przyjaciele

Jak być lubianym i budować piękne przyjaźnie i relacje?

Moje życie dziś wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Zmieniło się moje otoczenie – dziś mieszkam w raju. Zmieniła się moja praca – dziś nie haruję już po 8 godzin dziennie. Zmieniły się też moje priorytety. Ale to, co miało największy wpływ na moje życie to zmiana mojego podejścia do innych i moich relacji.

Kiedyś, tak jak większość ludzi, swoją wartość definiowałam oceną środowiska. To, że ktoś mnie lubił oznaczało, że jestem OK. To, że ktoś ze mnie szydził, czy mnie ranił oznaczało, że nie jestem OK. Że coś robię nie tak. Bo przecież nie jest się niemiłym dla kogoś, kto jest OK, nieprawdaż?

Te powszechne błędy w relacjach z innymi zapędziły mnie w końcu w poważne niebezpieczeństwa i silną depresję. Przez kilka lat musiałam zmagać się z efektami „bycia miłą osobą” dla innych. Ale właśnie to spowodowało, że dziś jestem tak silną i autonomiczną jednostką.

Nie, nie przestałam być jednocześnie miłą osobą. Wręcz przeciwnie – jestem dziś kilka razy bardziej miła i otwarta na świat, pewna siebie i pozytywna. Mam wielokrotnie więcej energii do życia i z pasją buduję swoje marzenia każdego dnia. Tej energii i pasji jest tyle, że mogę się nimi dzielić z innymi.

Ale nauczyłam się, dzięki tym trudnym chwilom w moim życiu, że moja pozytywna energia, chęć dawania i pomagania innym nie należy się każdemu. Dziś żyję według prostej zasady:

Ludzi traktuję tak, jak oni traktują mnie

Większość więc dostaje od mnie szacunek, pozytywną energię, pomoc, radość – bo to damo oferują w zamian. Ale część na te rzeczy nie zasługuje – oferują bowiem manipulacje, chciwość, oszustwa, chamstwo, itd.

Takie osoby otrzymują ode mnie to samo, co same dają. Zwykle w postaci (metaforycznego) „kopa w dupę” – nie mają szacunku dla mnie, więc nie otrzymują go też ode mnie. Zamykam im drzwi do mojego życia zanim zdążą wyrządzić poważne szkody.

I jakkolwiek źle to brzmi – jest to tak naprawdę pomoc – bo co, jeśli nie asertywność i dezaprobata innych zmusi takie jednostki do zmiany swojego podejścia do ludzi? Tolerując brak szacunku – czy to dla nas, czy dla innych – akceptujemy chamskie zachowania w naszych społecznościach i społeczeństwach.

Takie „niemiłe” traktowanie niektórych jednostek jeszcze bardziej zjednuje mi ludzi. Bo większość ma ochotę zrobić to, co robię ja – ale się boją. Boją się właśnie tego, że ktoś posądzi ich o bycie „niemiłym”. Widząc mój przykład nie tylko przyklaskują – sami zaczynają zachowywać się podobnie. Ich wewnętrzna siła rośnie, a razem z nią – ich pewność siebie.

Dzięki przykrym doświadczeniom nauczyłam się też kolejnej, bardzo ważnej rzeczy:

Nasza pozytywna energia ma swoje limity

Po prostu nie mamy jej nieskończenie wiele. I jeśli otoczymy się tylko negatywnymi jednostkami, które będą nam tę energię odbierać – szybko skończymy tak jak one – sfrustrowani, zdenerwowani, wiecznie niezadowoleni z życia. Takie osoby zabiorą nam bowiem tę pozytywność, a w zamian zostawią swoją negatywność.

Dlatego potrzebujemy wokół siebie osób pozytywnych, lub neutralnych. Ktoś kiedyś powiedział, że „szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, gdy się ją dzieli”. Nie musisz wcale mieć wokół siebie samych pozytywnych osób – czasem wystarczy jedna. Jedna osoba, która swoim podejściem, słowem, czynem, czasem nawet gestem zaraża innych tą pozytywnością. To wystarczy.

Najprościej można to zilustrować w ten sposób:
  • pozytywna osoba + negatywna osoba = wzrost energii osoby negatywnej przy jednoczesnym silnym spadku energii osoby pozytywnej
  • pozytywna osoba + neutralna osoba = wzrost energii osoby neutralnej, bez zauważalnego spadku energii osoby pozytywnej (energia się „mnoży”)
  • pozytywna osoba + pozytywna osoba = dosłowny wybuch pozytywnej energii u obu osób, który silnie udziela się jeszcze wielu innym osobom dookoła

Pewnie zastanawiasz się teraz, którym typem osoby jesteś? Zwykle nie jest to takie proste, bo nasze zachowanie zależy od innych. Ja np. potrafię bardzo łatwo zamienić się w negatywną osobę, jeśli natrafię na zbyt dużo negatywności w danym momencie. To normalne. Nasza energia cyrkuluje między nami, a światem zewnętrznym cały czas.

Dlatego tak ważne jest, aby kultywować w sobie i u innych pozytywne elementy, a te negatywne – rozwiązywać za pomocą pracy z własnymi emocjami. Bowiem mimo, ze każdy może mieć „gorszy dzień” czy denerwować się w obliczu silnego stresu, ogólnie różnym osobom można przypisać te trzy cechy – pozytywne, neutralne i negatywne.

I nietrudno zgadnąć, które z tych osób są najbardziej lubiane i które tworzą najbardziej jakościowe relacje. Jak więc stać się jedną z nich? Jak kultywować w sobie pozytywną energię? I sprawić, by ludzie nas uwielbiali?

Jak już wspomniałam, ta pozytywna energia „mnoży się, gdy się ją dzieli”. Najprostszą drogą do jej zbudowania jest więc interakcja z innymi – pozytywna, rzecz jasna. I wcale nie jest to trudne, a jedyne, czego potrzebujesz to… po prostu szczerość.

Komplementy

Nie ma rzeczy bardziej niedocenianej w relacjach międzyludzkich jak właśnie komplementy. No bo czym, w rzeczy samej są? Dzieleniem się pozytywnym obrazem danych osób z nimi samymi. Czy można ofiarować komuś większy prezent niż podbudowana pewność siebie i zadowolenie z tego, kim jest?

Problem z komplementami jest taki, że większość z nich nigdy nie trafia do „adresata”. Zostaje w ludzkich głowach. Bo ludzie boją się być sobą, być szczerym. Bo przecież „nie wypada” zagadywać obcych, itd.

Spora część komplementów jest też zwyczajnie sztuczna. Na siłę. Bo wtedy z kolei „wypada”. Bo przecież nie powiesz koleżance, że sukienka, na którą właśnie wydała połowę wypłaty Ci się nie podoba… Niestety sztuczne komplementy mają odwrotny skutek – dana osoba zwykle orientuje się, że nie jest szczery. Wówczas efekt jest jeszcze gorszy, niż gdybyśmy po prostu powiedzieli prawdę…

Komplement, aby zadziałał, aby przekazał pozytywną energię drugiej osobie musi być szczery. Musi być prawdziwy. I dodatkowo – musi być spontaniczny.

Komplementowanie polega bowiem na przekazywaniu do otoczenia pozytywnej energii, którą to otoczenie w nas stworzyło.

Przykładowo – kiedyś zjedliśmy przepyszny obiad w jednej z lokalnych knajpek na naszej wyspie – przy płaceniu powiedziałam to  pracownikom owej knajpki. Tak po prostu – że ich jedzenie było najlepszym, jakie do tej pory jadłam na Karaibach. Banalna rzecz, ale pracownicy dosłownie rozpromienieli.

Inny przykład – rankiem na ulicy zauważyłam przepiękną, młodą dziewczynę. Podeszłam do niej i jej to powiedziałam – że jest nieziemsko piękna. Nawet taka osoba, która zapewne słyszy komplementy co 5 minut, roześmiała się i zaczęła ze mną rozmowę. W ten sposób poznałam Miss Gwadelupy

Ludzie kochają szczerość ponad wszystko, ale szczerość połączona z pozytywną energią to prawdziwa bomba pozytywnych emocji.

zachod słońca

Tylko jednostki naprawdę mocno negatywne są na to „odporne” – oczywiście do czasu, bo odpowiednia ilość takich komplementów ze strony otoczenia „naprawi” nawet największego „marudę”.

Proponuję, żebyś to przetestował i to jak najszybciej. Niezależnie od tego, co się wydarzy w Twoim życiu – kiedy poczujesz przypływ tej pozytywności z otoczenia – podziel się nią z innymi.

Nieważne czy będzie to po prostu skomplementowanie czyjegoś ubioru, zachowania czy jakiejś rzeczy, czy też bardziej elokwentne podziękowanie za np. ciężką pracę, czy pomoc, którą doceniasz. Efekty naprawdę Cię zadziwią.

Jeśli nie czujesz się na siłach, by zacząć zagadywać obcych – zacznij od swoich najbliższych. A jeśli i to Cię przerasta – zacznij od uśmiechu. Czasem naprawdę sam uśmiech jest wart więcej, niż tysiące słów.

palmy

Prawdziwy, szczery uśmiech, sprezentowany sprzedawcy za miłą obsługę, listonoszowi za paczkę, na którą czekałeś, czy współpracownikowi za pomoc przy projekcie – „zajdzie naprawdę daleko”, jak to mówią Amerykanie („A smile goes a long way”). Uśmiech zwykle wystarczy, by „przełamać lody” i nawiązać z kimś znajomość.

Nie zrażaj się też, jeśli ludzie początkowo będą podejrzliwi. W Polsce nie mamy „kultury uśmiechu”. Ludzie zwykle się siebie boją, są podejrzliwi. Ale wierz mi – do czasu. Naprawdę nikt nie jest odporny na pozytywną energię, nawet największe „gbury”.

Nawet jeśli ludzie Ci nie odpowiedzą – nie oznacza to, że komplement do nich nie dotarł. Być może się zdziwią, być może nawet doznają szoku i zaniemówią. Ale to nie zmieni faktu, że zaczną pozytywnie postrzegać Ciebie. I o to chodzi!

Skupienie

palma

Jedna z moich bardzo bliskich przyjaciół – Luisa – jest osobą, którą wszyscy uwielbiają. I uwielbiają ją „od pierwszego wejrzenia” – naprawdę każdy, kto ją poznaje jest nią zachwycony. Tak samo było gdy ja ją poznałam – „Co za wspaniała, przepiękna kobieta” – myślałam.

Dodatkowo Luisa mimo, że nie jest wcale chodzącą pięknością, wydaje się nią być, tylko i wyłącznie dlatego, że zachowuje się w pewien określony sposób. Jest niska, skromna, niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale mimo to uchodzi za niezwykle atrakcyjną. 

Co takiego robi Luisa, że ludzie ją uwielbiają i uważają za piękność? Luisa po prostu słucha…

zachod słońca

Gdy tylko zaczynasz z nią rozmawiać, bardzo szybko zauważasz, że poświęca Ci ona całą swoją uwagę. Stajesz się dla niej najważniejszą osobą w danej chwili. Luisa wykazuje wielkie zainteresowanie każdej osobie, z którą konwersuje. Dopytuje. Analizuje. Kiwa, dziwi się, śmieje, wzdycha. Emocjonalnie angażuje się w rozmowę – jej oczy nie błądzą, są zawsze skupione na rozmówcy.

Efekt jest taki, że każdy, kto choć chwilę porozmawia z Luisą z miejsca staje się jej wielkim fanem. Nazwałam to nawet „efektem Luisy” – każda nowa osoba po rozmowie z nią doznaje swego rodzaju „olśnienia„.

Luisa ofiarując ludziom swoją pełną uwagę i skupienie sprawia, że czują się oni wyjątkowo. Wzbudza ona w nich po prostu niezwykle skrajne, pozytywne emocje związane z nimi samymi. Przez to postrzegają oni ją jako kogoś niesamowitego. W dzisiejszym, wiecznie pędzącym za Bóg wie czym świecie – okazana uwaga i pełne zaangażowanie w rozmowę to naprawdę rzadkość. 

Przyznam się, że po tym, jak poobserowałam „efekt Luisy” na ludziach sama zaczęłam zachowywać się podobnie. Gdy z kimś rozmawiam daję mu przestrzeń, staram się nie przerywać, wysłuchuję, co ma do powiedzenia.

Okazuję akceptację dla jego emocji sama angażując się w rozmowę emocjonalnie – jeśli rozmówca okazuje radość to uśmiecham się razem z nim, jeśli zdziwienie – kręcę głową w niedowierzaniu, jeśli smutek – poklepuję go delikatnie w ramię w geście zrozumienia, itd.

To naprawdę proste, a reakcja ludzi jest nie do przecenienia – zwykle najpierw się dziwią, a zaraz potem niezwykle cieszą, że „ktoś ich w końcu słucha i rozumie”

Wypróbuj to przy najbliższej okazji, gdy będziesz z kimś rozmawiał – okaż pełną uwagę, utrzymuj kontakt wzrokowy i zaangażuj się emocjonalnie – efekty będą piorunujące. Od razu zostaniesz zapamiętany jako osoba godna zaufania, niezwykle ciepła i przyjacielska. Z takimi ludźmi chce się budować bliższe relacje.

Prośba

Brzmi dziwnie – ale działa. W jaki niby sposób proszenie o coś innych ma sprawić, że będą nas bardziej lubić? Ano w taki, że szczera prośba o pomoc jest jednocześnie eksponowaniem silnych punktów danej osoby. A okazywanie pomocy – o ile jest odpowiednio doceniona – sprawia, że ludzie są szczęśliwsi. Taka natura człowieka.

Kiedy prosisz kogoś o coś, oczywiście w odpowiedni sposób, wyróżniasz tą osobą spośród innych. To może być tak banalne jak prośba do najwyższego mężczyzny, by pomógł Ci wyciągnąć walizkę z górnej półki, a także tak wysublimowane jak prośba do młodej mamy, by poradziła Ci w kwestii dzieci.

Cały sekret polega na odpowiednio zadanym pytaniu, np.: „Przepraszam bardzo, Pan jest tutaj najwyższym z mężczyzn, czy pomógłby mi Pan z moją walizką, ja taka malutka…” lub: „Pani Anno, Pani jest mamą z dużym doświadczeniem, czy nie pomogłaby mi Pani zdecydować jaki prezent wybrać dla siostrzenicy?”.

Zauważ, że w obu przypadkach nie mówimy nawet komplementów – po prostu stwierdzamy fakt. Pan „X” jest zwyczajnie wysoki, a Pani Anna faktycznie jest mamą z doświadczeniem – ale w ich oczach (czy raczej uszach) zabrzmi to jak wstawienie na podium.

„Jestem najwyższy (najlepszy) ze wszystkich!” – pomyśli Pan „X” i poczuje się dowartościowany. „Jestem dobrą, cenioną mamą – pomyśli Pani Anna i też poczuje się wspaniale.

Takie osoby nie tylko z wielką chęcią udzielą pomocy – poczują przy tym niesamowitą satysfakcję. Znów – jak w przypadku wcześniejszego punktu – sprawiamy, że dana osoba czuje się wyjątkowa. Że bardziej lubi samą siebie. A przy okazji – wiąże to uczucie z nami, co sprawia, że zaczyna nas lubić i szanować.


Oczywiście to tylko trzy podstawowe i, moim zdaniem najsilniejsze, elementy interakcji z innymi, które szybko budują pozytywną energię zarówno u Ciebie, jak i u innych. Na ich podstawie bardzo łatwo zbudować trwałe, stabilne i piękne relacje. 

Podsumowując:

zachód słońca plaża

Nie możesz zmienić negatywnych jednostek, a próba sprawienia, by Cię polubili skończy się dla Ciebie tragicznie. Takie osoby najczęściej nie tylko chcą odebrać Ci Twoją pozytywną energię, by samemu ją wchłonąć – one chcą ją w Tobie zniszczyć, by nikt nie był szczęśliwy – wówczas sami nie wyróżniają się w tłumie.

Niestety jedyne, co można dla nich zrobić, to „kopnąć je w tyłek”, „zamknąć im drzwi” do naszego życia – jeśli nie będą mogli znaleźć ofiar, na które przerzucą swoją negatywność – będą w końcu zmuszone same się z nią rozprawić.

W bardzo wielu przypadkach prowadzi to do ich rozwoju osobistego i takie osoby w końcu odnajdują szczęście. Część jednak nigdy się nie zmienia – o tych najbardziej drastycznych jednostkach oraz o tym, dlaczego  nie są zdolne do zmian poczytasz tu: KLIK.

Dobre relacje zbudować możesz tylko z osobami neutralnymi lub pozytywnymi. Takim nie szczędź swojej pozytywnej energii – to jej wymiana warunkuje szczęśliwe i trwałe przyjaźnie i związki. Komplementuj, poświęcaj czas i uwagę, proś o pomoc. Albo po prostu – bądź otwarcie szczery z innymi.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

7 myśli nt. „Jak być lubianym i budować piękne przyjaźnie i relacje?”

    1. Aktualnie – tyle ile chcę. Po prostu jak nie mam ochoty, to nie pracuję, jak mam to pracuję. Czasem pracuję cały dzień, nawet kilka pod rząd. A czasem nie pracuję kilka tygodni, też pod rząd.

      Oczywiście gdy są zobowiązania to skupiam się na nich, ale to ma miejsce tylko kilka razy w roku.

      Opisywałam w wielu artykułach jak to tego dążyć, choć nie sądzę, że w dużych miastach będzie to możliwe. To również część życia w spokojnym miejscu, gdzie ludzie cenią bardziej życie, niż pracę.

      Lubię to

  1. Mam już parę wiosen, a dopiero niedawno dotarło do mnie to o czym teraz napisałaś.I dziękuje za ten artykuł /jak i wiele innych :)/, bo choc w wielu przypadkach podobnie myślałam, to zawsze wydawało mi się , że ze mną coś nie tak, że jestem „jakaś inna”.

    Polubione przez 1 osoba

  2. O rany, ja to jestem kompletnym magnesem na takie negatywne jednostki (zwane potocznie „wampirami energetycznymi”). Lecą do mnie jak muchy na lep a ja zawsze daję się początkowo nabrać na tą pułapkę. Bo wbrew pozorom negatywne jednostki to niekoniecznie ci, którzy wiecznie chodzą wkurzeni czy zasmuceni. To mogą równie dobrze być osoby, które na pierwszy rzut oka są słodkie jak miód (albo zagubione, zarzucające cię komplementami typu „wreszcie mam osobę godną zaufania”, „tyle osób mnie skrzywdziło, ale ty jesteś super”). Szkoda tylko, że wraz z rozwojem znajomości zaczyna ci się zbierać na mdłości od tej słodyczy.

    Ale jestem wdzięczna, że tyle tych osób pojawiło się w moim życiu. Jestem dzięki nim silniejsza, bardziej stanowcza, asertywna. Kiedyś jakby ktoś darł się na mne przez telefon próbowałabym go przekrzyczeć albo powtarzała „przepraszam” jak mantrę. Teraz mówię „Zadzwoń do mnie jak sie uspokoisz” i się rozłączam. Nauczyłam się też słuchać swojej intuicji – jeżeli wychodzę ze spotkania i trzęsą mi się ręce albo jestem wyczerpana, a nie ma ku temu wyraźnego powodu, to mam do czynienia z wampirem i powinnam go unikać jak tylko mogę najlepiej.

    Bardzo dobry, pomocny artykuł. Mam nadzieję, że większej ilości ludzi otworzą się dzięki niemu oczy.

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s