plaża łódź

„Nagroda za życie w zgodzie ze sobą jest bezcenna!” – list od Ewy z Val di Sole

Dostaję od Was coraz więcej motywujących i inspirujących wiadomości. Dziś otrzymałam e-maila od Ewy, która dość ciekawie opisała swoją życiową historię i myślę, że będzie inspiracją dla wielu osób, które wahają się w kwestii swoich życiowych decyzji:

„Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i jest mi on bardzo bliski. Gdy go odkryłam, z ulgą pomyślałam, że nie tylko ja tak mam! W kryzysowych momentach Twoje wpisy bardzo mi pomogły. Podoba mi się Twoje krytyczne i analityczne podejście do wielu spraw i przede wszystkim odwaga, żeby pójść własną drogą. Ja też starałam się nią podążać, ale nie było to łatwe. Chciałam opowiedzieć moją historię, może kogoś zainspiruje, albo chociaż da do myślenia…

Po liceum zdawałam na medycynę i psychologię; na medycynę – chyba dlatego, że w mojej rodzinie lekarz był uważany za bardzo prestiżowy zawód, na psychologię – bo tkwiła gdzieś we mnie głęboko idealistyczna potrzeba pomagania innym. Na psychologię się nie dostałam, na medycynę tak.

widok Karaiby morze

Pierwsze miesiące na studiach były dla mnie bardzo trudne i rozczarowujące, właściwie już po kilku tygodniach wiedziałam, że to zawód nie dla mnie. Chciałam zrezygnować po pierwszym semestrze, ale sprzeciw rodziny był zbyt silny bym mogła mu się przeciwstawić. Teraz już wiem, że jeśli coś Ci nie pasuje od samego początku i czujesz, że to nie dla ciebie, to już raczej się nie zmieni. Po drugim semestrze wiedziałam, że to koniec, że już nie dam rady. Podjęłam decyzję – zmieniam kierunek studiów – realizuję swoje marzenia – idę na polonistykę. W maju uczyłam się do egzaminów z anatomii, a w czerwcu przerabiałam młodopolskich poetów.

Egzaminy zdałam śpiewająco, przeniosłam się do innego miasta, gdzie odetchnęłam pełną piersią. Nie było wokół mnie krytykujących rodziców, wiecznie niezadowolonej matki, moje poczucie wartości szybowało w górę. Dostałam pracę w radiu, wygrywałam konkursy poetyckie, podróżowałam. Za świetne wyniki w nauce miałam stypendia, które wraz z dodatkowymi pracami, jakich się podejmowałam, sprawiały, że mogłam być niezależna finansowo. Ach, jakie to było cudowne uczucie. Stać mnie było na to, żeby w wakacje zostać w mieście, w którym studiowałam. Wiedziałam już, że warto słuchać swojej intuicji, bo nagroda za życie w zgodzie ze sobą jest bezcenna!

Karaiby morze plaża

Na ostatnim roku studiów wyjechałam na rok na Erazmusa do Włoch. Rzuciłam etatową pracę, którą wtedy miałam, nie przejmowałam się, że nie znam języka i że jadę do kraju, w którym nigdy w życiu nie byłam. Wyjazd okazał się strzałem w dziesiątkę, spędziłam cudowny rok na południu Italii nad samym morzem, nauczyłam się języka, poznałam wspaniałych ludzi. I znów, gdy wróciłam do Polski, to właśnie dzięki znajomości włoskiego dostałam dobrą pracę, którą lubiłam i w której się rozwijałam.

Wytrzymałam jednak w niej dwa lata. Za bardzo ciągnęło mnie do Włoch, do innego życia. Gdy codzienne wstawałam o tej samej godzinie, na przystanku mijałam twarze tych samych ludzi, codziennie piłam tę samą kawę w tej samej filiżance z tym samym widokiem za oknem, wiedziałam, że na dłuższą metę to nie dla mnie. Udało mi się dostać roczne stypendium we Włoszech w Mediolanie. I znów spędziłam cudowny rok, podszkoliłam język, podróżowałam, czując, że żyję. Do Włoch wracałam potem często, na krócej i dłużej, ale nie będę teraz opisywać całego mojego życia, bo to nie o to chodzi.

Jakieś dwa lata temu zakotwiczyłam się w jednym z największych polskich miast, pracowałam w korporacji, mieszkałam w centrum miasta, w piątki i soboty imprezowałam, w niedzielę – odpoczywałam. Po nierzadko 9-10 godzinach w pracy zapomniałam o swoich marzeniach, ba, nie miałam nawet czasu ani siły wydawać zarobionych pieniędzy. Nie byłam szczęśliwa, ale mało kto mnie rozumiał…

plaża Karaiby palmy

Stała praca na etat, ładne mieszkanie, życie towarzysko-weekendowe i szansa na awans, który pewnie nigdy nie nastąpi miały być wyznacznikiem szczęścia. Wiele razy siedząc po imprezach w swoim mieszkaniu z kubkiem gorącej herbaty, zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak? Czy może po prostu nie potrafię się cieszyć, tym, co mam? Może jestem niewdzięczna, że tak dużo dostałam od losu, a jestem nieszczęśliwa?

Zaczęłam rozmawiać z ludźmi w pracy, którzy też wydawali mi się  niezadowoleni, ale na ogół mówili mi, takie jest życie, mamy kredyty do spłacenia, chcemy kupić kolejny samochód… Miałam wrażenie, że żyję w jakimś szaleństwie. Unieszczęśliwiać się tylko po to, żeby zakładać sobie kolejne pętlę na szyję? Ja nigdy nie miałam poczucia, że muszę mieć własne mieszkanie oraz świetny samochód. I całe szczęście…

Innym aspektem było to, że gdy dobiegałam do trzydziestki nadal byłam sama. Ciągle tylko słyszałam o ślubach, dzieciach, a mój wiek i brak chęci ustatkowania się było traktowana jako niedojrzała fanaberia, a nie brak odpowiedniej osoby do dzielenia życia we dwójkę. Na szczęście tym nigdy się nie przejmowałam. I wiesz co? Tuż po swoich 29-tych urodzinach poznałam wspaniałego mężczyznę, który oświadczył mi się pewnego wieczoru w Rzymie po 1,5 roku znajomości, a ja ze wzruszenia zaniemówiłam.

łodzie

Po kolejnym roku wzięliśmy ślub – dużo można by o tym pisać. Dość powiedzieć, że nasza decyzja o tym, że nie będzie wódki, zabaw, oraz że zapraszamy tylko najbliższych odbiła się bardzo szerokim echem. Ślub był niedawno, więc co dalej? Dzieci, oczywiście. Miałam już serdecznie dosyć aluzji moich teściów, do tego, czy może jest coś z nami (ze mną) nie tak, że 6 miesięcy po ślubie nie mamy dzieci. A my na razie ich nie planujemy i kropka. Teraz już wiem, że z takich decyzji nie muszę się nikomu tłumaczyć, jeśli dotyczą tylko i wyłącznie mojego życia.

Po ślubie, zamiast się ustatkować, oboje rzuciliśmy pracę, by wyjechać do Włoch, do Val di Sole. Mieszkamy w miasteczku, które liczy około 2 tyś mieszkańców, do kina jedziemy godzinę, a wyjazd do dużego miasta do całodzienna wyprawa. Mój mąż pracuje jako instruktor narciarstwa, ja zajmuję się tłumaczeniami i robię doktorat z literaturoznawstwa, o którym zawsze marzyłam. Gdy wstaję rano, przez okno widzę ośnieżone szczyty Dolomitów, w kominku płonie ogień, a ja zastanawiam się, jak mogłam choć przez chwile myśleć, że nie powinnam była rzucać dobrze płatnej pracy meneżderki w korporacji.

strumień

Gdy idziemy do restauracji, zawsze ucinamy długą pogadankę z właścicielem, u fryzjera nigdy nie ma kolejki, a gdy czegoś potrzebujemy zawsze możemy liczyć na pomoc życzliwych nam osób. Oczywiście nie jest wyłącznie różowo. Miałam problemy ze zdrowiem, a włoska biurokracja może wykończyć każdego. Włosi uważają, że Polacy zabierają im miejsca pracy, co nie zawsze jest zgodne z prawdą, a już na pewno niezbyt miłe. Z rodziną i przyjaciółmi porozumiewam się głównie przez skype. Nie tęsknię jednak za odbijaniem karty codziennie o tej samej godzinie, staniem w korkach, wdychaniem krakowskiego smogu i pogonią za czymś, co miało gwarantować szczęście, a nikt do końca nie wie, co to mogło być.

Wiele osób, gdy patrzy na mój tryb życia, mówi, że jestem szalona. Ja jednak mam inne zdanie. Czy szalonym nie jest sprzedawanie swojego czasu po żenująco niskiej cenie? Odkładanie marzeń na później? Nierealizowanie swojej pasji? Czy szaleństwem nie jest czekanie na odpowiedni moment, który być może nigdy nie nadejdzie?

Życzę wszystkim odwagi w podejmowaniu życiowych decyzji.”


Cóż mogę powiedzieć? Brawo! Mogę tylko życzyć Ewie dalszego popełniania takich „błędów” życiowych i podziękować, że zechciała podzielić się z nami swoją niezwykle inspirująca historią. Jeśli również macie ochotę opowiedzieć swoją – napiszcie.

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

19 myśli nt. „„Nagroda za życie w zgodzie ze sobą jest bezcenna!” – list od Ewy z Val di Sole”

  1. Mam dokładnie takie samo uczucie „co jest ze mną nie tak? czemu nie cieszę się z tego co mam? czemu innym wystarczy dobra praca a ja potrzebuję zmiany po paru miesiącach?”. Tak rzuciłam wszystko i wyjechałam na Maltę, znudziłam sie, rzuciłam wszystko by wyjechać do Bułgarii i pracować „w korpo” by zdobyć doświadczenie tak jak chcieli moi rodzice. Już wiem, że to nie dla mnie i nosi mi się już by uciekać gdzieś dalej..

    Lubię to

  2. Wszystko super… ja mam tylko jedno pytanie… jesli ktos nie ma takiej inteligencji zeby robic doktorat, co najwyzej technika, a nauka jezyka tez nie jest jego mocna strona to co wtedy?

    Lubię to

    1. Papierek nie jest wyznacznikiem inteligencji. To raz. A dwa, na pewno coś robić potrafisz.
      Języka najłatwiej nauczyć się, będąc zmuszonym do porozumiewania się nim na co dzień. Oczywiście, dobrze jest rozumieć „parę” podstawowych zwrotów, zanim się wyjedzie.
      A tak całkiem na marginesie, zeby przejąć kontrolę nad własnym życiem, nie trzeba nawet ruszać się z domu (szczególnie, jeśli komuś się tu podoba). Tylko pewne rzeczy łatwiej przychodzą w innych warunkach, niż te, z którymi mamy do czynienia tutaj. 😉

      Lubię to

    1. Wiesz, że Erasmus to takie stypendium gdzie Ci trochę płacą? Osobiście nie znam osoby który pojechała na to z kasy rodziców – wręcz przeciwnie – to właśnie „biedniejsze” rodzinnie osoby, które same o siebie musiały zawsze dbać sobie na takich wyjazdach dużo lepiej radzą. Więc polecam zastanowić się 2 razy zanim kogoś ocenisz by samemu poczuć się lepiej…

      Lubię to

  3. Absolutnie się z tym zgadzam! Też tak bym opisała moje życiowe decyzje. Uważam, że bycie szczęśliwym to nasz indywidualny wybór i bardzo mnie denerwuje fakt, że czasami nabardzej w zdobywaniu szczytów przeszkadza rodzina. To jest przykre, ale trzeba postawić na swoim, pozdrawiam 😉

    Lubię to

    1. To nie jest tak, że rodzina stara się przeszkadzać. Rodzice chcą dla swoich dzieci dobrze (pomijam inne występujące ewentualności). Tylko, że oni chcą dobrze według własnego rozeznania.

      Lubię to

      1. Rodzic musi być świadomy tego, że jak narzuca swoje zdanie dziecku to mu właśnie przeszkadza. Niestety niewelu rodziców jest tego świadomych- kierują się swoimi emocjami (egoiści).

        Lubię to

        1. Zgadza się. Tylko, że najczęściej trudno jest uświadomić rodzicom, że każdy ma własne życie, którym musi się zająć. W dodatku egoizmem kierują się wszyscy – dzieci również.

          Lubię to

  4. Jak ją się cieszę, że znalazłam ten blog w chwilach załamania!:)…które powoli przeszło. Droga autorko listu, wcale nie jesteś szalona! Uwielbiam czytać o odwadze ludzi i postawieniu na swoim, ją niestety takiej silnej woli nie miałam by pójść swoją drogą w młodzieńczych latach…teraz sama zastanawiam się czy nie rzucić wszystkiego w cholerę…i żyć dla życia , a nie żyć dla pracy, kasy i jedzenia, bo to wielką różnica. Może się kiedyś odważę, chciałabym:)

    Lubię to

  5. Wpadłam na blog dopiero niedawno i jestem zachwycona 😀 I lżejsza o trochę kasy 😀 Tak mnie zachęciłaś do kosmetyków naturalnych że już mam!!! Jestem zachwycona.
    A co do realizowania marzeń… Jestem z pokolenia ktore tkwi już na poduszkach w oknie bo wczesniejsza emerytura, wnuki, kościól i totalna nuda. Uważają że jestem nienormalna bo wybudowałam dom, przeniosłam się na wieś, mam kilka psow i jeszcze więcej kotów, wspaniałych sąsiadow dzięki którym mogę sobie latać w różne miejsca na świecie ( no bo ktoś przecież tą futrzatą bandą zająć się musi) , jeżdżę na koncerty rockowe w Europie ( i nie tylko ) i w ogóle coraz bardziej wszystko mi się podoba, mimo tego że jestem w Polsce. Bo przecież zawsze gdzieś świeci słońce i szumią palmy. Szkoda tylko że nie byłam taka odważna kiedy byłam młodsza!
    Na Karaiby tez się wybieram…
    Pozdrawiam szalonych i lecę wcierać sobie w twarz oryginalny, marokański olejek pomarańczowy.
    A zapach czarnego mydła uwielbiam 😀

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s