Jak naturalnie chronić się przed słońcem?

Słońce grzeje. Lubimy je. Lubimy być opaleni. Niebieskie niebo napawa nas optymizmem. Chce nam się żyć. Przebywanie na słońcu najzwyczajniej leży w naszej naturze.

Od lat obserwuję dwa przeciwstawne poglądy dotyczące słońca – jedni twierdzą, że to całkowicie niezdrowe i zalecają dokładne obsmarowywanie się filtrem przy każdej ekspozycji, inni – wychwalają zalety przebywania na słońcu i zalecają opalanie.

I jak we wszystkich tego typu kwestiach i jedna i druga strona ma swoje racje. Ale obie popadają w kompletne ekstrema.

Spójrzmy na kilka prostych faktów:

  • ilość zachorowań na raka skóry wzrasta z roku na rok
  • ilość sprzedaży i stosowania filtrów przeciwsłonecznych również wzrasta z roku na rok
  • im jaśniejsza karnacja tym większa szansa na zachorowanie
  • najwyższy współczynnik zachorowań odnotowują w Europie: Dania, Francja, Belgia, Norwegia, Irlandia, Holandia. Polska plasuje się w tym zestawieniu dość nisko.
  • każde poparzenie słoneczne (nawet lekkie zaczerwienienie skóry) podwaja szansę na zachorowanie na raka

Jakie możemy z tego wyciągnąć wnioski?

  • filtry przeciwsłoneczne nie zmniejszają liczby zachorowań na raka
  • im jaśniejsza karnacja tym łatwiej się poparzyć na słońcu, a tym samym łatwiej zachorować na raka (nic odkrywczego)
  • zachorowalność nie jest związana z bezpośrednią ilością słońca – chorują zarówno mieszkańcy krajów południowych jak i północnych (zwolennicy opalania często sugerują, że zachorowalność jest wyższa w krajach północnych, niewystawionych na działanie słońca – statystyki tego nie potwierdzają!). Co więcej bardzo dużo ludzi choruje w Australii – kraju bardzo nasłonecznionym…

Słów kilka o filtrach

Większość osób krem przeciwsłoneczny postrzega jako cudowną tarczę ochronną, która po prostu odbija promienie słoneczne i chroni tym samym naszą skórę. W dodatku większość jest wodoodporna, więc już w ogóle hulaj dusza! Jesteśmy bezpieczni!

W rzeczywistości filtry to cały zestaw organicznych i nieorganicznych substancji. Co to oznacza w praktyce? Ano – to co zwykle oznacza zestaw składników, z których odczytaniem mamy problemy – chemię. Istnieją filtry organiczne – ale zwykle są niesamowicie drogie i ponieważ bazują na tlenku cynku lub dwutlenku tytanu niestety, nawet w najbardziej rozbitej formie, pozostawiają na naszym ciele nieestetyczne białe smugi. Toteż praktycznie wszystkie kremy, jakich się zwykle używa bazują tylko i wyłącznie na filtrach chemicznych (są niewidoczne).

Co dzieje się z całą tą chemią, która nakładasz na siebie podczas opalania? To co z innymi kosmetykami – zostaje ona wchłonięta przez skórę (dlatego filtrem trzeba się smarować co kilka godzin) – naukowcy podają, że w ilości 1-10%. Co dzieję się z pozostałymi 90% – wyparowuje? Na to pytanie naukowcy już nie odpowiadają…

Czy to jest zdrowe dla naszego ciała? Według mnie nie. Każda aplikacja chemicznego filtru przeciwsłonecznego po prostu nas truje. Żeby zrozumieć jak szkodliwa jest taka ilość chemii odpowiedz sobie na proste pytanie – czy byłbyś w stanie zjeść ten krem z filtrem? Nie bardzo? Ale dokładnie to dzieje się w Twoim ciele, gdy nakładasz go na skórę – co gorsza, zostaje wchłonięty bezpośrednio, bez ingerencji oczyszczającej wątroby.

Podsumowując – gdy nakładasz na siebie filtr – nakładasz na siebie całą masę chemicznych substancji. 

Przy takich przesłankach i biorąc pod uwagę, że ilość zachorowań na raka od dekad wzrasta wraz ze wzrostem użytkowania filtrów – mój wniosek co do kremów przeciwsłonecznych jest prosty: ich używanie powinno być zmniejszone do minimum – jeśli jesteśmy naprawdę zmuszeni – wybierzmy filtr organiczny (tak, ten co pozostawia białe ślady). 

W takim razie jak radzić sobie ze słońcem?

Przede wszystkim nie ulegać szalonemu pędowi. W Polsce słońce jest rzadkością i co roku obserwuję jak ludzie dosłownie rzucają się do opalania jak tylko pojawią się cieplejsze dni. Jak opętani. To samo można zaobserwować u turystów – tutaj na Karaibach są wiecznie czerwoni.

Pamiętaj, że każde, nawet najmniejsze poparzenie słoneczne zwiększa Twoją szansę na raka aż dwukrotnie! Czy warto ryzykować życie? I to w jakim celu? Aby być obrzydliwie czerwonym?

Przyjmij prostą zasadę – unikaj silnego słońca dopóki się minimalnie nie opalisz. Spędzaj czas na słońcu tylko o poranku i wieczorem. Gdy czujesz, że słońce choć minimalnie Cię parzy, staje się nieprzyjemne – uciekaj w cień. Gdy będziesz wystawiony na silne słońce – wybieraj przewiewne bawełniane czy lniane ubrania z długim rękawem i długimi nogawkami – zamiast filtra. Kremu używaj tylko w ostateczności.

Moje sposoby na zdrową i trwałą opaleniznę

Wbrew temu co słyszycie, piękna i zdrowa opalenizna wcale nie wymaga czasu. Można się pięknie opalić w ciągu tygodnia. Sekretem jest znalezienie idealnych dla siebie godzin oraz stosowanie naturalnych substancji i samej diety.

Przede wszystkim – opalamy się tylko i wyłącznie o poranku i wieczorem, kiedy słońce jest już nisko i nie podrażnia naszej skóry (dla osób o bardzo jasnej karnacji może to oznaczać nawet tylko do godziny 8-9 i po 17!). Tylko takie słońce bardzo delikatnie zmusza skórę do produkcji melaniny – barwnika, który nas brązowi i który jednocześnie chroni tym bardziej, im więcej go posiadamy (dlatego osoby opalone i o ciemnej karnacji mogą przebywać na słońcu dłużej). Jeśli jest zbyt silne – organizm nie nadąża z jego produkcją i Wasza skóra zwyczajnie ulega zniszczeniu (stąd zaczerwienienie, wysuszenie i łuszczenie).

Zapamiętaj – opalanie, nawet najzdrowsze to stres dla organizmu. To czy opalenizna będzie zdrowa i trwała zależy w gigantycznej mierze od tego jak pielęgnujesz skórę i jak się odżywiasz!

Poniżej mowa tylko i wyłącznie o olejach tłoczonych na zimno, nierafinowanych, najwyższej jakości! Oleje nie spełniające tych kryteriów nie będą posiadały już swoich właściwości (temperatura i obróbka ma gigantyczne znaczenie!). Takie oleje są droższe – ale nawet małe buteleczki starczają na długo – wystarczą bowiem małe ilości!

1. Olej z pestek malin – maksymalna ochrona

Naturalny olej malinowy zawiera niewiarygodnie wysoki filtr SPF 28-50 (w zależności od jego jakości, im lepsza tym wyższy filtr – oleje zimnotłoczone, BIO, nierafinowane będą miały SPF>40)! Chroni przed promieniami UVB I UVA. Dodatkowo posiada monstrualną ilość antyoksydantów, raj dla wrażliwej skóry (pomaga między innymi na eczemę). Polecam osobom bardzo wrażliwym na słońce i dla wszystkich jako idealny zamiennik kremów z filtrem na ostre słońce. Jest dość trudny do znalezienia, ja kupuję go online w sklepie Yasmeen.

2. Olej kokosowy – przyśpiesza brązowienie

Mój zdecydowany faworyt. O jego wspaniałych właściwościach pisałam już w tym artykule. Do opalania jest mi niezbędny. Nie posiada wysokiego filtra (SPF 2-4) ale posiada fenomenalną właściwość – blokuje tylko promienie UVA, przepuszczając dobroczynne i opalające UVB. Dla porównania – większość dostępnych dziś filtrów blokuje promienie UVB, a przepuszcza UVA (podobnie inne oleje roślinne).

To UVB odpowiedzialne jest za brązowienie skóry i za wytwarzanie witaminy D w Twoim organiźmie. Można więc powiedzieć, że olej kokosowy chroni Twoją skórę przed wysuszeniem i starzeniem (UVA) ale nie zatrzymuje opalania. To właśnie dzięki niemu moja opalenizna jest szybko widoczna i bardzo trwała!

3. Masło kakaowe – ekspresowe opalanie

W temperaturze pokojowej ma konsystencję mydła, powyżej 35 stopni przyjmuje postać oleistą. Bardzo przyśpiesza opalanie i pielęgnuje opaleniznę. Posiada bardzo wysoką zawartość witaminy E, dzięki czemu wpływa kojąco na skórę.

Tylko dla osób już mocno opalonych – pomimo, że posiada naturalny filtr SPF 4 – tak naprawdę przyśpiesza opalanie – skóra nie brązowi się tak pięknie jak w przypadku oleju kokosowego, ale brązowi się jeszcze szybciej. Idealne dla osób, które chcą podtrzymać opaleniznę przy minimalnym wystawieniu na słońce. Masło kakaowe wspaniale nawilża skórę – można go z powodzeniem używać również jako zwykłego balsamu. Jest bardzo wydajne. I posiada przecudowny aromat (kto nie chciałby pachnieć czekoladą!).


Wspomaganie opalania i ochrona skóry od środka

Piękna opalenizna to nie tylko odpowiednio dobrany naturalny olej i pielęgnacja skory od zewnątrz. Gigantyczne znaczenie ma tu również dieta. Już samo przejście na pierwotny styl życia (w tym przede wszystkim sposób żywienia) powoduje, że nasz organizm jest dużo bardziej odporny na szkodliwe czynniki zewnętrzne. Skóra jak i całe ciało regenerują się szybciej. Oto jak możesz dodatkowo sobie pomóc przy opalaniu:

1. Zwiększ spożycie likopenu

Likopen to słynny karotenoid, znajdujący się między innymi w pomidorach. Według ostatnich badań chroni przed uszkodzeniem skóry. Jego ilości rosną kilkukrotnie gdy pomidory ugotujemy, więc wszelkie formy pasty, sosów itp (przygotowanych naturalnie własnoręcznie, nie paczkowanych!) są tu wskazane! Około 15mg likopenu dziennie – czyli ok 55 gram pasty pomidorowej powinno wystarczyć.

2. Poszukaj źródeł astaksantyny

Astaksantyna zwana jest super-antyoksydantem i można ją znaleźć w algach oraz organizmach, które je spożywają (łosoś, krewetki – wszystko co posiada różowawy odcień). Ostatnio sporo się mówi o tej substancji jako o „wewnętrznym filtrze przeciwsłonecznym”. I faktycznie według ostatnich badań (np. tych i tych) chroni ona przed uszkodzeniami spowodowanymi przez UVA.

3. Nie zaniedbuj źródeł witaminy D

W okresie zimowym nasze ciała zużywają wszelkie rezerwy tej witaminy (tak naprawdę gromadzimy jej maksymalnie na 2 miesiące, więc pierwsze objawy niedoborów pojawiają się około stycznia – mamy dość zimy, wyczekujemy słońca). Paradoksalnie według badań witamina D jest niezbędna w ochronie skóry przed promieniowaniem słonecznym. Nie jest to jednak takie dziwne – dzięki słońcu produkujemy ochronę przeciwsłoneczną – całkiem naturalne! Najlepszym źródłem witaminy D są tłuste ryby (np. wędzony halibut) oraz dobrej jakości, naturalnie fermentowany tran (cena niestety >100zł za butelkę, tańsze to chemicznie traktowane i wzbogacane podróbki, nie warto).

 4. Wyrównaj braki Omega-3

Kolejny element, który wg badań bardzo wpływa na ochronę przed poparzeniami – harmonia kwasów tłuszczowych Omega-3 i Omega-6. To zagadnienie wymagające osobnego artykułu. W skrócie – naturalna dieta człowieka wytwarza w organizmie harmonię pomiędzy obydwoma na poziomie 1:1 lub maksymalnie 3:1. Współczesne diety, pełne przetworzonej żywności oraz mięsa od zwierząt hodowlanych zaburzają ten stosunek. Mamy gigantyczne ilości Omega-6 i niewiele źródeł Omega-3. Ich stosunek wynosi 1:12 a nawet 1:20! Nie wystarczy tu więc tylko zwiększyć spożycie samych Omega-3 (wszelkie ryby, tran, jajka z wolnej hodowli oraz dziczyzna) ale również ograniczyć do minimum Omega-6 (mięso supermarketowe, tanie przetworzone oleje roślinne, orzechy).

5. Jedz dobrej jakości tłuszcze nasycone

Prawdziwe masło, olej kokosowy, tłuste czerwone mięso – to najlepsze źródła zdrowych tłuszczy nasyconych. Jeśli czytałeś artykuł na temat diety pierwotnej rozumiesz dlaczego są niezbędne w zdrowej diecie i dlaczego, wbrew opiniom, wcale nie powodują tycia. Zdrowe tłuszcze to według mnie podstawa pożywienia, a ostatnie badanie na myszach pokazuje, że chronią nas one również bezpośrednio przed szkodliwością słońca.

6. Popijaj zieloną herbatkę

Naturalnie dobrej jakości, odpowiednio parzoną. Zielona herbata jest dobrze znana i szanowana w wielu kulturach. Do dziś nie znamy wszystkich sekretów jej działania, ale badania wskazują, że zawarte w niej polifenole hamują rozwój komórek rakowych poprzez kontrolę stanu zapalnego organizmu i zapobieganie uszkodzeniom DNA. Ekstrakty z zielonej herbaty działają też zewnętrznie jako ochrona przeciwsłoneczna.

7. Spożywaj proantocyjanidyny i resweratrol

Te strasznie brzmiące substancje znajdują się w czerwonym winie, pestkach winogron, jagodach i borówkach. Ostatnie badanie pokazuje, że osoby, które spożywały ekstrakt z nasion winogron miały zdecydowanie niższe ryzyko na rozwinięcie raka skóry. Sam resweratrol to bardzo silny przeciutleniacz – właśnie dzięki niemu czerwone wino uznawane jest za tak zdrowy napój. Na pewno nie zaszkodzi Ci zamiana ulubionego alkoholu na dobre jakościowo wino.

A co gdy mimo wszystko się poparzysz?

Niestety, jak znam życie, większość z Was nie uniknie poparzeń słonecznych i tego lata. Ochota na ogrzanie ciała po długiej zimie jest często nieokiełznana, a idea korzystania ze słońca tylko o poranku i wieczorem na wakacjach wydaje się wręcz nienaturalna. Przecież nie po to kupiliście bilety!

Co więc można zrobić z oparzeniem słonecznym? Tu też musi przecież istnieć jakaś naturalna wspaniała substancja!

Niestety. Na oparzenie słoneczne nie ma lekarstwa.

Gdy dojdzie do poparzenia – mleko jest już rozlane. Twoja skóra uległa nieodwracalnemu zniszczeniu na poziomie komórkowym. Jedyne co Ci pozostaje to łagodzić objawy i ból.

Osobiście w przeszłości w przypadku poparzeń stosowałam olej kokosowy (dziś stosuję zdrowy rozsądek w opalaniu i po prostu nie doprowadzam do takiej tragedii). Właściwie każdy naturalny olej będzie tu dobry, ale działa on tylko minimalnie, lekko chroniąc podrażnioną skórę. Samej martwej skórze nie pomoże już nic. Musisz poczekać na odbudowanie się nowej. W tym czasie nie wolno Ci naturalnie już w ogóle korzystać ze słońca!

Chyba nie muszę też wspominać, że nakładanie na poparzoną skórę fenistylów czy innych pantenoli jest po prostu szaleństwem – może ukoi na chwilę ból – ale chemia zaszkodzi skórze na długo.

Zapamiętaj – byle 15 minut za długo na słońcu może kosztować Cię naprawdę sporo męki, bólu i wstrętnego wyglądu przez całe najbliższe tygodnie! Lepiej opalić się lekko, ale pięknie i zachować zdrowie!

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

5 myśli nt. „Jak naturalnie chronić się przed słońcem?”

  1. Skąd pozyskałaś informacje o wartości ochrony SPF w przypadku olejku malinowego?
    Na butelce olejku nie ma takich informacji.

    Lubię to

  2. Z tego co wiem, to filtry dzielą się na – przenikające, chemiczne i naturalne. Naturalne są of course najlepsze, przenikające najgorsze i ich trzeba unikać, a chemiczne?

    Lubię to

  3. Gdzies czytalam, ze sam olej z pestek malin nie wystarcza. Mozesz zdradzic zrodlo tych informacji?Ja dodaje tlenek cynku do wlasnorecznie robionego kremu.

    Lubię to

    1. To naprawdę zależy od jakości olejku. U mnie się sprawdza, ale ja nie spędzam oczywiście całego dnia w pełnym słońcu, bo korzystam też ze zdrowego rozsądku 😉 Dodawanie tlenku cynku jest najprostszym sposobem i też bardzo to polecam. Jest nawet przepis na blogu na domowy krem przeciwsłoneczny z tlenkiem cynku. Należy jednak pamiętać, że ten specyfik ma tendencję do dość silnego wysuszania cery.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s