Podręczny niezbędnik – czyli co dobrze mieć zawsze pod ręką

Po ostatnim wpisie na temat podróżniczego niezbędnika pojawiły się prośby o rozwinięcie tematu podręcznej kosmetyczki. Kiedyś podróżowałam z 2 lub 3 wielkimi kosmetyczkami. Dziś mam tylko jedną, wielkości portfela, która zawiera jednak absolutnie wszystko, czego można potrzebować.

Zacznę od tego, że warto na początek zainwestować w małe, porządne szklane lub metalowe buteleczki, słoiczki i pojemniki z odpowiednimi „końcówkami”. Są naprawdę tanie (1-3zł), a posłużą nam lata.

Plastikowe pojemniki i buteleczki nie tylko są dla nas rakotwórcze, ale też szybko się zużywają. Są niepraktyczne i wyglądają nieestetycznie. Kilka buteleczek i pudełeczek o różnej pojemności (od 5-30 ml), kolorówrodzajów – z dozownikiem, sprayem oraz zakręcane – idealnie nadaje się, by przechowywać wszystkie nasze kosmetyki i leki.

Nabyć tego typu rzeczy można bez problemu w internecie – wystarczy wyszukać np. „buteleczka szklana ze sprayem 10ml”. Ja swoje zakupiłam na allegro i olx.pl. Są niezwykle praktyczne, szczególnie do przechowywania olejków.


Woda utleniona

Idealnie nadaje się na wszelkie stany zapalne oraz rany. Dobrze mieć przy sobie choćby małą ilość. Woda utleniona jest prostym rozwiązaniem na odkażanie oraz walkę np. z chorym gardłem czy zapaleniem ucha, itp.


Płyn Lugola

W artykule „Jak okiełznałam swoją niedoczynną tarczycę” opisałam jak zbawienny wpływ ma na mnie suplementacja jodem. Płyn Lugola przygotowuję sama i zawsze mam go pod ręką. Zarówno po to, by móc go suplementować – ale również w celu odkażania ran, itp. Jeśli nie stosujesz jodu wewnętrznie możesz z powodzeniem używać zwykłej jodyny zamiast płynu Lugola.

Jod ma bardzo silne właściwości odkażające i warto połączyć go z wodą utlenioną do płukania chorego gardła, jak i również przemyć nim ranę przed bandażowaniem.


Olej kokosowy

Na wszystkie ukąszenia, alergie, wysypki, etc. Olej kokosowy jest naturalnym antybiotykiem i działa silnie antybakteryjnie. Jako tłuszcz nasycony idealnie nadaje się też jako silna ochrona skóry na mróz. Jako naturalny bloker promieni UVA zapewnia też piękną opaleniznę na słońcu – skóra szybko brązowieje, ale nie starzeje się i nie ulega uszkodzeniom.

Olej kokosowy nie raz pozwolił mi szybko pozbyć się stanów zapalnych, np. zapalenia ucha czy swędzenia po ukąszeniu komara. Można go stosować na skórę – a w razie jakiejś choroby czy osłabienia organizmu również pić – wewnętrznie działa podobnie do antybiotyku, ale nie niszczy naszej flory jelitowej.

Uwaga! Olej kokosowy topi się w temperaturze poniżej 24 stopni – warto więc trzymać „koko-sodę” w szczelnym pojemniku, np. słoiczku jeśli podróżujemy w cieplejsze klimaty.

Więcej o oleju kokosowym i jego wszechstronnym zastosowaniu poczytasz tutaj – KLIK.


Olej z nasion malin

Naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 50. Niezbędny na Karaibach – stosuję go codziennie na twarz, a w czasie wycieczek na całe ciało. Więcej o naturalnej ochronie przeciwsłonecznej poczytasz tutaj – KLIK.


Olejek z trawy cytrynowej

Niezwykle silny, naturalny odstraszacz komarów i innych owadów. Olejek należy wymieszać z innym, bo czysty może podrażniać skórę – ja stosuję mieszankę pół-na-pół z olejem kokosowym, ale można zastosować dowolny olej – również oliwę z oliwek, jeśli mamy takową w kuchni.


Wielofukncyjny balsam (przepis)

Stosuję go głownie jako balsam do ust i jako ochrona na suche partie ciała. Ale ten wspaniały i prosty do wykonania specyfik przydaje mi się również jako pasta do skórzanych elementów garderoby – głównie obuwia. Taki balsam zapewnia również butom wodoodporność. Używam go też do stylizacji i ochrony moich niesfornych loków – wspaniale chroni i układa włosy.


Tabletki przeciwbólowe

Gdy w pobliżu brak papryczek – mojego odkrycia na migreny – sięgam po zwykłe tabletki przeciwbólowe – obecnie mam ziołowe ze Stanów, które działają co prawda nieco wolniej, niż tradycyjne, ale za to są mniej szkodliwe dla organizmu. Jeśli stosujesz czasem tabletki przeciwbólowe polecam sięgnąć po paracetamol, a nie bardzo inwazyjny i szkodliwy dla jelit ibuprom.


Ocet jabkowy

Tak, najzwyklejszy ocet jabłkowy! Jest idealnym wspomagaczem trawienia, gdy zjemy za dużo lub gdy boli nas żołądek (ale uwaga – osoby z wrzodami powinny go unikać!). Rozcieńczony w proporcji 1:2 z wodą zastąpi nam tonik do twarzy i odżywkę do włosów.


Witamina C

Czysta, w proszku. Można kupić 1-gramowe tabletki powlekane żelatyną (praktyczniej) lub nosić trochę proszku w malutkim szklanym pojemniczku (mniej praktycznie, ale za to bardziej „bez Strat”).

Witamina C podana odpowiednio szybko w dużych dawkach (ok. 1 gram co godzinę na osobę dorosłą) może uratować nam życie, gdy np. coś nas ukąsi. Warto ją mieć przede wszystkim ze względu na osłabienia organizmu – kto chciałby chorować podczas podróży?


Sól himalajska

Nie tylko przyda się do ewentualnych potraw, ale przede wszystkim – na skurcze mięśni. Również na różne „drętwienia” czy trzęsące się po wysiłku fizycznym kończyny, itp.

Pół łyżeczki wymieszane w szklanki wody powinno wystarczyć, gdy zaczną nas atakować skurcze. Sól himalajska to naturalne i szybko przyswajalne źródło niezbędnych nam minerałów w gigantycznej dawce (ponad 80!).


Składana szczoteczka do zębów

Na pewno można takie nabyć na lotniskach w toaletach – za 3€ otrzymujemy zestaw z mini pastą do zębów. Ja w wolne miejsce wciskam jeszcze malutką nić – której używam jako podróżnej nici dentystycznej. Lubię mieć czyste ząbki.


„Koko-soda”

Czyli po prostu „papka” z oleju kokosowego i sody oczyszczonej (spożywczej). Najlepszy i najbardziej praktyczny dezodorant. Dodatkowo posłuży również jako pięknie wybielająca pasta do zębów oraz ewentualny peeling do twarzy. 

Do całości można dodać kropelkę ulubionego olejku eterycznego (np. miętowego, cytrynowego), ja używam oleju kokosowego w którym trzymam świeżą, rozciętą wanilię – nadaje ona waniliowy aromat i to bardzo odpowiada mi zarówno jako dezodorant jak i „pasta” do zębów.

Używanie „koko-sody” jako pasty do zębów może na początku wydać się bardzo nieprzyjemne – soda ma specyficzny smak. Jednak szybko się do niego przyzwyczajamy. Osobiście nie stosuję zwykłych past od lat – ze względu na ich szkodliwość dla zdrowia – i teraz to one wydają mi się strasznie nieprzyjemne i niesmaczne.

Największy plus używania „koko-sody” jako dezodorantu i pasty jednocześnie to wielkie oszczędności czasu i pieniędzy – wystarczy zrobić sobie raz większy słoik tej mieszanki i potem tylko przekładać ją w mniejsze podręczne pojemniczki i używać.


Skladana szczotka do włosów

Można ją dostać w każdym Rossmanie, itp. Moje silnie kręcone włosy pozostają w stanie wiecznego splątania, więc niestety trudno obejść się bez szczotkowania ich np. po kąpieli w morzu.


 Plastry, gaza i bandaż

„Na wszelki wypadek” – szczególnie gdy wybieramy się na różne dzikie szlaki – warto zabrać ze sobą podstawowe rzeczy to opatrzenia ran, czy choćby zabezpieczenia jakichś przetarć. Ja noszę ze sobą również miniaturowe nożyczki, ale uwaga – muszą być naprawdę miniaturowe jeśli podróżujecie z nimi z w bagażu podręcznym.

Z plastrów korzystam dość często, bandaży na szczęście jeszcze nigdy nie musiałam – ale wychodzę z założenia, że lepiej je mieć i nie potrzebować, niż potrzebować, a nie mieć


I to by było na tyle. Taki zestaw mam zawsze pod ręką i zajmuje on naprawdę bardzo mało miejsca. Gdy gdzieś wyjeżdżam dorzucam do niego tylko kilka rzeczy takich jak czarne mydło, szampon w kostce, puder, etc.
A jak wygląda Wasza podróżna kosmetyczka? Ile czasu potrzebujecie, by się spakować? I ile zajmuje Wam miejsca?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

24 myśli nt. „Podręczny niezbędnik – czyli co dobrze mieć zawsze pod ręką”

  1. A macie może jakiś sposób na zatoki? Robię inhalację, biorę sinupret, rozgrzewam się gimnastyką i bieganiem, płuczę solą fizjologiczną z wodą utlenioną, biorę witaminę C, wydaje mi się, że już przechodzi, zawieje wiaterek i problem znowu wraca. Depresja 😦

    Lubię to

  2. Dzięki Tobie rozpoczęła się cała moja przygoda z „zero waste” a także z minimalizmem. Po przeczytaniu Twoich wpisów byłam pod wielkim wrażeniem, wszystko to czego szukałam od dawna odnalazłam na Twoim blogu. Mam podobne priorytety, a także sposób myślenia. Nauczyłam się tutaj więcej, niż z jakichkolwiek książek.

    Po wprowadzeniu porad w życie codzienne z „życia bez strat” mogę stwierdzić, że życie stało się prostsze, oszczędniejsze i przede wszystkim „być” stało się ważniejsze niż „mieć”. Można zatrzymać się w pędzie , który mamy w obecnych czasach, żeby poznać siebie i swoje wnętrze.

    Bardzo przydatny wpis. Chętnie przeczytam więcej.
    Gratuluje bloga 🙂

    Lubię to

  3. Dzięki Tobie, a przede wszystkim tym wpisom zaczęła się cała moja przygoda z „zero waste” oraz minimalizmem… Niektóre porady wdrożyłam już w życie, ale jeszcze wiele do nauczenia sie przede mną. „Być” niż „mieć” nabiera nowego znaczenia. Dzieki artykułom „życiu bez strat” moje codzienne życie okazało się być zaskakująco łatwiejsze, oszczędniejsze, prostsze, a przede wszystkim ograniczyłam konsumpcjonizm. To najwspanialsza droga do poznania siebie, swoich uczuć i swojego wnętrza.

    Przydatny wpis i z chęcią przeczytam kolejne. Zagoszczę tutaj na dłużej. Gratuluje 🙂

    Pozdrawiam

    Lubię to

      1. Czy wegiel, czy stoperan, cos warto miec o czym mialam okazje sie niedawno przekonac 😀 Na lotnisku to jeszcze chciaz mozna w kafejce o rumianek poprosic, ale w autobusie, w srodku nikad zaczynaja sie schody 😉

        Lubię to

      1. Masz na myśli np. watkę nasaczoną płynnym olejem kokosowym i włożoną do środka( oczywiście na tyle duży, aby nie był przepcgniety do środka kanału słuchowego) czy większy kawałek nasączony i położony na małżowinę uszną?

        Lubię to

          1. Ja na zaplenie ucha stosuje olej kokosowy wymieszany z tynktura jodowa. Polecam. Moje dziecko wiecznie chorowalo na zapelanie ucha, odbiajalam sie od lekarza do lekarza , i tylko ibuprom a czasem antybiotyk, nic wiecej. Sama poszperalam. Znalazlam ten sposob. Dziala. Jak tylko moje dziecko pokazuje mi uszko i mowi ze boli, odrazu wpuszczam kropelke. Przechodzi i na drugi dzien jest zupelnie zdrowe, A wczesniej jak tylko zaczynal sie nam temat ucha, to wiedzialam ze co najmniej dwa tygodnie nieprzespanych nocy i L4 mnie czeka.
            Sposob sprawdzialm tez na sobie 🙂
            Tani i skuteczny polecam 🙂

            Lubię to

            1. Dziękuje za kolejna wskazówkę.
              A mogłabyś napisać jak dokładnie brzmi nazwa tej tinktury jodowej? Wrzucę w google i spróbuję znaleźć jej odpowiednik.
              Mieszkam za granicą i już z doświadczenia wiem, że nie wszystkie leki polskie mają swoje odpowiedniki za granicą.

              Lubię to

              1. U nas to sie poprostu nazywa tynkura jodowa. Ja mam akurat z firmy dr Hetterich.
                Mozna kupic w aptekach internetowych. Sprawdz np na ceneo.

                powodzenia 🙂

                Lubię to

                1. Super, dzięki :). Myslałam, że juz nie odpiszesz i wrzuciłam w google tę tincturę i zamówiłam na ebayu.
                  Interesuje mnie ten temat, bo od zawsze mam problem z uszami.

                  Zapytam sie jescze o olej kokosowy.
                  On szybko tężeje po rozpuszczeniu, a przecież przed zapuszczeniem do ucha nie może być gorący. Póki ostygnie i zostane zmieszany z tincturą to znów pewnie ma konsystencje stałą. Kiedy to trzeba połączyć i w jakich proporcjach?
                  Przepraszam za zwracanie głowy i dziękuję za odpowiedzi 🙂

                  Lubię to

                  1. Fajnie ze sie udalo zakupic. Juz pisze dokladniej jak to stosuje. Do malego sloiczka (po miodzie ) 🙂 , wkladam lyzke oleju kokosowego, ona wyjdzie z takim malym czubkiem , bo faktycznie olej kokosowy trzymam w takiej temperaturze ze zastyga. Czekam az sie rozpusci, nie podgrzewam go jakos specjalnie, poprostu stawiam przy kaloryferze lub nawet gdzies niedaleko kuchenki jak cos innego gotuje, tak zeby olej sie roztopil. W tym malym sloiczku, to nawet jak w rece sie potrzyma to on sie rozpusci. Dodaje do niego 8 kropelek tynktury jodowej. I tym oto specyfikiem zakraplam uszka mojej corki. Najlepiej przed noca, tak zeby to mazidlo mialo czas zadzialac.Po jednej kroplece do kazdego.
                    Moze napisze Ci ze od urodzenia miala problem z woskowina, za kazdym razem jak bylam u lekarza, nawet kontrolnie to lekarka mi zawsze mowila ze ona ma naprawde duzo tej woskowiny. Kupowalam jakies vaxole i inne oliwki do uszu, ale to naprawde nic nie dawalo.
                    A problem z tymi uszami jest duzy, bo wszystkie choroby jakie do tej pory miala (a ma 5 lat) zawsze zaczynaly sie od ucha, najpierw ucho , potem gardlo i zatoki….
                    I tak w kółko, mialam wrazenie ze ona nigdy nie byla do konca wyleczona, tylko zaleczona. Znalazl sie nawet jeden lekarz ktory stwierdzil ze to problem migdala i ze trzeba go usunac.
                    A teraz , pare miesiecy temu , zaczelam stosowac ten sposob i uszka sie tak pieknie wyczyscily….
                    Wlasnie , nie zdziw sie jak rano wstaniesz i na poduszce bedzie plama , nadmiar woskowiny sie rozpusza i poprostu wyplywa.
                    Moja lekarka jak je teraz zobaczyla to nie mogla uwierzyc ze takie czysciutkie sa. Aha zapomnialam napisac ze przynajmniej raz w miesiacu bylismy u laryngologa na koszmarnym plukaniu uszu (ciepla woda z wielkiej strzykawy z duzym cisnieniem w uszko)
                    Naprawde nie bylo to przyjemne.

                    Ale sie rozpisalam 🙂

                    wiem wiem temat byl zupelnie inny, ale jezeli przy okazji moge komus pomoc, to bardzo sie ciesze 🙂 nawet jesli musze zboczyc z watku glownego 🙂

                    Pytasz jak to przechowywac?
                    powiem szczerze ze nie wiem 🙂
                    Bo to tak fajnie podzialało, ze problem nie powrocil, od tamtej pory ani jednego zapalenia ucha, ani jednego czyszczenia ucha, i ani jednej choroby 🙂
                    uzylam to moze ze dwa albo trzy razy, a w tym czasie trzymalam to wlasnie kolo kaloryfera wiec nie mialo szansy zastygnac 🙂

                    zycze powodzenia 🙂

                    Lubię to

                    1. Dzięki za podzielenie się. Ja mogę dodać że z przechowywaniem owego specyfiku nie powinno być problemów jako że i olej kokosowy i jod można spokojnie trzymać nawet 2 lata zamknięty. Więc nie ma się co przejmować, to są 2 silnie odkażające substancje. Nawet otwarte można to przechowywać.

                      Lubię to

                    2. Iola,
                      bardzo Ci dziękuję za ten szczegółowy opis.
                      Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomogłaś.

                      Dziękuję również Autorce bloga, że porusza tak sensowne życiowo tematy. Cud, miód :). Dziękuję.

                      Tinctura jodowa już jest w drodze do mnie. Olej mam i będę działać.

                      Moje problemy z uszami to zarówno częste zapalenia jak i gromadzenie się woskowiny zbyt często i zbyt dużo.

                      Będąc w Polsce korzystam prawie zawsze z wizyty u zaufanego laryngologa. Oczyszcza mi ucho przy pomocy jakby odkurzacza i w ogromnym powiększeniu przy pomocy mikroskopu. Wkłada taką cienka rurkę do ucha i i na zasadzie ssania wyciąga tę woskowinę.
                      Okropne uczucie. Za każdym razem myślałam, że ucieknę z fotela.

                      Na iHerbie jakiś czas temu zobaczyłam w sprzedaży po raz pierwszy krople do uszu, ale bałam sie ryzykować. Ale jak przeczytałam w ostatnim poście tego bloga o leczeniu ucha olejem, a pźniej wspomniałaś o swojej metodzie, to pomyślałam sobie- przełom w moim usznym problemie.

                      Dziękuję 🙂

                      Lubię to

                    3. Współczuję. Mam nadzieję, że ta metoda zadziała. Daj znać! A swoją drogą – to kolejny dowód na to co pisałam o jodzie – że to jeszcze do niedawna była podstawowa rzecz na wszystkie schorzenia 😀

                      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s