Jak osiąga się sukces? Wcale nie poprzez upór i pasję!

Co odróżnia ludzi sukcesu od tych, którzy nigdy go nie osiągają? Większość osób, które sukcesu nie odnoszą wymienia sytuację, talent, predyspozycje, pieniądze, itp. Ci, którzy go odnoszą wymieniają upór i pasję, wspominając, że „nie można się nigdy poddawać”.

I jedni, i drudzy mają trochę racji. Ale to, na co prawie nikt nie zwraca uwagi to sposób myślenia jednych i drugich i ich podejście do życiowych osiągnięć. Cel, sam w sobie, jest bez znaczenia. 

Ci, którzy nigdy nie odnoszą sukcesów w najlepszym przypadku stawiają sobie cele. A potem poddają się przy pierwszych przeciwnościach losu. Przykładają zbyt dużą wagę do samego celu. Chcą być chudsi, bogatsi, nauczyć się języka, itd. Ci, którzy sukcesy odnoszą cele traktują luźno i budują systemy, które sprawiają, że stają się chudsi, bogatsi, mądrzejsi, itd.

Cele są dla przegranych

Kiedy stawiasz sobie jakiś cel to z miejsca skazujesz się na porażkę. Zwykle dlatego, że większość celów jest niejednoznaczna. „Być chudą” nic nie znaczy. Podobnie „Być bogatym”. To pojęcia względne. Jeśli dziś zarabiasz 2 tyś, i wydajesz wszystko, a za 5 lat zarobisz 10 tyś i nadal wydasz wszystko – Twój cel będzie osiągnięty, ale Ty nadal będziesz przegranym.

Właściwym celem powinno być np.: „Być zaradnym finansowo i móc pozwolić sobie na…”. W takim przypadku jest to już bardzo konkretne postanowienie. Ale niezależnie od tego jak konkretne cele sobie postawisz – nie osiągniesz ich bez najważniejszego – systemu.

Systemy są dla wygranych

System tym różni się od celu, że zawsze wygrywasz. Niezależnie od tego, czy sam cel zostanie osiągnięty. Przykładowo – czyimś celem może być „Schudnąć 10 kilo”. Zwykle kończy się to restrykcyjną dietą, która jeśli nawet zadziała to tylko przez chwilę i taka osoba szybko wraca do wcześniejszej wagi. Albo nawet staje się jeszcze grubsza.

Zupełnie innym podejściem jest zbudowanie systemu: „Będę jeść zdrowo i edukować się w kwestii diety i ciała”. Efektem będzie nie tylko zrzucenie tych 10 kilo, ale też trwałe polepszenie jakości życia i zdrowia. Nawet jeśli cel nie zostanie osiągnięty i dana osoba schudnie tylko 5 kilo – czy będzie przegranym? Nie, bo zmieni swoje życie na lepsze.

Można ważyć 70 kilo i mieć piękną sylwetkę, jak również i 65 kilo i mieć sporą nadwagę. Ale takie rzeczy wiedzą tylko osoby, które edukują w kwestii zdrowia i treningów. Osoby szukające szybkiej drogi do celu polegną. Piękne ciało to nie chude ciało, tylko zdrowe ciało. A zdrowe ciało wymaga systemu, stylu życia, a nie wyniszczających „diet cud”.

W ebooku „JAK ODNALEŹĆ SWÓJ RAJ” opisuję moją drogę do sukcesu życiowego. Ta droga była możliwa właśnie dzięki stworzeniu nowych systemów. Zbudowanie wokół siebie odpowiedniego środowiska, zmiana nawyków i myślenia o życiu, świecie i przede wszystkim o sobie samej sprawiły, że udało mi się zamieszkać i ułożyć sobie życie na Karaibach. Gdybym tylko stawiała sobie jakieś cele skończyłoby się to porażką. I to bardzo szybko. Ja zbudowałam system, który krok po kroku zmieniał moje życie na lepsze. 

A jeśli system „nie działa”?

Ktoś może powiedzieć: „No tak, ale przecież nie każdy system działa. Możemy się pomylić. Owszem to jak najbardziej prawda. Ale w przeciwieństwie do celów, które w umysłach większości są nienaruszalne – systemy można modyfikować „w drodze”. Ostatecznie nawet te, które zawodzą prowadzą do zwycięstwa. Już tłumaczę dlaczego.

Jeśli, przykładowo, Twoim nowym systemem jest zdrowe odżywianie i styl życia, który ma doprowadzić do lepszej sylwetki, oczywiste jest, że po drodze będziesz się „potykać” i popełnisz błędy. Podchodzenie do systemów, jak do czegoś, co na pewno zawsze działa jest naiwne. Nawet najlepsze systemy czasem zawodzą. Ale w przeciwieństwie do nieruchomych celów, system można ciągle modyfikować. Jeśli coś nie działa – można przetestować inną drogę.

Przykładowo – wielu wegan, którzy zaczynają swoją dietę doświadcza „kopa energii” i lepszego samopoczucia. Są przekonani, że odnaleźli najlepszy sposób na odżywianie. Ten entuzjazm i energia z czasem mijają, a w ich miejsce pojawiają się problemy zdrowotne. Część takich osób wówczas „idzie w zaparte”, kontynuując to, co im szkodzi. Inni modyfikują swój system – zaczynają edukować się w kwestii tłuszczy, mięsa i ich znaczenia dla naszego ciała i zdrowia.

Bardzo często tacy ex-wegenie komponują na podstawie swoich doświadczeń dietę warzywną, nadal zdrową i dodającą energii, ale wzbogaconą o mięso i tłuszcze z naturalnych, tradycyjnych, małych hodowli. W ten sposób, modyfikując swój system, tworzą styl życia, który dla nich działa – pomagają zwierzętom i środowisku jednocześnie nie tracąc swojego zdrowia.

Potęga dobrych nawyków

Jednym z moich obecnych systemów jest poranna joga. Codziennie rano, zanim sięgnę po filiżankę kawy wykonuję krótką serię różnych pozycji, pomagających organizmowi w pełni się wybudzić. Oczywiście część poranków bywa bardzo „leniwa” i zwyczajnie nie chce mi się ćwiczyć. Ale wówczas stosuję mój niezawodny system.

Nastawiam kawę i w oczekiwaniu na nią staję i wykonuję kilka głębokich wdechów. W 100% przypadków dokładnie po trzecim wdechu moje ramiona niemalże same wędrują ku górze i ciało się wyciąga. Również w 100% przypadków w dalszej kolejności mam ochotę wykonać serię skłonów, pozwalających moim plecom się zrelaksować i rozciągnąć.

To wystarcza, by moje ciało zapomniało o wszystkim i zajęło się ćwiczeniami. Po kilku minutach, w pełni wybudzona, radosna i pełna energii zasiadam do mojej „nagrody” – filiżanki pysznej włoskiej kawy. Zwykle oglądając przy okazji wschód słońca z tarasu obok.

Ten system działa nie tylko dlatego, że polega na metodzie małych kroków, ale przede wszystkim dlatego, że nie forsuję się i nie stawiam sobie celów. Po prostu biorę kilka wdechów. Ciało odruchowo, niczym „pieski Pawłowa” zaczyna reagować.

Bardzo rzadko zdarza się, że pomimo tego moje ciało odmawia chęci współpracy. Kończy się tylko na wdechach i kilku skłonach. Ale czy to oznacza, że mój system nie działa? Że nie pomaga mi cieszyć się lepszym zdrowiem? Nie! To, że zdarzają się małe „wpadki” nie ma wpływu na efekty. Po prostu od czasu do czasu, w gorszy dzień nie kontynuuję treningu. Następnego dnia wstaję i zaczynam od nowa.

Gdybym tylko stawiała sobie cele typu „10 minut jogi codziennie rano”nigdy bym prawdopodobnie nawet nie zaczęła. Na samą myśl moje ciało mówiłoby: „Stop!”. I poddałabym się. Dzięki systemowi moje ciało reaguje zupełnie inaczej. Idea wzięcia głębokiego wdechu o poranku nie jest żadnym przedsięwzięciem, tylko rzeczą naturalną. A dzięki mojemu prostemu systemowi – naturalną jego koleją jest seans jogi.

Nie musisz rozumieć swojego systemu

W czasach mojego liceum słynne było powiedzenie:

Teoria jest wtedy, gdy wszyscy wiedzą jak ma być, ale nic nie działa. Praktyka jest wtedy, gdy coś działa, ale nikt nie wie dlaczego. My łączymy teorię z praktyką: nic nie działa i nikt nie wie dlaczego.”

Wiele z moich życiowych systemów dziś jest właśnie jak ta „praktyka” z powyższego powiedzenia – działają, ale nie wiem do końca dlaczego.

Nie wiem dlaczego moje ciało nabiera ochoty na ruch po kilku wdechach. Mogę się domyślać, że ma to coś wspólnego z jego biologią, ale co dokładnie? Cholera wie!

Nie wiem dlaczego tworzenie „tablicy marzeń” sprawia, że te marzenia prędzej czy później się spełniają. Nie wiem dlaczego otaczanie się spokojnymi i na pozór „nudnymi” ludźmi sprawia, że moje samopoczucie i motywacja do działania są dużo lepsze, niż gdy otaczałam się jednostkami „ciekawymi”, szalonymi.

Nie wiem tego i masy innych rzeczy – ale nie muszę tego wiedzieć. Bo te systemy w moim przypadku świetnie działają i pozwalają mi żyć lepiej. Rzeczywistość nie jest po to, by ją rozumieć. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie udowodnić, że nie żyjemy w jakimś wielkim matriksie. Że to, co widzimy naprawdę istnieje.

Jedyne, czym obdarzyła nas natura to wyobraźnia i intuicja. I dzięki nim możemy patrzeć na działania nasze i innych i obserwować rezultaty. I na podstawie tych obserwacji budować swoje systemy. Nie musimy ich rozumieć. Wystarczy, że wybierzemy te, które przynoszą pożądane rezultaty.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

21 myśli nt. „Jak osiąga się sukces? Wcale nie poprzez upór i pasję!”

  1. Prawda, przez wiele lat(dziecięcych / szkolnych) robiłam głównie to, czego ode mnie oczekiwana.. nie dość, że nie przynosiło to skutów oczekiwanych, dla mnie przynosiło odwrotne – nie czułam się szczęśliwa, zadowolona, spełnion wręcz odwrotnie .. aż w końcu’ zbuntowalam się’ i zaczęłam żyć wg własnych zadad- życie w zgodzie z naturą( porami), w zgodzie ze sobą (obserwując reakcje organizmu i działając na jego/ swoją korzyść ) znalazłam odpowiednią dla siebie dietę, otoczenie, sposób na życie i przede wszystkim spokój!, Czego życzę Każdemu!!!!! Dziękuję Autorce za ogrom Inspiracji i pozdrawiam! !! 😊

    Lubię to

    1. Ja proponuję od dawna zamienić Polskę w 51-szy stan Ameryki. Będzie najprościej. Pamiętajmy że stany to republika, a nie państwo stylu europejskiego – poszczególne stany mają swoją niezależność. Mówiąc krótko – dołączyć do tych, co już to zrobili i mieć łatwy start.

      Lubię to

  2. Ale się uczepiłas tych wegan, strasznie cie to musi mierzić. Przyznam ze mnie to zaczyna zniechęcać, ja nie komentuje wciaz diety większości swiata, ktora nie jest weganska:P

    Lubię to

    1. Nie mam żadnego problemu z weganizmem, tak samo jak nie mam problemu z religiami. Uważam, że każdy ma prawo jeść i wierzyć w co chce. Ten przykład był „z życia” bo poznałam sporo „ex” wegan, którzy właśnie poprzez eksperymenty i zgłębianie wiedzy zmienili swoje nawyki i wyleczyli wiele problemów zdrowotnych.

      Moje zdanie nt weganizmu nie oznacza, że komuś go zabraniam. Tak samo jak moje zdanie nt religii nie oznacza, że komuś zabraniam wierzyć w Boga. Natomiast sama w swoim komentarzu pokazujesz do czego wiara prowadzi – do radykalizmu. Jeśli czyjaś opinia nt Twoich wierzeń Cię irytuje i czujesz się atakowana to warto zastanowić się, dlaczego. Dlaczego nie potrafisz uszanować czyjejś opinii?

      Lubię to

          1. Ostatnio, w temacie służby zdrowia wyrażałaś się bardzo dosadnie. Można powiedzieć, że masz w tym temacie poglądy radykalne. Uważasz, że to źle?

            A skoro o śmiertelności mowa. W 1995 roku w Potocari stacjonowało wojsko holenderskie w ramach sił pokojowych ONZ. Kiedy nadeszły siły serbskie, Holendrzy nie zachowali się radykalnie. Nie użyli broni, wydali bośniackich cywili Serbom. Więcej możesz poszukać pod hasłem „masakra w Srebrenicy”.

            Radykalizm w życiu jest bardzo ważny. To ciągłe ustępowanie jest śmiertelnie niebezpieczne.

            Lubię to

            1. Chyba mamy inną definicję tego słowa w takim razie 😀 Wg mnie radykalizm jest wtedy kiedy np. zawsze i w każdym temacie robisz tylko jedno. Radykalizm poglądów bym przejawiała, gdybym była anarchistką. Nie uważam, że państwo jako takie jest zawsze złe.

              Co do przykładu – lepszym byłby radykalizm Napoleona, który nie robił nic innego, tylko łaził się bić 🙂

              To o czym mówisz to jest bycie mięczakiem, bycie „twardzielem” nie musi oznaczać bycia radykałem. To są zupełnie różne kwestie.

              Lubię to

              1. Radykalizm ma różne definicje, a będzie miał ich jeszcze więcej, zależnie od potrzeb. „Radykalizm” bowiem należy do arsenału nowomowy politycznej poprawności. Z tym pojęciem zetknąłem się niedawno. U nas jest jeszcze mało używane, ale widać, na Zachodzie już jest w ludziach zakodowane. Politycy zapowiadają walkę z radykalizmem – w polskiej rzeczywistości, przede wszystkim z patriotyzmem. To tak na początek. Słowa mają konkretne znaczenie i używanie określeń „rasista”, „ksenofob”, „faszysta” itp. może wzbudzać w oskarżanych śmiech, a oskarżających narażać na śmieszność, kiedy odwoła się do definicji. Natomiast definicja słowa „radykalizm” jest stwarzana i jest płynna.

                A czy to naprawdę źle mieć wyraziste poglądy?

                Lubię to

                1. Aha no ale to właśnie mówisz o ludziach, którzy nie rozumieją słów, a używają żeby z czymś walczyć. Jak lewica ze swoim rasizmem, etc. Rozumiem, że wyraziste poglądy to radykalne poglądy? Radykalizm w tym jest zły, że tak jak pisałam blokuje rozwój. Radykalne poglądy nie muszą być złe same w sobie. Ale twierdzenie, że są jedyne słuszne i na zawsze słuszne – już tak, bo robi z nas idiotów:D Sokrates w ten sposób właśnie „niszczył” nawet najmądrzejsze jednostki. Dzięki ich „nieomylności”.

                  Lubię to

                  1. Tak, zgadzam się, ale uważam, iż lepiej mieć poglądy, nawet błędne, niż być bezpoglądowcem. Myślę, że tresura najwyraźniej nakierowana jest na czynienie z ludzi biernych i poddających się wszelkim manipulacjom.
                    W tym, co napisałaś, uderzyło mnie właśnie użycie przez Ciebie słowa „radykalizm”, a niedawno zacząłem spotykać się z używaniem tego słowa w mediach na określenie przeciwników do zwalczania. Już nie faszyści, ale radykałowie. U nas to się jeszcze nie przyjęło, ale skoro Ty używasz tego słowa, w takim kontekście, to podejrzewam, że Zachód już jest przekonany do tego, iż radykalizmy należy zwalczać. To niepokojące.

                    Lubię to

                    1. Poglądy zawsze się ma, brak poglądu też jest jakimś poglądem 😀 Rzecz w tym, żeby nie odrzucać informacji na podstawie „nie zgadza się z tym co myślę”.

                      Zauważyłam że masa osób tak funkcjonuje – odrzucają sporo informacji na podstawie „to nie jest rzetelne źródło”, „niepotwierdzone”, „to nie ekspert”, itp. Dla mnie to jest radykalizm – zamykanie się na dialog.

                      Co do radykalizmu – tak i świetnie ilustrują to ostatnie wybory w US. Niezłą zabawę się ma, jak się ogląda demokratów „zwalczających” radykalizm… radykalnymi metodami:D Albo używających określenia „Hitler” w stosunku do Trumpa, podczas gdy Hilter był, jak by nie patrzeć, demokratą.

                      Myślę, że to właśnie jest problemem – radykalizm czyli zamykanie się na opinie innych, na dialog, na rozwój. „Ma być tak jak my chcemy i koniec” 😀 „A jak nie jest, to naginamy rzeczywistość i udajemy, że jest”.

                      Lubię to

                    2. Przyjmuję do wiadomości, że na jakiś temat masz swoje zdanie, ale z Twoim zdaniem się nie zgadzam, to też jest radykalizm? 😀
                      Napisałem, co mnie niepokoi w związku z coraz częstszym używaniem tego słowa. Jest ono bardzo wygodne, bo radykałem jest każdy, kto ma jakieś ugruntowane zdanie na jakikolwiek temat. Nie będę, na przykład, prowadził dialogu z kimś, kto uważa, że płeć jest determinowana kulturowo, bo jestem pewien, iż każdy człowiek rodzi się mając konkretną płeć (z bardzo nielicznymi wyjątkami).

                      Lubię to

                    3. To jest odwrotność radykalizmu. Radykalizm by był, gdybyś nie słuchał w ogóle albo odrzucał możliwość inną niż że to Ty masz rację. Jakby to prosto napisać – jeśli sądzisz, że coś wiesz absolutnie – to jesteś radykałem. Nawet najprostszych rzeczy w życiu, takich jak istnienie świata nikt nie jest w stanie udowodnić. Na tym polegał geniusz Sokratesa 🙂

                      Jeśli nie chcesz prowadzić dialogu z ludźmi o odmiennych – i przede wszystkim – niewygodnych dla Ciebie opiniach – to jesteś radykałem. Radykalizm polega na podziałach. I nie prowadzi do niczego dobrego. Obserwuje się go po jednej i drugiej stronie – często mowię że radykalna prawica jest dokładnie tym samym co radykalna lewica. Niczym się to nie rożni również w kwestiach przetrwania społeczności/społeczeństw. Skrajny radykalizm wyniszcza, bo ogranicza albo całkowicie eliminuje rozwój.

                      Tak naprawdę odpowiedzią na radykalizm jest tylko libertarianizm, żadne „centrum” tych problemów nigdy nie rozwiązało. Jeśli – jak podajesz w przykładzie – ktoś chce uważać, że nie jest kobietą czy mężczyzną, mimo że urodził się w takiej a nie innej skórze i tak go widzą inni – to czemu nie ma sobie być kim chce? Lewica będzie radykalnie domagać się uznania i uszanowania takiej osoby, prawica – negowania i braku szacunku dla tej osoby. Libertarianizm wzruszy ramionami i powie: „niech robi co chce. I płaci konsekwencje swoich decyzji”.

                      Lubię to

                    4. OK, pierwszy przypadek pozostawiamy.
                      W drugim, to nie jest tak, że nie chcę prowadzić dialogu. Ja nie widzę sensu prowadzenia dialogu z kimś, kto twierdzi, że jest kimś, kim nie jest. Jeżeli nie utożsamia się z własną płcią, bo o to głównie chodzi, to ma problem psychiczny, ale dorabianie do tego ideologii i twierdzenie, że płeć jest determinowana kulturowo, uważam za chore. Ja nie widzę tu pola do dyskusji.
                      Tematu libertarianizmu nie będę podnosił, bo to studnia bez dna. Pozornie bardzo pozytywny nurt, ale praktycznie niemożliwy do wprowadzenia, a jeśliby został wprowadzony, to w dłuższej perspektywie nastąpi powrót do tego, co jest. Taka jest ludzka natura.

                      Lubię to

                    5. Zgadzam się. Jest takie powiedzenie: „Shoot for the moon, even if you don’t get there you’ll land among the stars” – czy jakoś tak. No i z libertarianizmem jest właśnie tak, że to jest utopia. Ale czy to przeszkadza nam do tego dążyć? Jako ludzie też nigdy nie będziemy doskonali, ale czy to oznacza, że mamy się nie rozwijać?

                      Ja sądzę, że libertarianizm jest po prostu dobrym kierunkiem, bo ma pozytywne efekty dla społeczeństwa. Mówiąc krótko: „działa”. Wyciąga z ludzi to co najlepsze. Jest po prostu dobrym systemem, tak jak w artykule 🙂

                      Lubię to

  3. Witajcie..Mysle, ze to wszystko z lenistwa!!.Zbudowalem trzy drewniane domy , tylko przy pierwszym n ie bralem tego pod uwage.Jacht..wszyscy znajomi fachowcy twierdzili, ze zejdzie mi dwa lata z budowa, po pol roku plywalem, oplynalem wszystko co chcialem, koledzy do dzis rozkminiaja swoje jachtowe dylematy.Teraz buduje kampera..zaraz ruszam, tylko snieg sie roztopi.LENISTWO to sila napedowa wszystkiego!Czy powstalo by cos fajnego na swiecie tylko po to by czlowiek tracil przy tym czas i sie meczyl??Sami widzicie, ze nic takiego nie ma :-]
    Pozdrawiam.

    Lubię to

  4. W 100% się z tobą zgadzam . Był czas kiedy wmawiano mi że trzeba posługiwać się konkretnym systemem, żeby osiągnąć dany rezultat. Zajęło mi to jakiś czas kiedy doszłam do wniosku że system który nie działa powinien ulec modyfikacji.
    Tak samo kiedy przez długi czas czytając lub słuchając motywacyjnych wystąpień uważałam, iż to że nie potrafię się do pewnych rzeczy zmotywować jest moim problemem. Teraz wiem, że posługiwałam się złym systemem. Z czasem znalazłam na siebie sposób, oparty na obserwowaniu i słuchaniu siebie, a nie innych. To co jest dobre dla mnie, nie znaczy że jest dobre dla innych i odwrotnie. Odpowiedni system to klucz, przy którym, moim zdaniem, motywacja jest zbędna.

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s