„Mimo wszystko tak mocno kocham życie” – list od Asi, która tragedię życiową zamieniła w marzenia

Wczoraj otrzymałam e-maila od Asi, którego czytałam ze łzami w oczach. Asia przeżyła jedną z największych, jeśli nie największą tragedię z jaką może się zmierzyć człowiek. Publikuję za jej zgodą, bo myślę że wielu z Was pozwoli spojrzeć na swoje życie i problemy z zupełnie innej perspektywy.

„Czytam Twoje wpisy już 2 lata…i pewnie tyle samo zbieram się by do Ciebie napisać. I pewnie gdyby nie ta lektura nigdy nie byłabym w obecnym miejscu. Ale zacznę od początku.

Mam 25 lat i za sobą czas, w którym myślałam że mam wszystko. Męża, synka i razem tworzyliśmy rodzinę. Teoretycznie… Mąż był gościem w domu, ale miałam swoje maleńkie szczeście przy sercu. Był ze mną 283dni w brzuszku i 261 dni na tym świecie. W sumie 544 wspaniałych dni. Mój mały mężczyzna był i jest największym cudem w moim życiu. 1,5 roku temu moje dziecię zginęło, potem w grudniu odeszłam od męża bo czułam, że trafię do psychiatryka jak tego nie zrobię.

Wybrałam siebie… mimo że od rodziny nie miałam wsparcia. Byłam z tym sama. Bolało wszystko, sama nie wiem jak przeżyłam ten czas. Były wzloty i upadki ale idę dalej. Co więcej – teraz mam siłę, o której nawet nie marzyłam. Siłę i wiarę że ze wszystkim dam sobie radę. I nadzieję, że to co najgorsze już za mną.

Przez ostatni rok dużo się działo. Poznawałam mnóstwo ludzi, robiłam rzeczy o których zawsze marzyłam, otwierałam się na świat. Zyskałam kilkoro cudnych przyjaciół, wiele się nauczyłam o sobie, o swej pracy i rozszerzyłam swoje życie zawodowe o opiekę nad dziećmi. Szczególnie praca z dziećmi była cholernie ciężka, bo przypominały mi mojego Wiktorka.

Ale stwierdziłam, że chcę się zmierzyć z tym czego najbardziej się boję. Tylko w ten sposób będę mogła uspokoić swe serce. A serce matki często się odzywało i pozwalałam sobie z tym być blisko, to dało mi spokój i teraz potrafię wynieść dla siebie to co było najlepsze w macierzyństwie.

Odżyłam, a raczej narodziłam się na nowo. Jeszcze gdy Mały był ze mną tliła mi się myśl o wyjeździe na Karaiby. Ale taka możliwość była realna tylko w mojej głowie.

Rok temu podjęłam konkretne kroki, umowa z agencją pośrednictwa pracy, nauka języka, ogarnianie dobytku i tak dalej. Dużo czasu się zeszło, abym dojrzała do tej decyzji .Po drodze pierdyliard problemów i przeszkód. Dzisiaj mam perspektywę wylotu na Gwadelupę za 2 tygodnie…

Kolejny raz się boję, ale czuję że muszę tam pojechać! Nie wiem co mnie tam ciągnie, ale czuję że znajdę tam coś dla siebie, znając życie to do odkrycia w sobie 🙂

Mimo wszystko tak mocno kocham życie i wiem, że będzie jeszcze pięknie!

To taka moja historia, dziękuję Ci Kasiu za artykuły, Twoją pracę, którą wkładasz w pisanie tego wszystkiego bo to dużo mnie wspierało, a także pokazywało co jest ważne w życiu! Najcześciej gdy było naprawdę źle, wrzucałaś taki artykuł, który idealnie trafiał do mojego serducha. To było niesamowite! Merci beaucoup!”

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

4 myśli nt. „„Mimo wszystko tak mocno kocham życie” – list od Asi, która tragedię życiową zamieniła w marzenia”

  1. Nie wiem, czy czlowiek musi rzeczywiscie dostac kopa w d…, zeby ja ruszyc..Karaiby, to tylko taki blogowy synonim wolnosci.Bardzo sie ja docenia, gdy ci ja zabieraja.Wolnosc, w moim mniemaniu, to przede wszystkim mozliwosc kierowania swoim zyciem.Tragedia jaka dotknela nasza kolezanke, choroba, jaka trzyma mnie w miejscu, to wilcze doly na drodze do Niej…I chociaz nigdy nie bedziemy w pelni wolni, to droga do niej jest fascynujaca..Niektorzy nazywaja ja zyciem, ja nazywam szczesciem.Trzymam kciuki.

    Lubię to

  2. Czytam ze lzami w oczach. Wspolczuje z calego serca i jednoczesnie podziwiam wewnetrzna sile by wstac i isc dalej. By ulozyc zycie na nowo. By stawic czolo swojej tragedii i swoim lekom.

    Asiu, dziekuje za motywacyjnego kopa w tylek.

    Powodzenia!

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s