliwości – to ich nie dostrzeżesz. Gdy zechcesz – okaże się, że masz ich tyle, że nie dasz nawet rady ze wszystkich skorzystać.

      Lubię to

      1. Catherine dobrze prawi… Samo nic sie nie zrobi. O ile nie zawsze mamy wpływ na otaczający świat to mamy wpływ na to jak go odbieramy.

        Sami stajemy sobie na drodze do lepszego zycia a mówimy ze to świat jest zly.

        Lubię to

          1. Ja lubię potwierdzenie: „skoro tak mówisz, to pewnie tak jest”.
            Znajomi nie pochwalają tego stwierdzenia gdy odpowiadam nim gdy się mi żalą 😉
            Ale taki jest fakt- tylko my jesteśmy odpowiedzialni za nasze słownictwo, za myślenie rownież.

            Lubię to

    2. Skoro w ciagu dnia zajmujesz sie swoim dzieckiem (o ile dobrze zrozumialam) to dlaczego nie zatrudnisz sie jako np. niania? No bo w sumie co to za roznica czy zajmujesz sie jednym dzieckiem czy dwoma? A maluch ma w dodatku kompana do zabaw. W ten sposob pieniadze na rachunki sa, a wieczor na doksztalcanie sie/rozwijanie pozostaje wolny…

      To tylko przyklad, ktory moze do Twojej sytuacji zyciowej nie pasowac. Chodzi mi tylko o to, ze jesli sie bardzo mocno chce to sposob sie predzej czy pozniej znajdzie.

      Pozdrawiam!

      Lubię to

    3. Masz rodzinę, dziecko, dom – coś czego wiele osób na pewno ci zazdrości. A mówisz, że chciałabyś cofnąć czas i postąpić inaczej? Np. nie mieć dziecka tylko upijać się na Erasmusie?

      Ja zawsze planowałam podbój świata. Wyjechać miałam już za dwa miesiące – oboje dostaliśmy pracę marzeń polegającą głównie na opływaniu w luksusy w tropikach.
      Nie spodziewałam się tego w tym momencie, ale okazało się, że jednak ruszam w zupełnie inną podróż i bardzo się cieszę, a podbój świata trzeba zacząć planować dla trojga! Naszym niezaprzeczalnym przeznaczeniem jest przedłużenie gatunku, a podróże, przyjemna praca i cała reszta miłych rzeczy to tylko fajne dodatki.

      A jeśli problemem jest to, że nie macie pieniędzy, bo nie macie kiedy ich zarabiać, dlatego że jesteście zajęci chodzeniem do pracy… To proponuję rzucić pracę – będziecie mieli więcej czasu na zarobienie pieniędzy.

      Lubię to

      1. Jezeli twoim celem jest przedluzanie gatunku, to jest to twoj cel, nie wszystkich… Jezeli masz takie zdanie o podrozach i innych udogodnieniach to okey, ale kazdy moze miec inne. Jezeli ktos nie chce miec dziecka to lepiej niech go nie ma, bo bycie zlym rodzicem jest niezaprzeczalnie gorsze od nie bycia rodzicem. Do rodzicielstwa trzeba dojzec. Byc moze poziomeczka nie dojzala i zaluje ze nie poczekala. Co do Erazmusa to obierasz bledne zalozenia jako ze jest to tylko picie i zabawa. Wiele zalezy od czlowieka. Ja na erazmusie zdobywalam doswiadczenie i pilnie uczylam sie jezyka obcego. Nie generalizujmy bo kazdy jest inny. Swoja droga jestem ciekawa ile masz lat? Bo poziomeczka pisala ze byla bardzo mloda (mlode matki czesciej maja poczucie utraty mlodosci).
        Po twojej wypowiedzi widze ze chcesz byc mama i na pewno do tego dojzalas, ale ocenianie innych kobiet poprzez swoje doswiadczenie i nastawienie do pewnych spraw jest bledne, bo poziomeczka byc moze jest na zupelnie innym etapie, ma inne doswiadczenie i nastawienie.

        Lubię to

  3. Bardzo, bardzo, BARDZO dziękuję Ci za ten wpis! Jak ostatnio większość rzeczy (czyżby prawo przyciągania?), trafił do mnie w odpowiednim momencie. Niedawno przekroczyłam 30-tkę i to stało sie dla mnie naturalnie-nienaturalnie wyzwalaczem podsumowania: ostatnio rozpadł sie mój czteroletni związek, który miał byc już tym na zawsze, pracy stałej brak, jestem mistrzynią w krótkich umowach na zastępstwo, na czas określony, zleceniówki – standard. Do tego studia, które miały byc zgodne ze mną (umysł humanistyczny) i dawać nadzieję na pracę i realizację. Jak jest – widać powyżej… Życie towarzyskie, które jeszcze niedawno kwitło, teraz marnieje. Znajomi pozakładali rodziny, powyjeżdżali na drugi koniec świata i umyślnie lub nie zapomnieli. Żeby nie przedłużać tych smętów – jak jest każdy widzi. Robić podsumowanie na takim etapie może być dołujące. Wbrew mnie samej nachodzą mnie myśli – kobieto, gdybys 10 lat temu bardziej się przyłożyła do angielskiego, gdybyś bardziej zainwestowała w sport, żeby sie lepiej czuć teraz, a nie mieć parę kilo nadwagi i średnia kondycję, gdybyś np. wyjechała jako au-pair, żeby trochę zmienić środowisko, gdybys założyła własna firmę, gdybyś więcej wyciskała z życia jako 20-tka, więcej imprez, gdybyś, gdybyś, gdybyś… Ostatnio to chyba moje „ulubione” słowo. Wiadomo, gdyby babcia miała wąsy… Ale jest jak jest. Nie umiałam sobie sama z tym poradzić. Aż dziś trafiłam na Twój tekst – źrenice chyba mi sie rozszerzały od czytania 🙂 wiele zdań to oczywiste oczywistości, ale czasem trzeba je powtarzać, bo zapomina się o takich banałach. No i przydała mi sie ta zmiana perspektywy. Postąpiłam wtedy widocznie tak jak musiałam postąpić, tak jak wtedy czułam. Fajnie jest myśleć, że te 10 lat nie jest tak do końca zmarnowane, że to taki czas prób, że ten bilans jednak nie wyjdzie na minus. Wiem juz czego unikać, wiem co muszę zmienić. To chyba wystarczający kop do zadbania wreszcie o siebie, żeby te lata porażek, nieudanych prób nie poszły na marne, tylko żeby można było je obrócic na swoją korzyść.
    W życiu zawsze można mieć więcej, lepiej, bardziej i mocniej. Trzeba tylko pamiętać o swoim ówczesnym położeniu. Moje dotychczasowe zycie zdeterminowały nie tylko decyzje podjęte na tamtym etapie, ale też, chyba przede wszystkim, walka z chorobą. Chwilę przed 18-tką na skutek stresu pourazowego po pewnym przeżyciu rozwinęła się u mnie nerwica lękowa. W momencie, kiedy człowiek staje sie dorosły, kiedy wreszcie decyduje o sobie, kiedy wreszcie wyzwala sie spod kurateli rodziców, kiedy może i powinien cieszyć się życiem to musi z nim walczyć, a raczej ze sobą. To był dramat. Nikt kto tego nie przeżył nie zrozumie. Objawy były tak dziwne i dokuczliwe, że nie wiedziałam co mi jest. Tłumaczyłam to hormonami, stresem przedmaturalnym itp. O dziwo udało mi sie na tamtym etapie podejść i zdać w miarę bezboleśnie maturę. Potem juz szłam po najmniejszej linii oporu. Studia zaoczne, a nie dzienne, blisko domu, żeby nie wyjeżdżać gdzieś w Polskę. Na pierwszym roku studiów odkryłam co mi jest. Ponowny dramat – w Polsce nie ma dobrych specjalistów od leczenia takich zaburzeń. Nie mamy dobrze rozwiniętej psychoterapii, psychiatrzy traktują pacjentów taśmowo. Kiedy czytałam, że jedynym wyjściem z tego jest DOBRA psychoterapia albo farmakologia, która tylko wycisza, a nie pozwala pozbyć sie problemu, w dodatku silnie uzależnia, że to droga donikąd. Wtedy mając 20 lat świat się zawalił. Żeby nie utonąć złapałam się jednej deski i tak sobie dryfowałam. Jakoś skończyłam studia, mobilizowałam się na te weekendowe zjazdy, w tygodniu zamykałam się w domu. Czasem miałam lepsze okresy, kiedy udało się gdzieś dalej wyjechać, wychodzic na imprezy. Ale czarna dziura wracała szybko. Ogromnymi wyzwaniami stały sie zakupy w supermarkecie, wizyty u dentysty, wesela, nawet z czasem wspólne posiłki rodzinne… Lęk był wszechobecny, ataki paniki coraz częstsze. Rok po zakończeniu studiów siedziałam w domu, nie wyobrażałam sobie podjęcia pracy, do której trzeba codziennie chodzić. Ale w końcu jakoś poszło, dostałam sie na staż, przetrwałam go, tylko raz się poddałam i nie pojechałam. A tak całe 6 miesięcy dzień w dzień byłam na miejscu. Okupiłam to jakąś dwumiesięczną bezsennością, ale i tak czułam, że to jakis sukces, krok naprzód. Później kolejna praca, z lękiem w tle, ale grunt, że była. Parę miesięcy wolnego i kolejna… Podczas tej półrocznej umowy zostałam dosłownie przeczołgana. Bywało tak ciężko (współpracownicy, kierownik), że nie wiem jak dałam radę. Ale paradoksalnie to było coś wyzwalającego. Mówiłam sobie później, że jeśli to przeżyłam to dam sobie radę ze wszystkim. Zaczęłam walczyć z lękiem, wychodzić częściej, robić rzeczy, których się bałam, zapisałam sie na prawo jazdy i zdałam je. Z czasem lęki zaczęły się wyciszać, aż w końcu zanikły. 9 lat walki, męki, straconych szans, ale też i poczucia zwycięstwa. Bo chyba najlepiej smakuje zwycięstwo nad samym sobą…
    Uff, naprodukowałam tekstu jakby mi za to płacili 🙂 chciałam tylko napisac krótko swoja sytuację i załączyć podziękowania za tekst, a tu wyszłą bardzo osobista nieplanowana rozprawka. Akapitu o nerwicy miało nie być, nigdy nie poruszałam z nikim tego tematu, do tej pory nie wie o tym rodzina ani przyjaciele. Nie wiem skąd to dziś wyszło, ale może tak musiało być. Może w tym co przeżyłam jest sens, żeby się teraz tym dzielić, może ktoś kto czyta tego bloga męczy się z tym samym cholerstwem, może dzięki temu dostanie choc odrobinę nadziei 🙂
    Kasiu, dziękuje Ci za ten artykuł. Czytam wiele Twoich wypocin 🙂 wiele mnie interesuje, dotyka, ale ten trafił akurat w dobrym momencie do mnie i okazał sie najbardziej wyzwalający. Dziękuje, że dzielisz się z nami takimi skarbami 🙂 będę chyba często w najbliższym czasie wracać do tego artykułu. Wbijac sobie głęboko do głowy niektóre fragmenty. Tłumaczyć sobie niewyjaśnione… Chcę miec nadzieję i wierzyć, że będzie dobrze. Że następna dekada będzie lepsza. Że w wieku lat 40 spojrzę i powiem: „jest ok” 🙂 „ale przydałoby sie jeszcze popełnic kilka błędów i sie czegoś nowego nauczyć” 😀
    pozdrawiam i ściskam mocno!

    Lubię to

    1. Droga Lucjo, jeśli się tym dzielisz, to znaczy tylko jedno – że na tym wyrosłaś. Że przeszłaś to doświadczenie i wyciągnęłaś z niego lekcje. Dlatego mamy potrzebę się dzielić. Więc z mojej strony gratulacje i głowa do góry – bo wydaje mi się, że masz wszystko, czego potrzeba, by odnieść życiowy sukces. Czasem te największe dołki, w jakie w życiu wpadamy okazują się największym zbawieniem. Bo budują nasz charakter. I pozwalają lepiej stawiać czoła życiu w przyszłości. Życzę Ci powodzenia i samych takich przemyśleń jak tu napisałaś.

      Co przypomina mi, że pracuję nad programem, który będzie pomagał ludziom zmierzyć się ze sobą samym – z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Dzięki za motywację, by to w końcu ruszyć do przodu! 😀 Widzę, że jest to bardzo potrzebne.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s