Podróżniczy niezbędnik – czyli jak podróżować lżej, wygodniej i „bez Strat

Podróżowanie bywa równie wspaniałe, co wykańczające. Między Karaibami, a Europą przemieszczam się kilka razy w roku. Jest to zawsze dość męcząca trasa – czasem ponad 20 godzin z przesiadkami i straconymi nocami ze względu na strefy czasowe.

Oto kilka niezbędnych mi rzeczy, które sprawiają, że nawet tak długie i stresujące podróże stają się przyjemne i wygodne. Mam nadzieję, że w komentarzach podzielicie się swoimi „niezbędnikami”.

Wełniane ponczo

Wiem, nie spodziewałeś się takiego początku :-). Ale to pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy. Po pierwsze – wełna jest materiałem, który nie „śmiergnie” jak bawełna (czy wstrętne syntetyki), nie poci ciała, pozwala skórze oddychać jednocześnie ją grzejąc.

Dodatkowo – jest „hydronielubna” czyli nie łapie wilgoci więc dość dobrze chroni przed deszczem i jest antybakteryjna. Wełnianych rzeczy nie trzeba prać – zawsze są świeże i czyste. To niesamowita wygodna i komfort w podróżowaniu.

W samolotach, hotelach, itd. bywa naprawdę chłodno. Podczas mojej ostatniej podróży nocą do Europy pan obok mnie miał na sobie kurtkę i samolotowy kocyk – i trząsł się z zimna przez pół trasy

Duże wełniane ponczo jest jedną z najbardziej wszechstronnych rzeczy, jakie posiadałam:

  • Jest niezwykle wygodnym „płaszczykiem” ochronnym podczas przesiadek
  • Spięte zamienia się w koc i służy jako ciepła kołderka do spania
  • Złożone – dodatkowo jako wygodna poduszka. Kocyki w samolotach są z poliestru – gryzą, uczulają, elektryzują, „duszą” ciało i wcale nas nie grzeją. W dodatku są śmiesznie małe.

Swoje ponczo z niegryzącej i niezwykle ciepłej wełny z merynosów kupiłam za… 30zł na OLX.pl. W sklepach naprawdę trudno o porządne rzeczy – ale ponczo bardzo łatwo uszyć, więc można też zainwestować w krawcową i materiał.

Gacie (najlepiej też wełniane)

Nie znam osoby, której wygodnie w samolotowych, pociągowych, czy samochodowych siedzeniach przy długiej podróży. Zakładanie na siebie jeansów, czy czegokolwiek podobnego to lekki masochizm.

Wasz tyłek naprawdę Wam podziękuje, jeśli zamiast spodni założycie dresy, getry czy jak to teraz modnie – joggersy. Choć to wszystko to chyba to samo. No ogólnie – „gacie na dupę” – jak ja to nazywam. Zwykłe bawełniane z dodatkiem elastanu czy lycry – grubsze lub wełniane na zimowe eskapady. Uwaga na mieszanki z poliestrem!

Bardziej ambitnym podróżnikom naprawdę polecam poszukać wełnianych spodni – z merynosa lub kaszmiru. Są bardzo trudne do znalezienia i będą drogie (nawet paręset złotych) – ale to inwestycja na całe życie, podobnie jak wspomniane wyżej ponczo. Nie trzeba prać, trzymają ciepło nawet w mrozy, są cieniutkie i wygodne, „oddychają” – wełna, a bawełna w podróży to naprawdę gigantyczna różnica!

To samo tyczy się „góry” – typowe t-shirty również często są mieszanką syntetyczną, duszącą i pocącą ciało. 100% bawełna lub mieszanka jedwabiu i wełny to dużo lepsze i wygodniejsze rozwiązanie.

Wełniane skarpety

Bawełniane skarpety, zamknięte nawet w skórzanych butach szybko śmierdzą jak… stara skarpeta :-). Polecam zainwestować w wełniane (koniecznie ze 100% wełny, bez domieszek) – z merynosa (ok. 12zł za sztukę) lub zwykłe z owcy z „ryneczku” (podobna cena, grzeją lepiej, wrażliwych mogą jednak nieco „gryźć”). Na dłuższych trasach w samolocie warto zdejmować butywełniane skarpety uchronią nas przed smrodem, brudem i będą nam przyjemnie grzać stópki.

Podusia

Poduszki w samolotach też są z poliestru (a co myślałeś?). Elektryzują włosy i są zwyczajnie niewygodne. Polecam podróżować z malutką, ale porządną poduszką. Ja mam zwykłą, jakieś 15-20cm w poszewce bawełnianej, Mała rzecz, a naprawdę pozwala się wyspać, odpocząć czy zrelaksować.

Plecak „podręczny”

Moje podróżowanie zmieniło się drastycznie gdy pewnego dnia postanowiłam zamiast zwykłej małej walizki podręcznej wziąć po prostu mój plecak. Wolność, jaką daje to rozwiązanie jest naprawdę nieoceniona. Walizka, jak mała by nie była, zwyczajnie wkurza. Trzeba ją targać. Mamy zajętą rękę. Plecak sobie wygodnie podróżuje na naszym grzbiecie.

I nie tam żaden drogi, wystawny podróżniczy plecak – ja swój nabyłam na ryneczku za 80zł. Jakiś chiński, ma metki AOKING (chyba ten sam model co na zdjęciu wyżej), jakby ktoś pytał. Jest niezwykle pojemny i praktyczny – dzięki licznym „kleszczom” w które można wczepić np. wspomniane wyżej ponczo czy podusię. Dodatkowo jest obszyty jeansem – a nie poliestrowy jak zwykłe plecaki – więc nie męczy tak skóry przy bezpośrednim kontakcie.

Bardzo ważnym plusem podróży z plecakiem jest to, że nigdy nikt się do nas nie przyczepi – większe walizki bywają „rekwirowane” np. przez EasyJet do bagażowni. Plecaki mają jakieś specjalne traktowanie – mojego nikt nawet nigdy nie waży. Oczywiście należy pamiętać, by całość nie przekraczała samolotowych norm: 25x40x55cm i 8-10kg wagi (sprawdzajcie limity przed podróżą – one ciągle się zmieniają!).

Korki do uszu

Za 80% zmęczenia podróżniczego odpowiedzialny jest hałas na lotniskach i w samolotach. Ustawiczny, utrzymujący się na stałym poziomie hałas jest niezwykle stresujący dla naszego ciała. Zwykle nie dostrzegamy jak drastyczny ma na nas wpływ, bo się do niego przyzwyczajamy.

Polecam od razu zaopatrzyć się w takie „profesjonalne” korki dla sportowców – przydadzą się w chłodniejsze okresy do pływania czy snorklowania. Spróbujcie podróży z korkami do uszu i wyjmujcie je tylko w czasie kontroli/rozmów – sami przekonacie się jak gigantyczną różnicę robią te 2 malutkie kawałki plastiku.

Termos

Po pierwsze termos warto ze sobą mieć, bo wsadzony w boczną kieszonkę plecaka daje nam od razu +20 punktów do „hipisowości” i wyglądamy jak prawdziwi trawelerzy :-).

A na poważnie – większość napojów na lotniskach/w samolotach podawanych jest w plastikowych kubeczkach. Nie tylko generuje to tony śmieci dziennie – ale niesamowicie szkodzi naszemu zdrowiu. Gorące napoje jak kawa czy herbata pite z plastiku powodują raka. Styropianowe kubeczki powoli zostają wycofane, ale inne nie są wcale lepsze. Plastik to plastik.

Gdy masz ze sobą termos zawsze możesz poprosić o wlanie napoju do niego – jest to również praktyczniejsze gdy jesteś „w biegu”. Sama najczęściej piję ciepłą wodę – jest lepsza dla ciała (szczególnie w silnie wysuszonym powietrzu w samolotach) i nie kosztuje nic – wystarczy poprosić o wrzątek. Choć zawsze pytam – nigdy nie pozwolono mi za to płacić….

Uwaga – należy pamiętać, że podczas kontroli na lotnisku nasz termos musi być pusty. Napełnić go możemy dopiero po jej przekroczeniu. 

Poza powyższymi rzeczami na podróże zawsze zabieram jeszcze te rzeczy:

„Spork”

Czyli łyżko-widelec, lub widelco-łyżka, jak kto woli. Spork uwalnia nas (i środowisko) od szaleństwa niewygodnych plastikowych sztućców i pozwala cieszyć się jajem czy sałatką o wschodzie słońca na dzikim końcu jakiejś wyspy… Polecam od razu zaopatrzyć się w droższy, ale nieśmiertelny spork ze stali nierdzewnej. Odradzam składane, ze względu na higienę.

Stalowy pojemnik

Najlepiej utrzymujący temperaturę co najmniej kilka godzin. Ja używam takiego jak na zdjęciu, jest naprawdę mały, a pomieści nawet 2-składnikowy obiad dla jednej osoby. W taki pojemnik pakujemy sobie ciepłe jedzonko – i tym samym chronimy siebie (i znów – środowisko) przed plastikowym, samolotowym żarciem.

Rzeczy całkowicie zbędne w podróży

Warto również wspomnieć tu o tym, co podróże utrudnia i komplikuje:

Pasek

Zdejmowanie i zakładanie go przy kontroli jest naprawdę upierdliwe, dodatkowo jest on niesamowicie niewygodny dla ciała podczas siedzenia przez długie godziny w samolotowych mini-siedziskach.

Wiązania

Wiązane buty i inne tego typu. Zamki, kleszcze, przypinki – wszystko co działa błyskawicznie jest zawsze lepszym wyborem. Rozwiązywanie i wiązanie butów podczas kontroli to bezsensowny stres i strata czasu.

Biżuteria

Zamknij w pudełeczku i załóż przed lądowaniem, jeśli koniecznie musisz być piękna/piękny, lub bez dodatków czujesz się „łyso”. Biżuteria jest niewygodna i również wymaga zdjęcia podczas kontroli.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że okaże się Wam to przydatne choć w części. Macie swoje sprawdzone sposoby na umilenie i „uwygodnienie” podróży? Podzielcie się nimi w komentarzach niżej!

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

16 myśli nt. „Podróżniczy niezbędnik – czyli jak podróżować lżej, wygodniej i „bez Strat”

  1. Zawsze zabieram poduszkę w kształcie rogalika, e-czytnik (przy dobrej książce niesamowicie szybko leci czas) i plecak z mocowaniem na biodrach (bardzo dobrze odciąża)

    Lubię to

  2. Dobre, ale niestety nie sprawdziłoby sie dla podróżników, którzy jak ja lubią sie przemieszczać. Przyleciałam (zainspirowana Twim świetnym blogiem Kasiu) z moim partnerem na Guadelupę 1/01 i wylatujemy 6/02 – ponad 6 tygodni a zabraliśmy ze soba tylko bagaże podręczne – Toma ważył 6 kg a mój „aż” 8 kg.
    Podróżujemy bardzo duzo i prawie zawsze z minimalna ilością rzeczy.
    Tutaj Jesteśmy na półmetku i poki co niczego nam nie zabrakło 🙂 Stwierdzamy nawet nadmiar – ja mogłam zabrać 3 sukienki mniej. Tom ma niepotrzebne 3 pary skarpetek, pęk kluczy, którego zapomniał zostawić i niepotrzebny środek na komary.
    Jest cudownie I LEKKO 🙂
    Pozdrawiam serdecznie
    Ela

    Lubię to

  3. ja bym w ogólr w kwestii butów dodała jakieś kapciowate slip-ony… Leciałam kiedyś do Stanów w kozakach kowbojkach, oczywiście w samolocie je ściągnęłam, ale po siedzeniu 8h w samolocie stopy mi tak spuchły że nie mogłam ich wcisnąć spowrotem :/ od tego czasu latam na długie dystane tylko w „kapciach” 😉

    Lubię to

    1. Na pewno wygodne, ale… jak będzie awaryjne lądowanie, lub niedajboże kraksa jakaś, to chcę mieć na sobie buty, które mnie zaniosą nawet po śniegu w bezpieczne miejsce. Dlatego też start/lądowanie/turbulencje, etc – zawsze przywdziewam buty. Tak na wszelki wypadek 🙂

      Lubię to

  4. co do korkow do uszu polecam zdecydowanie z firmy Hansaplast .po przetestowaniu masy innych wreszcie trafilam na takie ktore dosc ze sa lekke jak piorko to i super miekke, ktore po skreceniu i wlozeniu do ucha(sa z pianki zrobione) super sie same dopasowuja a co najwazniejsze tlumia halas ale nie powoduja bezglosnej ciszy. Takie wrazenie gdzies z oddali jak by dzwieki dochodzily, mam nadzieje ze dobrze to opisalam . Spie w nich na co dzien poniewaz moja polowka chrapie i od kiedy je uzywam wysypiam sie bez problemu. W samolocie je wyprobowalam jak i w autokarze . Polecam

    Lubię to

  5. Świetny pomysł z tym wełnianym ponczo. Przydałoby mi się w czasie mojego ostatniego grudniowego pobytu w Gruzji. Widać będę się musiała przekonać na nowo do wełny bo od dziecka cierpię na „syndrom natrętnego drapania”, kiedy mam na sobie coś wełnianego. Skarpet to sobie po prostu nie wyobrażam 😉

    Z moich patentów podróżnych to mała kieszonka na sznurku, do zawieszenia na szyi. Do kieszonki wkładam: paszport, bilet, karty kredytowe, „grubsze” pieniądze. I tak sobie podróżujemy razem bo po pierwsze wszystko na miejscu i bezpieczne: pod kurtką, bluzką czy swetrem. Mam dwie: większą, syntetyczną (reklamówki z jakiejś firmy dostałam na lotnisku) i mniejszą ze skóry. Tą drugą (zakupioną u „babci góralki”) spokojnie można ubrać na „gołe ciało” w upalne dni. Taka kieszonka to przede wszystkim wygoda bo np. na lotnisku ściągasz i do kuwetki. Można tam jeszcze schować zegarek i biżuterię, wtedy wszystko razem przejeżdża przez skaner. Następnie wyciągasz z kuwetki i nie musisz od razu swoich drobiazgów zakładać, tylko udać się w jakieś spokojne miejsce. Podróżując z plecakiem nie musisz też pilnować co się dzieje Twoim dobytkiem „z tyłu” bo cały czas go czujesz „na piersi” 🙂

    Lubię to

  6. Ja natomiast jestem bardzo ciekawa, jak realizujesz swoją filozofię np. łazienki „bez strat” w czasie podróży? Chodzi o podróżowanie z bagażem podręcznym i odgórnym nakazem przewożenia płynów do 100ml 🙂

    Lubię to

    1. To będzie następny artykuł pt. kosmetyczka podróżna:D Jest malutka. Jak pomyślę, co kiedyś woziłam to śmiać mi się chce. Dezodorant jest jednocześnie pastą do zębów, a olejek do mycia – olejkiem nawilżającym 😀 Artykuł powinien być na dniach, jeśli się ruszę i zrobię zdjęcia.

      Lubię to

  7. Tez od dluzszego czasu podrozuje z plecakiem, jest o niebo latwiej. Ale czasami jest mi ciezko go nosic zbyt dlugo (zwlaszcza jak wioze ze soba upominki) wiec zainwestowalam w plecako-walizke czyli inaczej plecak na kolkach. Jestem z niego bardzo zadowolona bo kiedy chce to niose, a kiedy chce to „niesie sie sam” 🙂

    To co bizuterii to chyba zalezy od jej rodzaju i ilosci. Zawsze pytam czy mam zdjac swoja i jeszcze nigdy nikt nie odpowiedzial „tak”. I nigdy tez nie „zapiszczalam”. Ale ja nie lubie wygladac jak choinka, mam jej zawsze malo. Moze dlatego.

    Warto tez trzymac elektronike w jednym, latwo dostepnym miejscu. Nie ma nic gorszego niz koniecznosc wydobywania laptopa z samego dna walizki/plecaka. A potem pakowanie go z powrotem. To samo tyczy sie ewentualnych kosmetykow w bagazu podrecznym.

    Lubię to

    1. Też nie przepadam, ale jak mam wybór – zatkane uszy, a ciągły hałas to wolę to pierwsze 😀 Są też takie z gumy korki, które się dość dobrze trzymają, a nie przeszkadzają zbytnio, próbowałaś?

      Lubię to

      1. Ja mam chyba jakies malutkie kanaliki sluchowe bo mi zawsze zatyczki wylatunja chocby nie wiem co, dlatego korzystam z silikonowych. Nie wsadza sie ich do uszu, a zalepia „wejscie” do ucha od zewnatrz.

        Lubię to

  8. Zawsze latam w kolczykach i jeszcze nie zdarzyło mi się żeby kazali mi zdjąć na kontroli. Jeśli prawdziwe srebro lub złoto – to bramka nie zapiszczy. Jeśli chińskie badziewie ze straganu – jak najbardziej…

    Lubię to

    1. Mi się zdarzało wielokrotnie, że kazali zdejmować, rodzaj metalu nie ma tu znaczenia. Niepotrzebne ryzyko wg mnie. No i przede wszystkim – niesamowicie niewygodne dla Ciała, nawet najmniejsze kolczyki warto zdjąć.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s