Jak być zdrowym wegeterianinem? Jak zdrowo podejść do wegetarianizmu?

Autorem poniższego tekstu jest Tovar Cerulli, długoletni weganin, rolnik, mąż, pisarz, myśliwy. Ten tekst skłoni Cię do przemyśleń – niezależnie od tego, co kładziesz na talerz:

Dawno, dawno temu… święcie wierzyłem w wielki porządek, jaki panował na sklepowych półkach. W lodówkach z tyłu znajdowały się zwierzęta: wołowina, wieprzowina, drób i ryby. W lodówkach z boku – produkty odzwierzęce: jaja, mleko, jogurty i sery. W innych częściach sklepu znajdowały się rośliny: warzywa, owoce, strączki, orzechy i ziarna.

Te obszary były wyraźnie od siebie oddzielone i każdy z nich miał dla mnie inne znaczenie. Mięso oznaczało śmierć zwierząt. Produkty mleczne i jaja – ich niewolę. Gdy, zainspirowany naukami buddysty Thich Nhat Hanh, przeszedłem na weganizm – oznaczało to dla mnie „krzywdzenie” wyłącznie roślin. Moje sumienie było czyste.

Osiem lat później ten podział i życiowa sielanka zaczęły się nieco psuć. Razem z żoną zaczęliśmy zajmować się naszym ogrodem. I wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że nasze dynie i fasolki nie są tylko „owocami tej ziemi”. Były one również owocami martwych zwierząt…

Rośliny, tak samo jak wszystko co żyje, potrzebują pożywienia. Ich głodne korzenie „wyjadały” wszystkie minerały z gleby i musieliśmy im ich ponownie dostarczyć. Każdego roku przywoziłem więc swoim pick-upem trochę kompostu od sąsiada: ciemną, bogatą, gęstą masę utworzoną przez zwierzęce łajno i szkielety. Tak, farmerzy często kompostują kości zwierząt.

Dynie i fasolki rosną dzięki śmierci zwierząt

Oczywiście mogłem używać tylko domowego kompostu stworzonego z resztek z kuchni nawożonych roślinnymi substancjami. Ale te roślinne nawozy były importowane z daleka, w dodatku w plastikowych torbach.

Nawożenie nimi ziemi jest jak żywienie się tofu, zrobionym z soi rosnącej tysiące mil od nas, zamiast zjedzenie raz kiedyś kurczaka od sąsiada zza płotu. Takie wybory owszem, wybawiają naszą kuchnię od zwierząt, ale z ekologicznego punktu widzenia – nie mają żadnego sensu. Szkodzą naturze.

Nawet gdybym znalazł taki roślinny nawóz gdzieś obok siebie – czy faktycznie miałoby to znaczenie? Tak, rośliny można uprawiać bez zwierzęcego nawozu, ale taka praktyka wymaga dramatycznie większej powierzchni upraw.

Czy dużo większe uprawy, wymagające wycinek, a tym samym niszczenia naturalnego habitatu zwierząt, mają sens? Czy warto skazywać na śmierć dzikie zwierzęta po to, by te hodowlane przeżyły? Czy faktycznie to jest rozwiązanie? Czy tylko mydlenie sobie oczu i unikanie odpowiedzialności, za nasze czyny?

Integracja roślin i zwierząt jest normą w naturze. Właśnie dzięki niej wszelkie prerie i sawanny i inne ekosystemy utrzymywały się przez całe milenia. To najbardziej naturalny, najstarszy i najbardziej trwały system – flora i fauna utrzymujące się nawzajem przy życiu w niekończącym się cyklu.

I moja partycypacja w tym systemie rozmyła jasne granice, w jakie wierzyłem. Skoro moje dynie i fasolki rosną dzięki lokalnym, zwierzęcym farmom – czy faktycznie jestem weganem?

Czy faktycznie jem tylko rośliny?

W swojej książce „Peace Is Every Step”, Thich Nhat Hanh nawołuje do szukania zależności, do głębokich analizy tego, z czego codziennie korzystamy, w tym i naszego jedzenia. I im bardziej się zagłębiałem w ten temat – tym więcej skomplikowania w nim odnajdywałem.

W naszym ogrodzie często widziałem dżdżownice, które niechcący przecinałem na pół podczas przekopywania ziemi. Żuki, które zgniatałem, by chronić młode rośliny. Zrozumiałem też, że kompost, który przywoziliśmy z pobliskiej farmy mlecznej wiązał nas z produkcją mięsa – by pozyskać mleko krowy muszą zostać zapłodnione. Takie krowy rodzą cielaki. A cielaki najczęściej kończą jako cielęcina.

Ale to tylko nasz mały ogród. W wielkopowierzchniowych uprawach problem jest dużo większy. Widziałem jak całe prerie i lasy są niszczone w Północnej Ameryce. Ptaki, ssaki, gady płazy i insekty okaleczane i zabijane przez maszyny i pestycydy. Nawet przy małopowierzchniowych, ekologicznych farmach widziałem jak wysadzano nory gryzoni i odstrzelano części populacji jeleni.

Dziś, gdy wchodzę do sklepu, zdaję sobie sprawę, że jako konsument mam wybór, ale to już nie jest ten jasny wybór między czystym weganizmem i jego alternatywą bazującą na cierpieniu zwierząt.

Przechadzając się po sklepach, pełnych pięknie poukładanych produktów i przykuwających uwagę opakowań łatwo kultywować swoją niewiedzę i ignorancję. Łatwo nabrać się na czyste podziały – warzywa i owoce, pochodzące z ziemi i mięsa, pochodzące z farm. Łatwo czuć się dobrze nie chcąc wiedzieć, ani widzieć skąd nasze jedzenie tak naprawdę się bierze.

Dużo trudniej wyjść poza nasz komfortowy, bezpieczny „cywilizowany” świat i zaobserwować, że w naturze wszystko jest ze sobą nierozerwalnie powiązane, wszystko od siebie zależne.

Że sałata wcale nie jest taka „niewinna”, na jaką wygląda, że tak jak ta dynia i fasola – rośnie, bo umierają zwierzęta. Że piękne, zielone krajobrazy to nie tylko miejsca rekreacji i wycieczek – to nie coś, co istnieje poza naszym cywilizowanym światem. To miejsca, które nas żywią, gleby, dzięki którym żyjemy. Są częścią nas i naszego wygodnego, bezpiecznego świata.

Jeszcze trudniej zrozumieć pracę ludzi, którzy kultywują dla nas pożywienie w tych miejscach. Którzy dzień w dzień zbierają – dla siebie i dla nas – owoce ziemi. Oni znają naturę tych miejsc – gleb, wód, klimatu, terenów dzikich – dużo lepiej niż my. I dużo lepiej rozumieją jak „brudna” jest taka praca…

Nasze bezpieczne, wygodne, „cywilizowane” życia są od tej pracy zależne. Jako nastolatek nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak silnie mój byt połączony jest z agrokulturą. Nie myślałem o tym nawet jako dwudziesto-kilku-letni weganin, z „etycznym” stylem życia, który nie chciał mieć nic wspólnego ze zniewalaniem, ani śmiercią zwierząt. Myślałem, że mogę trzymać się od tego z dala. Dopiero wiele lat później zrozumiałem, jak bardzo byłem naiwny.

Te zależności między światem zwierzęcym i roślinnym są, w pełnym tego słowa znaczeniu, niezbędne. To one utrzymują nas przy życiu. Nauczyciel, student, artysta, biznesman, lekarz, prawnik – nasze życie zależy w pełni od farmerów.

Niezależnie od tego jak romantyczne są nasze wyobrażenia na temat tego, co wybieramy jako konsument w sklepie – granice między wegetarianami, weganami i wszystkimi innymi, którzy nie odrzucają mięsa są bardzo rozmyte. Wszyscy jesteśmy częścią tego samego systemu. To, że nie jesz hamburgerów nie przyczynia się wcale do mniejszej śmiertelności zwierząt.

Co nie oznacza, że nie powinniśmy domagać się zmian w tym systemie – np. dobrego traktowania zwierząt czy ekologicznych upraw.  Ale efekty możemy osiągnąć tylko, jeśli będziemy działać razem, a nie wzajemnie się zwalczać i zagłuszać. Jesteśmy wszyscy częścią jednego wielkiego ekosystemu, tak samo jak jedzenie, które codziennie kładziemy na talerz.

Moja żona i ja nie kupujemy wołowiny, ani cielęciny, ale wspieramy lokalnych farmerów, którzy produkują to mięso w sposób etyczny i ekologiczny. I nie oszukujemy się, że jogurt od sąsiada, czy warzywa z naszego ogrodu nie mają związku ze śmiercią zwierząt.

Wiem, jak łatwo o tym zapomnieć. Sam często o tym zapominam. W biegu codzienności nie myślimy o tym, skąd pochodzi nasze jedzenie. Zjadam talerz sałatki i wszystko, co widzę to zielone listki…

Ale potem dzwoni telefon. To moja sąsiadka. Świstaki zaczęły niszczyć jej ogródek, pomimo elektrycznego płotu. Jestem jedynym myśliwym w okolicy. Czy pomogę?
„No cóż…” – myślę – „Ukryty koszt wegetarianizmu…”
Biorę głęboki wdech. I wyciągam z szafy gwintówkę.

 


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

26 myśli nt. „Jak być zdrowym wegeterianinem? Jak zdrowo podejść do wegetarianizmu?”

  1. Nie można uprawiać bez nawozu zwierzęcego ” – a ja ogrodnik tak cały czas uprawiam, i wokół sąsiedzi , znaczy można. Ale panie – kłamać nie można !

    Lubię to

    1. Nie przeczytałeś całego artykułu. Nikt nie twierdzi że nie można – można, tylko wymaga to większych połaci lądu, co przy masowych produkcjach = wycinki lasu i niszczenie habitatów dzikich zwierząt (w tym mord tychże zwierząt). Nawóz roślinny jest kilkadziesiąt razy mniej efektywny bo zawiera dużo mniejsze skupienie substancji odżywczych. To raz. Dwa – gdzie trafiają wszystkie nieczystości po zwierzętach hodowlanych – jeśli nie używamy ich do nawożenia? Do rzek, do gruntu w masowych ilościach – powodując bardzo poważne zniszczenia. Polecam zainteresowanie się tym tematem.

      Lubię to

  2. Jest mnóstwo badań dowodzących szkodliwości picia alkoholu i palenia papierosów. Mnie przekonują, więc nie stosuję tych używek. Ale nie indoktrynuję znajomych, którzy to robią, nie wchodzę na fora gdzie oceniana jest jakość win i nie zalewam ich postami o szkodliwości alkoholu. Dlaczego? Bo to zwyczajny brak taktu. Jeśli ktoś zapyta – chętnie opowiem. co wiem. Ale widzę, że nie każdy wyczuwa takie niuanse i pod postem o wegetarianizmie prowadzi szeroko zakrojoną indoktrynację na rzecz jedzenia mięsa.
    Może przestańmy sobie zaglądać do talerzy? Dlaczego twoja racja jest lepsza niż moja? Nawet jeżeli to, co jem jest szkodliwe, to jest to moja świadoma decyzja i nikomu nic do tego. Chcesz mi pomóc? Zagadaj tak, żebym chciała o tym porozmawiać, taktownie, umiej się wycofać i zamilknąć, jeśli nie będę chciała poruszać tematu. W przeciwnym razie uznam, że chcesz się jedynie dowartościować moim kosztem pokazując jaką masz wielka wiedzę i świadomość na temat zdrowia… A na to sobie nie pozwolę. Budujemy swoje nikłe poczucie własnej wartości na ocenianiu innych, począwszy od diety, wychowania dzieci, stylu życia, skończywszy na wyglądzie nagrobka. To tylko wymówka, że chcemy pomóc – mamy ich gdzieś, chcemy jedynie lepiej się poczuć.
    I proszę – nie generalizujmy. Są różne powody dla których ktoś coś je bądź nie je. Mnie zwierzęta specjalnie nie obchodzą (taki ze mnie zimny drań), nie jem mięsa bo wychowałam się w rodzinie wege i nie traktuje mięsa jako jedzenia, brzydzi mnie ono. Ktoś inny ma alergię, a ktoś inny stosuje dietę Gersona, żeby pomóc organizmowi w walce z chorobą. Ma prawo.
    Czuję wielki szacunek dla autora artykułu – żyje tak, jak wierzy, nie ocenia, nie wpycha się w niczyj światopogląd, zauważa niuanse we własnych przekonaniach… Gratuluję dystansu.

    Lubię to

  3. Bardzo dobry tekst. Świetnie nawiązuje do książki która ostatnio przeczytałam. ,,Od zwierząt do bogów: krótka historia ludzkości ” autorstwa Yuval Noah Harri, która rzuca bardzo dobre światło na lata tworzonej przez nas cywilizacji. Niestety oswojenie sobie zwierząt oraz uprawa roli a co za tym idzie rewolucja agrarna, na zawsze odmieniły losy ludzkości. Co z tego że zwierzęta rogate mają obecnie największą populację na świecie,( zaraz po ludziach ) skoro ich los sprowadza się do sytuacji panujących w obozach koncentracyjnych. Ludzie porzucili zbieracko-łowiecki styl życia, w nadziei na poprawę zycia a otrzymali nowe choroby od oswojonych zwierząt, wydłużony czas pracy i Daniny zbierane przez władze.

    Po przeczytaniu tej książki, dochodzę do wniosku, że ludzie to chciwi barbarzyncy, którzy zrobią wszystko co będzie konieczne dla osiagniecia własnych zysków, kosztem innych ludzi, zwierząt i środowiska.
    Jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać więcej, pisałam krótka recenzje TUTAJ

    Lubię to

    1. Blog dodałem już do moich ulubionych, recenzję przeczytałem a książkę zapewne też przeczytam, chociaż moja lista „do przeczytania” z braku czasu jest długa. 🙂 Co do historii jako takiej to też ją odkrywam dopiero teraz, ta szkolna jest pisana zawsze pod ideologię rządzących kimkolwiek by nie byli. Ostatnio z mroków wyłania się np. Mieszko I jako bezwzględny handlarz niewolników, których czerpał z własnych ziem. Historię analizuje się dziś w wiodących państwach świata w tzw Thin Tankach – zespołach doradczych przy rządach, grupach interesów itp. i czerpie się z niej fortele, kruczki, naukę i analizuje się bieżące sytuacje strategiczne w jej świetle. Przeciętni ludzie nie mają pojęcia o takich sprawach i często klepią ” ach co mnie historia obchodzi, ważne co tu i teraz” heh…dobre sobie. Pozdrawiam – ładne zdjęcia 😉

      Lubię to

  4. Bardzo tendencyjne ten tekst i nieco zafalszowany. Nawet jesli swiat zwierzecy i roslinny sa ze soba powiazane, nie znaczy to, ze mamy te zwierzeta jesc czy bezwzglednie wykorzystywac, jak to obecnie robi ludzkosc. Mozemy pozyskiwac mleko w sposob etyczny czyli pobierac nadwyzki, te, ktore nie zjadlo dziecko tego zwierzecia.. A przy okazji mozna korzystac z obornika zwierzecego i nie ma w tym nic zlego o ile zwierzeta traktowane sa w sposob etyczny. Ale to wcale nie jest konieczne poniewaz ziemie mozna nawozic kompostem roslinnym a jego pozyskanie wcale nie jest bardziej skomplikowane, jak pisze to autor. Powiedzialabym tak, jesli ktos nie potrafi lub nie chce zrezygnowac ze zjadania istit innego gatunku, zaczyna wyszukiwac takich argumentow jak te powyzej. A jednym z najbardziej sztandarowych uzywanych przez zapamietalych zwierzecozercow, jest ten, ze rosliny tez cierpia… Ludzie! Opanujcie sie. Roznica miedzy roslina a wysokorozwinieta istota jaka jest np krowa czy nawet swinia jest ogromna! Jesli ktos cche zywic sie cialami innych zwierzat, nikt mu na razie tego nie zabroni, ale niech nie dorabia do tego takiej pseudofilozofii i nie probuje naginac faktow do swoich potrzeb by usprawiedliwic siebie samego w swoich oczach. Jesli cos robi, niech robi to swiadomie. Zeby zjesc tak zwane „mieso” , trzeba najpierw zabic zwierze, pozniej go oprawic, przyprawic, obrobic kulinarnie by go pozniej zjesc. Nawet jesli nie robi tego wlasnorecznie, robi to ktos dla niego i w cenie zakupu tego miesa, jest rowniez zaplata katowi, ktory te zwierzeta zabija. Te zwierzeta hodowane sa rowniez od urodzenia po to by by byc ludzkim pokarmem i traktowane sa w sposob taki, ze nasistowskie obozy koncentracyjne to przy tym bajeczka dla grzecznych dzieci. I kupujac to tzw „mieso” ladnie opakowane, za to rowniez sie placi i to zasila. Taka jest prawda i przestancie sobie zamydlac oczy. Sobie i innym. Jesli ktos chce byc zwierzecozerca (celowo nie uzywam slowa miesozerca poniewaz to jest rowniez falszowanie rzeczywistosci), niech bedzie przynajmniej swiadomy tego, co robi i w jaki sposob pozyskiwany jest jego pokarm. Niech bedzie swiadomy tego, ze zjadajac np ctzw „cielecine” ZJADA DZIECKO innego gatunku, ze zjadajac tzw „wolowine”, zjada, inteligentna i lagodna istote, matke tego dziecka, a zjadajac tzw „wiepszowine” zjada zwierze, ktore swoja inteligencja i poziomem swiadomosci doruwnuje inteligencji psa… Wiec, skoro czlowiek uwaza sie za najbardziej swiadoma istote na tej ziemi, niech bedzie rowniez swiadom do konca tego, co robi i nie prubuje zafalszowywac rzeczywistosci, ktorej nie chce widziec, poniewaz tak mu jest wygodnie.

    Lubię to

    1. Nie bardzo rozumiem Twój tekst, bo autor artykułu mówi dokładnie to samo – też popiera etyczne uprawy i hodowle… Chyba nie przeczytałaś całości, odnoszę wrażenie.

      Autor jako wegan miał zapewne takie same podejście jak Ty. Jak został rolnikiem to zobaczył, że ten temat nie jest taki czarno-biały, jakby tego chcieli wegetarianie i weganie. Niestety.

      Ja również wychowałam się obok natury i świetnie rozumiem, że nie ma czegoś takiego jak wegetarianizm i weganizm. To są puste pojęcia. Istniejesz kosztem zarówno roślin jak i zwierząt. Rezygnacja z mięsa nie zmienia praktycznie nic, bo zwierzęta są wykorzystywane do setek innych rzeczy, z których codziennie korzystasz.

      Wegetarianie i weganie mają wg mnie problem natury psychicznej, bo po prostu nie radzą sobie z prawidłami natury – te zaburzenia dotyczą tylko i wyłącznie wygodnych, komfortowych społeczeństw i są też silnie powiązane z lewicowym (więc autodestrukcyjnym dla społeczeństw) myśleniem.

      Co ciekawe, właśnie te wygodne, bezpieczne społeczeństwa, które żyją sobie komfortowo dzięki cierpieniu i śmierci nie tylko zwierząt, ale też masy ludzi – te, które produkują najwięcej śmieci przez swoje plastikowe życia – uważają się za najbardziej „rozwinięte” (Niemcy, Francja, USA, itd)…

      Do czasu, bo kultura Francji, Niemiec już upada pod socjalizmem, a USA najwyraźniej chce ich dogonić 🙂

      Moje podejście do wegetarianizmu i weganizmu jest dokładnie takie, jak autora. Niejedzący mięsa powinni przestać robić krucjaty i zająć się własną psychiką. Wtedy możliwy będzie dialog obu stron.

      Lubię to

        1. Widzę, że kolejna krucjata 😛 Tym razem przeciwko tym vege… Ale cóż, internet wszystko przyjmie, a badania można znaleźć nawet na pozytywny wpływ alkoholu czy papierosów, jak ktoś się uprze.

          Lubię to

      1. Może niektórym wyda się to dość dziwne, że piszę rok po dyskusji, ale po przeczytaniu wszystkich wiadomości, a szczególnie głosów autorki jestem nieco oburzony.

        Przede wszystkim pozwolę sobie odnosić się głównie do powyższej wiadomości napisanej przez Autorkę. Pisze w nim Pani o autodestrukcyjnym lewicowym myśleniu. Chciałbym prosić Panią o rozwinięcie tych wniosków gdyż wydają mi się one dość nieuzasadnione. Lewicowość według mojej wiedzy zakłada chociażby kontestowanie rzeczywistości oraz myślenie alternatywne, które sprawić ma poprawę dobra WSPÓLNEGO. Polityka z jaką mieliśmy rok temu do czynienia w wymienionych przez Panią grajach (Niemcy, Francja, USA) nie miała nic wspólnego z realną postawą lewicową. To były rządy establishmentowe, nieudolnie próbujące wdrażać nieliczne, fasadowe lewicowe rozwiązania, które moglibyśmy policzyć na palcach. Mogę zgodzić się z określeniem tamtych polityków mianem autodestrukcyjnych, ale nie przystanę na określenie postawy lewicowej jako autodestrukcyjnej. Pokłosiem takiego myślenia była na szczęście niknąca już fala populizmu. Uderzyła jednak w Europę, a jej pokłosiem był chociażby wybór Trumpa, który z pewnością bardzo mocno odciśnie się na świecie jaki znamy.

        Z powyższego akapitu pewnie dość jasno można wyczytać, iż sam taką postawą często się kieruje, co nie znaczy, że jestem jej oddany, gdyż sam dostrzegam jej błędy. Z pewnością jednak mógłbym wymienić kilka innych modeli, które są bardziej autodestrukcyjne – np. anarchizm czy konserwatyzm.

        Kolejną niepokojącą mnie kwestią jest fakt, iż wrzuca Pani wszystkich wegan i wegetarian do jednego worka mówiąc przy tym, iż są oni chorzy psychicznie. Znam kilku lub kilkunastu wegan i wegetarian i chciałbym zaświadczyć, że owszem, spotkałem się z osobami które po prostu podchwyciły modę i ich „bycie vege” nie jest wyrazem świadomej kontestacji świata. Taki osoby są jednak „przelotnymi”
        (na miesiąc lub rok) weganami lub wegetarianami nie mającymi pomysłu na życie i często po prostu odchudzają się, lub korzystają z mody na weganizm. Większość znanych mi wegan i wegetarian jednak bierze pod włos swoje przekonania i często zastanawia się nad tym jak poprawić nie tylko swoją lecz ogólną jakość życia zastanawiając się nad ówczesnym i przyszłym stanem naszego świata. Wydaje mi się, że sam zaliczam się do tego grona osób, gdyż mimo tego, iż jestem wegetarianinem ograniczającym spożywanie produktów odzwierzęcych oraz starającym się korzystać jak najwięcej z produktów ekologicznych (o ile zbliża się ich termin ważności w sklepach organicznych i są wtedy przecenione- polecam, albo gdy mnie na to po protu stać – jestem studentem więc nie jest lekko) to przekonują mnie argumenty, które podaje autor artykułu i szanuję jego postawę. Sam jednak nie chcę jeść martwych, myślących i odczuwających zwierząt. Wiąże się to dla mnie z braniem dość dużej odpowiedzialności za jego cierpienie, nie chcę także żywić się jego śmiercią oraz nosić jej na sobie, nie chcę także być odpowiedzialnym za tak wielkie zużywanie zasobów wodnych oraz napędzanie tego rynku, nawet jeśli są to produkty eko. Jaja i nabiał ograniczam i staram się z nich korzystać tylko w wyjątkowych sytuacjach, usiłuję także nie kupować wspomnianych przez autora produktów roślinnych importowanych z innych kontynentów przez co, wydaje mi się, że utrzymuję jakiś rodzaj balansu w którym nieustannie zadaje sobie pytania o wiarygodność i prawidłowość moich decyzji.

        I jeśli mogę sobie pozwolić na podsumowanie Pani zdania w formie prywatnego komentarza:

        To wspaniale, że jest Pani szczęśliwa i zachęca do wyjazdu i ucieczki od wielkomiejskiego europejskiego marazmu, dając innym rąbek nadziei na inne życie. Moim zdaniem taka postawa jednak stanowi ucieczkę od problemów z którymi zmagamy się tutaj – we wspomnianej przez Pania Europie.
        Moim zdaniem stawia Pani złe, pochopne i nieuzasadnione wnioski (jak np. lewicowa autodestrukcyjność i problemy psychiczne wegan) poza tym proponuje Pani ucieczkę za granicę lub ucieczkę w postaci skupienie się na własnych problemach w cyklu „zmień swoje podejście” umykając tym samym istotnym problemom społecznym i „sprzedając” ludziom jakąś iluzję na lepsze życie zamiast mówić o próbie zmieniania go tu, w Europie, Polsce itp. Czy niezadowoleni i ambitni ludzie maja zapomnieć o swoich problemach i wyjechać na Karaiby, by zapewnić sobie indywidualne szczęście ?

        Pani proponuję zejść trochę na ziemię i przestać bawić się w psychologa, a wszystkim innym zalecam nieustanne kontestowanie swoich wyborów 🙂

        Pozdrawiam,

        Stanisław

        P.S. Pewnie ktoś lub Pani pomyśli sobie, że skoro pisze to jakiś „student lewak” to nie warto nawet z nim pisać, bo po co. Zachęcam jednak do owocnej dyskusji 😉

        Lubię to

        1. Każda ideologia prowadzi do problemów – nie ma znaczenia czy lewicowa, czy prawicowa. Jeśli uważasz, że liberalizm jest „lepszy” niż anarchizm, czy konserwatyzm to jesteś już radykałem – a radykalizm prowadzi do bardzo wielu problemów w radzeniu sobie z rzeczywistością.

          To nie jest tak, że liberalizm czy konserwatyzm są „złe” czy „dobre” – zresztą samo myślenie w kategoriach „dobre – złe” już jest ideologią i powoduje, że przestajemy być obiektywni. Mamy dokładnie połowę liberałów i połowę konserw w każdym społeczeństwie – tak skonstruowany jest nasz gatunek. Odsyłam do badań na ten temat do liberalnego, więc spodoba Ci się, Jonathana Haidt’a.

          Polecam Ci też mój inny artykuł: https://zyciepodpalmami.pl/2016/12/09/o-co-tak-naprawde-chodzi-w-polityce/
          BTW: Ja też jestem liberałem. Wiem, szok, niedowierzanie, mózg na ścianie 😀 A jednak.

          Druga sprawa – zaburzenia to nie choroba psychiczna. Nie wiem czemu ludzie tak to postrzegają. Zaburzenia to po prostu swego rodzaju ideologiczne przesądy, które prowadzą do patologii – np. w przypadku wegetarian jest to odcinanie się od ludzi, którzy nie podzielają ich poglądów – ale zastrzegam, że nie tyczy się do wszystkich.

          Nie wiem też czemu opisujesz swoje wegetariaństwo, ale nie odnosisz się do artykułu. Czy przeczytałeś go całego?
          Nie ma czegoś takiego jak wegetarianizm czy weganizm. To ułuda. Zwierzęta hodowlane to niewolnicy człowieka. Żyjemy sobie wygodnie i syto, bo je wykorzystujemy. Życie wg. „nie tak powinno być” prowadzi do właśnie zaburzeń, o których wspominałam. Człowiek, który żyje dla idei a nie dla siebie wpada w poważne patologie.

          Nie da się funkcjonować w społeczeństwie, szczególnie w mieście i nie mieć na sobie cierpienia i krwi zwierząt. One są wszędzie. W klei, którego używasz do remontu mieszkań, w elementach budynku w którym mieszkasz, urządzeń, itd. Ze zwierząt robi się nie tylko mięso. Robi się całą masę rzeczy. To raz.

          Dwa to to o czym jest artykuł – Twoja „sałata” rośnie na gówienku od zwierząt hodowlanych, na ich kościach, itd. Masowe uprawy roślin wiążą się nierozerwalnie z cierpieniem zwierząt, których pozbawiamy w ten sposób habitatów. Nie wspominając o wystrzeliwaniu tych, które przyjdą po marchewkę czy sałatę, elektrycznych płotach itd.

          Jestem osobą, która miała szczęście wychować się blisko natury – i każdemu wegetarianinowi polecam agro-wczasy, aby zrozumiał, że jest częścią tego brutalnego świata, a nie niewinnym użytkownikiem supermarketu. Sałata nie jest niewinna, pomidorki też. Wszystko co spożywamy nierozerwalnie łączy się ze zwierzętami.

          Taka jest (smutna) prawda. Zacznijmy od niej, a wtedy możemy rozmawiać o tym, jak lepiej traktować zwierzęta, co zrobić w kwestii miast (przyczyn wszelkich tego typu problemów), itd.

          Moim skromnym zdaniem zabijanie zwierząt hodowlanych jest w tej chwili najlepszym rozwiązaniem – dla mnie. Opcje np. dla kogucika są takie:
          – zostać szybko zabitym i zjedzonym przez ludzi,
          – zostać niezabitym i zadziobanym na śmierć przez inne koguciki (bardzo bolesna śmierć)
          – zostać wypuszczonym na wolność i złapanym przez predatora, np. lisa i umierać długo w bardzo potwornych męczarniach.

          Która opcja wydaje Ci się najlepsza dla zwierzęcia?

          Warto uświadomić sobie, że życie to nie bajka Disneya. Zwierzęta to zwierzęta, nie mają takich samych praw co ludzie, bo nie potrafią z nich korzystać. Naprawdę polecam wizytę na jakiejś farmie – zaznaczam małej, nie żadnej fabryce. By zobaczyć jak wygląda życie zwierząt, rolników, „życie” sałaty i innych roślin. By zrozumieć, że kompost i nawóz „niezwierzęcy” = nieuniknione pestycydy. By popatrzeć na szkodniki, które niszczą ogrody.

          By zrozumieć swoje miejsce w naturalnym świecie. Nie jesteśmy „panami” stojącymi ponad roślinami i zwierzętami. Jesteśmy częścią cyklów natury. Nasze życie i przetrwanie zależy od tego jak wykorzystamy zwierzęta. Niestety.

          Lubię to

          1. „Każda ideologia prowadzi do problemów – nie ma znaczenia czy lewicowa, czy prawicowa. Jeśli uważasz, że liberalizm jest „lepszy” niż anarchizm, czy konserwatyzm to jesteś już radykałem – a radykalizm prowadzi do bardzo wielu problemów w radzeniu sobie z rzeczywistością.”

            Nigdzie w swoi tekście nie powiedziałem, że jakiś model jest lepszy. Wspomniałem jedynie, iż „sam taką postawą często się kieruje”.

            „To nie jest tak, że liberalizm czy konserwatyzm są „złe” czy „dobre” – zresztą samo myślenie w kategoriach „dobre – złe” już jest ideologią i powoduje, że przestajemy być obiektywni. Mamy dokładnie połowę liberałów i połowę konserw w każdym społeczeństwie – tak skonstruowany jest nasz gatunek. Odsyłam do badań na ten temat do liberalnego, więc spodoba Ci się, Jonathana Haidt’a.”

            nie ma czegoś takiego jak obiektywizm
            wszystko jest wyborem ideologicznym, nawet wyjście do supermarketu
            zgodzę się, że rozdział binarny zazwyczaj prowadzi do uproszczeń i jest nieprawidłowy,
            nie ma więc czegoś takiego, że społeczeństwo jest podzielone dokładnie na pół – zawsze ktoś będzie dominował, ktoś będzie w totalnej mniejszości, a jeszcze ktoś inny będzie twierdził, że ma wszystko gdzieś.

            „Polecam Ci też mój inny artykuł: https://zyciepodpalmami.pl/2016/12/09/o-co-tak-naprawde-chodzi-w-polityce/

            Przeczytałem i uważam, że uprościła tam Pani wiele spraw, starając się podać najprostszą diagnozę. Ogólnej sytuacji politycznej nie a się wyjaśnić w jednym artykule.

            „BTW: Ja też jestem liberałem. Wiem, szok, niedowierzanie, mózg na ścianie A jednak.
            Druga sprawa – zaburzenia to nie choroba psychiczna. Nie wiem czemu ludzie tak to postrzegają. Zaburzenia to po prostu swego rodzaju ideologiczne przesądy, które prowadzą do patologii – np. w przypadku wegetarian jest to odcinanie się od ludzi, którzy nie podzielają ich poglądów – ale zastrzegam, że nie tyczy się do wszystkich.”

            Ale to właśnie ideologia łącząca ludzi w grupy jest dla naszego gatunku czymś normalnym. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć coś o katolikach lub o innej grupie, która radykalizując się alienuje się od reszty społeczeństwa. Nie znaczy to, że każdy katolik będzie się alienował, ale oznacza, że będzie się trzymał wspomnianych przez Panią „przesądów” – a to doprowadza mnie więc do wniosku, że również o katolikach mówi Pani jako o osobach z zaburzeniami. Czy dobrze rozumiem ?
            Poza tym większość wegetarian raczej nie odcina się od reszty społeczeństwa (szczególnie że w naszym kraju byłoby to bardzo trudne).

            „Nie wiem też czemu opisujesz swoje wegetariaństwo, ale nie odnosisz się do artykułu. Czy przeczytałeś go całego?
            Nie ma czegoś takiego jak wegetarianizm czy weganizm. To ułuda. Zwierzęta hodowlane to niewolnicy człowieka. Żyjemy sobie wygodnie i syto, bo je wykorzystujemy. Życie wg. „nie tak powinno być” prowadzi do właśnie zaburzeń, o których wspominałam. Człowiek, który żyje dla idei a nie dla siebie wpada w poważne patologie.”

            Przeczytałem artykuł, ale nie muszę się godzić na to, by ze swojego języka usuwać te podziały. Weganizm i wegetarianizm przede wszystkim odnoszą się do rodzaju diety, a ideologia jest wobec nich wtórna.
            Człowiek zawsze będzie wierny jakimś ideom, nie znaczy to że musi dla nich żyć.

            „Nie da się funkcjonować w społeczeństwie, szczególnie w mieście i nie mieć na sobie cierpienia i krwi zwierząt. One są wszędzie. W klei, którego używasz do remontu mieszkań, w elementach budynku w którym mieszkasz, urządzeń, itd. Ze zwierząt robi się nie tylko mięso. Robi się całą masę rzeczy. To raz.”

            Póki co myślę że się da, ale jeśli wytoczy mi Pani szereg konkretnych przykładów to może się zgodzę. A nawet jeśli, to z pewnością jednak kupno takich produktów oraz styczność z nimi można ograniczyć do minimum lub zastąpić. Nie wiem o jakich elementach do budowy Pani mówi, ale kleje bez prod. poch. zw. na pewno są dostępne na zagranicznych rynkach. Proszę wiec o szereg innych przykładów.

            „Dwa to to o czym jest artykuł – Twoja „sałata” rośnie na gówienku od zwierząt hodowlanych, na ich kościach, itd. Masowe uprawy roślin wiążą się nierozerwalnie z cierpieniem zwierząt, których pozbawiamy w ten sposób habitatów. Nie wspominając o wystrzeliwaniu tych, które przyjdą po marchewkę czy sałatę, elektrycznych płotach itd.”

            Zgadzam się, że w teraźniejszości jest to nieuniknione i często o tym zapominamy. Śmierć małych organizmów niestety jest wpisana w rzeczywistość i myślę, że w ciągu roku każdy z nas zabija setki jakiś małych żyjątek – ale tak jak mówię- jest to właściwie nieuniknione, nie możemy tego zmienić, co najwyżej ograniczyć. Teraz po prosu powinniśmy mieć pewne priorytety- czyli przede wszystkim ograniczanie liczby hodowli (a przede wszystkim te wyglądające gorzej niż obozy koncentracyjne) – które dla nas i dla świata jest najbardziej szkodliwe. Sądzę, że równie dobrze ten artykuł dla wielu osób może stanowić rodzaj wymówki do tego by jeść mięso „bo i tak się nic nie zmieni”. Tymczasem moja postawa jest również wyrazem niezgody na to, jak wiele istnień w podłych warunkach co dzień traci życie. Może Pani w tym miejscu mnie wyśmiać i powiedzieć, że mówię to z perspektywy wygodnego europejczyka, któremu łatwo jest tak mówić w porównaniu do krajów trzeciego świata. Tylko że nas stać nas na taką postawę i skoro mamy okazję, to zmieńmy coś, być może spowoduje to falę, która w końcu „wpłynie” również i na zachowanie innych kultur (nawet jeśli miałoby to nastąpić za 200 lat) ale po prostu zacznijmy od czegoś. . Wiem, że taki głos na razie jest często efektem mody i szczególnie w Polsce jest ciężko o wyraz wsparcia, ale sądzę, że za 3-4 pokolenia liczba ludzi myślących w podobny sposób będzie diametralnie wzrastać.
            Jestem też świadomy tego, że większość roślin które spożywam, są sadzone na nawozie zwierzęcym, ale dziś w prawie żadnym ze sklepów nie ma innej alternatywy – chyba że w sklepach eko – ale tak jak już wcześniej mówiłem, na to też trzeba mieć dość sporo pieniędzy. Więc tak jak w przypadku małych organizmów – najpierw priorytety w postaci ograniczania hodowli, potem zmieniajmy kolejne elementy.

            „Jestem osobą, która miała szczęście wychować się blisko natury – i każdemu wegetarianinowi polecam agro-wczasy, aby zrozumiał, że jest częścią tego brutalnego świata, a nie niewinnym użytkownikiem supermarketu. Sałata nie jest niewinna, pomidorki też. Wszystko co spożywamy nierozerwalnie łączy się ze zwierzętami.”

            Jeśli ponad połowa osób w Europie zaczęłaby jeść rzeczy agro lub eko (w tym mięso) to byłoby naprawdę wspaniale. Tymczasem mięso z kurczaka z biedronki i lidla ma wśród polaków bardzo duże wzięcie. Wielu ludziom nie chce się dopłacić 2-3 złotych do „etycznej” wersji. I to jest duży problem. Nie postuluję by ludzie przestali hodować zwierzęta, ale by robili to w bardziej etyczny sposób oraz by ograniczyli ich spożycie.

            „Taka jest (smutna) prawda. Zacznijmy od niej, a wtedy możemy rozmawiać o tym, jak lepiej traktować zwierzęta, co zrobić w kwestii miast (przyczyn wszelkich tego typu problemów), itd.”

            Tak, tylko że tak jak wspomniałem już wcześniej ta prawda może wielu osobom zamydlić oczy i nic nie zmienić.

            „Moim skromnym zdaniem zabijanie zwierząt hodowlanych jest w tej chwili najlepszym rozwiązaniem – dla mnie. Opcje np. dla kogucika są takie:
            – zostać szybko zabitym i zjedzonym przez ludzi,
            – zostać niezabitym i zadziobanym na śmierć przez inne koguciki (bardzo bolesna śmierć)
            – zostać wypuszczonym na wolność i złapanym przez predatora, np. lisa i umierać długo w bardzo potwornych męczarniach.
            Która opcja wydaje Ci się najlepsza dla zwierzęcia?”

            Ale kto mówi o wypuszczaniu zwierząt? O jakim zadziobaniu Pani opowiada ? Jak będziemy stopniowo ograniczać ich spożywanie, poprawimy warunki w jakich będą hodowane to już będzie dobrze. Wspaniale będzie wtedy jak uzgodnimy ścisłe restrykcje co do tego jak zwierzęta maja być hodowane i np. agroturystyczne farmy zastąpią wielkie obozy koncentracyjne. Tylko jak ludzie mają o tym usłyszeć ? Kto ma to zmienić ?

            „Warto uświadomić sobie, że życie to nie bajka Disneya. Zwierzęta to zwierzęta, nie mają takich samych praw co ludzie, bo nie potrafią z nich korzystać. Naprawdę polecam wizytę na jakiejś farmie – zaznaczam małej, nie żadnej fabryce. By zobaczyć jak wygląda życie zwierząt, rolników, „życie” sałaty i innych roślin. By zrozumieć, że kompost i nawóz „niezwierzęcy” = nieuniknione pestycydy. By popatrzeć na szkodniki, które niszczą ogrody. By zrozumieć swoje miejsce w naturalnym świecie.”

            Ale to my jesteśmy za nie odpowiedzialni, i to my stwarzamy im takie a nie inne warunki. To niech Pani się trochę ocknie, bo miłe faremki i argo-turystyka, którą Pani pamięta z dzieciństwa to jakiś niecały 1% całej hodowli zwierząt. Reszta jest masowo ubijana w okropnych warunkach, poza tym skala spożywania mięsa jet zatrważająca i wciąż rośnie. Nie mamy nic zmieniać ? Jak chce Pani spowodować, by wszystkie farmy wyglądały tak miło ?

            „Nie jesteśmy „panami” stojącymi ponad roślinami i zwierzętami. Jesteśmy częścią cyklów natury. Nasze życie i przetrwanie zależy od tego jak wykorzystamy zwierzęta. Niestety.”

            W poprzednim akapicie napisała Pani, że „Zwierzęta to zwierzęta, nie mają takich samych praw co ludzie”, to w końcu jesteśmy wg. Pani tymi „panami” czy nie ? Skoro zależy to ograniczajmy ich ilość i poprawiajmy ich jakość życia.

            BTW. Zgrabnie ominęła Pani wspomniana przeze mnie kwestię ucieczki od problemów, sądzę jednak że było to świadome ?

            Lubię to

            1. Nie ma tu znaczenia, katolik, wegetarianin, czy fan Tolkiena – jeśli ideologia powoduje traktowanie innych ludzi jako „gorszych”, „głupszych”, itp. pomniejszanie – to jest to patologiczne. Można być katolikiem i żyć w zgodzie z np. homoseksualistami, można być wegetarianinem i nie mieć nic przeciwko mięsożercom. Krótko mówiąc – nie narzucanie innym swojego światopoglądu – i nie jest to, ani dobre, ani złe, po prostu „działa”.

              „Ale to właśnie ideologia łącząca ludzi w grupy jest dla naszego gatunku czymś normalnym.” – uważaj na słowa. Agresja i dominacja silniejszego też jest dla naszego gatunku czymś normalnym. Gwałty są czymś normalnym. Itd. Czy to oznacza, że to „działa”? Ano nie. Po to budujemy systemy polityczne, by temu zapobiegać i by się rozwijać.

              „O jakim zadziobaniu Pani opowiada ? ” – widziałeś kiedyś 2 koguty, które się nie zadziobały an śmierć? Widziałeś kiedyś żeby jakiś rolnik miał 2 koguty na podwórku? No właśnie. Jeden kogut na stado kur, jeden byk na stado krów, itd. Zwierzęta to nie ludzie, one żyją wg prawa natury – silniejszy zostaje zabity. Dlatego właśnie mówię, że wegetarianie to ludzie, którzy nie mają pojęcia o naturze, żyją w oderwaniu od niej, głównie w miastach.

              W kwestii bycia „panami” świata chodziło mi o to, że nie stoimy ponad naturą i nie rozwiążemy naszych problemów myśląc, że tak jest. To nie oznacza, że nie możemy wykorzystywać zwierząt.

              Anyways – problem wegetarian jest bardziej problemem emocjonalnym, niż „fizycznym” – więc to wegetarianie muszą sobie z nim poradzić – np. poprzez rozwój osobisty. Oczekiwanie, że cały świat się zmieni, po to, byś Ty poczuł się lepiej jest bardzo, ale to bardzo naiwne.

              Lubię to

  5. 🙂 Kiedyś był taki dowcip:
    Profesor zapytał młodą studentkę politologii 1 roku na pierwszych zajęciach: Jakie znasz partie polityczne w PL? Ona myśli, myśli i mówi …no nie wiem.
    Profesor pyta dalej: Co znaczą dla ciebie takie nazwiska jak Tusk, czy Kaczyński?….ona na to: no nic…a kim oni są?
    Profesor już zirytowany ciągnie dalej, …to takich pojęć jak polski sejm czy senat też pani nie zna???
    Studentka mówi…coś tam kojarzę, ale nie bardzo.
    …a skąd tu pani do nas przyjechała? pyta profesor
    …z Bieszczad odpowiada studentka.
    Stary Profesor podchodzi do okna, patrzy się długo w dal, widać że jest bardzo zamyślony, na sali zapada cisza. Po minucie profesor mówi: Boże… a może by to faktycznie wszystko pierd…nąć i wyjechać w Bieszczady ?…

    by the way: dziś w bieszczady już nie ma po co, chyba że ogłoszą niepodległość. 🙂 Dziś nie ma co jeść w UE czy USA . zachód narzuca światu swoje jedzenie. Albo przyjmujesz żarcie z ich koncernów albo giniesz od razu. Proszę poczytać o wojnach opiumowych w Chinach. Dziś opium zastąpiło jedzenie, a reszta jest to samo – analogia totalna.

    Lubię to

  6. Przywiązanie do wszelkich -izmów szkodzi. Warto być uważnym.
    I w zasadzie to tyle, bo rozpoczynając temat należałoby napisać przynajmniej książkę.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ludzie od zawsze żyli w swego rodzaju systemie i nie sądzę, by całkowite odizolowanie się było możliwe. Wymagałoby to bycia w 100% samowystarczalnym, nie tylko w produkcji żywności, ale też ubrań, narzędzi, leków etc. Nie ma nic złego w życiu w „systemie”. Problem leży w tym, JAKI jest ten system. Dzisiejszy system jest demonizowany, bo prowadzi do całkowitego UZALEŻNIENIA jednostki od tegoż systemu. Przykład: kiedyś panie (a i również niektórzy panowie) potrafili szyć. Jedni lepiej, drudzy gorzej, ale mniejsze lub większe poprawki każdy sam sobie mógł wykonać (albo miał osobę w najbliższym otoczeniu, która mogłaby to dla niego zrobić). Dziś mało kto potrafi guzik porządnie przyszyć. Bo i po co umieć coś naprawić, skoro można iść do sklepu i kupić nowe? Przy okazji wydając ciężko zarobione pieniądze na OPODATKOWANE badziewie.

    Żyć w systemie można dobrze, o ile się pamięta, żeby korzystać z własnego rozumu i rozwijać w różnych kierunkach, nie uzależniać się od tego chorego systemu.

    Lubię to

  8. Ale przecież nie chodzi o empatię do zwierząt, nasze zdrowie, czy o fizykę. Zwyczajnie za chwilę zabraknie nam zasobów na produkcję mięsa – bo jego produkcja wymaga więcej ziemi, wody, nawozów naturalnych i sztucznych. Już teraz na osobę przypada jakieś 0.6h użytków rolnych. Ale oczywiście my ludzie północy odczujemy głód najpóźniej. A co tam od zawsze wykorzystywaliśmy południe.

    Lubię to

  9. Bardzo dobry artykuł. Co prawda autor moim zdaniem zobaczył i opisał tylko jako to mówi się wierzchołek góry lodowej. Problem jest o dużo głębszy. Dobre poczucie wegan i wegetarian z powodu niejedzenia mięsa jest spowodowane niezrozumieniem zagadnienia odżywiania a i tego, że często bardzo pomagają aby świat zwierząt zniknął z powierzchni ziemi co nieraz jest poruszane choćby w internecie ile to gatunków dziennie znika z różnych powodów oczywiście zawdzięczając to ekspansji człowieka. Na każdym kroku przyczyniają się do zatruwania środowiska, kupując samochody, jeżdżąc nimi ( także używając wszelki inne środki komunikacji), produkując tony śmieci w coraz mniejszym stopniu ulegających biologicznej degradacji. A co z ogrzewaniem? I tak można by mnożyć różne sposoby na niszczenie środowiska. Osobnym zagadnieniem jest podejście od strony biologii i tak ostatnio ulubionej szczególnie przez osoby na ogół nie mające pojęcia fizyki kwantowej. Stronę biologiczną poruszył autor pisząc o wartości odżywczej choćby nawozów. A przecież wbrew zapewnieniom wegetarian i wegan dla człowieka ma to także olbrzymie znaczenie o czym dowiadują się na ogół po wielu latach gdy zaczynają chorować ( nie znam zdrowych wegetarian czy wegan mimo, że co rusz mam z nimi do czynienia. Na ogół są to ludzie młodzi kierujący się ideologią a nie wiedzą (tak naprawdę nie mają skąd tej wiedzy czerpać w tym zalewie sprzecznych informacji). Od strony fizyki podchodząc nie jesteśmy mięsem, czy jakąś inną substancją. Jesteśmy tak naprawdę informacją zaszyfrowaną prze konfiguracje wibrującej materii która jest różna dla nieożywionej materii, dla roślin, zwierząt (tak pokrótce). Ewolucyjnie nie jesteśmy w stanie przyswoić sobie informacji zawartej w minerałach co robią właśnie rośliny tworząc różne związki z których dopiero zwierzęta czy człowiek może skorzystać. Świat zwierzęcy przetwarza to na wyższy poziom informacyjny. Tak więc większość substancji wytwarzanych przez rośliny nie ma takiej samej wartości mimo podobnych nazw (białka, tłuszcze itp)co zauważył autor artykułu. Mógłbym tutaj napisać książkę ale wiem, że nie przekonam ( inie zależy mi na tym) zatwardziałych wegan czy wegetarian. Ale być może ktoś zastanowi się głębiej nad tym problemem.

    Lubię to

    1. Opowiada Pan takie głupoty, że aż ciężko to czytać. Dziwi mnie fakt, że osoba, która jest takimi ignorantem chce pouczać innych. Dobrze zbilansowana dieta wege nie szkodzi, jest najzdrowszą dieta dla człowieka, potrafi nawet cofać niektóre schorzenia, tylko trzeba wiedzieć jak się odżywiać i co ze sobą łączyć. Większość chorób, które nas dotykają, są spowodowane tluszczami zwierzęcymi w naszych dietach, więc mówienie, że ich potrzebujemy wynika z braku chęci edukacji z Pana strony. Nie zna Pan zdrowych wege? To nie znaczy, że ich nie ma, nawet na YT można znaleźć masę ludzi w podeszłym wieku, sprawnych, o świetnym zdrowiu, którzy całe życie byli wege. Wiecej nie będę pisać, bo Pan ma bardzo wąski światopogląd i odczytuje z Pańskiego komentarza, że nie chce Pan tego zmieniać. Boję się tylko , że ktoś może uwierzyć w te głupstwa, które Pan wypisuje.

      Lubię to

      1. Ale są też ludzie, którzy są wegetarianami i są chorzy, bezpłodni, itd. Są przypadki gdzie matka zagładza na śmierć dziecko bo karmi je sałatką (dzieci umierają z wyczerpania, serio).

        Więc no nie przekonuje mnie ta argumentacja, że jakaś stara pani (która przy okazji sprzedaje książki i suplementy na swoich stronach o wegetarianiźmie czy weganiźmie zwykle:) jest zdrowa i to znaczy, że dieta wegetariańska jest zdrowa 🙂

        Lubię to

  10. Owszem, owszem, artykuł skłania do przemyśleń. Tylko że może kiedyś. Dziś żyjemy (jeszcze) w świecie, w którym w pogoni za kasą zabija się ludzi a nie tylko zwierzęta. I to milionami. GMO, pestycydy, chemia spożywcza, antybiotyki w paszach, glifosat w mące itp. uśmiercają i okaleczają miliony LUDZI !!! a wegetarianie martwią się o zwierzęta. Ok mam ogromną empatię na ból i cierpienie zwierząt ale większą na cierpienie ludzi ! To co dzisiaj się dzieje to rzecz bez precedensu w historii świata. ZYSK wypełnił mózgi . Hmmm, wegetarianizm jest ok, ale pod warunkiem że ma się dostęp do faktycznie zdrowego jedzenia. Rośliny z marketów są naszpikowane chemią bo ich jelita to gleba. A one są uprawiane na wacie szklanej i polewane tablicą Mendelejewa. Zwierzęta są też sztucznie karmione ale mają układ wydalniczy (wątrobę) i ich organizmy próbują się oczyszczać. Warunek kupować surowe mięso i koniecznie tłuszcz i samemu przygotowywać posiłki.
    Wiele zależy od Nas samych od Naszej mądrości. Myślę i to jest najważniejsze; że tu ludzie dzielą się na:
    1/ głupich i zarozumiałych (często to ludzie po studiach i na stanowiskach)-komentarz nie potrzebny
    2/średnio mądrych – zastanawiają się czy być wege czy może nie, czy cholesterol szkodzi czy może nie itp.
    3/mądrych – czyli bystrych i inteligentnych, kończących uczelnie, znających języki, wspinających się po szczeblach kariery, zarabiających sporo z aspiracjami na więcej, kupujący np. jajka od baby ze wsi…dbający ze szczególną pieczołowitością o zawartość talerza itp.
    4/ WYBITNIE MĄDRYCH – TO SĄ JUŻ JEDNOSTKI,-pojedynczy, prawdziwi PROFESOROWIE ŻYCIA – Ci potrafią w jednej chwili jeb..nąć wszystko i wyjechać na np. Gwadelupę lub inną wyspę z dala od zasra…nych systemów żywieniowych zasad, nakazów zakazów itp, żyć skarbami morza, ostatnimi prawdziwymi owocami, oddychać pełną piersią i potrafiący zachwycić się budzącym się dniem, falą, wiatrem, miłością, pomni tego że to co najważniejsze mamy w życiu za darmo i nie myślą o stanie konta (chociaż ten też umiarkowanie jest wskazany w ilości minimalnej 😉 … i Tym to właśnie ludziom pozytywnie zazdroszczę i ich to właśnie pozdrawiam i życzę przeżywania wszystkiego co ulotne, dostrzegania prawdziwego bogactwa w rozmowie z najbliższym, cieszenia się chwilą, wyzwolenia się od więzów wielu zasad, krępujących Nasze np. przyjemności itp itd. 😉

    Lubię to

    1. Bardzo mądry głos, dzięki za komentarz. Nie wywyższałaby jednak mojej osoby ponad innych – to, że wybrałam tak, nie oznacza, że to jest najlepszy możliwy wybór. Jestem świadoma, że zarówno moje zarobki, jak i moja wygoda (samochód, dom, urządzenia, choćby dzbanek do kawy) odbywają się kosztem innych ludzi. No niestety. Czy da się żyć całkowicie poza systemem? Nie wiem, ale do tego dążę.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s