Jak pokonać każdą słabość?

Kiedy miałam 3 czy 4 latka rodzice zapisali mnie na lekcje baletu. Nienawidziłam ich. Były we wstrętnej, starej szkole na końcu miasta, a pani prowadząca była w moich oczach potworem, znęcającym się nad dziewczynkami. „Dlaczego moi rodzice mi to robią?” – myślałam za każdym razem, gdy pakowali mnie siłą do samochodu i zawozili na lekcje – „Dlaczego mnie zmuszają?”

Nie pamiętam dokładnie jak się to wszystko skończyło. Znając moje uparcie pewne ostatecznie rodzice się poddali. Nie zostałam baletnicą. I wiele lat później – już jako dorosła osoba – przypomniała mi się ta stara szkoła, to cierpienie i ta wstrętna pani prowadząca.

Zapytałam więc rodziców, dlaczego zmuszali mnie do lekcji baletu? Kto w ogóle wpadł na ten podły pomysł, żeby mnie tam zapisać?

„Jak to kto?? Ty!

Rodzice stanęli w osłupieniu. „Ja? Że co? Przecież ja nienawidziłam tych lekcji! Jak to ja chciałam???” – odpowiedziałam im, w jeszcze większym szoku. „No Ty!” – kontynuowali – „Jak byłaś malutka to zobaczyłaś w telewizji baletnice i zmusiłaś nas, by zapisać Cię na lekcje, bo chciałaś być jak one…”.

O rety…

Coś jakby pamiętam, przez mgłę… chyba te różowe, baletnicze sukienki. Tak, chyba o to chodziło – ja po prostu chciałam mieć taką sukienkę i tańczyć na scenie… No cóż… W głowie dziecka świat wygląda inaczej.

Satysfakcja z życia to nie to samo to przyjemność z życia

snorkling rafa koralowa

Gdy byłam w podstawówce chciałam uczyć się języka angielskiego prywatnie, bo poziom w szkole… no sami wiecie jaki jest poziom nauczania w szkołach. 

Pamiętam to uczucie przed każdą lekcją – to „nie chce mi się”, które każdy doskonale zna. Chciałam się nauczyć języka, ale nie chciałam się męczyć, by to osiągnąć. Nie chciało mi się odrabiać zadań domowych. No ogólnie byłam po prostu leniem i gdyby nie dyscyplina moich rodziców nigdy nie uczyłabym się regularnie.

Ale pamiętam doskonale nie tylko to uczucie przed lekcjami – ale też to, gdy lekcje się kończyły, a ja wiedziałam, że nauczyłam się znów czegoś nowego. Że coś nowego odkryłam. Że robię postępy.

To pozytywne uczucie było kilkakrotnie silniejsze niż to pierwsze-negatywne. Dawało motywację, zadowolenie z siebie, dawało satysfakcję.

marina łódki

I pamiętam jeden dzień, kiedy mój nauczyciel odwołał zajęcia, bo urodziło mu się dziecko. Początkowo byłam rozradowana – oto w końcu nie muszę się znów męczyć! Wolność!

Ale ta radość szybko minęła, a w jej miejscu pojawiła się dziwna pustka. Nawet ulubione gry komputerowe nie pomogły. Czułam niesmak, niezadowolenie. Zabrakło po prostu tej satysfakcji, do której przywykłam. Która dawała mojemu życiu rozpędu. Która motywowała do dalszej pracy nad sobą i swoimi zdolnościami.

Przyjemność związana z wolnością była chwilowa. Satysfakcja z nauki i kolejnego kroku naprzód, ku celu, trwała bardzo długo.

I to jest sekret ludzi sukcesu – rozumieją potęgę tej satysfakcji życiowej. Wiedzą, że by ją zdobyć, muszą odsunąć na bok przyjemności i przez jakiś czas się „pomęczyć”. Wysilić. Wyjść poza swój komfortowy świat. Wstać z wygodnego „fotela”. Bo tylko to przynosi to trwałe szczęście, tą motywującą, budującą, pozytywną satysfakcję z życia.

Dla słabości nie ma miłości

plaża

Dziś, gdy staję w obliczu tego samego schematu, którego doświadczałam w dzieciństwie – gdy moja słabość mówi mi: „No zjedz to ciasto”, „Odwołaj te zajęcia”, „Nie rób tego, to trudne i nieprzyjemne”, itd. – po prostu przypominam sobie szybko to uczucie, następujące po ulegnięciu tej słabości. 

Pamiętam chwilową przyjemność, ale również to, jak źle się czuję za każdym razem, gdy zjem coś niezdrowego. Tą pustkę, gdy odwołam spotkanie czy inne zobowiązanie. Ten brak satysfakcji.

I pamiętam tą motywację, zadowolenie z siebie, radość płynącą z pokonania tej słabości i zrobienia tego, co zaplanowałam. I prawie zawsze ta satysfakcja wygrywa. Bo jak już wspominałam – ona jest wielokrotnie silniejsza niż te chwilowe przyjemności.

zachód słońca na plaży

Oczywiście nie jestem kimś, kto nie popełnia błędów i nie ulega nigdy słabościom. Czasem też faktycznie jesteśmy zbyt zmęczeni, by robić wszystko zgodnie z planem. Ale w 90% to po prostu nasz wewnętrzny leń. Oszukujący nas, że „nie damy rady”... I wystarczy go rozpoznać, namierzyć, by łatwo się z nim uporać.

Więc gdy kolejny raz usłyszysz w głowie ten głos, który mówi Ci, że Ci „się nie chce” – sprawdź dokładnie skąd płynie. Czy faktycznie jesteś tak zmęczony, że nie dasz rady? Czy może wszystko z Tobą w porządku, tylko ulegasz swoim słabościom? Jak będziesz się czuł, jeśli nie ulegniesz?…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

3 myśli nt. „Jak pokonać każdą słabość?”

  1. Za każdym razem, gdy słyszałam w głowie: „Nie idź tam, nie rób tego, bo to nieprzyjemne”, a potem to robiłam pomimo strachu, to okazywało się, że nie było tak strasznie, a wręcz fajnie 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s