Jak uniknąć przeziębienia w tym roku?

Pierwsze powiewy chłodu i już są „ofiary” – sporo moich znajomych pisze, że się rozchorowało. Niektórzy nawet dość poważnie. To normalne chorować. To nienormalne chorować „po raz kolejny”…

Pamiętam czasy gdy i mnie rozkładały nawet minimalnie chłodniejsze dni. Przeziębienie traktowano jak naturalną część jesieni, zimy i wiosny. Ale nie musi tak być. Oczywiście jednym z najlepszych rozwiązań jest przeprowadzka w jakieś tropiki, co i ja uczyniłam, ale to nie gwarantuje całkowitej wolności od zimna i wirusów.

Dziś jednak już nie marznę podczas podróży, wizyt w Polsce, ani nie padam jak muchy przy ataku wirusów z Europy, które przywożą ze sobą na Karaiby turyści każdego sezonu. W tym artykule przedstawię Wam moje metody na walkę z choróbskiem wszelakim. Nie jestem lekarzem, ale wiem, co mówię. W związku z Hashimoto chorowita byłam całe życie. I nadal, mimo wyleczenia z tej podłej przypadłości, nieco bardziej i szybciej niż inni odczuwam zimno.

Najlepszą obroną jest atak

szklanka wody

Podczas podróży i wizyt w Europie zawsze mam przy sobie czystą witaminę C w proszku. Nie jakieś tam tabletki z masą dodatków tylko zwykłą, czystą substancję. Nazywa się to w aptekach „lewoskrętną witaminą C” tudzież „kwasem askorbinowym”. Bardzo możliwe, że znajdziecie ją tylko w internecie i tylko w większych opakowaniach. Warto.

Gdy tylko choruje ktoś wokół nas, zmarzliśmy lub jakkolwiek inaczej nadwyrężony został nasz układ immunologiczny – sięgamy po witaminkę C. Zapobiegawczo. Ja po prostu wyczuwam, że organizm się osłabił i piję sobie ją „na wszelki wypadek”.

Ile?

zachód słońca

Gram co godzinę, w moim przypadku to są 3-4 gramy zapobiegawczo. Więcej, jeśli organizm już „złapał” wirusa – wówczas piję nawet 6 gramów. Ze względu na metabolizm tejże witaminy bardzo ważne jest, żeby podtrzymywać wysoką dawkę we krwi. Idealnie byłoby wziąć na raz 1 gram, a potem zrobić sobie butelkę roztworu np. 3-4 gram i po niecałej godzinie zacząć pić go powoli przez te 3-4 godziny (tyle godzin ile gram rozpuściliśmy). Wówczas stale dostarczamy organizmowi stymulanta i pomocnika układu immunologicznego.

Czy można przedawkować witaminę C?

góry

Nie znamy takiego przypadku i jedynym problemem, jaki możemy napotkać przy naprawdę wysokiej ilości dawek jest biegunka. Mnie się to jeszcze nie przytrafiło, mimo, że stosuję ten sposób od dawna i piję tego czasem naprawdę sporo. Jeśli się „zesracie” za przeproszeniem no to wiadomo, że trzeba przystopować z ilością i tyle 😀 

UWAGA: Witaminy C nigdy nie bierzemy w ilości mniejszej niż pół grama. Jest to związane z tym, że w mniejszych ilościach działa odwrotnie do zamierzonego efektu – działa na organizm jak utleniacz, toksyna. Dlatego zawsze lepiej na początek zrobić sobie dawkę uderzeniową, a potem ją podtrzymywać jak opisałam wyżej.

W zwykłych aptekach można czasem dostać czystą witaminę C w kapsułkach żelatynowych (zwykle po 1 gram na kapsułkę) – świetne rozwiązanie na podróże, itp. Wówczas zawsze mamy pod ręką odpowiednie dawki, które po prostu przyjmujemy co godzinę. 

Warto wspomnieć tu, że ta fenomenalna i jakże tania substancja działa nie tylko na przeziębienia. Jeśli kiedykolwiek coś was ugryzie, lub nawet niebezpiecznie porani – witamina C zawsze działa wspierająco na nasz układ immunologiczny. Warto więc zawsze mieć ją pod ręką. Nie przesadzę, jeśli powiem, że można nią sobie uratować życie. 


UWAGA – drodzy wegetarianie, weganie, i tym podobni! Dalsza część artykułu sprawi, że zawładną Wami negatywne emocje. Mimo to,  warto przeczytać całość, a dopiero potem zastanowić się co tak naprawdę jest lepsze dla zwierząt.

Najlepszym okryciem jest wełna

Wspominałam już o tym przy okazji artykułu na temat mojej garderoby. To, z czego dziś robione są swetry i inne elementy odzienia nie nadaje się do noszenia. A już na pewno nie w chłodzie i mrozie. W sklepach króluje dziś plastik. Tak, nie żartuję – poliester, akryl, itp. To są materiały z plastiku.

Wszelkie sztuczne materiały działają na nasze ciało jak owinięcie folią. Pocimy się, nie oddychamy, śmierdzimy,  marzniemy i… przeziębiamy się. 

Mechanizm działania wszelkich sztucznych rzeczy na ciało świetnie opisała Monika, ekspert od materiałow i tkanin, autorka bloga Lady and the dress, prowadząca od 12 lat w Niemczech własną, profesjonalną pracownię krawiecką:

„Ludzka skóra przez cały czas oddycha, wchłania i wydala. I poci się. Pocenie się jest całkowicie naturalnym procesem (…) Wraz z potem wydalane są z organizmu toksyny, pot zapewnia skórze właściwy poziom nawilżenia oraz schładza ją (…)

Co się dzieje, jeżeli chłodząca wilgoć nie jest odtransportowywana z powierzchni skóry? Właśnie, mmma-arrr-źniemy. Przemarzasz za każdym razem, kiedy bezpośrednio na skórze nosisz tkaninę, która nie potrafi wchłonąć, ani zneutralizować potu (…).

A co się dzieje, kiedy produkty przemiany materii wydalane przez skórę wraz z potem, zalegają na niej godzinami? Nie wiem, nie jestem lekarzem. Ale szukając powodów fenomenu wzrostu zachorowań dermatologicznych, zwykle znajduję taką samą odpowiedź: przyczyny nie są do końca poznane, jednak stres odgrywa w nich prawdopodobnie główną rolę. Hmm… na pewno, stres naszej własnej, ciągle podrażnionej skóry.

Przesadzam? Nie sądzę, a do uzasadnienia własnego przekonania nie są mi potrzebne żadne statystyki. Pamiętam mój szok, kiedy na pierwszym spotkaniu „Klubu Mam”, w ramach kórego mamy z małymi dziećmi spotykają się regularnie w celu zabawy i wymiany doświadczeń, rzuciło mi się w oczy, że wszystkie z 12 maluchów zebranych w kręgu, ma na twarzy i rączkach jakieś plamy, przebarwienia, strupki albo “tylko” wypryski. Wszystkie oprócz mojego Pawełka.”

Podpisuję się pod tymi obserwacjami wszystkimi kończynami! Akryle i poliestry nie tylko są tragiczne jakościowo i nadają się do wyrzucenia po pierwszym praniu. Ani trochę nie grzeją – jedynie podrażniają naszą skórę.

Ostatnio zakupiłam na allegro sweterek z, jak twierdził sprzedawca „dzianiny bawełnianej”. Okazało się, że była to tylko w połowie bawełna, a w drugiej połowie właśnie tani wstrętny poliester. Nawet takie mieszanki powodują u mnie dosłowny wstręt – nie mam ochoty tego nosić. Skóra się w tym po prostu męczy.

Dziś moim sprawdzonym sposobem na zimno jest wełna. Naturalna, tradycyjna, wcale niegryząca (jeśli potrafimy dobrać sobie odpowiedni rodzaj) i niezwykle przyjemna. Tak, wełna nie jest tanim materiałem. Ale właśnie to powinno dać nam do myślenia – dlaczego dzisiejsze swetry kosztują 50, a nie 500 zł? Ano po to, byś co roku kupowała nowe. Najlepiej po kilka sztuk. I kupujesz.

Wełna to materiał niezwykle ponadczasowy i niezwykle ocieplający. Nawet cienka jej warstwa potrafi nas niesamowicie ogrzać. Jedyne, z czym wełniany sweter przegra to silny wiatr. Ale wówczas wystarczy wełniany płaszcz, który ochroni nas już przed wszystkim.

Wełna bardzo źle chłonie wilgoć, więc nigdy nie przemokniesz na deszczu (chyba, że będziesz w nim stał naprawdę godzinami). Jednocześnie świetnie odprowadza pot i pozwala skórze oddychać. Nic dziwnego – w końcu jest naturalnym materiałem. 

I teraz najważniejsza informacja dla wege-fanow: wełna to materiał na lata, jeśli nie dekady. Materiał, który się nie brudzi i nie śmiergnie, bo nie zatrzymuje zapachów (wystarczy go wywietrzyć, nie trzeba prać). Materiał, który chroni przed bakteriami. 

Wystarczy Wam jeden wełniany sweter. JEDEN! Na lata. A może i dekady. I jeden wełniany płaszcz. To wszystko.

owca

Zastanów się teraz – czy lepiej skorzystać z naturalnej wełny, z której raz pozbawimy jakieś zwierzę, czy korzystać z ropy naftowej, z której powstają poliestry i akryle i która przy okazji przyczynia się co roku do śmierci milionów zwierząt? I to bardzo bolesnej i ciężkiej śmierci? Czy warto co chwila kupować tony sztucznych swetrów, które za chwilę kończą na śmietnikach, a dalej na wysypiskach i w oceanach zatruwając kolejne zwierzęta? I przy okazji nas samych?

Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Wybieram to, co szkodzi zwierzętom najmniej. I przy okazji – mi samej.

Ale to kosztuje…

Tak, dobra wełna kosztuje. Metr kwadratowy czystej wełny (zapomnijcie o tej z domieszkami, nie ma to sensu) to wydatek rzędu 150 zł za samą tkaninę. Ale jest prosty sposób, by zdobyć wspaniałe, piękne, wełniane rzeczy za grosze – rynek wtórny. 

Osobiście posiadam jeden gruby wełniany sweter, jeden wełniany płaszcz zimowy i jedno duże ponczo. Cały zestaw kosztował mnie… 150 zł!

Sweter dorwałam dawno temu na OLX.pl – dawnej tablicy.pl. Jest to w dodatku sweter firmy Abercrombie&Fitch, która do najtańszych nie należy. Oczywiście używany, ale bez śladów używania. Wygląda oszałamiająco pięknie i jest niezwykle ciepły. Często używam go jak płaszczyka.

Ludzie bardzo często sprzedają w takich miejscach jak właśnie OLX.pl czy Allegro.pl rzeczy o niesamowitej jakości, nie będąc świadomymi ile są warte. Mój naprawdę przepiękny płaszcz zimowy kupiłam za 90zł. A ostatnio – ponczo ze stuprocentowej wełny z merynosów – za 30zł! Dla tych, którzy nie orientują się co to jest wełna z merynosów – takie ponczo w sklepie kosztowałoby co najmniej 1000zł. Sama czysta, zwykła wełna, z której chciałam sobie takie uszyć kosztowałaby mnie 300zł..

Jak dorwać takie okazje?

Wystarczy szukać fraz typu: „Sweter 100% wełna”. Ja często przeglądam po prostu rzeczy i gdy jakaś mi się podoba – pytam sprzedającego o skład materiału. Większość ludzi go bowiem nie podaje – tak kiepska jest znajomość jakości w dzisiejszych czasach. Ale właśnie na tym można skorzystać i zdobyć za bezcen rzecz ponadczasową, piękną i przede wszystkim taką, którą z przyjemnością będziemy potem nosić. 

I wcale nie wymaga to czasu – tak naprawdę kupuję dziś głównie w internecie właśnie ze względu na czas. Zastanów się, ile godzin tracisz na zakupy, na bieganie po tych centrach handlowych? No właśnie…

Zachęcam Was więc, byście tej jesieni i zimy spróbowali postawić na jakość i zaopatrzyli się w jeden, ale porządny sweter wełniany. Jeśli takiego nie znajdziecie poszukajcie kogoś, kto zrobi Wam taki na drutach. Tak, może to kosztować kilka razy więcej niż zwykły sklepowy ciuch. Ale co lepsze – jeden przyjemny, piękny element garderoby, który Was prawdziwie grzeje, chroni i nie brudzi się, czy 10 rzeczy, których potem nie chcecie nosić, bo są niepraktyczne?

Zachęcam też do przetestowania zwykłej witaminy C w proszku, zamiast trucia się Fervexem czy innymi tego typu specyfikami. Jeśli połączycie to ze zdrową dietą – żadne mrozy Wam niegroźne! Trzymajcie się ciepło!

PS. A jak chcecie się ogrzać pod palmami to uprzejmie donoszę, że zaczęły się promocje i bilety na Karaiby można dorwać teraz nawet za 1700zł z Warszawy. Instrukcję, jak ich szukać znajdziecie w tym ebooku (KLIK).

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

22 myśli nt. „Jak uniknąć przeziębienia w tym roku?”

  1. A wełna z merynosa się mechaci? Bo kupiłam sobie sweterek z etykietką „fine merino wool” w TK Maxxie za 120 zł, zostawiłam na 2 miesiące i po wyjęciu z walizki jest odrobinę zmechacony na rękawach. Wełna tak ma, czy to wynik przechowywania w walizce?

    Polubienie

    1. Zobacz skład czy to jest 100% merynosa czy z domieszką. Ja w sumie mam tylko jeden taki sweter, za to był to przez rok czasu w podróży jedyny jaki miałam. Nosiłam więc go ciągle, często prałam i często w torbach się przewalał, i wygląda ciągle tak samo, zero mechacenia.

      Polubienie

  2. Ja kupuje witamine C dla dzieci w kroplach. Trzeba oczywiscie dla pewnosci sprawdzac etykiety, ale zazwyczaj jest to czysty kwas askorbinowy. Pozniej odrobina starej, dobrej matematyki i voilá! Dziala na przeziebienie lepiej jak ten ukochany przez brytyjskich lekarzy paracetamol.

    Co do welny, mam sweterek upolowany na przecenie w Uniqlo za ledwie £10, jest swietny. Nie gryzie, grzeje jak trzeba. Mam tez koc welniany kupiony w Polsce (spie pod nim juz trzy lata, zamiast koldry, i wcale nie chce tego zmieniac! Zima pod tym cieplo, latem nie za goraco), prany raz, zapachow zadnych nie ma.

    Polubienie

  3. Uwielbiam wełnę merynosów! W ogóle nie drapie! Upolowałam cieniutki sweterek i nadaje się wyśmienicie na zakres temperatur 16-23 (ja zmarźlak jestem). Raz oblałam go tłustym ciemnym sosem i sobie myślę, oho, no to znowu do prania. Byłam poza domem więc tylko spłukałam plany wodą – nawet ślad po sosie nie został, sweterek czyściutki (a jest jasnoróżowy). Teraz szukam merynosowego podkoszulka i skarpetek (nawet majtki robią – tak przyjemna w dotyku jest ta wełna).
    A co do odporności to odkąd zaczęłam regularnie jeść mleczko pszczele (takie świeże, musi stać w lodówce, nie jakieś tabketki) – to przestałam chorować. Mleczko pszczele daje gigantyczną masę witamin i minerałów – wszystkim polecam zamiast multiwitaminy.

    Polubienie

  4. Nie używam wełny po pierwsze z powodu o którym wspomniałaś z lekką dozą lekceważenia ( tak to przynajmniej odebrałam, i to kolejny raz w twoich postach ) a po drugie z „poprzedniego” mojego życia każdy rodzaj wełny jaki używałam powodował u mnie przykre objawy uczuleniowe,
    Z chorobami nie walczę bo od lat nie choruję ale dbam o to, żeby codziennie były na moim talerzu: imbir, czosnek, cebula, cynamon, kurkuma. Uprawiam sporty, chodzę po górach niezależnie od pogody. U mnie się sprawdza. Oby jak najdłużej. A o mega działaniu wit C też słyszała od znajomych, którzy tak się skutecznie leczą.
    Pozdrawiam z chłodnego już Podhala 🙂

    Polubienie

      1. Nie próbowałam wszystkich. Ale nawet na wełnę, z której się robi super zdrową – podobno – pościel jestem uczulona więc nawet nie próbuję. Poza tym teraz już nie chcę, ale to mój wybór i po trosze mojej skóry 😉
        Zazdroszczę (pozytywnie oczywiście ) twojego ciepełka na plaży gdy u nas jesień dużymi krokami się zbliża i katarami atakuje. Dobrze,że w bonusie daje też przepiękne pejzaże rudościami malowane 🙂
        Zatem dawka wit C zapobiegawczo i na spacer 🙂

        Polubienie

  5. Mam znajomą pielęgniarkę, ale to wersja dla secjalistów , dość extremalna, która by nie chorować podaje sobie dożylnie witaminę C.Jednak potwierdza to , że ten specyfik ma zbawienny wpływ na nasz organizm. Oczywiście ona nigdy nie choruje. Z ubiorem jest ciekawsza sprawa. Wełna wiadoma sprawa, materiał naturalny, ale jest jeszcze bawełna , która nie pochodzi od zwierząt, są i skóry i futra których ludzie używali od dawna i pewno nieźle spełniały swoją rolę, skoro ludzie mieli tylko ogniska , które grzeją od przodu , a tył przecież zimny(lub na odwrót).Później przeszliśmy w czas lnu , który dzisiaj jest materiałem całkiem zapomnianym i też nie pochodzi od zwierząt. To tak po krótce, bo temat rzeka.Pozdrawiam.

    Polubienie

  6. Nie używam chemii. Zbalansowana dieta, trochę ruchu kilka razy w tygodniu. Mnie wystarcza, żeby organizm sam obronił się przed chorobami.

    To co zauważyłem, to przeziębienia i choroby zawsze trafiały mnie w okresach wzmożonego stresu, a właściwie zaraz po nich. Kiedy stres przemija, mój organizm wrzuca na luz z powodu osłabienia walką, którą stoczył w stresowym okresie (mam na myśli dłuższe okresy stresu – np. miesiąc, dwa, jak po przeprowadzce do UK z Polski). Wtedy najłatwiej moim zdaniem o przeziębienia i choroby. Dlatego zbalansowana dieta i dużo ruchu pomaga – niweluje skutki stresu, wzmacnia układ odpornościowy organizmu.

    Dużo też siedzi w głowie moim zdaniem. Po wypadku na rowerze jakiś czas temu byłem dość osłabiony, a jeden z domowników miał ostrą infekcję dróg oddechowych w tym samym czasie – wiedziałem, że nie mogę zachorować, bo opuściłem i tak zbyt wiele dni w pracy. Moje przekonanie o tym, że muszę być jak najszybciej zdrowy, było na tyle silne, że infekcja mnie nie dopadła. Podobne sytuacje widziałem u innych ludzi, jeden ze znajomych nigdy nie chorował. Prowadził własną firmę i zawsze powtarzał, że nie ma czasu na choroby. W głowie siedzi całkiem sporo. Co nie znaczy, że leki są złe. Czasem trzeba, jak nic innego nie pomaga.

    Polubienie

  7. Nasza oryginalna gaździna 😉 robi od lat skarpetki wełniane. i sprzedaje. Moja Mama ostatnio w rozmowie ze mną mówi: ciekawe kto to jeszcze nosi… na to ja: JA!!!!! i przywiozła mi nowiutkie skarpetki od gaździnki 😉 marzną mi stopy, poza tym lubię chodzić bez kapci po domu i takie skarpetki są idealne 🙂
    a przeziębienie mnie dopadło w tym roku nie wiadomo skąd, byłam w cieplejszym kraju, nie przemarzłam, nie przewiało, nie było nadmiaru klimy i w ostatni dzień pobytu się zaczęło 😦 dlatego szukam teraz sposobów na wzmocnienie organizmu. Chyba spróbuję tej witaminy C 🙂

    Polubienie

    1. Samo wyziębienie to jedno, po prostu osłabia nam organizm. Natomiast choroby to wirusy – nawet na Karaiabch ludzie się „przeziębiają” gdy turyści w grudniu zaczynają zwozić ze sobą różnorakie wirusy 🙂

      Polubienie

  8. Większe znaczenie od witaminy C ma sposób ubierania się. Należy tak się ubierać, żeby organizmu nie wychłodzić. Najważniejsze są stopy, dłonie, głowa. No i oddychanie nosem, żeby zimne powietrze nie dostawało się bezpośrednio do gardła. Nienawidzę się przeziębiać, więc zwracam na to uwagę – oragnizm wychłodzony jest bardziej narażony.

    Polubienie

      1. Materiały izolują od warunków zewnętrznych, wcale nie grzeją. O rodzaju materiału się nie wypowiadam, bo wszystkiego nie sprawdzałem na sobie.
        Istotne jest utrzymanie ciepłoty ciała. Organizm wychłodzony jest dużo bardziej narażony na przeziębienie.

        Polubienie

        1. Ilozacja to jedno, oddychanie i wymiana wilgoci to drugie. Sztuczne tworzywa działają na ciało jak styropian na dom. Naturalne – jak wełna mineralna. Mniej więcej tak to można podsumować. CO jest lepsze i mniej szkodliwe dla naszego zdrowia i natury?

          Polubienie

          1. Lepsze i mniej szkodliwe dla zdrowia i natury jest drewno… ale to nie na temat.
            Dzisiejsze tworzywa ubraniowe też są zaawansowane technologicznie i posiadają możliwość odprowadzania wilgoci; posiadają włókna puste w środku, czy zatrzymujące powietrze jako warstwę izolacyjną… ale to też nie na temat, gdyż jak już mówiłem, o materiałach nie chcę się wypowiadać, bo za mało wiem i nie jest to temat, który jakoś bardzo mnie interesuje.

            Polubienie

  9. Ja zamawiam na allegro puste kapsułki zelatynowe i sama wypelniam kwasem askorbinowym. Jedna kapsułka 00, ta największa jaka można dostać to ciut mniej niż gram.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s