Pigmenty mineralne, czyli idealny makijaż za parę groszy

Ostatnio policzyłam, ile kosztował mnie mój makijaż przez ostatnie 6 lat. Wychodzi, że niecałe 5zł miesięcznie… A Ty – ile na niego tracisz?

Podobnie jak w przypadku łazienkowych produktów niesamowicie tanio jest wykonać własne pasty do zębów czy dezodoranty – tak samo w przypadku makijażu – gotowe kosmetyki kosztują fortunę, jeśli porównać je z tym, co możemy sobie wyczarować sami. W dodatku w ten sposób otrzymamy produkt doskonale dopasowany do naszej cery i kolorystyki. Według mnie – dający też dużo lepszy efekt niż nawet najdroższe Diory czy inne Channele…


UWAGA! Ten blog nie jest i nigdy nie będzie blogiem typowo zarobkowym, na którym znajdziecie tzw. lokowanie produktu. Nie podobają mi się takie praktyki więc tym bardziej sama nie biorę w nich udziału. Dlatego od razu zastrzegam, że mimo, że w tym tekście prezentuję właściwie tylko jedną markę – wynika to tylko i wyłącznie z tego, że nie znam alternatyw (może Wy coś podpowiecie? Ja się nie doszukałam) oraz z tego, że korzystam z niej od lat i uważam za godną polecenia.


Wiele lat temu odkryłam tzw. kosmetyki mineralne. Szybko przypadły mi do gustu. Niestety mają one jedną poważną wadę – są horrendalnie drogie… Toteż szybko zaczęłam szukać innych rozwiązań. I tak trafiłam na tak zwane:

Pigmenty mineralne

Kosmetyki mineralne przewyższają zwykłe nie tylko swoją naturalnością (nie zawierają szkodliwej chemii, konserwantów, barwników, etc) – ale przede wszystkim jakością. Są dużo bardziej napigmentowane, to znaczy, że potrzebujemy mniejszej ilości danego koloru, by uzyskać żądany efekt. Zresztą logiczne, skoro zwykłe cienie, etc. składają się w ponad połowie z dodatków i wypełniaczy, a kosmetyki mineralne praktycznie w 100% z samego barwnika.

Mój czarny eyeliner w proszku, który kupiłam ponad 6 lat temu w ilości dokładnie 5 gram za około 6 zł jest u mnie nadal w użyciu. Pozostało go, na moje oko, co najmniej 30%. Jedna mała saszetka tego cienia/eyelinera starcza więc na 9 lat! To oznacza, że roczny koszt używania tego specyfiku wynosi… niecałe 70groszy! Tak samo wygląda sprawa mojego pudru/podkładu – roczny koszt jego składników to około 50zł! A więc 4zł na miesiąc!

Nie jestem fanką kolorowych makijaży, w moim zestawie jest jeszcze tylko złoto-brązowa mika (rodzaj pigmentu mineralnego, który naturalnie błyszczy i jest wodoodporny), ale osoby, które dużo się malują poczynią jeszcze większe oszczędności. Ale do rzeczy – co, gdzie i jak?

Kolorowka.com

kobieta kolory

Jest to sklep z czystymi pigmentami mineralnymi w formie proszków, w którym od ponad 6lat się zaopatrzam. Jeśli znacie jakieś inne – to proszę o infomację – jedyne co mi u nich przeszkadza to pakowanie w plastik (choć jest to jedna malutka torebeczka raz na rok, dwa).

W większości przypadków pigmentów można używać bezpośrednio na skórę, ale w przypadku niektórych barw należy je łączyć z innymi minerałami aby uzyskały lepszą przyczepność. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie Kolorówki.


Niezbędne na początek

pędzel everyday minerals

Naturalne pigmenty nie lubią sztucznego włosia (nie trzymają się go, rozsypują) – więc konieczne będzie zaopatrzenie się w pędzle do makijażu z naturalnego włosia. Jest to koszt około 30-40zł za pędzel, ale posłużą Wam lata. Ja swoich używam już od ponad 7lat – są to 3 pędzle marki Everyday Minerals, które zakupiłam kiedyś na Allegro. Wiem, że dobre pędzle można znaleźć też w sklepach typu Sephora.

Do podkładu mogę polecić standardowy pędzel płasko ścięty – taki jak na zdjęciu powyżej (nakładamy okrągłymi ruchami, dodatkowo można uzyskać piękny efekt satyny leciutko zwilżając twarz – poszukajcie instruktaży na YouTube). Do pudru najlepszy jest tzw. „kabuki”. Do cieni znajdziecie kilka małych, o różnych kształtach. W kwestii różu się nie znam, nie używam, ale myślę, że zwykły „kabuki” sprawdzi się tak samo dobrze jak „specjalistyczne”.

Niestety nie da się wypróbować pigmentów mineralnych bez dobrych pędzli – trzeba zainwestować. Ale gdy raz pomalujecie się przy ich pomocy – zapewniam Was, że zapomnicie o plastikowych, sztucznych „pacynkach”. Efekt i możliwości są powalające. Nawet jeśli używacie zwykłych sklepowych cieni, podkładów, etc.


Podkład/ puder

puder
Źródło zdjęcia: kolorowka.com

Na tej podstronie Kolorówki znajdziecie gotowe zestawy ze wszystkim co potrzebne do wykonania pierwszego pudru i/lub podkładu, itd. Jeśli więc nie czujecie się na siłach, by od razu samemu mieszać pigmenty i eksperymentować z dodatkami – polecam takie rozwiązanie. Jeśli z jakiegoś powodu nie odpowiadają Wam podkłady w formie sypkiej – możecie wymieszać puder z ulubionym kremem/olejkiem do pielęgnacji twarzy. Mi osobiście bardziej odpowiada wersja naturalna, sypka.

Oczywiście na początek będzie konieczne określenie swojego typu cery (kolorystyka zimna czy ciepła, itd) – wiele informacji na ten temat znajdziecie w internecie. Najprościej będzie wybrać kilka pigmentów i poeksperymentować w domu. Możecie też wziąć puder/podkład, którego używacie teraz i wybrać odcienie do niego pasujące i spróbować stworzyć podobny odcień.

Największą dla mnie zaletą mineralnych pigmentów jest to, że podkład czy puder można idealnie dostosować do swojej cery za pomocą dodatków (np. fitry UV, cynk, itd). Taki gotowy kosmetyk można też dowolnie modyfikować – moja cera ciągle się zmienia, raz jest mocniej, raz mniej opalona – wówczas wystarczy, że dodam więcej rozjaśniacza lub pigmentu. Jest to niezwykle wygodne!


Cienie

makijaż cień

Tu możesz pozwolić sobie na istne szaleństwo – po prostu wejdź na Kolornik i wybierz próbki interesujących Cię barw. Wybór może przyprawić o zawrót głowy. Chyba nie ma na świecie firmy kosmetycznej, która może zaoferować tak obszerną gamę kolorystyczną.

Poniżej przykładowe makijaże, jakie można wykonać dzięki pigmentom z Kolorówki. Instrukcje znajdziecie na stronie Arsenic MakeUp. Ale możliwości są niemalże nieskończone – ogranicza Was tylko Wasza wyobraźnia :-).

Wszystkie minerały są dokładnie opisane – niektóre kiepsko trzymają się skóry i jest to wówczas zaznaczone (przede wszystkim kolory niebieskie mają tendencję do „odpadania”, za to np. miki trzymają się świetnie). Należy wtedy, zgodnie z instrukcją na stronie dodać do nich inne substancje.


Róż do policzków

róż do policzków

Tu znów wystarczy wybrać interesujące nas odcienie z Kolornika i wymieszać je z naszym pudrem/podkładem sypkim do osiągnięcia żądanego nasycenia. Jest to metoda prób i błędów i może zająć chwilę – ale warto. Możecie się też bawić barwami i efektami – np. dodanie mik pozwoli uzyskać róż mieniący się na policzkach, rozświetlający.


Balsamy/ błyszczyki/ pomadki do ust

błyszczyk

Nic prostszego – wystarczy dany pigment wymieszać z posiadanym balsamem do ust (nasycenie koloru będzie można regulować ilością), lub stworzyć własny na bazie olejku i wosku (również dostępne na stronie Kolorówki). Więcej przepisów znajdziecie bez problemu w internecie, np. na stronie ArsenicMakeUp.blogspot.com. 

Jako zwykły balsam polecam mieszankę wosku pszczelego z miodem, ale sam olej kokosowy lub masło kakaowe czy masło shea sprawdzają się też świetnie. Po co kupować drogie, toksyczne substancje? To, co nosimy na ustach w jakimś stopniu zjadamy!


Tusz do rzęs

tusz do rzęs

Tu mamy kilka możliwości. Pierwszą jest gotowy zestaw ze strony Kolorówki. Niestety nigdy nie testowałam więc nie mogę nic więcej o nim powiedzieć.

Druga opcja to wykonanie tuszu samodzielnie. Wystarczy do tego wosk pszczeli, olej kokosowy i pigment (kolor do wyboru, można zrobić sobie np. szalony tusz w kolorze różowym :-). Wosk łączymy z olejem (nieco więcej oleju niż wosku) w tzw. łaźni wodnej (np. mała szklaneczka wstawiona do garnka ciepłej, ale nie gotującej się wody). Mieszamy i dodajemy wybrany pigment (wystarczy odrobina). Bea Johson poleca dodanie do całości odrobiny miodu, ja osobiście jeszcze tego nie testowałam. Po wystygnięciu dobrze wymieszaną miksturę przenosimy za pomocą zwykłej strzykawki do zużytego pojemnika na tusz i voila! Możemy cieszyć się „domową” maskarą.

Co prawda nie daje ona tak spektakularnych efektów jak sklepowe „tusze-cud” – ale jest wodoodporna, a jej ilość na rzęsach można regulować ilością aplikacji, co pozwala na naturalny jak i bardziej drastyczny „look”.

Trzecią opcją jest henna – której ja czasem używam (ze względu na klimat i styl życia tuszu używam bardzo rzadko). Daje ona bardzo naturalny wygląd na dość długo.


Lakier do paznokci

lakier do paznokci czerwony

Tu niestety nie pomogę – sama od dawna nie używam. Co prawda istnieją ponoć jakieś naturalne jego wersje – ale mnie zawsze najbardziej wkurzały dwie rzeczy – lakier dobrze wygląda dzień, góra dwa (przynajmniej przy moim trybie życia szybko się ściera), a zmywanie go niesamowicie źle wpływa na skórę i same paznokcie (testowałam chyba wszystkie możliwe „naturalne” zmywacze).

Jesli więc nie potraficie bez niego żyć – pozostają Wam standardowe opcje, ale pamiętajcie, że są to zawsze silnie trujące substancje dla Was (malujcie paznokcie na zewnątrz!) i niezwykle niszczące dla Waszych paznokci. Ja od dawna po prostu ich nie maluję, wszystkie lakiery oddałam innym i cieszę się wolnością, jaką to pozostawia jak i zaoszczędzonym czasem. Według mnie nie warto zawracać sobie tym głowy.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

15 myśli nt. „Pigmenty mineralne, czyli idealny makijaż za parę groszy”

  1. A ja mam pytanie henny nakładanej na rzęsy, jaką hennę stosujesz? I w jaki sposób ją nakładasz, jak długo trzymasz?
    Pytam, ponieważ swego czasu sama stosowałam drogeryjne henny na brwi, ale ponieważ mam bardzo alergiczną skórę, zaczęły mnie uczulać. Później zaczęłam stosować hennę khadi, ale muszę ją bardzo długo trzymać i to jeszcze pod foliowym paseczkiem, żeby kolor złapał, bo inaczej henna wysycha i nie ma żadnego efektu. A co za tym idzie, po nałożeniu na rzęsy, taka henna również wysycha… No i nie mogę znaleźć rozwiązania, może Ty masz jakiś dobry sposób? 🙂
    Pozdrawiam!

    Polubienie

    1. Niestety, tu nie pomogę, ja mam nadal starą kupioną kiedyś w tubce w drogerii, która starcza mi na wieki wieków. Ale też rzadko farbuję rzęsy, już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio… Jak znajdziesz jakieś bardziej eko-rozwiązanie to koniecznie daj znać!

      Polubienie

  2. Mam pytanie, jak te pigmenty są pakowane i w jakim opakowaniu je otrzymujesz? Czy jest to luzem w woreczku zatrzaskowym, czy może w małym pudełeczku?

    Polubienie

    1. Ja zawsze otrzymywałam w tzw. „woreczkach strunowych”, które niestety nie są recyklowalne. Czyszczę je i zachowuje – przydają się na różne pierdoły. Nie jest to najlepszy wybór, ale z braku innych znanych mi dystrybutorów pigmentów jak i faktu, że te kosmetyki kupuję raz na rok-dwa – do przeżycia taka ilość plastiku …

      Polubienie

  3. Pędzle z EDM sa ze sztucznego włosia i to bzdura z tym nietrzymaniem sie, z reszta sie zgadzam 😉 chociaz ja nie lubie sypkich linerow i uzywam klasycznego eyelinera za 10zl, starcza mi na 0,5-1rok. Oprócz tego puder, roz i tusz.

    Polubienie

    1. Ja swój by uzyskać eyeliner po prostu mieszam z olejkiem 😀 Czasem wolę bardziej roztarty, naturalny efekt. CO do Pędzli EDM – nie widziałam, byłam pewna, że one są z naturalnego włosia! A to news! Może to się zmieniło? Ja swoje kupowałam naprawdę dawno… Natomiast elekryzowanie się o rozsypywanie przy zwykłych pędzlach mogę potwierdzić bo wcześniej miałam właśnie takie – więc może EDM są sztuczne ale jakieś inne?

      Polubienie

      1. Właśnie też się obruszyłam tym naturalnym włosiem. Pędzle EDM są od samego początku syntetyczne (wegańskie), więc na pewno nic się w tej kwestii nie zmieniło. Sama również mam je ok. 7-8 lat 😉
        „100% renewable bamboo handles paired with outrageously soft fur-free synthetic bristles. Luxury with a conscience!”

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s