Dlaczego lęk nas paraliżuje?

Od jakiegoś czasu mam problem z marzeniami. Odkąd całkowicie zmieniłam swoje życie wszystkie moje wielkie marzenia i pragnienia się spełniły. Przez długi czas moja „tablica marzeń” stała pusta. Nie miałam pojęcia czym ją zapełnić…

Dziś rano obudziłam się bardzo wcześnie z dziwnym lękiem. Który, jak to często z lękami bywa, szybko przerodził się w złość. Nie mogłam zasnąć więc zaczęłam zastanawiać się, skąd ten lęk pochodzi. Pamiętacie wywiad z Alexem Ionescu?

„Jeśli nie boisz się swoich marzeń, to prawdopodobnie są zbyt małe”

Przypomniałam sobie tą sentencję i ten wywiad zaraz po nalaniu porannej kawy. Czy moje marzenia są zbyt małe? Chyba tak. Skrawki widoków z Nowej Zelandii i wodospadu ukrytego w amerykańskim kanionie nie motywują mnie tak, jak inne marzenia w przeszłości. Nie zmuszają do działania. Wiszą sobie na tablicy i czekają na jakiś nieokreślony moment w przyszłości… Usiadłam za komputerem i zaczęłam zastanawiać się:

Czego się boję. Co mnie ogranicza?
dsc04676

Lęk potrafi być paraliżujący. To normalne. Zwierzęta w typowej stresującej sytuacji – np. w obliczu ataku predatora – przyjmują aż 3 (a nie jak często słyszymy 2), różne postawy: walczą lub uciekają ale również – zamierają w bezruchu.

W przypadku tej ostatniej predator nie dostrzega ofiary i zwykle ją omija. I żeby było śmieszniej – najczęściej obserwuje się właśnie tę trzecią postawę, niewymienianą nigdy przez “ekspertów” od stresowych sytuacji. Słynne „fight of flight” („walcz lub uciekaj”) powinno brzmieć: „fight, flight or pretend you’re dead” („walcz, uciekaj lub udawaj martwego”).

Te postawy nie są inne u ludzi i gdy spotyka nas faktyczna stresowa sytuacja – większość ludzi również „zamiera„. Dlatego mówimy właśnie, że lęk nas paraliżuje.

Jakaś część osób postanawia “uciekać” czyli w naszym życiu omija problemy, a tylko nieliczni stają do walki – stawiają im czoła i je rozwiązują. Ale przy każdym z tych trzech zachowań wydzielana jest adrenalina.

I o ile zwierzęta po takim incydencie potrafią się “otrząsnąć” z szoku, poprzez dosłowne otrzepywanie ciała – ludzie nie robią nic. Nauczyliśmy się bowiem, by nigdy nie słuchać siebie i zachowywać się jak inni. A najlepiej w ogóle nie pokazywać emocji. To sprawia, że paraliż spowodowany stresową sytuacją potrafi skutecznie upośledzić nas na długie tygodnie, miesiące, czy nawet lata…

Mój poranny lęk był potężny – silnie paraliżujący. Ale jak zawsze w takiej sytuacji można bezmyślnie poddać się emocjom, negować je i ukrywać przed samym sobą i światem, albo dokładnie się im przyjrzeć i sprawdzić, gdzie nas zaprowadzą. Czego się boję? Co mnie paraliżuje i dlaczego?

Początkowo wydawało mi się, że ten lęk narodził się w związku z małymi zmianami w moim życiu, których obecnie dokonuję. Ale szybka analiza sytuacji pozwoliła spojrzeć na pełny obraz – nie bałam się samych zmian czy złych decyzji. Bałam się tego, do czego doprowadzą. Bałam się nowych marzeń, które są tak wielkie, że po prostu przerażają.

Kiedyś marzyłam o dalekich podróżach, lepszych warunkach pracy i zamieszkaniu w słonecznym miejscu. Wszystkie te marzenia wydawały się nierealne, nieosiągalne. Ale jednak je osiągnęłam.

Wszystko wydaje się niemożliwe, dopóki tego nie osiągniemy. I chyba najbardziej przeraża mnie świadomość, że moje marzenia prędzej czy później się spełnią, jeśli tylko skupię na nich uwagę. Dziś nie mam już co do tego żadnych wątpliwości. Po prostu wiem co robić, by coś osiągnąć. Nawet rzeczy nierealne.

Czego chcesz?

Mimo, że w większości przypadków wydaje nam się, że nie wiemy, czego chcemy, nasza intuicja w tej kwestii się nie myli. Tyle, że przemawia do nas w postaci nielogicznych, niewerbalnych elementów – emocji.

Do tej pory nie znalazłam lepszej metody na wizualizację swoich marzeń niż poprzez szukanie różnego typu obrazków. Tak, zwykłych obrazków, zdjęć z internetu.

Gdzieś na końcu głowy są te emocje, które wyrażają nasze marzenia. Teraz nierealne i nieosiągalne. Ale nie niemożliwe. I musimy zacząć od wydobycia, a potem zrozumienia tych emocji.

W miarę jak przeglądam różne zdjęcia czuję, że moje emocje zaczynają wychodzić na wierzch. Przybierać formę. Zapisuję kilka zdjęć, mimo, że nie jestem co do nich do końca przekonana. Tylko częściowo obrazują moje marzenia.

Ale pomagają zrozumieć, czego chcę. W tym przypadku chcę całkowitej wolności. Od tej porąbanej zachodniej kultury i pieniędzy. Chcę móc żyć gdzie zechcę i kiedy zechcę. I uczyć się zupełnie nowych rzeczy…

Szperam jeszcze kilka chwil próbując znaleźć to jedno zdjęcie, które w pełni zobrazuje moje marzenia. Są takie obrazy, melodie, zapachy, słowa, które naładowują nas energią, podrywają nas do góry. Które fascynują i przerażają jednocześnie. Które pchają nas do działania.

Tego roku po raz drugi odwiedziłam pewną niesamowitą grecką wyspę, o wycieczce na którą marzyłam kiedyś przez wiele lat.  Tylko dlatego, że gdzieś w internecie zobaczyłam jedno zdjęcie, które zawładnęło moim sercem. Nie, to nie był żaden piękny widok z turkusową wodą. To było zdjęcie pola dzikich ziół. Zwykłe zdjęcie jakiś chaszczów!

To, co budzi nasze emocje często wydaje nam się irracjonalne, bezsensowne. Ale co z tego, skoro ostatecznie emocje prowadzą nas tam, gdzie powinniśmy być? Mnie to jedno głupie zdjęcie zaprowadziło na tą wsypę. Dwa razy.

Wiesz, co kryje się na tej wyspie? Dlaczego tak przyciąga ludzi?

Na tej wyspie kryje się lęk. Indywidualny lęk każdego, kto na nią przybywa. To wyspa całkowitej wolności i niepodległości. Nieograniczonej niczym natury, która ukazuje Ci jednocześnie piękno i trudy życia. To świat, w którym nie ma miejsca na maski i przebrania. W którym odkrywasz, kim naprawdę jesteś i do czego naprawdę jesteś zdolny… To miejsce, w którym doświadczasz całkowitej wolności

I to właśnie to nas przeraża – nasza siła. Nasze możliwości. Bo one dyktują zmiany życiowe. Rozwój. I konsekwencje. Gdy uświadamiasz sobie ile możesz zdobyć – zaczyna to być naprawdę przerażające.

W miarę, jak kontynuuję poszukiwania tego jednego obrazu, który zwizualizuje w pełni moje aktualne marzenia – te zaczynają rosnąć. Bo skoro już mam mieć całkowitą wolność, to dlaczego nie dodatkowo to. I tamto. I jeszcze owamto

I wtedy w wyszukiwarce obrazów pojawia się ono. Doskonale znane mi zdjęcie Dodge’a Challenger’a. Kwintesencji amerykańskiej wolności. Buntu jednostki przeciwko choremu systemowi. Jeśli widziałeś film „Vanishing Point” (z 1971 roku) to doskonale wiesz, o czym mówię…

Ten obraz wisiał u mnie na tapecie przez długi czas, gdy byłam młoda. Ale wtedy uznawałam jakiekolwiek marzenia za nierealne. Był tylko ładnym widoczkiem z pięknym autem. Wzbudzał we mnie jakieś emocje za każdym razem, gdy zasiadałam do komputera, ale wtedy jeszcze nie znałam ich potęgi. Nie pozwalałam im przemawiać. Jakże inną byłam wtedy osobą…

Dziś mimo, że lęk nie przestał być paraliżujący – moje nastawienie do życia i do marzeń zmieniło się diametralnie. To nie jest tak, że ja jestem odważna. Po prostu akceptuję lęk jako część procesu dążenia do swoich celów. Przestałam mówić swoim emocjom: „To niemożliwe, irracjonalne” i zaczęłam pytać się ich: „Co muszę zrobić, by stało się możliwe?”. I przede wszystkim:Czego chcę?„…

Moje przemyślenia przerywa pisk telefonu. To mój doradca. Pyta, czy podjęłam decyzję

Czy jestem gotowa wskoczyć na nieznane terytoria nowych możliwości? Czy jestem gotowa na jeszcze większe ilości  tego paraliżującego lęku?…

„Jasne! Robimy to!” – odpisuję słowami podyktowanymi przez intuicję.

Spoglądam na odnaleziony w internecie obraz i zdaję sobie sprawę, że ten poranny lęk zdążył ucichnąć. W jego miejsce pojawiła się ta nieopisana, intuicyjna pewność, że dokonuję dobrych wyborów. Fascynacja nowymi możliwościami. Gotowość na przeszkody losu.

Jak to możliwe, że coś, co kiedyś było tylko ładnym widoczkiem z pięknym autem dziś ilustruje wszystkie moje pragnienia i pcha mnie ku nowemu? Jedno głupie zdjęcie? Jedna fotografia?

jamajka

Po prostu wtedy patrzyłam na nie samymi oczami. Dziś patrzę na nie również za pomocą emocji… Czy raczej widzę te emocje za pomocą tego zdjęcia…

Tak, w jednym głupim zdjęciu można odnaleźć motywację i odpowiedź na swoje lęki. Jedno głupie zdjęcie może zmienić Twoje życie… I ja chcę zmienić moje.
A Ty?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

19 myśli nt. „Dlaczego lęk nas paraliżuje?”

  1. Pałkiewicz gdzieś kiedyś napisał, że im więcej doświadczeń w podróży/życiu, tym mniej cokolwiek robi na człowieku wrażenie. I to niestety prawda. najpiękniejsze są marzenia, gdy je zrealizujemy to znów stajemy sie
    nieszczęsliwi

    Lubię to

    1. Marzenia dają nam cel w życiu.Jak się spełnią, a nic nowego się nie pojawi, tracimy cel i sens życia, dopóki nie pojawi się nowy na horyzoncie…
      Wydaje mi się też, że jak człowiek młodszy, to czas inaczej płynie – subiektywnie wolniej – z powodu większej ilości nowych doświadczeń w życiu. Jakby im dalej, tym mniej nowości, w tej samej jednostce czasu.
      Z wiekiem coraz mniej nowych rzeczy, więc wydaje się, że ten czas tak szybko biegnie, bo niby „nic się nie wydarzyło ciekawego ostatnio, a tu jakoś pięć lat minęło, nie wiadomo kiedy”… 🙂

      Lubię to

  2. Tak mi przyszło na myśl – może czasem boimy się spełniać marzenia, bo boimy się, że jak już się spełnią, to wcale nie będą takie wspaniałe, jak oczekiwaliśmy. Może boimy się też, że jak już się spełnią, to co wtedy dalej…

    Lubię to

  3. Od dluzszego czasu ciagnelo mnie zeby zapisac sie na sztuki walki. Nie moglam sie zdecydowac na jakie, a i lekcje w Londynie kosztuja fortune i tak odkladalam to marzenie na pozniej. Dopiero niedawno zdalam soebie spawe, ze tak naprawde boje sie, ze sobie nie poradze.

    W koncu w ubieglym miesiacu trafilam na zajecia z kickboxingu w bardzo dogodnej lokalizacji. Moj istruktor jak mne zobaczyl to sie musial powstrzymywac od smiechu (jestem mala, chuda i przyszlam tam w sukience i na obcasach, trenowac posrod wielkich, napakowanych kolesiow). Dzisiaj mam juz swoj pierwszy pas i nikt sie tam ze mnie nie smieje, wrecz przeciwnie, ludzie patrza na mnie z uznaniem.

    Moze mieszkam w malym ciele, ale w srodku jestem wielka 🙂

    Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Prawdziwa starość zaczyna się, kiedy porzucamy marzenia. Dlatego niektórzy umierają w wieku 25 lat, ale czekają z pochówkiem do 80-tki.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Czyżby nowe pomysły na życie? Trzymam mocno kciuki.
    A marzenia są po to aby je realizować. Wczoraj kolega zapytał co bym zrobiła gdybym wygrała mnóstwo pieniędzy. Pierwsza odpowiedź : zwiedzalabym świat. Sama się zdziwiłam ale po chwili dotarlo do mnie że to prawda. Faktem jest że tego świata trochę już obejrzałam 🙂 Nowa Zelandia jest zielona i piękna 🙂 Hongkong jest gwarny i tętniacy życiem. Singapur jest wytworny 🙂 Pekin zimny i nieczuły, obciążony zbyt wielką historią, Szanghaj kolorowy i nowoczesny, Sydney przypomina miasta śródziemnomorskie. A jest tyle innych miejsc:D Wciąż mnie gna i gna. Jak mówiłam już Tobie: Karaiby już czekają na mnie. A ja co? Właśnie mam włączoną kamerkę na żywo na Hawaje. Następny kierunek już czeka 😀 . Kichać na ciuchy, nowe auta co trzy lata, najnowsze modele smartfonów. Gdzieś jest MÓJ ocean , moje palmy, moja plaża i moje jasne, przejrzyste niebo. Jak tam się znajdę to już będę wiedziała :D. Wszystkiego fajnego!!! Puszkowa

    Lubię to

    1. Wszystko się zgadza, tylko jest lepszy pomysł z wygranymi pieniędzmi niż podróże. Inwestycja np. w apartamenty na wynajem, które potem pod obsługą firm zewnętrznych generują zyski. Wtedy tworzysz sobie wodospad kasy i możesz podróżować już zawsze 🙂 Wolność!

      Lubię to

      1. Podasz więcej szczegółów o takiej opcji mieszkań pod wynajem np.gdzie? I czy koszty zakupu nie przewyższą potencjalnego zysku?

        Lubię to

  6. Mysle ze marzenia to sila zycia Bez nich nasze zycie zwalnia a przy calkowitym braku nawet zatrzymuje Uswiadomilas mi dzisiaj ze czasami boje sie marzen Zwlaszcza tych bardziej szalonych A wiem ze czasami starczy pomyslec i marzenie sie „samo” realizuje 🙂 Spodobal mi sie pomysl z poszukiwaniem obrazow Adoptuje go

    Lubię to

    1. Czytając artykuł i ziązane z nim wpisy przychodzi mi na myśl zabawa z kotkiem (psem) i wstążeczką zawiązaną na ogonie. Kotek (może być pisesek) kręci się dookoła i próbuje kokardkę ściągnąć. Gdy mu się to uda oczekuje na dalszy ciąg zabawy. Przez jakiś czas znajduje się ktoś usłużny i zawiązuje ją od nowa (dopóki i jemu nie znudzi się ta zabawa. Podobnie wygląda zabawa z naszymi marzeniami i pragnieniami. Nasze Ego nie może być bezczynne i stale nam podsuwa (wykorzystująć pragnienia zapisane w naszej podświadomości) to podróż w jakieś ciekawe miejsca to nowego partnera i można by tu wyliczać w nieskończoność. I tak większość ludzi przeżywa swoje życie. Nie wyobrażają sobie życia bez marzeń i pragnień. Jest to dla nich śmiertelnie groźne. Dopóki są zajęci zabawą lęk nie ma do nich dostępu. Zaczyna się pojawiać u niektórych gdy kolejna zabawa kończy się i nie bardzo wiedzą czym się dalej zająć aby się nie nudzić. Tak tkwią w swoim matrixie – ponieważ ona jest zakodowany w nas a nie gdzieś na zewnątrz. Buddyzm nazywa matrix samsarą. Napędza koło narodzin i śmierci. I dopiero uświadomie tego pozwala wyrwać się z tego zaklętego kręgu. Czasem dokonuje się to szybko (nazywane jest oświeceniem i na ogół jest poprzedzone głebokim cierpieniem)) a na ogól trwa to raczej długo zanim cierpienie nie zmieni naszego spostrzegania świata. Wyjście z tego jest ale nie na zewnątrz zmieniając krajobrazy i ludzi wokół nas lecz właśnie w nas. I lęk, cierpienie nam o tym przypomina. Wszystko co potrzebujemy jest w nas i jak mówią mędrcy Poznaj Samego Siebie. Wyjazd na Karaiby czy inne cudowne miejsce niczego nie zmieni bo w krótkim czasie zapełni się masą takich poszukiwaczy i zamieni się w śmietnisko co obserwujemy cały czas. Sątacy którzy myślą, że podróżę na inne planety rozszerzy możliwości zabawy. Następne urojenie. Uśiadomienie sobie tego zmienia nasze życie diametralnie. Docieramy do prawdziwej miłości i szcęścia które jest niezależne od ludzi i okolicznośi. Miłość która wypływa ze zrozumienia, że wszystko i wszyscy jesteśmy na wyższym pozimie częścią czegoś większego. Takiej zmaiany życzę wszystkim czytającym tenblog (i nie tylko oczywiście). Pozdrawiam słonecznie z małego mieszkania położenego w dużym mieście. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. To co piszesz jest prawdą i też to obserwuję. To jest uciekanie od lęku poprzez, jak to opisujesz zabawę. Innymi opcjami jak pisałam jest zamarcie (paraliż lękiem) lub walka. Tego, jak reagujemy nie możemy zmienić, to są nasze emocje. Natomiast możemy na podstawie ich podjąć kolejne działania. Grunt to sobie uświadomić, że np. lęk jest tak samo potrzebny jak każda inna emocja. Można zwiedzić świat uciekając przed lękiem i można też zwiedzić świat podążając za lękiem. Działanie z punktu widzenia innych jest podobne, efekty – zupełnie różne. W pierwszym przypadku uciekamy od siebie, w drugim – podążamy za sobą odnajdując siebie.

        Lubię to

        1. Masz rację Catherine, temat potraktowałem trochę powierzchownie. Czas w którym myślałem o jakimś odludziu dawno już minął więc uważam, że nie powinno uciekać się od zwyczajnego życia i ludzi. Rozwiązanie polega na zmianie optyki. Separowanie się od ludzi czy uciekanie od partnerstwa jest bardzo złym sposobem na wzrastanie. Ludzie i sytuację są wspaniałym lustrem w którym możemy dostrzec wszystkie „skazy” o ile jesteśmy na to przygotowani. Udając się gdziekolwiek nie uciekamy od siebie a traktujemy to jako okazję poznawania siebie. Podobnie jest ze związkami. Każdy związek coś wnosi w nasze życie. Związki szczególnie intymne pokazują nam dużo głębiej kim jesteśmy. Niestety w tym temacie panuje duży chaos. Może kiedyś napiszę o tym więcej . Na koniec przytoczę Fragment książki na ten temat „Mistrzowie Gurdżijewa”
          Pir Daud – suficki nauczyciel Gurdżijewa
          Czy wiesz co to znaczy być w tym świecie i jednocześnie być poza jego wpływem’?
          „Słyszałem o tym koncepcie, lecz twoje wyjaśnienie mogłoby mi wiele pomóc w jego zrozumieniu.” 
          „Znaczy to, że musisz żyć w tym świecie, a nie próbować odizolować się od niego w sposób jaki czynią to zakonnicy i pustelnicy. To prawda, że czasami, w zależności, od sytuacji może być to niezbędne, abyś spędził jakiś czas w odizolowanym miejscu lub w towarzystwie derwiszy. Lecz może to być wymagane tylko dla ograniczonego okresu czasu. Ty musisz starać się za wszelką cenę osiągnąć jak najlepsze wyniki w swojej pracy, w swoim zawodzie, w obowiązkach. Techniki, które poznasz pomogą ci w tym i jednocześnie pozwolą na to, abyś miał wpływ na sposób myślenia dotyczący tych ziemskich aktywności. 
          Wielu, zbyt wielu ludzi z Zachodu uważa, że postęp w dziedzinie metafizyki zależy od stopnia odizolowania się od spraw tego świata. Ty nie musisz być zatruty tymi ziemskimi problemami. Ty możesz być powiązany z najgorszymi i najbardziej zdeprawowanymi ludźmi. Lecz wcale nie znaczy że będziesz musiał cierpieć z tego powodu jeśli twoja dyscyplina pozwoli ci na zaadoptowanie pewnych podstawowych wartości i wierzeń. 
          Twoje miejsce jest wśród rodziny i społeczeństwa. Nie możesz stąd uciec w celu przebywania w grocie i medytowania. Nie możesz uciekać od swoich obowiązków. Możesz medytować przez dwadzieścia pięć sekund lub przez dwadzieścia pięć lat. Jeśli twój system jest niewydajny do tego stopnia, że musisz medytować przez dwadzieścia pięć lat, znaczy to, że jest tam coś niedobrze z tym systemem lub z tobą.
          „Jeśli jesteś wystarczająco rozwinięty, żeby wiedzieć co jest przedmiotem twoich medytacji, wówczas możesz osiągnąć swój cel przez skoncentrowanie pewnych ośrodków mózgowych na tym zadaniu, może przez okres tylko kilku sekund. Przebywanie w grocie, okrycie szmatami, odżywianie się jedynie korzonkami i jagodami, może doprowadzić tylko do zmian fizjologicznych, a nie do postępu o charakterze ezoterycznym.

          Lubię to

      2. Dodam jeszcze, że jest to lęk przed podjęciem decyzji o zmianie gdy sobie konieczność zmiany uświadomimy.
        Przytoczę tutaj fragment książki Carlosa Castanedy „Aktywna strona nieskończoności”
        Mój nauczyciel, nagual Julian – kontynuował – był fenomenalnym aktorem. W zasadzie pracował zawodowo w teatrze. Miał taką ulubioną historyjkę, którą zwykł opowiadać na swoich warsztatach teatralnych. Słuchając jej, cierpiałem potworne katusze. Mawiał, że jest to opowieść dla wojowników, którzy choć mają wszystko, jednak są trawieni owym kosmicznym smutkiem. Zawsze sądziłem, że opowiadają dla mnie, z myślą o mnie.
        Następnie don Juan wcielił się w postać swojego nauczyciela, mówiąc mi, że historia opowiada o człowieku, który cierpiał z powodu głębokiej melancholii. Jeździł do najlepszych lekarzy tamtego czasu i żaden z nich nie potrafił mu pomóc. W końcu trafił do gabinetu wielkiego lekarza, uzdrowiciela dusz. Lekarz ów podsunął pacjentowi myśl, że być może znalazłby pociechę w miłości i tak położył kres swej melancholii. Mężczyzna odparł, że nie o miłość tu chodzi, że kochają go tak jak być może nikogo innego na tej Ziemi. Lekarz zasugerował więc mu, że być może powinien wyruszyć w jakąś daleką podróż i zobaczyć odległe krańce świata. Mężczyzna odrzekł, że – nie chwaląc się – był już w zasadzie wszędzie. Lekarz polecał mu różne hobby – sztukę, sport i tym podobne. Mężczyzna na każdą z jego sugestii odpowiadał tymi samymi słowy: że już tego próbował i nie przyniosło mu to ulgi. Doktor zaczął podejrzewać, że ma do czynienia z niepoprawnym łgarzem. Nie mógł przecież spróbować wszystkiego, jak utrzymywał. Ponieważ jednak był prawdziwym uzdrowicielem, w końcu olśniło go i wiedział już, co należy zrobić.
        – Ach! – wykrzyknął. – Mam dla szanownego pana doskonałe rozwiązanie. Musi się pan wybrać na przedstawienie największego komika naszych czasów. Tak pysznie się pan ubawi, że całkowicie pan zapomni o dręczącej go melancholii. Musi się pan wybrać na przedstawienie Wielkiego Garricka!
        Don Juan powiedział, że mężczyzna obrzucił lekarza tak smutnym spojrzeniem, jakie tylko można sobie wyobrazić, i rzekł:
        – Doktorze, jeśli to jest pańskie zalecenie, jestem zgubiony. Nie ma dla mnie lekarstwa. Wielki Garrick to ja.

        Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s