„Już nie czekam i nie marzę” – TRAVELview z Krysią Roszak

Krysia ma 30 lat i pochodzi z Poznania. Jej pasją zawsze była psychologia i praca z dziećmi. Ale zostawiła ją i wyruszyła w nieznane. Dziś jest… szefem kuchni na luksusowym katamaranie, pływającym po wodach Karaibów i wysp Morza Śródziemnego.

W swojej pracy odpowiada za nastroje i żołądki ludzi z całego globu, „często fascynujących, choć wymagających” – jak sama opisuje. Pracuje na boso. Gdy nie pracuje – podróżuje. Mówi, że wtedy „przygląda się światu, biega, łazi po górach, karmi się przestrzenią.” Twierdzi, że dziś jest sobą tak, jak nigdy wcześniej”

Jak wyglądało Twoje życie wcześniej?

W Polsce studiowałam psychologię i antropologię kulturową, pedagogikę specjalną i skończyłam kurs z neuropsychologi. Kilka lat pracowałam z dzieciakami, od zupełnie zdrowych po ciężko upośledzone. Bardzo lubiłam swoją pracę, to była zawsze moja pasja. Prowadziłam też warsztaty kulinarne, dietetyczne, międzykulturowe…

Co więc się stało, że zdecydowałaś o zmianach?

katamaran

Kilka lat temu pojechałam na całe lato do Kenii realizować własny, niepowtarzalny projekt „AFRYmind” wraz z towarzyszkami. Chyba wtedy otworzyły się moje oczy na świat, tak w pełni…

Po kilku latach porzuciłam moją pracę i cudownych podopiecznych i ruszyłam w świat. Po dwóch latach magii, baśni, czasem dobrego, a czasem strasznego filmu jestem tu, gdzie jestem – na wodach karaibskich.

Jednym z niby błahych, ale dla mnie bardzo istotnych powodów takiej decyzji było… zimno. Nie żartuję. Polska szarość i zimno nie jest dla mnie – moje ciało go nie akceptuje, nie umie się doń dostosować. Dotarło do mnie, że prawdopodobnie Polska nie jest moim miejscem, skoro tak bardzo doskwiera mi tutejszy klimat. Ileż zim można trwać rozcierając palce i płacąc coraz wyższe rachunki za ogrzewanie?

Oczywiście, to tylko mały kawałek układanki – bo całe moje życie osobiste, towarzyskie, zawodowe pokazało mi kierunek. Wiedziałam, czułam i byłam przekonana, że potrzebuję zmiany. Nie odpoczynku – zmiany. Na dobre.

Miałaś jakiś konkretny plan?

zachód słońca katamaran

Efekty moich własnych pragnień zaskoczyły mnie samą. Wszyscy mówią, że trzeba mieć wielkie marzenia. Ale nikt nie ostrzega nas, że one się spełniają! Wierzę głęboko, że raz wypowiedziane słowo, życzenie, pragnienie ma moc tak potężną, że świat nie spocznie, póki ty go nie zrealizujesz.

Zatem moje marzenie o byciu „Nomadem”, bezpieniężnym, bezdomnym, wolnym jak rajski ptak, zdanym na rytm natury i przychylność napotkanych ludzi, ale i na własny rozum i ręce – spełniło się. Tak dokładnie i dogłębnie, że aż czasem sama przecieram oczy…

Pamiętam, gdy pakowałam mały, 40-litrowy plecak z biletem w jedną stronę do Gwatemali. Wtedy sądziłam, że po dwóch miesiącach będę z powrotem – jako „nowa ja”, ze świeżym umysłem, z czymś pięknym w duszy. Ale świat powiedział swoje i wszystko potoczyło się zupełnie inaczej… „Nowa ja” naprawdę się narodziła. Ale razem z nią „umarło” moje stare życie…

Jak potoczyła się ta podróż?

W Gwatemali zatrzymałam się na kilka tygodni bez planu, co dalej. Zajrzałam na karaibskie wybrzeże, ale nie zagrzałam tam miejsca. Dopiero Antigua, przepiękne kolonialne miasteczko w sercu Gwatemali, skradła moją duszę od pierwszego wejrzenia. Czułam, że musiałam tam zostać na dłużej.

Szybko stworzyłam niewielką grupę znajomych, głównie przez couchsurfing; znalazłam pracę w malutkiej klimatycznej winiarni, wynajęłam pokój. A potem zaczęły dziać się naprawdę niesamowite rzeczy…

Według mnie nie należy naiwnie wierzyć, że dobry plan i konsekwencja w jego realizowaniu to najlepsza recepta na udaną podróż. Tak naprawdę najważniejsi w podróżowaniu są spotykani ludzie. Oni rysują nasze ścieżki, otwierają drzwi, kierują nasze kroki ku tym czy innym stronom.

Dzięki wielu niesamowitym doświadczeniom podczas tej podróży zrozumiałam, że życie to nieprawdopodobny proces, ciąg przypadków i czasem cudów, rzeczy wręcz niemożliwych. To plątanina pięknych nieprawdopodobieństw, przesycona treścią machina, którą trzeba tylko w pełni ufności wprawić w ruch. A potem patrzeć, jak spełnia się sen.

Zostawiłam na chwilę moją Gwatemalę, by podróżować. Biegałam maratony, zasypiałam przy ognisku nad Pacyfikiem, przemierzałam Kalifornię, śpiąc na dachu zardzewiałego chevroleta, biegałam o świcie boso po spękanej ziemi w Dolinie Śmierci, piekłam ziemniaki w ogniu pod wielkimi sekwojami i kąpałam się w słynnej rzece Colorado, przecinającej Wielki Kanion

Później wróciłam do Gwatemali, a po chwili znów wyleciałam w podróż, do Kanady, a stamtąd na Islandię. Wszędzie porywały mnie skrzydła ludzkich zażyłości, namiętności, przyjaźni, a także wrodzonej ciekawości i potężnej potrzeby bycia w ruchu…

Po kilku kolejnych podróżach (w tym wizycie w Polsce) dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności trafiłam na Karaiby, na polski katamaran. Zostałam szefem kuchni. Od tego czasu morze stało się mym drugim domem.

Teraz, gdy ktoś mówi: „Powinnaś założyć knajpę”; ja odpowiadam: „Ale ja już ją mam„. Niewielką, ale za to z wiecznie zmieniającym się krajobrazem za oknem…

Wstaję rano, oglądam wschód słońca, robię kilka pozycji jogi, piję zbożową kawę, czasem zanurzam się na chwilę w słonej wodzie, a potem wstawiam do pieca pachnące muffinki. Mam pod dostatkiem słońca, przestrzeni, czystego powietrza, szczęśliwych twarzy… Nie potrzebuję niczego więcej.

A czy czegoś żałujesz? Nie myślisz nigdy o powrocie do swojego „starego” życia?

A jak myślisz?… 🙂

Co w takim razie zdecydowało o tym, że postanowiłaś, że już nie wrócisz?

zachód słońca

Pamiętam taką jedną noc w Salvadorze, na wybrzeżu Pacyfiku: siedzę w ciemności na plaży z laptopem na kolanach, pisząc o filozofii biegania na boso. Za mną, w oddali płonie ognisko, słychać stłumione głosy, ciche śmiechy. Mam rozgrzaną, opaloną skórę, nieskrępowane ciało, nieograniczony niczym umysł, stopy zanurzone w piasku, a przede mną – bezkres wody. I to przepiękne, niesamowite zjawisko: świecące glony… wodne świetliki, gwiezdna piana…

Uświadomiłam sobie wtedy, że właśnie dzieje się moje życie… Że już nie czekam i nie marzę, tylko właśnie w tej chwili, tu, teraz,  realizuje się wizja mego życia.

Chyba tamtej nocy odkryłam – niech brzmi to banalnie i naiwnie – że szczęście naprawdę istnieje. A ja mam go cały worek. Tego nie da się przeżyć w zwykłej podróży, kiedy gdzieś tam czeka dom. To spływa dopiero, gdy decydujemy się na totalną wolność. 

Wiem, co teraz pomyśli większość osób – „Ale to trzeba mieć pieniądze”… Jak to wyglądało u Ciebie?

Pracuję na dwa fronty. Po pierwsze, piszę. Dla portalu Bieganie.pl, dla Runners-world, dla Fit&Easy, teraz zaczynam też przygodę z Kukbukiem. Dzięki pisaniu mogłam utrzymać się na względnie przeżywalnym poziomie zanim wyruszyłam na morze. W taki sposób można pracować wszędzie, gdzie jest odrobina prądu i Internetu.

Dodatkowo w Gwatemali dorabiałam sobie w winiarni, poznając mnóstwo niesamowitych ludzi i szlifując wiedzę o szczepach i apelacjach…

Da się? Da. Praca znajduje się sama, jeśli otworzymy sobie okienka i drzwi w naszej głowie i pozwolimy sprawom dziać się i działać. Oczywiście, że czasem trzeba „zacisnąć zęby”, bywa słabo z kasą. Ale co z tego? To mała cena za cudowne doświadczenia, jakie można dzięki temu zdobywać!

Obecnie pracuję też na jachcie i także momentami bywa to bardzo męczące. Są okresy, kiedy pięć godzin snu na dobę to luksus. Gdy jestem bardzo zmęczona, wszystko pali się w rękach i robi się nerwowo, podnoszę wzrok i patrzę na horyzont albo na zieloną wodę. Po to, by uprzytomnić sobie, że narzekanie byłoby zwykłym grzechem, nadużywaniem karmy, pospolitą głupotą. Rany, przecież ja mam najlepszą pracę świata!

A po każdym „sztormie” jest czas na regenerację. Na herbatę o wschodzie i zachodzie słońca. Na jogę. Na książkę, rozmowę i kieliszek wina. I czasu tego nie zaśmiecają niepotrzebne kłótnie, zbędne przedmioty, negatywni ludzie, papierki, korki uliczne, kolejki do urzędów, radiowe reklamy i żaden inny śmieciowy pomruk tego świata.

Wspominałaś o narodzinach „nowej ja”. Opowiedz jak ta cała wielka przygoda Cię zmieniła?

wschód słońca

Jestem – mówię to z zupełną pewnością – kimś innym. Dużo bardziej wyrozumiałym i otwartym na odmienność. Uspokoiłam się i zdecydowanie zaakceptowałam siebie. Dzięki bieganiu, jodze i pasji, którą stało się zdrowe żywienie, moje ciało wygląda i czuje się zupełnie inaczej niż przed kilku laty.

Za ciałem idzie umysł i mam w sobie spokój i radość, której szukałam wiele lat. Mam więcej cierpliwości i mniej wymagań wobec siebie i innych. Nauczyłam się rozmawiać o tym, co w życiu trudne…

Pisanie – także mojego osobistego dziennika – otworzyło mój umysł na słowa, obrazy i metafory, które przez wiele lat siedziały gdzieś w ukryciu. Znowu odnajduję przyjemność w poetyckim i romantycznym pojmowaniu spraw. Moje wewnętrzne dziecko jest nakarmione, wyhasane, wysycone wrażeniami i ruchem. Daję sobie i innym prawo do emocji. 

Wyciągnęłam wiele wniosków, przede wszystkim to, że możesz zrobić ze swoim życiem co tylko zechcesz. Z życiem, z ciałem, z relacjami, ze swoimi problemami. Nie znaczy to, że każda niedogodność jest do pokonania. Czasem nie jest, i już. Prawdopodobnie przyjdzie do ciebie strach, przyjdzie złamanie otwarte serca, przyjdzie tęsknota, przyjdą zmartwienia i kłopoty. Trzeba na nie popatrzeć, „pogłaskać”, zaakceptować. I iść dalej.

Nauczyłam się też, że samotna kobieta jest paradoskalnie bezpieczniejsza w świecie niż podróżująca w towarzystwie. Budzi bowiem w napotkanych osobach ludzki, atawistyczny i uzasadniony psychologicznie odruch ochrony. Czasem tej troski miewam po dziurki w nosie, ale wiem, że zawsze mogę zwrócić się do kogoś o pomoc. Bezinteresowność istnieje, a karma powraca. Zawsze. Im jesteśmy lepsi dla świata, tym on jest lepszy dla nas… Warto „zostawiać napiwki” :-). 

Czy w takim razie nigdy nie poczułaś się zagrożona?

Zdarzały się sytuacje…hmm, dyskomfortowe. Ekshibicjonista w kubańskim miasteczku… Pijany pan z pistoletem na zapadłej gwatemalskiej wsi… Koszmarna choroba morska na Atlantyku, gdzieś koło Azorów… Przeprawa na europalecie przez wartką rzekę w drodze na półmaraton w Coban…

Więcej w tym absurdu, niż realnego zagrożenia, choć zdaję sobie sprawę że na pewno nie raz minęłam się o włos z czymś, co chciało odebrać mi życie lub radość z niego płynącą. Choć przebyłam owiane najgorszą sławą regiony Ameryki Łacińskiej – San Salvador, Guatemala City (to dopiero straszliwe miasto!), stolicę Meksyku, bezdroża i drogi, na których liczyłam tylko na siebie i łut szczęścia – nic mi się nie stało…

To jeszcze jedna lekcja: lęk nie jest dobrym doradcą. A ludzie, generalnie, nie chcą nas krzywdzić, okradać, ani bić (za wyjątkiem psycholi, którzy chcą, więc trzeba ich cierpliwie unikać). Z tą wiarą podróż nie zamieni się w pasmo cierpienia. Często, gdy mówię że ufam ludziom i światu, mądrzejsi ode mnie mówią: „No, no, do czasu, sama zobaczysz”. Ja wierzę, że nie zobaczę.

A jak dziś postrzegasz Polskę? Co się dla Ciebie zmieniło?

Przyjeżdżam do Polski zawsze z wielką przyjemnością. Rozkoszuję się urokliwymi poznańskimi uliczkami, kawą w hipsterskich barach, wegańskim burgerem, spacerem po suchych liściach, teatrem, tym, że mogę założyć buty na obcasach…

Doceniam piękno i szczegóły i jednocześnie bardziej i mocniej uderzają sprawy, które bolą… Krajobraz upstrzony koszmarnymi bilboardami, reklamy leków na hemoroidy, stalowoszare niebo, dyskusje publiczne i politycy poniżej wszelkiego poziomu, brak jedności w społeczeństwie, korki na ulicach i sztuczne ogrzewanie…

Na wszystko patrzę teraz z innej perspektywy, bardziej jak zwiedzający, niż mieszkaniec tego „zoo”. Martwię się. O bliskich, o dalekich, o losy kraju, kontynentu... Pojęłam jednak, że nie mam innego wyjścia, niż tworzyć swój własny dobry świat w obliczu zła, z którym przyszło się mierzyć człowiekowi XXI wieku.

Daję sobie prawo do odsunięcia się na bok, do naiwnej i utopijnej egzystencji w świecie pięknym i dobrym, który sobie skrupulatnie buduję i w którym chcę dać żyć memu potomstwu. Nie znalazłam bowiem na razie lepszego rozwiązania.

Gdy wyjechałaś Twoim planem był „brak planu”. Jak dziś zapatrujesz się na swoją przyszłość?

zachód słońca

Nie mam pojęcia jak potoczy się moje życie. Czasem napawa mnie to lękiem.  Ale czy praca na etacie, kredyt na mieszkanie i zaręczynowy pierścionek dają nam faktycznie jakąkolwiek gwarancję na sukces?

Smutno patrzeć, jak bajka o stabilizacji rozmywa się jak w kałuży, zwłaszcza gdy dotyczy to osób bliskich memu sercu. Ja moje poczucie bezpieczeństwa zbudowałam na ciągłej zmienności: wiem, że niezależnie co się w moim życiu przydarzy, ja będę umiała dostosować się do zmian i wyjść im naprzeciw. Mam wrażenie, że to najsprytniejsze, co można zrobić w tym galopującym, wymagającym współczesnym świecie. Nie muszę niczego trzymać się kurczowo, bo ostatnie lata pokazały, że każda zmiana jest w ostatecznej rachubie zmianą na lepsze.

Co poradzisz osobom, które marzą o podobnym życiu, ale boją zrobić pierwszy krok?

Trudno mi radzić coś innym. Czy wolno mi rzec: „Rzuć wszystko, spakuj plecak”? Albo „Znajdź pracę swoich marzeń”? Zachodnia rzeczywistość jest dziś dla mnie jak choroba, nienaturalna, nieżyciowa, a jednak szerząca się jak epidemia i wcale nie taka łatwa do wyleczenia. To tak, jakby powiedzieć: „Nie miej już tej cukrzycy!”. 

Droga do „wyleczenia” jest długim procesem, pełnym spokojnej analizy i nieustannego poszukiwania tego, co dla nas ważne. Tego, co uważamy za piękne, proste, prawdziwe i zgodne z naszymi potrzebami. Zachodni świat każe gonić za sztucznością, komplikacją, ilością… Ciężko się „przestawić” i iść „pod prąd”. Więc nie powiem: „Odważ się nagle zmienić swoje życie”.

Ale powiem: „Szukaj zmian. Kombinuj, sprawdzaj siebie. Obudź swe ciało z cywilizacyjnego marazmu… Małymi krokami: idź boso po śniegu, przeczytaj inną książkę niż zawsze, obierz inną drogę, pocałuj kogoś szczerze na dobranoc…

I któregoś dnia te z pozoru małe kroczki zabiorą Cię do zupełnie innej rzeczywistości i obudzisz się w hamaku pod palmą i uśmiechniesz do świata. Pozwól sobie w to wierzyć.”

Krysię możecie znaleźć na Facebooku na stronach: RunLimited / Omnomnom i przyjaciele

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

11 myśli nt. „„Już nie czekam i nie marzę” – TRAVELview z Krysią Roszak”

  1. Czytam wywiad z Krysią już któryś raz z rzędu… I cały czas dźwięczą mi w uszach słowa: „Wiedziałam, czułam i byłam przekonana, że potrzebuję zmiany. Nie odpoczynku – zmiany. Na dobre.” Dokładnie wiem, co to za uczucie. Właśnie tak czuję się teraz – potrzebuję zmiany. Na stałe. I wiem, że żadne „środki zastępcze” tego nie zmienią…
    Rewelacyjny wywiad – daje do myślenia. Powodzenia Krysiu z wszystkimi planami. Trzymam kciuki!:)

    Lubię to

  2. No co ja mogę tu napisać? Chyba tylko tyle, że po przeczytaniu tego wywiadu mam pewność, że warto zostać chefem 😉 i rzucić pracę, którą przestałam lubić po 2 dniach 🙂

    Lubię to

  3. Krysia.. spędziłam z Toba tylko parę godzin na weselu naszych przyjaciół parę lat temu.. już wtedy wiedziałam , że jestes super zakręconą pozytywną Poszukiwaczką Przygód. Ale.. że aż tak odmienisz swoje życie,?! Wielkie Wow!!!!!Bardzo podziwiam.. i zazdroszczę.. tych pięknych widoków.. ;)) Kochana bądź szczęśliwa i realizuj siebie nawet na końcu świata.. życie to Przygoda.. i u Ciebie ta przygoda jest naprawdę Fascynująca!!!! Trzymaj się!!

    Lubię to

  4. Czytając ten wywiad zrobiło mi się tak ciepło na sercu a jednocześnie się wzruszyłam. Krysiu mam nadzieję że też uda mi się odnaleźć ten wewnętrzny spokój i „szczęście” (cokolwiek to znaczy :)).
    Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

  5. Przeczytałem z prawdziwą przyjemnością. Krysia poddała się prowadzeniu świata – płynie z prądem życia, bez oporów i dostaje to, co najlepsze. Super podejście, 🙂

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s