siatkówka plażowa

Jak odnaleźć siebie?

Ile razy mówiłeś: „To nie dla mnie”, „Jestem za mało zdolny/mądry/przystojny/bogaty”, „To nie w moim stylu”, itd? Ile razy z góry zakładałeś, że coś Ci się nie spodoba, że coś nie ma sensu, że się nie uda?

Wychowani w zachodnim świecie, mamy niesamowitą tendencję do „definiowania” siebie. Do budowania jakiegoś nienaruszalnego, nietykalnego „Ja”, którego potrzebujemy, by „być kimś”. Ta potrzeba nie wynika jednak z naszego wnętrza, ale jest sztucznie kreowana przez świat zewnętrzny, już od naszych najmłodszych lat.

Nasze przekonania o nas samych, o tym, co lubimy, a czego nie, nie pozwalają nam cieszyć się życiem w pełni. Przekonanie, że znamy samych siebie, nasze potrzeby, upodobania, itp. jest na rękę każdemu, kto chce nam coś sprzedać. Bo przecież praktycznie każdy produkt można „zapakować” i zareklamować wtedy tak, byśmy uwierzyli, że „jest to coś właśnie dla nas”:

  • Wegetarianin? Nie ma problemu, nasze menu (pełne mięsa) zawiera opcję „Veggie Burger”! Stworzone z myślą o Tobie!
  • Fan sportowych aut? Nie ma problemu, nasza firma (tworząca zwykłe, przeciętne samochody) ma w ofercie model ze specjalnym, „sportowym” nadwoziem! Stworzone z myślą o kierowcach takich jak Ty!
  • Świadomy rodzic? Nie ma problemu, nasza firma (produkująca sztuczną, bezwartościową żywność) ma w ofercie również specjalny, bezglutenowy produkt! Stworzony z myślą o kimś takim jak Ty!

natura

Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć, że dzięki takim właśnie mechanizmom namawia się:
  • Wegetarianina, czyli osobę silnie sprzeciwiającą się zabijaniu zwierząt do finansowania biznesu, który te zwierzęta masowo zabija
  • Fana sportowych aut, którego nie obchodzą zwykłe samochody do finansowania produkcji przeciętnych modeli
  • Świadomego rodzica, sprzeciwiającego się niezdrowym nawykom żywieniowym do finansowania firmy, która truje ludzi swoimi toksycznymi produktami

Im silniej się z czymś utożsamiamy tym łatwiej nam coś „wcisnąć”. Im bardziej kurczowo trzymamy się jakiegoś wyboru i jakiegoś światopoglądu – tym łatwiej nami manipulować. Bo takie myślenie bardzo szybko prowadzi do radykalizmu, czyli wiary, że istnieje jakaś „jedna, wielka, nienaruszalna, prawda”.

Najlepszym tego przykładem jest ostatnia wojna o szczepienia, o której już kiedyś wspominałam. Mamy radykalizm zarówno po jednej jak i po drugiej stronie. Radykalnym przeciwnikom szczepień, można wmówić wszystko, ostatnio szerzyli oni „wielką, świętą prawdę” o tym, że „wirusy nie istnieją, bo ich nikt nigdy nie widział”.

Ale dokładnie to samo tyczy się osób radykalnych po drugiej stronie – ci z kolei uwierzą we wszystko, co opowie im „wielka, święta prawda” w postaci współczesnej medycyny. Jeśli jutro jakiś „poważany” lekarz wyskoczy z pomysłem, by szczepionki wzbogacić potrójną dawką rtęci czy aluminium – oni będą nadal krzyczeć, że „to nie jest szkodliwe”, „nie ma żadnego związku z autyzmem”, itd.

Negowanie życia

zachód słońca

W obu przypadkach jakiekolwiek własne, krytyczne myślenie po prostu nie istnieje. Istnieje za to bardzo silna tożsamość „antyszczepionkowca” po jednej stronie oraz „wyznawcy medycyny” po drugiej. Jest ona na tyle silna, że takie osoby dosłownie powtarzają w kółko te same mantry. Jedni są przekonani, że jeśli „negują skuteczność szczepień to są naiwni”, drudzy, że jeśli „negują szkodliwość szczepień to są naiwni”Koniec końców naiwni są i jedni, i drudzy, bo dają się manipulować.

Dokładnie takie same mechanizmy produkują religijnych fanatyków. I są tak samo śmiertelne niebezpieczne zarówno dla innych, jak i dla samych „zainfekowanych” radykalizmem.

I tak samo również i Ty, za każdym razem, gdy radykalnie coś odrzucasz, zabierasz sobie szansę na poznanie życia w pełni. Na zebranie wszystkich dostępnych informacji i wyciągnięcie własnych wniosków. Na życie „po swojemu”, a nie tak jak dyktują Ci to inni. Na poszukiwanie prawdziwego szczęścia.

Tak samo jak „antyszczepionkowiec” odrzuca masę informacji tylko i wyłącznie dlatego, że jego tożsamość, czyli to, co o sobie myśli i jak siebie definiuje mu to nakazuje, tak samo Ty odrzucasz masę życiowych ofert, możliwości, okazji, bo Twoje zdefiniowane „Ja” Cię do tego nakłania. 

Ile razy narzekamy na to, czego nie mamy, czego nie możemy, czego nie umiemy nie spojrzywszy nawet dokładnie na to, co życie nam oferuje w danym miejscu i momencie? Na to co możemy w danej chwili? 

Każdy moment Twojego życia Cię zmienia

Kanion Antylopy

Powyższe zdjęcie pochodzi z Kanionu Antylopy, prawdopodobnie jednego z najpiękniejszych miejsc na świecie. Nie weszłabym tam i nie zrobiła tego zdjęcia, gdybym słuchała swoich lęków i rozumu. Wycieczka w to miejsce kosztowała niebagatelne 50 dolców, a ja byłam przekonana, że „umrę ze strachu” i nawet tam nie wejdę. Mam bowiem jakąś fobię przed wszelkimi jaskiniami, skałami, itp. strukturami. I prawdopodobnie ten strach podpowiadał mi, że „to nie ma sensu”.

Ale lata doświadczeń z podobnymi sytuacjami nauczyły mnie, że gdy słyszysz w swojej głowie takie słowa – to warto zrobić odwrotnie. I jakież było moje zdziwienie gdy na miejscu okazało się, że mój lęk dosłownie wyparował pod ciężarem piękna i dostojności tego miejsca. 

I podczas tej jednej, niby turystycznej wycieczki doświadczyłam i dowiedziałam się wielu niesamowitych rzeczy, zdecydowanie wartych dużo więcej niż te 50 dolców. Ale o tym w innym artykule. Wracając do tematu:

Nigdy nie znasz siebie w 100%

horse bent

I nigdy nie będziesz znał, bo ciągle ewoluujesz, ciągle się zmieniasz. Niezależnie od tego jak „dorosły” czy „zdefiniowany” myślisz, że jesteś. Niezależnie od tego jak poukładane jest Twoje życie. Każdy dzień podsyła Ci masę ofert, by doświadczyć czegoś nowego. Ile z nich odrzucasz, bo mówisz „chcę czegoś innego”?…

Może patrząc na zdjęcia palm i turkusowej wody mówisz „nie chcę być tu gdzie jestem, chcę być tam”? Ale nie jesteś. I niestety jeszcze nie wynaleziono teleportacji…

Więc jedyne co możesz zrobić to chłonąć obrazy, momenty, dźwięki, sygnały, możliwości jakie daje Ci życie tu i teraz. Poddawać się im i pozwolić, by ciągle Cię zmieniały.

Szukać tych bodźców. Bo im bardziej i im szybciej się zmieniasz – tym większe Twoje szanse na to, że kiedyś znajdziesz się tam, gdzie chciałbyś być. I że staniesz się tym, kim chciałbyś być.

Gdybym ja tylko narzekała na brak palm i słońca – moje życie nigdy by się nie zmieniło. To, że dziś żyję tak jak chcę i tam, gdzie chcę jest tylko i wyłącznie wynikiem splotu różnych decyzji i wydarzeń, których nie da się z góry przewidzieć. Które często nie miały żadnego sensu. A innym wydawały się wręcz absurdalne.

Nie raz słyszałam od ludzi „Ale po co Ty to robisz?”. Nie wiem. Po prostu robię.

Po co teraz uczę się greckiego? Nie wiem, teoretycznie nigdy mi się to do niczego nie przyda. Teoretycznie… Po prostu mogę, mam tę możliwość, więc z niej korzystam.

Tak samo było, gdy uczyłam się niemieckiego jako dziecko, potem hiszpańskiego, portugalskiego i w końcu francuskiego. Każdy z tych języków otworzył przede mną drzwi do nowego, wspaniałego i przepastnego świata, każdy dał mi nowe możliwości. A ostatnie drzwi – języka francuskiego – zaprowadziły mnie właśnie na Karaiby.

Zacznij mówić życiu „Tak”

Kiedyś widziałam film o tytule „Yes Man”. Film nie najwybitniejszy, ale jego przesłanie bardzo silne. Główny bohater, któremu w życiu przytrafiło się parę nieszczęść (np. porzucenie przez ukochaną kobietę) żyje w kompletnej stagnacji. W jego życiu jest coraz gorzej, ale on, zamiast działać, pozwala by wszystko dookoła niego dosłownie się rozsypywało. Nawet jego długoletnia przyjaźń.

Pewnego dnia spotyka swojego dawnego znajomego, który dosłownie tryska optymizmem. Wydaje się nawet nieco szalony. Siłą zaciąga głównego bohatera na spotkanie grupy „Yes Man-ów”, czyli osób, które mówią wszystkiemu „Tak”. I zostaje niejako zmuszony, by czynić podobnie.

Idea z oczywistych względów wydaje się naiwna. I pierwsze sytuacje, w których główny bohater mówi każdej okazji „tak” (między innymi bezdomnemu, który prosi go o podwiezienie) prowadzą go w dość niemiłe tarapaty – kończy samotny, w środku ciemnego parku, bez telefonu, bez benzyny w aucie i bez pojęcia, co ma zrobić…

Ale właśnie te niemiłe zdarzenia sprawiają, że poznaje osobę, która okaże się miłością jego życia. I tu właściwie mogłaby się ta komedia skończyć, gdyby nie bardzo ważny fakt – główny bohater nigdy nie zbudowałby z nią relacji, gdyby nie był zmuszony mówić wszystkiemu „tak”.

Bo ta dziewczyna okazuje się szaloną optymistką, próbującą absolutnie wszystkiego. I taka relacja kompletnie zmienia głównego bohatera w człowieka, który przestaje bać się życia. I zaczyna z niego w pełni czerpać. 

Nie patrząc na swoje lęki, na to czy coś ma sens, czy się „uda”, czy nie. Bo życia nie da się z góry przewidzieć. Bo jutro nie będziesz tym, kim jesteś dzisiaj. Bo ciągle się zmieniasz, nawet jeśli tego nie chcesz…

zachód słońca arizona

Jaki z tego morał? Bynajmniej nie taki, że jak będziesz pomagać bezdomnym to poznasz wielką miłość i odnajdziesz wieczne szczęście. Morał jest taki, że warto mówić życiu „tak”.

Może nie w absolutnie każdej sytuacji i każdej życiowej „ofercie”, bo faktycznie czasem ryzyko jest zbyt wysokieAle warto próbować życia na tyle, na ile możemy. Na ile starcza nam energii. Bo najczęściej nie mamy naprawdę nic do stracenia, a mimo to mówimy sobie „nie”. Negujemy własne życie.

Warto zapominać o naszych przyzwyczajeniach, naszych przekonaniach, nawet o naszym strachu – i pozwolić życiu, by pokazało nam wszystko, co ma nam do zaoferowania. Bo nigdy nie znamy siebie do końca. I to, co o sobie samych myślimy bywa bardzo, bardzo błędne.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

13 myśli nt. „Jak odnaleźć siebie?”

  1. „Należy w życiu spróbować wszystkiego – ciekawe, że znacznie częściej fraza ta oznacza narkotyki i amatorskie porno niż fizykę kwantową czy chemię molekularną.”

    Lubię to

    1. To jest myślenie jednopłaszczyznowe i bardzo radykalne. Czy narkotyki same w sobie są złe? Chyba raczej ich użycie, bo to, co nazywamy narkotykami było od wieków używane… jako medycyna 😀 Więc nota bene jest dobre. Narkotyki same w sobie nie powodują cierpienia, to cierpienie jest powodem sięgania po używki, jak nie takie to inne. A cierpienie – cóż, to po części wynika właśńie z braku prawdziwego, pełnego życia. Z więzienia, jakie sami sobie tworzymy.

      Lubię to

  2. Dosłownie tak jak mówisz. Przyleciałem dzisiaj na Gwadelupę. Nic nie zwiedziłem poza marketem gdzie musiałem zaopatrzyć sie w żywność i zameldować sie w wynajętym prywatnym domku. Nawet jeszcze nie wiem gdzie dokładnie jestem a już wiem,ze najlepsze dopiero przede mną. Strach i lek oczywiście mi towarzysza bez dwóch zdań ale już to przechodzę nie pierwszy raz. Fajnie byłoby kogoś spotkać kto już tu jest bo taki „nowy” tutaj to jednak sie trochę czuje obco hehe. Artykul bardzo fajny i czekam na następne 🙂

    Lubię to

  3. „Namawia się wegetarianina, […] do finansowania biznesu, który te zwierzęta masowo zabija.” – mocne i prawdziwe stwierdzenie. A sama wcześniej w ten sposób o tym nie myślałam.
    Ładnie podjęłaś temat, zresztą spora część Twojego bloga jest o tym – że próbując, nawet jak się nie uda, zawsze coś zyskasz, a tego, czego nie spróbowałeś mimo podszeptów intuicji, będziesz żałować na łożu śmierci.

    Lubię to

  4. Taką już mamy słabość. Przypinamy sobue etykietki, do ktorych się przyzwyczajamy, stawiamy sobie ograniczenia i zamykamy się na zmiany.
    Z tą ewolucją, to niestety jest tak, że odnoszę usilnie wrażenie, iż niektórzy przez lata wcale nie zmieniają, tylko tkwią w tych samych schematach. A dlaczego ? Bo zdają sięn ie myslec, nie poddawać swojego życia zastanowieniu. Pozwolili by inni kierowali ich losem, stery swojego życia oddali społeczeństwu, mediom, opinii publicznej, najbliższemu otoczeniu. A wystarczy włączyć myślenie, słuchać głosu serca – wewnętrznych pragnień, marzeń, poznawać siebie i własne dziwactwa, które czynią nas wyjątkowymi i tworzą naszą indywidualność.

    Lubię to

  5. Bardzo, bardzo lubię czytać Twoje wpisy 🙂 Również uważam że trzeba spróbować – pod koniec życia będziemy żałować ze byliśmy tchórzami! A życie jest fajne i daje tyle możliwości… Pozdrawiam jak zawsze cieplutko 🙂 Puszkowa

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s