„Odpowiedzialności za moje życie nauczyły mnie… dzieci” – rozmowa z Magdą Bacławską

Magda Bacławska ma 32 lata. Dwa lata temu zrezygnowała z dobrze płatnej posady i kariery w świecie finansów by otworzyć własne… przedszkole i szkołę w malutkiej miejscowości „Wyry”. “Bukowy Dom” – tak nazwała swoje przedsięwzięcie. Cel? Zmienić oblicze polskiego szkolnictwa. 

Skąd wziął się tak odważny pomysł w Twojej głowie?

bukowy dom szkoła

Potrzeba zmian w edukacji towarzyszy mi od dziecka. Moja mama jest nauczycielką, która w latach 90 ubiegłego wieku z ogromną determinacją podejmowała próby wdrożenia nowych metod nauczania w klasach I-III Szkoły Podstawowej. Pamiętam jak zamieniła ponurą szkolną klasę w pachnący ogród z czytelnią w kształcie grzyba i dywanem.

Pamiętam też jak pewnego dnia przyszliśmy do szkoły i ta cudowna kraina zniknęła, bo zabrakło siły i odwagi ze strony dyrektora szkoły i wszystkich rodziców aby ta nowa jakość przetrwała… Ból związany z niezgodą społeczeństwa na zmiany sprawił, że szybko zaczęłam czytać książki psychologiczne i interesować się naturą człowieka i życia. Chciałam studiować psychologię aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania…

Równolegle dostałam propozycję pracy na rynku finansowym, jako sprzedawca prywatnych emerytur i ubezpieczeń. Na psychologię nie udało mi się dostać. Poszłam więc ścieżką “kariery” w finansach. Przez 11 lat bardzo intensywnie pracowałam zdobywając kolejne szczeble awansu, z dużymi sukcesami bycia najlepszym sprzedawcą, kierownikiem i dyrektorem. Ta praca bardzo mi odpowiadała, bo nasza prezes z ogromną pasją zgłębiała temat rozwoju osobistego – mój głód poszukiwania odpowiedzi i poznawania natury człowieka był zaspokajany.

Równocześnie, w trakcie pogoni za nagrodami i pucharami założyłam rodzinę i urodziłam dwójkę dzieci, dla których chciałam być najlepszą mamą, wstawałam więc skoro świt i gotowałam dla nich obiady z ekologicznych produktów. To był taki czas w moim życiu, kiedy ludzie patrzyli na mnie i gratulowali, że mam wszystko czego człowiek do szczęścia potrzebuje. Piękną rodzinę, pracę, pieniądze, dom, zdrowie. Czego więcej do szczęścia potrzeba?

A ja tego słuchałam i coś we mnie głęboko pukało, cichutko wołało, że to nie prawda. Że owszem na zewnątrz tak jest i tak to wygląda, ale we mnie głód ogromny i tęsknota, przeszywająca chłodem serce pustka…

Impulsem do powolnej zmiany we mnie była alergia mojego syna i poszukiwanie naturalnych metod jej uleczenia. Z pomocą przyszła medycyna chińska, zmiana diety i mój wewnętrzny proces odzyskiwania kontaktu z moją własną naturą, spojrzenia wstecz na moje życie i znalezienia przyczyny tego głodu duszy, który nie dawał mi spokoju. Spojrzenie na siebie z perspektywy dziecka pozwoliło uwolnić moje stłumione emocje i dojrzeć do pełnego decydowania i brania odpowiedzialności za własne życie.

Kiedy dokładnie zdecydowałaś się na rozpoczęcie tej przygody?

Pomysł narodził się w paździereniku 2013 roku. Pracowałam jeszcze wtedy w branży finansowej i na jednym z wykładów o rozwoju osobistym, prowadzonym przez Panią Prezes, padło pytanie: “Co byś w życiu robił gdybyś miał nieograniczone niczym (pieniędzmi, wiedzą, umiejętnościami) możliwości?”

To pytanie słyszałam już  wcześniej kilkadziesiąt razy, ale tym razem przyszła do mnie wizja i pojawił się płomień w sercu i poczucie, że tak, to jest to. Zobaczyłam przedszkole i szkołę, ale zupełnie inne niz te dotąd mi znane. Bez barier, bez klas, bez sztucznych podziałów. Takie miejsce do rozwoju, rozkwitu i dojrzewania w harmonii z naturą i miłością…

Co było tym elementem, który skłonił Cię do działania? Co uznajesz za początek tej przygody?

jesień

Początkiem była ta iskra w sercu i decyzja, że tego chcę dla siebie i mojej rodziny. Krótko po tym życie samo poprowadziło mnie i skłoniło do działań. Zaczęli się pojawiać ludzie, którzy pomogli mi zobaczyć i skonfrontować się z fałszem, w którym żyję. Zobaczyłam wtedy jak bardzo oszukuję sama siebie i robię rzeczy, których wcale nie chcę robić, a wokół mnie pełno niepotrzebnych mi do niczego, wręcz przeszkadzających przedmiotów, czynności czy zamierzeń.

To był najbardziej bolesny czas w moim życiu. Taka twarda konfrontacja i zobaczenie, że sama robię z siebie niewolnika krzywdząc mocno i siebie i innych. Czułam wtedy ogromny lęk, bo wiedziałam już, że nie chcę dłużej takiego życia pełnego chorych relacji i powierzchownych związków jakie mam z ludźmi i światem.

Zakończyłam wtedy pracę na rynku finansowym i nastąpił rozpad mojego małżeństwa. Trudny i bolesny czas. Nie czułam się wtedy na siłach aby zaczynać pracę nad moją wizją, ale pojawiła się możliwość współtworzenia szkoły ze Stowarzyszeniem Wolna Edukacja. A że był to juz puzel pasujący do mojej całości to z radością w sercu podjęłam to wyzwanie.

Czego się najbardziej obawiałaś? Jakie problemy stały na przeszkodzie?

Wtedy szczerze mówiąc schowałam swoje lęki do kieszeni i wzięłam się za pracę bo czasu było mało. To był bardzo intensywny okres tworzenia, zbierania sił ze wszystkich stron...

Z dzisiejszej perspektywy najbardziej obawiałam się wtedy czy sobie poradzę w zupełnie nowej branży i czy moje nowatorskie pomysły zostaną przyjęte przez społeczność. Do tego byłam bardzo osłabiona po rozstaniu ze starym życiem. Przy otwieraniu szkoły towarzyszył nam wszystkim tak duży entuzjazm, że problemów nie było wcale. Pojawiły się później…

Jak wygląda ten projekt obecnie? Co się udało, co się nie udało? Co wyszło “inaczej” niż planowałaś?

Bukowy Dom w pierwszym roku działał zupełnie poza formalnym systemem, ale dzieci przychodziły codziennie… jak do szkoły. I pierwszy rok był taki jak początek świata. Jeden wielki chaos. Wola moja i wszystkich rodziców była taka, abyśmy byli placówką wolnościową, aby dzieci i dorośli stworzyli społeczność równych praw, aby każdy czuł sie tak samo ważny i zauważony i mógł podejmować samodzielne decyzje.

Pięknie to brzmi, ale dochodzenie do tego co to oznacza w praktyce było jak przedzieranie si przez dżunglę pełną niespodziewanych przeszkód. Zderzyliśmy się z serią nieporozumień, niejasności, agresją, rywalizacją, brakiem odpowiedzialności…

Obserwowaliśmy jak brak granic i struktury przynosi odwrotne do zamierzonych skutki. Jednak bardzo szybko wyciągnęliśmy wnioski i zaczęła się praca nad tworzeniem zdrowego podziału odpowiedzialności między dziećmi a dorosłymi.

Uświadomiłam sobie, że to my dorośli jesteśmy zdolni do panowania w 100% nad swoim życiem, a młody człowiek rodzi się jako istota w pełni zależna od dorosłego. Poprzez życie w społeczeństwie młody człowiek dojrzewa do przejęcia pełni odpowiedzialnosci za swoje życie, albo i nie. A to czy dojrzeje zależy właśnie od nas – dorosłych, bo to my tworzymy warunki dla tego procesu.

Jeśli nie otoczymy dziecka naszą miłością, uwagą, widzeniem jego prawdziwych potrzeb, jeśli poprzez kontaktowanie go z własnymi granicami, słabościami i mocnymi stronami nie sprawimy, że samo będzie gotowe do całkowitego odłączenia od tej zależności to poniesiemy klęskę jako rodzice i dorośli.

To, z czego sie najbardziej cieszę to jasne określenie które metody/struktury pracy nie prowadzą nas do tworzenia społeczności równych praw, żyjącej w jedności i zdrowej współzależności. Teraz pracujemy nad strukturą, której owocem będzie zdrowa społeczność dzieci i dorosłych. Dużo pracy jeszcze przed nami, ale widać juz pierwsze sukcesy.

Dziś widzę, że słowo „wolność” ma ogromną moc, ale od słowa do głębokiego zrozumienia jest daleka droga. Droga, na której ja sama musiałam się spotkać ze swoimi największymi lękami, stłumionymi w przeszłości emocjami, które do dziś urosły do wielkości smoka zionącego ogniem. I przyszło mi wypuścić niejednego takiego smoka z klatki, spojrzeć mu w oczy, dać mu prawo do życia, wysłuchać go i do tego wszystkiego nie pozwolić mu się zjeść. Cholernie trudna praca. Ale tez cholernie satysfakcjonująca.

Co Cię w tym całym przedsięwzięciu najbardziej pozytywnie zaskoczyło?

Najbardziej pozytywnie zaskoczyła mnie współpraca z urzędami. Zanim zarejestrowałam Punkt Przedszkolny miałam przekonanie, że gdziekolwiek nie pójdę, będzie pod górkę, a spełnienie wymogów sanepidu, straży pożarnej i innych formalności w urzędzie miasta czy kuratorium to ciężka praca i wszyscy będą się mnie czepiać.

Okazało sie wręcz przeciwnie. Do dziś jestem tym głęboko pozytywnie zaskoczona. Wszędzie spotkałam życzliwych ludzi, którzy okazali się pomocni i wyrozumiali.

Niebawem planujesz utworzyć nową placówkę w Bielku-Białej. Co Cię do tego zmotywowało? Czy masz już plan na kolejne miasta?

Po trzech miesiącach naszej działalności zadzwonił do mnie Rodzic-inicjator grupy edukacji demokratycznej w Bielsku-Białej, Robert Białek. Przyjechał zobaczyć naszą szkołę. Zaprosił mnie na spotkanie z rodzicami w Bielsku. I tak się zaczęło.

Robert zapytał mnie czy mogłabym jakość wesprzeć powstanie ich szkoły. A ja ciągle myślałam jak tu otworzyć niepubliczną szkołę podstawową aby zaistnieć formalnie w systemie edukacji. Z tych potrzeb narodził sie pomysł otwarcia niepublicznej szkoły podstawowej w Bielsku. Przystąpiliśmy do działania juz rok temu, ale wtedy z wielu powodów nie udało się.

Dzisiaj zbieramy grupę załozycielską od nowa z nadzieją, że tym razem się uda. Z kolejnymi miastami sprawa jest otwarta, ale póki co wszystkie siły chcę skupić na stabilizacji „Bukowego Domu” w Wyrach i powstaniu Dębowego Domu w połączeniu z zalążkiem ekowioski w okolicy Bielsku-Białej. Zainteresowanych naszym projektem zapraszam do kontaktu z nami (klik).

Wspieram całym sercem powstawanie podobnych placówek, prowadzę tez konsultacje przez Skype dla założycieli przedszkoli i szkół. Chętnie goszczę na spotkaniach grup inicjatywnych w różnych miastach. Mam tez nadzieję, że wkrótce ruszy mój blog, na którym będę sie dzielić zdobytym dotąd doświadczeniem.

Czy ten projekt zmienił Cię jako osobę? Jak?

Najbardziej wartościowa lekcja to taka, że najwyższa pora dorosnąć i stać sie w pełni odpowiedzialną osobą. Tego nauczyły mnie dzieci. I choć banalnie to brzmi to chodzi mi o taką dorosłość, która jest świadoma siebie i swojej odpowiedzialności za innych i całą planetę, na której żyjemy. Takich dorosłych wokół mnie długo nie było. Dziś mogę ich policzyć na palcach jednej ręki. Sama czuję, że jestem w procesie takiego dorastania.

Projekt Naturalnego Przedszkola i Szkoły zmienił mnie ogromnie. Mam poczucie, że doświadczyłam totalnej transformacji mojej osoby. Od pełnej lęku, duchowej pustki, poczucia osamotnienia, szukającej za wszelka cenę uznania własnej wartości na zewnątrz poprzez spełnianie oczekiwań innych osób, zdobywanie stanowisk, nagród, celów, po całkowitą zmianę mojego systemu myślenia o sobie i świadomość własnych granic, narzędzi, mocnych i słabych stron…

Czuję ile znaczy to, że żyję, że jestem i na tym opieram poczucie własnej wartości i odpowiedzialności za siebie i świat wokół mnie.

Czy również postrzeganie Twojego miasta, otoczenia, ludzi się zmieniło?

O tak. Wcześniej postrzegałam cały system społeczny jako zło konieczne. Najchętniej chciałam uciec od ludzi i miast, zaszyć się w małym domku na końcu świata i mieć tzw. “święty spokój”. Taką miałam wizję na swoja emeryturę :-).

Teraz zupełnie inaczej patrzę na moje otoczenie. Widzę co mi sprzyja, a co przeszkadza. Widzę na co nie miałam wcześniej wpływu, bo taki świat zostawili dla mnie moi przodkowie. Widzę całą siatkę powiązań i współzależności siebie od innych…

Teraz widzę też wyraźnie jak bardzo jesteśmy zależni od Natury. Widzę krąg życia, który został przerwany przez naszą kulturę i czuję głębokie pragnienie powrotu do tego kręgu. Chcę zostawić dla moich dzieci lepszy świat, pełen dialogu i zrozumienia. Chcę też pomagać ludziom, którzy myślą podobnie odzyskiwać kontakt z prawdziwym życiem i zatroszczyć się o opracowanie takiego planu nauczania dla młodych pokoleń, który będzie budował w nich poczucie wolności i jedności ze światem.

Kiedyś dzieliłam ludzi na biednych i bogatych i czułam, że całe społeczeństwo i system edukacji wspiera mnie w tym, abym zdobyła dobrze płatną pracę i była bogata bo to jest ten klucz do szczęścia.

Kiedy zdobyłam ten klucz i jako młoda, dwudziestoparoletnia dziewczyna zarabiałam kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie i mogłam sobie pozwolić na co tylko dusza zapragnie, korzystałam z tego pełnymi garściami. Kupowałam najdroższe ciuchy, bywałam w najdroższych hotelach świata, wybudowałam sobie dom o jakim wtedy marzyłam z kryształowymi żyrandolami i pięknym ogrodem…

Pamiętam taką scenę, kiedy mój nieżyjący juz dziś dziadek przyjechał do mnie, zmierzył wzrokiem cały ten mój majątek i powiedział: „Dziecko, ale Ty się dorobiłaś, ale dom powinien mieć piwnicę i jabłonki w ogrodzie”. Ja się wtedy zaśmiałam. „Jaka piwnica? Jakie jabłonki? Przecież ja mam tu luksus!”…

Dopiero po latach zrozumiałam, że zdobyłam klucz, ale nie do tych drzwi, do których chciałam. Zrozumiałam co miał na myśli mój dziadek oraz to, że to nie pieniądze prowadzą do szczęścia, ale szczęście do pieniędzy. Najważniejszy klucz, którego wszyscy szukają – klucz do szczęścia ja odnalazłam w sobie.

I to, że zaczęłam w sobie szukać powodów tego jak się czuję i dlaczego inni tak mnie denerwują było najważniejszą zmianą w moim życiu. Nie dokonałabym tej zmiany gdyby nie ludzie, których spotkałam – szczególnie Ci, którzy byli blisko i wspierali ten mój proces. Jestem im za to ogromnie wdzięczna.

Chcesz powiedzieć coś osobom, które mają marzenia i plany, ale brak im odwagi by iść za intuicją?

Chcę przede wszystkim powiedzieć , że warto iść za sobą i swoimi marzeniami. Nawet jeśli cos wydaje się trudne i nierealne to jeśli zostaje poparte konkretną decyzją i działaniem to wszechświat już dalej nas prowadzi. Czasami prowadzi po wybojach, czasem po bagnach, czasem po słonecznych plażach…

Wszystko nas uczy, zmienia i kształtuje. To wszystko jest nam potrzebne. Bez tego nie byłoby dzisiejszych nas. Po każdej zimie przychodzi wiosna, a po każdej burzy – słońce. I dla tych pierwszych promyków naszego wewnętrznego słońca warto działać i żyć.

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

5 myśli nt. „„Odpowiedzialności za moje życie nauczyły mnie… dzieci” – rozmowa z Magdą Bacławską”

  1. Pani Magdo, gratuluję tak bogatego zrozumienia siebie i samoświadomości, kreowania swojego świata i twórczej pracy, która daje spełnienie i radość! Przesyłam dobre myśli i życzę wszystkiego świadomego 🙂

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s