Dlaczego mówię „Nie” reklamom?

Po niedawnym wpisie „Jak pisać bloga, by odnieść sukces? Dlaczego prowadzę tego bloga?” zaczęłam od Was otrzymywać wiele wiadomości na ten temat. Pytacie, dlaczego mam tak wrogi stosunek do reklam, dlaczego ich nie stosuję, niektórzy moje uwagi uznali nawet za „czepianie się” czy „szukanie dziury w całym”.

Przecież cały świat mediów stosuje reklamy… Skoro wszyscy coś robią to to musi być OK… nieprawdaż? Ano… nie. To, że wszyscy bogacze mieli kiedyś niewolników nie oznacza, że niewolnictwo jest dobre. To, że kobiety nie miały kiedyś prawa głosu czy możliwości edukacji nie oznacza, że traktowanie ich w ten sposób jest w porządku. Ogólnie mówiąc:

„To, co moralne jest dobre nawet jeśli nikt tego nie robi.

To, co niemoralne jest złe nawet jeśli wszyscy to robią.”

To jeden z moich ulubionych cytatów. Sprawia, że zawsze pamiętam, by nie sugerować się tym, co robią inni, tylko zawsze stosować swój własny kod moralny.

Ale do rzeczy – dlaczego tak bardzo nienawidzę reklam, dlaczego ich nie stosuję i dlaczego nie mam zbyt wielkiego szacunku do ludzi, którzy to robią? Po pierwsze:

Reklamy są najgorszą formą zarobku

Na reklamach się nie zarabia. To znaczy zarabia się, ale kompletnie nieadekwatnie do „pracy”. Reklamy w internecie kompletnie „leżą”. Gdyby było inaczej – portale i popularniejsze strony nie musiałyby ich wciskać na siłę w różnych wyskakujących okienkach, czy właśnie „ukrywać” w formie artykułów sponsorowanych.

Ludzie nie lubią reklam, dlatego reklama bezpośrednia się już nie opłaca. Dlatego mamy dziś wylew artykułów sponsorowanych i reklam w stylu „facebookowym” (czyli wykorzystujących Twoich znajomych, idolów, ulubionych aktorów, etc). Tylko takie reklamy dziś jeszcze jako tako „przędą”. Ale w miarę jak rośnie nowe pokolenie – i ich dni będą policzone. Po drugie:

Reklamy Cię okradają

Tu jest to, z czym mam osobiście największy problem – nienawidzę reklam, bo zwyczajnie mnie ograbiają. Ograbiają mnie z mojego czasu. Celem każdej reklamy jest zwrócić Twoją uwagę – i gdy im się to uda – wciągnąć Cię na tyle, byś coś kupił/zamówił/przetestował, etc. W skrócie system działania reklamy można opisać tak:

  1. Zwrócenie Twojej uwagi
  2. Oferta – manipulacja
  3. Wymuszenie działania

Już zabieranie Ci Twojej uwagi, już samo wyskoczenie czy pojawienie się np. w tekście reklamy to ograbianie Ciebie z tego, co w życiu najcenniejsze – czyli Twojego czasu. Większość reklam ma charakter propagandowy (czyli wymuszający uwagę, wtrącający).

W większości przypadków reklama „kłamie”, czyli stosuje różne manipulacje, by Cię zainteresować. Najprostszym tego przykładem są informacje, że „Jesteś tysięczną osobą na tej stronie, wygrałeś samochód!”, lub Wyjedź na wakacje życia! Wystarczy, że klikniesz tutaj”

Chyba nie muszę mówić, że nie jesteś tysięczną osobą, tylko kolejną osobą na danej stronie, która ogląda tą samą reklamę, a wyjazd na wakacje życia nie wymaga samego kliknięcia, tylko wpisania swoich danych, zarejestrowania się, albo zamówienia jakiejś rzeczy… W ten sposób reklama manipuluję Twoją uwagą i domaga się od Ciebie jakiegoś działania. Niestety gdy złapiesz „haczyk” – masz małe szase ucieczki.

Jeśli tylko obejrzysz reklamę – tracisz czas. Ale gdy zadziałasz – gdy „klikniesz”, by zobaczyć „ofertę” – zostaniesz dosłownie zbombardowany manipulacją. Przeciętna osoba z tego nie wychodzi „cało”. Wychodzi ze sporym uszczerbkiem na czasie i przede wszystkim – na portfelu. Polecam sobie zapamiętać na całe życie:

Reklama to opłacona propaganda, mająca na celu przynieść zyski

Nikt nie robi reklam z dobroci serca. Reklama kosztuje – i to bardzo dużo (bo jest dziś mało efektywna, jak wspominałam wyżej). Za każdym razem gdy zainteresujesz się reklamą – stajesz się potencjalnym „opłacaczem” nie tylko jej samej – ale jeszcze jakiejś usługi/rzeczy, którą reklamuje.

I właśnie dlatego brzydzę się reklamami, nie stosuję i nie będę stosować ich na blogu. Również dlatego nie mam zbyt wiele szacunku do ludzi, którzy na swoich stronach je stosują. Treści z nawet minimalnymi reklamami – ignoruję. Blogi, które zawierają nawet maluteńkie reklamy – są przeze mnie „olewane”, nawet jeśli ktoś mi je poleca. Po prostu nie lubię i nie toleruję klasycznych reklam. Czyli tych o charakterze propagandowym. Tych wciskanych nam „na siłę”.

I z szacunku do innych nie stosuję ich na blogu. Jeśli ktoś wchodzi na Życie pod Palmami to poświęca swój czas, by zdobyć jakieś informacje. Wciskanie mu reklam byłoby z mojej strony zmuszaniem go do płacenia za tą informację. Byłoby ograbianiem go z jego cennego czasu.

Są miliony sposobów, by zarabiać. Naprawdę. Również na blogowaniu. Można pisać książki, można oferować jakieś rzeczy, usługi, swój czas, itd. Najważniejsze jest to, że gdy coś ludziom oferujesz – i oni chcą za to zapłacić – zachodzi dobrowolna wymiana.

Przykładowo, jeśli ktoś kupuje ebooka na tej stronie – to robi to z własnej woli. Sam szuka, sam decyduje. Natomiast gdyby widniały tu wielkie reklamy jakiś usług czy produktów – taka osoba byłaby zmuszona do ich oglądania. To gigantyczna różnica.

Dobra reklama?

Na koniec wspomnę, że nie demonizuję reklam całkowicie. Nie raz przydały mi się w życiu. Kiedyś dowiedziałam się przez specjalnie dopasowaną do mojego miejsca zamieszkania i zainteresowań reklamę na Facebooku o wspaniałym kursie językowym. Innym razem coś wartościowego „wpadło” z Google Ads.

Ale to są odosobnione przypadki. I większość ludzi nie chce udostępniać swoich informacji w zamian za dopasowaną reklamę. A tym samym reklama nie może być dla nich dobrze „skrojona”. Dobra reklama musi mieć według mnie kilka cech:

  • musi być nieinwazyjna – czyli np. pojawiać się dopiero wtedy, gdy czegoś konkretnego szukasz
  • musi mówić prawdę, a nie manipulować – czyli podawać jak najwięcej prawdziwych informacji w jak najkrótszym czasie, np. cenę, konsekwencje „kliknięcia”, etc.
  • musi oferować konkretną rzecz – czyli „mówić wprost”, co jest jej celem, np. „Damy Ci darmowe próbki herbat, jeśli kupisz u nas ten kubek za 9,99 zł”. 

Ale takich reklam, jak zaznaczyłam, jest jak na lekarstwo. Największą bolączką reklam jest dziś „nasycenie” rynku – ludzie kupują, bo im się nudzi, a nie dlatego, że muszą. Taki klient to bardzo kiepski klient. To klient, który nie szuka, którego trzeba przekonać, że najnowszy smartfon, czy coś innego jest mu „potrzebny”.

Kolejną bolączką reklam jest ciągle rosnąca, wraz z rozwojem miast, anonimowość. Nie ma lepszej reklamy niż polecenie znajomego. Dlatego właśnie Facebook zrobił w świecie reklam taką furorę. W zasadzie to Facebook „wymyślił” nową formę reklamy – jego „lajki” to przeniesione do internetu i rozwinięte na wielką skalę polecenia znajomych.

Co może dziś pomóc reklamom?

Po pierwsze sam możesz pomóc, ignorując natarczywe reklamy i otwarcie głosząc, że nie godzisz się na nie. Na przykład mówiąc autorom blogów, serwisów, czy gazet, że nie podoba Ci się, że ograbiają Cię bez Twojej zgody z Twojego czasu. Niech zaczną coś oferować, a nie zabierać Ci Twój czas bez pytania i pardonu.

Drugą rzeczą jest udostępnianie informacji i uwagi. Przewiduję, że za kilka lat, gdy rynki nasycą się jeszcze bardziej, będziemy „sprzedawać” swój czas, tzn. określać, co nas interesuje i dostawać pieniądze za poświęcony reklamom czas. Wiem, brzmi dziwnie, ale to się już odbywa, tyle że dziś tego nie kontrolujemy (reklamy nas bombardują).

Nie jestem fanką udostępniania informacji, ale jednocześnie rozumiem, że jeśli podamy np. Google czy Facebookowi, co nas interesuje, jak spędzamy czas, czego potrzebujemy, szukamy – reklamy zostaną dla nas lepiej skrojone.

Przykładowo – jeśli ujawnisz, że lubisz książki psychologiczne, Google poinformuje Cię, że właśnie wyszła najnowsza książka autora, którego już czytałeś, a nie np. że właśnie pojawiły się w kinach Gwiezdne Wojny. Taka informacja może być przydatna w Twoim życiu.

Podsumowując – nie toleruję i nie akceptuję reklam, bo ich obecna forma jest agresywna i ograbia mnie z mojego czasu. Jednocześnie nie demonizuję reklamy samej w sobie. I jestem niemalże pewna, że jej rozwój i dopasowanie jest tylko kwestią czasu. Bo podobne jak moje zdanie o reklamach ma chyba większość ludzi…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

10 myśli nt. „Dlaczego mówię „Nie” reklamom?”

  1. Odniosę się do reklamy spersonalizowanej. Niestety ale taka forma zbierania danych niesie ze sobą bardzo duże niebezpieczeństwo manipulacji ludźmi:
    Oto cytat „W 2012 Kosiński dostarcza dowodu, że przeciętnie z około 68 polubień na Facebooku można przewidzieć jakiego koloru skóry jest lajkujący użytkownik (95% pewność trafienia), czy jest on homoseksualny (88% pewność trafienia), czy jest demokratą lub republikaninem (85% pewność trafienia). Ale to nie wszystko: inteligencja, religia, konsumpcja alkoholu, papierosów i narkotyków też dają się przewidzieć. Nawet to, czy rodzice danej osoby do dwudziestego pierwszego roku życia tejże osoby pozostawali razem czy też nie, daje się odczytać z danych. To, jak dobry jest model widać poprzez to, jak dobrze potrafi przewidzieć jak dana osoba odpowie na określone pytania. Kosiński prze dalej jak szalony: wkrótce jego model na podstawie dziesięciu polubień z Faceboka jest w stanie ocenić daną osobę lepiej, aniżeli przeciętny kolega z pracy. 70 polubień wystarcza, aby przewidzieć znajomość charakteru danej osoby lepiej, niż jej przyjaciel, 150 lepiej, niż rodzice, przy 300 polubieniach maszyna jest w stanie przewidzieć zachowanie danej osoby lepiej, aniżeli jej partner”

    Tutaj cały opis jak zostało to wykorzystane przy ostatnich wyborach w usa: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19444&Itemid=47

    Ty na swojej stronie korzystasz z zewnętrznych elementów jak chociażby fonty z google które również umożliwiają zbieranie danych o użytkowników i ich wykorzystanie. Cała bitwa polega o to żeby zidentyfikować użytkownika unikalnym numerem i potem można łątwo ustalić które strony internetowe odwiedza bo większość korzysta z zewnętrznych fontów lub chociażby statystyk google.

    Polubienie

    1. Tak i to jest poważne przestępstwo, niestety nasze kraje są tak skorumpowane, że same zabiegają o te dane, więc jak niby mają chronić obywatela? W USA Snowden jest ścigany i osądzany, a Ci, którzy dosłownie odzierali ludzi z ich prywatnych danych chodzą sobie na wolności i jeszcze zarabiają dalej na tym samym procederze.

      Inna sprawa, że ludzie nawet po przedstawieniu im dowodów na szpiegostwo przez rząd mówią „ja nie mam nic do ukrycia”… Jak to ujął Snowden – „Mówienie, że nie masz nic przeciwko odzieraniu Cię z prywatnych informacji, bo nie masz nic do ukrycia jest jak twierdzenie, że nie obchodzi Cię wolność słowa, bo nie masz nic złego do powiedzenia.”

      Pytanie jak ta wojna o wolność się dalej rozwinie. Ja przewiduję niestety klęskę, bo rośnie nam pokolenie snapchata, a pokolenie Snowdena kiedyś umrze.

      Polubienie

  2. Hej,Reklamy traktuje jak kredyty. nie kupuje niczego reklamowanego. bo nie stac mnie na produkt plus koszty reklamy, tak jak nie stac mnie na kredyt plus odsetki.Moze dla tego nigdy nie zadluzalem sie, Proznosc swa karmie wstajac o 10, czytajac i planujac kolejna podroz…a to, ze jezdze 30 letnim autem……Telewizora nie mam od lat, a jak w necie zaczynaja mi wyskakiwac okienka, zmieniam strone, choc by dawali na niej za darmo.Nigdy nie zaplacilem za jakies reklamowane uslugi,nie wyslalem zadnego platnego smsa…kupilem eboka od Kasi, bo mi sie podoba ten blog..rowniez dla tego, ze nie ma nachalnych reklam.Zdrowka.

    Polubienie

  3. Spojrzmy na temat Reklamy od drugiej strony – dzieki reklamodawcom TV, Internet, Radio jest bezplatne. Media moga tworzyc dla nas programy rozrywkowe, informacyjne, edukacyjne i wiele innych.

    Polubienie

    1. Oczywiście. I można się na to godzić. Nawet na propagandę można się godzić. Ja osobiście wolę zawsze zapłacić, ale za konkretne informacje, usługę, produkt. Reklamy „z marszu” to wg mnie najgorsza forma promocji – i nie bez powodu one się najmniej dziś opłacają.

      Polubienie

  4. wielu twórców bloga nie ma zamiaru sprzedawać własnych produktów. Oni chcą tworzyć treści dobrej jakości dla czytelników a reklamy pozwalają im opłacić koszty i tworzyć dalej.

    Polubienie

    1. I oczywiście mają do tego prawo. A ja i każdy inny ma prawo oceniać ich zdolności marketingowe i nie godzić się na takie praktyki. Jeśli chcesz oglądać reklamy – nikt Ci nie zabrania. Jeśli chcesz je stosować – również nikt Ci nie zabrania. Ja tylko wyrażam moją opinię o stosowaniu reklam i ich ogólnym dziś charakterze. Nie demonizuję reklam tylko wskazuję na cechy, które mnie osobiście odpychają. Najważniejszą jest silna manipulacja, reklamy zwyczajnie kłamią i np. w Polsce nikt nie jest za to pociągany do odpowiedzialności.

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s