Życie w „tu i teraz” – dlaczego to takie trudne?

Im dłużej przebywam na Karaibach tym silniej odczuwam swoistą mentalną przepaść, jaka tworzy się między mną, a moimi znajomymi w Europie. Wielokrotnie obserwuję, jak nie są w stanie skupić się nawet na zwykłej rozmowie…

Najczęstszym, co słyszę jest „Powinienem być szczęśliwy, ale…” lub „Jestem tu szczęśliwy, ale…”. Niepełnia szczęścia, sztuczne szczęście, niezadowolenie z życia. Nazywaj to jak chcesz, ale nazywaj to po imieniu. Nie jesteś szczęśliwy, jeśli coś Ci wiecznie przeszkadza. Nawet jeśli są to drobiazgi, którymi „nie powinieneś” się przejmować.

Nie jesteś szczęśliwy, jeśli do określania swojego życia ciągle używasz słowa „ale”. Doskonale to wiem, bo sama byłam jeszcze niedawno jedną z takich osób. Miałam „wszystko”, ale… Dziś wiem, że warto było zostawić to „wszystko” w zamian za życie marzeń.

Co to znaczy „żyć jak chcę”?

Często na blogu powtarzam, że dzisiaj żyję tak, jak chcę”, „pracuję tyle, ile chcę”, itp. Wbrew pozorom nie oznacza to, że mam góry pieniędzy. Wręcz przeciwnie – zarabiam bardzo mało. Nie potrzebuję więcej. Po prosto dziś wiem, czego chcę. Żyję świadomie. I co najważniejsze – bez stresu.

Rankiem budzę się bez budzika i spokojnie zaczynam dzień. W pracy jestem wtedy, kiedy tam dotrę. I zaczynam ją wtedy, gdy mi to odpowiada. Kończę ją też wtedy, gdy mi się znudzi, a czasem w ogóle do niej nie idę…

Bo akurat mi się nie chce, bo źle się czuję, albo mam inny pomysł na spędzenie dnia. Nie zdarza się to często, ale chodzi o samą regułę – nie zmuszam się, by pracować. Porzucenie kariery było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, bo dziś robię tylko to, co lubię. I w czym jestem naprawdę dobra. Resztę zadań pozostawiam innym.

Prawie nigdy nie umawiam się i nie robię planów. Moje życie, tak samo jak życie większości Karaibczyków pełne jest spontanicznych wydarzeń. Bo tutaj robi się to, na co się ma akurat ochotę. Nigdy nie planuję nic „na fest” nawet na dzień wprzód, bo nie wiem, jak będę się czuć danego dnia… Czasem rzucamy ze znajomymi luźne pomysły, ale rzadko kończy się to stuprocentowym sukcesem.

Takie życie może wydawać się szalone, czy wręcz niemożliwe. Bo to jest życie praktycznie całkowicie pozbawione stresu. Całkowicie uzależnione od Twoich emocji i stanu Twojego ciała. Życie całkowicie wolne. Gdzie to Ty decydujesz o prawie każdej jego minucie. I każdą jego minutę celebrujesz

Ciężko wyobrazić sobie, że nie nosimy zegarka, spóźniamy się do pracy i nikt nam nic nie mówi, albo w ogóle się w niej nie pojawiamy i świat się nie wali. Większości osób po prostu ciężko wyobrazić sobie życie bez tego wiecznego, chronicznego stresu, którego mają wokół siebie tak dużo, że jego brak wywołuje w nich wręcz efekt odstawienia.

Wbrew pozorom nie jest to życie „hipisa”, czy „rastamana”, którego w ogóle nie obchodzi przyszłość. To po prostu życie osoby, która zna swoje możliwości, swoje potrzeby i potrafi zarządzać swoją energią i czasem. To życie, które jest w pełni „nasze”.

To emocje są Twoją motywacją

A emocji nie da się ani wywołać, ani przegonić. One po prostu przychodzą i odchodzą według własnego harmonogramu. Dlatego tak ważne jest wykorzystać je wtedy, gdy są pod ręką. Bo za chwilę znikają, albo zmieniają się.

Być może doświadczyłeś tego czytając tego bloga. Czujesz przypływ energii, motywację do działania, mówisz sobie „Tak, zrobię to”, mijają 2 dni i… Nic. Pustka. Motywacja gdzieś uciekła…

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich się w życiu nauczyłam to to, by go nie forsować. Można robić nawet wielkie plany, ale to, co zabiera nas w wędrówkę po obranej ścieżce to właśnie ta motywacja, zbudowana na emocjach. Emocje są motorem naszych działań. Bardzo kapryśnym motorem, bo raz niesie nas szybko, raz wolniej, a innym razem robi sobie przerwę

Nie da się więc nic nigdy wypełnić dokładnie zgodnie z planem. I na tym polega piękno życia, bo inaczej bylibyśmy przecież robotami, które w ogóle nie potrafią się nim cieszyć… 

Żyjąc w zachodniej kulturze przyzwyczajamy się do wiecznego, stabilnego pędu i takie skoki energii, emocji i motywacji postrzegamy jako coś wielce negatywnego. Nie potrafimy zrozumieć, ze w naturze nie ma ciągłego stresu i wiecznej gonitwy. Goni się tylko wtedy, gdy naprawdę się musi. W sytuacjach ekstremalnych, które zdarzają się niezwykle rzadko.

Przez większość czasu żyje się spokojnie, unikając stresu. Robiąc to, na co ma się akurat ochotę, czy czego akurat potrzeba. I takie życie jest nie tylko możliwe. Ono jest dla nas optymalne. Do takiego życia jesteśmy stworzeni przez naturę.

Należy tu zauważyć, że potrzeba też jest motywacją. Głód motywuje nas do jedzenia, itd. Najlepiej działamy wtedy, gdy jesteśmy do tego zmotywowani. Zmuszanie się do czegoś jest opcją, ale ostateczną. Jeśli w ciągu dnia czujesz, że zmuszasz się do choć części rzeczy to jak niby masz być szczęśliwy? Przecież wówczas działasz wbrew samemu sobie.

Życie w zgodzie ze sobą

Często słyszymy to hasło, jakże piękne, ale jakże niezrozumiałe dla większości. Życie w zgodzie ze sobą polega bowiem właśnie na odcięciu się od zewnętrznej sztuczności i tego co „powinniśmy” i postawieniu siebie na pierwszym miejscu. Nie pracy, nie szkoły, nie dzieci, nie rodziny, nie najnowszego auta, sukienki, czy wakacji.

Siebie, czyli również swojego ciała. Które mówi nam, czego potrzebuje. Wiem, zaraz odezwą się głosy typu: „Ale wtedy to ja bym tylko odpoczywał”. Ale co w tym złego? Jeśli ciągle czujesz, że nic Ci się nie chce i że potrzebujesz odpoczynku, to może… potrzebujesz tego odpoczynku? Może wieczne życie w stresie Cię niszczy i Twoje ciało woła o pomoc?

Niebezpieczny „high”

Ci, którzy uprawiają jogging, czyli biegają lub w inny sposób ćwiczą aerobowo wiedzą doskonale o istnieniu pewnego fenomenu. Zwykle ciało na początku się opiera, nawet jeśli mamy mentalnie ochotę pobiegać, ciało mówi „nie” i trzeba się zmusić, by zacząć.

Ale po jakimś czasie, gdy zmuszamy je dość długo do wysiłku fizycznego pojawia się moment, w którym ciało zaczyna pracować niczym robot. Przestajemy odczuwać opór, pojawia się swego rodzaju „high” i można trenować „bez końca”.

Jeśli lubisz biegać to biegasz właśnie dla tego uczucia. Jest to jak narkotyk i jest równie niebezpieczne co narkotyk. Wiem, że wiele osób będzie teraz w ostrym szoku. Ale fakty są faktami – nasze ciała nie są stworzone do ćwiczeń aerobowych. Bieganie, itp., czyli sporty, w których doświadczamy ciągłego, a nie chwilowego stresu powoli ale skutecznie wykańczają nasz organizm. Potwierdzają to badania i historie wielu maratończyków i atletów.

Wystawiając się na ciągły, długotrwały stres wykańczamy swój organizm. Tak, jak fizyczne bieganie przez bardzo długi okres w końcu doprowadza do uszkodzeń serca i innych części ciała, tak samo mentalne bieganie za pieniądzem, czy czymś innym również doprowadza do zmęczenia, depresji, wypalenia, itp.

To właśnie ten ciągły bieg i życie w odcięciu od natury sprawiają, że tak wiele osób cierpi dziś na zaburzenia psychiczne. I nie bez powodu ich ilość jest wielokrotnie wyższa tam, gdzie ludzie żyją w dużych skupiskach i w nienaturalnych warunkach, czyli np. w wielkich miastach.

Nasze ciała wiedzą, co robią mówiąc nam nie w kwestii biegania, itp. Jesteśmy stworzeni do sprintów, a nie do biegów długodystansowych. Mentalnie natomiast jesteśmy przygotowani do chwil stresu, w których dostajemy zastrzyk adrenaliny, ale kompletnie nie potrafimy sobie poradzić ze stresem chronicznym.

Czyli właśnie takim, jakiego doświadczamy w zachodniej kulturze na codzień. Nawet zerkanie na zegarek i życie według kalendarza jest dla naszego ciała stresem. Stresem, z którym ono nie potrafi sobie radzić. I właśnie dlatego ciągle mamy wrażenie, że musimy się zmuszać. By wstać rano, by iść do pracy, by ćwiczyć… Nasze ciało mówi nam „nie”.

I jeśli choć po części tak się czujesz to nigdy nie będziesz szczęśliwy, bo jest to fizycznie niemożliwe. Szczęście nie pochodzi tylko z wnętrza. Oprócz umysłu mamy jeszcze ciało. I paradoksalnie posiadanie góry pieniędzy, za którą tak gonisz tylko pogorszy sytuację, bo doda Ci kolejnego stresu – o Twój majątek.

Albo się zatrzymasz, albo się w końcu wypier…lisz

Bardzo mała część ludzi w porę potrafi się opamiętać, tak samo jak mała ilość narkomanów wychodzi z nałogu. Bo ten szalony pęd, ten nieskończony bieg to właśnie takie „sztuczne” poczucie szczęścia. Które niestety mija, gdy tylko przestajesz biegać, tak samo jak mija joggingowy „high”, gdy kończymy trening.

I dlatego właśnie ciągle biegamy. Nie wiedząc nawet za czym. Dla samego poczucia pseudo-szczęścia. Niczym narkomani, zażywający kolejną dawkę narkotyku, który powoli nas wyniszcza.

Zatrzymanie się i spojrzenie na swoje życie z perspektywy jest bardzo trudne. Dlatego zmiany są takie przerażające. Bo przez jakiś czas trzeba być „na odwyku” od codziennej dawki sztucznego szczęścia… Bo trzeba się trochę przemęczyć, by znów móc spoglądać na życie trzeźwo…

Ale albo się zatrzymasz, albo się w końcu wypier…lisz. Bo organizm nie wytrzyma. Tak samo jak nie da się bez końca biegać i w końcu musi się upaść z wycieńczenia. Nierzadko ludziom musi przytrafić się w życiu naprawdę spory wypadek lub inna tragedia, by przejrzeli na oczy. Choć niektórzy nawet wtedy wracają do „nałogu”…

Droga prawdziwego szczęścia wiedzie w zupełnie odwrotnym kierunku. I gdy na nią trafisz i dostrzeżesz wszystko, co ma do zaoferowania życie, nie będziesz musiał się zmuszać, by zwolnić i cieszyć się każdą chwilą. Bycie w „tu i teraz” stanie się naturalnym stanem, a nie kolejnym wymuszonym ćwiczeniem. I gwarantuję Ci, że nie będziesz chciał wracać do „nałogu”…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

33 myśli nt. „Życie w „tu i teraz” – dlaczego to takie trudne?”

  1. Życie w zgodzie ze sobą, to najlepsze, co można dla siebie zrobić. Z doświadczenia wiem, że potrzeba czasu, czasem zbiegu okoliczności, a czasem porządnego kopa od życia, by do tego dojść, ale zdecydowanie warto! W szkole średniej nabawiłam się choroby psychosomatycznej(wymioty, biegunka itd.), niskiej samooceny i kompleksów, wszystko spowodowane stresem, w czasie studiów tylko się to pogłębiał, a mimo to wracałam na nie 4 razy, by je skończyć… meczyłam się, płakałam po nocach, ba! Obwiniałam siebie, bo chciałam sprostać oczekiwaniom rodziców, otoczenia.. W końcu pewnego pięknego dnia zadałem sobie pytanie: czego JA chcę dla SIEBIE? Odpowiedź była prosta : spokoju! Obiecałam sobie, że już nigdy nie będę robić niczego wbrew sobie, że nie będę się zmuszać do czegoś, czego nie chcę, bo tak trzeba, czy wypada.. Szkoda zdrowia psychicznego i fizycznego i zwyczajnie czasu, którego tyle już zmarnowałam.. wracając na studia,których i tak nie skończyłam, chodząc do pracy, w której dawałam z siebie wszystko, dostając w zamian marne pieniądze i wolne niedziele…teraz mam 32 lata, Narzeczonego, który mnie rozumie i zawsze wspiera, a co najważniejsze nie zamierza zmieniać, mamy tą samą wrażliwość i cele, domek na spokojnej wsi wśród pól i łąk pracownię, wolny zawód Wnajbliższych planach agroturystykę, pasiekę, ogródek i święty spokój 😉

    Polubienie

  2. A dla mnie „zwalnianie” ma jeszcze inne oblicze. Dla mnie „zwolnienie” oznacza uzywanie dobrodziejstw technologii z umiarem (albo nie uzywanie wcale). Czuje sie duzo lepiej odkad „zwolnilam” z technologia. Ktoregos dnia, po rozpadzie typowego wspolczesnie, prawie-calkiem-internetowego zwiazku, poczulam, ze mam dosc mediow spolecznosciowych. Zdeaktywowalam konto na facebook’u, skasowalam Whatsapp, Messenger i wykasowalam z pamieci hasla do pozostalych glupich platform. Dostalam wtedy wiele wiadomosci typu „bez facebook’a nie dasz rady, bo jest potrzebny!”. Nie, nie jest potrzebny. Czasem sie przydaje, ale nie jest n i e z b e d n y. Nie korzystam z niego juz od roku i wcale nie chce z niego korzystac. Nie mam ochoty zyc zyciem wirtualnym, w ktorym kazdy kryje sie za maska, i gdzie nigdy nie wiesz co pod ta maska sie kryje. Dzieki temu stalo sie kilka cudownych rzeczy:

    Dowiedzialam sie, kto naprawde chce utrzymywac ze mna kontakt, kogo „obchodzi” moj los.
    Moglam sie wreszcie skupic na tym, czym chcialam sie zajac. Nie musze juz chodzic w piekne miejsca i robic fotek, zeby pokazac, ze „zyje”. Nie musze sie przejmowac niczyja opinia.
    Potrafie powiedziec co mi sie podoba, a co nie. Co lubie, a czego nie. Z czym sie zgadzam, a z czym nie. Nie potrzebuje sztucznego wizerunku i internetowej aprobaty.
    Przestalam przyciagac socjopatow jak magnes. Socjopaci maja to do siebie, ze lubia miec kogos „pod kontrola”. Kiedy ktos raz odbierze, a raz nie, raz sie zgodzi z Toba a raz nie, nie czeka na niczyja aprobate – socjopaci ida sobie szukac innych ofiar.
    Zyje tu i teraz. Ale nie zasadzie carpe diem albo „dzisiaj przepije, a martwic sie bede jutro”. Dbam o przyszlosc, ale zauwazam moment, w ktorym zyje. Doceniam moment, w ktorym zyje.

    Rozpisalam sie 😀

    Polubienie

    1. Brawo! Mam podobne podejście. Ja dostosowuje maksymalnie i filtruje „szum” internetowy. Także trafia do mnie zwykle tylko to, co mi potrzebne i wtedy, kiedy chcę. Nie ma ustawionych żadnych powiadomień, a wiadomości sprawdzam 2 razy dziennie – wtedy, kiedy mam też czas i ochotę odpisać. Praktycznie nie dzwonię też z telefonu.

      O Facebooku zawsze mówię, że to największa porażka ludzkości – bo jest nie do użycia (nie da się filtrować treści, jeśli ograniczymy treści np. na naszym wallu – FB automatycznie wciska tam jakieśposty znajomych znajomych, byle było). Ale gdyby był oparty o kilka prostych zasad – mógłby być jednym z największych osiągnięć ludzkości w dziedzinie komunikacji i bez problemu na siebie zarabiać. Niestety zajmuje się tym zespół całkowicie pozbawiony wyobraźni, także możemy zapomnieć.
      Ja po prostu przestałam go używać, bo jest zbyt nachalny, używam go praktycznie tylko ze względu na stronę bloga na FB.

      Polubienie

  3. Jak sobie poradziłaś/radzisz ze stresem związanym z barierą językową?
    Od pół roku mieszkam w UK i muszę przyznać, że nie jest łatwo w tej kwestii. Język różni się drastycznie od tego, czego uczymy się w szkole czy na kursach. Spotykam – rzadko – Anglików, którzy mówią „jak w BBC” i z nimi łatwo się porozumieć, ale przeważnie spotyka się na co dzień ludzi, którzy mówią różnymi dialektami, z różnym akcentem, szybko, slangiem… i tu zaczynają się poważniejsze schody, często stres…

    Polubienie

  4. Zawsze lubiłem czytać dużo książek, uciekać w świat fantazji, nie dlatego, że mam problem z eskapizmem, ale dlatego, że bardzo lubiłem idyllę która tam panowała i cechowała ten gatunek.
    Aktualnie mam 19 lat, jestem po liceum, lubię proste życie, pracować tyle, ile potrzebuję wobec zasady ,,pracuję po to żeby żyć, a nie żyje by pracować”, jeść półgodzinny posiłek, tylko dlatego, że zastanawiam się jak dobrze smakuje. Do tego chodzę codziennie na siłownie, bo wtedy mam możliwość wypalenia wszystkich negatywnych emocji które nazbierały się we mnie przez cały dzień. Wtedy się wyciszam, resetuje.
    Rysuje, tworzę. Interesował mnie YouTube swego czasu, tylko płytkość i powierzchowność jaka tam zapanowała lekko mnie odstrasza. A to dlatego, że boję się, bym sam się taki nie stał – płytki i powierzchowny robiący kolejny „challange”

    Boli mnie to, że nikt takiego życia nie rozumie. Panuje u mnie w rodzinie przekonanie karierowiczostwa. Brat prawnik, ojciec własna firma, matka nauczyciel. O ile brat jest szczęśliwy, bo to jego pasja ojciec i matka to totalni frustraci.
    Prawdopodobnie teraz po maturze czas wybrać studia. Wybrałbym jakieś informatyczne, by liczyć na dobry zarobek, ale szkoda mi czasu jaki musiałbym poświęcić na jego naukę, zwłaszcza, że mnie nie pasjonuje. Zawsze chciałem uciec z polski, lecz mam jakieś poczucie, że jestem odpowiedzialny za ten kraj i ludzi, którzy są tutaj tak nieświadomi. Mieszkam na wsi, co bardzo mnie cieszy, ale powoli aglomeracja miast i tu zawita, a dodatkowo ludzie palą w piecach same świństwa. Wyartykułować im się tego nie da, bo kontrargument kończy się na „zawsze się paliło czy inni też palą”…
    Zawsze cechowały mnie wysokie ambicje co trochę gryzie się z trybem życia jaki prowadzę. Ciągły nacisk z strony rodziny, presja by stać się „kimś” w życiu co jest słowem tak drażniącym. Stać się „kimś”? Co to w ogóle znaczy… Zyskać szacunek ludzi w okół tylko dlatego, że ma się pieniądze? Bo mógłbym iść na filozofię – ale po tym ,,…nie ma szacunku ani pieniądza” więc chyba sprowadza się ten „szacunek” do jednej rzeczy.

    Taki mój wylew żalu zahaczający o życiorys.
    Pozdrawiam wszystkich :>

    Polubienie

    1. Na studia możesz iść, żeby zobaczyć, jak tam jest. No, chyba, że już wiesz, co chcesz dalej robić, to rób od razu.
      Do czego jest Ci potrzebny czyjś szacunek, szczególnie jeśli on się jednoznacznie Tobie kojarzy?

      Polubienie

  5. Spójrzmy na to z innej strony. Dajmy na to czekam na fachowca, z którym się umówiłam, a on nie przychodzi, bo akurat ma inny pomysł na spędzenie dnia. Idę rano do lekarza, a jego nie ma bo zaczyna pracę, kiedy mu to odpowiada, więc ja, chora czekam godzinami pod drzwiami. Umówiłam się z miłymi ludźmi ,ale nie mogę dojechać, bo kierowca autobusu chyba nie nosi zegarka i będzie jak przyjedzie, więc ja zamiast pić winko w miłym gronie ćwiczę zen na ciemnym przystanku. Robię remont, wszystko rozgrzebane a pracowników nie ma, chyba im się już znudziło i poszli do domu. Ale luz, przecież świat się nie wali…Najważniejsze to być szczęśliwym.

    Polubienie

    1. Dokładnie tak! Witamy na Karaibach. Właśnie tak wygląda tu życie, choć dramatyzujesz strasznie – w rzeczywistości ludzie się aż tak nieodpowiedzialnie nie zachowują (nawet tu :-). Kierowcy autobusu nie raz robią sobie przerwę by z kimś pogadać, kupić pączka, czy załatwić coś po drodze. Lekarze potrafią przyjść jak im się podoba. O remontach itp. nawet nie będę wspominać – to jest kupa śmiechu, nic nigdy nie jest na czas. Ale co z tego, skoro tylko takich zestresowanych i nierozumiejących życia ludzi jak Ty to obchodzi i tylko takie osoby się tym stresują. Tutaj życie płynie inaczej. Też kiedyś myślałam jak Ty, więc rozumiem, co czujesz. Ale sprawdziłam też jak wygląda inne życie. I za nic w świecie nie chcę wracać do poprzedniego.

      PS. Zakładam właśnie nowe konto bankowe. Pierwsze zakładałam przez 5 miesięcy i się nie udało 😀 Teraz zakładam firmowe i trwa to już… 4 tygodnie. Ale nadal – nie martwi mnie to ani trochę. To problem banku i komunizmu, nie mój.

      Polubienie

  6. Chroniczny stres zabija nie tylko nas, ale i czasem nasze pasje. Pisałaś o trzech reakcjach na stres (walka/ucieczka/znieruchomienie). Moje ciało reaguje znieruchomieniem często, przez co z dnia na dzień czuję jak sztywnieje i traci gibkość. Przez to trudniej mi grać na gitarze z lekkością i pełnym luzem. Kocham grać na gitarze, ale kiedy zaczynam grać, czuję jak wszystkie negatywne emocje i stresy zaczynają wychodzić z wnętrza i spinać mnie jeszcze bardziej. Przez chroniczny stres tracimy na wszystkich płaszczyznach naszego życia. Zdrowie, rodzina, praca, pasje, nawet nasz wolny czas – kiedy powinniśmy odpoczywać – jest niepełnowartościowy. Wiele problemów w naszym życiu może wynikać ze stresu, ale wydaje mi się, że często nie dostrzegamy tego i zwalamy winę na coś innego.

    Polubienie

  7. Od dwóch miesięcy prowadzę właśnie podobny tryb życia i muszę przyznać, że czuje się o wiele zdrowsza, szczęśliwsza, mniej zestresowana.
    Ludzie faktycznie nie potrafią nie robić nic. Ciągle gdzies biegną, biorą coraz to więcej rzeczy na swoja głowę i całkowicie nie dają rady… ZWOLNIĆ… Idealnie 😉

    Polubienie

  8. Fantastyczne wpisy. Przypadkiem trafiłam na tą strone szukając pracy w architekturze. Opisane są w niej moje odczucia co do tego zawodu. Skończyłam I stopień studiów z tytułem inż. arch. I z powodu kłopotów finansowych moich rodziców chciałam już po pierwszym stopniu iść do pracy, aby im pomóc. Spędziłam czas w biurze zarabiając 600zl na miesiąc „do ręki” z obietnicą że dostanę „wyrównanie” i „umowę o dzieło”. Nie mam problemów ze swoim architektonicznym ego, bo czuje się wykonawca nie artysta. Marzę o podróżowaniu oraz założeniu w przyszłości rodziny z moim chłopakiem oraz uwolnienia rodziców od ciężaru utrzymania mnie na studiach, tymczasem już młodym wieku dorobiłam się problemów ze zdrowiem (nerwy, słaba psychika) oraz dość poważnych problemów finansowych. A mimo to chce iść i kończyć mgr żeby potem nie żałować że tego nie zrobiłam bo dużo ludzi nie ma szansy nawet na taką pracę jaką jest architekura, niektórzy pracują bez możliwości rozwoju za minimalna krajowa np. na kasie w sklepie spożywczym całe życie, mając dzieci i inne zobowiązania. Byłam również w Anglii i pracowałam przez chwilę na magazynie widząc ludzi którzy marzyli o powrocie do Polski i byli tam tylko dla pieniędzy nie mając pomysłu na siebie. Więc może jednak jest sens skończyć architekturę… Ale czytając te komentarze pod niektórymi postami czuje się że po prostu nie wytrzymam tempa pracy w architekturze a jeśli będę pracować mniej go „wypadne z rynku”. Ciężko podjąć właściwą decyzję.

    Polubienie

    1. Nie pamiętam, jak się ten blog nazywał, ale była sobie kiedyś para – On i Ona. Podróżowali cały czas po świecie. Kiedy urodziło im się dziecko, zmienili nazwę bloga na coś w rodzaju „podróże z dzieckiem” i dalej cały czas jeżdżą po świecie jak wcześniej. Są dwie opcje. Jak chcesz, to się da. Jak nie chcesz, to się nie da… Lub jak to mówią, jak chcesz znajdziesz sposób, jak nie chcesz, znajdziesz powód. Powodzenia 🙂

      Polubienie

      1. Bardziej chodziło mi nie o dzieci jako wymówkę, tylko sytuację wielu ludzi którzy są w o wiele cięższej sytuacji niż pracownicy biur architektonicznych bo brakuje im również wiedzy i wykształcenia (zdobytego na studiach dzięki sobie – nie koniecznie systemowi). Więc może żeby dojść do takich wniosków, że życie jest lepsze na Karaibach trzeba najpierw pracować w korporacji. A nie być przeciętną osobą które mają zobowiązania, są z małych miast i nie duże perspektywy na rozwój (na co składa się wiele czynników). Takie osoby też korzystają ze swojej intuicji. Ale takiemu człowiekowi ciężko wytłumaczyć takie „wydumane” (nie wiem jakiego innego słowa użyć – nie chcę jednak aby było czytane negatywnie) idee opisane na tym blogu.

        Polubienie

        1. Zmartwię Cię, NIC czego uczyli na studiach nie jest potrzebne, by pracować jako architekt. Wszystkego, co pozwoliło mi znaleźć pracę nauczyłam się SAMA. Więc znów – wymówka. Równie dobrze ja mogłabym biadolić, że mam ciężko, bo urodziłam się w Polsce, a Hans w Niemczech to ma lepsze możliwości. Ale wtedy byłabym…w Polsce i biadoliła, że „inni mają lepiej”. Bieda jest w głowie, a nie w portfelu. Polska w skali światowej jest jednym z najbogatszych krajów z naprawdę niezliczonymi możliwościami. To, co Ty bierzesz za pewnik w swoim życiu (lokum, bezpieczeństwo, itd) – 90% ludzi na świecie o tym marzy i się o to codziennie modli… Pomyśl o tym czasem, zanim napiszesz, jak to w Polsce jest ciężko…

          Polubienie

          1. Piszesz o tym co każdy wie od małego dziecka ze w Polsce ludzie mają dach nad głową – ja dalej nie o tym piszę (akurat o tym co piszesz również opowiadała mi wspaniała nauczycielka geografii w gimnazjum, w tej instytucji w której się „nie da nic dowiedzieć”) Jednak nie wiem czy spotkałaś się z biedą osobiście. Nie każdy startuje z tego samego miejsca w życiu na świecie – to nie biadolenie tylko fakt, niektórzy coś z tym robią, niektórzy nie mają możliwości oraz najważniejszego – świadomości że można coś z tym zrobić. Również sama pracowałam na to co teraz umiem w dziedzinie architektury. Zgadzam się z tym jak opisujesz branże. Jednak myślę że nie wszyscy są aż tak źli i niektórzy jednak spełniają się w tym co robią. Takiego dokonali wyboru. Może jednak są szczęśliwi? Może dla nich straszne byłoby „samotne życie na wygnaniu na jakiejś wyspie”? Znam ludzi którzy dużo osiągnęli w tej branży i zachowali zdrowie i balans pomiędzy życiem rodzinnym a pracą. Bardzo podobały mi się Twoje wpisy gdy czytałam bloga ale teraz widzę coraz więcej nie zrozumienia innego puntu widzenia. Każdy człowiek jest szczęśliwy na swój sposób. Napisałam 2 komentarze licząc na rozmowę która mi coś da (nie wiem dlaczego tak naiwnie pomyślałam), pójdę do przodu z miejsca w którym się znalazłam – myliłam się i wycofuję z niepotrzebnej rozmowy, która opiera się na udowadnianiu swojej racji.

            Polubienie

            1. Ja nikomu nie próbuję wytłumaczyć, że szczęśliwym można być np. tylko na Karaibach. Wręcz przeciwnie – często powtarzam, że ludzie są różni, że każdy jest indywidualnym zlepkiem swoich własnych doświadczeń i przemyśleń. Opisuję to, co ja obserwuję i nie każe się nikomu z tym zgadzać. Scott Adams (twórca Dilberta) powiedział niedawno coś niezwykle mądrego: „Pewność siebie jest uznawana za obrazę przez osoby, które jej nie mają”. Z moich obserwacji wynika również, że to właśnie jest problemem. Ja nie twierdzę, że się nie mylę. Jest nawet wpis o tym, że uważam, że co do wszystkiego się mylę, przez całe życie. Mimo to istnieją pewne systemy, które działają (wg moich obserwacji – mogę się mylić) i pewne, które nie działają. Jeśli Twój system działa dla Ciebie to wspaniale. Dla mnie działa mój system. I o tym systemie jest ten blog.

              Polubienie

              1. Jednak pierwszy raz w życiu napisałam jakikolwiek komentarz w internecie, bo liczyłam na budującą mnie rozmowę i formę doradztwa od kogoś starszego i mądrzejszego, cieszyłam się że ktoś nie tylko ja zauważa te wady „branży” i ktoś potrafił podjąć decyzję i powiedzieć głośno o tym, że jego marzeniem nie jest nagroda „Nagroda Pritzkera” i poświęcenie dla niej życia (mimo, że podziwiam takich ludzi), a niestety zostałam potraktowana powierzchownie. Nie szukam wymówek, tylko pracy i rozwiązań (również czytając blogi w internecie, poznając różne punty widzenia), nie biadolę a mówię że jednak skończone studia mają pewną wartość i SĄ szansą na ogólny rozwój osoby z bardzo małej miejscowości, którą nie każdy w życiu ma – właśnie nie z braku pieniędzy a wiedzy (i Ci ludzie również nie są gorsi w żaden sposób – również żyją korzystając z swojej intuicji). Bo żeby wrócić do „pierwotnego” stylu życia trzeba najpierw przeżyć, poznać i zrozumieć „cywilizowany” styl życia. Więc nie zgodzę się z odradzaniem ludziom studiów i edukacji. Bo bez tego ludzie nigdy nie zrozumieją nawet tego co piszesz na tym blogu. To też tylko moje zdanie i też mogę się mylić, z większością opinii się zgadzam.

                Polubienie

                1. Ja nie widzę w edukacji wartości, żadnej. Nie jest warta czasu, jaki zabiera ludziom. Wyobraź sobie, że jutro budzisz się w Polsce, w której zarabiasz dwa razy więcej, niż teraz. Że nie ma regulacji, każdy może zbudować co chce, nie ma przepisów typu PPOŻ, jedynie wytyczne. Nie ma nakazów, ani zakazów, są za to sprawiedliwe i obiektywne sądy. Że okazuje się, że opieka medyczna kosztuje połowę mniej, a edukacja – 1/3 mniej. Tak by to wyglądało, gdybyśmy nie mieli komunizmu.

                  Polubienie

                  1. Moim zdaniem nie ma co gdybać. Wyglądałoby ale nie wygląda. Świat jest jaki jest a nie taki jaki sobie życzymy. Dochodzi również kwestia uprawnień. Znam 80 letnią osobę która nie skończyła nigdy studiów a ma uprawnienia po technikum i wie więcej niż niejeden profesor bo całe życie pracowała. Jednak zawsze miała „gorzej” niż osoba z pełnymi uprawnieniami. Żeby było tak jak mówisz zawód musiałby być uwolniony. Fakt – człowiek uczy się dopiero w pracy ale na studiach jeśli ktoś CHCE to potrafi coś z tego dla siebie wyciągnąć. Jednak dalej pracujesz jako architekt. Korzystasz ze swojego doświadczenia. Więc mówienie ludziom żeby nie szli na studia (kierunek w którym się chcą rozwijać, nie mówię tu o studiowaniu na siłę jeśli ktoś ma inne plany) jest niedorzeczne – otwiera to horyzonty, można wyjechać na wymianę, na praktyki zagraniczne i daje szanse na to żeby ktoś całe życie nie pracował na tej „kasie” w małym mieście. Studenci pracują jednocześnie i studiują. Osobiście nie znam ani jedynej osoby bez tytułu (czyli zaraz po liceum), która pracuje w architekturze, ale rozumiem Twój punkt widzenia bo znam dużo bezrobotnych mgr. Kwestią najważniejsza jest po prostu fizyczne i psychiczne wytrzymanie tego i w pewnym momencie powiedzenie sobie – to nie dla mnie, chce innego życia. Ale nie mówienie innym, że to nie ma sensu bo „na świecie powinno być inaczej”.

                    Polubienie

                    1. No i dokładnie – na wolnym rynku nie byłoby państwowych uprawnień, nie byłoby żadnych uprawnień tylko doświadczenie i zaufanie innych. A to procentowałoby lepszą jakością usług jeśli mówimy o rynku architektów. Rola architekta byłaby też zupełnie inna – dziś architekt jest jak urzędnik, produkuje papierki. W normalnym świecie architekt produkowałby użyteczne i potrzebne produkty – budynki. Najlepiej dostosowane do rynku.

                      To, że ja jestem nadal architektem jest moim wyborem niezwiązanym ze studiami. Zapewniam Cię, że gdyby nie studia byłabym tu gdzie jestem nie 5, a 10 lat wcześniej. Niestety. Studia są jedną z niewielu rzeczy, których żałuję w życiu. Tak naprawdę gdyby ktoś przyszedł i powiedział mi „nie idź na studia, zobacz, przecież możesz po prostu pracować i zdobyć doświadczenie” i pokazał przykłady – na 100% nie poszłabym i zaoszczędziła masę życia i nerwów. Już w liceum podważałam sens całej tej edukacji, z której przydało mi się w życiu może 10%, głównie było to coś, czego nauczyłam się i tak sama w domu i poprzez doświadczenie.

                      I dlatego mówię ludziom i pokazuję, że nie trzeba iść na studia, by odnieść sukces. Wszystkiego, co jest mi potrzebne nauczyłam się pracując samodzielnie i u innych. A tego, z czego korzystam dziś, bo moja praca jest bardzo „okrojona”, nie biorę na siebie zbyt wielu obowiązków – tego nauczyłam się sama w jakieś 2 lata. Więc… Masz prawo twierdzić, że edukacja studia etc są niezbędne i super i trzeba je koniecznie skończyć, by być architektem. Ale daj innym prawo mieć odwrotne zdanie. W różnorodności jest siła.

                      Natomiast jeszcze do Twojego podejścia, że na świecie jest jak jest. Otóż nie. Są kraje, gdzie żyje się wspaniale i są kraje, gdzie żyje się tragicznie, albo się nawet w ogóle nie żyje, bo się ginie w młodym wieku. I dzieje się tak nie bez powodu. Jedne kraje po prostu mają pewną kulturę i pewne wartości i prawa, w obecności których powstaje bogactwo. Inne mają inne, w obecności których powstaje bieda. U uważam, że ważną rzeczą jest obserwacja tego fenomenu, jeśli chcemy polepszać nasze społeczeństwa.

                      Mówienie „bo tutaj jest jak jest” jak to Kukiz kiedyś śpiewał – co zmienia? Naprawdę wierzysz, że na świecie nigdy nie będzie lepiej? 😀

                      Polubienie

                    2. Można mieć różne podejście do tematu studiów, jedni że warto drudzy że nie. Ja mam trochę inny punkt widzenia na to wszystko. Wydaje mi że studia mogą być czymś fajnym i nie strata czasu, wszystko zależy od tego gdzie, jak i kiedy. Po pierwsze, uważam że wybór studiów na całe życie w wieku 19 lat to jedna wielka porażka. Jak tu wybrać zawód w którym nigdy się nie pracowało?no jak? Nie bez powodu ludzie z doświadczeniem dopiero wybierają kierunek studiów podnieść swój poziom w tym czym się zajmują i lubią. Po drugie to forma studiów. Nie ukrywajmy ale sposób kształcenia w Polsce, kucia na pamięć bzdur niegdy nie przydatnych w życiu odbiega bardzo od niektórych krajów gdzie studia wymagają kreatywności od studenta i wkładu własnego a nie taka tam nauka… Uważam że dla ludzi w wieku 19 lat to zdecydowanie nie czas by wybierać zawód na całe życie. Sama skończyłam bezsensowna politologie tylko dla tytułu a teraz dopiero rozpoczęłam studia lingwistyczne bo nauka języków sprawia mi przyjemnośc i by zajmować się tłumaczeniem dokumentów potrzebuje zgłębić to wiedzę bardziej. Potrzebowałam jakieś 13 lat więcej od skończenia 19 stki by to wiedzieć. Ale to ja, też mieszkam we Francji i odkrywam nowa drogę życia 🙂

                      Polubienie

  9. Bardzo dużo w tym prawdy, i fakt że ciągle przemęczenie prowadzi do katastrofy. Sama ciągle czuje ze potrzebuje odpocząć i to ciagle, aż zaczęłam się zastanawiac czy nie jestem czasem leniem smierdzacym i tyle, ale nie, to kłóci się z moją ambicją więc napewno to efekt mojego codziennego życia. Niestety w świecie europejskim nie da życ się tak jak się chce zupełnie, zaczynać pracę jak chce i kiedy chce, to nie jest możliwe do zrealizowania pracując u kogoś i zobowiązując się do wykonania tego co w kontrakcie. Tutaj w Europie, trzeba wiedzieć poprostu jakie są nasze priorytetu i tym się kierować na codzień a do tego, nie dać się zmanipulowac i umieć uodpornic na ten cały shit dookoła. Jak to ktoś kiedyś powiedział : kontroluj swoja głową bo jak nie to ktoś inny będzie ją kontrolował.

    Polubienie

      1. Można też unikać tłumu, co daje dystans względem wszechobecnego szaleństwa.

        Nie odbierałem wytrzymałościowych ćwiczeń w charakterze stresu. Muszę sobie to przemyśleć, ponieważ mam sąsiada, który zaczął biegać po przejściu na emeryturę, rocznik 1947. Naprawdę dobrze wygląda i ma kondycję, której nie posiada większość nastolatków. W tym roku, na przykład, brał udział w biegu przez Mont Black (ponad 160 km). Przyznam, że trochę mi to imponuje. Ale widać, że moje opory mają jednak jakiś sens…

        Polubienie

      2. Myślę że w EU też można; od ukończenie studiów przez ponad 10 lat powadziłem działalność gospodarczą (ciągle biegałem, już nie potrafiłem chodzić powoli), następnie dwa lata spędziłem w UK. Tam przyszła „pobudka”. Po powrocie założyłem pasiekę naturalną (wiedzę i doświadczenie wyniosłem z czasów dzieciństwa i wczesnej młodości). Obecnie biegam gdy pszczoły zdenerwują się i muszę szybko oddalić się od ula 🙂 nie noszę zegarka, często zapominam włączyć telefon. Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis 🙂

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s