Jak pozbyć się stresu? Jedyny sposób, który działa

Żyjemy w świecie, w którym stres jest tak wszechobecny, że zaczynamy go akceptować jako nieodłączną część rzeczywistości. Mimo, że wiemy, jak destruktywny ma on na nas wpływ i że potrafi nas nawet zabić

Ciągle słyszymy o tym, jak „radzić sobie ze stresem”. Ale problem z tym podejściem polega na tym, że stres jest reakcją ciała i nie można go uspokoić za pomocą rozumu i racjonalnego myślenia. Ciało nie rozumie języka mówionego. Językiem ciała są tylko emocje.

Stres jest naturalną reakcją naszego organizmu na zagrożenie życia. Mam tu na myśli sztorm na środku oceanu, czy trzęsienia ziemi. Wówczas jest nam niezbędny i przydatny. Ale takich sytuacji w dzisiejszej, bezpiecznej codzienności praktycznie nie ma.

Mamy za to masę stresu związanego z korkami („nie mogę się spóźnić”), z dziećmi („nie mogę ich zostawić”), pracą („nie mogę popełnić błędu”), itd…

Różnica jest drastyczna bo o ile w momentach faktycznego zagrożenia życia stres jest nam potrzebny i pomocny (mobilizuje ciało do walki o przetrwanie) – o tyle w naszej bezpiecznej codzienności nam przeszkadza i prowadzi do chorób, a nierzadko i śmierci.

Stres pochodzi z wewnątrz, nie z zewnątrz

kamienie morze

Lubimy myśleć, że stres to coś, co pochodzi z otoczenia. Z zewnątrz. Mówimy, że to czy tamto wywołuje  stres. I jest to po części prawdziwe – hałas, agresywne jednostki, zła dieta czy nawet sport są stresem dla organizmu.

Ale większość stresu w naszym życiu wywołujemy sobie sami. Pochodzi on z naszego wnętrza. Taki stres pojawia się, gdy dążymy do jakiegoś konkretnego efektu w naszym życiu. Gdy chcemy za wszelką cenę, by coś poszło „po naszej myśli”.

Im bardziej nam na tym zależy – tym bardziej przerażająca wydaje się bowiem wizja niepowodzenia. Stresujemy się, bo chcemy mieć kontrolę nad wynikiem naszych działań, decyzji i wyborów.

Przykładowo: stres związany z korkiem – chcemy gdzieś zdążyć na czas. Nie uda nam się. Realnie taka sytuacja nie zagraża przecież naszemu życiu. Ale w naszym umyśle nagle nie pojawienie się gdzieś punktualnie (i utrata tego czasu w naszym mniemaniu) urasta do rangi najgorszego, co może nam się przytrafić. 

Podobnie ma się sytuacja z ważnymi wydarzeniami, jak np. rozmowa kwalifikacyjna w sprawie pracy, o którą bardzo zabiegamy czy randka z kimś, na kim nam bardzo zależy. Chcemy jak najlepszego efektu, stresując się, że coś może się nam nie udać, że zrobimy złe wrażenie. I z reguły robimy, bo jesteśmy tak zestresowani, że przestajemy być sobą. Stres nas „zjada”.

Eliminacja stresu oznacza eliminację potrzeby kontroli

morze

Jedynym sposobem na „poradzenie” sobie ze stresem jest eliminacja tego stresu, a jedynym sposobem na jego eliminację jest zrozumienie, że nie mamy i nigdy nie będziemy mieć pełnej kontroli nad światem zewnętrznym. Nie mamy wpływu na korki, spóźnienia, problemy techniczne, pogodę…

Kiedy sama znajduję się w sytuacji kryzysowej i ogarnia mnie stres szybko dokonuję kalkulacji potrzeb i zagrożeń:
  1. Jaki jest mój cel? Dlaczego muszę np. gdzieś zdążyć?
  2. Czy mogę zrobić coś, by poprawić swoje szanse na powodzenie?
  3. Co się stanie, jeśli mi się nie uda?
  4. Czy jestem w stanie ponieść konsekwencje?

korek uliczny

Podczas naszej ostatniej podróży po USA mój chlopak koniecznie chciał zwiedzić Kanion Antylopy. Ja boję się wszelkich jaskiń, itp. tworów, więc pojawił się u mnie poważny stres. Ostatecznie udało mi się go wyeliminować właśnie dzięki powyższemu procesowi:

  1. Jaki był mój cel? Zwiedzić piękne miejsce, doświadczyć czegoś nowego i niesamowitego i nie zmarnować pieniędzy, które mój chłopak zapłacił za tą wycieczkę.
  2. Czy mogłam coś zrobić, by poprawić swoje szanse na powodzenie? Postanowiłam wykorzystać tę okoliczność na zapoznanie się z własnym lękiem – wycieczkę potraktowałam jako swoisty eksperyment, chciałam doświadczyć i zrozumieć lęk, jaki wzbudzają we mnie takie miejsca.
  3. Co by się stało, gdyby to się nie powiodło? Byłam przygotowana na to, że ostatecznie spanikuję i nie wejdę do kanionu. Zmarnuję pieniądze chłopaka i poczekam, aż wróci.
  4. Czy byłam w stanie ponieść konsekwencje? Jak najbardziej. Byłam na nie w pełni przygotowana i postanowiłam zaryzykować.

samolot zachód słońca

Jak widać ostatecznie, po takim procesie myślowym lądujemy mentalnie z powrotem w strefie spokoju, ponieważ oddajemy sobie kontrolę nad własnymi reakcjami. Jak wspomniałam wyżej – nie mamy kontroli nad światem zewnętrznym – ale możemy uzyskać kontrolę nad tym, co się dzieje z naszym wnętrzem. 

A ponieważ analizując wcześniej dokładnie najgorszy możliwy scenariusz zapoznajemy się również z emocjami jemu towarzyszącymi – żalu, smutku, zdenerwowania, itp – nasze ciało również się uspokaja. Przekonujemy je, że niezależnie od tego, co się stanie – jesteśmy przygotowani. Nie kontrolujemy sytuacji, ale kontrolujemy nasze zachowanie. 

Analiza wyżej opisanej sytuacji, mojego stresu i lęku była swego rodzaju wirtualną wędrówką w przyszłość. Ta wędrówka pozwala nam zapoznać się dokładniej z naszymi emocjami i je zrozumieć. Stawiamy czoła lękom i jesteśmy w stanie ocenić faktyczne zagrożenie.

Spróbuj zastosować tę prostą kalkulację do jakiejś sytuacji, która Cię aktualnie stresuje – i zaobserwuj co się dzieje z Twoim ciałem gdy określasz swoje celeryzyko i konsekwencje.

Być może jest to trudna rozmowa, którą chcesz przeprowadzić z szefem, przyjacielem czy rodziną? Być może coś, czego się boisz i co blokuje Twoje plany?

Obserwuj swoje emocje – one pomogą Ci dokonać właściwych wyborów. Czasem ryzyko jest zbyt duże. Czasem po trzeźwym spojrzeniu na sytuację okazuje się nikłe, mimo, że z początku wydawało nam się inaczej.

Bądź gotowy na najgorsze, miej nadzieję na najlepsze…

morze kamienie

Każda sytuacja stresowa, jak wspomniałam wyżej, rodzi się z naszych głębokich pragnień, by coś poszło tak, jak tego chcemy. Mamy więc zawsze element pozytywny – nasz cel oraz element negatywny – ryzyko „porażki” i jej konsekwencje.

Ale większość czarnych scenariuszy nigdy się nie spełnia – ile razy zamartwiałeś się, że coś się stanie, a ostatecznie nie stało się nic? Należy o tym pamiętać – tylko dlatego, że coś może się wydarzyć nie oznacza, że się wydarzy. 

Bycie przygotowanym na czarny scenariusz to jedno, a ocena szans, na to, że on się zdarzy to drugie. Wsiadając do samolotu nie jesteś przecież gotowy umrzeć w razie wypadku – a jednak decydujesz się latać. Bo szanse na to, że zginiesz są minimalne. Dużo mniejsze niż wtedy, gdy wsiadasz do samochodu czy autobusu. Jednak robisz to codziennie i nawet się nad tym nie zastanawiasz

To, że rozumiemy i jesteśmy gotowi na niepowodzenie nie oznacza, że powinniśmy na nim właśnie się skupiać. W sytuacjach stresu najlepiej pamiętać o złotej zasadzie: „Hope for the best, expect the worst” czyli: „Miej nadzieję na najepsze, bądź gotowy na najgorsze”. 

zachód słońca

Kalkulujemy ryzyko by być na nie gotowym, a nie by się na nim skupiać. Nie zapominamy o naszych celach, czyli naszych potrzebach, pragnieniach i życzeniach. To na nich powinniśmy się skoncentrować gdy przekalkulujemy daną sytuację.

Jeśli masz przeprowadzić trudną rozmowę – skup się na swoim celu – masz większe szanse, że Ci się uda. Jeśli musisz stawić czoła lękom – wyobraź sobie, że je pokonujesz, że osiągasz swój cel – to również ułatwi Ci działania.

W moim przypadku opisywanym powyżej, mimo, że byłam niemalże pewna, że do kanionu nie wejdę – wyobrażałam sobie, że jednak tego dokonuję. Wyobrażałam sobie emocje towarzyszące pokonanym lękom, radość i zadowolenie z siebie, dumę, zachwyt pięknem tego miejsca. I ostatecznie tak właśnie wyglądała moja wycieczka w to miejsce.

Nawet jeśli stoisz w tym korku, spóźniasz się na samolot, czy jesteś w innej stresującej sytuacji – masz możliwość wyobrażać sobie pozytywny obrót sprawy. Ważne spotkanie może przecież zacząć się parę minut później, lot może się opóźnić… Wizualizuj to sobie – to wpływa pozytywnie zarówno na Twoją psychikę jak i na Twoją wyobraźnię. Masz wówczas większe szanse znaleźć rozwiązania problemów.

lotnisko Los Angeles

Na Karaibach rodowici Kreole żyjący tradycyjnie nie stresują się praktycznie w ogóle. Zawsze patrzą na życie pozytywnie, bo rozumieją je i priorytetyzują w odpowiedni sposób, a ich potężna wyobraźnia i doświadczenie dają im pewność siebie potrzebną by walczyć z niepewnościami losu.

I tak jak bez problemu skaczą z wysokich wodospadów, czy wspinają się po stromych skałach – tak samo w życiu podejmują ryzyko – pamiętając o konsekwencjach, ale skupiając się na swoich celach i pragnieniach. Czasem wydaje mi się, że są szaleni. Ale wtedy zawsze przypominam sobie ich donośny, prawdziwy, przeszywający śmiech. Chyba nikt, tak jak oni, nie potrafi śmiać się swoim lękom w twarz…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

10 myśli nt. „Jak pozbyć się stresu? Jedyny sposób, który działa”

  1. Ciekawe, że piszesz o stresie, kiedy ja się właśnie dowiedziałam, że mam za wysoki kortyzol! A wydawało mi się, że mam mało stresu w życiu. Trzeba wdrożyć plan naprawczy. Zaczynam od dłuższego snu, bo jak się okazuje zarywanie nocek, nawet dla przyjemności, to też stres dla organizmu.

    Polubienie

    1. To trudniejsza sprawa. Oczywiście eliminacja stresu to priorytet nr jeden, ale wysoki kortyzol ma zwykle podłoże zdrowotne – sprawdź koniecznie tarczycę przy okazji. To są „naczynia połączone” 😀 Polecam też zastosować sobie dietę pierwotną – porządny, regularny sen sam się pojawi (o ile wyeliminujesz też stres). Bardzo dobre efekty daje też 1-2 godziny odpoczynku przed snem bez ekranów, tzn bez światła niebieskiego – można poczytać książkę, zrelaksować się, porozmawiać z kimś, itd. Polecam też wyeiminować wszelkie sporty na mniej niż 4-5h przed snem, tzn nie ćwiczymy o 18:00 jak idziemy spać o 22:00. Ogólnie trudny i skomplikowany temat:D

      Polubienie

  2. Ja w domu trzymam torbe z rzeczami na wypadek trzesienia ziemi liczac, ze dom sie nie zawali i zdaze uciec. Juz raz uciekalismy, wszyscy lokatorzy budynku.Stres ogromny , trzeslam sie tak bardzo, ze ruszal sie samochod i moj syn myslal, ze to nowa scosa.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s