“Trzeba natychmiast żyć! Czasu jest mniej, niż nam się wydaje” – Inspirująca Historia Joli

Inspirujące Historie to wywiady z podróżnikami, emigrantami i innymi interesującymi osobami, a także listy od czytelników bloga, którzy zmienili swoje życie. To historie, które inspirują i motywują do działania i spełniania marzeń – zarówno tych wielkich jak i tych małych.

Jola pochodzi ze Stalowej Woli, jest po 50-siątce i uczy w szkole średniej. Przeciętna osoba – można by pomyśleć, gdyby nie fakt, że Jola organizuje niezwykłe wyprawy dla 50-ciolatków, pisze bloga podróżniczego, a jej synem jest jeden z najbardziej rozpoznawanych podróżników w Polsce.

Jola właśnie wróciła z wyprawy z synem na… Kamczatkę. Podróżuje od dawna, ale to był dotychczas najbardziej odległy cel. Choć, jak sama wspomina, na pewno szybko się to zmieni…

Co zmotywowało Cię, by zacząć podróżować?

Mam duszę włóczęgi i poszukiwacza przygód 😉 I choć uwielbiam swoje mieszkanko i doskonale się w nim czuję, przygód nie przeżywa się w domu więc zawsze mnie gdzieś ciągnęło i wciąż ciągnie… I to nie musi być od razu daleki świat.

Wraz z mężem i dziećmi “od zawsze” włóczyliśmy się po okolicznych lasach, po Bieszczadach i innych górach, po Polsce wzdłuż i wszerz i po Europie. Wszystko zależało od aktualnych możliwości czasowych, finansowych i zdrowotnych.

Zawsze były to wyjazdy na własną rękę. Nie lubimy zorganizowanych wycieczek, bo za mało w nich wolności i miejsca na przygody. A do tego są drogie, a nam się nigdy nie przelewało.

Jeździliśmy więc z namiotem (tak np. zwiedziliśmy całe Czechy jeszcze w poprzednim stuleciu, a potem z przyczepą kempingową (południe Europy) wykorzystując każdą wolną chwilę.

Na taką skalę jak teraz jednak wcześniej nie podróżowałaś? Co się zmieniło?

Trzy lata temu zostałam sama… dzieci pokończyły studia i się usamodzielniły, mąż zmarł…

Śmierć męża ciężko przeżyłam, był moim prawdziwym przyjacielem, wszystko lubiliśmy robić razem… Trzeba było jakoś tę nową sytuację “oswoić”.  Nie było łatwo… W ramach terapii zaczęłam pisać wspomnienia o naszym wspólnym życiu, szczególnie w jego podróżniczym aspekcie. Potem te wspomnienia – za namową dzieci – stały się podwaliną mojego bloga “Kto chce szuka sposobu czyli podróże po babsku”.  Ale najlepszym lekarstwem okazały się podróże.

Pierwszą (z tych większych) była podróż w czasie zimowych ferii  na Teneryfę. Wyszukałam tanie loty, wynajęłam samochód, załatwiłam zezwolenie na noclegi w namiocie na lokalnych, darmowych polach biwakowych i z koleżanką wyruszyłam po przygodę. Prawie cały ten tydzień spędziłyśmy w górach. Tak bardzo mi się spodobało, że następnej zimy znów poleciałam na “Kanary”, tym razem na Gran Canarię.

Bardzo ważną pordóż odbyłam w wakacje 2015, spełniłam wtedy swoje wielkie marzenie, które zrodziło się we mnie jakieś 20 lat wcześniej – zwiedziłam Norwegię od Lindesnes po Nordkapp!

Norwegia to bardzo drogi kraj wymyśliłam więc, że będzie to wyprawa z przyczepą kempingową, w którą weźmiemy zapasy żywności z Polski, będziemy mieć wtedy noclegi i jedzenie niemal za darmo. I jeśli już jechać tak daleko, to na minimum kilka tygodni.

Długo szukałam ekipy, z którą mogłabym wyruszyć w tę obmyślaną od dawna podróż. Nie było łatwo głównie ze względu na tę długość wyprawy… Ostatecznie wyklarował się 5-osobowy skład samych pań w wieku +/- 50 lat. Początkowo napawało nas to niepokojem (w kontekście podróży z przyczepą, która nieraz wymaga użycia dużej siły fizycznej albo działań majsterkowicza), ale z czasem uznałyśmy to za dodatkowy smaczek 🙂 I była to rzeczywiście cudowna babska przygoda!!! Kiedyś jeszcze powtórzymy coś podobnego!

Tak jak wspomniałaś ostatnio była Kamczatka – podróż, w którą zabrał mnie mój syn-autostopowicz. I bez autostopu się nie obyło! Dotarliśmy tak do Moskwy (przez Petersburg!), skąd mieliśmy lot na Kamczatkę. Powrotną drogę przebyliśmy w ten sam sposób.

Najmocniejszym akcentem na Kamczatce był 9-dniowy trekking między wulkanami, z noszeniem dobytku na plecach, spaniem w namiotach, kąpielach w gorących źródłach i spotykaniem niedźwiedzi! I wspaniałe kontakty z tubylcami na Couchsurfingu! Piękny to był miesiąc! Jeszcze nie zdążyłam go opisać na blogu, mam nadzieję wkrótce to nadrobić.

Czego jak dotąd najbardziej żałujesz? Czego najbardziej się bałaś?

Nie żałuję niczego, co jest w mojej mocy (bo żałuję ogromnie, że nie ma już przy mnie męża)! Co najwyżej wyciągam wnioski na przyszłość. Np. wiem, że już tak nie obciążę swojego samochodu ciągnącego przyczepę, bo to nie ciężarówka. I mam nadzieję, że dzięki temu nie będę więcej musiała naprawiać auta za granicą, jak mi się to przydarzyło w Szwecji, w drodze powrotnej z Norwegii.

A czego się bałam? Zawsze jest jakiś bliżej nieokreślony niepokój przed wyruszeniem z domu, ale to według mnie jest potrzebne – dzięki temu jest mi łatwiej się  zmobilizować i skoncentrować.

Ale prawdziwie się bałam przed podróżą na Teneryfę… Dla młodszych to pewnie żadne bógwico, ale dla mnie, wychowanej bez możliwości wyjazdu za granicę, bez internetu i bez wykorzystania w praktyce angielskiego zorganizowanie tego wyjazdu to była wielka sprawa! Pierwszy w życiu zakup biletu lotniczego i odprawa on-line, wynajęcie samochodu i rezerwacja noclegów przez internet… itp. I większość tych spraw po angielsku… Bardzo się bałam, czy to wszystko zadziała…

I wszystko zadziałało! Żadnych problemów!  Uznaję to za swój wielki sukces. Normalnie poczułam w sobie moc! 🙂

Co najbardziej motywuje Cię do kontynuacji?

Jak pisałam wcześniej – mam duszę włóczęgi i poszukiwacza przygód. To mnie napędza. Jestem ciekawa świata i ludzi, uwielbiam, jak w moim życiu coś się dzieje.  Lubię wiele aktywności i mam sporo planów z nimi związanych.

Średnio raz w miesiącu jadę w góry – lubię wszystkie! Ostatnio nawet próbowałam ferrat w Dolomitach.

Jeżdżę na rowerze – mam zamiar przejechać polskie wybrzeże, całą ścianę wschodnią (green velo) objechać Bornholm, może Rugię, Holandię?… Wybieram się pieszo  na Drogę Św. Jakuba (del Norte  i Portugués). Uwielbiam spływy kajakowe – spływałam m. in. Wieprzem, Tanwią, Wyżnicą, Wisłą, a ostatnio uczestniczyłam w czterodniowym spływie po Bugu.

No i podróże – samolotem, samochodem, z przyczepą lub namiotem, blisko lub daleko, długo czy krótko – każda podróż jest wspaniała! Wkrótce będę w Izraelu – “musiałam” kupić bilety, skoro były po 300 zł w obie strony ;-). A na miejscu wypożyczymy samochód,  spać będziemy na Couchsurfingu i pod namiotem. Mam też wiele innych planów, ale nie ma co wybiegać zbyt daleko w przyszłość.

Bardzo ważne są dla mnie kontakty z innymi ludźmi! To wszystko nadaje smak mojemu życiu! I to jest moja motywacja.

Jaka jest najcenniejsza lekcja życiowa jaką wyniosłaś do tej pory z podróżowania?

Podróże uwielbiam i mam wrażenie, że z wiekiem coraz bardziej się w tym temacie rozkręcam. Ale podróże to tylko dodatek do życia właściwego. One nadają życiu smak, ubarwiają je kolorami tęczy i bardzo wzbogacają. Wypełniają pamięć pięknymi krajobrazami i wspomnieniami.

Ale to, co w życiu najcenniejsze, najpiękniejsze i najbardziej wartościowe to dom, rodzina, więzi międzyludzkie. To one – z obserwacji spotkanych w świecie ludzi i perspektywy moich 50+ lat – dają największe poczucie szczęścia i spełnienia.

Jak podróżowanie zmieniło Twoją osobę?

Hmmm… Nie czuję jakiegoś szczególnego wpływu podróży na moją osobowość. Wydaje mi się, że to, jaka jestem zdecydowało o moich podróżach, a nie odwrotnie.

Podróżowałam wszak nawet wtedy, gdy granice były zamknięte – tym sposobem w Polsce zwiedziłam mnóstwo miejsc, nie byłam jedynie w okolicach Zielonej Góry i Koszalina.

Ale na pewno mogę napisać, że odkąd wyjeżdżam za granicę i radzę sobie z organizacją tych podróży wzrosła moja pewność siebie i wiara, że sobie poradzę w różnych niespodziewanych, czasem niełatwych, sytuacjach.

Wspaniałą zmianą jest też to, że odważyłam się wypowiadać w języku angielskim (bardzo trudne to było na początku!) i dzięki temu radzę sobie z tym coraz lepiej. No i na pewno takie aktywne, wędrowne, podróżnicze  spędzanie wolnego czasu pozwoliło nam wychować nasze dzieci na otwarte, ciekawe świata, pełne sympatii do ludzi i wiary we własne możliwości osoby.

Czy zmieniło się Twoje podejście do kraju ojczystego? Jak dziś postrzegasz Polskę i Polaków?

Zawsze lubiłam swoje miejsce na ziemi i to się nie zmieniło. Lubię wyjeżdżać nawet w dłuuugie podróże, ale nigdy nie chciałam i nadal nie chciałabym zamieszkać na stałe w innym kraju.

Może kiedyś, jak już nie będę pracować, będę spędzać część zimy (tylko część, bo zima w naszych górach jest przepiękna!) w jakimś ciepłym zakątku świata? Chciałabym… Ale zawsze z radością wrócę do swojego pospolitego, ale kochanego mieszkania na V piętrze wieżowca.

Polacy, tak jak i inne narodowości, mają swoje wady i swoje zalety. Wiele cech nas drażni u naszych rodaków i jesteśmy skłonni zachwycać się ludźmi, którzy ich nie mają… Ale nie ma ideałów – ci inni też mają swoje wady, które mogą irytować i są trudne do zaakceptowania na co dzień. Wśród wszystkich nacji, są ludzie dobrzy i trochę złych. Nie ma co demonizować akurat naszych cech.

Inną sprawą jest natomiast styl życia ludzi zachodu, do którego bezkrytycznie (wg mnie – niestety) dążymy. Konsumpcjonizm (chora pogoń za “mieć”!), hedonizm, mylenie tolerancji z obojętnością, brak empatii (postawa typu – “to twój problem”) to dla mnie główne grzechy zachodniego świata, które coraz bardziej “panoszą się” także u nas i mi doskwierają.

Co byś powiedziała tym, którzy chcieliby podróżować lub wyjechać ale zbyt się boją?

Nic odkrywczego… Prawdy znane od lat, ale dla wielu trudne w realizacji – nikt nie spełni naszych marzeń oprócz nas samych! Tylko my możemy zrobić ten pierwszy krok! Trudny, ale niezbędny.

I trzeba go zrobić jak najszybciej, bo szkoda czasu na czekanie. Życie nieubłaganie mija. Lubię to zdanie:

“Trzeba natychmiast żyć! Czasu jest mniej, niż nam  się wydaje”.

Moim motto życiowym jest (ponoć Żeromskiego) “Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu”. Może ci, którzy chcą, ale nic nie robią, tak naprawdę nie chcą?…

Bo przecież miałabym dużo wymówek przeciwko podróżowaniu – jestem dojrzałą panią, babcią; bardzo słabo mówię po angielsku (dzięki podróżom mój angielski staje się coraz lepszy); wychowaną w świecie, w którym niemal nikt nie podróżował. A mimo to podróżuję! Bo bardzo chcę!

Bierzcie ze mnie przykład! Skoro ja sobie radzę z podróżami to każdy sobie poradzi!


Podróże Joli możecie śledzić na jej blogu: „Kto chce szuka sposobu, czyli podróże po babsku”.
A jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie bloga jej syna: „Plecak Wspomnień” to koniecznie zajrzyjcie i tam.

 


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

9 myśli nt. „“Trzeba natychmiast żyć! Czasu jest mniej, niż nam się wydaje” – Inspirująca Historia Joli”

  1. Jolę poznałem w Bieszczadach, potem spotkaliśmy się w Beskidzie Żywieckim, pogadaliśmy sobie przy piwku w schronisku i tak nasza znajomość trwa do dziś :). Czasem uda nam się gdzieś powędrować razem w polskich górach. Cieszę się że Ją poznałem ! Jest jak wulkan rozlewający dobrą energię ! I tym chyba przyciąga do siebie i zjednuje ludzi. Nie można Jej nie lubić 🙂 Wielu „młodych staruszków” mogło by brać za wzór podróżnika babcię Jolę !
    Zdzich z Tych.

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s