Naturalny lek na migreny – jak przypadkiem go odkryłam

Migreny towarzyszą mi odkąd pamiętam. Kiedyś miewałam je nawet raz na tydzień. Przez lata poszukiwałam ich przyczyn i mimo, że znalazłam wiele z nich, nigdy nie udało mi się ich całkowicie wyeliminować. Ale podczas mojego ostatniego pobytu w Stanach zupełnie przypadkiem odkryłam „lek”, który całkowicie je uśmierza.

Migren jest tyle, co ludzi i u każdego mogą być wywołane przez coś innego. Dlatego tak ciężko z nimi walczyć. Przyczyny nie są też oczywiste. W moim przypadku było to kilka rzeczy:

Aspartam

guma do żucia

Sztuczny, bardzo niebezpieczny słodzik, dodawany dziś niestety już nawet do jedzenia dla niemowląt. Gdy odkryłam, że podstawowy efekt uboczny jego działania to silne bóle głowy (a podawany szczurom wywoływał raka mózgu) – odstawiłam go niemalże natychmiast. Po 2 tygodniach od odstawienia wszelkich produktów z aspartamem, w tym głównie gum do żucia – moje częste migreny ustały (wcześniej miewałam je co najmniej raz na tydzień)

Czerwone wino

czerwone wino

Nigdy nie spożywałam go dużo, ale zauważyłam, że wypicie więcej niż pół kieliszka powoduje u mnie migreny, zwykle następnego dnia, jeśli wypite jest wieczorem. Nie, to nie jest zwykły kac 🙂 Wino znane jest z tego, że może wywołać migreny. Co ciekawe, żadnych problemów nie mam po spożyciu „młodego” lub białego wina. Prawdopodobnie substancje wywołujące migreny rozwijają się dopiero po dłuższym leżakowaniu i tylko w czerwonym winie.

Czekolada

czekolada

Na blogu często wspominam o ciemnej, gorzkiej czekoladzie (85% i więcej) jako idealnym „smakołyku” na diecie pierwotnej i przy cukrowym detoksie. Niestety pomimo, że prawdziwa czekolada ma masę dobroczynnych właściwości, zawiera podobne substancje jak czerwone wino – i również powoduje u mnie migreny. Odkryłam to dopiero na Karaibach, gdzie mając dostęp do świeżego kakaowca spożywałam naprawdę spore jej ilości.

Niepełny sen

sen

Z tym mam problem do dziś, mimo, że sypiam regularnie ponad 7,5 godziny. Niestety np. podczas podróży czasem nie jest to możliwe. Rola snu w naszym życiu jest bardzo bagatelizowana – a jest on, według mnie, jednym z najważniejszych, obok stresu, elementów decydującym o jakości naszego życia.

Stres

budzik

I jak wyżej – czasem nie da się dobrze spać, bo gnębi nas stres. I o ile nie możemy go całkowicie wyeliminować, o tyle możemy go minimalizować. A w szczególności tzw. chroniczny stres, czyli uczucie ciągłego napięcia, lęku, niepewności – to powoli nas zabija. 


Eliminacja

papryczki

Oczywiście niełatwo znaleźć winnych w swojej diecie, ale jeśli miewasz silne bóle głowy polecam odstawienie na jakiś czas wyżej wymienionych substancji i szukanie ewentualnie innych, które mogą powodować migreny u Ciebie.

Pamiętaj, że ból głowy sam w sobie jest po prostu wołaniem Twojego organizmu, że „coś nie gra”, że z czymś sobie nie radzi. Na pewno zdrowa dieta tutaj bardzo pomoże, ale – tak jak w moim przypadku może się okazać, że nawet „zdrowe” rzeczy w nadmiarze nam szkodzą. Dlatego zalecam poważną obserwację swojego organizmu i szukanie własnej drogi.

Naturalne uśmierzanie bólu

papryczki jalapenos

Jednym ze sposobów, który odkryłam na Karaibach jest roślina o nazwie „Dolipran” i „Eferalgan”. Na pewno te nazwy kojarzycie. Tak – producenci tabletek przeciwbólowych ukradli sobie nazwy roślin, zawierających podobne związki chemiczne.

Ale o ile tabletka działa błyskawicznie i bardzo podrażnia nam organizm (a przy długotrwałym stosowaniu poważnie uszkadza nam układ pokarmowy) – o tyle napar z roślin działa powoli i jest łagodny dla organizmu. Kreole (natywni mieszkańcy Karaib) przyrządzają sobie na różne dolegliwości różne mieszanki ziołowe – na migreny polecają właśnie dolipran z lokalną odmianą mięty i jeszcze kilku innych roślin wzmagających jego działanie.

Niestety ten sposób nie nadaje się za bardzo na podróże – wszakże nie zawsze jesteśmy w stanie przyrządzić sobie i wypić w spokoju taki napar. Również podczas mojej ostatniej wizyty w Stanach – gdy dopadła mnie migrena – byłam zmuszona poszukać zwykłych tabletek.

Niesamowite odkrycie

salsa i chipsy

Ale zwykle czekam z tabletkami do ostatniego momentu – gdy ból jest już nie do zniesienia. W międzyczasie wybraliśmy się z moim chłopakiem do restauracji. Było to jedno z głośnych, żywych i znanych miejsc w San Diego. Nie najlepsze otoczenie dla kogoś z bólem głowy. Ale mimo to wytrzymałam bardzo długo. Nietypowo długo. Za długo…

Gdy wyszliśmy z restauracji zdałam sobie sprawę, że moja migrena zniknęła. Po raz pierwszy w życiu. Tak po prostu – była i nagle jej nie ma!

Szybko zaczęłam analizować kiedy – i okazało się, że musiało to nastąpić już po zjedzeniu przystawki. Byliśmy w knajpie meksykańskiej. Przystawką były chipsy z tortilii kukurydzianej i salsa. Popijane lodowatą wodą.

Z migreną trzeba ostro

papryczki karaibskie
Ostre papryczki karaibskie

Trzeba ostro jeść. Trzeba po prostu zjeść ostre papryczki. W internecie znalazłam skrawki informacji o tym, że zawierają one jakiś związek uśmierzający ból, że kiedyś ludy go używały, ale że już wszyscy o tym zapomnieli… 

I faktycznie, doświadczenie to powtórzyłam jeszcze 2 razy podczas pobytu w Stanach i wczoraj, już po powrocie na Karaiby. Zarówno papryczki „jalapeno” (bardzo popularne i pyszne), zwykły pikantny sos jak i lokalne, bardzo ostre papryczki na Gwadelupie zdały egzamin. Ból głowy w ciągu maksymalnie kilku godzin całkowicie minął.

Pierwszy raz od dziesięcioleci jestem w stanie wygrać z migreną bez użycia silnych, wyniszczających mój organizm tabletek. Działanie papryczek jest dużo szybsze i silniejsze niż działanie naparu z dolipranu. No i mam ich tu pod ręką masę…

Wypróbuj sam!

sosy

Będziesz potrzebować jak najostrzejszych papryczek. Ponoć różne zawierają różne ilości substancji, która uśmierza ból, ale ostatecznie każdy typ się nada. Chodzi tylko o to, by były ostre. Najwyżej będziesz musiała zjeść ich dużo więcej.

Takie papryczki można bez problemu zamrozić w słoiczku lub zmielić i mieć zawsze pod ręką. Wystarczy wymieszać je z oliwą z oliwek i tzw. passatą (czyli 100% sosem pomidorowym) i voila! Lek na migreny gotowy.

Najlepiej spożywać z jakąś formą domowych „chipsów” – ja piekę orkiszowe, ale nada się naprawdę każdy typ „pieczywa”. Samego sosu wypijać nie polecam – to się źle kończy, wierzcie mi :-).

Do tego lodowata woda. Do dziś się zastanawiam, czy to papryczki czy może ona, czy ich wspólne działanie… Wrzucamy kilka kostek lodu i zalewamy zimną wodą. Nie jest to najzdrowsze, ale według moich obserwacji jest niezbędne.

Tak więc, po prawie 20 latach męk i walk z migreną – ostatecznie zwyciężyłam. Oczywiście idealnie byłoby ją całkowicie wyeliminować, ale obawiam się, że to niemożliwe. A ostry sos z chipsami parę razy w roku na pewno nie zaszkodzi.
Mam nadzieję, że ten sposób pomoże również Wam, aczkolwiek jeszcze raz powtórzę, że każdy organizm jest inny i jest możliwe, że w Waszym przypadku nie zadziała. Warto jednak spróbować – nie ma tu przecież nic do stracenia!

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

17 myśli nt. „Naturalny lek na migreny – jak przypadkiem go odkryłam”

  1. Czy na produktach, w których znajduje się aspartam jest wymieniany w składzie?
    Zastanowiło mnie to bo przeczytałem, że jest w multiwitaminach bierdronki. Co prawda multiwitamin nie kupuję, ale mam magnez biedronkowy w domu i tam przynajmniej nie jest wymieniony.

    Polubienie

  2. Tak przeczytałem o metodzie uśmierzania bólu za pomocą kapsaicyny – tych papryczek. Przyznam, że choć czytałem, nigdy nie spróbowałem tak leczyć migren. Mi towarzyszyły dość często silne bóle głowy przy okazji pracy, którą wykonywałem przez 12 lat. Zmieniłem i – jak ręką odjął. Serio. Ale do rzeczy.
    Z tego co czytałem, wcale nie trzeba jeść dużej ilości papryczek. Wystarczy pewną ilość np. suszonej papryczki przyłożyć w okolicę bolącego miejsca, i jakiś czas potrzymać. Godzinę, kilka… zależy. Nie jest to problem np. w przypadku bólu kolana czy innej części ciała, ale z głową – ja bym przyłożył na skronie.
    Może, ale zaznaczam, może – gdybym miał taki problem, spróbowałbym zamiast samej papryczki użyć jednego z sosów sprzedawanych wysyłkowo. One mają stężenie znacznie przekraczające stężenie w papryczkach, o których piszesz. Niektóre większe nawet niż naturalnie papryka może mieć (wliczając w to Trinidad Moruga Scorpion czy Bohut Jolokia).
    Myślę że da się zastosować leżąc. Czemu leżąc – bo nie dostanie się do oka. 🙂

    Polubienie

  3. Bardzo inspirujacy blog.
    Jestem przedstawicielka zawodu medycznego i niestety wiekszosc osob myli bole glowy(o podlozu np.stresowym czy napieciowym)z migrenami.Migrena i jej przyczyny to temat rzeka dla neurologow:do dzis niezanne sa jej przyczyny.Gwarantuje,ze z atakiem migreny nikt nie wyjdzie z domu.Przypominaja bowiem one powazne zatrucie(z wymiotami),swiatlowstretem oraz totalna niemoznoscia wstania z lozka.Sama cierpie na chroniczne bole glowy jednak nie sa to tak popularne”migreny”.Na migrene natomiast cierpiala moja mamusia.Sa to dolegliwosci podlegajace pod leczenie lekarskie a srodki przeciwbolowe dostepne ogolnie nic nie pomagaja.To sa grupy lekow na recepte.
    Ale sprobuje te papryczki na moje”ogolne”bole glowy.

    Polubienie

    1. Zgadzam się, ja miałam i niestety nadal rzadko ale trafia się że mam migrenę, czyli nie zwykły ból głowy tylko ból powodujący kompletną dysfunkcję organizmu. Na szczęście dzięki papryczkom potrafię nad tym w porę zapanować.

      Polubienie

  4. U mnie migreny mają dwie główne przyczyny (jak wiadomo, odkryte przypadkiem): środowisko/klimat i cukier.
    Po pierwsze: wyjechałam z Europy do Azji – i nagle migreny zniknęły. Przez 10 miesięcy bodajże dwa razy mnie dopadły, gdzie wcześniej w cywilizacji miewałam bóle głowy prawie codziennie, a porządne migreny raz na miesiąc (ja z tych co na okres zamiast bólu brzucha to migrenę…).
    Wróciłam do cywilizacji i suchego klimatu – i nagle wróciły i bóle głowy.
    Ale potem zaczęłam poważnie zmieniać swoją dietę – ograniczając cukier do minimum, używać do wypieków surowego miodu i syropu klonowego. Przestałam kupować sklepową czekoladę (i tak brałam zawsze gorzką 70%) tylko robię sobie czekoladę sama, z oleju kokosowego, kakao i miodu. I wiecie co, jakoś te bóle głowy rzadsze są, o migrenach nie mówiąc. I mam tak, że jak zjem coś bardzo słodkiego z białym cukrem (ostatnio Rafaello) – to prawie natychmiast zaczyna mnie boleć głowa… Nie wiem czy to z jakiegoś nastawienia psychicznego nie wynika czy co – ale im mniej cukru, tym moja głowa w lepszej kondycji.

    Polubienie

    1. Cukier też jest częstym winowajcą, choć u mnie nie sprawiał nigdy problemów (ale może właśnie dlatego, że większość życia go nie spożywałam w nadmiarze). Jest to logiczne, jako że cukier powoduje dosłowne spustoszenie w naszych organizmach.

      Polubienie

    1. mniej wiecej. Ja robię orkiszowa pełna mąka, trochę białej, oliwa z oliwek, woda, sol pieprz, pietruszka, ew. czosnku troche z ostrą papryczką suszoną też. Można dodać sody albo proszku do pieczenia, powstaną bąbelki 🙂 Rozwałkować na cieniutko do piekarnika na 20-30min w temp. ok. 170-180st. Pognieść na kawałki i voila! Takie samo ciasto robię jako spód do ekspresowej pizzy od czasu do czasu.

      Polubienie

      1. Dzieki za podpowiedz.Ja tez juz od dluzszego czasu uzywam tylko maki orkiszowej,bo ma mniej glutenu i nie jest zmodyfikowana jak zwykla pszeniczna.No i orkisz nie lubi chemii w czasie wzrostu.Ja tortille robie z maki kukurydzianej i orkiszowej.
        Pozdrawiam.

        Polubienie

        1. Ja uwielbiam od małego orkiszową. Nigdy nie przepadałam zresztą za pszenicą. Mąkę kukurydzianą też zamierzam upolować bo w smaku też jest ciekawa. Ale tu już potrzeba organicznej bo kukurydza jest chyba najbardziej zanieczyszczoną rośliną dziś po soi…

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s