Jak się zmienić? Czy można zmienić swoją osobowość?

„Piszesz, że Karaiby to miejsce dla osób otwartych, radzących sobie w kontaktach z ludźmi – czy więc ja, introwertyk – nie mam tam czego szukać?”

Takie pytania przeczytałam już kilka razy w Waszych wiadomościach. Dziś w kolejnej otrzymałam też linka do prezentacji TED, w której Susan Cain omawia ogromną wartość introwertyków dla społeczeństwa i proponuje, by przeprojektować je z myślą o nich…

I pomimo, że z większością jej wywodów w pełni się zgadzam, uważam, że nie tędy droga. Susan Cain, pomimo, że prawdopodobnie odwaliła kawał dobrej roboty badając ten temat – nie wykonała najważniejszej pracy, jaką powinna, zanim w ogóle zabrała się za ten temat. I dlatego, pomimo kursów i szkoleń w przemowach publicznych, stoi na scenie rozstrzęsiona, pogubiona, jąkająca się… Jej energia wyczerpuje się już w pierwszej minucie, a każda kolejna, w której musimy jej słuchać dosłownie boli…

Kto to jest „introwertyk”? Czy ja też jestem jednym z nich?

kobieta z gitarą
„Mam nadzieję, że nikt nie usłyszy” – to pomyślałby w takiej sytuacji introwertyk

Skracając temat maksymalnie – introwertyk to osoba, która preferuje samotność, lub małe, bardzo dobrze znane grono ludzi. Wtedy czuje się dobrze, czerpie z tego energię. Wśród obcych lub w większym gronie czuje się źle, jej energia szybko się wyczerpuje i ma ona ochotę „uciec”.

Natomiast ekstrawertyk to przeciwność – ktoś, kto preferuje „gdy dużo się dzieje” i duże grupy ludzi. Ktoś, kto nie ma problemu z odnalezieniem się wśród obcych, kto inicjuje kontakty. Przebywając z innymi – również nowymi, nieznanymi osobami – czerpie energię. Natomiast nie cierpi i nie znosi samotności i spokoju. Wówczas bardzo szybko jego energia się wyczerpuje i potrzebuje on kontaktu z innymi.

Według badaczy istnieją stuprocentowi introwertycy i ekstrawertycy oraz osoby „pośrednie” z pewnymi cechami jednych i drugich. Mówi się też o osobach neutralnych – będących zupełnie pośrodku tych dwóch typów. I pewnie tak teraz o sobie myślisz – że jesteś „gdzieś pomiędzy”. Ja osobiście uważam, że to jedna wielka bzdura. Pozwól, że wytłumaczę dlaczego.
mężczyzna gitarzysta
„Czy cały świat mnie słyszy?” – to wykrzyczałby ekstrawertyk. Na scenie. Z tłumem ludzi…

Oglądając prezentację Susan Cain i widząc jej problemy z kontrolą lęku na scenie zastanawiam się jak w takiej sytuacji wyglądałby Paweł, mój bardzo dobry przyjaciel. Paweł mieszka w centrum Berlina. Jest osobą niezwykle towarzyską, wszyscy znają i lubią go – i on zna i lubi wszystkich. Jest organizatorem wielu spotkań i podróży. Można z nim godzinami dyskutować na każdy temat. Ma niesamowitą zdolność do pokojowego rozwiązywania problemów i konfliktów. Mówiąc krótko – jest wspaniałą „duszą towarzystwa”.

Gdyby to on znalazł się tam na tej scenie i miał omawiać np. swoją  aplikację na Androida (Paweł jest programistą) – zrobiłby furorę. Zaciekawiłby tematem nawet osoby niezwiązane ze światem technologii. Już na początku zaskarbił by sobie sympatię i zaufanie widzów. Wywołałby masę śmiechu i utrzymywał świetny kontakt z publicznością. Ani przez chwilę nie zająknąłby się, nie miałby najmniejszych problemów z zaangażowaniem ludzi. Po prostu odwaliłby kawał świetnej roboty, a ludzie od razu by go polubili.

Paweł jest introwertykiem. Stuprocentowym introwertykiem…

morze plaża

„Że co? Nie no zaraz…” – zadajesz sobie teraz pytanie. Dokładnie takie samo, jakie ja sobie zadawałam, gdy Paweł mnie o tym powiadomił. „Ale to niemożliwe! Introwertycy nie są „duszami towarzystwa”, nie odnajdują się w takich sytuacjach, w jakich świetnie radzi sobie Paweł”. Zgadza się.

„To nie tak, że ja lubię organizować spotkania z ludźmi, poznawać obcych, przemawiać…” – mówi Paweł„Ja tego nie znoszę, zawsze się tego bałem, unikałem, całe życie byłem sam. Ale gdy zrozumiałem temat introwertyzmu i ekstrawertyzmu zacząłem nad tym pracować. Zacząłem szukać okazji, by poćwiczyć kontakty z innymi. By zrobić coś „wbrew sobie”, wyjść naprzeciw swoim lękom. Dzięki temu lepiej sobie radziłem w pracy, poznałem dziewczynę, moje życie nabrało tempa, stało się dużo piękniejsze… I cały czas nad tym pracuję – dlatego organizuję te wszystkie spotkania, dlatego chcę poznawać ludzi, chcę się rozwijać. Bo moje życie na tym zyskuję, bo dziś mogę robić to, czego wcześniej sobie nawet nie wyobrażałem, że jest w granicach mojego zasięgu”. 

ludzie zachód słońca

Oglądając prezentację Susan Cain zastanowiło mnie jeszcze coś – jej lęk i niepewność mnie zdenerwowały. I analizując to zdenerwowanie zastanowiłam się jak ja dałabym sobie radę na takiej scenie. Mieszkam na Karaibach, z dala od miast i chaosu. Obracam się głównie w gronie dobrych przyjaciół. Nie chodzę na imprezy, większe zgromadzenia mi nie odpowiadają. Lubię samotność, samotne wyprawy, podróże. Żyję niezwykle spokojnie…

Na tej scenie pewnie jąkałabym się jak Susan, o ile nie bardziej. Może nawet nie potrafiłabym zaprezentować tego, co przygotowałam. Na pewno denerwowałabym się nie mniej niż ona…

plaża palmy

Ale jestem esktrawertykiem. Stuprocentowym esktrawertykiem…

I znów bez sensu… Przecież ekstrawertycy uwielbiają ludzi, zgromadzenia, imprezy, czują się jak ryba w wodzie podczas przemówień publicznych? Tak, jak najbardziej. Całe życie potrzebowałam innych ludzi dookoła siebie, a samotność i spokój mnie przerażały. Nie potrafiłam zostać sama nawet na 5 minut. Brak rozrywki, chaosu dookoła i masy ludzi mnie wykańczał. Moim największym lękiem było odpoczywać. Planowałam na kilka miesięcy do przodu i pilnowałam, żeby w moim kalendarzu nie było luk… Bo przecież dzień bez działania, poznawania ludzi, itp – mógłby mnie zabić!

Ale oto jestem na drugim końcu świata, daleko od chaosu wielkich miast i zgrai ludzi. Związana ze stuprocentowym introwertykiem (którzy mnie tak zawsze „wkurzali” i „nie byli w moim typie”). Moje życie to głównie spokój i odpoczynek…. I choć było to bardzo bolesne i bardzo ciężkie dla mnie doświadczenie – nadal żyję. Mam się dobrze. Nuda i spokój mnie nie zabiły. Wręcz przeciwnie – odnalazłam w nich brakujący element mojej życiowej układanki.

O tym jak to się dokładnie stało i dlaczego postanowiłam zrobić rzeczy, które wydawały mi się kompletnie „nie dla mnie”, których się niesamowicie bałam i których sobie nie wyobrażałam opisuję dokładnie w ebooku: „JAK ODNALEŹĆ SWÓJ RAJ?”. Teraz wspomnę tylko tyle: całe życie uciekałam. Od tego, co niewygodne. Od spokoju, od stabilizacji, od samotności. Uciekałam w chaos, rozrywkę, ludzi – wszystko to, co sprawiało, że czułam się dobrze i bezpiecznie. To, co „ładowało” moje baterie. To, co było wygodne.

Przestańmy uciekać przed sobą

ludzie zachód słońca

Być może Ty też tak uciekasz. Może jesteś ekstrawertykiem jak ja i np. ciągle podróżujesz by czuć nowość, poznawać obcych, by „coś się działo”. Bo gdy się nie dzieje, gdy na chwilę świat się zatrzymuje czujesz się niepewnie, źle, tracisz energię…

Być może jesteś introwertykiem, jak autor wiadomości z początku artykułu i ciągle uciekasz przed kontaktem z innymi, przed  inicjatywą, przed czymś nowym, nieznanym. Bo gdy znajdujesz się w sytuacji gdzie musisz się otworzyć na ludzi czujesz lęk, przerażenie, tracisz całą energię…

Nie uciekamy przed światem, innymi, sytuacją. Uciekamy przed sobą.  Przed tym, kim moglibyśmy się stać. Bo przerażające jest to, że za rogiem czai się „lepsze ja”. Silniejsze, bogatsze, zdolne do rzeczy, których dziś sobie nawet nie wyobrażamy.

Autora wiadomości nie przeraża kontakt z ludźmi na Karaibach. Jego przerażają same Karaiby. To, że mogłoby się udać. Że mógłby tu, nie daj Boże, zostać. Że odniósłby sukces. Bo wtedy przestałby być sobą. Stałby się kimś zupełnie innym. 

Ewolucja i rozwój osobisty to pewien rodzaj „mentalnego samobójstwa”. Gdy stajesz się kimś innym, przepoczwarzasz się, wchodzisz na wyższy stopień swojego „ja” – Twoje stare „ja” umiera…

Nie jesteś tym, kim jesteś. Jesteś tym, kim chcesz być

kitesurf

Wrodzone cechy nie decydują o naszym życiu. Decyduje o nim tylko i wyłącznie nasze działanie. To, co z nimi zrobimy. To, czy pokonamy swoje słabości… To, czy pozostaniemy tym, kim jesteśmy, czy też staniemy się tym, kim chcemy być.

Susan Cain przebadała temat introwertyków wzdłuż i wszerz, ale nie wykonała najważniejszego zadania – w ogóle nie zbadała samej siebie. Dlatego jej prezentacja jest o zaletach introwertyków. Dlatego ani przez chwilę nie wspomina o trudach i problemach z jakimi żyją. I pewnie właśnie dlatego sama nigdy nie pokona swoich. Niezależnie ile razy wystąpi na scenie czy ile kursów przemówień publicznych weźmie – jej słabości pozostaną w niej samej i będą kontrolować jej życie. Jeśli nigdy się do nich nie dokopie, nie zrozumie i nie zrobi czegoś przeciwko nim – nigdy nie nabierze tej pewności siebie potrzebnej by poprowadzić świetną prezentację swojego produktu. Susan nie boi się publiki i przemówień. Susan boi się sama siebie. 

I właśnie dlatego mój przyjaciel Paweł, który tak jak Susan jest introwertykiem, na tej scenie poradziłby sobie fenomenalnie. Bo on pokonał swoje słabości. Bo nie boi się ich. Nie boi się siebie. Co nie oznacza, że takie wystąpienie nie zabrałoby mu energii, którą musiałby później naładować czasem spędzonym samotnie w swoim mieszkaniu, np. na czytaniu książki.

I również dlatego ja na tej scenie radziłabym sobie równie źle, co Susan, mimo że jestem ekstrawertykiem. Ale nie dlatego, że boję się siebie. Właśnie dlatego, że nie boję się już być sama, nie boję się spokoju, odpoczynku, skupienia… Bo nie potrzebuję już tłumu ludzi, by czuć się bezpiecznie i dobrze. Bo nie chciałabym tam być. Wolałabym coś, co mnie rozwija, np. samotną wędrówkę… Co nie oznacza, że ta samotna wędrówka nie wyczerpałaby szybko mojej energii, którą musiałabym zaraz potem naładować – np. zagadując i poznając przypadkowych ludzi.

zachód słońca

Co sprowadza nas znów do szufladkowania typów ludzi z początku artykułu. Są stuprocentowi introwertycy i stuprocentowi ekstrawertycy. Albo czerpiesz energię z chaosu i tłumów, albo ze spokoju i samotności lub przebywania tylko z kilkoma dobrze znanymi osobami.
Wszyscy, którzy są „gdzieś pomiędzy” to ludzie tacy jak ja i Paweł – Ci, którzy nauczyli się burzyć swoje ograniczenia, którzy działają i odkrywają nowych, innych siebie wbrew swoim słabościom i lękom. Dołącz do nas! Jesteśmy najlepszym dowodem na to, że się da!

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

14 myśli nt. „Jak się zmienić? Czy można zmienić swoją osobowość?”

  1. Zastanawia mnie jedno: na ile intro/ekstrawertyzm są wyuczone, a na ile wrodzone? Czy to się wiąże ze środowiskiem, w którym się żyje, czy jest kwestią sposobu wychowania, czy może nie mamy na to wpływu, a jedynie świadomie możemy wybierać role, które w danej chwili nam pasują?

    Polubienie

          1. Też nie wiem, bo chyba nikt się tym nie zajmował? A szkoda, ponieważ dałoby to szybką odpowiedź – dziś ludzie zamykają się w domach, przed ekranami, czy monitorami, większość dzieci to jedynaki, będące pod stałym nadzorem rodziców. Warunki wybitnie sprzyjające introwertyzmowi.

            Polubienie

  2. Ja tez :). I ostatnio doszlam do takich samych wnioskow ku swojemu wielkiemu zdziwieniu. Ja, szara myszka z ostaniej lawki w klasie, srednia uczennica, ktora wolalaby uciec niz powiedziec swoje zdanie, a nie daj boze wystapic publicznie czy zorganizowac wieksza grupe do dzialania. Teraz po latach, to fakt, ale nie poznaje siebie. Jestem liderem w swojej firmie, zarzadzam 100 osobami, prowadze, szkolenia I coaching, rozwiazuje problemy I organizuje im prace. A to wszystko po angielsku. A cele naszej firmy bardzo potrzebne I bliskie mojemu sercu bo prowadze hospicjum. Ale poza praca ide dalej I zaczepiam ludzi w windzie, w sklepie, w kawiarni, w saunie. Dzieki tzw. Small talk, poznalam duzo ciekawych ludzi, a dawniej, jak ktos mnie tak zagadywal, to sie czerwienilam i udawalam, ze nie rozumie obcego jezyka. Wszystko jest do przezwyciezenia. I super jest takie odkrywanie samego siebie. Jest tez cena, bo trzeba to odreagowac. Musze miec czas dla siebie I spedzac go w samotnosci. Wtedy wylaczam sie I nie odpowiadam na zadne zewnetrzne informacje. Znalazlam balans. I mysle, ze szczesliwe zycie wlasnie na tym polega, zeby znalezc w nim balans. Spelniac sie w jakis sposob dla sluzby innym bo nie zyjemy tylko dla siebie, ale nie zatracajac przy tym siebie I swoich potrzeb.

    Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s