morze

Czy iść na studia? Co zrobić, gdy się wahasz?

O tym, że będę architektem zdecydowałam już w wieku 5 lat. Większość życia spędziłam niecierpliwie czekając na moment, kiedy będę w końcu mogła z nią obcować. Kończyłam kolejne klasy podstawówki, a potem liceum… A gdy dostałam się na te studia okazało się, że popełniłam poważny błąd…

Wtedy jeszcze go nie rozumiałam. Moja intuicja mówiła mi, że coś nie gra, ale nie potrafiłam jej słuchać tak, jak terazZmieniłam uczelnię, ale, mimo, że było merytorycznie trochę lepiej, bardzo szybko miałam tego całego „cyrku” szczerze dosyć.

Ostatecznie zacisnęłam zęby i zostałam dyplomowanym architektem. Skończyłam studia, które same w sobie zabrały mi kilka lat życia, ale nie dały w zamian wiele… Do dziś ani razu nie użyłam nigdzie swojego dyplomu. Żaden z pracodawców nigdy nawet o niego nie poprosił… I to chyba najlepszy komentarz tego, jaką wartość ma studiowanie.

Po prostu zostanę…

studia

Swój błąd w pełni zrozumiałam dopiero po kilku latach, podczas szukania pracy w Berlinie. Na jednej z rozmów kwalifikacyjnych szef dużego biura architektonicznego zaczął opowiadać o swoim najlepszym pracowniku. Twierdził, że musi o nim wspomnieć każdemu architektowi, jakiego spotyka.

„To był młody chłopak” – mówił – „Ledwo wyszedł ze szkoły, 18 lat… Pewnego dnia po prostu zjawił się w moim biurze. Myślałem, że żartuje gdy zapytał o pracę… 

Ale on nie żartował. Mówił, że zostanie architektem, który kieruje budową i będzie zarabiał grube pieniądze… Nie, że „chciałby”, że „marzy” tylko, że „po prostu zostanie”…

Wtedy dopiero raczkowałem z firmą więc zgodziłem się, mimo, że nie potrafił właściwie nic. Przez jakiś czas nie płaciłem mu, ale chłopak szybko się uczył i już po 2 latach zacząłem go traktować jak wartościowego pracownika. Nauczył się programów, latał ze mną na budowy. Płaciłem mu mało, ale on nigdy nie narzekał. Wręcz przeciwnie – pracował dużo więcej niż inni, ciągle się o wszystko pytał, był ciekawski, chciał się ciągle uczyć…

I po 6 latach dopiął swego. Jest lepszym pracownikiem, niż jakikolwiek architekt z dyplomem, jakiego znałem. Zna się na rzeczy. I teraz muszę mu płacić naprawdę sporo…” – śmiał się szef tego biura.

żeglarz

Pamiętam, że siedziałam tam jak wryta… Dotarło do mnie wtedy, że dałam się nabrać. Dałam się nabrać na te całe studiowanie, matury i inne papierki, które wciskane nam są jako niezbędne do szczęścia i sukcesu rzeczy… A tak naprawdę są prawie bezwartościowe…

Gdybym tak, jak ten chłopak, po prostu zaczęła gdzieś pracę, nie tylko zaoszczędziłabym kilka lat życia – nauczyłabym się wielu cennych rzeczy bezpośrednio w pracy i zdobyła doświadczenie zawodowe i pozycję dużo szybciej.

Wystarczyło nie słuchać tego, co mówili wszyscy dookoła i… robić na odwrót. Po prostu szukać pracy… Bez papierów. Bez tytułów. Z jedynym, czego potrzeba – ze szczerą chęcią do nauki, rozwoju i ciężkiej pracy. Za nic, lub za marne grosze na początku…

plaża palmy

Długie lata zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nigdy nie skończyła studiów… Zawsze mówiłam sobie, że „ten dyplom jest uznawany prawie na całym świecie” i „pozwoli mi kiedyś nauczać na jakimś uniwersytecie”… Ale to nie były moje słowa i moje myśli. To były „hasła reklamowe”, mające nam „sprzedać” takie, a nie inne życie…

Dziś, po wielu latach, wiem na pewno to, co kiedyś wiedziałam intuicyjnie – że ten dyplom jest prawie nic nie warty, a jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na zabawę w profesora, prędzej stworzę własną uczelnię, niż wytrzymam atmosferę panującą na państwowych uniwersytetach…

Oczywiście to tylko moje przemyślenia i mój przypadek. Być może inne tytuły czy dyplomy faktycznie czemuś służą. Nie jest też tak, że podczas studiów nie nauczyłam się nic – ale to, co zdobyłam, zdobyłam sama. Poprzez swoją ciekawość, swoje próby i błędy. I był to zaledwie mały ułamek tego, czego potrzeba w prawdziwym życiu i w prawdziwej pracy…

Ale dlaczego o tym wszystkim mówię?

karaiby

Bynajmniej po to, by umniejszać uczelniom i studentom. Mówię to po to, by pokazać, że można iść inną drogą. Że to, co słyszymy od małego to bzdury. Że nie trzeba podążać za tłumem. Mówię to, bo sama chciałabym usłyszeć to wtedy, kiedy byłam młoda.

I nie chodzi tu o to, żeby nie studiować w ogóle. Chodzi o to, by mieć świadomość, że to nie jest jedyna słuszna decyzja. Żeby nie marnować cennych lat życia tylko dlatego, że nie wiemy co ze sobą zrobić. Żeby szukać samemu własnej drogi, a nie podążać za tłumem…

Wiele osób nawet gdy dobrze wiedzą, co chcą studiować robi sobie najpierw rok przerwy, by spróbować czegoś innego, tzw. „Gap Year”. Część wraca, a część zmienia kierunek życiowy. I nieważne co ostatecznie wybiorą. Ważne, że wybierają bardziej świadomie. I jeśli potem studiują, podchodzą do tego zupełnie inaczej.

Więc jeśli zastanawiasz się, co studiować, albo zwyczajnie nie wiesz co ze sobą zrobić, lub wiesz, ale podświadomie przeczuwasz, że to może nie być najlepsza i jedyna decyzja – gorąco polecam Ci poniższe, niezwykle porywające przemówienie Michała Pacy:

 

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

47 myśli nt. „Czy iść na studia? Co zrobić, gdy się wahasz?”

  1. Ja np zrezygnowałem z dziennych studiów na rzecz pracy za granicą. Była to najcięższa i najlepsza decyzja w moim życiu.

    Lubię to

  2. Czesc, wydaje mi sie, ze niestety nie wszytsko o czym piszesz mozna przelozyc na polskie realia.

    W Niemczech jeszcze do niedawna, jesli przez 10 lat pracowalo sie w biurze architektonicznym bez ukonczonych studiow, mozna bylo zostac czlonkiem izby architektow.
    Teraz jest juz to niemozliwe, ale faktycznie mozna nawet przed matura zaczac pracowac w jako Auszubildene, zajmowac sie prostymi rzeczymi, jednoczesnie chodzac na zajecia do specjalnej szkoly, lub nie.
    Jesli jest sie dobrym pod koniec mozna zostac zatrudnionym, ale czasowo nie zyskuje sie na tym za bardzo, poniewaz sam proces Ausbildung trwa okolo 3 lat, czyli prawie tyle co studia i na koniec i tak dostajesz podobna pensje.

    Ja tak jak Ty zaczelam moja architektoniczna kariere w bardzo prestizowym biurze, zmeczona czasem calonocna praca, weekendami pod znakiem zapytania po roku przenioslam sie do mniejszego biura, do spokojniejszego miasta.
    Tutaj jestem szczesliwa,czerpie ogromna radosc z projektowania, po kilku miesiacach przydzielono mi kilka osob, ktore pomagaja mi w pracy, pensje mam rowniez duza wysza niz w poprzednim biurze, w ciagu pierwszego roku pracy dostalam dwie znaczne podwyzki.
    Mam duzo wiecej czasu dla siebie,rodziny i wystarczajace zarobki, zeby na wakacje poleciec na Karaiby,w dluzszy weekend do Portugalii i jeszcze czesc odlozyc.
    Sadze, ze nie wszytko jest czarne lub biale, nie trzeba popadac z jednej skrajnosci w druga, mozna znalezc swoje szczescie rowniez gdzies po srodku : ).

    A wracajac do studiow- dam sobie reke uciac, ze w zadnym polskim biurze architektonicznym nikt nie zatrudni (bez znajomosci) mlodej osoby bez wyzszego wyksztalcenia, przeciez tylu mlodych magistrow pracuje za darmo, zeby tylko uzyskac doswiadczenie zawodowe…

    Lubię to

    1. W mojej przygodzie ani razu nie pytano mnie o dyplom. Ani w PL ani w DE… Co do izby architektów – to mnie zawsze bawiło, ta pogoń za „uprawnieniami”. Co one dają? Nic. Bez doświadczenia zawodowego i bez odpowiedniej znajomości biznesu ogólnie nie stworzysz i tak firmy własnej. Więc po co komu uprawnienia? A jak już stworzysz – zatrudniasz kogoś, kto je ma, albo kupujesz podpisy i wcale nie jest to konieczne, by odnieść sukces. Ba – wszyscy szefowie, którzy się „wybili” na rynku, jakich znałam – nie mieli uprawnień… Po prostu radzili sobie mimo to, bo uprawnienia same w sobie nie znaczą nic. Są jak ten dyplom, który też nie ma wartości na rynku.

      Lubię to

      1. Mnie tez nigdy nikt o dyplom nie pytal. w Niemczech i tak nikt nie ma pojecia o Polskich uczelniach, wpisujesz w swoim cv mgr inz arch, ktos to zobaczy i to wszystko, nikt nie bedzie specjalnie sie jemu przygladal bo i po co, skoro system, oceny itd sa zupelnie inne w PL i DE. Oczywiscie, ze najwazniejsze jest doswiadczenie. Ale np z tytulem magistra na wejscie dostajesz wyzsza pensje niz ktos z tytulem inzyniera.Uprawnienia to nie tylko papierek, to laczy sie np z ubezpieczeniami, bez ktorych w przypadku nieszczesliwej tragedii masz ogromne klopoty. Wszyscy szefowie, ktorych znam maja uprawnienia, to troche dziwne i niepowazne dawac komus innemu do podpisania swoje projekty i jeszcze za to placic, jesli juz zalozylo sie biuro architektoniczne

        Lubię to

        1. i jeszcze ostatnia rzecz-skoro szefowie placili komus za to, zeby podpisal ich projekt, to znaczy, ze jednak taki podpis i uprawnienia sa potrzebne 🙂 Bez nich projekt nie moze zostac zrealizowany, wiec czy nie lepiej sie przemeczyc i je po prostu zrobic, niz przez cala kariere wydac nie wiadomo ile pieniedzy na osoby , ktorym te uprawnienia zrobic sie chcialo? Pozdrawiam

          Lubię to

            1. czyli dwa podpisy to cena egzaminu na przyjecie do izby architektow w PL …nie rozumiem skad u Ciebie taki bunt, tym bardziej, ze w Niemczech to tylko kwestia uczestniczenia w kilku seminariach, ktore teoretycznie mozna nawet przespac 🙂 No dobrze, daje juz spokoj, wracam do mojego nudnego zyca i pogoni za kariera 🙂

              Lubię to

              1. Wiem, koleżanka zdawała to ostatnio. Tyle że dwa razy. I męczyła się z tym chyba z pół roku. Za każdym razem. Że nie wliczę nerwów i debilizmu całości. Ja po prostu nigdy tego nie potrzebowałam i nie potrzebuję dalej, co tylko dowodzi, że można odnieść sukces bez żadnych papierków. Jak ktoś chce być właścicielem firmy to i tak przestaje być architektem a staje się zarządcą, nie ma innej opcji. Są oczywiście architekci-szefowie ale to są tragedie biznesowe i potem jest narzekanie że im nikt nie płaci wystarczająco… Ale jak ktoś chce iść tą drogą to przecież może, ja nie mówię, że to jest xłe czy nie da się, po prostu z mojej perspektywy to nie jest właściwa droga do sukcesu. Czego najlepszym dowodem jest moja sytuacja i sytuacja mojej koleżanki.

                Lubię to

                1. prawda, dlatego moj szef stara sie zachowac stala wielkosc biura max 25 osob, ktora ogarnia i ogarnia wszystkie projekty, choc tak jak piszesz- przyjemnosci z projektowania ma niewiele. Zazwyczaj wyglada to tak, ze np ja cos projektuje, a on robi mi korekty. No tak,z egzaminem na uprawnienia to jak z egzaminem na prawo jazdy 😉

                  Lubię to

          1. Nie do konca: Obowiązkowe ubezpieczenie OC dla architektów ma charakter grupowy i jest skierowane do wszystkich członków Izby Architektów RP. Ubezpieczeniem można także objąć architekta, jeśli jednocześnie należy do Izby Inżynierów Budownictwa i wykonuje czynności zawodowe inżyniera oraz osoby, które posiadają uprawnienie do sporządzania charakterystyki energetycznej obiektów budowlanych.

            Lubię to

            1. A prywatnych nie ma? Z tego co pamiętam moi szefowie mieli jakieś dodatkowe, poza tym że zwykle zatrudniali kogoś z uprawnieniami kto potem na nich robił i podpisywał w 50% projekty 🙂 Naprawdę, te całe komunistyczne uprawnienia dyplomy itd są nic nie warte – zawsze przegrają z doświadczeniem i wyobraźnią.

              Lubię to

              1. to prawda … niestety tak to wszystko jest tutaj zorganizowane i pewnie dlatego od tego ucieklas, rozumiem,tez czasami mam dosc tej calej naszej zawilosci, formalnosci, papierow ..

                Lubię to

  3. Proszę, niech ktoś mi powie, co mam robić, kiedy chcę pójść na studia, ale wszystko co się z nimi wiąże przeraża mnie… Poznawanie rówieśników, imprezowanie itp. mnie nie przekonują.. Jak się domyślacie, mam fobie społeczną, jestem strasznie nieśmiała i przez większość mojego dotychczasowego życia się stresowałam. Nie chcę więcej się stresować, ale głupie pójście do szkoły mnie stresuje i już nie mam siły. Choroba nie występuje tylko wtedy, kiedy widać np. na termometrze. Można powiedzieć, że jestem więźniem samej siebie, co potwornie męczy… Nie wiem jakie mam zdolności i gdybym miała iść na studia to nie wiem na jakie, a gdybym miała zrobić sobie gap year to nie dałabym rady poszukać pracy, czymś się zająć, bo po prostu strach by mnie paraliżował…

    Lubię to

    1. Jeżeli nie będą to studia w Twoim miejscu zamieszkania i będziesz musiała się przenieść, to wcale nie musisz mieszkać w akademiku, ani nawet bywać na imprezach. Nie musisz się też z nikim zaprzyjaźniać i nikt z tego powodu nie będzie Ci robił wyrzutów.
      Natomiast nie da się studiować tak całkiem bez kontaktów z ludźmi, więc pewne oswojenie tematu relacji miedzyludzkich nastąpić musi i będzie to nawet dla Ciebie korzystne – ludzie nie gryzą… zazwyczaj 😉

      Nie wiesz na jakie studia chcesz iść? Jeżeli naprawdę chcesz studiować, to musisz wybrać, albo to, co lubisz robić i chcesz się specjalizować, albo to co chciałabyś robić w przyszłości.

      Lubię to

      1. Co do moich ‚zaburzeń’ może nie będe już więcej pisała, bo nie o tym jest artykuł… A jeżeli chodzi o studiowanie to nie bardzo mogę studiować to co lubię, bo nie mam do tego predyspozycji, talentu (a choć trochę trzeba mieć), a jeśli chodzi o to co chciałabym robić to chyba nie potrafię, aż tak wybiegać w przyszłość. Poza tym jestem osobą, która szybko się nudzi, chyba nie potrafię wybrać czegoś konkretnego. Otaczają mnie ludzie, którzy mówią: „jak nie studia to co ty będziesz robić po liceum?” W artykule i video było o tym by robić na odwrót. Moim zdaniem tylko naprawdę otwartym ludziom i w pewnym sensie szczęściarzom może cokolwiek wyjść (mówię tu o tych co kończą liceum, bez zawodu). Ja chyba sama chcę mieć wyższe wykształcenie, ale nie potrafię wybrać i to jest chyba problem większości młodzieży…
        PS. Dziękuję, że ktoś odpisał 🙂 I no wiem, ludzie zazwyczaj nie gryzą :p

        Lubię to

        1. Każdemu, kto bardzo chce i odpowiednio długo się stara, w końcu wychodzi. To nie jest kwestia szczęścia, chociaż oczywiście lepiej je mieć, niż nie mieć.
          Wykształcenie formalne w bardzo niewielu dziedzinach ma znaczenie. Niby jakoś ukierunkowuje w późniejszym życiu, ale to działa bardziej na zasadzie przyzwyczajenia, niż faktycznie determinuje naszą przyszłość.
          Jeżeli chcesz zobaczyć, jak jest na studiach i czy Ci to do czegoś będzie potrzebne, to po prostu musisz się zdecydować na jakiś kierunek i spróbować. Zrezygnować możesz w kazdej chwili. Ze mną na kierunku zaczynało ponad 200 osób. Po pierwszym semestrze zostało 120. Ani nie ma przymusu studiowania, ani brak wyższego wykształcenia nie jest powodem do wstydu. Twoje życie jest Twoje i czemu zechcesz poświęcić swój czas, to będzie się realizowało. Tylko… musisz coś wybrać 🙂

          P.S. „Zaburzenia” pewnie przeceniasz, ale jeśli wolisz unikać ludzi, to może coś związanego z informatyką, historią albo szeroko pojętym pisarstwem?

          Lubię to

    2. Polecam od zwykłego przebiegnięcia się. Nie mów, że Ci się nie chcę, nie lubisz. Potraktuj to ode mnie jako zadanie 😉 Tyle na początek wystarczy, a zobaczysz co się stanie. Nie ma nic za darmo, samo nie przyjdzie, magicznego środka nie ma.

      Lubię to

  4. Problem jest taki, że w Polsce jest tylko garstka certyfikowanych, prawdziwych Coachów – Psychologów. Reszta to tzw. pleps, który robi jakiś tani kurs 3-miesięczny i zostaje wielkim Trenerem i Mówcą. Niestety taka moda, która przyszła z Zachodu. Kim jesteś jesteś zwycięzcą. Uwierz, że to narobi więcej złego niż dobrego człowiekowi.

    W mojej ocenie społeczeństwo z roku na rok jest coraz mniej dojrzalsze i zwyczajnie głupie. Studia przedłużają okres tzw. dzieciństwa. Można powiedzieć że to dodatkowe 3 lub 5 lat szkoły ponadgimnazjalnej. Niestety rodzice nie pomagają dając dziecku hajs i jeszcze pusząc się że dziecko zdało sesję i jest na 2 roku studiów. Niektórzy nawet kupują za coś takiego dziecku samochód. Porażka. Potem nie mając jakichś układów i roboty po znajomości takie dziecko wchodzi na rynek pracy i zapada w murowaną depresję gdy dowiaduje się, że tak naprawdę jest nikim kompletnym zerem mimo, że przecież mówili mu jaki jest znakomity.

    Moja skromna ocena jest taka studia tak jeśli sam sie utrzymasz tzn. ruszysz dupe do roboty i pogodzisz jedno z drugim. Masz prawo studiować.

    Lubię to

    1. Zgadzam sie – to co obserwuję w świecie coachów to jest dramat nad dramaty – wyciąganie pieniędzy z kieszeni biednych ludzi, którzy się na to nabierają…. Myślę że dlatego takie osoby jak Magdalena Szpilka nie chcą nazywać się „coachami”.

      „Studia przedłużają okres tzw. dzieciństwa. ” – DOKŁADNIE!!! Sama tak o tym myślałam, gdy studiowałam. Przedłużają ten schemat w którym dorastamy i który ciężko jest opuścić. Nie chcemy dorastać. Niektórzy nigdy nie dorastają… Tzn. nigdy nie biorą odpowiedzialności za swoje życie.

      Świetny komentarz!

      Lubię to

      1. Wiesz, dużo zależy jak prowadzisz te studia.
        Jeśli się rozwijasz, celujesz w trudne kierunki, które wymagają dużo poświęceń i budują twój charakter, etykę pracy (i nie mam tutaj na myśli samej nauki, ale rozwoju nad sobą) to jak najbardziej warto.

        Lubię to

  5. Dokładnie. W większości udzie którzy coś w życiu osiągnęli nie mają papierka, za to posiadają umiejętności zdobyte poprzez samorozwój. Szkoda lat, pieniędzy i nerwów. Chyba, że ktoś jechał całą edukację na paskach i dostaje stypendium. Studia są dla takich ludzi.

    Słuchaj, a co robić w wieku 21 lat, kiedy to jednak zdecydowało się pójść do jakiejkolwiek pracy aby mieć jakieś pieniądze, a olało się studia? Jak nie zmarnować kolejnych lat życia?

    Lubię to

    1. Całe 20-stolecie się uczyć. Ryzykować, poznawać, próbować, nie bać się zmian. Podróżować za grosze, da się. Szaleć po prostu. Potem się zbiera tego owoce! Naprawdę. To jest wiek na życiowe eksperymenty i poznawanie siebie, nie mają sensu wtedy żadne poważne decyzje:D Bo jeszcze siebie nie znamy!

      Polubione przez 1 osoba

  6. Moim zdaniem studia mogą być wartościowym doświadczeniem. Jestem osobą, która właśnie nie wiedziała „co ze sobą zrobić”, obecnie studiuję na 3 roku wzornictwa. Może sam papierek w moim zawodzie nie jest wymagany, ale korekty, konsultowanie projektów i ćwiczenia na uczelni sporo mi dały. Pozwoliły spojrzeć na niektóre sprawy inaczej i wątpię, że mogłabym zrobić to bez szkoły.Poza tym, jeśli ktoś właśnie „nie wie co ze sobą zrobić”, trzeba robić cokolwiek, nawet iść na studia 🙂 z siedzenia w domu i zastanawiania się, do czego się nadajemy, co lubimy robić itp nic nie wynika (przynajmniej dla mnie), dopiero robiąc rzeczy które lubimy i których nie znosimy, można odnaleźć naszą drogę 🙂 a przynajmniej łatwiej ją odnaleźć.

    Lubię to

    1. hmm. W moim przypadku korekty projektów kończyły się tak w 90%, że robiłam i tak swoje. Bo były tak niemerytoryczne, że się nie dało inaczej 😀 Aczkolwiek jeden profesor był fenomenalny i tylko zadawał pytania, niby proste, ale mózg się przeładowywał po nich 🙂 Myślę że wiele zależy też od właśnie nauczycieli… może jakbyśmy mieli studia płatne, to by to inaczej wyglądało.

      Lubię to

        1. No nie wiem. Właśnie jestem w USA< najlepszy przykład, że płatne studia to fenomenalne rozwiązanie. Ci, co się dają nabrać potem płacą mega kredyty 🙂 Jest kara – jest lekcja. Przynajmniej tyle.

          Lubię to

          1. Hej,
            Trudno mi się zgodzić na to, że osoba która w młodym wieku nieprawidłowo wybrała kierunek studiów zostaje po dyplomie bez pracy i z długami. W końcu każdy ma prawo do pomyłek…
            Ja studiowałam architekturę w DE (bezpłatnie), studia i korekty, jak również zaplecze techniczne uczelni były na przyzwoitym poziomie.
            Dlatego też myślę, że nie ma co uogólniać. To że w Twoim przypadku studia okazały się być straconym w Twoich oczach czasem, nie znaczy że dla nikogo w dzisiejszych czasach nie mają one sensu.
            Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

            Lubię to

            1. Ale przecież dokładnie to opisałam – że to jest mój przypadek i na pewno są takie studia które coś dają, albo papiery które coś znaczą (czy tylko politycznie to już inny temat).

              Co do USA – „remember that your safety is YOUR RESPONSIBILITY”. Ameryka jest fenomenalnym krajem, choć ustawicznie niszczonym przez socjalizm. Mimo to pozostaje jeszcze oazą wolność – ale wolność oznacza też ODPOWIEDZIALNOŚĆ za siebie. Jeśli jakieś dziecko popełnia błąd wybierając studia to jego problem. Jeśli rodzice nie wychowali go w duchu amerykańskiej wolności to ich i też jego problem. Grunt, że za taki kredyt takie dziecko zapłaci samo, z własnej kieszeni. I to jest lekcja. Według mnie tak powinno być. Za własne błędy powinniśmy sami płacić, a nie oczekiwać, że zapłacą za nie inni.

              Polubione przez 1 osoba

  7. A ja się ceszę że przerwałam studia. Czułam się z tym źle na początku i gdy miałam podjąć decyzję wszyscy patrzyli na mnie jak na debila bo przeciez JAK MOZNA rzucić studia? Jak mozna?! Ta presja wszystkich do okoła była straszna bo wszystcy wierzą ślepo że bez studiów nikt nie pozwoli wykładać mi towaru w sklepie. NIestety Studia to już nie prestiż. Jestem szczęśliwa ze podjęłam taką decyzję kilka lat temu 😉 życzę takiego szczęścia wszystkim

    Lubię to

  8. Za późno;)) A tak serio, to ciężko w dzisiejszych czasach nie iść na studia. Ta nagonka zewsząd, a w 3/4 ofertach pracy wymagania z sufitu od studiów po 5-letnie doświadczenie, które nie wiadomo, gdzie masz zdobyć. Chłopak o którym piszesz miał szczęście tak jak i wielu innych ludzi sukcesu. I właśnie, w tym sęk- oprócz szczerych chęci i determinacji potrzeba jeszcze odrobiny szczęścia w znalezieniu kogoś kto w ciebie uwierzy i da ci szansę. Chyba że wybieramy opcję „z grubej rury” i od razu sami zakładamy firmę.

    Lubię to

  9. Ja mam 19 lat, za miesiąc matura. Robię sobie tzw. „gap year” by ochłonąć, nabrać dystansu. Poczytać, pouczyć się języków. Pozwiedzać, pójść do pracy, poimprezować. Nigdzie mi się nie spieszy, żyje sobie powoli. Cieszę się życiem, bo drugiego nie mam. Tylko ludzie myślą, że to stracony rok z życia. Przecież idąc tą logiką, to jest dodatkowy rok życia. Ale jak ktoś uważa, że płacenie ZUS’u czy im szybsze założenie rodziny to „życie”, to niech przynajmniej zostawi to dla siebie, bo już z takimi zdaniami miałem styczność. Nie mam nic do ludzi wierzących, sam wierze w Boga. Ale narzucanie sobie jakichś głupich standardów, z nadzieją, że się dostanie jakieś inne życie, a to musisz przeczekać jest bynajmniej idiotyczne.

    Polubione przez 2 ludzi

  10. Niestety niektóre zawody wymagają papieru. Jak choćby psychologia. Za tym idzie cała teoria której nie da się nauczyć na „żywych” przykładach i podczas pracy… co nie zmienia faktu że przez 5 lat, tak jak w moim przypadku, studiując zaocznie i tak nie ogarniesz wszystkiego -.- Pozdrawiam ciepło z jeszcze chłodnej PL 🙂

    Lubię to

  11. A co zrobić gdy człowiekowi jest trudno ruszyć, ma depresję i jest zaślepiony. Chciałby wziąć odpowiedzialność, ryzykować, ale nie wie jak zacząć.

    Lubię to

    1. Psycholog dla idących an łatwiznę, dobry coach dla trochę bardziej ambitnych oraz szukanie informacji samemu, studiowanie tematu depresji na własną rękę i wychodzenie z niej poprzez pracę nad sobą – dla najbardziej ambitnych (i też przynosi to najlepsze i najszybsze rezultaty). Temat nie jest trudny – trudne jest w tym tylko zaakceptowanie, że to trwa, czasem nawet kilka lat. Grunt to zacząć.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Takie ocenianie jest krzywdzące… psycholog dla mało ambitnych, coach dla bardziej.. przecież każdy człowiek jest inny! I to że w danej chwili w swoim życiu nie jest w stanie sam sobie poradzić nie znaczy od razu że brak mu ambicji… I w czym coach jest lepszy od psychologa?! Przecież zeby być coachem wystarczy tylko skończyć jakiś lipny kurs..

        Lubię to

        1. Nie miałam na celu obrazić, mówiąc „mało ambitnych” – to dla mnie nie jest negatywne określenie. Po prostu określa stan danej osoby – osoba w depresji jest praktycznie kompletnie nieambitna 🙂 Przepraszam, jeśli to uraziło, nie taki był przekaz, naprawdę. Nie ma też nic złego w nie byciu ambitnym. Bywa sporo złego w byciu ambitnym. Przepraszam że tak jednoznacznie to zabrzmiało.

          Lubię to

  12. Eeee, chyba to jednak trochę przesada. Studia to nie tylko „papierek” i nie tylko to czego się nauczysz. To również cała otoczka: wykłady, kolokwia, zaliczenia, poprawki, juwenalia, imprezy w akademiku, całe mnóstwo wartościowych i bezwartościowych ludzi, których tak łatwo można spotkać, poznać i obcować z nimi.

    Gdy się pójdzie do pracy (na etacie) to już nie tak łatwo o nawiązywanie nowych znajomości. Spotyka się wąskie grono ludzi w pracy, z których zwykle większość przeszła podobną drogę w życiu i zajmują się podobnymi rzeczami.

    Przyznaję, że większość nauczyłem się na praktykach i później w pracy zawodowej, ale nie przeszkadza mi to. Wszystko ma swój czas w życiu, zdążyłem zarówno nauczyć się wszystkiego co mi potrzebne, jak i prowadzić to cudownie słodkie studenckie życie. Przykro by mi było gdybym miał utracić te wspomnienia.

    Lubię to

      1. Studia są jak katalizator, łączą z ludźmi w podobnym wieku i podobnej sytuacji życiowej. Oczywiście że można imprezować bez studiowania, ale idąc na studia jest to dużo łatwiejsze. Dodatkowo moje osobiste doświadczenie jest takie, że to na studiach imprezowałem najwięcej.

        Nie wiem skąd czerpiesz moc do oceniania, że moje myślenie jest błędne, ale fakt że nie zgadzam się z Twoim zdaniem jeszcze o tym nie przesądza.

        Pozdrawiam 🙂

        Lubię to

        1. To jest kwestia jak kto wartościuje życie, IMHO. Wg mnie po prostu to nie jest warte tych lat i wysiłku. Też miałam super studia, ale mam świadomość, że mogłam mieć super życie zamiast tego, gdybym tylko zorientowała się wczas, że są inne możliwości 😉

          Polubione przez 1 osoba

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s