Wysokie drzewa

„Przed moim blokiem póki co jest pustynia” – tak zaczynało się moje  szkolne wypracowanie w podstawówce, gdy nauczycielka dała nam zadanie opisania naszego podwórka…

Nie mając za bardzo co opisywać – napisałam o tym, co sobie w tym miejscu wyobrażałam. Był opis wielkiego ogrodu, pięknego placu zabaw i huśtawki wysokiej aż do nieba…

Z okna mojego pokoju miałam faktycznie widok na niezbyt uporządkowany kawałek terenu, którego jedynym zagospdarowaniem przez długie lata był tylko śmietnik. Ale to nie miało znaczenia. Bo za tym terenem, niecały kilometr od naszego bloku rósł rząd drzew. Wysokich jak wieżowce, stojących w idealnym szeregu, w niesamowicie równiutkich odstępach.

droga drzewa zachód slońca

Być może biegła tamtędy kiedyś polna droga, przy której ktoś pieczołowicie je sadził? Wielokrotnie wyglądając przez okno zastanawiałam się jak wyglądała i dokąd mogła prowadzić…

Moje osiedle było jednym z tych, w których stara „wielka płyta” mieszała się niezbyt udolnie z nowszymi budynkami. Brak organizacji, brak zieleni, betonowe, bezczelnie kwadratowe przestrzenie. Nawet kolory niewiele wniosły, gdy nastała moda na kolorowanki tych reliktów PRLu…

Te wysokie drzewa były jednym z niewielu szczątków natury, która uchowała się w tym zimnym, szarym miejscu. Obserwując ich zachowanie można było przewidzieć pogodę. Czasem uginały się dostojnie podczas wiatru, ale nawet najsilniejsza wichura nie była w stanie odebrać im ich potężnego majestatu.

Zachwycały swoją strzelistością w zimie, swoją soczystą zielenią wiosną, swoją obfitością w lecie i kolorami podczas jesieni… Na ich podstawie można było z niezwykłą dokładnością odgadnąć tydzień roku, obserwując za którym konarem chowa się wieczorem słońce

zachód słońca na tle drzew

Pamiętam, że potrafiłam gapić się na zachody na ich tle bez końca. Nawet wtedy, gdy dostałam swój pierwszy w życiu komputer, od którego nie potrafiłam się oderwać… Było w tym coś magicznego. Te wysokie drzewa miały w sobie jakąś nieopisaną siłę…

Wydawało się, że są tam od zawsze, że górują nad tym terenem jak jacyś strażnicy. Niskie zimowe słońce tuliło się do nich przez cały dzień, a w lecie zataczało wokół nich szeroki krąg… I nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że mogłoby tych wysokich drzew kiedykolwiek zabraknąć. Tak jak nigdy nie pomyślałabym, że zabraknąć może słońca…

Pewnego niewinnego dnia na tą „pustynię” przed moim blokiem wjechały buldożery. I w kilka miesięcy powstały nowe bloki, zasłaniające prawie cały widok. Upchane na siłę obok siebie, bez oddechu, bez zieleni i najwyraźniej bez przemyślenia barw. Marchewkowy pomarańcz z selerową żółcią w towarzystwie pietruszkowej zieleni to niezbyt udany pomysł na elewacje… To budynki, nie zupa jarzynowa…

bloki

Ale dało się żyć. Wysokie drzewa można było nadal obserwować, wystarczyło przejść się parę metrów dalej. Czasami zakradałam się w tamtą stronę, by przez chwilę na nie popatrzeć, mimo, że droga do szkoły była w zupełnie odwrotnym kierunku. A z mojego okna widać było nadal skrawek ich idealnie równiutkiego szeregu…

Pamiętam, że wtedy czekałam wiele miesięcy, aż słońce zacznie być znów widoczne na ich tle w lecie, bo przez większość roku zasłaniały je nowe budynki… Skończyło się codzienne obserwowanie zachodów i pogody… Stopniowo zapominałam o tych wysokich drzewach, ich majestacie i ich sile…

drzewo zima wschód słońca

I nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęły przyjeżdżać kolejne buldożery… I zbudowali „nowoczesne” i „luksusowe” osiedle z jakąś owocową nazwą. Jeszcze ciaśniejsze, niż to przed moim oknem. Z betonowymi drogami, betonowymi chodnikami i betonowymi ogródkami… Nawet poręcze schodów były tam betonowe… A ludzie brali kredyty, zapożyczali się na całe życie, by móc upchnąć się w tych nowoczesnych, „luksusowych”, ciasnych czterech ścianach…

I pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że tych wysokich drzew już tam nie ma… I przypomniałam sobie to wypracowanie z podstawówki. W którym był wielki ogród, kwiaty i drzewa owocowe… i ta huśtawka aż po samo niebo…

Które rozbrzmiewało śmiechem i okrzykami dzieci, pachniało zielenią i oddychało swoją rozległą przestrzenią… Nad którą górowały te drzewa… Czy to nie niedorzeczne, żeby wizja dziecka z podstawówki była lepsza niż wizje dorosłych architektów?…

drzewa zachód słońca

Tego dnia zastanawiałam się, co napisałabym w tym szkolnym wypracowaniu, gdyby zadano mi je dopiero wtedy. I zdałam sobie sprawę, że musiałabym zacząć je tak samo…

„Przed moim blokiem jest pustynia…

Wielka pustynia z betonu… Ale kiedyś stały tu majestatyczne, wysokie drzewa. Wyższe niż wieżowce! I szumiały tańcząc delikatnie z wiatrem.

Potrafiły wskazać tydzień i porę roku. Lubiły droczyć się ze słońcem. I przepowiadały pogodę…

Dziś nie ma już tych pięknych, wysokich drzew. W ich miejscu stoją wysokie bloki z betonu. Bezszelestne, zimne i martwe… Nie potrafią wskazać pogody, ani pory roku. Nie tuli się do nich zimowe słońce

I mam nadzieję, że któregoś dnia ludzie dostrzegą ich brzydotę. I to, jak brzydkie i smutne jest życie u ich boku… Mam nadzieję, że nie zauważą, jak wjadą tam buldożery. I zrównają je z ziemią… 

A gdy po wielu latach zobaczą tam wysokie drzewa, które ktoś pieczołowicie w tej ziemi posadzi – mam nadzieję, że pomyślą, że stoją one tam od zawsze… Jak jacyś strażnicy…

I mam nadzieję, że nikt nigdy nie pomyśli, że nie powinny tam na zawsze zostać.” 

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

2 myśli nt. „Wysokie drzewa”

  1. Prawie sie poplakalam! To mi przypomina drzewa ktore rosly na przeciw mojego rodzinnego domu. Roslo tam kilka wielkkich topoli, na ktore uwielbialam patrzec. Tak samo pokazywaly przemijajace pory roku, pogode i niepogode. Drzewa te rosly przy drodze, ktora postanowiono zmodernizowac na asfaltowa i przyszla decycja, ze drzewa musza byc wyciete bo plany prowadza droge inaczej. Pamietam jak bylismy oburzeni ze wycinaja ostatnie drzewa na naszej ulicy. Topole wycieto a droge i tak poprowadzono sladem poprzedniej….

    Lubię to

  2. Myślałem, że to wpis nawiązujący do Staffa*, ale Twój jest smutno-nostalgiczny.
    Do podstawówki chodziłem ulicą, wzdłuż której rosło kilkanaście wysokich, starych dębów. Kiedyś spotkałem tam starszego pana i on powiedział, że dawniej na całej długości tej ulicy rosły dęby (przed wojną). Musiało ich być chyba z kilkaset! Dziś zostało kilka ostatnich. Szkoda.
    Zresztą, przed wojną była chyba moda na miasta-ogrody? Ale potem wszystko się zmieniło…

    http://literat.ug.edu.pl/staff/080.htm

    Polubione przez 1 osoba

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s