Jak uwolnić umysł? Dlaczego zachodnia kultura robi z nas mentalne i fizyczne kaleki?

Czy kiedykowliek patrzyłeś na to, jak żyją inni i mówiłeś: „Ja bym tak nie mógł?”. Czy kiedykolwiek widziałeś głębokie cierpienie innych i mówiłeś: „Ja bym nigdy nie dał rady”?…

Zachodnia kultura powoli, ale skutecznie robi z nas swoich niewolników. Niewolników mentalnych i fizycznych. Rozejrzyj się dookoła siebie – co widzisz? Schorowane, niezdolne do samodzielnego życia, całkowicie uzależnione od systemu jednostki. A jednak przekonane, że żyje im się całkiem dobrze.

To przekonanie jest tak silne, że gotowi jesteśmy bronić tego systemu i tej kultury, bo sama myśl o jakichkolwiek zmianach i jakimkolwiek innym życiu budzi w nas ogromny strach.

Ten strach jest nam wpajany od młodości. Społeczeństwo przestraszone to społeczeństwo, którym łatwo manipulować. Zagubione i niezdolne do samodzielnego myślenia, a co dopiero działania na własną rękę.

Ale czego tak naprawdę się dziś boimy? Co nas tak przeraża? Dlaczego nie wyobrażamy sobie innego życia? Życia bez „systemu”.

Boimy się siebie samych

człowiek miasto

Zachodnia kultura od małego uczy nas, że nasze instynkty i nasze emocje są „złe”. Że należy zachowywać się tak, a nie inaczej. Wyrażanie swoich uczuć jest wyśmiewane, krytykowane i zabraniane. Nie bez powodu.

Nasz instynkt i nasze emocje to nasza wewnętrzna inteligencja. To dzięki niej potrafimy decydować o sobie i swojej przyszłości, a także dostrzegać zagrożenia i je eliminować.

To nasze oręże walki o własną niepodległość i prawdziwą wolność. Zachodnia kultura wypiera instynkt i emocje, a w ich miejsce proponuje nam rozum. Ile razy słyszałeś „Idź po rozum”, „Brak Ci rozumu”, itp?

Rozum kojarzy nam się z czymś pozytywnym i ważnym, tymczasem nie jest on niczym innym jak dostosowywaniem się do systemu. Bycie „rozumnym” nie oznacza bycia mądrym czy zaradnym. Oznacza tylko i wyłącznie robienie tego, co robi całe społeczeństwo. Nie wychylanie nosa poza kanony i standardy.

maska

To  wpływa negatywnie na nasze życie, bo nas blokuje. Blokuje nasze wewnętrzne emocje i instynkty – czyli nasze życiowe drogowskazy. Nie pozwala nam żyć w pełni.

Najlepszym przykładem są całe rzesze osób, które tkwią w pracy, która ich wykańcza, nerwowo i psychicznie. Czują, że powinni ją rzucić, ale rozum (czyli społeczne standardy, zachowania) narzuca im coś odwrotnego. Mówi „A z czego będziesz żył?”… Takie osoby działają więc wbrew sobie. Dają sobie wmówić, że „inaczej się nie da”.

I dlatego robimy to, czego oczekują od nas inni, myślimy tak, jak nam każą media i autorytety i zachowujemy się w taki czy inny sposób. Nawet jeśli czujemy wewnątrz, że się z tym nie zgadzamy potrzeba przynależności jest silniejsza, bo:

Boimy się samotności

kajak

Nie lubimy swoich emocji, nie lubimy siebie, a samotność zmusza nas do pozostania choćby na chwilę tylko ze sobą. Czujemy się trochę tak, jakby ktoś nas zamknął w windzie z jakimś nielubianym osobnikiem. Czujemy się „nieswojo”.

Zachodnia kultura ma na takie momenty świetne „panaceum” – rozrywkę. Telewizor, kino, papierosy, alkohol, hazard, itd. A ostatnio – ekrany. Małe, duże, średnie… Wszechobecne. To już nie tylko komórki – jeśli kiedykolwiek wybierzecie się do USA, lub innego „rozwiniętego” kraju, poczujecie się wręcz bombardowani przez ekrany.

Są w restauracjach i wszystkich miejscach publicznych. I to nie w byle jakiej ilości – raz doliczyłam się nawet 20 sztuk… i każdy nastawiony na inny kanał, choć z tą samą, banalną rozrywką. Jedna restauracja miała nawet iPady zamiast menu, przytwierdzone na stałe na wysokości oczu klienta. Jesz więc z iPadem, a nie z osobą siedzącą naprzeciwko Ciebie…

ekran
W co by tu kliknąć?

Ta wszechobecna rozrywka i „niesamowicie interesujące informacje” z całego świata mają jedno zadanie – stworzyć szum w naszej głowie. Szum, do którego bardzo szybko się przyzwyczajamy. Który, gdy nagle się kończy, sprawia, że panikujemy i nie wiemy co ze sobą zrobić. 

Dlatego ludzie są tak bardzo przywiązani do swoich komputerów, telewizorów, komórek. Do internetu. Dlatego wydają pieniądze na najnowsze gadżety, na abonamenty. By zawsze mieć pod ręką swoją ukochaną rozrywkę, która „uwalnia” ich od ich własnego wnętrza, od ich własnych myśli. Tych znienawidzonych, niedostosowanych społecznie emocji i instynktów.

W ten sposób tworzy się 2 pierwsze, potężne „łańcuchy” z kulturą zachodnią – lęk przed samym sobą i związany z nim lęk przed samotnością. Dlatego mamy osoby, które panikują na widok rozładowującej się baterii w ich telefonie. Dlatego mamy milionowe miasta pełne samotnych osób. Dlatego, mimo bezpieczeństwa, jakie daje życie w społeczeństwie wiecznie czujemy się „źle”. 

Boimy się niedostatku

sklep

Co by było, gdybyś musiał przeżyć kilka dni bez jedzenia? Wydaje nam się to szalone, dziwne, nienormalne. Niebezpieczne. A przecież bez jedzenia człowiek może spokojnie wytrzymać nawet kilka tygodni. Ba, nawet bez wody przeżyjemy kilka dni…

Oczywiście zmieni to nasze ciała i mniej lub bardziej naruszy nasz ogólny stan i samopoczucie. Ale nie jest to coś, co nas zabije. Jeszcze do niedawna różne kultury praktykowały tzw. post. Czyli całodniowe „głodówki” lub okresy w roku, kiedy nie jedzono mięsa, itp.

Dziś religijne tradycje stały się powodem do wyśmiewania, podobnie jak emocje opisane wyżej. Tymczasem te tradycje nie zawsze są takie „głupie”.

Ludzie pościli od setek lat, bo wiedzieli, że ma to pozytywny wpływ na zdrowie, oczyszcza organizm i przede wszystkim – stymuluje go i przygotowuje na ewentualne cięższe momenty. Ba, w niektórych przypadkach głodówka była wręcz sposobem na wyleczenie organizmu z różnych dolegliwości.

sklep

I dziś restrykcja diety pomaga ludziom na całym świecie. Świetnym przykładem może być dieta ketogeniczna (czyli pozbawiona węglowodanów, oparta na tłuszczach), która w niektórych przypadkach leczy poważne, nieznane współczesnej medycynie schorzenia (osobiście znam takie przypadki).

Dla większości osób jednak nawet najmniejszy niedostatek kojarzy się z jakąś poważną apokalipsą. Mają wrażenie, że bez ketchupu czy pasty do zębów nie potrafiliby przeżyć jednego dnia. A co dopiero bez prądu i internetu! W wielu przypadkach wręcz najmniejsza zmiana w poukładanym życiu powoduje u nich panikę.

Wszystko dlatego, że od małego chowani jesteśmy w społeczeństwie konsumpcyjnym – nauczonym, że szczęście płynie z posiadania jak największej ilości rzeczy. Że należy ciągle coś kupować, by czuć się dobrze. Ale chwilowe szczęście, jakie dają zakupy szybko mija... i potrzeba nam kolejnej i kolejnej dawki.

Skoro żyjemy w świecie, w którym można kupić praktycznie wszystko, dlaczego ciągle jesteśmy tak nienasyceni? Dlaczego ciągle czujemy, że czegoś nam brakuje? Dlaczego ciągle kupujemy? Dlaczego się obżeramy?

centrum handlowe

Natura wyposażyła nas w fenomenalne narzędzie, które pozwala nam przeżyć w nawet najbardziej ekstremalnych sytuacjach –  wyobraźnię. To właśnie ona pozwala nam się rozwijać i zamieszkiwać praktycznie wszystkie części świata.

To dzięki niej potrafmy rozwiązywać problemy, konstruować różne rzeczy i odnajdywać się w nawet najbardziej ekstremalnych sytuacjach. Dzięki wyobraźni jesteśmy niezależni.

Ale nasza zachodnia kultura i ją stara się wytępić. Na wszystko daje nam gotowe rozwiązania, więc po co myśleć? Problemy zdrowotne – lekarz, głód – supermarket, wewnętrzna pustka i nuda – zakupy, itd. W zachodnim świecie nie trzeba się głowić, by coś osiągnąć, wszystko podawane jest nam od młodości na talerzu. 

Ale przez brak rozwiniętej wyobraźni stajemy się marionetkami w rękach innych. I kupujemy masę rzeczy, które uznajemy za niezbędne, tylko dlatego, że jakiś przystojny pan w reklamie w fartuchu lekarza to „poleca”…

Żyjemy w przekonaniu, że potrzebujemy setek różnych produktów: jednego do włosów, drugiego do mycia podłóg, trzeciego do ścierania kurzu, czwartego do nawilżania skóry, piątego do polerowania mebli… Kupujemy masę cholernie drogich, toksycznych dla nas substancji. Podczas gdy wystarczy nam dosłownie kilka podstawowych rzeczy, z których samemu wykonać można wszystko.

Boimy się cierpienia

samotność

Ah, te negatywne emocje! Nikt ich nie lubi, poza tym dziś „nie wypada” być smutnym, przygnębionym, itd. Zachodnia kultura wmawia nam, że „szczęście to brak cierpienia”. Że jak wyciszymy cierpienie – jedzeniem, zakupami, itd – to to już wystarczy.

Nic bardziej mylnego – prawdziwe szczęście pochodzi z cierpienia. Jest wynikiem rozwoju, a ten nastąpić może tylko poprzez cięższe momenty w życiu.

Tak samo jak piękne ciało buduje się męcząc je ćwiczeniami, a potem relaksując się – tak samo piękne życie buduje się przechodząc gorsze chwile, cierpiąc, a potem odpoczywając.

I tak samo jak w czasie relaksu nasze mięśnie się regenerują i rosną – tak samo nasza psychika, odpoczywając po każdym cięższym momencie w życiu buduje swoją siłę, rozwija nasze wnętrze. W życiu nie można mieć tylko szczęścia – prawdziwe szczęście zawsze występuje „w pakiecie” z prawdziwym cierpieniem. Są nierozłączne.

bokser

Ale mimo, że większość osób jest tego świadoma, nadal dają się nabrać za zachodni „przepis na szczęście” – próbują unikać cierpienia. Tak samo jak dają się nabrać na magiczne diety, czy pigułki, dzięki którym bez żadnego wysiłku zbudują piękne mięśnie! Czy można być bardziej naiwnym?

Wygodne życie oznacza minimalne cierpienie – od dziecka przyzwyczaja się nas do komfortu. Ale im więcej komfortu w naszym życiu – tym mniej wolności i możliwości. Większość osób nie jest w stanie poradzić sobie z nawet najmniejszą ilością cierpienia.

To sprawia, że boimy się zmian, boimy się wyjść ze swojej „strefy komfortu”. Bo oznacza ona okres przejścia, wzrost, rozwój. A one „bolą”. Są niewygodne. Uwierają. Tak samo jak mięśnie po treningu, powodują mniejsze lub większe cierpienie. I wymagają cierpliwości. 

Ale ten ból prędzej czy później mija. Mięśnie się regenerują i kolejny trening sprawia już dużo mniejsze cierpienie. A kolejny jeszcze mniejszy… I tak samo jak sportowiec ciągle „podnosi swoją poprzeczkę” i zmusza mięśnie do ciągłego wzrostu i pracy – tak samo my nie powinniśmy unikać cierpienia – tylko przyjąć je z pokorą jako szansę na rozwój. Bo to ono buduje naszą siłę.

Zmiany i związane z nimi cierpienie są po prostu częścią życia. Nie można im zapobiec. Niezależnie od tego jak będziesz bogaty – nie unikniesz bólu związanego ze śmiercią bliskich, z niepowodzeniami, z życiowymi rozterkami. Jedyne, co możemy zrobić to je zaakceptować i wykorzystać.

Boimy się odpowiedzialności

śnieg alpinista

Nie chcemy być odpowiedzialni. Wolimy, gdy decydują za nas inni. Wręcz tego potrzebujemy, bo przecież lekarz „wie lepiej”, co dla nas dobre, architekt – co nam się podoba, a nauczyciel – czego powinniśmy się uczyć…

Oddajemy innym, często nieznanym nam nawet osobom władzę nad naszym życiem. Wolimy, by to oni byli odpowiedzialni. Bo w razie niepowodzenia możemy na nich „zwalić winę”.

To, o czym zapominamy to fakt, że konsekwencje zawsze ponosimy my sami. Jeśli lekarz popełni błąd – to nie jego ciało będzie uszkodzone, tylko Twoje. Jeśli architekt źle zaprojektuje Twój dom – to Ty będziesz się w nim źle czuł. A jeśli nauczyciel nauczy Cię całkowicie zbędnych rzeczy – to Ty stracisz czas i pieniądze…

Ułuda braku odpowiedzialności sprawia, że stajemy się marionetkami w rękach innych. Pozwalamy, by odbierano nam naszą wolność. Bo wolność to nic innego jak właśnie decydowanie o sobie i swoim życiu – i świadome ponoszenie konsekwencji za swoje działania.

To podstawowa potrzeba każdego człowieka. Bez niej nie ma życia – jest wegetacja. Wegetacja w czyimś ogrodzie. Dla czyjegoś zysku. Bez odpowiedzialności nie ma prawdziwej wolności, a bez prawdziwej wolności nie ma prawdziwego szczęścia.

Ale żyjąc w zachodniej kulturze oddajemy naszą wolność bez jednego piśnięcia…

Ufamy lekarzom, gdy mówią nam, że najlepsze co możemy zrobić to zaczepić się na milion różnych chorób, jeść leki do końca życia na nasze „schorzenie”, albo jeszcze dodatkowo wyciąć sobie jakąś część ciała.

Ufamy szkolnictwu – profesorom i nauczycielom, gdy mówią nam co powinniśmy umieć i znać, zamiast uczyć się i rozwijać w kierunku, który nas interesuje i pasjonuje. Oddajemy im najlepsze lata naszej młodości, by przygotowali nas do życia.

Ufamy setkom innych eskpertów i autorytetów, oddając im nasze pieniądze, nasz czas, nasze nerwy… Ale co z tego mamy?

Pamiętacie Angelinę Jolie i jej słynne „bohaterstwo” po tym, jak zdecydowała się sama okaleczyć? Wycięła sobie jajniki i piersi, bo lekarze wmówili jej, że podzieli los rodziny i zachoruje kiedyś na raka

Poddała ciało niesamowitemu stresowioperacji, która poważnie je nadwyrężyła. Operacji, która wielokrotnie podwyższyła jej szansę na zachorowanie na raka i dodatkowo masę innych chorób. Bez piśnięcia poddała się zabiegowi, który usunął naturalną i niezbędną do życia część jej samej, by wepchnąć sobie w ciało… rakotwórcze silikony. Gdzie tu jest logika, bo ja jej nie widzę…

Do końca życia będzie jeść sztuczne hormony. Jest całkowicie zależna od współczesnej medycyny. Ta osoba jest „bohaterką”. Wzorem do naśladowania. „Inteligentną” i „odpowiedzialną” matką, żoną, kobietą…

Dla mnie jest ona symbolem zniewolenia i naiwności. Antywzorem. Reprezentantką wszystkiego tego co jest nie tak z naszym światem… Lubimy myśleć, że nasza rozwinięta medycyna jest tym, co odróżnia nas tak bardzo od krajów „trzeciego świata”. Że dzięki niej żyjemy lepiej, bo żyjemy dłużej.

Tymczasem jest odwrotnie – żyjemy dłużej, ale dużo gorzej. Długość życia nie oznacza jakości życia. Mała śmiertelność noworodków nie oznacza zdrowych dzieci. Mamy społeczeństwa schorowane do granic możliwości. Jesteśmy krowami dojnymi tej świetnie zorganizowanej przestępczości zwanej medycyną. Tak samo jak jesteśmy krowami dojnymi systemu bankowego.

Rozejrzyj się wokoło – nawet w ostatniej, upadłej, „zabitej dechami” wiosce znajdziesz 2 miejsca, które zawsze są czyste, luksusowe i mają najdroższe i najpiękniejsze witryny – apteki i banki. Nie bez powodu. Jesteśmy ich niewolnikami. Oddajemy im nasze życia.

lake powell

Harujemy w pocie czoła, męczymy się w pracach, których nienawidzimy, by opłacać system, który powoli, ale skutecznie nas zniewala. Myślimy, że torujemy sobie tym drogę do wolności. Tak samo jak myśleli przed nami wszyscy inni niewolnicy…

Prawdziwa wolność i prawdziwe szczęście są zupełnie po drugiej stronie – tam, gdzie czeka na nas też szczerość, bycie sobą, samotność, cierpienie i zmiany. Tam, gdzie czeka nas odpowiedzialność za nasze życie. I nigdy nie jest za późno, by zawrócić i iść w odwrotnym kierunku.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

62 myśli nt. „Jak uwolnić umysł? Dlaczego zachodnia kultura robi z nas mentalne i fizyczne kaleki?”

  1. A co zrobić gdy jesteś już tak wykończony zarówno psychicznie i fizycznie, że twój organizm się nie regeneruje, a co za tym idzie dopada Cię apatia, jednocześnie też stres cię dobija (a tutaj medytacje, relaksacje, hipnozy niczego nie dają), a na deser lęki. Nie masz siły przeciwdziałać, mimo, że nie chcesz żyć takim życiem. Nikt Cię nie rozumie, brak Ci wizji, oparcia, wiary, a przede wszystkim dobija Cię trwanie w stanie permanentnego psycho-fizycznego zmęczenia.
    A sposób musi być.

    Wykonujesz badania, nic nie wykazują, a podłożem biologicznym może być mnóstwo rzeczy, i tym samym możesz wydać mnóstwo pieniędzy na badania, które również mogą nie dać Ci rozwiązania.
    Więc co? Psychiatra (bo nie masz siły na zmianę)? Terapia (bo sam już nie wiesz kim jesteś, czego chcesz, dokąd iść, brak Ci kontaktu ze sobą; nie potrafisz doznać ulgi, a twój mechanizm ekspresji przestał funkcjonować, najzwyczajniej nie potrafisz siebie wyrazić – nie wiesz co, jak; bo czujesz się bierny, bezradny, poddany)?

    Polubienie

      1. No, podałem. Tym samym przykładowo cały czas mam wewnętrzny opór jeżeli chodzi o farmakoterapię. Z jednej strony czytam o negatywach,a z innej o tym, jak potrafi wręcz zmienić ludziom życie…

        Polubienie

    1. Duchowosc. To jest sposob. Proba odnalezienia sie poprzez swoje wnetrze, ale do tego w takim stanie jaki opisujesz potrzebny jest ‚specjalista,’ ktory reke poda i da wskazowki do wyjscia z takiej sytuacji… i tu zatacza sie bledne kolo bo niby nie potrzebujemy specjalistow jak zaklada autorka artykułu…

      Polubienie

  2. Mialem nie pisac, ale Twoj blog przekonuje mnie , ze nie jestem odosobniony z moimi teoriami na szczesliwe zycie.Po 32 latach w korpo, rzucilem wszystko,sprzedalem zabawki, pierwszy byl telewizor, to juz 16 chyba lat, jak nie brzecza mi w glowie ‚tragiczne informacje”Ciezka choroba, ktorej nikt nie umial zdiagnozowac,wielkie dawki sterydow, ktorymi mnie leczono wykonczyly mi stawy….chodze od roku o kulach i czekam na jakas operacje, do ktorej nie jestem do konca przekonany, a nie pracujac juz …wiadomo!!!Pozalatwialem wszystko, syn jest na tak,zwierzaki maja opieke, ale cos mi nie pozwala ‚zrobic pierwszy krok”.Rok w bólach,od lekarza do lekarza , smierc taty…jakiego kopa potrzebuje?Ps.z chorob,na ktore mnie leczono na oddzialach hematologii przez ostatnie kilka lat, wyleczylem sie w dwa tygodnie pospolitym zielem-], ale to juz temat o korporacjach farmaceutycznych..Pozdrawiam i czytam dalej…Sorry za znaczki..ucze sie!

    Polubienie

    1. Hey! Współczuję doświadczeń, choć wyczuwam w Twoim komentarzu dużo pozytywnej energii. Rozumiem, że wahasz się czy iść na operację. Może to intuicja coś Ci podpowiada, a może zwyczajnie lęk? Życzę Ci dużo wytrwałości, bo sił to Ci raczej nie brakuje 🙂

      Polubienie

  3. Prawdziwe szczęście bierze się z cierpienia… Coś w tym jest, ale ta myśl tak łatwo może prowadzić do opacznych wniosków, że jest bardzo niebezpieczna. Czerpiących szczęście z cierpienia już przerabialiśmy, na przykład średniowiecznych ascetów. Wiem, że nie to miałaś na myśli, ale swoje myśli sformuowałaś niewłaściwie.

    Polubienie

      1. Może to mój problem, że tak mi się skojarzyło, ale obawiam się, że takich będzie znacznie więcej. A co do cierpienia z treningów, i tego, z którego bierze się szczęście – ono ma jedną ważną cechę: to jest cierpienie, o którym nie warto mówić. Zanim zdobędę w czymś wprawę, muszę się natrudzić, ale ja tego nie uważam za cierpienie, to po prostu za duże słowo. To wysiłek, ale nie cierpienie. W momencie, w którym staje się to prawdziwym cierpieniem, sprawa przestaje być tego warta.
        A wracając do sformuowania: zamieściłaś je na początku wywodu. A jest to prawie dosłowny cytat z różnych religijnych „mędrców”.

        Polubienie

  4. Bardzo ciekawy artykuł , jednak już na samym początku stawiający zła tezę (mimo dobrych argumentów przedstawionych poniżej). Celem człowieka nie jest „uwolnienie do emocji i instynktów” bo wtedy nie różnilibyśmy się niczym od zwierząt (Koh 3, 18-19)! Tutaj kłania się cel naszego istnienia ,a odpowiedz znajdziemy w Antropologii Filozoficznej. Nasz cel zapisany jest w naszym sercu przez naszego Twórce i jest bardzo prosty, Współistnienie w Nim i z Nim ! Aby go odkryć musimy nawiązać osobistą relacje z Tym który nas stworzył, odkryć talenty które w nas zaimplementował jeszcze przed stworzeniem świata , żyjąc tym talentami odnajdziemy nasze osobiste szczęście i będzie ono na pewno anty-systemowe. Cały ten, pięknie tutaj opisany system, jest właśnie stworzony w tym jednym celu. Aby nie odkryć Boga, nie tylko w osobistej relacji z Nim, ale też nie odkryć go żyjącego, w drugim człowieku!
    Mam nie odparte wrażenie iż został napisany przez „letnią” katoliczkę która bojąc się, iż zrazi do siebie czytelnika, nie opisała wprost jak się sprawy mają 🙂
    Jeśli jednak nie masz jeszcze relacji z „Tatą” to czas najwyższy ją odkryć!
    „Nie lękaj się, wypłyń na głębie!!”
    Pozdrawiam serdecznie!
    Bless +

    Polubienie

  5. Moja refleksja dotycząca rozwoju cywilizacji jest .taka, że sam poste sam w sobie nie jest zły, jest neutralny. To od nas zależy jak będziemy z niego korzystać. Nóż- może być narzędziem zbrodni albo użytecznym sztućcem, komputer może służyć nam do pustej rozrywki lub możemy przy jego pomocy zaprogramować np.system kontroli lotów.
    Co do autorki powyższego tekstu to dostrzegam pewną rażącą hipokryzję. Krytykujesz system szkolnictwa, ale to dzięki niemu wyuczyłaś się zawodu i teraz pracujesz w swoim fachu, krytykujesz rozwój technologii, ale teraz gapisz się właśnie w ekran komputera i czytasz mój komentarz. Latasz samolotem,który przyczynia się w dużym stopniu do zanieczyszczenia środowiska. A tak postulujesz powrót do natury… do korzeni…Odrzuć więc wszystkie zdobycze zachodniej cywilizacji, zamieszkaj z Amiszami. A nie krytykujesz coś z czego dobrodziejstw korzystasz pełną gębą…Krytykujesz medycynę, operacje.
    Naprawdę wierzysz, że zdrowe powietrze i dobre odżywianie zagwarantują Ci zdrowie? Na pewno w znacznym stopnie przyczynią się do jego zachowania, ale choroby są też zapisane w genach.
    A co do Angeliny Jolie mogę Ci napisać jedno, nie oceniaj.
    Nie oceniaj, bo nie jesteś matką. Rak jest dziedziczny, ona straciła matkę i ciotkę. Ma gen bardzo determinujący tę chorobę. Staraj się zrozumieć, nie chciała osierocić dzieci.
    Piszesz, że stres ma negatywny wpływ na nasze życie.
    Racja, więc wyluzuj trochę kobieto.
    Choć muszę przyznać, że z pewnymi tezami się zgadzam, gromadzenie rzeczy przez współczesnych ludzi również i mnie napawa przerażeniem.
    Ja podobnie jak Ty mam mało ubrań w szafie i wolę rozmawiać z ludźmi niż z i phonem. Pieniądz jako sens naszego bytu, niestety do tego zmierza ten świat. Trzeba starać się żyć według własnych reguł, tylko tak można się nie zatracić…

    Polubienie

    1. Nie do końca. Ja nie żyję poza tą kulturą, choć do tego dążę. Ale to jest proces, a nie prosta decyzja – o, idę żyć w lesie bez cywilizacji:D Już pomijając fakt, że nie da się tego zrobić na dobrą sprawę, bo system jest wszędzie, nie możesz tak po prostu iść zamieszkać gdzie Ci się podoba.

      Tak używam nadal wynalazków cywilizacji typu komputer czy samochód, ale nie oszukuję się przy tym, że to nie ma drastycznego wpływu na świat. Godzę się na to, tak samo jak na pracę w systemie socjalistycznym, dziś to już nawet komunistycznym, który uparcie zwalczam – ale oczywiście nie pokonam go sama jedna).
      Edukacja i opieka zdrowotna – to, co umiem i mój dzisiejszy stan zdrowia zawdzięczam temu, że NIE UCZYŁAM się tego, co kazali i nie szłam za radami lekarzy, tylko studiowałam tematy na własną rękę. Z uczelni nie wyniosłam naprawdę NIC, co przydaje mi się w dzisiejszej pracy i życiu. NIC. Absolutne zero. Wszystkiego musiałam nauczyć się i tak sama… Może niektóre kierunki są lepsze, mój, niby tak praktyczny, nie był.

      Angelina Jolie – ja nie oceniam, czy ona musiała to zrobić, czy nie (bo co ma jedno do drugiego?) – ja po prostu pokazuję, jak sama na własne życzenie stała się więźniem systemu medycznego, bo dziś już nie może funkcjonować bez niego. Będzie całe życie od niego zależna. Moja teoria jest taka, że lekarze, świadomie czy nie, wmówili jej, że to jedyna droga. Przy okazji biznes farmaceutyczny zyskał dożywotniego klienta swoich usług…

      Tak samo jak ludziom o nie dość niskim cholesterolu daje się statyny-dożywotnio. Tak samo jak chorym na Hashimoto hormony – też dożywotnio. Tak samo jak….

      Tych przypadków jest cała masa. I chodziło mi tylko o to, że jeśli sami nie zaczniemy szukać odpowiedzi – dajemy się złapać w pułapkę. To, czy lepiej żyć w tej pułapce czy poza nią to już indywidualny wybór każdego. Mi chodzi tylko o to, by ten wybór był jak najbardziej świadomy.

      Polubienie

      1. Mi się wmawia, że żeby uniknąć ataków astmy, muszę cały czas brać leki. Kiedyś, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, ja i moja mama w to wierzyłyśmy. I przekonałyśmy się na własnej skórze, że akurat dla mnie nie robi to różnicy bo moje ataki mają podłoże alergiczne. Mam szczęście, że mam mądrą mamę, która wbrew lekarzom odstawiła mi te, okropnie obciążające organizm leki. Brała recepty dla świętej zgody i ich nie wykupywała, jak pytano czy biorę te świństwa – kłamała.

        Medycyna konwencjonalna nie jest zła. Uratowała wielu ludziom (w tym również mi) życie i to nie raz. Problem polega na tym, że medycyna konwencjonalna leczy OBJAWY a nie PRZYCZYNY. Dlatego przyda się podczas ataku, czy sytuacji wmagającej natychmistowej interwencji. Ale nie wyleczy choroby, bo jej podłoże jest gdzie indziej.

        Niestety ludzie nie chcą tego słuchać, ale o tym już pisałam w innym komentarzu 🙂

        Polubienie

  6. Dokładnie. Iść pod prąd- tego uczy się nas od urodzenia. Brak telewizora w domu- ale jak to tak, bez telewizora? Reakcja bezcenna… I ten pęd za rzeczami, ostatnio tak sobie pomyślałam, że niektóre rzeczy kupiłam (do makijażu), a w sumie, to ich nie potrzebuję. Naczytałam się, że to, że tamto, a to nie ma znaczenia… Czasami ten internetowy pęd tak wciąga, że nawet się nie spostrzeżesz, a już stajesz się jego częścią….

    Polubienie

  7. „Jak zachodnia kultura robi z nas mentalne i fizyczne kaleki” ??? …… czy może –
    „jak pozwalamy sobie, na robienie z nas fizycznych i mentalnych kalek”…….

    Polubienie

    1. Hmm, to po części prawda. Ale zawsze jest oprawca (w tym przypadku zachodnia kultura) i ofiara – tutaj my. Dorastamy w tym i tym przesiąkamy. Nie mamy na to wpływu. Jedyne co możemy to się wyzwolić.

      Polubienie

  8. Ja pisałam,że Angelina pali papierosy, bo widziałam kilka zdjęć w czasopismach i raczej nie był to fotomontaż. Nie wygląda też na osobę, która zdrowo i racjonalnie się odżywia. Co do cierpienia – kiedys nie zgodziłabym się z autorką, bo żyłam w błogiej naiwności, że żadne cierpienie,żadna choroba nie spotka mnie ani moich bliskich – bo to byłby koniec, tego bym nie zniosła. No i stało się, przyszła okropna choroba i codziennie widzę, jak mój kochany mąż dzielnie z nią walczy i w dodatku mówi: takie jest życie, tak bywa. No właśnie,takie jest życie i trzeba się z tym pogodzić. I mimo wszystko bywamy szczęśliwi i mimo wszystko żyjemy. Nie wolno wypierać ze świadomości, że częścią składową życia jest też cierpienie, bo kiedy nas jakieś spotka zużyjemy całe siły na bunt, rozpacz,rozżalenie a to naprawdę nic nie zmienia.

    Polubienie

  9. Czy mogłabyś rozwinąć temat leczenia „nieznanych schorzeń” dietą ketogeniczną…? Co to za nieznane schorzenia, jak były leczone? Czy są jakieś badania potwierdzające skuteczność diety ketogenicznej? I czy przypadkiem dieta taka nie jest zabójcza dla nerek…? (Takie badania widziałam…. Takich, które mówiłyby, że dietą Dukana coś wyleczymy to absolutnie nie widziałam…)

    Polubienie

    1. Diety Dukana to nie dieta ketogeniczna. Nazwałabym ją wręcz niebezpieczną. Ja mówię w kontekście diety pierwotnej: https://zyciepodpalmami.pl/2015/04/01/dieta-pierwotna-przewodnik/, z której wykluczamy węglowodany i ograniczamy je poniżej 100gr dziennie (choć dla różnych osób będą to różne wartości). Mam znajomych w Berlinie, którzy mieli schorzenia w stylu strasznego bólu reumatycznego nie pozwalającego na normalne funkcjonowanie (całe życie na przeciwbólowych tabletkach). Jak trafili, w różny sposób na dietę paleo (rodzaj diety pierwotnej) i wypróbowali to te problemy zniknęły – aczkolwiek nigdy nie włączyli do diety ponownie cukrów złożonych. Moim zdaniem jest to jakaś forma nietolerancji na nie, brak elementów trawiących? Jedna znajoma, hiszpanka, strasznie się żaliła, że jak jedzie do rodziny to przeżywa horror, bo w Hiszpanii jedzenie jest tradycją, a ona praktycznie wszystkiemu musi odmawiać, bo wszystko zawiera mąkę, ryż, itd. Wiem, że istnieją też ludzie z poważnymi chorobami którzy spożywają np. tylko tłuste mięso raz dziennie. Ogólnie da się tak żyć, aczkolwiek nie sądzę, że jest to optymalna dieta.

      Co do badań nie wiem, wyszukaj, na pewno jakieś są. Ja się posiłkuję historiami ludzi, których poznałam dzięki sporej grupie paleo w Berlinie.

      Polubienie

      1. Aaa no pomieszało mi się, w Dukanie też się węgle ogranicza i coś tam jest o „ketozie białkowej” to myślałam, że to to samo 😉 dzięki za rozjaśnienie

        Polubienie

        1. Tak, ogranicza się początkowo, ale potem szybko dodaje. Problem diety Dukana polega na tym że jest ona wysokoproteinowa i nie dostarcza zdrowych tłuszczy. A taka dieta prędzej czy później robi spustoszenie. Dlatego części osób pomaga, ale sporej części nie – a nawet szkodzi.

          Polubienie

  10. Autorko – rozumiem, że gdyby twoja babcia i mama zmarły na raka jajników na przykład i byłabyś w grupie ryzyka, to z uśmiechem twierdziłabyś, że nie zachorujesz na raka, bo stosujesz zdrowy tryb życia, dobrze się odżywiasz i żyjesz w samym sercu natury? Serio? Piszesz bloga, czyta cię dużo osób, Angelina poddała się operacji, bo nie chciała osierocić dzieci, a genetyka jest genetyką, to są medyczne fakty. Jeśli myślisz, że na raka choruje się tylko dlatego, bo je się niezdrowo i żyje w zanieczyszczonych miastach, cóż, myśl, ale nie pisz takich rzeczy na blogu, jeszcze któraś dziewczyna w takiej sytuacji uwierzy przez ciebie, że lekarze to samo zło!

    Polubione przez 1 osoba

      1. Też o tym pomyślałam, aczkolwiek jak wiadomo – gdy rak się pojawia to jest już za późno. Ale jeśli faktycznie Angelina ma mieć raka, to będzie go miała, po prostu w innym miejscu zaatakuje i może później. No chyba, że wytnie sobie wszystkie części ciała. Tylko wtedy nie będzie kogo okrzykiwać bohaterką…

        Polubienie

        1. Rak to nie wyrok śmierci. Kiedy badania przeprowadza się regularnie, wiedząc o swojej genetycznej skłonnosci, to nawet w przypadku jego wykrycia, wczesne stadia są z reguły wyleczalne. Problem pojawia się, kiedy zaczyna boleć, bo wówczas faktycznie może być już w zaawansowanym stadium.

          Polubienie

      2. Dokładnie – uporczywe myślenie o chorobie i zamartwianie się już samo w sobie niesie ryzyko zachorowania, w myśl „samospełniającej się przepowiedni”- „samospełniające się proroctwo”

        Polubienie

    1. Niestety, medyczne fakty są takie, że genetyczne uwarunkowanie to max. 20% odpowiedzialności za raka. Największy wpływ na tą chorobę ma środowisko (czyli to co codziennie wdychasz i jesz) i psychika. Ktoś tu wspomniał, że Angelina pali papierosy… Nie wiem czy to prawda, czy nie, ale jeśli tak, to tylko pogratulować jej logiki…

      Polubienie

    2. Droga Karolino przeczytaj sobie fajna książkę Bruca Liptona – przeskok ewolucyjny. serdecznie polecam. a potem napisz ten komentarz jeszcze raz. Dajesz się po prostu omamiać że jesteśmy obciążeni genetycznie a to jest tylko mit żebyś się leczyła i leczyła i… no bo musisz, przecież jesteś obciążona genetycznie. Poczytaj proszę z całego serca.

      Polubienie

    3. Moja mama ma raka piersi i jestem w grupie ryzyka. Czy to oznacza, że mam wyciąć sobie zdrowe piersi? Bycie w grupie ryzyka to nie wyrok. Dbanie o siebie i badanie się, żeby jak najwcześniej wykryć rozwijającą się chorobę (która może się rozwinąć, ale nie musi) to jest to, co powinno się robić. A nie odcinać sobie zdrowe części ciała. To nie jest bohaterstwo. To jest strach w czystej postaci i uciekanie przed potencjalnym cierpieniem. Potrafię zrozumieć Twój, Karolino, i Angeliny punkt widzenia, ale mimo wszystko się z nim nie zgadzam.

      Polubienie

      1. WOW, mocne! Współczuję z powodu mamy i jednocześnie podziwiam Twoje podejście. „Uciekanie przed cierpieniem” – pięknie podsumowane. Zgadzam się z tym w 100%! Uciekanie przed cierpieniem i odpowiedzialnością za własne decyzje.

        Polubienie

  11. Ok, ale jak wyjść w takim razie ze skorupy, gdzie człowiek już psychicznie i fizycznie czuje się źle, ma depresję, z ludźmi nie chce gadać bo potrafią tylko narzekać, oceniać, krytykować, krążyć w miejscu i człowiek przesiąka takim środowiskiem.

    Polubienie

  12. LOVE CIĘ! 😉 I nie chodzi o to, czy zgadzam się z każdym zdaniem oddzielnie, ale o to, że w wielu kwestiach myślę podobnie, a czytając Ciebie mam potwierdzenie, że nie tylko ja myślę nienormalnie wg współczesnych norm. Dodajesz siły 🙂

    Polubienie

  13. Trudno zgodzić się z niektórymi tezami np. dot. postu, diety czy też że, „Prawdziwe szczęście pochodzi z cierpienia 🙂 To są opinie, a nie fakty
    i dlatego nie mogę brać tego powagą. Tekst po korektach tego typu, można by zaproponować jako inna perspektywę „młodym” pokoleniom 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  14. Postęp technologiczny to jedna z najlepszych rzeczy jaka nam się przytrafiła. Poszerza naszą wiedzę, kontakty i staje się oknem na świat. Wystarczy jedno hasło w google i bombardują nas z każdej strony informacjami które nas interesują. Rzeczy które jeszcze dla pokolenia naszych rodziców były istną egzotyką i rarytasem dla nas są codziennością. Nie ma nic złego w dążeniu do dobrobytu. Mamy XXI wiek. Standardy życia rosną a wraz z nimi oczekiwania. Nie jesteśmy zwierzętami żeby uważać że micha z żarciem i buda to wszystko czego potrzebujemy i powinniśmy oczekiwać. Cieszę się, że mam szeroki wybór w każdej dziedzinie i nie chciałabym wrócić do czasów gdy go nie było. Robienie z lekarzy i dietetyków mafii która knuje i spiskuje też jest śmieszne. Oczywiście wiemy, że przemysł farmaceutyczny też do końca czysty nie jest i ma czarne karty w historii ale diety jak najbardziej działają. Mają pozytywny wpływ na zdrowie, samopoczucie, aparycję czego sama miałam przyjemność doświadczyć. Natomiast „post” który jest zwykłą głodówką niekoniecznie. Zresztą obecny szał na zdrowy styl życia stał się żyłą złota dla ekologicznych firm, lokalnych sadowników, rolników itd. a więc chemię też łatwo odstawić. Nigdy nie widziałam luksusowej apteki. Jedynie schludną przypominającą szpital cuchnącą lekami. Banki też nic nadzwyczajnego. W sumie jak ma wyglądać budynek powiązany z finansjerą?   Fragment o szczęściu wynikającym z cierpienia to już kosmos. Czy nieszczęścia nas dotykające jakoś nas wzbogacają? Możliwe. Większe doświadczenie, stajemy się silniejsi czasem zachodzi w nas wewnętrzna zmiana. Ale nie znam nikogo kto po serii dramatów życiowych stałby się szczęśliwszym człowiekiem. Zajechało ostro filozofią w stylu matki Teresy. Co do Angeliny to szkoda komentować. Kobieta usunęła pierś z wiadomych przyczyn, jej działania przyczyniły się do zwiększenia profilaktyki wśród kobiet (za co wielkie brawo bo wiele kobiet udałoby się uratować gdyby poddało się badaniom wcześniej) i nie wsadziła sobie rakotwórczych silikonów. Rekonstrukcja piersi polega na utworzeniu fałdki imitującej pierś przy użyciu własnych mięśni pacjentki. Szczerze mówiąc gdyby ludzie wokół mnie mieli takie podejście do świata jak autor to szybko sięgnęłabym po Prozac  

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadza się, ale wszystko ma swoje plusy i minusy i patrzenie tylko na pozytywną stronę postępu technologicznego jest, delikatnie mówiąc, naiwne.

      Co do cierpienia – dramat życiowy nie oznacza automatycznie cierpienia. Jeśli ktoś dostaje ciosy od życia i tylko kuli się i ucieka – pewnie, że nie będzie szczęśliwy. Natomiast ten, kto przyjmuje je, faktycznie wsłuchuje się w negatywne emocje temu towarzyszące i wyciąga z tego lekcję – wychodzi z tego silny i, paradoskalnie, szczęśliwszy. Są również badania potwierdzające, że tacy ludzie żyją najdłużej i najszczęśliwiej.

      Co do Angeliny – masz prawo mieć swoje zdanie. Dla mnie to co piszesz jest tylko potwierdzeniem tezy artykułu. To, czy ma w ciele silikony czy własne mięśnie nie zmienia faktu, że poddała się bezsensownemu (wg mnie) zabiegowi uszkadzającemu zdrowe ciała. Mogła zmienić styl życia, dietę, środowisko – wybrała „łatwe gotowe rozwiązanie” (o których też pisałam w artykule). Nie zdziwię się, jeśli niebawem usłyszymy o jej poważnej chorobie albo nawet śmierci. Natura jest niestety w takich przypadkach bezlitosna. I żadna medycyna ani żadna technologia tego nie zmieni.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Uważam, że wszystko zależy od ludzi a ludzie jak wiemy są różni. Są tacy, którzy wykorzystują narzędzia które nam dano w ciekawy, pożyteczny innowacyjny sposób i są ci, którzy wolą skupiać się na życiu tzw. piwniczaka pospolitego. Ale jak mówiłam wcześniej problem tkwi w nas nie w rozwijającym się w szalonym tempie świecie i tym co oferuje.

        Polubienie

        1. I to jest tzw. „cały obraz” sytuacji? A co z całym zapleczem – kto gdzie i jak wytwarza nam te narzędzia? Gdzie wędrują tony śmieci, które przy tym produkujemy?

          Odpowiedzi są zatrważające i niestety niewygodne. I prawdopodobnie dlatego nikt ich nigdy nie stawia…

          Lepiej mówić o wspaniałym postępie, o np. panelach słonecznych, o tym jak to dzięki nim mamy energię, jesteśmy EKO, nie używamy ropy, niż doszukać się smutnej prawdy – panele słoneczne są wytwarzane właśnie z ropy… Nie są więc żadnym postępem. To samo jest z recyclingiem, komputerami, itd. Jak już wspomniałam – wszystko ma swoje plusy i minusy.

          Polubienie

          1. Śmieci albo nieprzetworzone leżą na wysypiskach albo jak robią duże sklepy składują na dnie oceanu .Podobnie jak odpady radioaktywne też daje się głęboko pod ziemie bo tam są ,,bezpieczne” dla nas tsa. Lekarze zaniżają wszelkie normy i są na usługach firm farmaceutycznych, czasem na siłę robi się z nas pacjentów współczesna medycyna czasem pomaga ale czasem wyzyska i wręcz dobija człowieka.Nie można się od tego systemu całkowicie uzależnić ,niestety w jakimś stopniu człowiek w nim jest bo jak na przykład wcześniej wspomniałaś system jest nawet w lesie.Ważne jest by nie dać odebrać sobie swojej osobowości i emocji .Pozdrawiam.

            Polubienie

    2. Jaką dietę stosowałaś? Mojemu organizmowi czegoś widocznie brakuje, pojawiają się wypryski na plecach, suche paznokcie u stóp, zmęczenie, brak regeneracji, bóle głowy, podkrążone oczy, a badania niczego nie wykazują, dlatego zastanawiam się czy dieta mogła by w tym pomóc.

      Polubienie

    3. Jakos nie widać tego po ludziach od tylu tysięcy lat nie potrafimy sobie poradzić z własnym gatunkiem żeby wkoncu zaprzestać walczyć. Wynalezlismy tyle lekarstw na różne choroby tworząc tym samym nowe choroby i tak w koło niechce się mądrzyć i brzmieć jak nawiedzony wiadomo gram w ta grę to musze grać na tych samych zasadach ale mam dziwne przeczucie ze rewolucja w naszym życiu nie nastąpi poprzez technologię a przez świadomość. To że będziemy latać samochodami czy też będziemy żyli o 100 lat dłużej to zmieni tylko realia wydaje mi się ze ludzkość ma inne zadanie niż ciągły rozwój. Bo wszyscy dobrze wiemy ze rozwój nie ma końca, trochę to smutnie wygląda jak taki koksu mięśniak buduje swoje mięśnie i wciąż buduje no bo co no bo może ale na kiego mu te mięśnie to niewiadomo bo słoiki i tak nawet ja dam rade otworzyć.

      PS. Ciekawym jest to ze zachodnia kultura tak sprytnie tworzy nam potrzeby ze wkoncu sami uważamy ze nam to potrzebne o zgrozo boje się co będzie za 40 lat. Pozdro

      Polubienie

  15. Cześć!

    Początkowo chciałem się z Tobą nie zgodzić bo uważałem, że za bardzo generalizujesz. Im dalej w tekst tym bardziej uważałem, że jednak masz rację, aż zacząłem się zbliżać do końca i znowu miałem odmienne zdanie.

    „Ten kto uczy sam siebie ma głupca za nauczyciela”.

    W wielu przypadkach masz słuszne spostrzeżenia i diagnozy, ale nie zawsze zgadzam się z proponowanymi rozwiązaniami.

    Tak czy inaczej przynajmniej masz wyraziste zdanie i zachęcasz mnie do polemiki.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Ale nie napisałeś z czym konkretnie się nie zgadzasz i dlaczego. To raz. Dwa – nie jest moim celem nikogo przekonywać. Tylko właśnie zachęcić do polemiki. Do własnego myślenia. Sam fakt, że sądzisz, że chcę tu kogoś przekonywać by „robił jak mówię” jest najlepszym przykładem tego mentalnego zniewolenia, o którym jest artykuł…

      Polubienie

      1. Angelina Jolie ma aktualnie w piersiach rakotwórczy silikon. Angelina Jolie pali papierosy – też rakotwórcze. Zgadzam się z autorką, coś tu nie gra……

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s