„Dziś wiemy, że niemożliwe nie istnieje” – TRAVELview z „Zalatanymi”

TRAVELview to seria wywiadów z podróżnikami, emigrantami i innymi interesującymi osobami, które mam nadzieję zainspirują Was i zmotywują do spełniania Waszych marzeń.

Natalia i Marcin mają zaledwie 26 i 27 lat, a już zwiedzili spory kawał świata. Pochodzą z Warszawy, gdzie przed wyjazdem łączyli studia z pracą w hotelu i na lotnisku. Dziś twierdzą, że to właśnie praca była prawdopodobnie największym bodźcem do wyjazdu i skłoniła ich do rozmyślań o dalekich podróżach. 

Codziennie obserwowali setki i tysiące turystów, biznesmenów i innych podróżujących – ludzi, którzy wiecznie byli w ruchu. Nie mieściło im się w głowie, że Ci ludzie jeszcze wczoraj jedli obiad w Singapurze, dziś śpią w Warszawie, a już jutro będą grzać się na karaibskich plażach. Aż w końcu odkryli, że jest coś takiego jak tanie linii lotnicze…

Przeglądając Waszego bloga myślałam, że jesteście urodzonymi podróżnikami. Jak to możliwe, że jeszcze nie tak dawno prowadziliście zwykły żywot, nie wyróżnialiście się niczym na tle innych Polaków, którzy żyją „od pierwszego do pierwszego”?

Trafiliśmy na bilety do Budapesztu za złotówkę w Ryanair. Od tego się wszystko zaczęło. Wcześniej byliśmy zwykłymi turystami, nie wychylającymi się dalej niż nad polskie morze czy w góry. Ten wyjazd był co prawda nadal z walizką, zamiast plecaka i zarezerwowanym z góry hotelem, ale uznajemy go za nasz podróżniczy debiut. Coś zupełnie nowego…

I ledwo zdążyliśmy wypakować ciuchy po powrocie i odetchnąć, a już mieliśmy zarezerwowaną kolejną podróż. Potem wyszukiwanie tanich lotów stało się uzależnieniem… Z każdą kolejną podróżą zabieraliśmy ze sobą mniej i mniej organizowaliśmy, bo wiedzieliśmy doskonale, że sobie poradzimy. Zrozumieliśmy, co to podróżowanie – samodzielnie, z plecakiem, „po swojemu”…

Aż w końcu wylądowaliście w Nowej Zelandii i to na dłużej. Co Was do tego skłoniło? Samo podróżowanie już nie wystarczyło?

tongariro

Już wcześniej po głowie chodziła nam emigracja do Australii. Warunki wizowe w Krainie Kangurów nie były jednak dla Polaków najkorzystniejsze (nie była wtedy jeszcze dostępna wiza „working holiday”, a nie chcieliśmy jechać na studenckiej), więc ktoś szepnął nam słowo o Nowej Zelandii. Po pewnym czasie temat jednak umarł, a my zapomnieliśmy o Antypodach na kilka ładnych miesięcy. Przypomnieliśmy sobie na 3 dni przed otwarciem okienka do Nowej Zelandii. Złożyliśmy aplikację i dalej potoczyło się już samo. Tak powstali Zalatani.com.

To wyjazd na drugi koniec świata. Na pewno mocno się obawialiście?

zalatani

Najbardziej tego, że jak raz pojedziemy to możemy już nigdy nie wrócić. Podróżowanie uzależnia i gdy tylko uda Ci się postawić pierwszy krok to zaraz myślisz o kolejnych pięciu. Niby wiadomo – wizę mieliśmy na rok, bez możliwości przedłużenia, ale gdzieś tam z tyłu głowy pamiętaliśmy, że jeszcze przynajmniej kilka krajów oferuje podobne warunki i wcale nie musi się skończyć na jednym roku.

W międzyczasie dostaliśmy nawet całkiem poważną ofertę wizy sponsorowanej w Nowej Zelandii na co najmniej dwa lata, z opcją późniejszego przedłużenia, ale zrezygnowaliśmy. Chyba nie jesteśmy odpowiednim materiałem na wieczną emigrację. Mamy dużą rodzinę i w głębi duszy ciągnie nas jednak do domu. No i w Warszawie czekał na nas pies…

Detale pobytu w Nowej Zelandii szczegółowo opisujecie na blogu. A co Was najbardziej zszokowało, zmotywowało, zainspirowało podczas tej podróży?

laketekapo

Pewnie mało kto słyszał o Dzieciach z Pahiatua. To historia 733 polskich sierot, które podczas II Wojny Światowej trafiły do Nowej Zelandii, tworząc tam pierwszą polską społeczność. Sami o tym nie wiedzieliśmy, ale tak się jakoś złożyło, że przez splot kilku zbiegów okoliczności spotkaliśmy jedną z tych osób. Polska opowieść o wojennej tułaczce z uśmiechem na ustach, przeplatana przerwami na płacz była dla nas niezłym wyzwaniem. To uświadomiło nam, że nie ważne jak jest źle i jakie kłody lecą pod nogi, trzeba stawiać im czoło i ze wszystkiego starać się wyciągać pozytywy. Dokładną historię Dzieci z Pahiatua można przeczytać tutaj

Czego nauczyło Was podróżowanie? Jaką najważniejszą lekcję wynieśliście ze swoich doświadczeń?

ruapehusnowboard

To nie była jedna lekcja, a ciąg powtarzających się po sobie wydarzeń, z których wyciągnęliśmy jeden wspólny morał: Nie ważne gdzie, nie ważne jak i nie ważne z kim –  uśmiech i humor to karta przetargowa do wszystkiego.

Jak zmieniły się Wasze osobowości? Jak dziś podchodzicie do ludzi, życia, doświadczeń, podróży?

alpinelookout

Przede wszystkim staliśmy się bardziej otwarci na świat. Granice zniknęły. Gdyby 5 lat temu ktoś powiedział nam, że spędzimy półtora roku podróżując po świecie, w tym rok na końcu świata w Nowej Zelandii, to pewnie nazwali byśmy go szaleńcem, który nie wie o czym mówi. Dziś wiemy, że niemożliwe nie istnieje. Jesteśmy mądrzejsi, nabraliśmy mnóstwo odwagi, ale i pokory. Podróże uczą – bez dwóch zdań.

Mimo to nie planujecie „wiecznej emigracji”. Ostatnio przebywacie w Polsce. Jak dziś patrzycie na ten kraj? Czy inaczej postrzegacie ojczyznę?

foxglacier

Pozytywnym zaskoczeniem było dla nas to, jak ludzie postrzegają Polskę na końcu świata. W Nowej Zelandii nie mają wprawdzie na temat naszego kraju zbyt rozległej wiedzy, ale niezależnie od tego wypowiadają się o nim w samych superlatywach. Nie znają wielu Polaków, najczęściej padają nazwiska Lewandowskiego, Wałęsy i oczywiście naszego Papieża ale zdarzył się też o dziwo generał Sikorski czy Wojciech Jaruzelski.

Starsi zagadują o wojnę i co ciekawe – lepiej lub gorzej – znają historię naszej ojczyzny. Ci, którzy odwiedzili nasz kraj, są zauroczeni polskimi górami, Krakowem, Warszawą czy Gdańskiem. Podobnie jest w Australii i w Azji. Ludzie lubią Polaków i lubią z nimi podróżować. Dopiero w podróży zauważyliśmy, że nasi rodacy to hardkory i porywają się na rzeczy, o których inni boją się nawet pomyśleć. To buduje i należy się z tego cieszyć. Zawsze byliśmy patriotami, ale dziś jesteśmy większymi, niż przed wyjazdem.

Chcecie coś powiedzieć osobom takim jak Wy sprzed kilku lat? Które boją się nawet pomyśleć o dalekich podróżach bo wydaje im się to nierealne i zarezerwowane dla innych, bogatszych?

mt.cook

Jeśli jesteś choć trochę przebojowy, odważny i masz język w buzi, to poradzisz sobie nawet na biegunie. Nie chcemy namawiać do rzucania wszystkiego już jutro, ale do spokojnego i subiektywnego rozważenia wszystkich za i przeciw. To łatwiejsze niż się wydaje. Zmiana stylu życia w dzisiejszych czasach to dosłownie chwila. Jak powiedział kiedyś Laska w „Chłopaki nie płaczą”: 

„Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubię w życiu robić? A potem zacznij to robić”.

milfordpanorama

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

 

 

6 myśli nt. „„Dziś wiemy, że niemożliwe nie istnieje” – TRAVELview z „Zalatanymi””

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s