Dlaczego tyjemy od chleba?

Słychać o nim coraz częściej. Indeks glikemiczny pojawia się wszędzie tam, gdzie poważnie porusza się temat diet, otyłości, cukrzycy, itp. Ale co dokładnie kryje się pod tym pojęciem? Zrozumienie tego zagadnienia jest kluczowe w zrozumieniu dlaczego współczesne jedzenie tak negatywnie wpływa na nasze organizmy i dlaczego widać to dopiero po wielu latach.

Spokojnie, to naprawdę proste. Nie będzie skomplikowanego, naukowego bełkotu, ani zawiłych wykresów. Będzie o indeksie glikemicznym, jego „bracie” – ładunku glikemicznym i o „pani” insulinie. Ale po kolei:

Jej wysokość insulina

tarta cytrynowa

Zacznijmy od tego, co pozwoli nam zrozumieć mechanizm utylizowania cukrów przez nasze ciała i to, dlaczego tyjemy od pieczywa, a od owoców nie, mimo, że oba posiadają sporo węglowodanów.

Insulina produkowana jest przez trzustkę i jest transporterem glukozy do komórek. To taka „pani”, która, gdy tylko wyczuje, że do naszego ciała dostał się cukier – wyrusza w podróż po naszym krwiobiegu by „za rączkę” zabrać cząstki glukozy (takie małe panoszące się dzieci) i zaprowadzić je do wnętrza komórek. W całym procesie biorą jeszcze udział „panowie minerałowie”, którzy „otwierają drzwi” tych komórek i wpuszczają dzieci do środka.

Pani insulina radzi sobie dopóty, dopóki ilość tych „dzieci” (czyli glukozy) w krwiobiegu nie przekracza pewnych naturalnych dla nas wartości. Jeśli wpadnie ich naraz cała zgraja, w dodatku błyskawicznie szybko – pani insulina nie potrafi zapanować nad takim bałaganem. Kończy się to tak, że biedna mnoży się i mnoży i biega jak szalona po naszym krwiobiegu w totalnym chaosie.

tiramisu
Kiedyś ciasta jadło się tylko „od święta” czyli kilka razy w roku… Pani insulina sobie z tym radziła.

Niestety właśnie taki bałagan powodują w naszym ciele współczesne przetworzone produkty żywieniowe. Za każdym razem gdy zjadasz bułkę, słodzisz herbatę czy nawet popijasz słodki owocowy koktajl – Twoje ciało jest atakowane przez zgraję takich małych „dzieci” (cząsteczek glukozy), siejących mniejsze lub większe spustoszenie.

Jeżeli taka sytuacja się powtarza i dodatkowo masz niedobory minerałów (a kto ich dziś nie ma!) – doprowadzasz do szału panią insulinę i produkującą ją trzustkę – bo gdy „panów minerałów” jest za mało i nie otwierają drzwi do wszystkich komórek organizm przechodzi w stan tzw. insulinooporności.

Oznacza to tyle, że twoje komórki stają się „oporne” na panią insulinę. Stoi biedna z tymi dziećmi pod drzwiami komórek i nikt jej nie otwiera, więc dzieci panoszą się po Twoim krwiobiegu jeszcze dłużej i dłużej… A pani insulina mnoży się i mnoży, próbując bezsilnie sprostać sytuacji i w końcu – po jakimś czasie – zaczyna strajkować i przestaje w ogóle opuszczać trzustkę. Mówiąc „naukowo” – trzustka przestaje produkować insulinę. Nabawiamy się wówczas cukrzycy typu II.

OK, jak zrozumieliśmy to, to przechodzimy do tematu:

Indeks glikemiczny (IG) – poziom cukru

jagodowe lody

A dokładniej glukozy, na którą przekształcane są cukry złożone podczas trawienia. Oznaczany w skali od 1 do 100, gdzie 100 – najwyższa wartość odpowiada spożyciu czystej glukozy (najszybciej trafi do krwi bo nie wymaga strawienia).

Mówiąc po ludzku – indeks glikemiczny określa to, jak szybko cukier zostanie wprowadzony do naszego krwiobiegu – i im wyższy wskaźnik – tym gorzej dla nas.

Naturalnie występujące pożywienie w swojej pierwotnej formie nigdy nie przekracza wartości 60 indeksu glikemicznego. Przykładowo – bardzo dojrzały banan będzie miał IG = ok. 55-60.

Produkty przetwarzane, oczyszczane, itd. jak np. cukier, wypieki pszenne będą już miały dużo wyższy indeks – od 70 w górę. Białe pieczywo, ziemniaki i ryż potrafią osiągnąć nawet IG = 90.

Warto również zauważyć, że nawet naturalne pożywienie przetwarzane przez nas samych w domu zwiększa swój indeks glikemiczny – przykładowo ugotowana marchew będzie miała IG oscylujące wokół 30-40, ale ta sama marchew przerobiona na puree może osiągnąć wartości dużo wyższe – jak 50 czy nawet 60.

Podobna zasada tyczy się koktajli owocowych – zmiksowanie owoców podnosi ich indeks glikemiczny. Jest to logiczne – taki koktajl jest łatwiejszy do strawienia – co oznacza, że glukoza szybciej dostanie się do naszego krwiobiegu.

Dosyć dobrze obrazuje to przykład z Karaibów – świeża trzcina cukrowa będzie miała indeks glikemiczny oscylujący w okolicach 40-50. Świeżo wyciśnięty z niej sok – już ok. 60. Natomiast ten sam sok podgotowany i zamieniony na cukier – aż 70.

Ładunek glikemiczny (ŁG) – ilość cukru

jagodowe owoce
Owoce „jagodowe” – najzdrowsze owoce na świecie.

Zwykle pomijany, a nie mniej ważny – ładunek glikemiczny informuje nas o ilości glukozy jaka zostanie wprowadzona do naszej krwi. Wyrażany jest w liczbach, gdzie jedna jednostka ładunku glikemicznego odpowiada spożyciu 1 grama czystej glukozy.

Przykładowo – wspomniane puree z marchewki może mieć stosunkowo wysoki IG (ok. 60), ale jego ładunek glikemiczny będzie znikomy – okolice 2-5. Oznacza to tyle, że cukier zostanie wprowadzony do krwi dość szybko, ale w bardzo małej ilości. Będzie to taki malutki, pojedynczy „strzał”. Pani insulina sobie z tym poradzi.

Weźmy inny przykład – również wspomniany już dojrzały banan – IG  podobne do marchewkowego puree (ok. 55-60) – ale ładunek glikemiczny będzie tu już dużo wyższy – oscylujący w okolicach 15, bo banan zawiera w sobie nawet 30 gram cukru, podczas gdy marchewki tylko… 6 gram. I tu pani insulina również świetnie sobie poradzi, no chyba, że zjemy naraz 30 bananów…

Związek indeksu glikemicznego z ładunkiem glikemicznym

szpinak
Zielone liście – warzywa o najniższym IG i ŁG

Indeks glikemiczny zawsze rozważać należy w kontekście ładunku glikemicznego. Tak naprawdę ten drugi wyliczany jest na podstawie pierwszego, pozostają więc w oczywistym związku.

Weźmy bardzo „życiowy przykład” aby zrozumieć dlaczego ten związek jest taki ważny:

Białe pszenne pieczywo potrafi osiągąć IG = 80-90. To bardzo wysoko i często wspominam o tym, że dzisiejsze wypieki są gorsze niż nawet cukier (IG cukru to „tylko” ok. 70). Podobne wartości osiągną białe ziemniaki oraz biały ryż – również od 80-90.

Ale podczas gdy ładunek glikemiczny porcji 150 gram ryżu czy ziemniaków będzie oscylował w okolicach 30-35, ładunek pszennego pieczywa w tej samej ilości osiągnie wartość 90. Czyli trzykrotnie wyższą!

Jaki z tego morał?

warzywa
Kolorowe warzywa to pożywienie o najniższym IG i najniższym ŁG zarazem – do tego z gigantyczną ilością wartości odżywczych.

Po pierwsze taki, że wszystkie produkty przetwarzane, nawet przez nas samych (miksowane, etc) – zwiększają swój indeks glikemiczny, a więc szybciej wprowadzają glukozę do naszej krwi. Im bardziej naturalna forma jedzenia tym lepiej dla nas. Im bardziej przetworzona – tym większe spustoszenie spowoduje w naszym organizmie.

Po drugie to, że wszelka żywność paczkowana, modyfikowana, etc – jest dla nas cichym, powolnym zabójcą. Szczególne miejsce zajmują tu wszechobecne dziś, modyfikowane mąki, przede wszystkim pszenica. Jeśli masz problemy z nadwagą, czy problemy zdrowotne – odstawienie tego typu jedzenia powinno być pierwszym krokiem, jaki wykonasz.

Szczegółowe informacje na temat wartości indeksu i ładunku glikemicznego różnych produktów znajdziecie na australijskiej stronie GlycemicIndex.com. Jest to jedyny taki znany mi serwis. Jeśli ktoś zna polski odpowiednik – będzie miło, jeśli podzieli się linkiem z innymi.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

59 myśli nt. „Dlaczego tyjemy od chleba?”

  1. No to ja dołożę swoje 3 grosze do tematu wegetarianizmu (sam nim nie jestem ale mało jem mięsa). W dzisiejszych czasach ludzie nie muszą jeść mięsa w ogóle bo mogą je zastąpić innym pożywieniem, więc jedzenie mięsa jest związane tylko z tym że lubimy je jeść. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego że w ten sposób zadajemy cierpienie zwierzętom bo ktoś musi to zwierze zabić i często dzieje się to w dość niehumanitarny sposób. Jeśli więc przejmujemy się gdy ktoś przywiąże psa w lesie to musimy zdawać sobie sprawę z tego że sami nie jesteśmy lepsi bo za nas zabijają zwierzęta.
    Co do tego że wegetarianie mają zaburzenie psychiczne to jakaś bujda i z tego co sam zauważyłem to po prostu oni myślą właśnie w taki sposób że nie muszą jeść mięsa. Zdarzają się oczywiście fanatycy, którym wydaje się że każdego muszą umoralniać ale w każdej grupie się znajdą takie osoby a w internecie można też znaleźć mięsożerców, którzy za cel sobie wzięli ośmieszanie wegetarian i takie osoby są równie skrajne.

    Polubienie

    1. Tu można gdybać. Dlaczego w domu ludzie mają psy (i koty), a nie krowy, świnki czy inne zwierzęta? Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś dlaczego nie jemy psów i kotów? Ano dlatego, że są to zwierzęta udomowione, które wykształciły pewne emocje wyższe (aczkolwiek oczywiście nie tak bardzo jak człowiek). Pies tęskni, rozumie, „kocha” człowieka. Nie bez powodu mówimy że jest najlepszym przyjacielem – bo jest. Natomiast zwierzęta hodowlane nie mają tychże uczuć (wyższych, podstawowe oczywiście mają).

      Natomiast to, czy mięso jest nam potrzebne, czy nie – każdy powinien sobie sam ocenić. Wg mnie jest niezbędnym i podstawowym elementem diety – co nie oznacza, że trzeba jej jeść codziennie. Tłuszcz zwierzęcy uważam za niezastąpiony. Tego niestety nie zdobędziesz w żaden sposób w diecie wegetariańskiej. Dlatego właśnie wegetarianie mają tyle problemów zdrowotnych – jest to związane z brakiem odpowiednich tłuszczy w diecie. Oliwa z oliwki nie ma prawie nic wspólnego z tłuszczem zwierzęcym. To zupełnie inne „paliwo” dla organizmu ludzkiego.

      Z moich obserwacji wynika, że dieta ma gigantyczny wpływ na psychikę ludzką. Niejedzenie mięsa – czy ściślej – tłuszczy w nim obecnym – „ogłupia” człowieka. Zmienia jego psychikę. Jeszcze bardziej ogłupiają nas sztuczne węglowodany. Natomiast zbyt duża podaż mięsa i brak innego typu pożywienia – tworzy z kolei silnie agresywne jednostki. Ta teoria potwierdza się również, gdy spojrzymy na historię ludzkości. Oczywiście mogę się też mylić i może być tak, że dana psychika prowadzi nas do konkretnej diety, np. słaba psychika = eliminacja mięsa („bo cierpienie zwierząt”), tzw. „magiczne myślenie”, idealizacja rzeczywistości, itd. Silna psychika = poszukiwanie mięsa (bo trwała energia zapewnia lepsze myślenie strategiczne).

      Najważniejsze w tym temacie wg mnie to logiczne spojrzenie na świat i mechanizmy natury, której jesteśmy częścią. Wyewoluowaliśmy jako wszystkożercy. Funkcjonujemy niemalże w każdej strefie klimatycznej i z tak zróżnicowanym jedzeniem, że Hindus rozchoruje się na diecie polskiej, a Polak – na diecie hinduskiej.

      Czy możemy przetrwać na samym „zielonym”? Być może. Ale koszty tego są tak naprawdę dużo droższe, niż koszty diety zróżnicowanej. Na blogu jest artykuł na ten temat: https://zyciepodpalmami.pl/2016/07/21/weganizm/

      Najlepszym dowodem na to, że wegetarianizm jest ułudą jest fakt, że nie ma ani jednego wegetarianina, który w pełni „zielono” pozyskuje pożywienie np. z własnego ogródka. Obserwuję, że wegetarianie nie mają pojęcia na temat uprawy roślin i hodowli zwierząt. Im mniejsza wiedza – tym większy fanatyzm. Rzeczywistości nie da się przeskoczyć.

      Polubienie

      1. Obserwacje lub tzw. „dowód anegdotyczny” jest jednak dość złudny i twierdzenie że wegetarianizm ogłupia a jedzenie zbyt dużo mięsa tworzy agresywne jednostki jest trochę na wyrost. Po za tym przy takim rozumowaniu możesz dość łatwo popaść w mylenie korelacji ze związkiem przyczynowo-skutkowym o czym zresztą sama napisałaś że może być na odwrót. Moim zdaniem jeśli chodzi o silną psychikę lub ogłupienie dietą to sam nie zauważyłem żeby wegetarianie lub weganie mieli jakieś problemy z tym związane a pracuję w dużej grupie programistów w której jest sporo osób o różnej diecie. Oczywiście jak w każdej grupie zdarzają się jakieś słabe jednostki ale w tych co się inaczej odżywiają też więc nie widzę związku.
        Jeszcze do ostatniego akapitu dodam, że żona jednego wegetarianina z pracy prowadzi małe gospodarstwo ekologiczne i większość osób z firmy bierze od nich jajka i warzywa sezonowe bo mają niepryskane.

        Jeśli chodzi o psy i koty to przecież jada się je w niektórych kulturach nie wspomnę już że niektórzy też trzymają świnie w domach jako zwierzę domowe, więc argument dość słaby.

        Co do fanatyzmu to raczej obserwuję go u osób które nagle przechodzą na weganizm bo ten jest teraz w modzie i umoralniają wszystkich dookoła i trwa to najczęściej parę miesięcy a potem im przechodzi i wracają do normalnej diety. Czy fanatykiem jest tutaj weganin czy mięsożerca?

        Polubienie

        1. Wegetarianie mają bardzo poważny problem z zaakceptowaniem rzeczywistości – 99% wegetarian żyje wg ideologii, a nie np. przesłanek zdrowotnych. Nie robi tego „dla siebie” tylko „dla biednych, cierpiących zwierząt”. Mówiąc krótko – nie są psychicznie w stanie znieść faktu, że zwierzęta są wykorzystywane przez człowieka i giną. I nie ma tu znaczenia czy w fabrykach mięsa czy u rolnika, hodującego tradycyjnie. Ideologia jest ideologią. W ideologię popadają jednostki bardzo słabe psychicznie – czyli takie, które nie potrafią sobie poradzić ze swoimi emocjami. Niektórzy na tyle, że wręcz żądają od całego świata, by przestał coś robić, „bo uczucia”. Tu zaczynają się już bardzo poważne zaburzenia psychiczne i krótka droga do autorytaryzmu. Wegetarianizm jest ideologią i ma cechy sekty. Oczywiście są też wegetarianie i znam też takich, którzy nie jedzą mięsa z powodów zdrowotnych – twierdzą, że czują się lepiej. To tez 1%. Natomiast nie mogę nadal powiedzieć, że są do końca zdrowi.

          Co do ogłupiania i agresywności – chodzi tu głównie o hormony. To hormony sterują całym naszym życiem i jakiekolwiek rozchwiania czy braki będą miały silne efekty na nasz organizm i nasze myślenie. „Correlation doesn’t mean causation”, ale to nie oznacza, że „Correlation excludes causation”. Tak jak napisałam, o tylko moja obserwacja i mogę się mylić. Póki co ta obserwacja się sprawdza. Proponuję również zastanowić się dlaczego np. kulturę muzułmańską z bliskiego wschodu charakteryzuje silna przemoc i patriarchat, podczas gdy im bardziej „rozwinięty” kraj (UK, US, Francja, Niemcy, Szwecja, itd) – tym „głupszy” naród i większe sterowanie narodem. Czy przypadkiem nie dlatego, że właśnie w takich krajach kwitnie wegetarianizm itp? Dlaczego tylko w krajach z tragicznym, paczkowanym jedzeniem na stołach większości mamy wysyp homoseksualizmu i transwestycji (transwestycyzmu?)? Czy to naprawdę przypadek? Czy też może brak odpowiedniego, świeżego i niezanieczyszczonego sztucznymi hormonami i chemią jedzenia powoduje poważne zmiany hormonalne? Wiemy już, że osoby homoseksualne mają silnie zmienione hormony. Wiemy, że transwestyci mają skalę samobójstw porównywaną tylko ze skalą samobójstw wśród Żydów w czasie wojny. I nie ma na nie wpływu akceptacja środowiska i operacje – niezależnie od tego ludzie „trans” popełniają masowo samobójstwa. A to jest domeną poważnych zaburzeń psychicznych.

          Co do psów i kotów to przemyśl jeszcze raz. Gdyby miano Cię zamknąć w ciasnym pomieszczeniu na cały dzień z jednym zwierzęciem – co byś wybrał? Wilka czy hodowanego w kochającej rodzinie psa? Krowę, czy kota? I zastanów się bardzo poważnie nad swoją odpowiedzią.

          „Czy fanatykiem jest tutaj weganin czy mięsożerca?” – tak jak sam napisałeś wcześniej – fanatykiem może być każdy. Z tym że mięsożercy nie umoralniają świata – przynajmniej ja się z tym nie spotkałam, i nie ograniczają sobie jedzenia w diecie, podczas gdy wegetarianie czynią właśnie to. Podsumowując – wegetarianizm w 99% wynika z ideologii. A z ideologii nie wyniknęło na tym świecie jeszcze nic dobrego.

          Warto też wspomnieć o tym, że wegetarianizm był i jest częścią ludzkiej kultury. Im cieplejszy klimat – tym mniej mięsa i tłuszczu nam potrzeba. Ale im zimniejszy – tym więcej. Argument o tym, że „nie potrzebujemy” jeść mięsa uważam za magiczne myślenie. Gdyby tak było – mielibyśmy już dawno masowy wegetarianizm wśród kultur żyjących w cieplejszym klimacie. A nie mamy. W tradycyjnie żyjących kulturach mięso cenione jest jako najwartościowsze pożywienie. I czasem spożywane tylko raz na miesiąc. Ale jednak.

          Polubienie

          1. Zgadzam się w 100% co do ideologii chociaż ja to nazywam fanatyzmem. Nie mogę się jednak zgodzić co do wniosków, które wyciągasz. Po za tym wegetarianizm to nie tylko biedne zwierzęta a także ekologia i wegetarianie chcą żyć w zgodzie z naturą dlatego też wybierają to co naturalne. Nie widzę zupełnie nic złego w takich osobach (o ile nie trafi się fanatyk) bo są oni po prostu pozytywnymi jednostkami tego świata, którzy troszczą się o zwierzęta i środowisko. Nie sądzę też żeby wegetarianie byli jakoś podatni na manipulacje i ogłupienie. Ten wniosek jest już kompletnie pozbawiony sensu. Tych co ja znam są raczej rozsądnie myślącymi ludźmi i nie dają się manipulować np. telewizją bo po prostu szkoda im czasu na oglądanie.

            Mięsożercy też są fanatykami tylko niekoniecznie w kwestii żywienia, ubierz koszulkę TVNu i idź w niedzielę do kościoła to poznasz tych fanatyków 🙂

            Polubienie

            1. Wegetarianim nie jest ekologiczny. Jest, wbrew pozorom – mniej ekologiczny niż tradycyjna hodowla bydła – przeczytaj artykuł który wcześniej podałam to zrozumiesz o co chodzi. Albo sprawdź sobie czego wymaga uprawa wegetariańska roślin, a czego tradycyjne uprawy+hodowla zwierząt. Tak jak wspominałam – im mniejsza wiedza nt. upraw tym bardziej radykalny wegetarianizm. Zaryzyku∆ę stwierdzenie, że nie znajedziemy wegetarian wśród ludzi, którzy zajmowali się kiedyś lub mieli do czynienia z uprawami i hodowlą zwierząt. Nie bez powodu też wegetarianizm „kwitnie” w miastach, wśród ludzi, którzy nie wiedzą nic o pożywieniu i naturze.

              „Nie sądzę też żeby wegetarianie byli jakoś podatni na manipulacje i ogłupienie.” – wierzą w jedną niezawislą prawdę, odrzucają niewygodne dla sibeie fakty, piętnują i niszczą osoby, które wychodzą z „sekty wegetariańskiej” np. słynną Lierre Keith, dość drastyczną ofiarę wegetarianizmu (dziesiątki lat braku zwierzęcych elementów w diecie wyniszczyły jej kości i jest skazana na ból do końca życia – tak jak wspominałam niektóre zmiany w organiźmie są nie do odwrócenia).

              Ok. 85% wegetarian wraca po jakimś czasie do jedzenia mięsa. Jeśli więc znasz wegetarian – ponad 3/4 z nich prędzej czy później przyzna się do błędu. Jak się na tą statystykę zapatrujesz?

              „Mięsożercy też są fanatykami tylko niekoniecznie w kwestii żywienia, ubierz koszulkę TVNu i idź w niedzielę do kościoła to poznasz tych fanatyków” – nie do końca rozumiem ten argunent. Czy to faktycznie ma związek z jedzeniem mięsa? Czy wśród ludzi wierzących nie ma ani jednego wegetarianina? 🙂 Myślę że powinieneś przemyśleć to co powiedziałeś. Lub dodać o co dokładnie chodziło.

              Polubienie

              1. Kasiu nie bardzo rozumiem jaka jest różnica pomiędzy „wegetariańską uprawą roślin” a „tradycyjną uprawą roślin”. Myślę że mylisz pojęcia bo wegetarianie jedzą te same warzywa co mięsożercy i nie ma znaczenia z jakiej uprawy pochodzą – domyślam się że chodzi ci o ekologiczne uprawy – jednak dalej nie ma to związku z wegetarianizmem bo ekologiczne warzywa nie są zarezerwowane tylko dla wegetarian.

                „85 % wegetarian wraca po jakimś czasie do jedzenie mięsa” – tutaj złapałaś się w statystykę. Ta liczba jest prawdziwa ale nie bierzesz pod uwagę tego, że w tej liczbie większość osób to te które wybierają weganizm/wegetarianizm ze względu na modę więc mówienie że 3/4 moich wege znajomych przejdzie na mięsa jest niepoważne bo twierdzisz to na podstawie statystyk w których większość dotyczy jakiś nastolatków (niewiem jak inni ale pytałem się właśnie kolegi i od 14 lat jest wegetarianiem i nie zanosi się że mu przejdzie).

                Co do ostatniego akapitu to zaszufladkowałaś wszystkich wegetarian jako osoby chore psychicznie, które niszczą i piętnują mięsożerców. Równie dobrze mogłabyś powiedzieć na temat jakiejkolwiek innej grupy osób w której znajdzie się jakaś czarna owca że te osoby są takie same jak ta osoba – dlatego podałem ci ten przykład.

                Sama chyba też nie zauważyłeś, że właśnie teraz piętnujesz wegetarian na podstawie jakiś dziwnych stereotypów lub swoich doświadczeń (patrz dowód anegdotyczny).

                Polubienie

                1. Nie rozumiesz prawdopodobnie dlatego że nie wiesz jak działa natura. Nie ma czegoś takiego jak uprawa roślin BEZ śmierci zwierząt. Zainteresuj się tematem. Uprawy wymagają terenów – zwierzętom zabiera się całe lądy, giną z głodu lub są wystrzeliwane. Owady, lisy, itp są mordowane na plantacjach warzyw i owoców. Każdy kto ma choć minimalne pojęcie o uprawach i hodowli wiem, że nie ma czegoś takiego jak wegetarianizm. Można sobie oczywiście to wmawiać (i tu jest to zaburzenie psychiczne wegetarian, o którym pisałam), że jemy tylko sałatę, ale prawda jest taka, że ta sałata wyrosła dzięki temu, że zabito masę owadów i zwierząt i prawdopodobnie na nawozie z… zabitych zwierząt. Nie ma fizycznie możliwości uprawiać czegokolwiek bez zabijania chociażby małych szkodników typu żuki, itp.

                  Dalej – nie ma możliwości niezabijania zwierząt hodowlanych. W przypadku choćby popularnych kur – masz do wyboru – albo zabić koguty (w humanitarny szybki sposób), albo pozwolić. by wykończyły się nawzajem w cierpieniu i strasznych mękach. Koguty będą się zwalczać aż pozostanie tylko jeden. To samo tyczy się innych zwierząt hodowlanych. Możesz oczywiście jeszcze wybrać opcję nr 3 – wypuścić je na wolność i pozwolić, by dzikie zwierzęta je zabiły – w jeszcze bardziej bestialski sposób. Świat zwierząt i natura to nie bajka Disneya, gdzie zwierzątka się kochają…

                  Wegetarianizm jest więc czymś w rodzaju religii – wiarą w cuda. Zwierzęta hodowlane żyją najbardziej humanitarnie i giną najbardziej humanitarnie w tradycyjnych hodowlach (na małych farmach).

                  Statystyki tyczą się długoterminowych wegetarian – więc daj im jeszcze trochę czasu. Niektórym zajmuje kilka dekad zrozumienie swojego błędu bo zmiany w organizmie są bardzo powolne. Dlatego też potem tak trudne do odwrócenia.

                  Nie rozumiem dlaczego tak brzydko oceniasz wegetarian – ja ich nie oczerniam tylko mówię o swoich obserwacjach. Czy mówiąc o np. narcyzach że mają zaburzenia psychiczne oczerniam ich? Skądże znowu. To tak samo jakby powiedzieć że ktoś kto kaszle i gorączkuje ma grypę. Jedni mają grypę – inni zaburzenia psychiczne, nie ma w tym nic złego! Nie jest to oczernianiem nikogo. Ale skoro tak postrzegasz wegetarian – jako „chorych psychicznie” to masz oczywiście do tego prawo. Ja mówię tylko o obserwacjach, jest to dla mnie neutralne. Nie uważam że wegetarianie są lepszymi czy gorszymi ludźmi. Tak samo jak nie uważam, że narcyzi są gorszymi czy lepszymi. Są po prostu inni, czymś się różnią.

                  Więc proponuję tak podejść do tematu. Przestać patrzeć na swoich znajomych jako „tych gorszych” i zacząć i traktować jak normalnych ludzi.

                  Polubienie

  2. Witam Was serdecznie:) Ciekawy artykul jak i komentarze:) Zmienilam swoje nawyki zywieniowe dokladnie 2 lata temu i co moge potwierdzic – moje zycie zmienilo sie calkowicie – jestem szczesliwa jedzac jak i swiadomie komponujac posilki dla siebie jak i rodziny. Przez pewien czas calkowicie odstawilam mieso ( kilka miesiecy) po czym wrocilam do jego jedzenia w umiarkowanym wymiarze. Ciekawa jestem Twojej porady- otoz moj syn niestety ale domaga sie jedzenia miesa codziennie ma 12 lat zaczal sie okres dojrzewania i najzwyczajniej po posilku zlozonym z kaszy z warzywami jest glodny i domaga sie porcji miecha:) Ostatnio stwierdzil widzac przygotowane danie obiadowe : mamo nie najem sie tymi chwastami daj mi jakies mieso:) No i jak ma sie to do diety pierwotnej? Z dwoja zlego jesli prosi o nalesniki lub miesko wole by zjadl mieso niz nalesniki ktore wg mnie nie dostarczaja mu kompletnie zadnej wartosci poza kaloriami

    Polubienie

    1. Pytasz jak jedzenie mięsa codziennie ma się do diety pierwotnej – odpowiadam – jest naturalną jej częścią. Dziecko ma rację – ono rośnie i jego ciało się zmienia. Bez mięsa będzie trudno. Zalecałabym tylko różnorodność i jak najwyższą jakość mięsa, w takiej kolejności: dzikie, hodowane wolno (nie karmione zbożami), BIO. Najlepsze jest mięso dzikie, ale też będzie droższe. Ważne jest także by jeść wszystko, a nie same mięśnie. Tak naprawdę wartości odżywcze są w tłuszczu i narządach. To one są najcenniejsze. Warto też robić zupy na kościach, gotowane jak najdłużej – to kopalnia minerałów w idealnie przyswajalnej formie. Nie bez powodu polska kuchnia bazuje na „rosole” 😀

      Jeśli chcesz przechytrzyć dziecko tak by jadło też warzywa to podawaj „zielone” sałatki z mięsem. Zimą – kiszonki, najlepiej domowe (sklepowe często zawierają konserwanty). Zielone i kiszone chroni przed negatywnymi aspektami jedzenia mięsa.

      Polubienie

  3. Hmm tak sobie czytam te Twoje posty i nie moge sie zdecydować, co o Tobie myśleć. Bo jednak mimo że z wielu artykułów wyziera jakaś mądrość, to jednak Ty sama sprawiasz wrażenie przemadrzalej i wywyzszajacej się osoby. Ale to pewnie zboczenie zawodowe. Ps. Wegetarianizm to nie choroba psychiczna.

    Polubienie

    1. Poczytaj o dysonansie poznawczym, pisałam o nim przy okazji jednego artykułu. Pewność siebie, a przemądrzałość to nie nie to samo, ale wydaje się być tym samym dla osób niepewnych siebie 🙂 Czy jak to ujął pewien mądry człowiek: „Pewność siebie jest obraźliwa tylko dla osób, które same jej nie mają”.

      Co do wegetarianizmu – ja to kategoryzuje jako zaburzenie psychiczne. Jednym z objawów jest bowiem negowanie rzeczywistości i radykalizm. Same grupy zrzeszające wege ludzi noszą silne znamiona sekt.

      Polubienie

  4. Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu i przyznam, że Twoje artykuły są naprawdę niezłe. Podobnie jak koledzy i koleżanki wyżej w kwestii zabijania zwierząt się nie zgodzę. Owszem jem mięso, rzadko ale jednak. Natomiast perspektywa ich i przetrzymywania w niehumanitarnych warunkach po prostu mnie przeraża. Wiele razy myślałam o tym, żebym skończyć z nim raz na zawsze. Kilka lat temu w Polsce było głośno za zabijaniu świń w makabryczny sposób. Żywe były wrzucane do wrzątku. Czy takie mięso chciałabyś zjeść? Są miejsca w których dopuszcza się zjadanie psów? Czy ludzie mieliby odwagę w skrajnych naturalnych warunkach zjeść swojego pupila? Ja na pewno nie. Mięso to nie cały świat. Wielu ludzi na dietach wegański i wegetariańskich odżyło, pozbyło się chorób i różnych dolegliwości. Szanujmy swoje wyboru.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Ludzie w skajnych warunkach są w stanie zjeść innych ludzi. Jak masz do wyboru – zdechnąć w zimnie po katastrofie samolotowej, albo zjeść mięso tych, co już zginęli, to zapewniam Cię, że włączy Ci się instynkt samozachowawczy i nawet będzie smakowało, jak nigdy.

      Co do masakrycznych warunków dla zwierząt – kto Ci każe jeść takie mięso? Masz w Polsce dostęp jak nigdzie do naturalnie hodowanego, od rolników, możesz sama jechać i sprawdzić jak zwierzęta się mają i wtedy kupić. Takie mięso też zupełnie inaczej smakuje, bardzo szybko się psuje (brak konserwantów i chemii) i jest dużo droższe. Ale je się go dużo mniej bo jest dużo bardziej sycące.

      Ja również jem mięsa bardzo mało, jakieś 1-2x w miesiącu mały kawałek. Ale po pierwsze – żyję w klimacie który mi na to pozwala, a po drugie – nie dorabiam do tego ideologii, że „wszyscy powinni przestać jeść mięso, a w ogóle to człowiek jest roślinożercą”.

      Polubienie

  5. Lubie cie ale w kwestii diety raz ze sie nie zdradzamy a dwa ze opierasz sie czesto o blednie rozumiane koncepcje. Węglowodany to zycie, im wiecej tym lepiej. Wiadomo ze nie mowie o przetworzonych cukrze ale wszystkie indeksy i duperele napędzają nieuzasadniony strach przed weglami.. 😦 ktore nie powodują tycia!
    Naprawde zachęcam cie do poczytania o high carb low fat (nie musi byc nawet weganska grunt zeby mały procent kcal pochodził od zwierząt- za ideał stawia sie okinawe i pol jajka dziennie 😉 )

    Polubienie

    1. Chyba nie czytałaś innych moich artykułów, bo właśnie to opisuję. Nie zgodzę się, że „im więcej tym lepiej” – wszystko zależy od organizmu. Niektórym dieta keto pomoże w wielu schorzeniach i chorobach. Znów odniosę się do klimatu – Okinawy z Polską z oczywistych względów porównywać nie można. W Polsce zdrowa dieta musi składać się z tłuszczy zwierzęcych.

      Polubienie

      1. Nastepne bledne przekonanie… Sa ludzie i to w Polsce, ktorzy nigdy w ustach nie mieli tluszczu zwierzecego i naleza do najzdrowszych ludzi. Szanuje Twoj rozwoj i podejscie do swiata ale w dziedzienie odzywiania, powielasz niestety wiele utartych i blednych przekonan. W kwestii tluszczow odzwierzecych jest dokladnie odwrotnie. Najlepiej nie uzywac ich wcale. A to, co mozie sprawdzilam na sobie i doswiadczaja pozytywnych skutkow odstawienia tych tluszczy miliony ludzi na swiecie.

        Polubienie

        1. Nie wspominajac juz o tym, ze zeny pozyskac tluszcze pochodzenia zwierzecego, w kazdym wypadku wiaze sie to z jakas forma przemocy wobec wobec zwierzat. Czy juz w tym nie ma w tym jakiejs wskazowki? Czy to jest normalne, zeby czlowiek, istota o wyzszej swiadomosci pozyskiwala swoje pozywienie uzywajac przemocy? Zadaj sobie pytanie: czy gdyby nikt za Ciebie nie zabijal zwierzat na pokarm, czy Ty sama bys to zrobila? A jesli chodzi o tluszcz pochodzacy z mleka..Obecny przemysl mleczny, jedt jednym z najbardziej bezwzglednych i okrutnych przemyslow jaki mozna sobie wyobrazic. Jak sie czujesz z tym, ze zeby pozyskac mleko a z niego maslo, zapladnia sie sztucznie krowe non stop, nastepnie wkrotce po urodzeniu odbiera sie jej dziecko, ktore nastepnie albo idzie do rzezni na „cielecine” albo jest dalej sztucznie tuczone by podzielic los swojej matki? Po kilku latach sluzenia jako „maszyny” na mleko, konczy rowniez w rzezni, co biorac pod uwage to, jak zyla, jest dla niej wybawieniem… Oczywiscie, zawsze mozna powiedziec, ze mozna taka krowa traktwoac humaitarnie..ale w takim razie, musialabys sama miec wlasna krowe poniewaz obecnie, kupujac produkty mleczne w sklepach, nawet te ekologiczne, procedura jest ta sama, rozni sie tylko stopniem okrucienstwa. Male gospodarstwa ekologoczne, sa bardziej laskawe dla krow i cielka, bo zamiast odebrac je matce po 24 godzinach, robie to po 2 – 3 miesiaach. Osobiscie rozmawialam z takimi producentami ekologicznymi. Cielaki sprzedaja do rzezni po jakims czasie. Czy to jest NATURALNY sposob pozyskiwania tluszczu zwierzecego? Nic, co wiaze sie z przemoca nie jest dla czlowieka dobre.

          Polubienie

          1. Przeraża mnie radykalizm wegetarian. Z całym szacunkiem ale uważam to za chorobę psychiczną. Wychowałam się ze zwierzętami i cały czas żyję w ich pobliżu. Nie, nie miałabym żadnego problemu z zabiciem krowy, koguta, etc. na posiłek. I zapewniam Cię, że Ty, w naturalnych warunkach też nie. Po prostu wygodne, miejskie życie sprawia, że ludziom, za przeproszeniem „odwala”. Cała natura jest oparta na brutalizmie. Dom, w którym mieszkasz powstał poprzez zabranie terenu zwierzętom. Warzywa, które spożywasz jako wege powstają na terenach zabranych zwierzętom. Masa z nich wymiera z głodu byś mogła jeść Ty. Nie przeskoczysz tego, niestety. Codziennie depczesz masę insektów, a zwierzęta zdychają bo nawdychają się jakiejś chemii miejskiej, tudzież zjedzą coś wyprodukowanego przez człowieka. Niestety tak zbudowany jest świat. Bardzo bym chciała, że tak nie było ale tak jest i przeczenie temu jest przeczeniem Naturze. Jeśli nie potrafisz sobie poradzić z negatywnymi uczuciami temu towarzyszącymi (co by wynikało z Twojej wypowiedzi) to naprawdę polecam psychologa i pracę nad sobą. Życie na Ziemi jest brutalne. O wyzysku ludzi z Trzeciego Świata nawet nie będę wspominać, bo to już w ogóle za ciężki temat.

            Polubienie

            1. No nie wiem. Ja akurat nie zabiłbym i nie zjadłbym niczego, co próbuje przede mną uciec. A już zabicie czegoś, co się oswoiło i było karmione, to dla mnie abstrakcja. 🙂
              Natomiast myślenie totalitarne nie jest cechą charakterystyczną jakiejś konkretnej grupy osób. Totalniacy mogą być wszędzie.
              Czy natura jest brutalna? A jaki ma sens dodawanie przymiotników? Natura jest taka, jaka jest. Każdy może wpasować się w dowolny jej fragment.
              Najstarszą istniejącą religią do dziś jest dżinizm. To jest ekstrema! 🙂

              Polubienie

              1. Ja się nie zgodzę. Pamiętaj, że żyjesz w luksusach, w świecie niezwykle bezpiecznym, gdzie jedzenia jest w bród. Gdybyś znalazł się w warunkach naturalnych, na łonie natury dosłownie, bardzo niebezpiecznych, gdzie musisz konkurować ze zwierzętami i innymi ludźmi o pokarm – włączyłby Ci się instynkt i zacząłbyś myśleć inaczej. Cały ten wegetarianizm czy weganizm, itp. są moim zdaniem czymś w rodzaju zaburzeń psychicznych związanych z nietolerancją własnych emocji, spychaniem odpowiedzialności za swoje działania. Nawet jeśli założymy, że OK, mamy taki bezpieczny świat i luksus pożywienia na wyciągnięcie ręki – to jednak pamiętajmy skąd to pochodzi – bezpośrednio z cierpienia innych ludzi (trzeci świat) oraz wykorzystywania zasobów naturalnych innych biedniejszych, „głupszych” państw. Tym samym przyczyniamy się do masowych wycinek, pożarów, zanieczyszczeń, itp. które zabijają zwierzęta oraz ludzi.

                Tak naprawdę każdy wegetarianin, weganin, itp. po prostu zaprzecza rzeczywistości. Nie jest w stanie zrozumieć, że świat jest brutalny i jego wygoda i luksus są efektem cierpienia innych, również tych zwierząt, które tak kocha.

                I tak samo jak wegetarianin nie ma problemu z faktem, że codziennie przez niego ginie masa insektów (bo insekty przecież są „głupsze” i mniejsze od zwierząt, więc się nie liczą) – tak samo ja nie mam problemu z zabiciem i zjedzeniem koguta, ryby czy krowy, gdy pojawia się potrzeba zjeść tłuszcze nasycone i proteiny, ogrzać się odzieniem itp.

                Polubienie

            2. Bez przesady. Istniały i isnieją społeczności nie spożywające mięsa i to nie jest żaden objaw zaburzeń psychicznych.
              Sprawy, o których piszesz mam przemyślane od lat, na całkiem sporo jestem przygotowany i dążę do zapewnienia sobie samowystarczalności w kwestii pożywienia, więc nie opieram swego istnienia, a nawet luksusu, na cierpieniu innych. To, gdzie się znajduję i co muszę, wybieram sam. Wpasowuję się w taką część natury, która mi odpowiada. Na Syberię, Alaskę, czy do Mongolii się nie wybieram.

              Też nie mam problemu z zabijaniem stworzeń, które próbują zrobić mi krzywdę. Prawo do samoobrony jest naturalne. Co nie znaczy, że zabijam każdego insekta w zasięgu wzroku.
              Konkurencja i walka jest charakterystyczna dla zwierząt w rui. Dla człowieka naturalny jest rozwój. 😉

              A może rzeczywistość jest inna, niż myślisz?

              Polubienie

              1. Rzeczywistość jest taka, że jak jest -10 czy -20 w Polskiej (typowej bo teraz to jakieś anomalie) zimie to na żadnym innym paliwie jak tłuszczu zwierzęcym (nawet na oleju kokosowym) nie „pojedziesz” daleko. To samo się tyczy odzienia. Znów – odnoszę się do naturalnych warunków, bo chyba nie zrozumiałeś o jakie mi chodzi. O takie że nie masz samochodu, benzyny, itd. Masz dwie nogi dwie ręce i radź sobie sam. Bo jeśli bierzemy pod uwagę wygody świata zachodniego to musimy też wziąć pod uwagę to, że wówczas już na samym starcie mordujemy setki razy więcej zwierząt niż tego jednego kurczaka na obiad. Np. w postaci wylewu ropy transportowanej dla nas statkiem do oceanu. Co zdarza się tak często, że już przestało kogokolwiek obchodzić… Więc, przestańmy się oszukiwać. Wegetarianizm i weganizm w takiej postaci jak większość go prezentuje (kocham zwierzęta, nie wyrządzam krzywdy, bo nie muszę) są zaburzeniami psychicznymi, związanymi bezpośrednio z nowoczesnym zachodnim życiem, pod wpływem którego ludziom po prostu nie działają odpowiednio ani instynkty, ani emocje.

                Polubienie

            3. Rzeczywistość jest taka, iż strefa klimatu umiarkowanego charakteryzuje się dużą zmiennością pogodową, więc mówienie o anomaliach tutaj jest pewnym nadużyciem. Oczekiwanie, że pogoda w Polsce będzie niezmienna i dopasowana do kalendarza jest zaburzeniem postrzegania rzeczywistości. Dzisiaj, na przykład, prawie maj, a za oknem około 10 stopni i mocny, zimny wiatr znad oceanu. Ale równie dobrze mógłby jeszcze leżeć śnieg lub mogłoby być 25 stopni. I byłoby to całkowicie naturalne u nas.
              Druga sprawa, ściśle związana z odżywianiem, jest taka, iż dawniej ludzie nie jedli wcale tak dużo produktów pochodzenia zwierzęcego, jak myślisz. Na wsiach było raczej biednie i ludzie bazowali na kaszach, zbożach, kiszonkach, kilku warzywach. Omasty używali od święta, jeśli mieli kozę lub krowę, to mogli napić się mleka. I to praktycznie tyle. Jedli skromnie i mało, więc to nie pożywienie ich grzało. Od ogrzewania organizmu i produkcji wszystkiego, co człowiek potrzebuje a nie dostarcza w pożywieniu, jest jego flora bakteryjna.
              Z „wygód świata zachodniego” posiadam kilka urządzeń elektrycznych, posiadam dostęp do energii elektrycznej, gazu i wody, ale nie posiadam samochodu, ponieważ do pracy mam blisko i dojeżdżam rowerem. Ogród i warzywniak mogę obrobić sam, to żadne wyzwanie. Nie jestem niewolnikiem cywilizacji, chociaż niektóre zdobycze cywilizacyjne lubię i nie widzę konieczności pozbywania się możliwości ich wykorzystywania. Wszystko ma konsekwencje i akceptuję, że nie wszystkie one są neutralne dla innych.
              Natomiast nie rozumiem łączenia tego wszystkiego ze sposobem odżywiania. Każdy je, co lubi i co jest dla niego dostępne. To jest kwestia wyboru. O ile więc mój sposób odżywiania odbierany jest przez większość jako radykalny, to jakoś bardzo się tym nie przejmuję. Dziwi mnie natomiast fanatyzm różnych grup ludzi, próbujących narzucać innym swój sposób życia jako jedynie słuszny. To są totalniacy. A każdy totalitaryzm jest zły.

              Polubienie

              1. Mnie to nie przekonuje. Nikt nigdy nie opowiadał na historii żeby kiedyś w Polsce było ciepło, nie było wiosen i jesieni (tak jak teraz) itd. Ale niezależnie już od zmian klimatycznych – w jaki niby sposób flora bakteryjna nas „grzeje”? Bakterie produkują nam pożywienie dla organizmu bez dostarczania go z zewnątrz? Bo to by było pierwszy raz gdy słyszę coś podobnego. Mi chodzi o to, że tłuszcz nasycony, zwierzęcy trawi się bardzo powoli i zapewniam długą energię, nawet na całą dobę, podczas gdy węglowodany, jakie by nie były – nie. A najlepsza opcja na zimę to połączyć jedno z drugim i tak robiono. Pajda chleba ze smalcem – kto tego nie zna w Polsce? Może nie jedzono mięsa samego w sobie codziennie, ale tłuszcz konsumowano w dużych ilościach na pewno.

                Polubienie

            4. Na historii w ogóle mało ciekawych rzeczy opowiadają. Było już w udokumentowanej historii Polski dużo cieplej i dużo zimniej. Do XIII wieku było na tyle ciepło, że uprawiano winorośla, jak we Francji. W XV wieku były mroźne zimy -30 i mniej, potem się ociepliło, żeby w XVII wieku znowu się ochłodzić na tyle, by zamarzał Bałtyk.
              Mamy wiosny, tylko że większość z ostatnich jest bardzo chłodna. Jesienie są różne, ale zwykle długo jest całkiem przyjemnie. Nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego. W czasie, kiedy klimat naprawdę się ocieplał, zdarzały się przymrozki już pod koniec sierpnia. Pamiętam też lato, kiedy w lipcu, przez dwa dni było 9 stopni! Taki urok umiarkowanej strefy klimatu.
              Bakterie rozkładają w jelitach na wpół przetrawiony pokarm z żołądka. Bakterie charakteryzują się tym, że krótko żyją, ale za to jest ich bardzo dużo (około 2kg). Syntezują to, co same potrzebują do życia, a umierając są wchłaniane przez nasze jelita. Budowa każdego organizmu odbywa się z wydzieleniem ciepła i właśnie w ten sposób bakterie nas grzeją.
              Nie neguję, że taki sposób, jak mówisz, jest dla utrzymania ciepłoty ciała korzystny. Jednak nie zawsze i nie wszyscy mogli sobie na coś takiego pozwolić. A przecież ludzie masowo zimą nie umierali. Co więcej, dziś też nie trzeba się w ten sposób rozgrzewać. Większość przypraw działa rozgrzewająco. No, ale tak, jak już mówiłem – co, kto lubi.

              Polubienie

              1. „Bakterie rozkładają w jelitach na wpół przetrawiony pokarm z żołądka.” – nie tłuszcze trawione są DOPIERO W JELITACH. W żołądku niewiele się z nimi dzieje. Ja będę się upierać, że zimą jedli smalec i tyle 🙂 Może nie codziennie ale jednak. Mięso – jak już wspominałam, niekoniecznie.

                Polubienie

            5. Ciężko mi sobie wyobrazić biedną wiejską rodzinę, przymierającą głodem na przednówku, zajadającą się smalcem, ale skoro tak mówisz, to możemy przyjąć, że tak było przynajmniej w niektórych rodzinach.

              Owoce też nie są trawione w żołądku, dlatego ważne jest, by ich nie jeść na deser, a witamina C przyswajana jest dopiero w jelicie cienkim. O półprzetrawionym pokarmie uogólniałem. Od tego, jakie mamy zwyczaje żywieniowe, zależy nasz zestaw bakteryjny w jelitach. Złe nawyki powodują mnożenie się niewłaściwych bakterii i złe przyswajanie pokarmów oraz problemy zdrowotne. Ale to głównie nawyki, bo same produkty mają mniejszy wpływ.

              Polubienie

              1. Właśnie przez przypadek (naprawdę przypadek :D) wpadłam na komentarz na blogu PaleoSMAK: „Z wspomnień mojej Babci.
                Na wsi świnie zawsze bito dwa razy w ciągu roku (Boże Narodzenia i Wielkanoc) gdzie na święta zjadano sporą ich porcję. Wszystko co nie udało by się zjeść zasypywano solą w specjalnych beczkach. Sól wyciągała wodę z mięsa i tak robiła się solanka w której mięso mogło leżeć do kolejnego świniobicia.
                Czyli jak często jedzono mięso poza świętami?
                Raz może dwa razy w tygodniu, najczęściej w postaci wkładu do zupy.
                Najważniejsza Babci zdaniem była słonina która jedzono znacznie częściej. Pajda chleba z kawałkiem słoniny i można było na tym cały dzień pracować w polu.
                Oprócz tego smalec ze skwarkami też był zawsze pod ręką i używany do wszystkiego.
                Oprócz jesieni drób jedzono rzadko bo ważniejsze były jajka. Tylko jesienią jedzono go gdy trzeba było zmniejszyć stado aby mniej potrzeba było im jedzenia na zimę.
                Krowy prawie wyłącznie były trzymane dla mleka (które dawały tylko przez jakieś 8 miesięcy kiedy była świeża trawa)
                Owce dla wełny.
                Oczywiście jak się trafiło że ze wszystkich piskląt 10 okazywało się kogutami to szybko też trafiały albo na sprzedaż albo do gara. Podobnie to się ma do byków, knurów, baranów, itd.
                Ze względu na to że mleko nie było dostępne przez cały rok latem i jesienią robiono sery na zimę. U mojej babci to był biały mocno solony suszony ser, który suszył się na strychu. Też ponoć jedna skiba takiego sera wystarczała na cały dzień przy pracy w polu.
                Chleb robiono samemu średnio raz w tygodniu w wielkich bochenkach.
                Co mnie szczególnie zdziwiło to latem mało ogólnie się gotowało. Bo było tyle pracy że nie było kiedy i dobrze było jak miało się czas żeby zjeść choć jeden posiłek dziennie. Babcia zawsze powtarzała że najlepszą fuchę miało się przy gotowaniu ziemniaków, grochu dla świń. Zawsze im się podjadało :)”. Koniec komentarza 🙂 U moich babć też tak było, więc to już +2… Chyba że się jakoś wszystkie zgadały i to samo opowiadają ;-). Co do bakterii się zgadzam i osobiście uważam, że w tym temacie „leżymy” jako ludzkość. A szkoda, bo wygląda na to, że jest on podstawą medycyny…

                Polubienie

            6. To są przykłady z czasów okołowojennych, więc dość nam bliskie. U mnie babcia też potrafiła zjeść chleb ze słoniną. Ja nie.
              Pisałem o czasach wcześniejszych, po utracie niepodległości, kiedy polska wieś naprawdę zbiedniała do tego stopnia, że ludzie uciekali z Galicji ze względu na głód. Jakiekolwiek zwierzęta hodowlane były rzadkością. A mimo to ludzie jakoś sobie radzili bez smalcu, bez słoniny, niemal na przymusowej diecie wegetariańskiej. Teraz mamy komfort wyboru, więc nie widzę potrzeby kłócenia się, co jest najlepsze dla wszystkich.
              Jeszcze odnośnie bakterii. Znajomy znał człowieka, który chodził w jednej koszuli, prawie się nie mył… ale nie śmierdział! Posiadał taki zestaw bakteryjny na skórze, który neutralizował wydzieliny skóry. I podejrzewam, że dawniej to był standard.

              Polubienie

              1. To mogę potwierdzić po sobie i innych „paleo” znajomych – to też kwestia higieny naturalnej – ciało przestaje „śmierdzieć” 😀 Myślę że wiele ma tu do powiedzenia chemia którą się powszechnie stosuje. Tak samo jak śmierdzą ubrania sztuczne, polyestrowe, a naturalne nigdy – tak samo może skóra naszpikowana sztucznosścią zwyczajnie śmierdzieć. Przynajmniej tak to rozumiem.

                Polubienie

        2. Pokaż mi proszę te osoby bo nie wierzę. Jeśli nie miały to na pewno wcinają tłuszcze roślinne typu oliwa z oliwek, kokos, avocado, etc. Ja zawsze się odnoszę do lokalnie dostępnego pożywienia. W Polsce nie ma ani avocado, ani oliwek, ani tym bardziej kokosów. Jeśli mówimy więc o naturalnym pożywieniu charakterystycznym dla danego obszaru to w Polsce jest to tłuszcz zwięrzęcy i tyle. Wszelkie teorie nt tego, że nie powinniśmy jeść zwierząt są niestety jedną wielką bujdą tworzoną wg mnie przez ludzi, którzy nie szanują natury.

          Polubienie

        3. Moja droga, nie wiem skad tych ludzi wzielas, ale moge ci powiedziec z wlasnego doswiadczenia jak taka dieta w Polsce zniszczyla mi zdrowie. Niejadalam miesa ani tluszczy odzwierzecych od urodzenia do 17 roku zycia. Nabawilam sie problemow z hormonami (pojawilo sie nadmierne owlosienie w wieku 11 lat!), ktorych do tej pory nie moge wyrownac. Miewalam depresje, ogromne niedobbowy witamin, a z czasem doszla rowniez nadwaga – jadlam wiecej niz powinnam a to dlatego ze wiecznie czulam sie glodna, brakowalo mi tluszczow ktore by mnie nasycily na dluzej niz 2 godziny. Do dzis mimo uplywu paru lat mam problem z zrzuceniem wagi i z powrotem do rownowagi. Wszystko przez jedna decyzje mojego ojca, ktory podjal ja za mnie i moich braci. Zadne z nas nie jest zdrowe a tym bardziej „najzdrowsze na swiecie”. Przestan oklamywac ludzi i siac takie idiotyczne przekonanie. Jeszcze zniszczysz komus zycie takimi przeslankami wiec odpusc.

          Polubienie

          1. Joszka, bardzo Ci współczuję. Niestety takich historii słyszałam już bardzo wiele, od mniej do bardzo drastycznych, stąd i ja mam podobne podejście do wegetarianizmu. Niestety ludzie są bardzo krótkowzroczni 😦 Ale nasze organizmy potrafią się przebudowywać – więc na pewno uda Ci się w końcu naprawić szkody, kwestia cierpliwości. Z tłuszczami nasyconymi, zwierzęcymi jest ten problem, że jak je odstawiamy organizm po jakimś czasie oduczy się je trawić i potem przywrócenie zdrowej diety jest bardzo trudne. Pewnie właśnie z tym się borykasz. I masz rację w tym co napisałaś o hormonach – zwłaszcza kobiety są od tego zależne – hormony nie ļędą prawidłowo pracować bez tłuszczy nasyconych. Życzę jak najszybszego powrotu do równowagi!

            Polubienie

        1. Dziwne. Kasza nie jest przecież modyfikowaną żywnością. Co innego jeśli została np. zmodyfikowana na poziomie genetycznym i produkuje kilka razy więcej jakiejś skrobii etc – wtedy mamy podobny problem jak przy współczesnej pszenicy. Na temat kasz nie wiem za wiele, bo też moje ich spożycie ogranicza się do okazyjnej gryczanej.

          Polubienie

  6. Jak zwykle świetny artykuł. Jesteś moim guru w wielu tematach a już Twoje podejście do życia inspiruje mnie niesamowicie. Ale w jednym artykule napisałaś, że warto słuchać konstruktywnej krytyki. To ja pozwolę sobie wtrącić moje 3 grosze (to zawodowe, nauczycielskie zboczenie 😉 ). „Gramów”, nie „gram”. Mam nadzieję, że nie uraziłam… Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

  7. To ja do tego polecę do obejrzenia „That sugar film” – film o cukrze. Australijczyk przez 2 miesiące spożywa 40 łyżeczek cukru dziennie (co jest średnią dla Australijczyków – podejrzewam że Polska daleko za Au nie jest) i pokazuje jak to wpływa na jego ciało i mózg. Film świetnie przemawia do rozumu, i potwierdza, że jeść należy tłusto, ale niektóre rzeczy zrozumiałam dopiero po przeczytaniu twojego artykułu. Świetne wytłumaczenie !

    Polubienie

  8. Wytłumaczyłaś lepiej niż mój dietetyk 😉 dzięki, jestem na dobrej drodze, proces zmian trwa waże zeby być swiadomym tego co nas zabija.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s