Jak się nie poddawać? Co robić, gdy masz wątpliwości?

Na blogu bardzo często poruszam temat podążania za naszą intuicją. Jest to temat dość trudny i dla wielu niejasny, ponieważ intuicja ma to do siebie, że zwykle działa wbrew rozumowi. Lub przynajmniej – takie odnosimy wrażenie.

Czym są intuicja i rozum  opisałam dokładnie tutaj. Intuicja jest nam niezbędna, gdy podejmujemy poważne decyzje życiowe. Jest naszym jedynym drogowskazem. Dlatego tak ważne jest jej rozwijanie. Im większa intuicja – tym lepsze i trafniejsze są nasze decyzje.

Ale intuicja niestety często nam „ginie” w natłoku emocji i norm kulturowych – zwanych inaczej rozumem. W dżungli nakazów i zakazów i tego, co „wypada”, a co nie. W przypadku każdej większej zmiany życiowej pojawią się, i to bardzo szybko – lęk, zwątpienie, panika, itp. Dla wielu osób jest to próg nie do przeskoczenia.

Emocje kontra intuicja

Obecnie jestem na etapie dość poważnej zmiany życiowej. Zdecydowałam się założyć zupełnie nową firmę, co wiążę się z masą niewiadomych, ryzykiem, walką z francuską administracją, itd. Robię to tylko i wyłącznie dlatego, że tak podpowiada mi moja intuicja.

Nie mam zielonego pojęcia do czego to zaprowadzi. Ryzyko oceniam dość wysoko, bo mogę przy tym stracić sporo pieniędzy. Jest to typowa sytuacja życiowa, gdy czegoś chcemy – ale lęk dosłownie nas paraliżuje, a rozum podpowiada: „STOP! Zawróć w bezpieczne miejsce”. Jednocześnie intuicja podpowiada: „Zaufaj mi, będzie warto”

Cały etap zakładania firmy i związanych z tym formalności był dla mnie typową „huśtawką” jaka towarzyszy takim sytuacjom – z jednej strony ufasz intuicji, z drugiej – nie widzisz celu, za to widzisz masę problemów i możliwych fakapów (czegoś, co może pójść nie tak) po drodze.

Mój wczorajszy dzień był pełen emocjonalnych ekstremum i postanowiłam go opisać jako przykład radzenia sobie z wątpliwościami i przeciwnościami, bo każdy, kto podejmie mniejszą czy większą decyzję o zmianach będzie musiał stawić temu czoła.

Razem z moim chłopakiem umówiliśmy w tym tygodniu kilka spotkań z poleconymi przez znajomych księgowymi, by wybrać kogoś, kto zajmie się prowadzeniem mojej firmy. Zaznaczę tutaj, że relacje biznesowe nie różnią się zbytnio od relacji prywatnych – bardzo ważne jest to, byśmy świetnie dogadywali się z innymi, rozumieli swoje oczekiwania i granice.

Pierwszym księgowym był ekspert – miły pan z przestronnym biurem, w pięknym garniturze. Ale w mojej głowie od razu pojawiło się „coś mi nie gra”. Tak, to intuicja. Wszystko wygląda idealnie, a Ty gdzieś w środku odczuwasz, że coś jest nie tak.

Przeciwności kontra intuicja

Od razu zaznaczę, że na administracji francuskiej znam się tylko tyle, ile muszę. Ale to wystarczy, by rozróżnić pewne podstawowe pojęcia. Miałam wrażenie, że pan „ekspert” je myli. Spotkanie zaczął właściwie od wytykania nam, że się „nie znamy”, że założyliśmy tę firmę pochopnie i że powinniśmy się wcześniej poradzić u eksperta. Takiego jak on…

Moje wrażenie było takie, że szuka „dziury w całym”, ale mimo to, po około godzinie zdołał mnie przekonać, że popełniłam wielki błąd, że ta firma nie będzie w ogóle opłacalna, że nie mogę zarządzać nią tak, jak chcę, itd. Zrobił jakieś podstawowe wyliczenia i stwierdził, że będzie to nieopłacalne w porównaniu do rodzaju firmy, jaki miałam do tej pory. Po czym zarządał wszystkich papierów z zeszłego roku, na których podstawie miał zrobić symulację.

Symulację już mieliśmy gotową (zrobił ja dla nas nasz doradca finansowy), ale pan ekspert upierał się, że on musi ją zrobić sam. Kazał wrócić z dokumentami w sobotę rano. W dodatku za swoje porady zarządał 90€ zapłaty… Tu znów włączyła mi się intuicja. 90€ to naprawdę dużo pieniędzy. Dla porównania – lekarz specjalista bierze tu za wizytę ok. 60€. Biuro, garnitur, wysokie zarobki, ale… praca w weekendy – coś Wam to mówi? Bo mi bardzo wiele…

Z tego spotkania wychodziliśmy jak pobici, w złości i żalu jednocześnie. I wtedy zauważyłam coś,  na co dawno przestałam zwracać uwagę. Mój chłopak był zdruzgotany. Zaczął mnie przepraszać i mówić, że to jego wina, bo to on wybrał doradcę finansowego, który – jak się okazało – źle nam doradził z tą firmą. Był kompletnie zestresowany i rozstrojony. Widać było napięcie ciała, takie jakie powoduje u nas silny stres.

Ja odczuwałam dokładnie te same emocje, ale moje ciało było spokojne. Oboje byliśmy tak samo przekonani, że popełniliśmy wielki błąd i stracimy pieniądze. Ale podczas gdy mój chłopak „szukał winnego” – ja szukałam rozwiązań. Moje negatywne emocje były niezwykle silne – ale ja nie panikowałam w tej sytuacji. Po prostu liczyłam straty i byłam na nie gotowa.

Nadzieja kontra intuicja

To bardzo ważny element różnych zmian życiowych – jeśli nie oszacujesz ryzyka i będziesz tylko „myśleć pozytywnie” – nawet najmniejsze przeszkody na drodze i porażki kompletnie Cię zdezorientują. I spowodują, że się poddasz.

Często powtarzam: „Miej nadzieję na najlepsze, ale bądź gotowy na najgorsze”. Musisz być gotowy na to, że Ci się nie uda. Musisz liczyć się z przeszkodami. Musisz ostatecznie poddać się, jeśli coś nie przynosi rezultatów. Ale najważniejsze to podejść do tego jak do lekcji życiowej. Czasem bardzo drogiej, ale jednak ważnej.

Ja właśnie tak do tego podeszłam w tym momencie. Założyłam dużo wcześniej, że być może stracę pieniądze, czas i nerwy i gdy ta wizja nadeszła – byłam na nią gotowa. Przyjęłam ją z pokorą. Nie popadłam w panikę tak, jak mój chłopak, który był pewien, że robimy dobrze. On nie założył takiego scenariusza.

Całą resztę dnia spędziłam w spokoju, podczas gdy on – jak się później przyznał – chodził zestresowany myśląc tylko o tym, jak najszybciej się z tego wyplątać – i zamknąć firmę jak najmniejszym kosztem.

Ja nawet o tym nie myślałam. Byłam również „przybita” takim obrotem sprawy, ale moja intuicja jeszcze silniej mówiła coś w stylu: „To się dobrze skończy, nie przejmuj się”. To naprawdę dziwne uczucie. Wszystko dookoła mówi Ci, że to błąd, a Ty gdzieś w środku masz tą niezłomną motywację, by kontynuować… Szalone, dosłownie szalone. Na tym etapie byłam przekonana, że po prostu wyciągnę z tego pozytywną lekcję życiową i może kolejna firma będzie sukcesem…

Triumpf intuicji

Tego dnia mieliśmy jeszcze jedno spotkanie z inną księgową po południu. Była spóźniona i pomyliła miejsca. Mój chłopak był nieco wkurzony. Ja byłam niezwykle spokojna. Wręcz podejrzanie spokojna – jak określił to mój chłopak…

Jest jeszcze jedna rzecz dotycząca intuicji, z którą chyba każdy potrafi się utożsamić. Gdy kogoś widzimy po raz pierwszy dosłownie w ciągu kilku sekund, bez żadnych słów potrafimy czasem ocenić, czy z kimś się „dogadamy”, czy nie. Potrafimy „przeczytać” daną osobę. Jedni lepiej, inni gorzej, ale każdy ma tę zdolność.

W przypadku niektórych ludzi to pozytywne wrażenie jest tak silne, że dosłownie od razu pojawia się u nas cała masa miłych emocji. Tak było w przypadku tej kobiety. Przemiła, profesjonalna i co najważniejsze – sama prowadząca dokładnie taki sam rodzaj firmy, jaką ja chciałam założyć


Tu muszę wtrącić bardzo ważne 2 grosze apropos „ekspertów”. Uczy się nas, by zawsze ufać ekspertom. Ale tylko tym „certyfikowanym” przez państwo: lekarzom, adwokatom, itd. Ale każdy jest tylko człowiekiem. Naprawdę warto o tym pamiętać. Gdybym ja ślepo ufała ekspertom – pewnie zamknęłabym firmę i się poddała. Bo w końcu „ekspert” tak doradzał. Ale prawdziwym ekspertem nie powinien dla Ciebie być ktoś, kto tylko się tak tytuuje. Prawdziwym ekspertem jest ktoś, kto się na czymś faktycznie zna. Ktoś, kto już jest gdzieś, gdzie Ty chcesz być…


Po spotkaniu z tą księgową nasze emocje związane z całą tą sytuacją odwróciły się o 180 stopni. Byliśmy wniebowzięci. Okazało się, że „pan ekspert” pomylił rodzaje firm i niepotrzebnie narobił nam strachu. Prawdopodobnie po prostu nie miał doświadczenia w tego typu małych firmach. Nie wiem… Ale wiem, że moja intuicja co do jego osoby znów okazała się poprawna!

Pani księgowa okazała się strzałem w dziesiątkę. Reprezentuje sobą wszystko, czego oczekiwałam po takiej osobie. Odwołałam inne spotkania w tym tygodniu, bo nie ma sensu tracić czasu, gdy wiesz, że znalazłeś to, czego szukałeś. Nic nie jest idealne i na pewno na tej drodze wydarzy się jeszcze wiele „fakapów”. Ale to bez znaczenia. Bo moja intuicja po prostu ma rację. 

Wczoraj rano miałam ochotę się załamać i płakać. Po południu skakać z radości. Mój chłopak też. Różnica między nami jest taka, że on się poddał. Gdyby nie moja intuicja i moje zaufanie do niej – nigdy byśmy się z tą drugą księgową nie spotkali. Poddalibyśmy się na pierwszej trudności, jaka się pojawiła…

Ekscytacja i fascynacja

Te niezwykle pozytywne emocje pojawiają się tylko wtedy, gdy podążasz za swoją intuicją. I w miarę, jak podejmujesz na jej podstawie decyzje – te emocje rosną w siłę. Mimo wczorajszej, niezwykle silnej huśtawki emocjonalnej moja ochota na tę nową podróż życiową tylko się wzmocniła. Moja motywacja urosła kilkakrotnie. Na tym właśnie polega potęga naszej intuicji. 

Nadal nie mam zielonego pojęcia, gdzie mnie to wszystko zaprowadzi. Nadal przewiduję spore ryzyko. Ale moja intuicja jest silniejsza niż kiedykolwiek. Ostatni raz, gdy odczuwałam tak silne emocje i tę samą, dziwną pewność, że wszystko się ułoży – zaprowadziło mnie to na Karaiby. I nie mogę się doczekać, gdzie zaprowadzi mnie tym razem…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

4 myśli nt. „Jak się nie poddawać? Co robić, gdy masz wątpliwości?”

  1. Jak wyprowadzalam sie z Walii do Londynu to tez slyszalam teskty w stylu „po co Ci to?”, a nawet takie jak: „nie mozesz tu zostac z nami do skonczenia studiow i wtedy sobie pojedziesz gdzie chcesz?” (to by oznaczalo zostanie tam na nastepne trzy lata), ale moja intucja caly czas mowila mi, zeby sie spakowac i jechac. Wymagalo to zerwania kontaktow z niektorymi, ktorzy nie mogli strawic faktu, ze ktos chce zyc inaczej niz oni uwazaja za sluszne.

    Posluchalam intuicji i choc zycie w Londynie jest ciezkie i nie raz bylo mi zle, ani razu nie zalowalam swojej decyzji.

    Polubienie

  2. Powodzenia! 🙂

    Eksperci z papierami zwykle chowają swoje słabe przygotowanie praktyczne za nimi. Teoria zawsze różni się od praktyki.
    Podobno trzmiel ma za małe skrzydełka, żeby latać. Dobrze, że trzmiele o tym nie wiedzą… 😀

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s