ocean

Nie wiesz kim chcesz być? Witaj w nowoczesnym świecie! Świecie Utraconych Szans!

Gdy kończyłam liceum poznałam na wakacyjnych wyjazdach wiele starszych ode mnie osób z różnych krajów. Część z nich rzuciła studia by zająć się czymś innym. Nie mieściło mi się to wtedy w głowie…

Pamiętam jak rozmawiałam z dwójką z nich pewnego letniego wieczoru – on rzucił studia medyczne, by zostać… księdzem; ona – studia prawnicze, by uczyć języków… W moich oczach byli wtedy wielkimi przegranymi, bo wydawało mi się, że podjęli złe decyzje. 

Wahałam się wtedy sama, jakie studia i karierę wybrać. Pamiętam jak ten młody niedoszły lekarz i ta niedoszła prawniczka śmiali się ze mnie głośno: „Studia nie definiują Twojego życia. To Ty je definiujesz. I możesz je zmieniać tyle razy, ile tylko chcesz… Nie rozumiałam tego, co mówili…

I niedługo później poszłam na studia. W swojej naiwności nawet nie rozważyłam innej drogi życiowej. Dziś wiem to bardzo dobrze, ale wtedy jeszcze kompletnie nie rozumiałam, czym jest intuicja. Poszłam na studia architektoniczne. I po latach, wiele razy zastanawiałam się:

Co by było, gdyby…

plaża

Mit Utraconych Szans (MUS :-)) przebrzmiewa przez nasze nowoczesne życie niemalże bezustannie. „Co by było, gdybym…”, „A co, jeśli…” – nie znam osoby, która nie zadawałaby sobie takich pytań. Dotyczą one zarówno przeszłości i teraźniejszości – jak i przyszłości. To, czego nie wybieramy wisi nad nami jak ciemne chmury, zasłaniające słońce życia. „Czy na pewno dobrze wybrałem?” – wciąż pytamy, wiecznie niepewni siebie.

Świat oferuje nam dziś niesamowitą wolność i multum możliwości. Jest ich tak wiele, że już sami nie wiemy, za co się zabrać. Niektórzy kawał życia zastanawiają się jakie jest ich powołanie i co powinni robić. I choć teoretycznie jest to wspaniałe, bo dziś możemy sami wybierać sobie swoją ścieżkę życiową i dużo lepiej decydować na co poświęcimy swój czas – ma to także swoją bolesną stronę:

Im więcej możliwości do wyboru – tym więcej utraconych szans

marzenia

Każdy wybór jednej z możliwości wiąże się z utratą innej. I w dzisiejszym świecie internetu – ciągle jesteśmy tym bombardowani:

  • Postanawiasz zostać rodzicem? – zdjęcia Twoich znajomych z szalonych wyjazdów i imprez przypominają Ci, że już nie możesz sobie na to pozwolić
  • Postanawiasz odłożyć rodzicielstwo na później i się „wyszaleć”? – zewsząd bombardują Cię zdjęcia radosnych dzieci Twoich rówieśników, którzy zakładają rodziny
  • Postanawiasz rzucić pracę? – ciągle słyszysz o sukcesach i karierach Twoich znajomych
  • Postanawiasz robić karierę? – wszystko, co słyszysz to szczęśliwe opowieści ludzi, którzy wycofali się z wyścigu szczurów i rozpoczęli inne życie
  • itd…

W skrócie – co byś nie wybrał, będzie Ci czegoś innego szkoda… Więc według współczesnego świata najlepiej „mieć wszystko”. Jednocześnie robić karierę, mieć idealną rodzinę, sylwetkę, dom, samochód i jeszcze ogród. Ale to jest fizycznie niemożliwe… W praktyce, zawsze poświęcamy coś, by móc wybrać coś innego. 

Więc co zrobić, by nie cierpieć z powodu swoich wyborów? By nie pytać się ciągle, czy wybraliśmy dobrze? By nie zadręczać się mitem utraconych szans?

Priorytety

Kiedy przeprowadzałam się na Karaiby przechodziłam istną burzę – zewsząd bombardowana pytaniami o to co będę robić, gdzie mieszkać, skąd wezmę pieniądze… Do tego stopnia, że unikałam jak ognia tego tematu. Ludzie patrzyli na moją decyzję przez swoje własne priorytety życiowe, zupełnie nieświadomie wnioskując, że są one identyczne dla nas wszystkich. 

Większość osób za absolutny priorytet życiowy uznaje swoją pracę. I nic dziwnego – zachodni świat wychowuje nas w przeświadczeniu, że bez pracy jesteśmy nikim, że nasz byt jest od niej zależy. „Bez pracy nie ma kołaczy” – i takie tam…

Moje priorytety były inne. Najwyżej wśród nich zawsze plasowała się wolność. Ta wielka, szeroko pojęta wolność – i związana z nią nierozerwalnie odpowiedzialność za siebie. I gdy zdecydowałam o wyjeździe „pod palmy” – to właśnie ten priorytet decydował o moim życiu. Nie rodzina, praca, znajomi, komfort, czy bezpieczeństwo. One były na drugim planie.

taras

I gdy dziś ktoś mówi mi: „Nie tęsknisz za rodziną?”, „Nie brakuje Ci tego i owego?” – odpowiadam z akceptacją: „Jasne, że tęsknię”, „Jasne, że mi brakuje”. Ale zawsze dodaję: „Wolność i życie według moich zasad są dla mnie ważniejsze”. Po prostu. I nie czuję żalu, nie zastanawiam się, czy wybrałam dobrze. Cieszę się każdym dniem bo wiem, że to jest mój wybór. Że chcę takiego, a nie innego życia. I akceptuję je, ze wszystkimi jego minusami.

Gdy dążymy do tego, by „mieć wszystko”, by za wszelką cenę móc odhaczyć „zrobione” na życiowej liście zadań skazujemy się na nieszczęśliwe życie. Na życie bez żadnych wartości, w którym wszystko traktowane jest na równi – wszystko jest ważne i jednocześnie nic nie jest ważne.

plaża

Codziennie dostaję wiadomości od osób, które „czują, że chcą wyjechać”, ale „nie chcą” czy „boją się zostawić swoje aktualne życie” i „nie wiedzą, co mają zrobić”. Ale naszym współczesnym problemem nie jest wcale to, że nie wiemy co zrobić. Prawdziwym problemem jest to, że nie chcemy zrozumieć, że coś trzeba w życiu oddać, by zdobyć coś innego… Nie mamy priorytetów.

Kiedyś w moim życiu najważniejsze były: praca, kariera i „wielkie życie w wielkim mieście”. Najważniejsze było zarabiać jak najwięcej, by móc mieć jak najwięcej. I by to wszystko zdobyć, poświęcałam swoje marzenia… Aż pewnego dnia stwierdziłam, że zrobię odwrotnie…

plaża

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

22 myśli nt. „Nie wiesz kim chcesz być? Witaj w nowoczesnym świecie! Świecie Utraconych Szans!”

  1. Niestety nie zgodzę się, można mieć wiele najważniejszych priorytetów w życiu i wszystkie je spełniać nawet jednocześnie. Kwestia motywacji i samozaparcia a do tego dużo pracy i okazuje się że DA SIĘ.
    Wiele razy stwierdzając że biegam w „wyścigu szczurów” nie mając na nic czasu wystarczyło poszukać jakiegoś nowego zajęcia czy hobby aby okazywało się, że czas się znajdywał. To naprawdę tak działa, no ale grunt to nastawić umysł że można i że się da!

    Lubię to

    1. To bywa niebepieczne 🙂 Też tak kiedyś mówiłam, dokładnie te same słowa. Niestety to wszystko jest piękne i miłe do czasu, aż organizm się upomni o spokój i „one thing at a time”. Także polecam szerokopojętą pokorę co do możliwości swojego organizmu 🙂 Już sama praca 8-godzinna wykańcza nas kompletnie.

      Lubię to

  2. Bardzo dobrze przedstawiony temat, zgadzam się w pełni. 🙂
    Dzisiejszy świat wmawia nam potrzeby, żebyśmy byli lepszymi klientami. Pierwszym krokiem na drodze do odnalezienia swoich prawdziwych potrzeb, jest odcięcie się od mediów. Na tyle, na ile to możliwe. Dość szybko wtedy zaczyna się w głowie robić miejsce na własne pomysły. A dalej już z górki. 😉

    Lubię to

    1. Właśnie sprzedaję telewizor…koniec z ogłupiającymi wiadomościami i straszeniem mnie, że żyję w strasznym świecie…w takim Mad Maxie…

      Lubię to

      1. BRAWO!!! Mam do Ciebie wielką prośbę/radę – zarobione w ten sposób pieniądze przeznacz na jakąś małą inwestycję dla siebie (ale nie nowe perfumy:). Np. wyjazd weekendowy, kurs, książkę, cokolwiek „budującego”. Będzie podwójny sukces.

        Lubię to

  3. Kryzys w wieku lat 31 – znam to dobrze. Przydalaby sie odmiana i niebawem nastapi…A tak z innej beczki – mam pytanie jak tam na Karaibach wyglada sytuacja z wirusem Zika? Bo media alarmuja nadchodzacy armagedon…jak zwykle pewnie przesadzajac. Czyjako mieszkanka wyspy odczuwasz jakos zagrozenie ta „faktyczno-medialna” epidemia Zika? Czy wg Ciebie nie ma co panikowac i mozna podazac za przygoda na Karaiby? 😉

    Lubię to

    1. Zazdroszczę tego kryzysu w wieku 31 lat 🙂 . Bo mnie dopadł dopiero teraz w wieku…56 lat :). gdyby ten kryzys dopadł mnie wcześniej, wcześniej zmieniłabym swoje życie i realizowała swoje marzenia, żyła tam, gdzie zawsze chciałam a tak jestem na początku swojej drogi :). Ale podobno na zmiany nigdy za późno tylko gorzej jak zrealizuję swoje marzenia ( a zrealizuję ) i będzie w głowie tłukła się myśl ” dlaczego tak późno? „. 🙂

      Lubię to

      1. E tam, mi też się czasem to „włącza”, że czemu ja taka głupia byłam kiedyś? Czasem mam taką fantazję, jak mi się przypomną jakieś błędy z przeszłości, by móc się cofnąć i kopnąć samą siebie w tyłek 😀 Ale jesteśmy tym, kim jesteśmy DZIĘKI naszym doświadczeniom. Ceńmy je, jakie by nie były! To one nas budują

        Lubię to

    1. Można szukać przyczyn – choć to nie bywa łatwe bo boli. Ale warto sobie zdać sprawę czego faktycznie chcemy od życia. Ja też przechodziłam takie „kryzysy”, nawet bardzo bardzo często (dokładnie co 3 i co 6 miesięcy!:-). Na Karaibach od 2 lat bez kryzysów… Aż się czasem boję. Ale jestem niemalże pewna, że tamte powodowane były przez intuicję, która ciągle szeptała: „Coś nie tak, zmień coś”. Co 3 miesiące przestawiałam meble w mieszkaniu/pokoju. Nie żartuję. Ale niewiele pomagało 😀

      Lubię to

      1. Nie wiem, czy to przez ten deszcz, czy dochodzi do tego miliard innych czynników, ale znalazłam się w momencie, kiedy chciałabym wpełznąć pod koc, zawinąć się w burito i pozostać w takim stanie … najlepiej na zawsze 🙂

        Lubię to

        1. Zapewne wypadkowa wszystkich „danych” z otoczenia 🙂 Przeładowanie systemu. Odpocznij, każdy tego potrzebuje regularnie. W tym szalonym pędzącym świecie to wręcz objaw zdrowia mieć takie „kryzysy”. To też świetna okazja by z kubkiem ciepłej herbaty zastanowić się czego tak naprawdę nam brakuje.

          Lubię to

          1. Wiesz, ostatnio na wykładzie (z teorii literatury), mój wykładowca opowiadał nam, jak błędnie dzisiaj rozumiemy słowo „kryzys” … bardzo to ciekawe! Otóż, etymologicznie „kryzys” to stan już PO największym dole/punkcie kulminacji (no własnie, bo taki „kryzys” to nie jest sytuacja permamentna, tylko spowodowana przesileniem, coś w stylu jak rewolucja). Co jest najoptymistyczniejsze w tym, że „kryzys” jest już drogą w dobrą stronę, takim wolnym zbieraniem sił i informacji, przygotowywaniem się do podjęcia decyzji (i on już może być permamentny :D). Nigdy o tym nie myślałam w ten sposób, że w gruncie rzeczy kryzys jest dobrym stanem, w którym się kompletujemy i dążymy do wyjścia… to taka nasza motywacja, która potrzebuje dyscypliny. Oczywiście, nie jest powiedziane, że to działa tylko w górę, można się stoczyć też na samiutki dół 🙂 Co o tym myślisz?

            Lubię to

  4. Myślę że również moim priorytetem jest wolnosc. Często wyjeżdżam w różne miejsca świata, najczęściej wyjeżdżamy we dwoje, ale dawno większej frajdy nie sprawił mi ostatni wyjazd na wakacje – samej!. Plecaczek, hotel, przystanek autobusu blisko i pełnia szczęścia. Kichać na cztero i pięciogwiazdkowe hotele! Palmy, slońce, woda po horyzont- to jest to! Energii starczylo na jakiś czas i to w naszym ponurym kraju… A już niedługo znów wybywam. I na to właśnie pracuję 😀 Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo trafny wpis. Media na kazdym kroku bombarduja nas i wmawiaja nam, szczegolnie kobietom, ze musimy byc kobietami sukcesu, miec swietne kariery, a przy tym doskonalymi paniami domu, super mamami, swietnie wygladac, miec wszystko co modne, bo przeciez „zaslugujesz na to” i ” nie trac dnia bez tego”. Co powoduje jedynie frustracje, bo nie mozna miec wszystkiego. Nie mozna byc we wszystkim super i perfekt. Swoje wybory poddajemy w ciagla watpliwosc, bo co by bylo gdyby… Najlepiej wylaczyc te wszystkie reklamy i isc wlasna droga. Ja tez ostatnio odkrylam, ze uwielbiam byc sama. dawniej nie pomyslalabym nawet, zeby isc samej do kina czy restauracji. A teraz sprawia mi to ogromna przyjemnosc i mysle rowniez o wyjezdzie solo w wakacje. Dopiero teraz w wieku 46 lat odkrywam sama siebie, albo moze na nowo odkrywam kobiete dojrzala, zupelnie inna niz ta z przed 20 lat, np. co lubie robic, jakie formy kreatywnosci sprawiaja mi przyjemnosc, jaki jest moj ulubiony kolor, film, ksiazka, aktywnosc fizyczna. Taka podroz w glab siebie. Polecam wszystkim.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s