Życie bez komórki – czy Twój telefon ma Ciebie?

We wrześniu zeszłego roku przeprowadziłam pewien eksperyment. A właściwie zostałam do niego zmuszona poprzez swoją niespotykaną zdolność do unicestwiania elektroniki…

Podczas jednej z weekendowych wypraw ze znajomymi rozwaliłam swojego świeżutko nabytego smartfona. Postanowiłam poczekać prawie 3 tygodnie na mój urlop w Europie, by spróbować go naprawić. Przy okazji zastanawiałam się jak szybko zacznie mi brakować tego jakże ważnego elementu codzienności…

Ostatecznie spędziłam ponad miesiąc bez telefonu, bo po przylocie do Europy od razu wybraliśmy się z rodziną w tygodniową podróż. A po powrocie do Polski wcale nie paliło mi się do zakupu tego plastikowego pudełeczka…

Nie, nie jestem dziwnym wyjątkiem. Zawsze byłam mocno związana z wszelkimi elektronicznymi dodatkami do życia. Lubiłam je. Ale te kilka tygodni bez telefonu sprawiły, że dziś zupełnie inaczej patrzę na to, co faktycznie oferuje nam cały ten elektroniczny świat.

Budzik i kamerka za 200€?

telefon

W ciągu tego miesięcznego eksperymentu zabrakło mi mojego telefonu… 2 razy. Pierwszy raz – dopiero na lotnisku w drodze do Europy – zmęczona chciałam się zdrzemnąć i pomyślałam, że przydałby się taki podręczny alarm…

Drugi raz – w podróży z rodziną, gdy chciałam zrobić zdjęcie jakiegoś tam pięknego widoku… Ostatecznie obserwując przez całą tą podróż innych „cykających foty” wokoło zrozumiałam jak bardzo dużo przez to tracimy… Po prostu podziwiałam widoki i cieszyłam się każdą chwilą, zamiast oglądać je przez malutki ekranik, próbując uwiecznić coś, czego uwiecznić się nie da…

I gdy w końcu, kierowana rozsądkiem, znalazłam się w tym wielkim sklepie przed półką tych plastikowych pudełeczek – jakieś pół godziny zajęło mi bicie się z myślami. Nie chciałam tego kupować. Naprawdę nie chciałam. 200€ za budzik i kamerkę? Niedorzeczne…

Ale wiem, wiem – telefon to tyle innych, niezwykle „niezbędnych” funkcji:

Kontakt

samotny

Gdy rozwaliłam swój stary telefon po prostu powiadomiłam wszystkich przez Facebooka i inne media. Na spotkania umawiałam się „w realu” tudzież przez internet.

Okazało się, że nieposiadanie telefonu ułatwia, a nie utrudnia spotkania z innymi. Fakt, że nie ma się ciągłego kontaktu sprawia, że ludzie bardziej szanują Twój czas. Gdy się z kimś umawiałam – był punktualnie i nie zdarzyło mi się, żeby ktoś coś odwołał na ostatnią chwilę – po prostu nie miał takiej możliwości.

Oczywiście fajnie jest mieć pod ręką coś, co pozwoli nam wezwać pomoc, czy powiadomić bliskich, gdyby coś się stało. Ale ile jest takich sytuacji w naszych życiach? I czy zawsze jesteśmy wówczas całkowicie sami?

Organizacja

zachód słońca pod palmami

Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałam po stracie telefonu jako o niezbędnej mi do przeżycia była organizacja. Dzięki notatkom elektronicznym zawsze mam pod ręką listy zakupów, pomysłów, itp.

Ale okazało się, że dużo lepiej to zadanie spełnia… zwykła kartka papieru i długopis. Niestety, muszę to przyznać z bólem – ja, wielka fanka technologii – te elektroniczne udogodnienia nie są ani wygodniejsze, ani szybsze niż tradycyjne metody organizacji życia.

Co więcej – są dużo bardziej zawodne. Dziś z notatek „komputerowych” korzystam tylko w przypadku pomysłów związanych np. z blogiem – tych, które zrealizować trzeba na komputerze. Wszelkie inne rzeczy zapisuję i organizuję „w realu”. Jest to po prostu, moim skromnym zdaniem, bardziej efektywne i praktyczne.

Zdjęcia

wschód słońca

Zawsze uważałam, że to jedna z najlepszych rzeczy w telefonie – możliwość „cyknięcia fotki” w dowolnym momencie. Co za możliwości upamiętniania każdej chwili i dzielenia się nią!

Ale niestety ta możliwość działa przeciwko nam. Nie pamiętam ani jednego zdjęcia zrobionego komórką, które faktycznie odzwierciedliłoby dany moment. Po prostu nie da się tego zrobić. Bo komórki, jakie „wypaśne” i drogie by nie były – robiły i nadal robią kiepskie zdjęcia.

Ale nawet gdyby było inaczej – piękna zachodu słońca, smaku potrawy, atmosfery spotkania z przyjaciółmi – nie da się uwiecznić na zdjęciu jednocześnie biorąc w tym udział. Albo czymś żyjesz, albo to obserwujesz. Gdyby było inaczej profesjonalni fotografowie nie mieliby pracy…

Dziś gdy mam ochotę robić zdjęcia po prostu zabieram ze sobą lustrzankę. Ale wiem, że wtedy jestem „w pracy”. Jestem obserwatorem, a nie uczestnikiem danych chwil.

Informacje pod ręką

zachód słońca

Kolejna rzecz, którą bardzo przeceniałam – dostęp do informacji z całego świata zawsze „pod ręką”. Przecież mając telefon można sprawdzić korki na drodze, wiadomości, facebooka, zapytać wujka Google o daną rzecz, itd.

Wszystko się zgadza, tylko że… to wcale nie jest praktyczne. Nie pamiętam sytuacji, w której Waze czy Google Maps by mi faktycznie pomogły z nawigacją dostatecznie szybko. Pamiętam natomiast wiele sytuacji, w których mnie wkurzały swoją powolnością, problemami z połączeniem, itp. I to mimo, że miałam czołowe biznesowe modele telefonu z najszybszymi na rynku „bebechami”, zarówno od Apple jak i te z Androidem…

To nie kwestia systemu, czy szybkości, to po prostu kwestia zawodności elektroniki. Im bardziej skomplikowana – tym więcej problemów. Nie ma systemów, które nie zawodzą, a obecnie obserwujemy też tzw. „przerost formy nad treścią” – wszystko musi być piękne, cukierkowate, napakowane funkcjami, ale przez to skomplikowanie i niepotrzebne bajery ilość potencjalnych problemów wzrasta…

Nie pamiętam naprawdę żadnej sytuacji, w której ten cały świat informacji w kieszeni był naprawdę niezbędny. Prawie zawsze szybciej, wygodniej i jakże ciekawiej jest spytać o coś napotkanych ludzi. Albo znaleźć rozwiązanie „w realu”. Szukanie czegokolwiek w telefonie, jak wspaniały i nowoczesny by nie był, jest według mnie zwyczajnie niewygodne. Może kiedyś to się zmieni, póki co, ja pasuję…

Wiadomości i powiadomienia

kostaryka

Podczas mojego telefonowego „odwyku” zdałam sobie sprawę, że 90% wiadomości i powiadomień, jakie do mnie trafiają przez cały dzień jest kompletnie nieistotna. To różne „pierdoły”, które tylko denerwują.

Ale w gąszczu tych pierdół giną te ważne wiadomości i powiadomienia. Co więcej – łatwo wtedy o nich zapomnieć. Dużo prościej ogarniać ten chaos z poziomu komputera – i w takim momencie, gdy faktycznie mamy na to czas.

Właściwie ten nawyk wyrobiłam sobie już podczas pierwszej dużej podróży po USA. Codziennie czytałam i odpowiadałam na wiadomości tylko przez 10 min rano i wieczorem, kiedy miałam dostęp do WiFi. I to naprawdę wystarczy. Więcej – to sprawia, że kontakt z innymi jest dużo lepszy, bo nie zapominasz odpisać, bo faktycznie siadasz do tego wtedy, kiedy masz czas i chęci, etc.

Bateria

zachód słońca

Ręka w górę komu nie zdarzyło się mieć umierającej baterii właśnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebował telefonu? OK, smartfonu – stare Nokie, których baterie trzymały się ponad tydzień się nie liczą :-).

Telefony są zawodne. Niesamowicie zawodne. Myślę, że bardzo zaniedbujemy ten fakt. Podczas gdy ich procesory stają się coraz potężniejsze, a ekrany coraz większe – w kwestii baterii jest tylko coraz gorzej… A powinno chyba być odwrotnie?

To jest ta nasza wspaniała „przyszłość”? Ja tego nie pojmuję. Znów – przerost formy nad treścią. Po co nam większe ekrany, większe procesory, skoro nie możemy ich potem używać? Czy ideą stworzenia telefonu komórkowego nie było oderwanie słuchawki od kabla? Mamy telefony bezprzewodowe, które wiecznie potrzebują kabli, by funkcjonować…


Dziś nadal mam telefon, ale używam go zupełnie inaczej. Bateria „trzyma” u mnie bez problemów 3-4 dni na jednym ładowaniu. Jak? Poprzez magię jedynej faktycznie przydatnej w tych plastikowych pudełkach funkcji:

Tryb samolotowy

relaks

Mój telefon ma go włączonego prawie non-stop. Połączenie ze światem odpalam wtedy i tylko wtedy, gdy… mam na to ochotę.

Czyli np. podczas porannej kawy, gdy chcę przejrzeć i odpisać na wiadomości. Czasem w porze lunchu – bo zdarza się, że znajomi dzwonią by się umówić. I czasem wieczorem – choć rzadko – jeśli znów mam ochotę poczytać i odpowiedzieć na wiadomości.

Gdy podróżuję lub robimy weekendowy wypad – telefon często zostaje w domu, bo jest tylko zbędnym obciążeniem (i jest duża szansa, że znów go rozwalę 🙂 ).

Ktoś powie – no tak, ale przecież korzystasz z komputera, z internetu. Oczywiście! Ale różnica między komputerem, a telefonem jest taka, że komputer mi nie dzwoni i nie „plumka” z każdą najmniejszą pierdołą. Na komputerze to ja decyduję kiedy i jakie treści przeglądam, kiedy i z kim się komunikuję. 

karaiby palma

Biorąc pod uwagę, jak mało faktycznie korzystam dziś z telefonu oraz to, jak szczęśliwa byłam przez te kilka tygodni bez smartfona – postanowiłam przestać w ogóle opłacać kartę, która kosztuje mnie 15€ miesięcznie (czyli prawie 200€ rocznie!).

Będę korzystać tylko z WiFi, a dzwonić z komputera za pomocą kredytu na Skype. Wtedy, kiedy mam czas i chęci na rozmowę. A w sytuacjach kryzysowych – numery na policję, pogotowie, etc są przecież i tak darmowe…

Doszłam do wniosku, że cały ten telefon i internet w nim tylko mnie wkurzają i zabierają niepotrzebnie czas. Niby jesteśmy tego świadomi. Niby o tym wszystkim wiemy. Niby nie dajemy się „omamić”. Ale ilość twarzy zapatrzonych w ekraniki i nasze reakcje na byle dzwonek mówią co innego…

Oczywiście to są tylko moje przemyślenia i rozumiem, że niektórzy nie mają możliwości całkowitego odcięcia się od tej technologii, chociażby w pracy. Ale warto się zastanowić na ile te zabaweczki nam pomagają, a na ile przeszkadzają w życiu. Może warto pozbyć się telefonu chociażby na kilka dni w życiu prywatnym? A ten biznesowy wyłączać, gdy zegar wybija konkretną godzinę?

Czy faktycznie jest to coś, co polepsza Twoje życie? Coś, co „masz”? Czy może jednak coś, co „ma” Ciebie? Wytrzymałbyś ten tydzień bez telefonu? Paradoksalnie – im pewniej i szybciej odpowiadasz „Nie!”, „Nigdy!” – tym bardziej potrzebujesz takiego eksperymentu…

palma

Jasne, że to nie jest proste. Ja też byłam początkowo przerażona wizją samych 2 tygodni bez smartfona… Ale postanowiłam wykorzystać to jako szansę, by nauczyć się czegoś nowego, by coś nowego odkryć. By ruszyć swoją wyobraźnię i szukać nowych rozwiązań. By inaczej organizować życie.

I bardzo szybko, po raz kolejny, okazało się, że to, co uważamy za niezbędne – wcale takie niezbędne nie jest. Że tylko zaśmieca nam życie i niesamowicie nas ogranicza… Z bólem serca muszę przyznać, że byłam dużo szczęśliwsza, gdy nie miałam tego głupiego telefonu. Była w tym jakaś piękna wolność. Niezależność. I ja chcę tą wolność i niezależność odzyskać…

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

12 myśli nt. „Życie bez komórki – czy Twój telefon ma Ciebie?”

  1. A ja nigdy nie używałam smartfona i też sobie świetnie radzę. Moi znajomi mają mnie za freaka, za to ja z półuśmiechem obserwuję, jak przepadają w swoich mądrych telefonach:)

    Polubienie

  2. Każdy używa telefonu w inny sposób. Mi smartfon umożliwia naukę języka hiszpańskiego. W komunikacji lub np. w kolejce na poczcie zawsze mam chwile na poczytanie. Noszenie ze sobą dużego podręcznika jest niewygodne a korzystanie z niego w komunikacji często niemożliwe.

    Polubienie

  3. Świetny artykuł. Od razu nasuwa mi się widok ludzi wykorzystujących każdą wolną chwilę na przeglądanie telefonu, nawet na domówce za znajomymi. Smuci mnie, że nawet dobrzy znajomi są tak uzależnieni od smartfona/ifona, że zamiast skupić się na spotkaniu, rozmowie czują nieodpartą potrzebę odpowiadania na wszelkie wiadomości, sprawdzania powiadomień itd. Ja kiedy umawiam się na spotkanie staram się poświęcić całą moją uwagę danej osobie. W ten sposób okazuję jej szacunek. No cóż, pewnie myślałabym inaczej, gdybym sama posiadała takie cacko. Na szczęście dawno temu w miarę szybko zalałam swojego smartfona i nie czułam pragnienia zakupu następnego. Żal mi było samej siebie rzucającej się na każde powiadomienie na FB 😛 Wole korzystać z internetu używając komputera. No i świadomość, że nie mam każdej informacji na wyciągnięcie smartfona sprawia, że odpowiednio się organizuję, a przed wyjazdem robię drobne papierowe notatki. Dodam, że żyje mi się tak spokojniej i prościej 🙂 Pozdrawiam! 🙂

    Polubienie

  4. Niestety nie mogę się zgodzić z przesłaniem tego tekstu. Praktyczność i użyteczność smartfona jest w zasadzie oczywista. Oczywiście używany w niewłaściwy sposób może stać się przekleństwem, ale sam w sobie nim nie jest, wszystko zależy od użytkownika.

    Jeżeli nie zawiążesz butów to obetrzesz sobie stopy, ale czy to jest powód żeby chodzić boso?

    Polubienie

    1. Rozumiem Cię, bo tak samo mówiłam jeszcze parę lat temu 🙂 Ale wszystko się zmieniło, gdy zmieniłam swoje życie.

      Równie dobrze możnaby tą logiką idąc stwierdzić, że np. heroina sama w sobie nie jest zła tylko wszystko zależy od użytkownika 🙂 Ja to tak widzę. Niestety. Wydawało mi się, że kontroluję to, jak wpływa na moje życie telefon. Ale bardzo się myliłam.

      Polubienie

  5. Będąc na Kubie używałam mojego smartfona tylko w 3 celach: do nawigowania, do smsów z mężem i do kopiowania zdjęć z kart pamięci aparatów na dysk twardy. Dzwonić i tak nie mogam, z internetu nie korzystałam (jedynie w 1 i 4 tygodniu podróży, w sumie to chyba to przez 3 dni, a tak naprawdę to tylko 5h). Myślę, że nie tyle smartfon sam w sobie jest winny, ale raczej nasze uzależnienie od dostępu do internetu i informacji. Podczas podróży nie tylko miałam więcej czasu bo nie pracowałam, ale więcej czasu, bo nie spędzałam go w sieci na niepotrzebnych rzeczach. W dzisiejszych czasach nie ma problemów z brakiem informacji, ale raczej ze zbyt dużą jej ilością. Zamiast skupiać się na rzeczach ważnych, pozwalamy się rozproszyć zaśmiecając swój umysł i zwyczajnie go przeładowując.

    Polubienie

  6. Jesteś na najlepszej drodze, powodzenia. 🙂
    Doskonale rozumiem Twój wpis, chociaż takich problemów nie mam. Telefon u mnie zawsze służył tylko do telefonowania, smsowania, sprawdzania godziny i budzenia. Od 2005 mam dopiero drugi egzemplarz. Tak, Nokię, ale bateria siada, więc w planach była wymiana… pewnie jeszcze z tą wymianą mi zejdzie. 😀
    W domu telefon sobie leży i jeśli ktoś chce coś ode mnie, to musi mieć szczęście, jeśli akurat zastanie mnie w pobliżu telefonu. W pracy podobnie. Absolutnie nie czuję się uzależniony od tego gadżetu. Od komputeraz zresztą tez nie. Świat istniał, istnieje i pewnie jeszcze trochę poistnieje, niezależnie od tego, czy się nim będę interesował, czy nie. 😉

    Polubienie

    1. Też tak myślałam – robiłam dokładnie tak samo. Ale dopiero jak się tego pozbędziesz na chwilę to widzisz, że jednak jesteś uwięziony. Dlatego dziś mam praktycznie cały czas włączony ten airplane mode 🙂 Jak ktoś chce pogadać to niech napisze mejla i się możemy umówić na Skype, tudzież ewentualnie telefon.

      Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s