Jak okiełznałam swoją niedoczynną tarczycę – jak można „wyleczyć” się z Hashimoto

Blogi o tematyce Hashimoto, czyli niedoczynności tarczycy rosną nam dziś jak grzyby po deszczu. Ta poważna choroba autoimmunologiczna dotyka coraz więcej osób. W Polsce mówi się o 2-5%, ale to tylko zdiagnozowane przypadki. Pozostałych jest prawdopodobnie kilka razy więcej.

Hashimoto jest tak rzadko wykrywane z jednego, prostego powodu – współczesna medycyna nie ma pojęcia o chorobach autoimmunologicznych i dopiero zaczyna „bawić się w te klocki”. Jak zwykle – dość nieudolnie, o czym zaraz.

Swoją chorą tarczycę zdiagnozować musiałam… sama! Bo każdy z lekarzy, po których tułałam się od dziecka rozkładał ręce. To schorzenie badane jest tak naprawdę dopiero od niedawna. Ale do rzeczy – po czym rozpoznać, że mamy, lub jesteśmy na drodze by mieć Hashimoto:

  • zimne kończyny (stopy, ręce) oraz nietolerancja na zimno – jest nam zimniej, niż innym
  • nietolerancja na stres – nerwy, nieprzespana noc wykańczają nas bardziej niż innych, powodują silny spadek energii
  • sucha skóra, szczególnie na dłoniach – objawia się to często „pękaniem” skóry w zimniejszej porze roku
  • wypadanie włosów i ogólnie słabe włosy
  • tendencja do tycia i trudność ze zrzuceniem wagi, pomimo diety i ćwiczeń, obecność tzw. „oponki” w okolicy talii nawet u szczupłych osób
  • drażliwość i częste zmiany nastroju, tzw. „huśtawka emocjonalna”
  • epizody większej (niż inni) energii, kończące się nagle i szybko, po których następuje częściowy lub całkowity jej spadek – np. pracujesz non-stop przez 2 dni, po czym przez kolejne 3 nie masz siły wstać z łóżka
  • osoby z zaawansowaną chorobą będą już tylko wiecznie zmęczone – niektórzy potrafią spać nawet kilka dni i nadal czuć zmęczenie
  • kawa i inne „pobudzacze” mają na nas odwrotny wpływ – męczą, zamiast ożywiać, szczególnie w większych dawkach
  • podniesiony cholesterol – marker stanu zapalnego
  • u kobiet zwykle występują problemy hormonalne, w tym zaburzenia miesiączkowania i tzw. PCOS
  • i wiele, wiele innych

Tak naprawdę ile ludzi, tyle objawów Hashimoto. U każdego przejawia się ona bowiem w inny sposób, co jest logiczne, bo każdy z nas ma inny organizm i każdy inaczej będzie reagował.

Hashimoto jest również związane z całą masą innych schorzeń, jak chore jelita, PCOS, chore nadnercza, itp. Nie należy również sugerować się wszystkimi wymienionymi wyżej objawami – może występować tylko kilka z nich, niekoniecznie wszystkie naraz.

Moja walka z niedoczynną tarczycą

Kiedy trzy lata temu usłyszałam diagnozę od razu zabrałam się do studiowania tematu. Dieta – krzyczały wszelkie blogi, badania, a nawet niektórzy lekarze. W ciągu roku przeszłam GAPS/SCD, potem protarczycową dietę pierwotną (taką bez warzyw psiankowatych, nabiału i masy innych rzeczy, zwaną protokołem autoimmunologicznym).

Moja tarczyca wróciła do normalnego rozmiaru, „guzki” zniknęły, ale problemy z hormonami i tzw. PCOS miałam nadal. W międzyczasie studiując bacznie temat tarczycy natykałam się co chwila na wzmianki o jodzie. Większość źródeł mówiła o jego fatalnym wpływie na chorą tarczycę, ale była też część mówiąca rzeczy odwrotne…

Czytałam i studiowałam temat jodu w sumie przez 2 lata, zanim zdecydowałam się na suplementację. Po około roku zażywania hormony mojej tarczycy wróciły do normy i dziś są w stanie idealnym.

Pozbyłam się też PCOS, czyli problemów hormonalnych, związanych z niedoczynnością tarczycy, powodujących problemy z zajściem w ciążę u kobiet.

Ale zanim rzucisz się po jod musisz wiedzieć kilka rzeczy. Pamiętaj – moja decyzja o suplementacji nastąpiła po 2 latach studiowania tematu i rozważania wszystkich „za” i „przeciw”. To, że mi się udało, nie oznacza automatycznie, że Tobie jod nie zaszkodzi.

Moje wnioski i obserwacje

plaża

Na początek po raz kolejny podkreślę, że każdy organizm jest inny. Każdy. Każdy potrzebuje indywidualnego traktowania. I na tym polega problem współczesnej medycyny, która wszystkich „wrzuca do jednego wora”, nie patrząc nigdy na przyczyny, tylko zawsze na objawy.

Ja „miałam szczęście” – od dziecka byłam na zdrowej, wysokotłuszczowej, tradycyjnej diecie. Zawsze stroniłam od leków (chyba instynktownie wiedząc, że mi szkodzą), szybko zorientowałam się, że „coś ze mną nie tak” i szukałam odpowiedzi na własną rękę. Dzięki temu dziś nie muszę łykać sztucznych hormonów, nie jestem „więźniem” współczesnej medycyny.

Gdy zdiagnozowano u mnie Hashimoto nie było to jeszcze stadium mocno zaawansowane – lekarz stwierdził, że po sztuczne hormony sięgnę „za rok, dwa” i zalecił badania kontrolne co pół roku.

zachód słońca

Jeśli Twoja tarczyca jest już mocno nadwyrężona i od dawna bierzesz leki – zalecam bardzo wnikliwe przestudiowanie tematu samodzielnie i konsultacje z lekarzem – oczywiście jeśli uda Ci się znaleźć takiego, który ma jakiekolwiek pojęcie o jodzie

Jeszcze raz podkreślę, że opisuję tu tylko swoje doświadczenia i swoje wnioski po kilkuletniej podróży do „wyleczenia”. Mówię „wyleczenia” w cudzysłowie, gdyż choroby autoimmunologicznej nie można się, na dzień dzisiejszy, pozbyć. Można ją tylko zminimalizować.

Pomimo, że moje hormony tarczycy są dziś w normie – antyciała nadal są obecne w moim organizmie. I „zbić” ich ilość można tylko odpowiednią dietą. Ale po kolei:

1. Przyczyny Hashimoto i innych chorób autoimmunologicznych są wokół nas

aluminium

Każdy, nawet najlepszy lekarz powie, że przyczyny są nieznane. Spadły nagle z kosmosu i się rozprzestrzeniają (pewnie komary przenoszą, czy coś podobnego)…

Według mnie przyczyny są jasne, jak karaibskie słońcemetale ciężkie oraz wszechobecny plastik, fluor i chlor.

Pestycydy, spaliny, środki czystości, zanieczyszczenia jedzenia – lista obecności aluminium, ołowiurtęci, itp. w naszych codziennym życiu się nie kończy. One są już wszędzie. W dodatku z powodu coraz gorszej jakości jedzenia – nie dostarczamy organizmowi substancji, które pomagają mu się ich pozbyć.

I teraz będzie ciekawostka nr 1: Jaka substancja pomaga w usuwaniu metali ciężkich z organizmu? Ano właśnie ten „wstrętny, szkodliwy” jod! (źródło).

plastik

Drugą ważną przyczyną chorób autoimmunologicznych – i tutaj mówię o samej tarczycy, gdyż innych nie badałam tak wnikliwie (aczkolwiek jest to powiązane, moim zdaniem) – jest plastik. A konkretnie, obecny w nim brom.

Brom to tzw. „halogen„. Do halogenów zaliczamy: fluorchlorbromjodastat. Brzmi znajomo? Ano oczywiście, przecież fluor i chlor „spożywamy” codziennie. Mamy chlorowaną wodę, a ząbki myjemy pastą z fluorem. Tak dla zdrowia, oczywiście!

Mało kto wie, że fluor i chlor są nam niezbędne tylko w minimalnych ilościach, w dodatku w innej formie niż ta nam podawana. Natomiast brom to toksyna najgorsza z nich wszystkich – w dodatku najłatwiej wchłaniana przez organizm. Już najmniejsze jego ilości powodują rozstrój organizmu.

I teraz ciekawostka nr 2: Fluor, chlor i brom wypierają jod. Oznacza to tyle, że jeśli jest ich dużo w naszym otoczeniu to nasza tarczyca (i cały organizm) nasyca się właśnie nimi i nie jest w stanie przyswoić już jodu.

Dzisiejsze plastiki to coraz gorsza jakość (kiedyś były bardziej trwałe). Mało kto wie, że wiele plastików (np. torby foliowe) to, z fizycznego punktu widzenia, ciecze… Nie ciała stałe, tylko ciecze. To oznacza, że takie plastiki bardzo szybko przenikają nam do jedzenia, na skórę, itd.

Mało kto wie też, że plastik zdominował świat – to nie tylko pudełka, torby i butelki. Plastikowe są już prawie wszystkie materiały (sprawdź skład ubrań – co najmniej 50% to będzie poliester, akryl, rayon, itp), tapicerki, dywany, zasłony, poduszki, obrusy

Każdego dnia nie tylko spożywamy brom z pakowanego w plastiki jedzenia, ale też wdychamy go w naszym „plastikowym” otoczeniu. W kwestii wody nie jest lepiej – mamy do wyboru wodę z bromem (butelki plastikowe) lub z fluorem („kranówa”). Nie wiadomo, co gorsze…

2. Kobiety mają dużo wyższe zapotrzebowanie na jod

Słynna "depresja poporodowa" to wcale nie depresja tylko niedoczynność tarczycy! W czasie ciąży zapotrzebowanie na jod u kobiet zwiększa się drastycznie
Słynna „depresja poporodowa” to wcale nie depresja tylko niedoczynność tarczycy! W czasie ciąży zapotrzebowanie na jod u kobiet zwiększa się drastycznie

Na Hashimoto 7 razy częściej chorują kobiety. Choroba ta praktycznie zawsze występuje „w pakiecie” z rozstrojeniem hormonalnym, czyli jakąś formą PCOS i często problemami z zajściem w ciążę.

I tutaj ciekawostka nr 3: Drugim największym organem, zaraz po tarczycy, który potrzebuje jodu do prawidłowego funkcjonowania u kobiet są jajniki. Jajniki bez jodu nie są w stanie wytwarzać odpowiednio hormonów – co prowadzi właśnie do tego rozstroju hormonalnego i ostatecznie PCOS (syndrom policystycznych jajników).

Po roku suplementacji jodem moje PCOS „magicznie zniknęło”. Cykle stały się regularne, a hormony osiągnęły względny ład. W tej kwestii mogę potwierdzić to jeszcze eksperymentami kilku innych osób, które również spróbowały (choć na mniejszą skalę niż ja, bo się „boją”) – również u nich nieregularne cykle się skończyły zaraz po rozpoczęciu suplementacji jodem.

I kolejna – ciekawostka nr 4: Coraz więcej badań wskazuje na bardzo istotną rolę niedoborów jodu w rozwoju raka piersi (przykładowe badanie z PubMed). Piersi są kolejnym organem u kobiet, które potrzebują jodu. Jod zaczęto już eksperymentalnie stosować w bardzo dużych dawkach w leczeniu raka piersi.

Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe informacje nie sposób nie zgadnąć dlaczego organizmy kobiet mają dużo większe zapotrzebowanie na węglowodany niż organizmy mężczyzn. Te kobiecie „zachcianki na słodkie” związane z cyklem to nie przypadek. A jedzenie „za dwóch” w czasie ciąży i karmienia piersią jest naturalną formą pozyskiwania potrzebnego nam wtedy jodu.

Węglowodany w praktycznie każdej kulturze na Ziemi pozyskiwane są głównie z warzyw korzennych (warzywa skrobiowe) – właśnie tych, które oryginalnie zawierały bardzo duże ilości jodu. Jod występuje bowiem w dużych stężeniach w nadmorskiej glebie – dlatego tak nas zawsze ciągnie do „życia nad morzem” czy „na wyspach”. To nasz nieomylny, naturalny instynkt.

Niestety dziś warzywa uprawiane są na wyjałowionych, pozbawionych jakichkolwiek składników glebach i sztucznie nawożone – nic dziwnego, że mamy takie niedobory jodu i coraz więcej kobiet walczy z problemami z zajściem w ciążę…

I jeszcze ciekawostka nr 5: Popularnym lekiem dla kobiet, które mają problemy z zajściem w ciążę jest „Iodoral” – czyli właśnie czysty jod. To bardzo interesujące, że lekarze przepisują go bez problemu przyszłym mamom, a innym odradzają, ze względu na jego rzekomą „szkodliwość”…

3. Lekarze mają rację, ale nie mają zielonego pojęcia o jodzie

Bo jedyne co wiedzą na jego temat to to, że jod powoduje nadczynność tarczycy (czyli przeciwieństwo niedoczynności – tarczyca produkuje za dużo hormonów). Poza tym ich wiedza na temat jodu jest zerowa. Tak, zerowa.

Czy mają rację? I tak i nie. Jod owszem – powoduje nadczynność. Ale to, że są 2 typy jodu – organiczny i nieorganiczny – i że to właśnie ten organiczny jest dla nas niebezpieczny – tego już nie usłyszymy z ust lekarzy.

Jod nieorganiczny to właśnie ten słynny płyn Lugola, który podawano nam po wybuchu w Czarnobylu w takiej dawce, że powinniśmy już nieżyć, gdyby zawierzyć lekarzom. To właśnie ta forma jodu, którą wspomaga się kobiety z problemami z zajściem w ciążę (wspomnianym wyżej Iodoralem).

Różnica między jodem nieorganicznym i organicznym jest mniej więcej taka jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym. Nazwa podobna, funkcja też. Efekt, zgoła inny…

karaiby zatoka

To, co mnie szokuje to to jak szybko jod stał się niebezpieczną substancją. Przecież w szpitalach do dziś stosuje się jodynę do dezynfekcji (pamiętacie zapach szpitali? To właśnie jodyna!), a jod od dawien dawna znany był jako „lek na wszystko” – nic dziwnego zresztą – jest jednym z podstawowych i niezbędnych do zdrowego funkcjonowania elementów. 

Kolejne pytanie jakie się nasuwa to: Skoro jod jest niebezpieczny to dlaczego joduje nam się sól kuchenną? Logiki w tym nie ma i dobrych efektów też nie. Po rozpoczęciu tego procesu lawinowo wylęgły się choroby tarczycy. Najwięcej zachorowań jest właśnie w krajach, gdzie joduje się sól. I tu dochodzimy do kolejnego, niezwykle ważnego, o ile nie najważniejszego punktu:

4. Suplementacji jodem nie wolno stosować bez suplementacji selenem

Podawanie wysokich dawek jodu objawi się silniejszym atakiem organizmu (przeciwciał) na tarczycę (przykładowe badanie z PubMed). Jest to logiczne i związane z samą przyczyną Hashimoto i niedoczynności. Zanim nasza tarczyca się „wykończy” przechodzi etapy nadczynności i niedoczynności – właśnie stąd chorzy miewają masę energii, a potem spadki energii.

Nie będę się zagłębiać w dokładne procesy chemiczne – zainteresowanych odsyłam do książek. Opiszę tylko w skrócie co się dzieje w organizmie, gdy suplementujemy go jodem:

Tarczyca zaczyna pracować i produkować hormony, ale w związku z tym powstaje cała masa utleniaczy, które rozstrajają i tak już słaby organizm chorego. Selen jest naturalnym, niezwykle silnym antyutleniaczem, który „sprząta” ten mały „bałagan” jaki stwarza walcząca o siebie tarczyca.

To tak w skrócie. Selen „przychodzi i zamiata”. Warto wspomnieć, że nawet jeśli nie zdecydujesz się na suplementację jodem – warto suplementować się samym selenem – gdyż bałagan jest obecny u chorych na Hashimoto nawet bez obecności dużych dawek jodu. Po prostu przy wyższych dawkach ten bałagan robi się wielki. Selen jest podstawowym elementem, jaki zaleca się chorym na tarczycę. 

Podsumowując – Jodu nigdy nie suplementujemy bez jednoczesnej suplementacji selenem. Najlepiej szukać formy tzw. „Selenomethionine”, która jest najlepiej wchłanialna.

Dodatkowo warto wspomóc organizm suplementacją witamin i minerałów, których chorujący organizm nie przyswaja odpowiednio ze względu na obecne zawsze w chorobach autoimmunologicznych zapalenie jelit.

W tej kwestii nie podam gotowych rozwiązań, gdyż znów – każdy organizm jest inny.  Suplementacja sama w sobie musi być prowadzona bardzo rozważnie, bo podwyższenie podaży jednego elementu prowadzi do wyparcia z organizmu drugiego.

Zalecam dokładne obserwacje i badania oraz konsultacje z lekarzem, najlepiej znającym się też na homeopatii, w kwestii doboru zestawu witamin i minerałów dla Twojego organizmu.

Podpowiem jedynie, że dla „ułatwienia” pracy tarczycy potrzebne są m.in.: wit. A, C, tzw. „NAC”, witaminy z grupy B, oraz cynk. Jednak w jakich ilościach, jak często i z czym dodatkowo w Twoim przypadku – to musisz określić sobie sam po badaniach i zaleceniach lekarza. 

5. Chore jelita są efektem, a nie przyczyną chorób autoimmunologicznych

Wiele osób uważa, że to chore jelita powodują choroby autoimmunologiczne, bazując na błędnym wniosku, że zaleczenie tychże prowadzi do zmniejszenia ilości przeciwciał.

To prawda, że usprawnienie pracy jelit zmniejsza ilość przeciwciał. Ale gdyby to chore jelita wywoływały autoimmunologiczne reakcje – wyleczenie jelit leczyłoby choroby autoimmunologiczne. A tak nie jest.

Sama stosowałam diety GAPS i SCD, które owszem – zmniejszyły atak na tarczycę i to bardzo drastycznie (zniknęło nawet u mnie tzw. „wole” czyli powiększona tarczyca) – ale nie spowodowały zmiany pracy tarczycy. Ona nadal była atakowana i niszczona, a bardzo ograniczona dieta powoduje osłabienie organizmu w dłuższym okresie czasu.

Diety redukcyjne nadają się do stosowania przez maksymalnie kilka miesięcy – dłuższe stosowanie zaczyna mieć odwrotny skutek. Wykańcza organizm. Niestety mało kto o tym wspomina na coraz popularniejszych „autoimmunologicznych” i „fit” blogach… Co prowadzi nas do przedostatniego punktu:

6. Dieta tylko wspomaga leczenie Hashimoto, a nie leczy sama w sobie

Osobiście uważam, że raz „rozwalony” układ immunologiczny nigdy nie wraca już do harmonii. Jest to spowodowane tym, że nawet małe rozchwianie powoduje powstanie błędnego koła – układ zaczyna atakować nasz własny organizm, atakowany organizm osłabia się, uszkodzeniu bardzo szybko ulegają jelita, co prowadzi znów do stymulacji układu immunologicznego, i tak w kółko.

Powodem rozchwiania może być np. obecność metali ciężkich – w tym przekazanie je na dziecko od matki w czasie ciąży – metale gromadzimy w ciele, pozbywamy się ich coraz wolniej (bo brakuje nam jodu i innych substancji). Może to też być nienaturalny poród przez tzw. „cesarkę”, operacja, nawet mała, szczepienia, itd.

Lista „podejrzanych” jest długa, a mój wniosek jest taki, że nasze układy immunologiczne co chwilę dostają w kość, już od momentu „poczęcia” – nic dziwnego, że mamy taki wysyp alergii i chorób u młodych pokoleń. Jesteśmy coraz „chorsi” jako społeczeństwa… Żyjemy może i dłużej, ale za to dużo gorzej.

Nie oznacza to oczywiście, że należy zrezygnować z odpowiedniej diety – wręcz przeciwnie, zachęcam, by to od niej właśnie zacząć. Ale jednocześnie pamiętać o tym, że restrykcje są dobre tylko chwilowo i powinniśmy dążyć do usprawnienia pracy jelit, a nie wyłączenia 90% pokarmów bo „nam szkodzą”.

Zarówno zboża, jak i strączki czy nabiał są nam przydatne – w swojej naturalnej, niezmodyfikowanej formie oczywiście. Pozbawianie się ich i myślenie, że to nas „uzdrowi” jest bardzo naiwne.

Nawet diety GASP czy SCD mają na celu reintrodukcję jak największej ilości pokarmów w jak najkrótszym czasie – celem jest „załatanie” dziurawych jelit i wyrównanie flory bakteryjnej tak, by znów móc jeść „normalnie”. Oczywiście „normalnie” nie oznacza powrotu do paczkowanej i sztucznej, modyfikowanej żywności.

Jeśli więc rozpoczynasz swoją przygodę z Hashimoto – od razu zacznij edukować się w kwestii diety: paleo, pierwotnej oraz diet restrykcyjnych GAPS i SCD, a także tzw. protkołu autoimmunologicznego.

Najważniejszym – i naprawdę nie przesadzam tutaj z tym określeniem – najważniejszym elementem w walce z chorymi jelitami jest kolagen oraz glutation. Czyli albo pijemy codziennie domowy, prawdziwy, czysty rosół, albo wcinamy dużo BIO galaretki, albo łykamy glutation w postaci suplementu. A najlepiej – wszystko naraz.

To są dosłownie budulce, które naprawiają nam fizycznie jelita. Kosztują sporo czasu i pieniędzy (glutation w formie suplementu będzie bardzo, bardzo drogi, a domowy rosół robi się co najmniej 12 godzin), ale są naprawdę tego warte.

Efekty są blyskawiczne, należy jednak pamiętać o odpowiednich porach spożywania – rosół pijemy przed posiłkami, albo sam, podobnie ze spożyciem galaretki, a suplement tylko na tzw. „pusty żołądek”. Trzeba też uważać z ilością – lepiej zacząć od malutkich dawek i stopniowo je zwiększać. Znów – polecam obserwacje i konsultacje z lekarzem (choć takiego co będzie się na tym znał to chyba ze świecą szukać).

7. Mechanizm „leczenia” Hashimoto wymaga bardzo wysokich dawek jodu

Teoretycznie można doprowadzić do „wyciszenia” antyciał w organizmie – praktycznie jeszcze nikomu się to nie udało. Moje własne obserwacje doprowadziły mnie do wniosku, że jest to nieuleczalne rozstrojenie organizmu, któremu można już tylko pomóc stosując silną suplementację jodem.

Jeśli kiedyś uda mi się z powodzeniem jod ostawić na pewno o tym napiszę (chyba już wtedy książkę), póki co – każda taka próba kończyła się nawrotem wstrętnych symptomów Hashimoto i PCOS.

Jak więc utrzymuję mój organizm w stanie względnego „spokoju” i równowagi?

Pierwszym elementem jest dietapierwotna, gdyż uważam, że domowy kefir jest jednym z najwspanialszych probiotyków, jakie można pić. Zaznaczam tu, że zaczęłam od diety GAPS i SCD i stopniowo włączałam do niej kolejne produkty – dziś jem już nawet niezmodyfikowane zboża w formie mąk orkiszowych, ale cały proces naprawy jelit trwał ponad 2 lata.

Drugim jest styl życia eliminacja stresu, a nie „walka” z nim na siłę, zwana „radzeniem sobie ze stresem”. Regularny sen, odpowiednia ilość nasłonecznienia (witamina D gra istotną rolę w leczeniu tarczycy), świeże, czyste powietrze, ciągła aktywność fizyczna związana z życiem na Karaibach i życiem „bez Strat” – zmieniły mój ogólny stan psychofizyczny nie do poznania. Szczególnie sen ma tu znaczenie – zdziwisz się ile da Twojej tarczycy regularne wstawanie rano i kładzenie się spać o tej samej porze.

Trzecim elementem jest ciągła suplementacja – wysokimi dawkami jodu, selenu oraz innymi witaminami i minerałami. Nie będę tu podawać tych dawek, bo chcę żebyście sami szukali rozwiązań i konsultowali to z lekarzami, ewentualnie sami robili rozeznanie po przeprowadzonych badaniach, a nie „szprycowali się na oślep”.

Zaznaczę tylko, że wg moich obserwacji terapeutyczne dawki jodu to co najmniej 20-30 mg na dobę. Potwierdzają to również lekarze, którzy stosują jod u swoich pacjentów. Od 50 mg zaczyna się leczenie raka piersi, a 100 mg podaje się pacjentom w bardzo zaawansowanych stadiach również innych form raka – ale to leczenie, podkreślam, jest póki co, uznawane za eksperymentalne. I tu wracamy do sedna sprawy:

Dlaczego dopiero wysokie dawki jodu dają efekt terapeutyczny?

Ponieważ brom, fluor i chlor obecne w gigantycznych dziś ilościach w naszym życiu codziennym są pochłaniane przez tarczycę i inne organy. Dlatego dopiero wysoka dawka jodu powoduje, że po jakimś czasie te organy i tarczyca nasycają się jodem i przestają przyjmować te toksyczne dla nas substancje.

Tłumaczy to również dlaczego po odstawieniu suplementacji – wszelkie symptomy choroby powracają, a tarczyca przestaje produkować odpowiednią ilość hormonów. U mnie efekty odstawienia widoczne są już po ok. 2 tygodniach – złe samopoczucie, ciągłe zmęczenie, wrażliwość na zimno, itd. Po ok. 2 miesiącach bez jodu wracają problemy z hormonami. 

Jodować się, czy nie? Co ze sztucznymi hormonami?

Jak już wspominałam – ja decyzję o suplementacji podjęłam po ponad 2 latach wnikliwego studiowania tematu i rozważaniu wszystkich „za” i „przeciw”. Rozpoczęłam ją, tak jak się zaleca – od małych dawek i stopniowo zwiększałam je, aż zaczęły one przynosić efekty.

Wbrew pozorom – fakt, że nie byłam jeszcze „na lekach” czyli nie musiałam jeszcze przyjmować sztucznych hormonów bardzo utrudniał mi tą decyzję. Wtedy już mocno pomogłam tarczycy samą dietą, a suplementacja wiązała się, wg wielu źródeł, z ryzykiem „popsucia” sobie tarczycy na dobre.

Ostatecznie postanowiłam jednak zaryzykować i posłuchać własnej intuicji. Która po raz kolejny mnie nie zawiodła.

Dalsza suplementacja i badania poziomu TSH i hormonów tylko potwierdziły moje wnioski – jod jest nam niezbędny, a osobom z Hashimoto może dosłownie zmienić całe życie – wg lekarzy już dawno powinnam łykać sztuczne hormony. Nie tylko ich nie łykam, moja tarczyca produkuje idealne wręcz ich ilości! I to mimo ciągłej obecności przeciwciał!

Jeśli więc jesteś już „na lekach”, jesteś uzależniony od sztucznych hormonów – nie myśl sobie, że masz „gorzej” niż ja. Wbrew pozorom masz łatwiej – Ty nie masz już nic do stracenia. Twoja tarczyca już jest poważnie uszkodzona.

Masz do wyboru – łykać tabletki do końca życia lub spróbować czegoś, co nie musi, ale może pomóc. Nawet jeśli jod pogorszy Twój stan – do sztucznych hormonów możesz zawsze wrócić. Natomiast wrócić do zdrowia za pomocą sztucznych leków nie jest możliwe.

Zaznaczam tu, że to jest tylko i wyłącznie moje zdanie. Na pytanie czy stosować jod, czy nie w przypadku, gdy już bierzesz sztuczne hormony mogę tylko powiedzieć, co zrobiłabym w takiej sytuacji ja:

Rozpoczęła suplementację jodu wspomaganą selenem, witaminami, minerałami i dietą z jednoczesnym odstawieniem sztucznych hormonów (jeśli to jeszcze możliwe). Po czym od razu robiła badania krwi z poziomem TSH, T3 i T4, nawet co tydzień, by kontrolować sytuację. Od obserwacji i efektów z pierwszego miesiąca takich działań uzależniła dalsze decyzje.

Jeszcze raz zaznaczę, że opisuję tu tylko i wyłącznie własne obserwacje, eksperymenty i wnioski, które (wg prawa polskiego, które każe mi to tu dopisać) nie zastępują konsultacji i leczenia u lekarzy, ani też nie gwarantują żadnego sukcesu w leczeniu tarczycy.

Skąd wziąć jod?

Z nikąd, bo dziś nie można go już kupić. Trzeba sobie płyn Lugola wykonać samemu. Odsyłam do wujka Google po informacje. Tu gotowców nie będzie – każdy, kto decyduje się na tak poważną decyzję powinien przynajmniej w najmniejszym stopniu zainteresować się tym tematem, zrozumieć procesy chemiczne z tym związane i przemyśleć tą decyzję kilka razy. Jeszcze raz przypomnę, że ja rozważałam „za” i „przeciw” przez 2 lata. 

Pamiętaj, że każda decyzja, jaką podejmiesz – jest Twoją decyzją i to Ty poniesiesz jej konsekwencje. Niezależnie czy zrobisz tak, jak sam uważasz, czy tak, jak uważają inni – to Ty podejmujesz ryzyko.
Powodzenia w tej cholernie trudnej i zawiłej podróży. Mimo wszystko uważam, że warto w nią wyruszyć.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

169 myśli nt. „Jak okiełznałam swoją niedoczynną tarczycę – jak można „wyleczyć” się z Hashimoto”

  1. Witam..mam wielki dylemat jeśli chodzi o płyn Lugola, po prostu nie wiem czy go brać czy może mogę się nim zatruć:( Ale mam niedoczynność tarczycy tzn niedużą TSH 2,7 i PCOS i wczoraj moja lekarka zapisała mi Eutyrox, a dziś mój osteopata powiedział mi ze bez problemu mogę brać terapeutycznie do 10 kropli dziennie płynu Lugola, zacząć przez tydzień od 5 kropli. A ja nie wiem co mam zrobić, po prostu bardzo chciałabym się wyleczyć z moich dolegliwości, ale nie chciałbym sobie zaszkodzić – się struć tym jodem:( Nie wiem gdzie leży prawda:( pozdrawiam.

    Lubię to

  2. Ja również „miałam” Hashimoto-niedoczynność. Oczyściłam organizm wprowadziłam dietę, suplementy i … odstawiłam hormony. Od 5 lat ich nie biorę, za to stale biorę selen i jod, piję codziennie aloes aby jelita były OK i czuję się świetnie. Tak więc można wyciszyć tarczycę z jej autoagresji i żyć pięknie.

    Lubię to

  3. Po przeczytaniu tego artykułu, chyba i ja wrócę do płynu Lugola. Zastanawiam się tylko, czy jeśli nawet udałoby mi się jakoś wszystko idealnie wyregulować, to co w przypadku ciąży? Wtedy trzeba się przestawić na jakiś czas na syntetyki? Jak to wszystko pogodzić?

    Lubię to

  4. Czy stosowanie terapii jodem i selenem jest wskazane przy chorobach metabolizmu, mam insulinooporność i coraz częściej myślę o takiej terapii jodem. Ale jak to stosować?POzdrawiam

    Lubię to

  5. Witam, Z ogromna przyjemności i zainteresowaniem od parunastu dni czytam ten blog. Dziekuje Catherine. Ostanie komentarze sprawiły,że postanowiłam napisac i zapytac o cos. Moze ktos sie juz z tym zetknął lub sam przez to przechodził? Chodzi o stosowanie jodu. Uzywam 5% jod z monoatomowym złotem i stosuje po dwie krople dziennie, od ok dwoch tygodni. Wczesniej stosowałam stezenie standartowe z apteki !%:) Czuję sie dobrze, poza jedną sprawą.
    Zauwazyłam od jakiegos czasu, ze moja twarz czasami robi się bardzo czerwona i goraca jakby przypalana żelazkiem. czasem jest jakas wysypka typu pokrzywka. Utrzymuje sie jakis czas i znika. Ale goraco czuje od paru dni non stop. Nowe to zjawisko dla mnie. Zastanawiam się czy istnieje taka ewentualnośc, ze to jod powoduje, lub jego wyzsze stęzenie. Czy to jest chwilowe i przejdzie, czy musze odstawic jod? Bardzo bym tego nie chciała przy mojej nowej niedoczynności. Tsh bylo 11,8, spadło po suplementach i diecie na ok 8,4 i podskoczyło po jodzie na 10,6.
    Oczywiscie, ze biore inne suplementy, pije oleje w formie zbilansowanych kwasów tłuszczowych i dbam o diete. Nie stosuję zadnych tabletek hormonalnych. Szukam przyczyny tego stanu mojej skóry na twarzy.
    Bedzie mi miło jezli ktos umiałby rozjasnić troche ten obraz. Dziekuję i pozdrawiam:)
    Doris

    Lubię to

  6. Witam, Z ogromna przyjemności czyta się ten blog. Dziekuje Catherine. Ostanie komentarze sprawiły,że postanowiłam napisac i zapytac o cos. Moze ktos sie juz z tym zetkną lub sam to przechodził? Chodzi o stosowanie jodu. Uzywam 5% jod z monoatomowym złotem i stosuje po dwie krople dziennie, od ok dwoch tygodni. Wczesniej stosowałam stezenie standartowe z apteki !%:)
    Zauwazyłam od jakiegos czasu, ze moja twarz robi się bardzo czerwona i goraca jakby przypalana żelazkiem. czasem jest jakas wysypka typu pokrzywka. Utrzymuje sie jakis czas i znika. Ale goraco czuje od paru dni caly czas. Nowe to zjawisko dla mnie. Zastanawiam się czy istnieje taka ewentualnośc, ze to jod powoduje, lub jego wyzsze stęzenie. Czy to jest chwilowe i przejdzie czy musze odstawic jod? Bardzo bym tego nie chciała przy mojej nowej niedoczynności.
    Oczywiscie, ze biore inne suplementy, pije oleje jako zbilansowane kwasy tłuszczowe i dbam o diete. Nies tsosuję zadnych hormonów.
    Bedzie mi miło jak ktos rozjasniłby troche ten obraz.Dziekuję i pozdrawiam:)

    Lubię to

  7. Jeżeli nie maja państwo nic przeciwko chciałabym się dowiedzieć w jakich zródłach szukać informacji nt dawek jodu i selenu, nie chcę trafić na błędne informację. A jest ich masa. Dziękuję bardzo za pomoc.

    Lubię to

    1. odezwij się do mnie fb.com/fivecarb przekieruje cię do odpowiedniej grupy, gdzie jest mnóstwo informacji, Caterina te z tam jest.

      Lubię to

  8. Witam, bardzo ciekawy artykuł. Też cierpię na Hashimoto od 10 lat, nietolerancje pokarmowe i inne. Podsumowując jednak, myślę że wyrównanie przeciwciał w dużej mierze zawdzięczasz zmianą trybu życia. Stres jest największym wrogiem tej choroby. Tylko spokój i ciepły klimat 🙂 może nas uleczyć. Nie każdy jednak ma taką możliwość. Pozdrawiam

    Lubię to

    1. Żaden wyjazd nie wymaga szczepień, patrz Cejrowski czy kto inny dla porównania masz Martynę Wojciechowską wy-szczepiona na wszystko a i tak choróbsko,dengę, przyniosła, jak będziesz spożywała pokarmy tak jak to robią tubylcy czyli jak na ostro to na ostro to ci nic nie będzie, po to między innymi właśnie jest wasabi w sushi żeby wypalało pasożyty z surowych ryb (bądź tworzyło niekorzystne warunki w jelitach by pasożyty się nie zagnieździły). Poza tym szczepienia nie dają gwarancji skuteczności, a poco osłabiać organizm przed wyjazdem, kilkukrotny stres.

      Lubię to

  9. Czy wyjeżdzając na Karaiby musiałaś robić jakieś szczepienia? Uważam, że przy naszym schorzeniu – Hashimoto – jest to bardzo niebezpieczne z powodu słabego systemu immulogicznego, po drugie jestem przeciwna większości szczepień.
    Podejrzewam nawet ze po szczepieniu na grypę właśnie uaktywniło się moje Hashimoto.

    Lubię to

  10. Piszesz, że płyn Lugola jest nie do kupienia. Byłam w pierwszej aptece to sprzedawczyni rzeczywiście powiedziała, że bez szans, nie ma w żadnej hurtowni i że tego teraz się nie stosuje przyznając mi rację, że medycyna konwencjonalna i branie Euthyroxu, to debilizm. Poszłam 300 metrów dalej i w kolejnej aptece bez problemu dostałam płyn Lugola i o dziwo dostępny na co dzień.
    Zaczynam swoją drogę samouzdrawiania, zaczęłam robić dodatkowe, niestandardowe badania, będę szukała przyczyna tak długo, dopóki nie znajdę. Co ciekawe, nie tak prosto zbadać poziom jodu w organizmie, nie wszędzie to robią a „mądre” panie w przychodniach pytają „po co”. Ja choruję na Hashimoto a mój kot na nadczynność, zbadanie jego to dopiero graniczy z cudem, biedak praktycznie nie reaguje już na Thyrozol a weterynarze kompletnie mają to gdzieś:( Nigdzie nie praktykuje się dokładnej diagnozy i szukania przyczyn.

    Lubię to

    1. Płyn Lugola z aptek to rozcieńczony płyn, często z dodatkami. Należy na to bardzo uważać. Na płynie powinno widnieć stężenie. Prawdziwy płyn Lugola ma kilkukrotnie wyższe. Zgadzam się, niestety medycyna w kwestii chorób cywilizacyjnych nie oferuje nam naprawdę nic…

      Lubię to

      1. Nie wiem, co pani ma na myśli pisząc „prawdziwy płyn Lugola” ? Ten sprzedawany w aptece jest jak najbardziej prawdziwy, sporządzany wg przepisu w Farmakopei , inaczej nie mógłby się nazywać płynem Lugola. I jego skład jest jak najbardziej znany czyli 1% roztwór jodu w 2% jodku potasu.

        Lubię to

    2. Edytuję.. Kot po bardzo krótkim czasie przyjmowania płynu Lugola został wyleczony z nadczynności, na leki już nie reagował, teraz wyniki idealne. Zmniejszyłam mu dawkę Thyrozolu, teraz dążę do odstawienia leku. Z moim Hashimoto bez zmian a nawet gorzej. Bardzo lekki, codzienny stres działa na mnie destrukcyjnie. Żeby się wyleczyć z tej choroby musiałabym chyba po prostu leżeć pod palmami i nic nie robić, bo innego wyjścia nie widzę, praca chyba nie dla mnie. Dieta i suplementy działają, ale najdrobniejszy stres czy przyspieszenie trybu życia wszystko niweczą.

      Lubię to

  11. kochana, piekny wpis i zdjecia!

    Musze jednak zwrocic uwage na pare bardzo waznych kwesti:
    W POLSCE WODA NIE JEST FLUOROWANA. W latach 80 byla, ale wiazalo sie to z duzymi kosztami, wiec wycofano sie z tego.

    FLUOREM Z PASTY MOZE ZATRUC SIE TYLKO TEN, KTORY TE PASTE ZJADA! Nie ma mozliwosci przenikania tego pierwiastka przez blone sluzowa jamy ustnej. Fluor jednak wedlug badań (i tu odsylam rowniez na PubMed) obniza ryzyko zapadalnosci na prochnice, dzieki wbudowywaniu sie w strukture zęba, który staje sie mniej wrażlwy na dzialanie kwasów produkowanych przez bakterie (tak zaczyna sie proces próchnicowy). Osoby ktore dobrowolnie z tego rezygnuja w moim mniemaniu po prostu sobie szkodza. Chyba ze myją zęby po kazdym posiłku, nie jedzą słodyczy, nie piją słodkich napojów, nie lubią cukierków które długo zalegają w jamie ustnej – wtedy nie są narażeni na spadek pH (wzrost kwasowości śliny) i pasta z fluorem po prostu nie będzie potrzebna 🙂

    Lubię to

    1. Niestety moje obserwacje tego nie potwierdzą. Koleżanka ostatnio zaczęła chorować na jelita po długiej kuracji antybiotykami, Jednym z elementów nowych problemów, poza nietolerancja laktozy, jest dość rzadka choroba skóry, coś w rodzaju uczulenia. Wysypuje ją na twarzy i okolicach. Pasta z fluorem od razu powoduje u niej tą reakcję i to bardzo silną. Dziewczyna musi uważać na wiele rzeczy. Więc to o „nieprzenikaniu” jest nieprawdą. Wiele osób pozbyło się wielu problemów właśnie eliminując takie rzeczy jak pasta z fluorem… Nie jestem lekarzem, ale skoro jest ewidentny związek i to w tylu przypadkach, to niestety ktoś tu chce nam wcisnąć kit…

      Lubię to

    2. Dobrze, to dlaczego populacje nietknięte cywilizacją umierają
      z pełnym garniturem uzębienia nie szczotkując w ogóle niczym ?..
      Fluor wbudowuje się w strukturę zęba, a nie reaguje z błoną śluzową?
      Czy to możliwe?
      To czy woda nie jest fluorowana możemy przypuszczać.
      Koledzy po fachu z Usa mają inne zdanie:

      Lubię to

        1. Nie mówię o wymieraniu a naturalnej śmierci osobników w podeszłym wieku, badania W. Price.
          Stosowano naturalne środki lub nie stosowano ich wcale.
          Szczotkowanie zębów z cudownymi pastami wymyślił przemysł.
          Płukanie solą, sodą, żucie goździków jest bardzo skuteczne.
          A próchnica ma swoją przyczynę, czyli kiepska żywność i bakterie:

          Lubię to

    3. Ja po umyciu zębów pastą z fluorem zwykle mam potwory odruch wykrztuśny, tak że o mało nie wymiotuję i wcale pasta nie dostaje mi się do gardła. Kaszlę tak mocno, że chyba mnie słyszą w całym bloku. Po paście bez fluoru tego nie mam.

      Lubię to

  12. Temat dla mnie ważny (choć w mojej całościowej sytuacji naprawdę niewiele mogę zrobić z objawami w przeciwieństwie do Pani),ale zarówno blog jak i zdjęcia z Karaibów podobnie jak cała tematyka jego tematyka nie pozostawiają obojetnym na jakośc jak i urok całości. Gratuluję i pozdrawiam serdecznie.

    Lubię to

  13. Pastę do zębów na bezfluorową już wymieniłam 😊 a co do metali ciężkich – zaczęłam stosować spirulinę. Zobaczymy po badaniach jak się miewa moja tarczyca 😉

    Lubię to

  14. Ciekawy wpis. U mnie 2 lata temu przy okazji diagnostyki anemii odkryto hashi w postaci subklinicznej, czyli hormony jeszcze w normie, ale przeciwciala ponad 800..Po odstawieniu glutenu przeciwciala spadly do 200. Objwy niedoczynności też znikly, choc teraz znow anemia mnie dopadla z niedoboru żelaza. Euthyroxu nie biorę, bo TSH w normie. Teraz przymierzam się do calkowitego odstawienia nabialu, moze tu tkwi problem jeszcze z przeciwcialami. Myslalam o jodzie, ale muszę glębiej poszukać jakie dawki selenu przy tym, pamietam ze jod w ciazy podawany w tabletce ( dla dziecka ) raczej mi szkodzil ( nasilal objawy niedoczynności ) co trochę mnie powstrzymuje przed eksperymentami z jodem. A znow selenu ponoć nie wolno suplementować dluzej jak 3 miesiace bo zwiększa bardzo ryzyko chorob neurodegeneracyjnych takich jak stwardnienie zanikowe boczne czy Alzheimer. Jednym slowem trudna decyzja…pozdrawiam Karaiby;)

    Lubię to

    1. Odpowiem za mnie ja miałem tylko lekką niedoczynność i kilka guzków (4-5 sztuk), tak TSH wzrasta po podaniu jodu ale to normalny proces nie należy się tym przejmować TSH się ustabilizuje jak organizm się wysyci jodem i hormonami tarczycowymi może to potrwać do 6 m-c, zależy od stanu niedoborów, badania można robi ale raczej w celu sprawdzenie ilości FT3 i FT4, ewentualnie rT3 po czasie, drogie badanie, by sprawdzić czy jest dobra konwersja i czy nie produkujemy za dużo niedziałającego analogu rT3.

      Nic się nie obawiaj tylko bierz sprawy w swoje ręce, ja biorę od 100mg do 250 mg zależy ile mi się tam naciągnie do strzykawki 1ml to 22 krople, jedna kropelka to 6,25mg jodu.

      Lubię to

      1. Dziękuję bardzo że odpisałeś ,brałam płyn Lugola ,tsh wzroslo do przeszlo 8.610mmol/l i odstawilam poniewaz zaczelam tyć i mam pytanie do Ciebie czy Ty tez tyłes? Tez mam male guzki lub torbielki ,niewiem czy to jest to samo,chcialam zapytac czy Tobie one wchłoneły się?Zauwazylam ze o wiele lepiej sie czuję.Zrobiłam badania po 36 dniach i tsh spadlo do 5.340mmol/l.Niedlugo bede robiła wszystkie badania.Mam niedoczynnosc subkliniczna,moja tsh jest podwyzszone i anty-tg o 100%.Jeden lekarz mowi ze to Hashimoto a drugi twierdzi ze nie.Myślę ze konwersja rt3 u mnie bedzie dobra bo nie wypadają mi wlosy,skora nie jest sucha,czuje się dobrze.Zazywam tez Kelp firmy Walmark tylko niewiem czy dobrze robie.Czy moglbys podac mi Twoj adres e-mail bo cos zle sie tu pisze.
        Pozdrawiam.

        Lubię to

      2. Mam niedoczynność z podwyższonym TSH i niskimi fT3 i fT4 (ale w normie). Bez Hashimoto, tarczyca 8ml z jednym guzkiem.( nie ma zaleceń biopsji, bo nie wygląda grożnie). Od 1 lutego suplementuję min płyn lugola 1% . Biorę ok 10 kropli. Ale chyba coś żle robię bo dziś odebrałam wyniki i tsh wzrosło z 4,5 do 6,5 a wolne nieco spadły choć wciąż w normie . A tak bardzo chciałam sobie pomóc bez sztucznych hormonów. Dodam tylko ,że samopoczucie moje zmieniło się o 180st na plus, dosłownie jod uratował mi życie , waga tez poszła nieco w dół, odeszła senność i niemoc i zniknęła poranna opuchlizna oczu. Byłam pewna ,że i wyniki będą lepsze , a tu taka „niespodzianka”. I co tu dalej robić?

        Lubię to

      3. Po suplementacji jodem i innymi wit i mineralami zauważyłem. Ze zaczęły mi się robić suche kolana wcześniej tego nie miałem. Co to może być też tez tak miałeś lub znasz przyczyne

        Lubię to

    1. Możesz brać w okolicach 2 kropel Lugoli 5%, sobaczyć jaka będzie reakcja organizmu, po jednej dawce już zobaczysz. Wiesz jod to nie tylko tarczyca cały organizm potrzebuje 1500mg jodu do całkowitego wysycenia a tarczyca tylko 50mg, żołądek, skóra, organy płciowe, piersi, mózg, generalnie każda komórka w naszym ciele ma receptory jodowe.

      Lubię to

      1. Trzeba robić to samo jak by tarczyca była, nawet podawać Lugole tylko mniej, i uważnie obserwować, bo jod to nie tylko tarczyca nie zapominaj o całej reszcie organizmu, poczytaj dobrze internet są przypadki w którym komuś odrosłą i szykuje się na drugą operację, a dlaczego odrosła bo to narząd rozlany i nie da się usunąć w 100% całej a nawet te szczątki potrafią produkować t4 więc moja znajoma bez tarczycy przy dawce już 2 krople nie może spać, choć to dziwne, tak reaguje na jod Lugolowy. Hormony i tak będziesz musiała brać do końca życia, w tej kwestii pełna zgoda z Cateriną. Prędzej mogła byś skorzystać z suplementacji SSKI (czyli tylko jodku potasu w skoncentrowanej formie też robimy w domu, przepisu nie pamiętam ale da się znaleźć na internetach).
        Wiadomo nabiały gluteny nowoczesne wypad zadbać o czyste jelita odrobaczyć odgrzybić wzmocnić poszczególne organy szczególnie nadnercza, ale akurat w tym Ci nie pomogę bo dopiero raczkuje w temacie ziół, i raczej pozostawię to tylko sobie, teraz będę się odrobaczał i odgrzybiał taką mieszanką https://www.youtube.com/watch?v=jcboBq0F1ZM (opis szczegółowy http://naturoholik.pl/sposoby/497/ziolowa-mieszanka-na-pasozyty) będę to robił pierwszy raz ciekaw jestem efektów ale na jakieś spektakularne nie liczę bo od dwóch lat weganin wysoko-węglowodanowy więc i odzwierzęcych gadów nie powinienem mieć teoretycznie już, bo one się żywią białkiem zwierzęcym. Pooglądaj sobie jeszcze filmy przetłumaczone przez Tomasa (Tomasz przyjmuje w Łodzi na konsultacje, jest po szkoleniu DR MORSA , prowadzi też grupę na fb linki pod jego filmami)

        Lubię to

        1. Ja tylko dodam że cały temat „oczyszczania” organizmu magicznymi dietami i miksturami osobiście uważam za głupotę podobnie jak diety wegetariańsko-wegańskie (na zasadzie ideologii). Nie polecam 🙂 Polecam studiować tematy i samemu wyciągać wnioski, a nie wierzyć w magiczne cuda.

          Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s