Jak pomóc biednym? Kupić sportowe auto. Oto dlaczego

Tekst krąży od jakiegoś czasu po internecie. Tłumaczę, bo jest prosty i niezwykle potężny zarazem:

Był piękny, słoneczny poranek. Z uśmiechem na twarzy wyciągałem kluczyki do mojego nowego samochodu. Zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że wzbudzał ciekawość i zazdrość innych i nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Gdy otwierałem drzwi jeden z przechodniów zatrzymał się i spojrzał na mnie z wielkim niesmakiem. Nie przejąłem się tym, więc widząc moją obojętność zaczął kręcić głową.

Zignorowałem również to i zacząłem wsiadać do mojej lśniącej, czerwonej Corvetty. I wtedy usłyszałem: „Ciekawe ilu głodnych można by nakarmić za pieniądze, które zapłaciłeś za ten samochód?”...

Zatrzymałem się i odwróciłem. Przede mną stał młody człowiek, prawdopodobnie pracownik jakiegoś biura, ubrany w luźne spodnie i marynarkę, z plecakiem w jednej ręce i kawą w drugiej. Patrzył na mnie z nieskrywaną pogardą i złością, niecierpliwie czekając na jakąś reakcję.

Nie jestem pewien…” – odpowiedziałem, opierając się na dachu mojego kontrowersyjnego auta. A potem dodałem z serdecznym uśmiechem:

„Na pewno pieniądze, które za niego zapłaciłem nakarmiły wiele rodzin w fabryce Bowling Green w stanie Kentucky, gdzie go montowano… Nakarmiły też ludzi, którzy wytworzyli te opony, jak i ludzi, którzy zbudowali elementy tego wnętrza. Oraz ludzi, którzy wydobywali miedź, z której wykonano układy elektryczne… 

Jestem pewien, że nakarmił też ludzi w Decatur w Illinois, którzy produkują te wielkie ciężarówki, którymi przewozi się auta. I kierowców tych ciężarówek, którzy przywieźli te samochody do dilerów, a potem też dilera, który mi go sprzedał. I jego rodzinę. 

Koniec końców – nie wiem. Nie wiem ilu dokładnie ludzi nakarmiły pieniądze, jakie przeznaczyłem na ten samochód… Ale na pewno wiele.”

Przechodzień stał przez dłuższą chwilę z szeroko rozdziawionym zdziwieniem. Po czym spuścił wzrok i spojrzał na swoją kawę ze sklepu za rogiem. Na swoje buty. I na swój plecak… W końcu odszedł powolnym krokiem, bez słowa, zapatrzony w chodnik…

Różnica między kapitalizmem, a systemem opiekuńczym jest prosta

Gdy coś kupujesz – dosłownie wkładasz pieniądze do kieszeni różnych ludzi, którzy to stworzyli, dostarczyli, zareklamowali… Dajesz im tym samym godność i uznajesz ich wyjątkową wartość dla społeczeństwa i dla świata. Uszanowujesz ich zdolności i talenty.

Gdy zabierasz ludziom pieniądze przemocą, np. w podatkach, a potem dajesz część tych pieniędzy innym zupełnie za nic – obrabowujesz ich z ich godności i okradasz ich z poczucia własnej wartości. Okradasz ich z ich talentów i zdolności. Również tych potencjalnych, które mogliby wykształcić, gdyby mieli motywację do działania.

Kapitalizm polega na Twojej dobrowolnej wymianie pieniędzy za coś, co ma dla Ciebie jakąś wartość. Socjalizm polega na zabieraniu Ci Twoich pieniędzy wbrew Twojej woli i wciskaniu Ci na siłę czegoś, o co nigdy nawet nie prosiłeś. Jak np. przymusowa państwowa edukacja. W historii całego świata nie ma i

Nigdy nie było czegoś takiego jak pozytywne efekty socjalizmu

Nie było ani jednego przypadku, w którym nawet najłagodniejsza forma tego systemu przyczyniła się do rozwoju narodu lub faktycznie polepszyła życie biedniejszych ludzi w dłuższym okresie czasu.

Istnieją natomiast niezliczone przykłady kapitalistycznego podejścia do państwa, które nie tylko niesamowicie rozwija kraje – ale również buduje silne, świadome i bogate (nie tylko fizycznie, ale też mentalnie) społeczeństwa: Hong Kong, dawne USA, Singapur, Szwajcaria, Nowa Zelandia, Australia…

Ludziom biedniejszym nie można pomóc dając im coś za darmo. W ten sposób się ich uzależnia, a nie wzbogaca. Ludziom biedniejszym można pomóc tylko i wyłącznie dając im wolność do działania. Możliwość rozwoju i odnalezienia swojej roli w społeczeństwie. Roli, za którą inni będą chcieli płacić. Dla jednego będzie to wielka kariera i własna sieć restauracji. Innemu wystarczy praca kelnera w jednej z tych restauracji…

Dlatego właśnie mamy pojęcia „Amerykańskiego Snu” i „Od pucybuta do milionera” – bo kiedyś, w czasach wolnego USA sukces osiągnąć mógł dosłownie każdy. Bez pomocy socjalnej każdy miał silną motywację, by robić coś użytecznego społecznie. I Ci, którzy byli skłonni więcej zaryzykować – zdrowia, czasu i energii – byli też w stanie więcej zdobyć. Życie było proste.

Dziś mamy programy socjalne, dotacje unijne, darmowe uczelnie, służbę zdrowia, i co tylko… Ale czy to sprawia, że jesteśmy bogatszym narodem? Czy może raczej bardziej podporządkowanym i uzależnionym od władzy?

Najlepszy karaibski rum dla tego, kto wskaże mi choć jeden – tylko jeden! – problem społeczny, który został rozwiązany poprzez interwencję rządu… Kiedykolwiek… Nie ma takich przykładów, bo rząd nie rozwiązuje żadnych problemów. On je tworzy.

Wbrew pozorom problem biedy na całym świecie rozwiązują właśnie tacy ludzie, jak pan, który kupił sobie Corvettę. Problemy rozwiązuje ludzka chciwość. I jest w tym cholernie skuteczna.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

24 myśli nt. „Jak pomóc biednym? Kupić sportowe auto. Oto dlaczego”

  1. Bardzo fajny tekst. Pomagać mozna na rożne sposoby, ja lubie wspierać to co ma dla mnie jakas wartość.
    Mój tata zawsze działał na zasadzie wymiany- dam zebrajacemu monetę w zamian za pokazanie/wytłumaczenie drogi w obcym miescie itp. Tez nie jestem zwolenniczka dawania pieniedzy „za nic”.
    denerwuje mnie ze państwo zabiera mi pieniadze np na wypadek bezrobocia, którymi wolałabym sama zarządzać. Znam takich co z premedytacja na to bezrobocie idą- zeby zwyczajnie odzyskać swoje pieniadze.
    Zreszta moim zdaniem cała holandia tak działa w przypadku pracownikow niższego szczebla, zeby nie dawać im stałych kontraktów wysyła sie na zasiłek poczym zatrudnia ponownie..

    Jedyne z czym ja mam problem to prywatna opieka zdrowotna. Wydaje mi sie ze dla wielu w sumie holandia jest takim państwem ktore to rozwiązało w miare sensownie- cała opieka jest prywatna i obowiązkowa dla wszystkich, natomiast podstawowe ubezpieczenie relatywnie tanie.
    Mnie ten model w miare odpowiadał, ale uwazam ze przy niskich dochodach i mało kosztownych chorobach jednostka na tym traci (pierwsze ~400€ kosztów leczenia w roku płacisz sobie sam) natomiast obiektywnie to jest najlepszy system z jakim sie spotkałam.
    (Niemniej tym z niskimi dochodami państwo dopłaca do ubezpieczenia).

    Uwazam ze nie ma państwa idealnego i idealnych rozwiązań, nie jestem za porzuceniem konceptu zupełnie wiec na pewne rzeczy sie godzę ale mysle ze bede szukac dalej 😉

    Jak sprawa wyglada u ciebie? Tak hak we fr? Czy sa jakies lokalne niuanse?
    Ja mieszkałam na holenderskiej wyspie i tam wydawało sie byc mniej biurokratycznie, ale jednak chyba 1/4 ludności była zatrudniona w mniej lub bardziej rządowych strukturach.,

    Lubię to

  2. Cześć.
    Zgadzam się z Tobą w 90% procentach. Jednak jako że rozsmakowałem się oststnio w Karaibskich rumach podam przykład problemu jaki rozwiązał jakiś rząd jakiś czas temu. Jest to zakaz pracy dzieci. Kapitalisci anglosascy w XIX i XX wieku nie mieli nic przeciwko zatrudnianiu 5 latkòw w kopalniach.
    Pozdrawiam
    Rafał

    Lubię to

      1. Tak, problemem nie jest praca dzieci, bo na pewno lepiej pracować, niż umrzeć z głodu.
        Problem z liberalizmem w stylu angielskim był głębszy. Nie opierał się on na żadnych wartościach, a polegał na wyciągnięciu z każdego działania maksymalnego zysku.
        W Polsce dzieci nie musiały w kopalniach pracować.

        Lubię to

        1. „Sławne stare opowiadania, powtarzane setki razy, że fabryki zatrudniały kobiety i dzieci, żyjące wcześniej, przed podjęciem pracy w fabrykach, w dostatecznych warunkach, są jednym z największych fałszerstw w historii. Matki, które pracowały w fabrykach nie miały co do garnka włożyć; one nie opuszczały swoich domów i ich kuchni udając się do fabryk, one poszły do fabryk, ponieważ nie miały kuchni, a jeśli je miały, to nie miały w nich czego przyrządzać. Dzieci nie przychodziły do fabryk z wygodnych ochronek. One głodowały i umierały. I całe to gadanie o nie-do-wypowiedzenia okropnościach wczesnego kapitalizmu można obalić przez tylko jedną statystykę: dokładnie w tych latach, w których brytyjski kapitalizm się rozwijał, ściśle w wieku nazwanym Rewolucją Przemysłową w Anglii, w latach od 1760 r. do 1810 r. ludność w Anglii podwoiła się, co oznacza, że setki lub tysiące dzieci – które byłyby umarły w poprzednich czasach – przeżyły i rosły.” – Ludvig von Mises „Ludzkie Działanie”

          Lubię to

          1. Nie trzeba sięgać aż tak daleko, podobnie sprawa się miała i nadal ma w Chinach – dzieci same szły pracować do fabryk w strasznych (z naszego punktu widzenia) warunkach, by wspomóc rodziny, które jeszcze do niedawna w Chinach żyły z rolnictwa i niczego więcej. Dziś nie rozumiemy, co to jest głód i np. susza. Ale Chińczycy, którzy żyli pracując prymitywnie na roli wiedzą doskonale. Nasi dziadkowie wiedzą to nawet doskonale. W ciągu dosłownie pokolenia w Chinach za sprawą wolnego rynku społeczeństwo wzbogaciło się kilkakrotnie, dziś wielu takich, co zaczynało w fabrykach ma własne fabryki.

            Łatwo nam oceniać życie innych, porównując je do naszego. Trudniej dostrzec tzw. „pełen obrazek”. Rozwój państw następuje ciężką pracą, a nie dotacjami unijnymi. Drogi, technologie, wynalazki – to się nie bierze z kosmosu. Ktoś musi te drogi zbudować, ktoś musi pracować w fabrykach, ktoś musi mieć wolność działania, by wynaleźć rzeczy, które przydadzą się innym I takie warunki daje tylko wolny rynek i wolne państwo.

            Chiny są fenomenalnym przykładem, bo widać po nich, że wolny rynek nawet w obecności lewego prawa (komunizm) – działa. A w obecności prawa szanującego podstawowe prawa człowieka (wolność, własność, życie) – działa jeszcze lepiej.

            Lubię to

            1. Od kilku dni chodze sobie po uliczkach chinskiego miasteczka(27 milionow)..obserwuje ludzi, bo to akurat mnie kreci,.Chiny „socjalistyczne” sa jedynym krajem kapitalistycznym jakie widzialem .Wszystko sie tu zgadza,wszystko zrobione jest pod ludzi,.i nie widzialem zadnego urzednika , ani zadnej czerwonej tabliczki na scianie z napisem ‚URZAD”..popatrzcie na budynki w waszych okolicach..albo urzad, albo przychodnia, czyli urzad obdzierania ludzi z kasy w zamian za obietnice zdrowia..pozdrawiam.

              Lubię to

              1. Jest różnica między wolnością osobistą, a wolnością rynkową. Chiny mają wolny rynek, dlatego tak szybko się rozwinęły. Natomiast w kwestii wolności osobistej są krajem komunistycznym. Ciekawa mieszanka, ale jak widać – wolny rynek potrzebuje dobrego prawa, by funkcjonować. Dlatego dopiero wolność osobista + ekonomiczna daje w ciągu zaledwie 100 lat mocarstwo, jakim były jeszcze do niedawna Stany Zjednoczone. I jakiego posmak pozostał w postaci Hong Kongu.

                Lubię to

          2. Stawianie nam za przykład Brytanii, w której ludzie przed rewolucją przemysłową umierali z głodu, jest mało stosowne. W Polsce swobodę gospodarczą mieliśmy od XII wieku, w wieku XVI Sejm zakazał chłopom chodzenia z bronią przyboczną i „obwieszania się złotem”, bo nie różniło się ono od szlachty. Poborcy podatkowi jeździli we dwóch… żeby się zmienać – żadnej obstawy nie było. Nikt z głodu nie umierał, gdyż w przypadku klęsk, otwierano spichlerze klasztorne i wspierano biednych. O wolnościach osobistych nie ma sensu nawet wspominać, bo nigdzie takich nie było i… nie ma.
            Rewolucja przemysłowa w Polsce (konkretnie w dość samodzielnym Królestwie Polskim) na początku XIX wieku przebiegała tak sprawnie, że w obawie o swoją konkurencyjność na rynku rosyjskim, Anglicy walnie przyczynili się do wywołania powstania listopadowego. Nam to powstanie potrzebne nie było do niczego.
            Wolności nie musimy się od nikogo uczyć, bo to był nasz „towar eksportowy” przez setki lat. Natomiast warto się przyjrzeć, jak konkretnie Wielka Brytania stała się potęgą. Tak na otrzeźwienie. Wojna opiumowa, obozy koncentracyjne w Afryce (to jest wynalazek brytyjski)…

            Lubię to

            1. Wolności osobistej nigdzie nie było? A USA sprzed dekad to co? 😀 To prawda, że Polacy mają wolność „we krwi”, stąd właśnie nasze romantyzowanie ze Stanami. To się nie wzięło z kosmosu. Mamy podobne wartości u korzeni. Trzeba tylko je wyciągnąć i pokazać, że się da. Polacy to naród niesamowicie indywidualny, tylko że ta indywidualność jest duszona od najmłodszych lat przez komunizm. A najgorsze jest to, że wmawia się ludziom, że komunizmu nie ma i że to wolny rynek 😀

              Wielka Brytania tak ma sporo na sumieniu, dziś również. Ale to nie oznacza, że mechanizmu, jakie wprowadziła nie działały, bo działają nadal i to na całym świecie. Tego, że istnieją psychole nie zmienisz. Możesz jedynie zmienić prawo.

              Lubię to

              1. Takiej wolności, jak w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej nigdzie nie było, nawet w Stanach. Po rewolucji francuskiej świat się zmienił. Od tamtego czasu wolności jest coraz mniej.
                A teraz pewnie się nie zrozumiemy, bo to nie jest takie oczywiste z tym komunizmem. U nas jeszcze jest mentalność postkomunistyczna i system działa tak, jakby nic się nie zmieniło. W zasadzie nic się nie zmieniło, poza nazwami – jak było, tak jest. Dlatego trudno nam zrozumieć, co się dzieje z gospodarką.
                Mieliśmy chwilę wolności w gospodarce i bardzo dobrze z tego momentu Polacy skorzystali, ale bardzo szybko się to zmieniło. Powody były dwa: ochrona interesów nomenklatury komunistycznej (pozakładali firmy, ale na wolnym rynku szans wielkich nie mieli) oraz przystosowanie do przepisów wspólnotowych w ramach przygotowań do wstąpenia do Wspólnot Europejskich (obecnie UE). Ten drugi powód bezpośrednio wpływał na konkurencyjność naszej gospodarki. Ograniczał ją, żeby towary z Polski nie wypierały towarów zachodnich w miarę otwierania się rynku i rozwoju naszej gospodarki. W taki sposób działają państwa rozwinięte wchodząc na nowe rynki. Dokładnie to samo robią korporacje, tylko nie na podstawie umów międzynarodowych, a poprzez działanie wewnątrz państw (przekupują polityków). I to nie jest komunizm, to jest liberalna walka z konkurencją. To jest taktyka wypracowana przez 300 lat istnienia liberalizmu brytyjskiego. Nie ma nic wspólnego z ideologią komunistyczną. To jest pogoń za zyskiem, nic więcej.
                Dziś nie ma gospodarek nie sterowanych czy to z gabinetów polityków, czy z siedzib wielkich korporacji. Swobodę gospodarczą można wprowadzić jedynie na terenia własnego państwa, ograniczając wpływ polityki na gospodarkę. Gorzej ma się sprawa z korporacjami – ciężko je zmusić do konkurowania na równych zasadach z innymi podmiotami.
                Stąd wynika moja niechęć do hasła „wolny rynek”, gdyż rozumiem je jako dążenie do maksymalizacji zysków kosztem innych (konkurencji), bez żadnych zasad. W opozycji do wolnego rynku stawiam „swobodę gospodarczą”, czyli wolność prowadzenia działalności gospodarczej, opartą na zasadach cywilizacji łacińskiej. Różnica tkwi tylko w fundamencie, determinującym zachowanie na rynku – człowiek jest czymś więcej, niż tylko maszyną goniącą za zyskiem. Zysk pojawia się przy okazji zaspokajania prawdziwych ludzkich potrzeb.

                Lubię to

      2. Z Tobą zgadzam się tylko w fakcie ,że widzimy świat przez pryzmat własnego życia . Może warto popracować w kopalni dla kromki chleba. Inna perspektywa. Lepszy obraz świata 🙂

        Lubię to

        1. Zauważ, że ja nie przeczę, że praca dzieci w kopalniach to kiepska inwestycja i sprawianie im cierpienia. Ale równie dobrze, idąc tym samym tokiem myślenia można powiedzieć, że praca w korporacji to cierpienie więc co? Mamy utrzymywać ludzi, żeby nie musieli pracować?

          Opieką dzieci powinno zająć się społeczeństwo, a nie rząd. One nie potrzebują pieniędzy tylko milości. Tego żaden rząd nie zapewnił i nie zapewni, niezależnie od tego ile pieniędzy mu na to oddamy.

          Lubię to

        1. A w jaki sposób praca dzieci w ogóle gdziekolwiek jest problemem? To nie jest problem, tylko efekt problemu jakim jest BRAK ODPOWIEDZIALNOŚCI i OPIEKI rodziców i społeczeństwa. A tych problemów nigdy nie rozwiązał rząd, bo rząd nie potrafi dać dziecku miłości i opieki. To mogą dać tylko ludzie, którzy się nimi zajmą. Jeśli nie było takich ludzi lub nie mieli możliwości to nie było i tyle. Takie czasy. Dziś nie pozwalamy 15 letnim „dzieciom” na żadną pracę, już nawet nie w kopalniach. Czy to dobrze – w ostatnim wpisie udowadniam, że nie.

          Lubię to

  3. Co do przesłania tego wpisu, to je rozumiem, ale…

    Tekst promuje konsumpcjonizm. Wyszło na to, że człowiek z corvettą jest lepszy od chłopaka z plecakiem i kawą w ręku…
    Gdyby rozdawnictwo państwowe tylko obdzierało ludzi z godności, to nic wielkiego by się nie działo. Problem jest głębszy. Zabieranie jednym, żeby dawać innym, to zwykły bandytyzm w dodatku ubrany w normy prawne. Dawanie pieniędzy za nic demoralizuje. Nikt nie ceni tego, co dostaje za darmo, a dodatkowo traci motywację do jakiegokolwiek pożytecznego działania.
    Żeby rynek działał prawidłowo, potrzebne jest jednakowe prawo dla wszystkich. Tak nie ma nigdzie – próg wejścia na rynek w branżach zagrażających interesom korporacji jest wysoki.

    Lubię to

    1. A dlaczego „jest lepszy od chłopaka z kawą”? To, że zauważa inne metody walki z biedą nie czyni go lepszym tylko innym. Tekst nie promuje konsumpcjonizmu, marzeniem jednych jest podróż dookoła świata, innych – przejechanie USA Corvettą. Myślę, że jedyna osoba, która tu coś promuje to Ty – ocenianie innych po 2 linijkach opisu 😉

      Lubię to

      1. To wynika z opisu sytuacji. W tekście wyraźnie zwraca sie uwagę na „lśniącą Corvettę” i „kawę, buty, plecak”, co nawet zostało wyeksponowane użyciem pogrubionej czcionki. Zaatakowany właściciel samochodu odparł atak, a atakujący poczuł się przegrany: „w końcu odszedł powolnym krokiem zapatrzony w chodnik…”. Sytuacja wygrany-przegrany. Popraw mnie, jeśli się mylę. 😉
        I gdzie ja promuję ocenianie innych? Napisałem o postawie, nie o osobach.

        Lubię to

        1. Źle zrozumiałeś tekst. Ale zawsze widzimy rzeczywistość poprzez pryzmat swoich emocji. Ty, z tego co obserwuję masz całe multum negatywnych, co przejawia się w Twoich komentarzach. Tu też widzisz jakąś walkę, ataki, przegranych i zwycięzców. A nie o tym jest tekst. Tekst jest o spojrzeniu na rzeczywistość. Właściciel auta po prostu widzi coś więcej, niż właściciel plecaka. Pojęcie „bogactwa” jest względne. Dla jednego lśniąca Corvetta to bogactwo, dla drugiego lśniące buty, garnitur, kawa i praca to bogactwo. Dlatego właściciel plecaka odchodzi zamyślony, bo zaczyna rozumieć, że i on przecież mógł „nakarmić biednych” oddając im pieniądze zamiast kupować sobie ten garnitur i kawę, i buty, i… 🙂 O to właśnie chodzi w tym tekście.

          Lubię to

          1. A nie jest tak, że właściciel plecaka uzmysłowił sobie, że przecież on kupując również dał komuś zarobić? A gdyby wydał więcej?

            Tekst dobrze zrozumiałem, tylko zwróciłem uwagę na źle postawione akcenty.
            Wydaje mi się, że lepiej do tematu podszedł M. Friedman, który mówił wprost o konieczności współpracy wielu ludzi, żeby powstał jakikolwiek towar, nawet tak niepozorny, jak ołówek:

            Lubię to

              1. To jest pytanie, nie ideologia. W tej historii jest sporo niedopowiedzeń a pogrubienia koncentrują uwagę na słowach związanych z rzeczami i emocjami. Natomiast brakuje puenty, więc dopowiadanie zakończenia jest sprawą naturalną. Nie widzę więc nic niestosownego w wysnuciu wniosku, który napisałem.

                Jeszcze tylko dwa słowa dodam do sprawy „najlepszego systemu zdrowotnego”, bo poruszono ten temat. W Chinach i Tajlandii służba zdrowia jest prywatna i dlatego usługi medyczne są tanie (mogą tez być drogie, zależy od akceptowanego standardu). W świecie zachodnim z przymusowymi ubezpieczeniami, nie ma tanich usług medycznych.

                Więcej w tym temacie nie zabieram głosu, ponieważ nie ma sensu kłócić się o pierdoły. Tekst może i nie jest zły, ale powinien być bardziej jednoznaczny, bo podany przeze mnie wniosek nie jest jedynym, jaki można z niego wysnuć.

                Lubię to

                1. Temat służby zdrowia to w ogóle rzeka – bo zacząć by należało od tego, czy ta medycyna dziś w ogóle coś oferuje. Nie znam rynków ani chińskiego ani tajlandzkiego, więc nie potrafię się do tego ustosunkować. Natomiast samo moje zdanie jest takie, że opieka, jakakolwiek, niemedyczna również, nie jest żadnym prawem. Prawem jest wolność, własność i życie i na tym się prawa człowieka kończą. Dodawanie jakiegokolwiek innego prawa powoduje automatyczny kurs na socjalizm. A czym to się kończy dobrze wszyscy wiemy 🙂 Tak więc opieka medyczna – niech se każdy o nią zadba sam. A jak ceni coś więcej niż swoje życie to też ma do tego prawo.

                  Lubię to

                  1. Ja nie traktuję życia w ujęciu „prawa do życia”, bo prawo może dać i prawo może zabrać. Nikt nie jest władny dać życia aktem prawnym i nikt tego nie robił do czasów Karty Praw Podstawowych UE.
                    O Chinach i Tajlandii wspomniałem dlatego, iż tam są dostępne tanie usługi medyczne, nieznane w świecie z przymusowymi ubezpieczeniami.

                    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s