Jak zarobić pieniądze? Czym tak naprawdę jest dziś pieniądz i bogactwo?

Ostatnio uświadomiłam sobie brutalną prawdę – prawie nikt nie ma dziś pojęcia czym tak naprawdę są pieniądze. Ludzie nawet nie zadają sobie tego pytania. Interesuje ich tylko „ile” zarabiają. Ale nigdy „co” tak naprawdę zarabiają…

A przecież świat pieniędzy i finansów jest tak śmiesznie prosty i łatwy do zrozumienia! To naprawdę nie jest żadna fizyka kwantowa. To rzeczy, które rozumie nawet dziecko.

Tak, dziecko – bo pamiętam doskonale, że gdy dorastałam uwielbiałam odcinki i komiksy Kaczora Donalda, w których występował Wujek Sknerus i tłumaczył Siostrzeńcom czym są pieniądze i bogactwo. Skoro gadająca kaczka może zostać miliarderem, to może nim zostać każdy. Ale po kolei:

1. Pieniądze same w sobie nie mają wartości

Weź do ręki jakikolwiek banknot, załóżmy 20 – złotowy i przyjrzyj się mu uważnie. Co to jest?… Kawałek papieru z nadrukiem. Kawałek papieru, który możesz wymienić na paczkę fajek, bilet czy gazetę.

Ale załóżmy, że jesteś na środku pustyni, otoczony biedakami na wielbłądach i stoisz sobie z tym banknotem. Czy teraz nadal widzisz 20 zł? Czy może to, czym pieniądze faktycznie są – całkowicie bezwartościowy kawałek papieru? Kawałek papieru, którego nie wymienisz tu nawet na butelkę wody…

Pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości dla ludzi. OK, w sytuacji kryzysowej można się nimi podetrzeć – ale to by było na tyle. Pieniądze mają tylko taką wartość, jaką im nadamy. Przykładowo 1 dolar wart jest dziś około 4 złotych. Ale dlaczego? Dlaczego to 1 złoty nie jest wart 4 dolary?…

O dzisiejszych walutach mówimy, że są to pieniądze „bez pokrycia”. Wynika to z tego, że jeszcze całkiem niedawno obowiązywał tzw. „standard złota”. Wróćmy na chwilę na tą pustynię. Wyobraź sobie, że nadal stoisz otoczony biedakami na wielbłądach, ale zamiast 20 zł w ręku trzymasz kawałeczek złota. Co widzisz? Żółty, świecący kamyczek? Czy może coś, co ma jakąś wartość? Coś, co bez problemu wymienisz na inne dobra w praktycznie każdym miejscu na ziemi?

Złoto (srebro również) stało się standardem i walutą z wielu względów – ale najważniejszy jest taki, że ludzie na całym świecie po prostu pragną złota. Złoto nigdy nie traci wartości – wręcz przeciwnie, jego wartość ciągle rośnie. Złoto po prostu jest czymś, co jest człowiekowi przydatne. Samo w sobie ma jakąś wartość – łatwo też stworzyć z niego dodatkową wartość np. za pomocą przetopienia na biżuterię.

Do lat 70-tych dolary miały pokrycie w złocie. Oznacza to, że każdy zielony świstek papieru reprezentował pewną ilość tego złota, trzymanego w bankowych sejfach. Ilość złota jest w miarę stała – rośnie bardzo wolno. Toteż wartość dolara pozostaje w miarę stała. Niestety na początku lat 70-tych ten standard został wyeliminowany. Zabroniono nawet ludziom posiadać własne rezerwy złota, o ile się nie mylę. A dolary zaczęto masowodrukować.

2. Każda Twoja złotówka jutro nie będzie już złotówką

Co się stanie, jeśli jutro przez przypadek wynajdziesz miksturę, która leczy raka? Z całego świata zaczną zgłaszać się do Ciebie firmy farmaceutyczne oferujące Ci miliardy dolarów za przekazanie im praw do tej mikstury. Załóżmy, że najbardziej hojna zaoferuje Ci 10 miliardów.

Twoja mikstura jest więc warta 10 miliardów. Ale oto Twój sąsiad także wynalazł przez przypadek inną, podobną miksturę, która działa niemalże identycznie! Czy domyślasz się, co się stanie?

Oczywiście – nagle Twoja mikstura będzie warta już tylko połowę tego co wcześniej. Można by rzec, że Twój sąsiad „popsuł” wartość Twojej mikstury… Jeśli Twoje odkrycie powtórzy jeszcze kilka ludzi – wartość leku na raka spadnie kilkakrotnie.

Tak właśnie w dużym uproszczeniu działa tzw. „inflacjapieniądza. Polega ona na tym, że ponieważ nasze waluty nie mają żadnego pokrycia, nie reprezentują żadnej faktycznej „materii” typu złoto, są po prostu świstkami papieru – można je dodrukowywać. Można dosłownie „robić” pieniądze z niczego.

I tak działa cały dzisiejszy bankowy system. O tym zapewne już słyszałeś. Ale to o czym nie słyszałeś to fakt, że te pieniądze „dodrukowywane” są w takim tempie, że Twoje oszczędności „giną” z dnia na dzień.

Wartość dolara od czasu usunięcia standardu złota spadła – o ile się nie mylę – ponad 6-krotnie. To znaczy, że 600 dolarów z początku lat 70-tych warte jest dziś mniej niż 100 dolarów.

To znaczy, że gdybyś te 600 dolarów schował wtedy do skarpety – dziś odnalazłbyś w niej tylko 100 dolarów. Gdzie podziało się pozostałe 500? Okradło Cię z nich państwo. Inflacja spowodowała, że tak jak Twoja mikstura straciła na wartości, gdy sąsiad stworzył drugą – tak samo Twoje dolary straciły na wartości – gdy rząd dodrukował kolejne.

Inflacja i waluty „bez pokrycia” oznaczają, że wszystkie Twoje oszczędności ciągle tracą na wartości. Nawet te odłożone na lokatach. Podczas gdy realne oprocentowanie bezpiecznych lokat wynosi maksymalnie ok. 5% w skali rokurealna inflacja wynosi w Polsce średnio ok. 7-8%!

To znaczy, że nawet na najkorzystniejszej lokacie tracisz tak naprawdę co roku 2-3%. A jeśli nie masz lokat – tracisz aż 7% swoich pieniędzy z każdym rokiem!

Właśnie dlatego takie osoby jak Michał Szafrański, który zarabia m.in. na reklamowaniu lokat jako „świetnego” sposobu na oszczędzanie,  nazywam cwaniakami i manipulantami. Tacy ludzie żerują na ludzkiej niewiedzy, wciskając im „bajki” na temat oszczędzania. I oczywiście „przejmując” ich pieniądze. Pan Szafrański nie różni się niczym od bankierów, którzy nie mówili ludziom całej prawdy, zatajali bardzo istotne informacje i nakłaniali do brania kredytów we FrankachLegalne nie zawsze znaczy uczciwe

Większość ludzi nie wie nawet, dlaczego trzyma pieniądze w banku. Co się dzieje, gdy Twoje 100zł tylko „leży” sobie na koncie? Za rok będziesz miał tylko ok. 93zł. Za 2 lata – 86zł. A za 10 lat – tylko… ok. 50 zł! Oczywiście Twoje 100zł nadal będzie wyglądać jak 100zł. Ale będzie warte o połowę mniej

Oszczędzanie ma dziś sens tylko wtedy, jeśli masz w tym jakiś cel – jeśli do czegoś Cię prowadzi. Jeśli pozwala inwestować – nie ważne czy w nieruchomości, własny biznes, podróże czy naukę. Jeśli oszczędzasz dla samego posiadania pieniędzy – zostaniesz biedakiem. Jeśli pracujesz tylko po to, by zarabiać pieniądze – zawsze będziesz biedakiem.

Pieniądze, podobnie jak nasz czas – należy ciągle inwestować. Jednym z moich ulubionych powiedzeń jest „Kto stoi, ten się cofa”. Jakże doskonale pasuje ono do opisanej tu sytuacji ludzi, którzy „odkładają” czy tylko „zarabiają” pieniądze. Jeśli nie inwestujesz – stoisz w miejscu. A świat już nie idzie, tylko pędzi do przodu jak szalony

3. Każda pożyczona złotówka tak naprawdę „nie istnieje”

I tu dochodzimy do sedna współczesnego, chorego systemu centralnych banków i kontroli nad pieniądzem. Dlaczego mówię o „realnej” inflacji wynoszącej co najmniej 7%, podczas gdy wszelkie „oficjalne” dane pokazują inflację na poziomie 1-3%?

Ano dlatego, że największa inflacja odbywa się „pod przykrywką”. Gdy zakładasz konto w banku i lokujesz na nim swoje 100zł – dzisiejszy chory system pozwala temu bankowi na podstawie tych 100zł, które w nim ulokowałeś pożyczyć swoim klientom… 10 razy więcej. 

To znaczy, że mając depozyt o wartości 100zł bank rozdaje nagle aż 1000zł. Skąd wzięło się nagle dodatkowe 900zł? Ano z powietrza! I wszystko jak najbardziej legalnie

Ale to nie koniec! Bank pożycza te 1000zł Twojemu sąsiadowi na 10 lat. I jak sądzisz, co wpisuje w swoich tabelkach? Że „będzie miał” 1600zł (pożyczona kwota+odsetki) za 10 lat – gdy spłacisz kredyt? Nie! On sobie wpisuje, że już je ma!

Tak chory to system. Mówiąc prosto – bank może dysponować pieniędzmi, których jeszcze nie ma. I może je dalej pożyczać. Tworzy to oczywisty schemat piramidy finansowej.

I właśnie dlatego mieliśmy i nadal mamy „szaleństwo” kredytowe. Które prowadzi do kryzysów finansowych, bo musi do nich prowadzić. Piramida finansowa to bardzo krótkotrwały przekręt.  Zapewne w tym momencie zadajesz sobie pytanie:

„Ale dlaczego? Po co? Na co nam taki chaos w świecie pieniądza?”

Bo u władzy mamy zbyt długo biednych mentalnie ludzi, którzy nie potrafią tworzyć prawdziwego bogactwa. Ci ludzie wpadli kiedyś na „świetne” rozwiązanie biedy swojej i innych – „Skoro nie możemy zarobić tyle pieniędzy. ile byśmy chcieli – to je sobie dodrukujemy!„.

I ten schemat trwa już od dekad. Powstały całe opracowania i książki na temat cykli koniunkturalnych w ekonomii, więc zainteresowanych odsyłam do wujka Google. On Wam wszystko dokładnie opowie, jeśli tylko go zapytacie. Nawet fajne książki Wam poleci.


Ja na zakończenie dodam jeszcze tylko wytłumaczenie fali masowej emigracji w Europie. Dziś mieliśmy kolejny atak – znowu w Londynie. Znowu tak samo schematyczny jak inne… Ludzie zadają sobie ciągle pytania – „Jak to możliwe, że władze Europy na to pozwalają?”.

Jak to możliwe, że nagle na naszych oczach dochodzi do gwałtów, morderstw i codziennego masakrowania zwykłych ludzi na ulicach. Jak to możliwe, że władze zamiast reagowaćtuszują przestępstwa i forsują „jedyną odpowiednią prawdę”? Ja proponuję zadać sobie tylko jedno pytanie:

Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na fakt, że masowa fala imigracji rozpoczęła się dokładnie w momencie, gdy Grecja odmówiła przyjęcia kolejnego kredytu od Unii Europejskiej?”... W maju 2015 roku wiadomo było, że Grecja „się nie da” Unii. W lipcu pojawiły się pierwsze masowe napływy „uchodźców”. Czy to naprawdę przypadek?

Jeśli prześledzisz historię współczesnej ekonomii i wojen dojdziesz prawdopodobnie do tego samego wniosku, co ja:

W ekonomii i polityce nie ma przypadków

Wszystko ma jakiś cel, każde działanie czemuś służy. Masowe kredyty bez pokrycia, czyli piramida finansowa, stworzona przez Unię, na której „dorobili się” biedni mentalnie politycy i bankierzy całego zachodniego świata zaczęła pękać, gdy Grecja odmówiła przyjęcia „pomocy”.

Trzeba było poszukać nowych „rąk„, którym będą potrzebne kredyty. Mają być nimi właśnie imigranci. Dość silni, by długo pracować i dość głupi, by dać się nabrać na to oszustwo. Przeciętny Europejczyk nie ma pojęcia o tym, co tu opisałam. A co dopiero przybysz z innej krainy

Piramida finansowa to „gra”, która trwa tak długo, jak znajdują się nowi chętni, by dołączyć. Tak długo, jak pozyskuje nowychgraczy” – Ci, którzy stoją na jej czubku utrzymują swoje sztuczne bogactwo. Gdy nowych „rąk” zabraknie – cała piramida się zawala i przegrywają wszyscy

„Jak nie wiadomo, o co chodzi – to chodzi o pieniądze” – brzmi stare polskie przysłowie. Pieniądze nie rządzą światem. Ludzie u władzy rządzą światem. Bo mają władzę nad naszym pieniądzem…

„Daj mi kontrolę nad walutą Twojego narodu – a to, kto tworzy w nim prawa nie będzie miało żadnego znaczenia…”

*cytat przypisywany Amschelowi Rothschildowi*

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

34 myśli nt. „Jak zarobić pieniądze? Czym tak naprawdę jest dziś pieniądz i bogactwo?”

  1. Znamy zasady tej gry, aczkolwiek i tak musimy w nią grać. Pomimo, że wiemy iż papierki są niczym. Nie zagranie w nią (nie zarabianie) też jest ruchem. +do całego aspektu dochodzą kryptowaluty.

    Pytanie więc – jak inwestować w zależności od tego co nas cieszy/co nam sprawia przyjemność? Jaki typ pracy lubimy? Może nie odpowiada nam waluta, w której zarabiamy?

    Szczerze, uważam, że to są bardziej konstruktywne pytania, niż sprawdzanie ile był wart dolar 40 lat temu.

    Wiele ludzi, szczególnie młodych, wliczając w to mnie ma problem bardziej natury psychologicznej – żyjemy w czasach, gdzie tysiące ludzi zgłebiają jednocześnie tysiące tematów. Jak uwierzyć w siebie na tyle, żeby zacząć publikować wartościowe treści? Bez tego nie ma mowy o ryzykownych/odważnych działaniach np. biznesowych czy globalnych.

    Lubię to

  2. Chciałbym doprecyzować dwie informacje, które opisałaś w artykule:
    1. „To znaczy, że 600 dolarów z lat 70-tych warte jest dziś mniej niż 100 dolarów … To znaczy, że gdybyś te 600 dolarów schował wtedy do skarpety – dziś odnalazłbyś w niej tylko 100 dolarów” – zmniejszenie wartości dolara polega na tym, że za 600 dolarów dzisiaj możesz kupić mniej towarów niż w latach 70-tych. Chowając te 600 dolarów 30-40 lat temu nadal miałabyś to samo 600 dolarów, lecz wzrost cen (inflacja), którego skutkiem jest spadek wartości siły nabywczej pieniądza powoduje, że teraz za te 6 stów kupisz np. 100 litrów benzyny, a w latach 70-tych mogłaś kupić 600 litrów.
    2. „Gdzie podziało się pozostałe 500? Okradło Cię z nich państwo.” Państwo nie okradło Cię z tych 500, bo Państwo nie kreuje pieniądza. Robią to banki centralne i komerycjne. Dodatkowo banki centralne na całym świecie są prywatne, oprócz BC Kuby i Korei Północnej.

    A tak poza tym, to ciekawy blog i sporo przydatnych informacji

    Lubię to

    1. Oczywiście, dokładnie o to chodzi, tyle że chciałam to zilustrować bardzo dobitnie. Ludzie rozumieją i wartościują pieniądz jako taki, większość nie rozumie siły nabywczej. Natomiast banki centralne niby są prywatne, ale to tylko ładna teoria. W rzeczywistości mamy tam na górze „kolesiostwo” i to w każdym kraju. Więc prywatność nie ma znaczenia. To machina rządząca. Nie bez powodu też państwa bardzo sprytnie próbują ukryć ten fakt. Jeszcze raz powtórzę, jak w cytacie – kto kontroluje pieniądz, ten kontroluje ludzi. I żadne prawo tego nie zmieni. To system jest tu problemem.

      Lubię to

  3. Witaj, czytam Twojego bloga regularnie, lubię Twoje przemyślenia, idące pod prąd. Nie traktuję ich jako wyroczni, ale z wieloma się zgadzam. A jeśli się nie zgadzam, to też cenię – dobrze, że nie wszyscy myślą tak samo. Ten artykuł to bardzo dobry przykład. wybijasz z utartych torów myślenia i choć zwykle zapominam o tekstach, które dopiero co przeczytałem, to nad treścią tego wpisu zastanawiam się od wczoraj.
    A teraz do meritum, czyli tego, z czym zgodzić się nie mogę… szoknęło mnie, że nazwałaś Michała Szafrańskiego „cwaniakiem i manipulantem”. Widzę dwie możliwości – albo nie czytasz jego bloga i jedyne co o nim usłyszałaś to fakt, że sporo zarobił na polecaniu lokat, albo masz do niego jakiś zarzut, o którym wprost nie napisałaś, albo nie umiem go dostrzec. Co do pierwszego, on przede wszystkim edukuje swoich czytelników, przestrzega przed kredytami i innymi szkodliwymi produktami, uczy jak się pozbywać długów, jak zarabiać, a dopiero na samym, samiutkim końcu, bardzo rzadko, poleca jakąś dobrą i bezpieczną lokatę czy konto oszczędnościowe, które nota bene są doskonałymi produktami dla osób, które nie są inwestorami, ale chcą zabezpieczyć (choć trochę) swoje pieniądze właśnie przed inflacją. Uważam go za wręcz wyjątkowo przejrzystego i uczciwego człowieka. Czytam blog Michała i wiele na tym skorzystałem.
    Pozdrawiam!

    Lubię to

    1. Przeczytaj artykuł o projekcji – wytłumaczy Ci Twoją reakcję. Pan Szafrański stosuje bardzo silną manipulację, której oczywiście przeciętny człowiek nie dostrzeże. Przeglądałam jego bloga – choć było to dawno – i taką mam opinię o tym człowieku. Nie toleruję takich ludzi jak on. Ale – jak sam wspomniałeś – ja nie podchodzę do życia i ludzi tak jak 99% społeczeństwa.

      Zastanów się bardzo dobrze dlaczego:
      1. Masz potrzebę „bronić” tego pana
      2. Jakie swoje cechy i wartości mu przypisujesz?
      3. Czy jeśli ten pan jest manipulantem i cwaniakiem – tak jak ja go oceniam – co to mówi o Tobie? I czy faktycznie mówi coś o Tobie?

      To są 3 bardzo potężne mechanizmy w psychologii, których Ty pewnie nie jesteś świadom i taki pan Szafrański to doskonale wie – i wykorzystuje.

      Moja opinia o tym człowieku jest taka: robi, to co robi – dla kasy. Tylko i wyłącznie. Cała reszta jest przez niego sztucznie dodana i skrzętnie zaplanowana. Żeruje on na niewiedzy ludzi. I przekazuje im – nie bez powodu – tylko ułamek informacji. Pierwszym celem jego działań jest kasa. Gdyby pierwszym celem była edukacja Polaków – jego działania byłyby naprawdę zupełnie inne.

      Gdybym patrzyła na tego człowieka przez pryzmat projekcji – o której pisałam w przedostatnim artykule – widziałabym to, co Ty – wspaniałą, pomocną osobę. Ale właśnie wiedza nt. psychologii, mechanizmów, które nami sterują i manipulacji – pozwala mi widzieć dziś „wilki w owczej skórze”. A jest ich naprawdę sporo, szczególnie w społecznie i moralnie „potarganej” Polsce.

      Ale jak zawsze powtarzam – to tylko moja opinia i zawsze jest możliwość, że się mylę 🙂

      Lubię to

      1. Dziękuję, że odpowiedziałaś.
        Więc skoro mówisz o projekcji, a człowieka którego nie znasz uważasz za cwaniaka i manipulanta…

        „osoba która nie jest uczciwa i często kłamie będzie inne osoby posądzać o to samo. Będzie zakładać z góry, że ludzie są tacy jak ona – kłamliwi i podstępni. Dlatego np. narcyzi, psychopaci i socjopaci innych zawsze osądzają o manipulacje, oszustwa, kłamstwa, itp – czyli projektują na innych swoje własne cechy.”

        …co to mówi o Tobie, hę? 🙂

        Byłem kiedyś pod wrażeniem pewnej osoby, która oceniała ludzi po pierwszej minucie i nie dawała im drugiej szansy. Cóż… dorosłem i dziś wiem, że to nie jest dojrzałe, nie jest prawdziwe i nie ma żadnego sensu. Sprawdzało się, gdy człowiek żył w dżungli i miał ułamek sekundy by wyczuć czy drugi osobnik to wróg czy przyjaciel. Dostaliśmy to w spadku ewolucyjnym i nie da się tego wyłączyć. Ale można i należy nad tym panować: warto kogoś dobrze poznać, zanim przypisze się mu jakieś cechy czy intencje, a już tym bardziej, zanim taką opinię się wygłosi publicznie – dlatego byłem ciekaw, czy w tym co piszesz o Michale masz jakieś większe podstawy, czy jest to tylko opinia oparta na wrażeniu.
        Pozdrawiam!

        Lubię to

        1. Napisałam Ci to już wcześniej – gdybym nie była świadoma projekcji – myślałabym jak Ty i inni. Jak trafiłam na pana Szafrańskiego to miałam dokładnie takie wrażenie – o jaki wspaniały człowiek, chce pomagać innym, cudowna misja, itd. Widziałam w nim swoje cechy, bo zawsze będziemy je widzieć na początku.

          Dopiero gdy mu się bliżej przyjrzałam i poczytałam jego bloga i zobaczyłam JAK on chce „pomagać” i jakie manipulacje stosuje w swoich tekstach – zaczęłam być podejrzliwa. Te manipulacje znam z psychologii i obserwacji. I to jest właśnie obserwacja – widzimy zjawiska, wydaje nam się jedno, ale pamiętamy, że to co nam się wydaje – to nam się wydaje. A rzeczywistość może być inna.

          W naturze np. wydaje nam się że słońce lata sobie wokół Ziemi. A jest zupełnie odwrotnie. Dopiero, gdy zaczniemy dokładnie obserwować i podważać „status quo” – gdy zaczniemy korzystać z nauk takich jak matematyka czy właśnie psychologia – możemy zobaczyć coś innego. To, czego nie widać „od razu”.

          I tak się ma sytuacja z panem Szafrańskim – wszystkim się wydaje, że to jest wspaniały człowiek. A ci, którzy patrzą nieco dokładniej i nie poddają się złudzeniom – widzą coś więcej.

          Ale jak już wspomniałam wcześniej – zawsze mogę się mylić. Ba – cała psychologia może się mylić! Nie możemy nigdy zakładać pewników, ale możemy używać rachunku prawdopodobieństwa – właśnie dzięki obserwacjom. Dobre obserwacje = dobre wnioski = życie pełne sukcesu, bo potrafimy przewidzieć co się stanie, co dana osoba zrobi, itd.

          I dlatego ja od pana Szafrańskiego i jemu podobnych trzymam się z daleka. I uważam za swój obowiązek ostrzegać przed takimi ludźmi innych. A to, że oni mi nie uwierzą nie ma tu żadnego znaczenia.

          PS. W swoich wypowiedziach pokazujesz również obecny u Ciebie bardzo silny tzw. dysonans poznawczy. Był już jeden artykuł na ten temat ale chyba zrobię kolejny. Bardzo potężny mechanizm, jeszcze potężniejszy niż projekcja. Polega to mniej więcej na tym (mówię z Twojego punktu widzenia):
          „Ja wiem, że pan Szafrański to dobry człowiek i czytam jego bloga i go lubię.
          Ona mówi, że pan Szafrański to cwaniak i manipulator…
          To by oznaczało, że ja jestem głupi i daję sobą manipulować.
          Więc albo ja jestem głupi, albo ona kłamie, albo jest złą osobą która chce Szafrańskiego oczerniać.
          Ja nie mogę być głupi (obronna postawa tzw. „ego”) – więc ona musi kłamać i na pewno jest złą osobą”.

          Dalej pojawia się chęć „zniszczenia” źródła niewygodnej informacji za wszelką cenę.

          Tak więc – możesz zauważyć tu dlaczego ani negatywne komentarze, ani żadne zarzuty mnie nie denerwują – po prostu je rozumiem. Dlatego zadałam Ci wcześniej pytania o to jak to co robi Szafrański wpływa na Ciebie – i CZY wpływa. Ty sądzisz, że wpływa, bo inaczej nie broniłbyś tak zażarcie swojego stanowiska. Natomiast ja nie uważam, że działania pana Szafrańskiego oznaczają, że ktoś kto go czyta jest głupi. To nie „ofiara” jest winna – tylko oprawca. Dlatego nazywam Szafrańskiego cwaniakiem i manipulatorem, a nie jego czytelników naiwniakami. To jest bardzo istotna rzecz.

          Psychologia to naprawdę potężna nauka. Wg mnie najpotężniejsza. Na pewno nie byłabym tu, gdzie jestem, gdyby nie ona.

          Lubię to

          1. do „zażartej obrony” to jeszcze naprawdę daleka droga 🙂
            No ale dobrze, nie chcę tego ciągnąć w nieskończoność, bo już odpowiedziałaś na moje pytanie. Twoją odpowiedź szanuję, ale pozwala mi ona pozostać przy swoim zdaniu 🙂
            Chciałbym jeszcze uściślić, że nie uważam że musisz być zła, skoro kogoś podejrzewasz o bycie złym – zacytowałem tylko Twój artykuł w tym kontekście, chcąc pokazać, że wygłaszanie swoich ocen na temat innych osób to miecz obosieczny.
            Oczywiście ja też dopuszczam, że mogę się mylić.
            Psychologia może być niesamowicie pomocna w praktycznym życiu, ale nawet znajomość wielu potencjalnych pułapek umysłowych nie gwarantuje, że omijając jedne, jednocześnie nie wpadamy w inne 🙂
            Dzięki i pozdrawiam!

            Lubię to

            1. Czy jeśli mówisz – przykładowo – o mordercy w Londyńskim ataku to oznacza, że sam chcesz mordować ludzi? 😀 Że jesteś dżihadystą? Czy może to właśnie obserwacja, zdrowy rozsądek, a nie projekcja?
              Co jest projekcją – nazywanie atakującego w Londynie mordercą i radykalnym islamistą, czy nazywanie go „tym, który zbłądził, nie posądzajmy pochopnie, to NA PEWNO był dobry człowiek, bo wszyscy są dobrzy w środku”?

              Co jest projekcją – nazywanie pana Szafrańskiego cwaniakiem czy „tym, który PRZECIEŻ pomaga innym, nie posądzajmy innych, on NA PEWNO ma dobre zamiary, bo przecież wszyscy są dobrzy w środku”?

              Podkreślę jeszcze raz – nie każda ocena jest projekcją. Bardzo duża ich część to zwykłe obserwacje.

              Lubię to

  4. Cześć Kasiu po dłuższej przerwie.
    Dorzucę swoje 5 gr. Z częścią artykułu się zgadzam, a z częścią nie.
    Pieniądze mają wartość i tą wartość można określić. Przecież mając mały diament czy kawałek złota nie kupię lodówki czy samochodu więc nie można przez analogię stwierdzać, że pieniądze nie mają wartości. Za określoną ilość pieniędzy mogę kupić określoną ilość złota. Oczywiście są waluty bardziej i mniej powszechne.
    Dlaczego 4 zł to 1$, a nie odwrotnie. Walut jest pewnie ponad 100 i wszystkie są ze sobą skorelowane jeśli dolar ma zbliżony kurs do franka to za podobną ilość zł będziemy musieli wydać na zakup 100 dolarów czy 100 franków. Kursy się zmieniają bo jest spekulacja na rynkach i steruje się wycenami poprzez pewne informacje. Dodrukowanie waluty zmniejsza jej wartość i prowadzi do inflacji. Żeby unikać inflacji wystarczy trzymać kasę w walucie, której wartość stale roście, czyli mało jej się dodrukowuje. Tak jednak nie jest bo spekulacja powoduje że ceny mocno się zmieniają. Dotyczy to również ceny złota, ropy czy nieruchomości, dlatego nie ma pewnych inwestycji.
    Ja mimo, iż inwestuję połowę życia nie jestem wstanie określić wartość czego będzie rosnąć, a czego będzie spadać.
    Osobiście po sparzeniu się na inwestycjach w franki, w rubla, polską giełdę i ropę, najbardziej zadowolony jest w inwestycje w nieruchomości, ale tylko dlatego że codziennie przeglądam oferty, kupiłem dopiero 2 kawalerki, a rynek śledzę od 7 lat. Wiem też jak optymalizować podatkowo wynajem. Zaletą posiadania mieszkania jest możliwość zarabiania na wzroście wartości i wynajmie ale nie uważam, że to pewna inwestycja. Ja tak próbuję, jak wyjdzie zobaczymy.

    Ale się rozpisałem

    Pozdrawiam
    Roman ze Szczecina

    Lubię to

    1. Nie dostrzegasz jednego – kiedyś nie było pieniędzy i jednak rynki istniały. Za diament „kupisz” dużo więcej niż lodówkę. Pieniadze ułatwiają handel to prawda. Ale to co stanowi o ich wygodzie – stało się dziś ich przekleństwem. Im bardziej płynny pieniądz – tym podatniejszy na zniszczenia jego wartości. Warto myślę śledzić historię bitcoina, to bardzo fajny eksperyment który niebawem pokaze jak ślepi są ludzie. Ci którzy inwestują w bitcoiny robią ten sam błąd co ci którzy inwestują w inne waluty – to nie są długoterminowe wartościowe inwestycje. To zwykły gambling. Nieruchomości to jedna z najbezpieczniejszych inwestycji. Również że względu na podatki jak sam zauważyłeś. Natomiast nie ma czegoś takiego jak w pełni bezpieczna inwestycja. Na nieruchomościach też łatwo się przejechać. Niemniej jednak inwestując zdobywamy doświadczenie – a to to jest naszym prawdziwym bogactwem.

      Lubię to

  5. Od kiedy to złoto zawsze drożeje? Spójrz na wykresy. Gdybyś kupiła dokładnie 5 lat temu złoto to teraz byś była -25%. Doliczyć należy też inflację. W PLN także byłaby strata bo -5%.
    Zatem gadanie o zawsze drożejącym złocie to bzdura.

    Skąd bierzesz informację o 7-8% realnej inflacji w Polsce? Można się z GUSowską zgadzać bądź nie ale skąd masz swoje liczby?

    Wyśmiewasz lokaty a z drugiej strony wychwalasz nieruchomości. A to także ryzyko. Zobacz jaka bańka była w Japonii na początku lat 90tych, ludzie masę pieniędzy potracili. Także obecnie są miasta, które się wyludniają i szybciej stracisz niż zarobisz. Mitem jest to, że nieruchomości tylko zysk przynoszą.
    Zresztą w przypadku jakiegoś konfliktu wojennego możesz zostać z niczym. Zobacz zdjęcia w Damaszku czy Donbasie. Tam też ludzie mogli nakupić mieszkań i powiedzieć, że zabezpieczyli się finansowo. Teraz mają stertę cegieł niestety …

    A co do samej sytuacji Grecji jesteś w błędzie. Grecja niczego nie odmówiła Unii. Grecy nadal działają na warunkach UE. Dług im się powiększa i z tego się nie wycofali. Zresztą z Grecją problem był już dużo wcześniej, tzn. ok. 2011 roku. Jeśli spojrzysz na rentowności obligacji greckich to zobaczysz, że rynek teraz jest dużo spokojniejszy niż kilka lat temu.

    Inwestować trzeba z głową. Masa ludzi tego nie potrafi i raczej straci a nie zyska. Więc lepiej niech trzymają w banku bo przynajmniej nie zaryzykują mocno.

    Skoro nie mieszkasz w Polsce to skąd wiesz o naszej inflacji?

    Lubię to

    1. Oj, drogi Michale. Patrzysz na wykres złota 5-letni? Popatrz proszę na 10-20-100 letni. To dzieli osoby obeznane z finansami od tych, którzy w tym temacie raczkują – pierwsi liczą w dekadach i stuleciach, drudzy – w latkach.

      Inflacja zmienia się cały czas – to są moje średnie wyliczenia na podstawie ogólnej sytuacji. Niemożliwe jest policzenie tego dokładnie, ale można dość dobrze oszacować średni przyrost pieniądza. Zakładam, że rozumiesz, co oznacza tutaj „średni”.

      Inwestycja w nieruchomości nie różni się wiele od każdej innej inwestycji – nie jest pozbawiona ryzyka. Różni się tym od np. giełdy, że to ryzyko jest dość niskie – oczywiście jeśli masz choć minimalne pojęcie nt. nieruchomości. Bańki nie wynikają z inwestycji w nieruchomości tylko z tego, że ludzie kupują domy dla siebie. To NIE JEST inwestycja. To zakup, nie różniący w swojej formie się od zakupu samochodu. Pisałam o tym częściowo w artykule „Zły kredyt, dobry kredyt”.

      Sytuację Grecji śledziłam bardzo uważnie, bo to kraj bardzo mi bliski. Prowadzili rozmowy z Unią, co bardzo Unię wkurzyło. W końcu skończyło się swego rodzaju ugodą, ale nie do końca na warunkach Unii. Zresztą nie miało to już znaczenia, bo „plan B” czyli fala imigrantów już wówczas dawała Unii wielkie profity.

      „Inwestować trzeba z głową. Masa ludzi tego nie potrafi i raczej straci a nie zyska. Więc lepiej niech trzymają w banku bo przynajmniej nie zaryzykują mocno.” – pamiętaj, że wygłąszając tego typu stwierdzenia mówisz tak naprawdę o sobie i swoim poglądzie na świat. Pokazujesz więc, że nie znasz się na finansach. Polecam zastanowić się nad tym następnym razem 🙂 Jutro będzie artykuł na ten temat.

      Lubię to

      1. Nadal nie wiem skąd masz wyliczenia o inflacji 7-8%? Za jaki to okres? Bo to by oznaczało, że w ciągu 5 lat ceny wzrosły nawet 45%. A mieszkam w Warszawie i nawet tutaj takiego skoku nie ma. I znam swoje zarobki i wydatki i inflacja 7-8% za ostatnie lata to wg mnie bzdura.
        Zresztą jak to w ogóle wyliczasz skoro rozumiem, że tu nie mieszkasz?

        Lubię to

  6. A co z Twoim pomysłem o zakupie kawalerek w dużych miastach na wynajem? Z tego, co pamiętam, jakiś czas temu miałaś zamiar zakupić takowe i przejść za kilkanaście lat na emeryturę. Czy pomysł się nie rozmył na rzecz „tu i teraz”? Czy może jednak jest kosekwentnie realizowany?

    Lubię to

      1. A jaki osiągnął stopień zaawansowania? Jak daleko do jego pełnej realizacji? Pytam, bo poszukuję podobnych inspiracji, wzorców „z życia wziętych” 🙂

        Lubię to

        1. Szukasz gotowych rozwiązań – to nie u mnie 🙂 jeśli nie potrafisz sam zainteresować się tym tematem – proponuję poszukać innych form inwestycji. Jeśli coś nie sprawia ci frajdy – marne szanse że na tym zarobisz.

          Lubię to

          1. Ale ja już mam 3 mieszkania w mega dobrych lokalizacjach (każde warte ponad pół miliona PLN), a będę pewnie miał jeszcze ze 3. Tylko czy warto, bo w tym biznesie po 2 krokach w przód zawsze jest krok w tył.

            Lubię to

  7. Czy na podstawie swojej wiedzy i zapewne doświadczenia mogłabyś podzielić się, co na dzień dzisiejszy można zrobić ze swoimi oszczędnościami?

    W tekście jest mowa o złocie, jako realnej wartości.
    Pamiętam swoich rodziców, jak jeszcze w latach 80-tych (wcześniej pewnie też) inwestowali w złoto i dolary.

    A w co dzisiaj inwestować? Złoto, nieruchomości?
    Mam mętlik w głowie.

    Lubię to

    1. Hmm, myślę że dobrą odpowiedzią będzie tu coś w rodzaju – jeśli masz dużo pieniędzy, ale nie wiesz w co inwestować i szukasz najbezpieczniejszej drogi – inwestuj w złoto/srebro. Na przestrzeni 5-10 i więcej lat na pewno na tym nie stracisz. Druga bezpieczna droga to nieruchomości – ale tu już trzeba mieć jakieś przynajmniej minimalne pojęcie o rynku itp. Potem jest cała masa mniej bezpiecznych inwestycji, po samą giełdę.

      Najważniejsza rada – nie słuchaj innych, nie powierzaj swoich pieniędzy innym. Edukuj się i decyduj sam. Każdy, kto chce dysponować Twoimi pieniędzmi chce tak naprawdę na Tobie zarobić. I może Cię to naprawdę sporo kosztować.

      Lubię to

  8. Jestes jedna z najbardziej swiatlych osoba, jaka czytam. Widzisz wszystko tak wyraznie i trafnie. Mam nadzieje ze w niedalekiej przyszlosci wydasz ksiazke ze wszystkimi swoimi obserwacjami, ktora otworzy ludziom oczy. Pozdrawiam i zycze sukcesow.

    Lubię to

    1. Dzięki za miłe słowa! Ale zachęcam do kwestionowania wszystkiego, co tu publikuję. To, że wiele rzeczy, o których mówię się sprawdza w praktyce (np. ostrzegałam lata temu przed kryzysem), nie oznacza, że jestem jakąś nieomylną osobą. Zachęcam do traktowania tego jako swego rodzaju ciekawostek – które zgłębiać powinno się samemu – i samemu wyciągać swoje wnioski.

      Zachęcam też gorąco do krytyki i dyskusji, które uwielbiam 😀

      Lubię to

  9. Dlatego właśnie nie da się przewalutować kredytów frankowych bo te „zarobione” przez banki z tych kredytów pieniądze tzn. te prognozowane zyski już są w użyciu, są u kogoś i trzeba by było je zabrać. Banki by splajtowały.

    Lubię to

    1. Warto zauważyć, że w Islandii banki po ostatnim kryzysie splajtowały, bo ten kraj im nie pomógł tylko pozwolił upaść i… nic się nie stało 😀 Islandia spłaciła długi (również wobec Polski) w ciągu bodajże 3 lat i dziś jest jedyną niezadłużoną ekonomią. Ale oczywiście w mediach nie było nawet „napomsknięcia” na ten temat. Ciekawe dlaczego? 😀

      Lubię to

      1. W mediach już kilkukrotnie spotykałem informacje o sytuacji Islandii. Nawet ta szeroko krytykowana Wyborcza opisywała spłatę kredytów.

        Lubię to

  10. Świetny tekst. Wczoraj wieczorem na Planete+ ogladałam dwa odcinki programu o finansach świata. Powiedziano dokładnie to samo. To Richard Nixon zrezygnował ze zlota jako gwarancji zabezpieczającej wartość dolara i od tego czasu wszystko zaczęło sobie hulac jak chce. Kwestia zalamania rynków finansowych jest bliżej niz myślimy.Niestety…
    Pozdrawiam. Marta

    Lubię to

    1. Tak naprawdę początek tego wielkiego oszustwa miał miejsce dużo dużo wcześniej. Ale kulminacyjnym momentem był kryzys zwany Wielką Depresją w USA w latach 30-tych. Bankierzy i władze wywołały wówczas kryzys finansowy, by dać sobie pretekst do rozszerzenia swoich praw – i tak powstały powstały banki centralne.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s