Nie chowaj się za CETĄ, Polaku – to Ty niszczysz polską gospodarkę

Nie mogę wyjść z podziwu, z jakim zapałem Polacy potrafią walczyć o sprawy, których nawet nie rozumieją, ale w których zawsze mają „jedyną świętą rację”. Dziś tą „racją” jest walka z CETĄ. W imię ochrony polskich rolników i małych przedsiębiorstw, rzecz jasna.

Krótkie pytanie do Was, drodzy obrońcy: Ilu z Was kupuje żywność na ryneczku albo bezpośrednio u rolników? Oraz ubrania, kosmetyki, i inne artykuły? Ilu z Was wybiera polski produkt zamiast zagranicznego, gdy może? Ilu z Was w ogóle zwraca na to uwagę?

Ten, kto nigdy nie kupił nic w Supermarkecie niechaj pierwszy rzuci kamieniem!

Proszę bardzo! Ten z Was, kto nigdy nie zrobił zakupów w sieciówkach, Lidlu lub innym supermarkecie czy dyskoncie – niechaj ciśnie w CETĘ pierwszy kamień!

Co? Jak to? Nie ma nikogo? To może ktoś, kto wspierał polską gospodarkę, wybierając zawsze tylko polskie produkty? Też nie?

To może chociaż ktoś, kto kupował u polskich sprzedawców? Że co? Nawet nigdy nie pytaliście, kto jest właścicielem sklepów, w których kupujcie???

Do jasnej cholery! Skończmy z tą hipokryzją!

Promocje kusza…

Nagle obudzili się wielcy obrońcy polskiej gospodarki. Którą trzeba siłą trzymać pod komunistycznym systemem nakazów i zakazów, bo przecież wolny handel i wolny rynek by ją na pewno zniszczył.

Nagle każdy wie lepiej, co kupować powinien każdy inny Polak. Jaki i czy w ogóle powinien mieć wybór. Nagle wszystkich niesamowicie obchodzi los polskich rolników i przedsiębiorców… A gdzie jesteście, drodzy Polacy, gdy plajtują kolejne polskie biznesy? Nawet o nich nie słyszycie, zajęci zakupami w centrach handlowych

Tak się składa, że doskonale znam polską gospodarkę „od kuchni”. Bo zawsze kupuję to, co polskie, jeśli tylko mogę. Gdy przyjeżdżam do Polski kupuję na ryneczkach. Tak, tych zwykłych ryneczkach z „budami”. Te ryneczki, które zawsze się rozwijały i miały pełno klientów dziś upadają. Kolejne stanowiska są zamykane. Klientów coraz mniej. Wiem to doskonale bo nie tylko robię tam zakupy. Zawsze rozmawiam ze sprzedawcami. Znam ich. Wiem, przez co przechodzą.

Polacy po prostu wybierają supermarkety i centra handlowe

Pani Ania prowadzi małe stoisko z ubraniami. Kupuję u niej piękne spodnie, jakich szukałam od dawna w idealnym kolorze za jedyne… 29zł. Tłumaczę jej jak ciężko dziś znaleźć rzeczy z czystej bawełny, bez domieszek poliestru. Na co pani Ania przybiega do mnie z bluzą za… 49zł i namawia gorąco do zakupu.

Ulegam, mimo że nie mam w zwyczaju kupować rzeczy, których nie potrzebuję. Ostatecznie później ta bluza staje się jedną z ulubionych części mojej garderoby. Również dlatego, że wykonana jest z czystej, wysokiej jakości bawełny.

Pani Ania tłumaczy mi, że sprowadza ubrania z Bangladeszu, bo tam najłatwiej dostać właśnie dobre jakościowo, stuprocentowo bawełniane rzeczy. Opowiadam jej o dzisiejszej tragicznej jakości ciuchów z sieciówek. Kiwa głową i mówi, że też się dziwi ludziom, że tam kupują…

Po czym opowiada mi o pewnej mamie, która potajemnie kupuje u niej rzeczy dla swojej córki, a potem doszywa do nich metki firm takich jak CROPP, bo inaczej mała nie pokazałaby się w nich w gimnazjum… Mówi, że klientów jej ubywa, bo młode pokolenie chce nosić rzeczy z sieciówek. Koniecznie z niepolsko brzmiącą nazwą na metkach…

Pani Magda i Jolanta prowadzą malutki, ale niezwykle przyjemny sklepik ze zdrową żywnością. Większość produktów ma już nawet certyfikaty BIO. Mąka orkiszowa kosztuje tu 1/6 ceny, jaką płacę za nią na Karaibach. Do wyboru jest masa różnych lokalnych miodów, ziół i innych smarowideł. Ostatnio wprowadzili nawet sprzedaż wysokiej jakości olei, jak np. olej z pestek winogron, którego używam jako kosmetyku. Cena dużo niższa niż ta, którą płacę za niego na Karaibach. A pojemność butelki prawie dwukrotnie większa

Mimo to pani Magda i Jolanta wzdychają głęboko, gdy pytam je jak kręci się biznes. Różnie bywa, teraz niby trochę lepiej, ale kolega obok właśnie splajtował…”. Kręcę głową i nie mogę uwierzyć. We Francji zrobiłyby furorę swoimi produktami. I cenami… 

Na pana Adama zawsze mogę liczyć. Wita mnie z ogromnym uśmiechem: „A, to pani! Jak miło znów panią widzieć!„. Od lat kupuję u niego torby i „nosidła” wszelakie. Jakiś czas temu zakupiłam tam niezwykle praktyczny i wygodny plecak, więc gdy szukałam podobnego, ale większego, by używać go jako bagażu podręcznego, sklep pana Adama był pierwszym miejscem, o którym pomyślałam.

Oczywiście Pan Adam takie ma, w dodatku w 3 różnych kolorach i 2 różnych wariantach. Uradowana wybieram ten, który najbardziej mi odpowiada i płacę… 80zł zamiast 85. Zawsze czuję się głupio, ale Pan Adam nalega: „To na dobrą kawę proszę zachować!”.

Gdy parę tygodni później stwierdzam, że potrzebuję nowej porządnej walizki podróżnej, znowu odwiedzam to samo miejsce i oglądam wygodny produkt za cenę 380zł. Z szokiem stwierdzam, że walizka jest tej samej, francuskiej firmy co walizka mojego chłopaka… Tylko że on wydał 90€ na dwa razy mniejszą jej wersję, a ja mam zapłacić… 340zł, czyli 85€ za niezwykle pakownego giganta… Znów mi głupio, rabat w wysokości aż 40zł? „To na kilka kaw będzie, a wie Pani, to jest tak miło jak klienci do mnie wracają”

U pana Jacka, na samym końcu ryneczku znajduję w końcu skórzany futerał na moje nowo nabyte okulary z polaryzacją (takie same jakie kupujesz w drogich sklepach optycznych za 200, jeśli nie 500zł), które kupiłam u pani Magdy za… 40zł.

Ale wracając do pana Jacka i jego produktów – przepiękny i niezwykle praktyczny futerał skórzany kupuję za… 30zł. Skórzany futerał! Za 30zł! Spróbuj znaleźć taki w jakiejś sieciówce. I za taką cenę… Powodzenia!

Rozmawiamy chwilę właśnie o tych centrach handlowych i o jakości produktów. „Wie pani, ja nie jestem żadnym wielkim sprzedawcą, ani ekspertem, ale na tych produktach, jak portfele, etui ja się znam. Od 15 lat je sprzedaję, to nie są byle jakie rzeczy. I ja to lubię.”

Rozmowę przerywa nam pan Andrzej, ze stoiska obok, który mnie rozpoznaje: „A to pani! I jak się paseczek nosi? Może drugi potrzebny? Może inny kolor?”. Dwa lata temu kupiłam u pana Andrzeja fenomenalny i naprawdę niezniszczalny skórzany pasek w przepięknym kolorze. Za… 20złProdukcji polskiej, tak wspaniale wykonany, ze znajomi z Berlina pytali mnie, gdzie mogą taki dostać. „Made in Poland” – odpowiadałam…

Na ryneczku kupuję jeszcze masę innych rzeczy, na opis których nie starczyłoby całej książki. Ale mam nadzieję, że rozumiesz już, o co mi chodzi.

Nie kupuję na ryneczkach, tylko dlatego, że mają najtańsze ceny. Ani dlatego, że mają najlepsze jakościowo rzeczy. Ani dlatego, że sprzedawcy są mili i pomocni. Ani dlatego, że wszystko można zawsze dotknąć, wypróbować i przetestować, czy nam odpowiada. Ani dlatego, że panuje na nich przyjacielska, przemiła atmosfera…

Kupuję na ryneczkach, bo one spełniają wszystkie te powyższe kryteria naraz

Nikt nie wmówi mi, że produkty z Kanady, czy Stanów Zjednoczonych są tańsze niż polskie. Bo nie są. Byłam w USA, żyłam w Niemczech, żyję we Francji, wiem co mówię. Polskie produkty są i będą nie tylko dużo tańsze. One zawsze będą przede wszystkim dużo lepsze jakościowo. Szczególnie jeśli chodzi o rolnictwo.

Jasne, że polska gospodarka nie jest potężna i nie można kupić absolutnie wszystkiego „made in Poland”. Ale to co można zwykle jest naprawdę niesamowitej jakości. Za naprawdę konkurencyjną cenę. I to właśnie dzięki takim ludziom, którzy sprzedają na ryneczkach. To dzięki ich pasji i wiedzy na temat produktów i wartości materiałów w Polsce nadal można dostać tysiące niesamowitych rzeczy, o których Niemcy, Francuzi czy Amerykanie mogą sobie pomarzyć. Za cenę, która przygniata nawet największy dyskont…

Więc jeśli faktycznie stoisz po stronie polskich producentów, polskich rolników i polskich sprzedawców – przestań o tym gadać i zacznij coś w tej kwestii robić.

Zajrzyj na ryneczki i zdziw się, jak tanie i dobre może być jedzenie. Szukaj polskich produktów i zachwyć się ich jakością. Pytaj polskich sprzedawców o rady. Oni potrzebują Ciebie, a nie ochrony przed CETA. Udowodnij, że jesteś po ich stronie swoimi działaniami, a nie słowami…
PS. CETA jest zniesieniem blokad rynkowych i tym samym wielką szansą dla Polski i polskiego rolnictwa i będę się przy tym niezmordowanie upierać. Jak i również przy tym, że żyjemy w komunizmie, który należy w końcu obalić.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

22 myśli nt. „Nie chowaj się za CETĄ, Polaku – to Ty niszczysz polską gospodarkę”

  1. Ja mam tylko pytanie. Czytałaś tę umowę? Ma ponad 1000 stron.
    Jak dla mnie, umowa o wolnym handlu nie powinna być taka długa.

    Lubię to

      1. Tak, widziałem. To była ustawa o swobodzie gospodarczej z 1.01.1989r. wprowadzona przez rząd M. Rakowskiego z PZPR.
        Ale nie o to mi chodzi.
        Zastanawia mnie, czy na podstawie tej umowy Monsanto będzie mogło bez żadnych przeszkód sprzedawać swoje produkty w Polsce? Jeżeli tak, to ustawa o zakazie upraw GMO ląduje w koszu.

        Lubię to

          1. Umowa przewiduje prowadzenie działalności gospodarczej i de facto jest umową pomiędzy Unią Europejską a całą NAFTA.
            Niemniej już się dowiedziałem, że na razie firma wchodząca na rynek ma przestrzegać prawa kraju, w którym chce działać, czyli Monsanto nie będzie sprzedawać u nas swoich nasion GMO. Na razie…
            Jak dla mnie, jest to krok w kierunku powstania nowego superpaństwa. Stanie się to pewne, kiedy zaczną mówić o stworzeniu jednej władzy nad całym terytorium działania tej umowy (lub kolejnego traktatu).
            Nie na tym polega swoboda gospodarcza.

            Lubię to

            1. Dokładnie na tym polega swoboda gospodarcza, problem, powtórzę po raz wtóry, tkwi w komuniźmie polskim, a nie wolnej gospodarce. Zresztą już mam dosyć słuchania tego jak to kapitalizm wykańcza kraje. Który wykończył? Nie mamy takiego przykładu w historii. Za to komunizm wykończył masę i wykańcza kolejne. To, czego Polsce potrzeba to: 1.Niepodległość, bo ją straciliśmy na rzecz Unii. 2. Wolności 3. Prostego, przejrzystego prawa na wzór amerykański. Wówczas, jak komuś GMO zaszkodzi, będzie miał jak się sądzić. A jak nie, to i problemu nie będzie. A jak wszyscy uznają jednogłośnie, że mają gdzieś swoje zdrowie, to mi też rybka.

              Lubię to

              1. Problem nie polega na jedzeniu, czy niejedzeniu GMO, lecz na dopuszczeniu uprawy organizmów zmodyfikowanych genetycznie. Ale to inna sprawa.
                Swobody gospodarczej od czasu zastosowania w praktyce liberalizmu brytyjskiego jest na świecie cały czas coraz mniej. Jak działa brytyjski liberalizm gospodarczy, zwany dla zmylenia przeciwnika „wolnym rynkiem”, można zrozumieć zagłebiając się w relacje brytyjsko-chińskie w XIX wieku; hasło „wojna opiumowa”. Tak to działa do tej pory, tylko kanonierki i kosztowne wojny zastąpiono „lobbystami” – taniej i ciszej.

                Odnośnie wymienionych przez Ciebie punktów:
                ad 1. Wolność straciliśmy w 1939 i od tamtego czasu jej nie odzyskaliśmy (przypominam hasło „transformacja”).
                ad 2. Bez obalenia państwa opiekuńczego ludzie nie nauczą się odpowiedzialności, a ze „zdobyczy socjalnych” ludzie sami nie zrezygnują.
                ad 3. Prawo w USA jest niejednolite. Na którym stanie mamy się wzorować?

                Lubię to

                1. Strzelałabym na oślep że na tym, które ma największą satysfakcję wśród użytkowników. Takie tam se wymyśliłam kryterium. Serio, nie da się skomplikować tego pomysłu. Co do niepodległości masz rację.

                  Lubię to

                  1. Przy okazji wytłumaczę się z mojego ciągłego sceptycyzmu odnośnie budowania normalnego państwa.
                    Uważam, że bez poznania i zrozumienia mechanizmów rządzących światem, nie da się uniknąć setek pułapek, ponieważ wszystko, co dzieje się wokół nas jest zupełnie inne, niż nam wmawiają. Naprawdę zupełnie inne.
                    Pamiętam nadzieje związane z 1989 rokiem. Pamiętam, jak niszczony był potencjał ludzki, jak traciliśmy największą szansę od 1918. Nie rozumiałem tego. Teraz wiem dużo więcej, ale wciąż nie wszystko rozumiem. A najbardziej niebezpieczne zawsze jest to, czego nie wiemy. Na szczęście młodzież nie wie, że czegoś się nie da. Może im się uda, bo wiedzą znacznie więcej, niż starsze pokolenia i nie mają takich kompleksów.

                    Lubię to

                    1. Moralność nie bierze się z kosmosu. Trzeba odkryć wartości, które są warte kultywowania. Wiedza jest w tym przydatna. Wiedza też wskazuje, gdzie wartości nie ma i czego wybierać nie warto. To tak na poziomie państwa. Dlatego nie jestem fanem liberalizmu brytyjskiego, bo za nim nie kryje się nic poza chciwością, za to coraz bardziej podoba mi się cywilizacja, jaką stworzyli nasi przodkowie. I też w niej było miejsce na swobodę gospodarczą.
                      A wyobrażać można sobie różne rzeczy, tylko że nasze kreacje potem zderzają się z wyobrażeniami innych i tym, co nazywamy rzeczywistością.
                      Przy czym, nie budowałbym państwa w oparciu o wyobrażenia ideału, ale wybrałbym sprawdzone mechanizmy. Przynajmniej na początek, bo przecież realia się zmieniły, więc i państwo docelowo wyglądać musi nieco inaczej.

                      Lubię to

                    2. Według wszelkich badań psychologicznych bierze się „z kosmosu” tzn mamy ją zakodowaną w naturze 🙂 Więc jest to bardzo proste tylko niepotrzebnie komplikujemy. Napiszę o tym artykuł niebawem.

                      Lubię to

                    3. Różne nacje mają różną moralność, więc raczej nie z kosmosu – to wytwór cywilizacyjny.
                      Człowiek jest istotą samolubną z natury, to kultura go hamuje.

                      Lubię to

                    4. Psychologia bada ten temat od dawna, moralność ludzi jest wszędzie taka sama, poza psychopatami, każdy już jako malutkie dziecko posiada zdolność rozumienia co jest „złe”, a co „dobre”. Kulturowe normy to zupełnie inna sprawa. Trochę jak intuicja, która pochodzi z wnętrza i rozum, który społeczeństwo nam narzuca. Moralność, a kultura to nie jedno i to samo.

                      Lubię to

                    5. Chętnie przeczytam wpis o tym.
                      Z mojej wiedzy wynika, że pierwszą reakcją na spotkanie obcych było „obrabować, zabić, zjeść”. Tak właśnie „wyginęli” Neandertalczycy, tworzący małe grupy rodzinne. Homo sapiens żył w grupach wielorodzinnych. Dopiero Grecy zauważyli, że można zwiększyć zyski z handlu, chroniąc kupców przed napadami.
                      Człowiek jest istotą egoistyczną i ta cecha ujawnia się szczególnie w przypadku zaistnienia ograniczonych zapasów. Świetnie się w to wpisuje sienkiewiczowski przykład moralności Kalego: „Kali ukraść krowę, dobrze. Kalemu ukraść, źle”.
                      W niektórych kulturach oszukiwanie obcych, szczególnie innowierców, nie jest niczym nagannym. To się nazywa etyka sytuacyjna.
                      Dla nas jest to podejście obce, gdyż jesteśmy wychowani pod wpływem etyki bezwzględnej – kłamstwo to kłamstwo – nic dobrego.

                      Lubię to

                    6. Ale mówisz o kulturze, nie naturze człowieka. Z natury człowiek jest zwierzęciem stadnym i jako takie charakteryzuje się wysoką moralnością. Psy nie bez powodu są wierne i tak podobne do człowieka.

                      Lubię to

                    7. No i z natury ulegają stadu… albo się kryją ze swoim punktem widzenia.
                      Większość ludzi jest bezrefleksyjna. Idą dla swojej wygody po najmniejszej linii oporu. Jedynie drobny ułamek społeczeństwa zastanawia się nad sprawami ogólnie związanymi z duchową stroną człowieka. Ma to bardzo ważne konsekwencje związane z budowaniem normalnego państwa, o których nie można zapomnieć.

                      Lubię to

                    8. OK, poczekam. Natura wychodzi z ludzi w warunkach kryzysowych. W warunkach nadmiaru nie ma konieczności konkurowania z innymi.

                      Lubię to

  2. Hej, ciekawy wpis. Tylko że to nie do końca tak kolorowo jest… Mieszkam w małym mieście, targ jest raz w tygodniu i to w godzinacj kiedy pracuję. A i niestety oferta straszna sama chińszczyzna. Staram się ile mogę kupować u okolicznych rolników,

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s