„Zostawiłam komfortowe i ułożone życie, by w wieku 36 lat zacząć budować je na nowo” – list od Anny z Lazurowego Wybrzeża

Dostaję od Was wiele motywujących i inspirujących wiadomości. Dziś otrzymałam e-maila od Anny, która pisała do mnie już około  2 lata temu. Wówczas jej lęki i niepewność co do marzeń zainspirowały mnie do stworzenia tego artykułu, który okazał się kultowy.
Dziś Anna jest już tam, gdzie kiedyś była tylko w marzeniach – swojego mejla rozpoczyna słowami: „Obecnie mieszkam na Lazurowym Wybrzeżu, w legendarnym Saint Tropez. Oto cała jej historia:

„Wcześniej (jak ja to mówię – w moim „wcześniejszym życiu”) przez 8 lat pracowałam na kierowniczych stanowiskach dla rządu polskiego, dla 5 ministrów konstytucyjnych. Miałam syndrom perfekcjonistki i pędziłam do przodu nie wiadomo za czym. Ostatnie zmiany polityczne w Polsce (a dokładnie zmiana rządu) spowodowały, że zakończyłam moją pracę w administracji.

W międzyczasie okazało się, że dopadły mnie spore problemy zdrowotne, które na kilka dobrych miesięcy wyłączyły mnie z życia zawodowego. Miało to miejsce po raz pierwszy od 12 lat mojej pracy, więc dla kogoś, kto do tej pory żył w wiecznym pędzie, było to teoretycznie coś strasznego.

Jednakże w praktyce, siedząc w domu, miałam sporo czasu na przemyślenia, co chcę dalej w życiu robić. Przewartościowałam wiele rzeczy w swoim życiu, ale przede wszystkim w swojej głowie. Uświadomiłam sobie, że przecież wszystko zależy ode mnie i że trzeba – przepraszam za dosadne określenie – „spiąć tyłek” i wziąć się ostro za realizację tego, czego tak naprawdę chciałam od lat!

Odpowiedź na pytanie „Co dalej?” była oczywista – chcę wrócić do moich marzeń, które miałam w głowie od długiego czasu, chcę robić to, co mnie tak naprawdę „kręci” i chcę szukać pracy tam, gdzie chciałabym żyć – na Lazurowym Wybrzeżu.

Zgodnie z Twoimi poradami z bloga, sprecyzowałam obszar moich poszukiwań (środowisko prawnicze, południe Francji) i w ślad za Twoimi radami rozesłałam swoje CV do kancelarii prawnych. Niestety nie miałam możliwości roznosić swojej aplikacji osobiście na miejscu, jak radzisz, gdyż byłam w trakcie leczenia, którego nie mogłam wtedy przerwać.

Minęło trochę czasu ale w końcu otrzymałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do kancelarii notarialnej w… Saint Tropez!!! Pojechałam na rozmowę, a dalej wszystko potoczyło się pozytywnie i dostałam tam pracę! Od tej pory wszystko zaczęło się pozytywnie układać, a i zdrowie jest pod o wiele lepszą kontrolą.

Zostawiłam moje komfortowe i ułożone życie w Warszawie, mieszkanie, rodzinę i przyjaciół, aby w wieku 36 lat zacząć budować swoje życie na nowo. I choć na co dzień wyzwań (choćby z francuską biurokracją, jak sama wiesz) mam sporo, to absolutnie nie żałuję swojej decyzji.

Obecnie pracuję jako tzw. clerc du notaire (można chyba powiedzieć, że „prawa ręka” notariusza) w jednej z kancelarii w Saint Tropez, 3 minuty od słynnej na cały świat żandarmerii

Francję uwielbiałam od zawsze. W wieku 14 lat po raz pierwszy pojechałam na wycieczkę. Lazurowe Wybrzeże po raz pierwszy odkryłam 13 lat temu, kiedy jeszcze jako studentka chciałam podszkolić swój francuski i zdecydowałam, że chcę pracować jako tzw. „fille au pair” (opiekunka do dziecka) we Francji.

Złożyłam dokumenty do Paryża, jednak ostatecznie przez „przypadek” (oczywiście, że nie ma przypadków! 🙂 ) dostałam propozycję z Nicei i właśnie tam pojechałam. Spędziłam na Lazurowym Wybrzeżu wówczas 3 miesiące ucząc się języka i pracując u francuskiej rodziny (z którą zresztą mam kontakt do dzisiaj).

Od tego czasu zachwyciłam się Lazurowym Wybrzeżem do tego stopnia, że praktycznie co roku, wracałam tam już zupełnie prywatnie na wakacje.  Wówczas już miałam tzw. „dobrą pracę” na kierowniczym stanowisku w administracji. Jednakże cały czas myślałam o Francji, o Lazurowym Wybrzeżu i o tym, że pewnego dnia chcę tam żyć i pracować.

Warszawie, cały czas pracowałam nad doskonaleniem języka francuskiego specjalistycznego: prawniczego oraz biznesowego (ukończyłam polsko-francuskie studia prawnicze oraz MBA). Cały czas jednak chyba nie byłam mentalnie gotowa, aby spróbować swoich sił.

Oczywiście miałam mnóstwo obaw (m.in. dotyczących bezpieczeństwa, gdyż to był już ten czas kiedy Francja stała się obiektem zamachów terrorystycznych). Jednocześnie moje otoczenie w większości nie podzielało mojego zainteresowania („po co ci ten francuski?!”, „masz tutaj dobrą pracę, więc czego ty chcesz tam szukać?”). Dziś te same osoby mi gratulujązazdroszczą.

Jestem bardzo zadowolona z mojej obecnej sytuacji i pracy (robię, to co chciałam robić i co lubię, mam fajnego szefa, zgrany zespół i spore możliwości rozwoju). Szef już po 2 tygodniach poinformował mnie, żebym się nie niepokoiła, bo przedłuży moją umowę o pracę – mam ją narazie na 3 miesiące. Coś takiego w Polsce byłoby nie do pomyślenia – wiem z doświadczenia, że z reguły czekają do ostatniej chwili, żeby Cię poinformować w tej kwestii…

Jednocześnie jestem bardzo zadowolona, z tego jak odmieniło się moje życie: absolutna eliminacja stresu, dużo większy „luz” do wszystkiego, uśmiech, który towarzyszy mi cały czas, ciepło (wcześniej w Polsce wiecznie marzłam!) oraz piękne widoki na każdym kroku…

No i mieszkam w Saint Tropez, które poza sezonem jest naprawdę małą wioską rybacką (tyle, że luksusową). Mam tutaj (oczywiście poza sezonem) ciszę i spokój, co pozwoliło mi się bardzo uspokoić i nabrać dystansu do mojego dotychczasowego, szybkiego życia w Warszawie.

Cieszę się, że udało mi się zrealizować swoje marzenia. Okazało się, że ich spełnienie było dużo prostsze, niż myślałam! Teraz jestem naprawdę szczęśliwa i czerpię garściami z tych możliwości, które się przede mną otworzyły. Przekonałam się na własnym przykładzie, że chcieć to móc” oraz że należy przede wszystkim słuchać swojej intuicji i realizować własne marzenia. Bo tylko wtedy, człowiek może być tak naprawdę spełniony.”


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

25 myśli nt. „„Zostawiłam komfortowe i ułożone życie, by w wieku 36 lat zacząć budować je na nowo” – list od Anny z Lazurowego Wybrzeża”

  1. Od jakiegoś czasu czytam wszystko co zamieszczasz tutaj i dojrzewa we mnie myśl, by porzucić stabilizację i zrobić to o czym zawsze marzyłam. Nie jest to łatwa decyzja bo mam już 45 lat, dzieci i męża. Znam też cudownego i wspaniałego człowieka, który podziela moje marzenia i z którym chcę zacząć wszystko od nowa. Bywają chwile, że paraliżuje mnie strach bo odwrotu nie będzie, ale zaraz potem pojawia się myśl, że mamy tylko jedno życie, a nasze szczęście jest w naszych rękach i warto iść za głosem serca, chociaż rozum uparcie podpowiada trwanie w tym obecnym życiu, które coraz bardziej uwiera. Decyzja jeszcze przede mną. Wiem Kasiu, że to rozumiesz te moje rozterki. Będę wdzięczna gdy się odezwiesz.

    Lubię to

  2. Wspaniala historia! Nie mniej jednak czytajac ja odnosilam wrazenie ze takie mozliwosci na spelnianie marzen maja jednak glownie osoby ze wspanialym wyksztalceniem. Kiedy ktos ma poczukiwany dobry zawod, zna fanastycznie jezyk to faktycznie jedyne czego mu brakuje to motywacja by juz nie czekac tylko zrobic w koncu ten krok do przodu. jednak jesli sie jest tylko zwyklym szaraczkiem, ktory bez spektakularnego wyksztalcenia czy doswiadczenia zawodowego na takie spelnianie marzen mam wrazenie nie ma szans. Owszem czlowiek moze wszystko rzucic nawet po 30tce i jechac gdzies gdze pieknie i cudownie ale skonczy na manualnej pracy za grosze, frustracjach i okaze sie nagle ze zaden raj nie jest rajem jak czlowiek ma swoje lata a nie czuje sie finansowo bezpiecznie. Wiele lat temu naiwna i przepelniona marzeniami wyjechalam na cypr. Zamiast raju pod palmami i poznawania miejscowej kultury, rozwoju, byla harowka od rana do wieczora za glodowe stawki w restauracjach, mieszkanie w kiepskich warunkach, po kilka osob w pokoju i coraz czestsze pytania – co ja tu robie i po co mi to bylo, na zwiedzanie nie pozostawlao czasu ani pieniedzy, pracujac na czarno za niskie stawki czlowiek doswiadczal traktowania z jakim nie spotka sie no prawniczka czy architekt.
    Tak ze raz jeszcze – ludzie ktorzy maja swietny zawod, kariere, znaja jezyki i maja pieniadze tak naprawde nie podejmuja wielkiego ryzyka. Zawsze beda iec wysoki poziom zycia i szacunek otoczenia gdzie nie pojada. niestety dla reszty nie wyglada to tak rozowo

    Lubię to

    1. Zdziwi Cię więc fakt, że większość emigrantów i podróżników, którzy świetnie sobie radzą to właśnie ludzie albo bez wykształcenia, albo tacy, co nigdy nie pracowali w zawodzie, albo ewentualnie – tacy co zawód szybko rzucili. Wykształcenie częściej przeszkadza, niż pomaga w podejmowaniu takich decyzji.

      Jeśli chcesz myśleć, że ja jako architekt pracowałam na złotych komputerach za miliony – to proszę bardzo. Rzeczywistość jest jednak taka, że harowałam po 12 godzin na dobę, by związać koniec z końcem, za stawki rzędu 800-1300zł w początkowych latach. Dziś ludzie pensją 2000zł gardzą – jak to słyszę to śmiać mi się chce…

      Lubię to

  3. Ha!a jak odpowiecie na taką sytuację : próbujesz,ryzykujesz…i się nie układa?
    Co wtedy?i dlaczego tak się dzieje?
    Mimo podążaniem za głosem serca,dużej odwagi i zaryzykwania?

    Lubię to

    1. Nie ma gwarancji że wszystko się powiedzie tylko dlatego, że się słucha emocji. Czasem wręcz jest to błędem – gdy mamy emocje w chaosie i nie panujemy nad nimi. Takie sytuacje to cenne lekcje życiowe. O ile chcesz się z nich czegoś nauczyć.

      Lubię to

  4. Wiem, że nie jesteś moją przyjaciółką, psychoterapeutką ani nawet osobą, którą w jakikolwiek sposób znam. Ale.. odkąd czytam zamieszczane na tej stronie posty, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w jakimś stopniu jesteś mi bliska.
    Mam dopiero 26 lat, a czasami czuję się jak wrak. Od dwóch lat żyję w DE, chociaż NIENAWIDZĘ tu być. Przyjechałam tu tylko dla męża. Nie mamy dzieci, więc teoretycznie problem nie jest jeszcze aż tak wielki. ALE. Cały szpikulec tkwi w tym, że z wiekiem coraz bardziej barkuje mi tej wolności decydowania wyłącznie o sobie, podążania tą drogą, którą JA chcę. Jednak jestem mężatką, kocham mojego męża, jest nam razem dobrze, naprawdę. On nie chce zmian, on się zaaklimatyzował w DE. Ja tych zmian wręcz pragnę, z Niemiec chcę uciekać, jeszcze nie mam planu, ale osławiona przez Ciebie intuicja wręcz krzyczy, że na pewno tu nie jest miejsce dla mnie. Nie chcę rezygnować z siebie, ale z mojego związku też nie. Nieśmiało zaglądam do Ciebie od paru tygodni, chłonę te wszystkie pozytywne treści, chcę zmieniać wszystko, zamykam laptopa i… wracam do punktu wyjścia. Jak żyć, no?

    Lubię to

    1. Powiem tak – przeciwstawne wizję przyszłości to jedyny sensowny powód jaki znam, by rozwiązać związek. Nawet małżeński. Prędzej czy później te odrębne wizje tego, jak życie powinno wyglądać zaczną powodować poważne problemy, których się nie przeskoczy. Polecam szczerą rozmowę, bo związek to odpowiedzialność za drugą osobę. Czasem daje się znaleźć wspólny mianownik, nawet w „beznadziejnej” z pozoru sytuacji. Ale czasem nie.

      Różne wizje przyszłości to praktycznie zawsze różne wartości dwóch osób. A to niestety nigdy nie kończy się Happy Endem.

      Jeszcze mała anegdotka – jedni z moich przyjaciół na Gwadelupie poznali się jako 20-stoparolatkowie, po paru latach rozstali się bo mieli różne wizje siebie i przyszłości. Potem po jakieś 3 latach wrócili do punktu wyjście i wzięli ślub. Dziś są szczęśliwą rodziną. Czy byliby nią gdyby od razu brali ślub? Nie sądzę. Wiele problemów przeszli razem dlatego, że nauczyli się szacunku do związku i do samych siebie -ale to nie było możliwe bez tego rozstania.

      Tak więc czasem też najlepsze co możesz zrobić dla siebie to jednocześnie najlepsze co możesz zrobić dla swojego związku.

      Lubię to

      1. Dziękuję za rzeczową odpowiedź – liczyłam na nią. Jednak sama wiesz jak to działa – sama przed wyjazdem miałaś milion wątpliwości, o czym pisałaś. Ty miałaś takie ‚jaja’, żeby rzeczywiście spakować się i jechać. Ja nie potrafię odejść od człowieka, którego kocham i który jest.. po prostu dobrym człowiekiem. Wiem, że moje cierpienie po rozstaniu byłoby ogromne. Ogromne jest również cierpienie wynikające z faktu zostania tutaj, w DE. Człowiek chciałby zjeść cukierka i mieć cukierka. Wiem, że nie można mieć wszystkiego naraz. Mnie nie marzą się żadne Karaiby, Australie czy inne Filipiny. Nie aż tak daleko. Ale właśnie takie życie w zgodzie z naturą, w ciepłym klimacie, z uśmiechem na ustach. To, to! Z jednej strony zazdroszczę Tobie (i jednocześnie trzymam mooocno kciuki za Ciebie), że ustawiłaś się tam, za oceanem, jesteś szcześliwa i dajesz wiarę innym. Z drugiej.. obawiam się, że to wszystko fajnie się czyta za barykadą monitora.
        Jedno muszę Ci przyznać… robisz kawał dobrej roboty. Dajesz wiarę, chociażby takim ludziom jak ja, że co by się nie działo, ZAWSZE jest jakieś wyjście. Jak świat długi i szeroki. I wiedz, że jakąkolwiek decyzję podejmę, to pierwszą osobą, która się o tym dowie, nie będzie Tata, Mama, Przyjaciółka czy Mąż właśnie, ale… Ty. 🙂 A to już chyba najlepiej świadczy o tym, jak wielką przysługę oddajesz innym przez prowadzenie tego bloga.
        Trzymam za Ciebie kciuki, kibicuję Ci i mam cichutką nadzieję, że za kilka miesięcy będę równie szczęśliwa, jak Ty.

        Lubię to

        1. Cierpienie nie jest problemem. Cierpienie już jest faktem 🙂 Jest nieuniknioną częścią życia. Jedyne co można zrobić to wybrać jakie cierpienie chcemy znosić dla jakiego celu. Nie ma życia bez cierpienia. Jest tylko życie z cierpieniem, które akceptujesz 🙂

          Lubię to

  5. Cudownie czyta się takie historie. Ja ponad dwa lata temu przeprowadziłam się na grecką wyspę. Co prawda nie zrobiłam nigdy tak imponującej kariery jak Anna i Catherine ale ciągle szukam swojej pasji, zajmuje się się codziennymi sprawami i od niedawna jestem też mamą 🙂 Czuję jakby wdzięczność czy też ulgę, że nie muszę nigdzie gonić, walczyć i ścinać głów 😀 cieszę się z pięknych krajobrazów i spokoju. W Polsce miałam pracę na etacie i teoretycznie ułożone stabilne życie ale coś mi jednak nie grało. Myślę że mając tylko jedno życie warto chociaż próbować czegoś nowego jeżeli oczywiście czujemy że coś jest nie tak.

    Lubię to

  6. Jestem pod wrazeniem! Tylko …nie wiem dlaczego bo… okolo 20 lat temu zrobilam to samo, tylko, ze decyzje o wyjezdzie do Francji podjelam w 15 minut, mimo, ze nigdy wczesniej w niej nie bylam, miasto wybralam, rozlozywszy mape i wskazjac palcem na to, ktore bylo blisko Poludnia i dosc duze, no i miesiac pozniej juz tam bylam. I zostalam kilkanascie lat. Latwo nie bylo ale bylo…niesamowicie. Tylko dzis, jestem w podobnym punkcie. Czuje, ze powinnnam zmienic miejsce ale ..nie wiem gdzie. Myslalam wlasnie tez o Poludniu Francji czyli jakies 300 km od miejsca gdzie jestem obecnie ale… NIE WIEM GDZIE. Nie wiem gdzie jest to moje miejsce… Anno,jesli masz ochote, odezwij sie: gracja@angelic.com Pozdrawiam

    Lubię to

  7. Wspaniała historia, serdecznie gratuluję Annie. 🙂 Kasiu, a co w momencie, kiedy nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy w życiu? Gdzie chcemy pracować, gdzie mieszkać… i druga sprawa… jak odróżnić prawdziwe marzenie zamieszkania gdzieś indziej od chwilowej chęci zrobienia czegoś szalonego i ucieczki „na koniec świata” od „wszystkiego i wszystkich”? Będę wdzięczna za odpowiedź, pozdrawiam ciepło.:)

    Lubię to

  8. Super.Mysle, ze kazdy , kto tu zaglada ma podobny pomysl , realizacja wiadomo moze zatrzymac sie w dowolnym miejscu.Blog ten dla mnie jest miejscem , gdzie dojrzewaja moje plany .Wchodze tutaj, kiedy cos mnie zatrzymuje w realizacji.Moze kiedys, zycie napisze o mnie podobna historie…Nie obchodze zadnych swiat..codziennie celebruje swiateczny dzien..ale pozwole sobie zyczyc Wam spelnienia marzen..Ani sie udalo..Wam tez sie uda!! Nam!

    Lubię to

  9. Czytałam tą historię z uśmiechem na ustach… Jak wspaniale, że ludzie nadal podążają za swoimi marzeniami. Gratulację odwagi i tak poważnej decyzji, która jak widać okazała się słuszna. 😉

    Lubię to

    1. Poważna decyzja , ale Anna decydując sie na taki krok miała odpowiednie wykształcenie i język oraz wiedziała jak mniej więcej życie tam wyglada z wcześniejszych wyjazdów . Wyjazd w nieznane i budowanie od podstaw życia tak barwnie nie wyglada w praktyce , mowię tu o języku przede wszystkim . Zgadza sie jedno , wszędzie można życie sobie ułożyć , wymaga to czasu i cierpliwości oraz wytrwałości . Chęci na zmianę i dostosowania sie do życia i ludzi otaczających nas , na ile z siebie damy tyle otrzymamy to moja dewiza .

      Lubię to

      1. Wiesz Gosia, marzeniom trzeba dopomagać, żeby się spełniły a nie czekać z założonym rękoma ;). Zatem dopomogłam!!! Trwało to lata, ale nie żałuję ani jednej sekundy z mojego życia spędzonej na różnych kursach czy studiach. Nikt nigdy mi nie dał żadnej gwarancji, że się uda, ale jak nie próbujesz, to nic nie osiągniesz ;). Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę powodzenia!

        Lubię to

        1. Aniu, tak z czystej ciekawosci – gdzie szukalas pracy? Bo rozumiem, ze przegladalas jakies konkretne strony internetowe?

          Najlepiej zawsze sie szuka pracy na miejscu, ale chcialabym z ciekawosci poprzegladac, zeby wiedziec jak mniej wiecej „wyglada” rynek pracy. Jeszcze nie podjelam decyzji gdzie wyjezdzam, na razie wiem tyle ze wyjezdzam 😀 A pierwsze, podstawowe kryterium brzmi „tam gdzie cieplo” 😀

          Pozdrawiam,
          Emilia

          Lubię to

          1. do EMILI: Na Majorce prowadzą rekrutację do firmy Hotelbeds Group. Ale trzeba znać języki no i wiadomo to korporacja jest. Jest to praca nie tylko na sezon.

            Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s