Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Zacznij zadawać sobie te pytania

Jakiś czas temu, przy okazji imprezy urodzinowej mojej przyjaciółki z Gwadelupy poznałam bardzo młodą mamę. Małżeństwo francusko-hiszpańskie: on – programista, ona – stewardesa. I ono – dwutygodniowe maleństwo…

„W przyszłym tygodniu wracam do pracy, nie będę przecież matką-kurą domową, która tylko zajmuje się dzieckiem i nie ma życia” – oznajmia młoda mama wyciągając z torby… mleko w proszku. Miesza je z wodą i podaje maleństwu. Po raz pierwszy widzę taką praktykę, ale niebawem dowiem się, że we Francji jest ona standardem i prawie nikt już nie karmi piersią. Uznawane to jest za niemodne, mniej zdrowe i po prostu „nie wypada” w miejscach publicznych…

Nie wiem, co szokuje mnie bardziej – idea karmienia maleństwa jakimś proszkiem czy naiwne podejście do macierzyństwa tej młodej kobiety. Delikatnie pytam więc, dlaczego zdecydowała się na dziecko, że przecież z tego co wiem, we Francji dostępna jest aborcja… Teraz to ona jest zszokowana: „Ale my chcieliśmy mieć dziecko!”

matka

Naprawdę? Chciałaś mieć dziecko… ale nie chcesz go karmić… nie chcesz się nim zajmować… i wyżej od niego cenisz swoją „karierę” jako stewardesa… Bycie mamą i „kurą domową” to dla Ciebie ujma… Więc czym według Ciebie jest macierzyństwo? Samą możliwością nazwania się „mamą”? I odhaczenia podpunktu na liście życiowych zadań? To trochę jak małżeństwo bez miłości, bo „trzeba z kimś być”… Wiem, nie mam prawa oceniać innych bo sama nie mam dzieci, „się nie znam”, „nie wiem, jakie to trudne i bolesne”, „nic nie rozumiem”, etc…

A może właśnie odwrotnie? Może rozumiem, jak poważną decyzją życiową jest dziecko? Może potrafię sobie wyobrazić jak bardzo zmienia ono życie? Może właśnie dlatego jeszcze się na nie nie zdecydowałam?

Rzeczywistość nie lubi być naginana

zachód słóńca

Nasza przestrzeń życiowa jest ograniczona. Nie ma w niej nieskończenie wiele miejsca. Wydaje się to być oczywiste, bo przecież każdy wie, że ciągle brakuje na coś czasu… A jednak większość ludzi zachowuje się i żyje tak, jakby tego nie dostrzegało… Albo nie chciało tego dostrzec. 

Wbrew temu, co próbuje nam się wmówić – nie można być jednocześnie mamą i robić karierę. Nie da się fizycznie połączyć tych dwóch rzeczy – bo opieka nad maleństwem pochłania 150% czasu. Czy raczej – właściwa opieka tyle pochłania – bo wymaga jeszcze taty…

Jakiś czas temu w Polsce głośno zrobiło się o kampanii, w której zdjęcie jakiejś znanej Pani opisano mniej więcej tak: „Zdążyłam zrobić karierę. Nie zdążyłam zostać matką”. Przesłanie kampanii proste jak drut – jak wybierzesz jedno, to nie starczy czasu na drugie. Bo się fizycznie nie da i już. Ale podniosła się społeczna wrzawa, że jak tak można kobiecie „kazać” robić dzieci… W ostatnim artykule pisałam o naszym instynkcie i emocjach – oraz o tym jak bardzo są dziś one tłumione w naszej zachodniej kulturze. Powyższa historia z kampanią świetnie to ilustruje.

Według zachodnich wartości – od rodziny ważniejsza jest praca. Tak wyuczono społeczeństwa – wmówiono im, że najpierw kariera, pieniądze, a rodzina, dzieci – to później, obok, bo da się „mieć wszystko”. Jak ktoś wstaje i mówi głośno, że to bujda, że się nie da – zostaje od razu oczerniony, nazwany szowinistą i czym tam jeszcze… Uciekamy od natury, zagłuszamy nasz instynkt i pozwalamy, żeby o naszym życiu decydował ktoś inny… Dajemy sobie wmówić bajki.

I można się oszukiwać, że mleko w proszku zastąpi pokarm od matki, że opiekunka do dziecka to „normalna rzecz”, że każdy musi mieć karierę, bo bez kariery jesteś nikimAle rzeczywistość prędzej czy później ugryzie nas za to w tyłek. 

Bo rzeczywistość jest taka, że dziecko wymaga całej Twojej uwagi. Że jego odchowanie zajmuje długie lata. Że gdy ono się pojawia – cały Twój świat się zmienia, bo odkrywasz nowy rodzaj miłości. Drastycznie zmieniają się Twoje priorytety. Na tym polega macierzyństwo. Na oddaniu lwiej części siebie swojemu potomstwu.

Życie polega na wyborach

tata

Właśnie dlatego, że jest ograniczone – nasze życie polega na ciągłych wyborach. Gdy zdecydowałam się na przeprowadzkę na Karaiby – nie było miejsca na zachowanie mojego „starego” życia. Musiałam je zostawić. Samochód. Meble. Ulubione knajpy. Pracę. Przyjaciół i rodzinę…

„Albo w jedną, albo w drugą stronę” – jak mawiają – albo wybierasz taką drogę, albo inną. Ta młoda mama z Gwadelupy chce kroczyć dwiema jednocześnie – ścieżką kariery i ścieżką macierzyństwa. Wmawianie sobie, że się da to oszukiwanie samej siebie. Owszem, ona będzie mieć dziecko, ale nie będzie mamą. Bo wybrała coś zupełnie innego.  Bo uwierzyła w te slogany o „posiadaniu wszystkiego”

Być może tym tekstem wkurzę czy obrażę inne młode mamy. Wiem, że najłatwiej powiedzieć: „nie da się inaczej”„takie mamy czasy”, itd… Że „nie ma innego wyboru”… Ale prawda jest taka, że w znacznej większości przypadków ten wybór jest. I jest on bardzo prosty. Tyle, że większość woli wierzyć w bezsensowne hasła o konieczności posiadania wszystkiego i iść za modą…

Masz tylko dwie opcje: wybrać samemu, albo pozwolić, by wybrano za Ciebie

Dzisiejszy zachodni świat oferuje wszystko: schronienie, jedzenie, opiekę nad dziećmi, nad starszymi, rozrywkę taką i siaką… Za pieniądze mieć można wszystko. Absolutnie wszystko. Jedyne, czego ten świat nie oferuje, to prawdziwe szczęście

Wszędzie mamy gotowe decyzje: takie jedzenie dla dziecka, takie ciuchy na ten sezon, taka kariera, taka praca, taki ekspres do kawy… Nie trzeba myśleć, wystarczy tylko płacić. Ale w takim świecie nie płacisz tylko i wyłącznie pieniędzmi. Płacisz również sobą. Największą zapłatą jest Twoje własne życie. Oddajesz je za darmo – komuś, by to on za Ciebie decydował. 

Gdzie w tym wszystkim jest sens? Ludzie stali się nowoczesnymi niewolnikami, którym nie trzeba zakładać na ręce kajdanów – bo sami się podporządkowują. Są idealnymi więźniami systemu. Tak zależni, że oddadzą w jego władanie nawet życie swoich dzieci…

Jakiś czas temu po Facebooku krążył obrazek z dwoma małymi ludzikami. Jeden trzymał wielki słoik z napisem „Szczęście”. Ten drugi pytał go: „Gdzie to znalazłeś? Wszędzie tego szukałem!”. Ludzik ze słoikiem odpowiadał: „Stworzyłem to sobie sam!”

morze

Prawdziwe szczęście to coś, co można tylko i wyłącznie zbudować. Tego się nie znajduje, a już na pewno nie da się tego kupić. To się tworzy samemu. Poprzez własne decyzje i własne wybory. Bo nikt na tym świecie, choćby Cię nie wiem jak dobrze znał – nigdy nie będzie wiedział lepiej niż Ty sam co jest dla Ciebie dobre. Nikt nigdy nie wybierze dla Ciebie lepiej. Nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie.

To, że wszyscy gonimy za jednym i tym samym – pieniędzmi – to tylko i wyłącznie wymysł świata zachodniego. I jest nam to wpajane od najmłodszych lat. Dlatego myślimy, że można mieć wszystko – bo nauczono nas, że pieniądze to wolność. Że gdy je już będziemy mieć, wszelkie ograniczenia znikną. Gówno prawda!

Zegarek nie przestanie tykać jak zgromadzisz na koncie milion. Twoje ciało nie przestanie się starzeć, Twoja rodzina nie zacznie nagle być szczęśliwa i idealna, a Twoje dzieci Cię kochać. Absolutnie nic się nie zmieni, nawet jeśli będziesz miliarderem. By Twoje życie naprawdę się zmieniło – musisz zmienić się Ty, a nie stan Twojego konta. 

Więc jeśli naprawdę chcesz stać się kimś innym, niż jesteś – to musisz przejść drogę, która do tego prowadzi. Jeśli chcesz być matką – musisz poświęcić większą część swojego czasu maleństwu… Jeśli chcesz zrobić karierę – musisz poświęcić większą część swojego czasu pracy… Każdy nawet najmniejszy wybór jednego oznacza odrzucenie czegoś innego.

Więc może zamiast ciągle zastanawiać się, kim jeszcze chcemy być i co jeszcze chcemy mieć – powinniśmy zacząć zastanawiać się, kim nie chcemy być. I czego nie potrzebujemy mieć? I ten sposób odnajdować to, czego tak naprawdę pragniemy?

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

29 myśli nt. „Jak pogodzić macierzyństwo z pracą? Zacznij zadawać sobie te pytania”

    1. Droga Pani Katarzyno, realne życie to nie „pogoń za karierą/pieniądzem” tylko pogoń matki za środkami na utrzymanie dzieci. Kariera jest raczej nierealna i jest w zasięgu niewielkiego procenta matek. Prawdziwy wybór matki, która po prostu musi pracować, a o którym Pani tu nie napisała to: ‚czy spać dzisiaj dwie czy trzy godziny?’…

      Lubię to

        1. Jakie ma Pani inne pomysły niż praca, żeby mieć środki na utrzymanie dzieci? Proszę jakiś zaproponować. Jak narazie sprzedaje Pani na blogu ładnie brzmiące ogólniki, średnio przystające do realiów.

          Lubię to

        2. I oczywiście ‚da się’ nie mieć dzieci – ma Pani rację – ale do czego to doprowadzi? Dzieci nauczyły mnie więcej niż wszystkie studia, które odbyłam. A propos łączenia i biedy – jestem mamą trójki dzieci, rodziłam jedno po drugim – trzy urlopy macierzyńskie, każde z nich przez rok karmiłam piersią, jednocześnie zrobiłam ‚karierę’, kończę właśnie trzecie studia podyplomowe (MBA) i zarabiam z mężem wystarczająco dużo, by sfinansować dom z ogrodem, 2 samochody, różne zajęcia dodatkowe całej trójki i rodzinne podróże za granicę dwa razy w roku. Ale ta ‚kariera’ to nie kwestia wyboru, tylko szczęścia i mądrości. Nie wszyscy mają to szczęście…

          Lubię to

  1. Nie da się pogodzić macierzyństwa z intensywna pracą jeśli myślimy o osobistej opiece.
    Ale nie trzeba dramatyzowac jeśli nie mozna samemu opiekować się dzieckiem. Wazne by przekazać mu kluczowe wartości. Dawniej, kiedy nie było urlopów macierzyńskich i mleka modyfikowanego, powszechne było wychowywanie dzieci przez mamki (np sw Teresa z Lisieux przez pierwszy rok zycia mieszkała u mamki, mama ją tylko odwiedzała, nota bene matka świętej prowdziła bardzo dochodowy biznes koronczarski) , potem guwernantki w bogatych rodzinach i nic się nie działo, dzieci często wychowywało starsze rodzeństwo, kiedy mama szła do fabryki albo pracować w polu i dzieci te pozostwały cały bozy dzień do zmroku same w domu. Normalne było ze 10 letnie dziewczynki prowadziły całe gospodarstwo i zajmowały się młodszymi dziećmi i gotowały dla całej rodziny. 15 letnie dziewczęta z tzw dobrych domów były całkowicie gotowe do zarzadzania domem. We Włoszech funkcjonowały 100 lat temu ochronki casa dei bambini Marii Montessori gdzie dzieci przebywały cały dzień kiedy rodzice byli w fabryce, często po 12 godzin. Ojcowie jeszcze całkiem nie dawno w ogóle nie zajmowali się dziećmi. Dawniej dziecko miało szczęście jeśli pani matka lub ojciec w rodzinach arystokratycznych zechcieli wziać je na kolana. Dzieci z bogatych rodzin w wieku 8 lat były oddawane do ekskluzywnych szkół z internatem, pomimo tego wyrastały z tych rodzin normalne zdrowe dzieci, smiem powiedzieć zdrowsze moralnie niz dzisiejsze. Najwazniejszy jest przykład i wzór jaki daje mama i ojciec. Przykład uczciwego, pracowitego zycia, przekazywane wartości, dawniej rodziny razem modliły się wieczorem, wieczorami powszechnie czytano razem biblie, ojciec był niekwestionownym autorytetem, podnoszenie i całowanie kruszyny chleba, która spadła na ziemię itp itd W obecnym swiecie nie ma wartości i brak autorytetów, ojcowie po przyjściu z pracy ogladaja tv, dzieci graja w gry komputerowe, w którym współczesnym domu wieczormi cała rodzina zbiera się by wspólnie przezywać czas, podejmować wspólne działania, rozmawiać. To jest problem.
    Jestem samotną mamą trójki małych dzieci i czasu mam jak na lekarstwo. Przede wszystkim wyrzuciłam z domu tv i smartfona, mam najprostszy model telefonu tylko do rozmów. Kiedy odbieram dzieci, nie prowadzę wieczorem rozmów telefonicznych, tylko awaryjnie. Umówiłam się ze lekcje odrabiaja na świetlicy. Wieczorem zawsze jest posiłek, który przyrządzam z dziećmi, przy wspólnym stole bez tv i bez tabletu i bez smartfona. zapalamy świeczkę, czytamy i komentujemy Biblię, omawiamy co się zdarzyło dzisiaj. Wieczorami dzieci ze mna graja w tradycyjne gry, w czasie adwentu robimy lampiony i ozdoby choinkowe, ponadto dzieci maja kolorowanki, plastelinę, robimy razem origami, rozwiazujemy krzyzówki i rebusy, przed snem czytamy baśnie, te dawne, napisane piękna polszczyzna. Wszystko przy wspólnym duzym stole, zajęcie ma i najmłodsza trzylatka i najstarsza ośmiolatka, jest okazja do śmiechu i do rozmowy. O tabletach dzieci przypominaja sobie sporadycznie, raz na tydzień moze. Ogladamy wyselekcjonowane, wartościowe bajki. Dzieci nie sa oderwane od świata, chodza do sportowej szkoły akrobatycznej gdzie rozwijaja zainteresowania, ucza się jazdy konnej w weekendy, biora udział w konkursach np ostatnio recytatorskim, uczą się grać na gitarze i śpiewu w ramach świetlicy w szkole a takze muzykujemy w domu poniewaz ja takze gram na gitarze. Wszystkie zajęcia sa bezpłatne, płacę tylko za konie, co kosztuje mnie w karnecie 60 zł tygodniowo czyli mniej niz wyjście do kina albo do zoo . Nie widzę by działa im się jakaś krzywda pomimo ze czasami siedzą 10 godzin poza domem. Spotykamy się często ze znajomymi z dziećmi a takze utrzymujemy intensywne więzi z blizsza i dalszą rodzina, np jutro córki ida z dalsza kuzynką do kina.
    Chodzi o to, zeby, jesli jest taka konieczność, powierzyć dzieci wartosciowym osobom, a wtedy nawet godzina czasu dziennie ale uczciwie spędzona z dzieckiem, wystarczy.
    Godne polecenia jest harcerstwo, kluby sportowe, zajęcia teatralne, kluby zainteresowań, zespoły tańca ludowego, wszędzie tam, gdzie jest tworzona wspólnota zainteresowań i wspólne działanie.

    Lubię to

  2. Emancypacja kobiet byla i jest dobra rzecza – do pewnego stopnia. Ciesze sie, ze wraz z emancypacja przyszlo prawo do glosu, ze kobiety zaczely funkcjonowac prawnie jako samodzielne osoby, nie jako „wlasnosc meza”, ze te kobiety, ktore nie chca miec dzieci i wola poswiecic sie w stu procentach karierze moga to zrobic itd. Napatrzylam sie w Londynie na tradycyjne Muzulmanki, ktore nie maja komplenie nic do powiedzenia, i bardzo sie ciesze, ze dzieki emancypacji nie mam obrozy na szyi. Ale zgodze sie, ze stuprocentowa rownosc nie jest mozliwa. Nie mozna zjesc ciastko i miec ciastko. Idealna rownosc bedzie rownoznaczna z utrata przywilejow takich jak chociazby urlop macierzynski. Kobiety i mezczyzni sa zupelnie inaczej zbudowani i ich role spoleczne nigdy nie beda idealnie takie same. Nawet sposob w jaki kobiety i mezczyzni sie wypowiadaja nie jest i nie bedzie taki sam. Popieram dazenie do utrzymania swoich praw jako kobieta. Ale niewolnicza pogon za idealna rownoscia jest glupota.

    I tak samo w zyciu prywatnym – zawsze cos za cos.
    Bardzo dobry wpis i rewelacyjna dyskusja w komentarzach 🙂

    Lubię to

  3. Zgadzam sie z artykulem, niestety w moim wypadku nie wyobrazam sobie zalozenia rodziny bez wczesniejszego zapewniania dobrobytu sobie i dzieciom. Najpierw musze cos osiagnac w zyciu, miec pewien stopien zabezpieczen finansowych i zawodowych aby zdecydowac sie na dziecko. Moze jest to spowodowane iz u mnie w domu zawsze brakowalo pieniedzy co oczywiscie jako dziecko widzialam i rozumialam, Chcialabym aby moje dzieci nie musialy tego przezywac. Pienieadze moze i szczescia nie daja ale poczucie bezpieczenstwa napewno.

    Lubię to

    1. To jest też nasza kultura która nam to wmawia. Kiedyś facet zarabiał a kobieta mogła zająć się domem. Dziś obydwoje muszą „zapie…” a i tak nie starcza na nich samych. Wszystkiemu winne są systemy socjalne i piramidy finansowe. Można wyjechać do Kostaryki i żyć inaczej. Ale większości brak odwagi by porzucić „system”

      Lubię to

      1. „Wszystkiemu winne są systemy socjalne i piramidy finansowe. Można wyjechać do Kostaryki i żyć inaczej. Ale większości brak odwagi by porzucić „system” „.
        Hmmm z tą Kostaryką to chyba nie jest też tak kolorowo…Tu chyba nie chodzi o brak odwagi tylko o ROZSĄDEK, bo Kostaryka boryka się również z przeróżnymi problemami, są osoby, które po kilku latach mieszkania tam przeniosły się w inną część świata. Wszystko wygląda pięknie na kolorowych zdjęciach a potem przychodzi zwykła codzienność, która jednemu przypadnie tu a innemu tam 🙂 Zdjęcia i opisy nie oddają rzeczywistych wrażeń, które dla każdego są zupełnie inne.
        Patrząc na gwałtowne zmiany klimatu nie wiem czy wyspy są dobrym miejscem na dłuższą metę…ale może się mylę.

        Lubię to

        1. Wiem, że nieproszony, ale obok „gwałtownych zmian klimatu” nigdy nie przechodzę obojętnie.
          Największym rozsądkiem, związanym ze sprawami zmian klimatu, wykazał się Al Gore, kupując dom nad samym brzegiem Pacyfiku w San Francisco.

          Lubię to

  4. Stanę w kontrze do artykułu:) Wiem, co chciałaś przekazać, ale piszę ze swojego skromnego, bo 2 letniego doświadczenia jako mama, freelancerka, globtroterka i wyjechana na wyspy, ale kanaryjskie, chwilowo przebywająca w zimnej Polsce;).

    Przede wszystkim każda mama ma inną historię, inne doświadczanie macierzyństwa, inne jego przeżywanie. Mówienie, że lepiej dziecko usunąć, niż dać mu szansę na życie, nawet takie pod skrzydłami niani, czy w żłobku… to jest nieporozumienie.

    Co innego świadome planowanie, ale to nie zawsze jest wszystko takie świadome. Jak się planuje to dzieć nie chce przyjść, a jak już dajesz na luz to hop już jest na świecie:). Tyle przypadków, co par:). Wierzę, że dzieci pojawiają się na świecie, w najlepszym dla siebie momencie. Gdyby miały pojawiać się w najlepszym momencie dla rodziców, to świat pewnie wyglądałby jak w tym filmie Idiokracja;).

    Wszystko, masz rację rozbija się o dojrzałość. Dojrzała matka, a może raczej dojrzały człowiek jest autorefleksyjny, niedojrzałemu autorefleksja przychodzi z trudem.
    Ale macierzyństwo to droga do dojrzałości właśnie! Tyle, że każda matka swoją dojrzałość będzie realizować na różny sposób. I ma do tego prawo.

    Piszę to wszystko mimo, że można powiedzieć, że jest ze mnie matka tradycjonalistka: i karmienie piersią, (nadal to mityczne samoodstawienie nie przyszło, więc kp już 2 rok;]), i pierwszy rok obecności non-stop, i chustowanie, i spanie z dzieckiem, i rozmowy akceptujące uczucia, metody rodzicielstwa bliskości, które zgodne są z tym co mi w duszy gra i wiele innych rzeczy, ale znajduję zrozumienie dla dziewczyny o której piszesz.

    Gdy pojawia się dziecko zmiany są, ale… ambicje nie muszą powolnie umierać, czekając jak dziecko dorośnie… Jest wręcz odwrotnie! Moje największe odkrycie – to właśnie dziecko przypomina o marzeniach z dzieciństwa i pokładach, które miałyśmy kiedyś w sobie. Idea, aby oddać się dziecku non-stop jest dobra dla tych mam, które to czują!!! Jest wiele mam, które byłyby sfrustrowane….. a nie ma nic gorszego niż sfrustrowana matka. Do tego wiele kobiet potrafi przelewać taką frustrację podświadomie na dziecko, co jest toksyczne, cholernie toksyczne…. znowu kwestia dojrzałości.

    Jak to wygląda u mnie? Jestem freelancerką, pracuję w domu, a moje dziecko za ścianą bawi się z nianią. Technika pomodoro;), 30 min maksymalnego skupienia nad projektem, po czym 15 min zabawy z córką. Później robimy sobie z małą ‚papatki’ i całuski, bo mama idzie do pracy. Popołudniowa drzemka i obiad, to dla mnie 2h pracy non-stop, może z 10 min przerwą, ale zawsze tulę ją do snu. Poranki i późne popołudnia zawsze razem.
    I zaznaczam, nie zrezygnowałam z pracy i ambicji, marzeń. Da się. Teraz nie sądzę, aby moja córka czuła, że nie ma mamy, bo zawsze, gdy słyszę ‚mamusiu’ z za ściany, przerywam pracę i idę do niej, bo dla niej jest to ważne. Kiedyś zamiast niani była chusta i długie w niej drzemki.
    Razem wypracowałyśmy taki system, myślę że procentuje fakt że szanuję jej zdanie, może kwestia jej charakteru, bo pewnie nie każde dziecko pozwoliłoby mamie pracować za ścianą.
    Wszystko inne robimy razem, ale to jednak dziecko towarzyszy mi w życiu, a nie na odwrotnie: dla niej to oznaczało pierwszy lot samolotem w wieku 3 miesięcy, długie podróże samochodem, wyjścia do urzędów razem ze mną etc. nie raz słyszałam od swoich bliskich babć i cioć, ‚a po co Ty to biedne dziecko tak ciągasz, spokoju w domu potrzebuje takie maleństwo…’
    Wszystko się da, trzeba tylko pomyśleć, jak przeorganizować życie, może faktycznie zgodzić na wolniejsze tempo? Ale rezygnacja ze swoich ‚pasji’ to ślepa droga.

    To jest mój sposób na macierzyństwo, w którym się odnalazłam.
    Ale każda mama ma inny. Nie ma sensu oceniać innych mam przez swój pryzmat.

    Macierzyństwo obrosło w tyle mitów, że tak na prawdę dopiero własne doświadczenia pokazują co jest dla nas, a co nie…

    Lubię to

    1. Pięknie napisane! Zgadzam się ze wszystkim co mówisz. I jak już pisałam wcześniej – mi chodziło o początki macierzyństwa – im później tym większy „luz”. Twoje podejście wydaje się być wzorcowe – nie zostawiasz swojego życia, ale jednocześnie priorytetem jest dziecko – i ono na pewno odczuwa podświadomie to, że ty jesteś, robisz swoje, ale ono jakby co ma Cię zawsze u boku – i pewnie dlatego pozwala Ci bez problemów pracować „za ścianą” :D. Również zgadzam się, że macierzyństwo „uczy” dorosłości – ale zawsze „kosztem” dziecka. Więc im jesteśmy do niego lepiej mentalnie przygotowani – tym lepiej dla maleństwa 😀

      Lubię to

  5. Ale dlaczego nie mozna polaczyc jednego z drugim? Jestem mama od 2,5 lat, we Francji , to prawda ze pierwszy rok to duzo poswiecenia, ale pozniej juz idzie calkiem sprawnie. Mala jest w zlobku 4 dni w tygodniu, ja pracuje na 80% etatu, na wlasnej dzialalnosci, maz w firmie ktora jest blisko , wiec przychodzi na obiady (lunch jadamy razem co najmniej 2 lub 3 razy w tygodniu , bo ja mam do pracy 8 min rowerem) , potem odbieramy mala po pracy, wszyscy sa zadowoleni. Niedlugo mysle aby poleciec na Gwadelupe na miesiac i popracowac tam na zastepstwie . Mala i maz ? Przyleca rowniez , na tydzien lub dwa. Dlaczego myslec, ze gdy jest sie rodzicem to juz cale zycie sie poswieca dla swojego dziecka? Ja tak wcale nie czuje . Moze tylko przez pierwszy rok, gdy uparcie karmilam piersia. Odezwala sie wem mnie ‚matka Polka’ , jednak po czasie zauwazylam ze nie ma co sie az tak meczyc. Dziecko to indywidualne , odrebne istnienie Moge mu dac ogrom milosci , ale przeciez nie poswiece mojego zycia dla dziecka. Ono przeciez bedzie mialo swoje, odrebne zycie. Polki maja te tendencje aby sie za bardzo oddawac roli matki. Z kolei Francuzki ida w druga strone, zadnego karmienia piersia, dziecko 2,5 miesieczne w zlobku lub z opiekunka, one robia swoja kariere. Uwazam ze zadna skrajnosc nie bedzie sluzyla naszemu potomstwu. Ale szczesliwa mama , to szczesliwe dziecko. Czy uwazacie ze posiadanie dziecko to juz koniec swiata , totalnie oddanie ?.. Gdyby Francuzki mialy taki sposob myslenia , to juz zadna by sie nie zdecydowala na dzieci. Z drugiej strony, Polki uparcie daza do osiagniecia jakiegos dziwnego wytworu ich wyobrazni , „wzorcowej mamy” , co obserwuje u moich kolezanek. Wiec potem albo rywalizuja „ktora jest lepsza mama”, co jest idiotyczne, albo sie mi pozniej zwierzaja jakie to sa obarczone nadmiarem obowiazkow, nie maja wlasnego zycia , zmeczone itd. Dlaczego nie wyposrodkowac ?…

    Lubię to

    1. Otóż to. Ja w artykule opisywałam bardziej początki rodzicielstwa które wg mnie zajmują niestety 150% czasu 😀 A im później im dziecko bardziej samodzielne tym wolniej je puszczamy i to oczywiste. Myślę, że Ci, którzy tego nie robią również źle rozumieją rodzicielstwo. Masz dobre, zdrowe podejście i tak trzymać!

      Polubione przez 1 osoba

  6. Wiele mam powinno to przeczytać. Bardzo dobry i mądry tekst. Nie wyobrażam sobie, żebym oddała opiekę nad moim dzieckiem niani, karmienie piersią to coś absolutnie wyjątkowego, buduje więź i jest tak cudowne, że nie ma porównania z czymkolwiek. Jeśli chce się być rodzicem, trzeba się poświęcić dziecku. Bo wydając je na świat jest się za nie odpowiedzialnym. Dziękuję za to, co napisałaś 🙂

    Lubię to

      1. W Polsce zachodnia mentalność wciąż się nie ugruntowała, więc znaczna ilość osób zadaje sobie pytanie: „po co to wszystko?”. Gdyby nie przymus finansowy, to jeszcze chyba większość kobiet wolałaby zajmować się domem, czy pracować na część etatu, niż robić kariery.
        Chociaż mogę się mylić. 🙂

        Lubię to

        1. Cale szczescie, ze tak jest. Mysle, ze kobiety z ta cala emancypacja, to tylko strzelily sobie w kolano. W USA, gdzie mieszkam od 25 lat, wiekszosc kobiet pracuje. Mowie o klasie sredniej, najliczniejszej. Dzieci oddawane sa do zlobka od 6 tyg. zycia. Nie ma wcale urlopu macierzynskiego po urodzeniu dziecka. Mozesz jedynie wykorzystac swoj urlop 2-3 tyg. lub w najlepszym wypadku wziac urlop zdrowotny jak lekarz ci podpisze do 12 tyg. ale bezplatny. Do szkoly dzieci ida od 5 r.z. obowiazkowo i jezeli oboje rodzice pracuja, to siedza tam od 7 rano do 6 wieczor. Ktore dziecko 5,6,7 letnie, czy nawet dorosly dalby rade funkcjonowac w 11 godzinnym systemie biurowym x 5 dni w tyg? Wiec w praktyce dzieci podsypiaja popoludniami na lawkach w swietlicy. Za te wszystkie zlobki i swietlice rodzice placa i to slono. nic dziwnego , ze jak latorosl konczy 18 lat, to rodzic chce sie go pozbyc i najczesciej wysyla na studia na ktore dziecie bierze slona pozyczke. Konczac studia ma na koncie od kilkudziesieciu, do kilkunastu tysiecy ( tak, tak za medycyne czy studia prawnicze to ok. 500 tys. USD ). chcac, nie chcac sam musi tak samo pracowac, jak jego rodzic, bo trzeba to wszystko spalcic, plus pozyczka na dom/mieszkanie, na samochod, ubezpieczenia, podatki, itc.
          Brak wiezi dziecka z rodzicem powoduje, ze na starosc rodzice chorzy i niepotrzebni laduja w domach opieki. zgadzam sie w zupelnosci, ze jest to pokolenie nowoczesnych niewolnikow. Przy tym sfustrowanych, wiecznie zabieganych, nieszczesliwych i w niekonczacych sie dlugach.
          Zycie niektorych ludzi przypomina mi chomika biegnacego na kolku. Oczywiscie, mozna zyc inaczej, ale wiekszosc ludzi albo sie boi, albo nawet nie wyobraza sobie tego.

          Polubione przez 1 osoba

          1. Pięknie to opisałaś! Mam wielu przyjaciół którzy mieszkają/mieszkali w US. Ten kraj jest teraz w takiej fazie paradoksu – pomiędzy wolnością a zniewoleniem socjalnym. Wszystkie minusy pełnej wolności i wszystkie minusy socjalizmu jednocześnie 😀 Straszne są historie matek – dokładnie to co opisujesz sama słyszałam wielokrotnie. Z drugiej strony jest właśnie tak – że kobiety zamiast domagać się bycia traktowanymi jak kobiety, domagają się, by je traktować jak facetów (równe płace, etc). I mają to co mają – w przypadku macierzyństwa traktuje się je jak mężczyzn…

            Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s