Jak zarabiać o połowę więcej? Czyli dlaczego mam firmę, a nie umowę o pracę 

Wiele wiadomości, jakie od Was otrzymuję zawiera pytania dotyczące mojej pracy. Pytacie mnie dlaczego prowadzę własną firmę, jak to możliwe że tyle podróżuje, itp. Dziś postaram się wyjaśnić ten temat i pokazać Wam, jak podwyższam swoje zarobki o ponad połowę. Czyli po prostu – jak ktoś to ujął w jednej z wiadomości:

„Skąd ja mam, do cholery, tyle kasy?”

Tak, to prawda, że nie muszę martwić się o pieniądze. To prawda, że na wakacjach jestem średnio raz na dwa miesiące i że te wakacje potrafią trwać po kilka tygodni. To prawda, że pracuję prawie o połowę mniej niż przeciętna osoba. Ale czy mam góry kasy? Z mojego punktu widzenia – nie. Ale jak wiemy punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Rzeczywistość jest taka że nie latam pierwsza klasa, nie jeżdżę Lamborghinim, ani nie nocuję w Hiltonach. Ale już tu o tym pisałam, więc nie będę się powtarzać.

Sekret mojego bogactwa podsumować można w tych trzech elementach:

1. Znajomość swoich potrzeb: Zamiast dużo zarabiać – po prostu mądrze i sprytnie wydaję (pisałam o tym między innymi tu: KLIK, tu: KLIK, oraz tu: KLIK).

2. Zdolność planowania: Zamiast pozwalać innym decydować o moich finansach – rozporządzam nimi sama. Ten temat rozwinę w tym artykule.

3. Inteligencja emocjonalna: Zamiast poddawać się lękowi – wykorzystuję go jako pozytywną energię w życiu (poczytasz o tym tu: KLIK, tu: KLIK, tu: KLIK, oraz w e-booku z moją historią: KLIK).


Słowem – funkcjonuję zupełnie inaczej, niż przeciętna osoba. I dlatego efekty moich działań są tak odmienne od efektów działań innych ludzi. Zauważ, że nie mówię tu, że są one lepsze – mówię tylko i wyłącznie, że są one inne. Każdy bowiem jest inny i każdy ma inne potrzeby.

Mi odpowiada życie „w raju”, komuś innemu może bardziej odpowiadać życie w mieście z bezpieczną posadą. I nie ma w tym nic złego! Znam takich ludzi i wiem, że są naprawdę szczęśliwi i niczego im nie brakuje. Jeśli jednak czytasz ten artykuł – prawdopodobnie do nich nie należysz – bo masz wrażenie, że brakuje ci „kasy”…

Ile płacisz za bezpieczeństwo? I czy faktycznie z niego korzystasz?

Zacznijmy od podstawowej różnicy między „wolnym strzelcem”, czy tzw. freelancerem, a pracownikiem etatowym. Różni ich ich podejście do jednej z najpotężniejszych emocji – lęku.

Podczas gdy ci pierwsi z niego czerpią – ci drudzy dobrowolnie się mu poddają. Mogą mieć wrażenie, że lęk ich paraliżuje. Dzieje się tak dlatego, że nie mają rozwiniętej inteligencji emocjonalnej, czyli nie potrafią korzystać ze swoich emocji. Wolą się im poddać, bo tak jest „łatwej”.

Prowadzi to do tego, że takie osoby zawsze będą szukały bezpieczeństwa. I tak, jak wspomniałam wyżej – nie ma w tym nic złego. Nie jest moim celem namawiać Cię do rzucenia pracy. Ten artykuł ma Ci tylko uświadomić efekty Twoich wyborów. Gdy łatwo poddajesz się lękowi – bardzo łatwo Tobą manipulować. Pracodawcy-wyzyskiwacze uwielbiają takich pracowników.

Gdy wybierasz „bezpieczną” pracę, czyli pracę na etat, z umową, godzisz się tak naprawdę na to, by zabierano Ci około połowę Twoich zarobków za poczucie tego bezpieczeństwa. Mówię tu „poczucie” celowo – gdyż żadna praca nie daje tak naprawdę gwarancji bezpieczeństwa. Umowa o pracę daje tylko jego „ułudę„. Ale ta ułuda większości ludzi wystarczy.

Wytłumaczę to na swoim przykładzie. Gdybym dziś pracowała na etat państwo zabierałoby mi około 50% mojej pensji – w większości natychmiast – jeszcze zanim jakiekolwiek pieniądze zostałby mi wypłacone. Około 40% to same podatki, opłaty za „ZUS”, itp., Reszta to podatek VAT, który płacimy, gdy wydajemy nasze pensje. Na benzynę, na jedzenie i na inne produkty.

W Polsce sytuacja ma się bardzo podobnie, z tym że VAT jest prawie 3-krotnie wyższy na większość produktów (na Karaibach francuskich stawka VAT wynosi tylko 8,5%, w Polsce o ile się nie mylę – aż 23%). Ogólne wszystkie podatki, jakie płacisz w Polsce również wynoszą co najmniej połowę Twoich zarobków. Tłumaczyłam to ostatnio w tym artykule.

Za swoje „bezpieczeństwo” płacisz więc około połowę swojej pensji. Przez pół miesiąca pracujesz tylko na to. Czy to faktycznie jest tego warte? Czy gdybyś wiedział, że praca z emocjami i rozwój osobisty dostarczyłby Ci dużo więcej pieniędzy w życiu – czy zainwestowałbyś swój czas w ten rozwój? Warto się nad tym zastanowić.

Warto również przemyśleć element pomocy socjalnej – która w Polsce niestety stoi na tragicznym poziomie. O ile w Niemczech czy Francji otrzymamy od państwa bardzo hojną pomoc w razie utraty pracy czy jakichś problemów zdrowotnych– w Polsce nie otrzymamy prawie nic i dodatkowo frustrację gratis.

Czyli mówiąc prosto – płacisz połowę swojej pensji co miesiąc, by w razie jakiegoś niepowodzenia w Twoim życiu czy choroby zostać potraktowanym naprawdę źle i otrzymać tylko symboliczną pomoc finansową, która pozwoli Ci nie umrzeć z głodu, ale na pewno nie pozwoli na godne życie.

Mi ta sytuacja nigdy nie odpowiadała i właśnie dlatego zawsze unikałam pracy na etat. Zawsze szukałam możliwości ograniczenia tego, co zabiera mi co miesiąc z mojej wypłaty państwo. To nie jest tak, że nie czułam nigdy lęku. Wręcz przeciwnie – nie raz mnie paraliżował. Nie raz miałam ochotę biec i podpisać jakąkolwiek umowę o pracę, byle poczuć się „bezpiecznie”. Nie raz nie mogłam spać po nocach, zastanawiając się czy będę w stanie opłacić wynajem swojego lokum…

Pracowałam zarówno z umową o pracę, jak i na własnej działalności różnych typów. Dziś prowadzę własną firmę. Moje doświadczenie z różnymi typami zatrudnienia mogę podsumować tak:

Gdy pracowałam na umowę – zawsze czułam się jak niewolnik. Czułam się naprawdę źle. Czułam się ograniczona. Gdy pracowałam na własny rachunek – zawsze czułam się niepewnie. Czułam się zagrożona i zdana na samą siebie. Ale z tych dwóch negatywnych emocji zdecydowanie wolę tą drugą. Po prostu lepiej sobie z nią radzę i bardziej niż bezpieczeństwa – potrzebuję wolności oraz możliwości rozwoju.

Ile zyskuję na własnej firmie?

Ano właśnie owe połowę więcej. Obecnie prowadzę rozbudowaną firmę, która pozwala mi maksymalizować zyski. Własna firma daje multum przywilejów.

Przede wszystkim mój typ firmy jest osobnym organizmem w państwie i jest jak takowy traktowana.  To znaczy, że nie można mi pieniędzy zarobionych przez ową firmę w żaden sposób zabrać. To znaczy, że mogę sobie z nich wypłacać dowolne kwoty i pracować „dla siebie samej”. To znaczy, że mogę zatrudniać innych ludzi. To znaczy, że mogę nie opłacać państwowej przymusowej dla innych emerytury i pomocy socjalnej.

Suma sumarum – jeśli podliczymy wszystkie zyski i straty (firma wymaga np. opłacania księgowości, konta bankowego, etc.) – na prowadzeniu własnej firmy „zarabiam” ponad o połowę więcej niż zarabiałabym na umowie o pracę. Czyli zarabiam dodatkowe 30% „pensji”. Państwo zabiera mi bowiem tylko ułamek moich wypracowanych pieniędzy.

Jak to możliwe? By to zrozumieć wystarczy spojrzeć na to jak państwo traktuje daną osobę. Jeśli jesteś pracownikiem, szukającym bezpieczeństwa, państwo „ucina” Ci prawie połowę Twojej comiesięcznej wypłaty, a potem dodatkowo zabiera nawet 23%, gdy płacisz za różne produkty i usługi, takie jak: telefon, sprzęt, fryzjer, bilety, benzyna, jedzenie, itd. Czyli comiesięczne, standardowe wydatki kosztują Cię nawet o 20% więcej.

Mówiąc prosto – Państwo zabiera Ci Twoje pieniądze już na starcie – i nie masz żadnej możliwości ich odzyskać.

Natomiast ja, prowadząc firmę otrzymuję za swoją pracę nie tylko pełne – czyli dwukrotnie wyższe – wynagrodzenie, ale również dodatkowy VAT, doliczany do moich faktur. Czyli „na dzień dobry” otrzymuję ponad połowę więcej pieniędzy!

I z tych pieniędzy mogę korzystać przez cały rok – mogę kupować masę rzeczy „na firmę”, takich jak ubezpieczenie, rachunki, sprzęty, podróże, telefon, benzyna, usługi, restauracje, itp. – nawet prezenty i jedzenie można kupić „na firmę”.

Płacąc za nie nadal płacę VAT – ale nie zapłacę go na koniec roku (z tego, co dodatkowo dzięki niemu zarobiłam). Dlatego mówimy o „odzyskiwaniu VAT”. Suma sumarum – za te wszystkie rzeczy płacę (w przypadku Francji) o 8,5% mniej. W Polsce płaciłabym nawet o 23% mniej

Resztę niewydanych każdego roku pieniędzy mogę, posiadając firmę, zainwestować np. w nieruchomości, o których już pisałam. Nie zapłacę wówczas żadnego podatku! A jeśli wolałabym te pieniądze oszczędzić – nadal zapłacę dużo mniej, bo jako firma płacę wyłącznie podatek dochodowy.

Na tym właśnie polega największy plus posiadania własnej firmy – zamiast oddawać co miesiąc pieniądze państwu za ułudę bezpieczeństwa – możesz tez pieniądze przez cały rok wydawać i inwestować. Możesz samemu decydować o swojej przyszłości. 

Podsumowując:

  • Gdy pracujesz na etat, około połowa Twoich pieniędzy „wyparowuje” z Twojego życia. Przekazujesz je państwu, które obiecuje Ci pomagać w razie problemów, ale nie za dobrze się z tego wywiązuje.
  • Gdy pracujesz na własny rachunek – otrzymujesz pełne, dwukrotnie wyższe wynagrodzenie za swoją pracę – które możesz inwestować i którym samodzielnie rozporządzasz. Od państwa otrzymujesz wówczas tylko podstawową opiekę zdrowotną. O swoją emeryturę martwisz się sam.

Nietrudno domyśleć się, że ta pierwsza opcja „dusi” ludzi i zmusza do niewolniczej pracy do końca życia, podczas gdy ta druga – daje wolność i zmusza do nauki, rozwoju i odpowiedzialności za swoje decyzje.

Prowadzenie własnej firmy nie jest prostym zadaniem – szczególnie w początkowych fazach. Dodatkowo w Polsce jest to dużo bardziej skomplikowane niż w i tak już bardzo socjalistycznej Francji. Ale to nie oznacza, że niemożliwe i że nie da się na tym dużo więcej zarobić. Wystarczy zdobyć na ten temat wiedzę i zacząć liczyć.

Praca na własny rachunek wymaga czasu i cierpliwości. Wymaga popełnienia wielu błędów i wyciągnięcia z nich nauki na przyszłość. Ale to właśnie doświadczenie, wiedza i wyobraźnia, którą dzięki takim decyzjom zdobywamy robi z nas prawdziwie bogatych ludzi. Bogactwo to to, co masz w głowie – a nie ilość zer na koncie. Będę Wam to powtarzać w nieskończoność :-).

Gdybym ulegała swojemu lękowi i pracowała tylko na etacie, nigdy nie zamieszkałabym na Karaibach. Nigdy nie odbyłabym tylu wspaniałych podróży. Nigdy nie mogłabym sobie pozwolić, by pracować o połowę mniej. Nigdy nie zmieniłabym swojego myślenia i podejścia do życia. I pewnie dalej martwiłabym się o pieniądze i emeryturę, zamiast zarabiać dużo więcej i inwestować – w siebie i swoją przyszłość.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

13 myśli nt. „Jak zarabiać o połowę więcej? Czyli dlaczego mam firmę, a nie umowę o pracę ”

  1. W Polsce jest przymusowy podatek, tfu, zus dla przedsiębiorców; oraz większość tego, co wymieniłaś we wpisie w Polsce zaliczyć do kosztów prowadzenia działalności nie możesz. Niestety, żeby lepiej zarabiać (już nie ważne czy na etat, czy na własny rachunek) trzeba to robić poza Polską.

    Lubię to

    1. Tak, to niestety prawda – mimo to mi się opłacało prowadzić tam zwykłą działalność. Wszystko – ZUS, podatki, opłaty – są dużo wyższe niż we Francji. Ja to nazywam kryminałem, Polska to jest raj dla przestępców.

      Lubię to

  2. Cześć Sophie 🙂
    Jesteś naprawdę wielką inspiracją. Dzięki Tobie zaczęłam myśleć o Karaibach. Mam biznes on-line który pozwala mi pracować skądkolwiek.
    Więc Karaiby są całkiem realne 🙂
    Mam 2 pytania odnośnie firmy i inwestycji.
    Jetem w podobnej sytuacji jeśli chodzi o firmę (jest w UK) i chciałabym inwestować w Polsce w nieruchomości. Pieniądze są na koncie firmowym, ale do inwestycji musiałabym je wypłacić i zapłacić podatek, około 20%. Wow, to jest 1/5 potencjalnej kawalerki.
    Ty napisałaś, że tymi pieniędzmi można zarządzać. Czy to oznacza, że kupujesz swoje nieruchomości na firmę?
    I drugie – Jak radzisz sobie z kredytami? Mi nikt w Polsce nie chce dać kredytu hipotecznego na firmę w UK.
    Mogłabyś napisać coś więcej w tym temacie? Może e-booka? Chętnie zainwestuję 🙂
    pozdrawiam serdecznie

    Lubię to

    1. Z reguły banki nie będą dawać kredytu na nieruchomości poza granicami kraju. Wtedy możesz faktycznie wypłacić pieniądze. Albo – założyć firmę-siostrę w Polsce. Wszystko jest możliwe, tylko trzeba szukać możliwości. Jak zrealizuję swój plan do końca, to być może to gdzieś opiszę, narazie jest jeszcze na to za wcześnie.

      Lubię to

  3. Właśnie to czuję pracując na etacie. Marzę by rozkręcić coś swojego, mam nawet pomysł, ale boję się zaryzykować. Juz raz poległam i z podkulonym ogonem wrociłam na etat, choć sie tam duszę. W moim otoczeniu wszyscy są zachwyceni, że w końcu poszłam po rozum do głowy mam stałą, dobrze płatną pracę i wolne weekendy. Po prostu żyć nie umierać. A ja już kombinuję co by tu wymyślić zeby tylko przejść na swoje 😉

    Lubię to

  4. Wartościowy wpis, zwłaszcza dla kogoś totalnie nie obeznanego w temacie. Ciekaw też jestem jaką firmę prowadzisz w zasadzie 🙂
    Czy na blogu też jesteś w stanie zarobić? Pomijając e-booki.

    Lubię to

  5. Ten blog jest wspaniały, zawsze jak mam kryzys emocjonalny to wchodzę tu i czytam wpisy, jesteś inspirująca i motywująca! Muszę przyznać, że zaczęłam pracę nad swoimi emocjami, jednakże jest we mnie jeszcze mnóstwo paraliżującego lęku. Wiem jaką drogę przeszłaś, jednakże mam pytanie, co byś radziła osobom, które kończą studia i nie mają pojęcia co ze sobą zrobić? Wiem, że każdy to indywidualny przypadek, więc powiem tak – kończę studia, których nie znoszę, jednakże chciałabym wyemigrować i nie pracować w zawodzie, mogę zacząć od zera. Nie oczekuję od Ciebie odpowiedzi jak ułożyć sobie życie, ale czy coś takiego jest możliwe? Od czego powinna zacząć osoba „w punkcie zero”? bez doświadczenia, jednakże z palącym uczuciem, żeby się stąd wyrwać.

    Lubię to

    1. Bardzo dobrze wnioskujesz, bo jeśli tylko studiowałaś i nic poza tym – to jesteś w punkcie zero. Studia nie przygotowują do praktycznie niczego. Często mówię że bardziej przeszkadzają niż pomagają 😀 Więc myślę, że podświadomie wiesz na czym stoisz.

      I ma to swoje wielkie minusy – ale ma też plusy. Mając zupełnie czysty start – możesz wszystko. Szukaj, szperaj, przeglądaj – internet, książki, muzykę, co Ci wpadnie w ręce, do czego masz dostęp. Prędzej czy później znajdziesz coś, co sprawi, że Twoja intuicja się obudzi. Może to będzie wolontariat, może praca, może praktyka, może coś jeszcze innego. Teraz jest moment, by „testować” życie i dowiedzieć się kim jesteś i czego potrzebujesz. Idź, rób błędy, ucz się na nich, rób kolejne – tak długo, aż znajdziesz swoje miejsce, swoich ludzi, swój spokój. Tylko w ten sposób poznasz odpowiedzi na pytania, które sobie zadajesz.

      To bardzo ciężki i często niebezpieczny okres – ale 20 lat to właśnie czas na odkrywanie świata. Gdy trafisz na przeciwności i problemy – pamiętaj, że to właśnie one Cię najwięcej uczą. Wiele lat później bardzo sobie sama za nie podziękujesz. Więc nie przejmuj się narazie przyszłością, tylko żyj chwilą i ucz się o życiu tyle, ile tylko możesz. Odpowiedzi – tak jak pieniądze – przyjdą same. Teraz najważniejsze jest dla Ciebie doświadczenie.

      Lubię to

  6. Jesteś wspaniałym przykładem i motywacją dla mnie! Sama planuję niedługo osiąść w Hiszpanii i właśnie chciałabym rozwinąć jakiś biznes, pracować na własną rękę. Twój blog jest dla mnie wielką inspiracją!

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s