„Nie na tym życie polega…”

Wczoraj, przeglądając wiadomości od Was jedna wprawiła mnie w osłupienie. Najpierw swoją objętością – wyglądała na książkę. Ale gdy zaczęłam ją czytać, okazała się bardzo interesującym i prawdziwym zapisem przemyśleń pewnego młodzieńca na temat życia w Polsce. Jego słowa są tak szczere i tak silne, że postanowiłam je opublikować, oczywiście za jego zgodą:

Od trzech dni śledzę Twój blog. Na biurku leży długopis i kartki A4 i wszystkie ważne informacje zapisuję. Część Twoich poglądów jest mi znana od kilku lat (zacząłem w wieku 18 lat edukacje o poczuciu własnej wartości, pewności siebie i relacjach damsko-męskich). Multum rzeczy jest identyczna, ale doszły do mnie tony zapakowanych w wagony informacji potrzebnych do szczęścia. Dziś mam 21 lat, w sierpniu skończę 22. Dzięki Bogu obudziłem się tak szybko…

Dlaczego sam zacząłem zadawać sobie pytania o życie, szczęście i przyszłość?

plaża

Bo system edukacji mnie tego nie uczył. Nie poinformowali mnie, że po szkole szansę na to, że będę szczęśliwy okażą się marne, że na pierwszym miejscu trzeba postawić na działanie w kierunku naszych marzeń i robienia tego co kochamy, że pracy u nas brak, że nie wolno zgodzić się na przeciętność jak reszta poddających się każdego dnia mieszkańców tego kraju, bo równie dobrze można zakupić na bazarze rewolwer, nalać sobie Szkockiej i walnąć sobie w łeb słuchając Mozarta.

W sumie, oni nie mogą mówić nam prawdy, bo uczniowie by się buntowali. A dlaczego? Bo to ma sens. Jak zawsze – chodzi o kasę. Dlatego Ci co mówią prawdę publicznie, najczęściej znikają w niewyjaśnionych okolicznościach…

Straciłem sporo życiowej energii i czasu na te bezsensowne tkwienie w budynkach, ucząc się jakiś niepotrzebnych rzeczy i głęboko wierząc w to, że moje życie JAKOŚ się odmieni.

karaiby morze

Nie. Nie można tak się okłamywać. „Witamy w rzeczywistości, młody obywatelu! Naprawdę wierzyłeś, że Ci pomożemy? Skończyłeś 18 lat mój drogi. Radź sobie sam, ale najpierw… Weź kredyt na 500 000 tys. Przecież MUSISZ mieć najwyższej klasy dom, aby każdy Ci zazdrościł, zakup najdroższy samochód z salonu, najdroższe ciuchy, najdroższy sprzęt AGD i RTV bo inaczej będziesz inny! Będziesz się wyróżniał, stracisz szacunek u ludzi i żadna kobieta nie będzie Cię chciała.”

To kłamstwo panoszy się po dzień dzisiejszy w tym smutnym kraju. Garstka ludzi, jak Twoi czytelnicy (sądząc po ich komentarzach) ma absolutnie dość tego jak zostali oszukani, zranieni i pozbawieni sensu i radości z życia. 95% Polaków nie wie po co żyje. Liczy się tylko kasa, kasa, kasa… To nie jest ludzkie zachowanie. Tak zachowują się zwierzęta. To one chcą tylko żreć, spać i kopulować. Istny horror.

Ludzie, których nigdy nie poznamy układają naszą przyszłość i na sam koniec naszych dni, trzepną w nas klapką jak w muchę i to wszystko…

gwadelupa

Tak mnie natchnęłaś wyjazdem na Karaiby, że sam wczoraj przed snem nad tym myślałem. Jedyne co mnie trzyma to to, że nigdy nie miałem jakiegoś ulubionego miejsca na świecie, mieszkam tylko z mamą która powoli zbliża się do 70-tego roku życia i boję się ją samą zostawić jak i to, że mieszkanie, które kiedyś odziedziczę oraz to, że kocham Polskę.

Więcej nauczyłem się przez te trzy dni czytając Twoje wpisy, niż przez 14 lat w szkołach. Dlatego nienawidzę systemu edukacji w Polsce, marnowanie młodości i najlepszych lat życia na tkwienie na jakiś uczelniach z nadzieją, że papierek odmieni nasze życie. Na szczęście po technikum powiedziałem temu choremu systemowi NIE.

A to, że większość młodych Polaków marnuje swoje życie to ich sprawa (dodam, że jeśli komuś po studiach się uda znaleźć świetną pracę, na dobrych warunkach i dobrze płatną to jest to wyjątek od reguły, a nie reguła). Nie mogę zmienić ich myślenia. Każdy jest kowalem swojego losu i jak ktoś szuka rozwiązania to je znajdzie. Ja trafiłem na Twoją stronę, sfrustrowany tym, że nie chce harować do głodowej emerytury, której prawdopodobnie nie dożyję. Za te 30/50 lat… Strach pomyśleć co człowiek odwali na naszym rajskim padole. Żeby zobaczyć jakie są realia, wystarczy wyjść z domu. W Twoim przypadku czytać informacje z naszego kraju.

Obecnie mam pracę 8-godzinną w systemie dwuzmianowym, która bardzo mi odpowiada. Bardzo mi się spodobało to co pisałaś o tym, że nieważne jest to czym się zajmujesz z zawodu lub gdzie pracujemy, tylko ważne jest to co robimy ze sobą, kiedy wybije zegar kończący robotę w dany dzień. Zwracają mi koszty dojazdu, co miesiąc są premie, 1800 wyciągam. Zamierzam zastosować Twój system oszczędzania i popracować tak rok. Dodatkowo gram w lotto (a może się uda), biorę udział w konkursach plastycznych, literackich gdzie można wygrać pieniądze (rozwijam pasje i stwarzam sobie okazje do wygrania).

Zawsze chciałem rzucić ten materialny świat, olać innych ludzi i bawić się życiem, które jest tylko jedno.

marina łodzie zachód słońca

Po prostu zaszyć się gdzieś, gdzie czuję spokój, zatrzymany czas i pełną beztroskość. No i przede wszystkich mieć wokół mnie ludzi, podobnie myślących z pasjami i wymierzonym celem w życiu. Ach… Gdzie ten raj? Czemu u nas go brak? Zamierzam też doszkolić się w angielskim, a potem jakiś jeszcze inny język ogarnąć oraz założyć bloga np. o rozwoju osobistym…

Nigdy nie będę pracoholikiem, mam gdzieś ten wyścig szczurów. Nie na tym życie polega. Nic dziwnego, że ludzie przed śmiercią żałują zmarnowanych lat na pracę i tego, że mało działali poprzez wieczny strach. Tracą żony, dzieci, majątek, firmę i po 50-ce odkrywają, że w życiu nie chodzi o posiadanie pieniędzy. Rychło w czas, co?

Jedyne co się w życiu liczy, to nie to co ktoś o Tobie pomyśli. Najważniejsze jest to co Ty sam o sobie myślisz i jak się sam ze sobą czujesz.

palma wiatr

W życiu chodzi o to, aby część ludzi Cię lubiła, a część nie. Odkryłem też, że jeśli nie mamy sprecyzowanego celu w życiu i nie wiemy po co jesteśmy na Ziemi, to tak naprawdę nigdy nie będziemy żyć. Tak jak mówił Jack Dawson w Titanicu:

Mam wszystko czego potrzebuję: powietrze i czyste kartki papieru. Lubię rano wstać, nie wiedząc co się zdarzy, kogo spotkam, gdzie mnie rzuci los. Człowiek nigdy nie wie jaka przyjdzie karta, trzeba brać życie takim, jakie jest. Sprawić, by liczył się każdy dzień.”

Ale jak żyć „TU I TERAZ”?

Łatwo to mówić, ale ciężko zrealizować. Są dni, gdy pogoda jest zła, jesteśmy niewyspani, nie mamy na nic ochoty, a PiS robi więcej złego w 3 miesiące niż PO w 8 lat… Jak mimo to pamiętać o chwili obecnej?

Gdyby nie wspomnienia i sentymentalne podejście do mojego miejsca zamieszkania, rzuciłbym to wszystko w cholerę, wziął wszystkie oszczędności, wyjechał daleko, rysował i pisał opowiadania dla dzieci lub scenariusze do filmów… Albo założył zespół rock’n’rollowy…

W czterech literach mam jakieś MATERIALNE dobra, które dadzą mi tymczasową radość i satysfakcję, i których nie wezmę ze sobą po śmierci do aniołków. Obawiam się tylko tego z czego ja będę żył i za co. Nie mam zawodu, jestem po zwykłym technikum. Rozważałem tworzyć wartość dla innych ludzi, ale nie umiem tego sprecyzować w kierunku dostania za to gotówki…

Dobra to wszystko. Jutro trzeba na 6 jechać do pracy, by odwalić 8 godzin i następnie korzystać z wolności po powrocie na moją wieś…

tęcza karaiby
Tego typu nastawienie ma wielu moich znajomych w Polsce. Z jednej strony mają wszystkiego dosyć, z drugiej – czują sentymentalny związek z danym miejscem i strach przed zmianami… Zawsze mnie to dziwiło, bo patrząc na nich – widzę niezwykle utalentowanych i zaradnych ludzi, którzy bez trudu odnaleźliby się w innych realiach, gdyby tylko dali sobie szansę.

Ale większość myśli, że „danie sobie szansy” polega tylko na wyjeździe czy zdobyciu pracy na emigracji. Nie. Danie sobie szansy to zerwanie łańcuchów przyzwyczajeń. To wyzwolenie się od swoich sentymentów. To powiedzenie „Kocham Polskę, ale Polska nie kocha mnie. A miłość nieodwzajemniona to kiepska inwestycja na przyszłość”. To zrozumienie, że aby gdziekolwiek zajść trzeba najpierw opuścić miejsce, do którego jesteśmy przywiązani. Nie można być tu i tam jednocześnie…

Wydaje mi się, że autor wiadomości utkwił właśnie w takim „limbo” pomiędzy swoją przeszłością, do której czuje silny sentyment, a swoją przyszłością, którą widzi jednak gdzieś indziej. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś zrobi wielką karierę jako np. autor książek o rozwoju osobistym. Wygląda na to, że ma naprawdę wielki potencjał. Tylko, że aby ten potencjał odkryć i zrozumieć musi najpierw zrobić krok ku nieznanemu. Nie da się inaczej.

Wiele osób pisze do mnie pytania o to, jak znaleźć pracę, jak się przeprowadzić, jak wyemigrować, jak sobie poradzić… Odpowiedź jest tylko jedna i zawsze ta sama – spróbować. Nie ma innej metody. Możesz albo zrzucić kajdany sentymentów i przywiązania i przeżyć coś nowego – albo na zawsze pozostać w danym miejscu i wiecznie rozmyślać „co by było, gdybym…”.
I jedna, i druga decyzja wiąże się z jakimś poświęceniem, cierpieniem, niepewnością… Więc po prostu odpowiedz sobie na pytanie: „Co jest bardziej warte tych poświęceń? Moja przyszłość, czy moja przeszłość?”

.


Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

37 myśli nt. „„Nie na tym życie polega…””

  1. Najbardziej poraża mnie w ludziach to że traktują pracę jak zło konieczne i nie starają się tego zmienić. Z tego co obserwuję po sobie i znajomych to ludzie którzy mają pracę zgodną ze swoją pasją i nie traktują jej jak jakiś przykry obowiązek (i tylko odmierzają minuty do wyjścia) są szczęśliwsi i nie muszą wtedy oddzielać pracy od życia tylko praca jest właśnie częścią życia i może dawać przyjemność z wykonywania jej. Dobrze to widać we włoszech, gdzie zdarza się, że włosi przychodzą do pracy nawet jak mają wolne albo np. urlop macierzyński to przyjeżdżają ze swoimi nowonarodzonymi pociechami żeby pokazać swoim kolegom.

    Polubienie

  2. Witajcie wszyscy. Mysle, ze do wszystkich zyciowych zmian i pogladow na zycie i otaczajacy nas swiat, trzeba dojrzec emocjonalnie i mentalnie.
    Trzeba w pewnym momencie zadac sobie pytanie, nie tylko po co zyc, ale i jak dalej zyc. Przeanalizowac przeszlosc, spojrzec na terazniejszosc bez kombinowania co przyniesie przyszlosci, bo ta nigdy do konca nie jest wiadoma ani pewna (pewne jest tylko, ze kiedys umrzec musimy, niestety!). Najwazniesze pytanie jakie powinnismy sobie postawic, to komu zaufac? Ja tak robilam.
    Bedac jeszcze w Polsce, 15 razy zmienialam prace. Zawsze w kazdej nowej nabywalam nowych wiadomosci, umiejetnosci i zwiekszania zarobkow. Zalezalo mi na poznawaniu zycia w roznych srodowiskach. Obserwowalam ludzi i zadawalam sobie stale pytanie, czy moge im zaufac? Czy to jest to czego potrzebuje?
    Czy moge zaufac czlowiekowi z ktorym bylam? Rodzinie, w ktorej sie urodzilam i wychowalam? Kiedy zadajesz pytania, masz otwarte oczy i uszy. Gdy ich nie zadajesz, siedzisz cicho jak szara mysza i wszystkiego sie boisz. Zgadzasz sie na wszystko co ci daja i mowia i jestes uzalezniony od innych.
    Niestety, prawie nikt nie lubi zadajacych pytan, bo trzeba im udzielic odpowiedzi. Malo kto lubi ludzi myslacych i analizujacych otaczajacy ich swiat, dlatego wiekszosc z nas siedzi cicho, zadowolona z tego co maja na chwile obecna. Dopiero jak dojrzeja do samodzielnosci, wolnosci i odpowiedzialnosci za samych siebie, wtedy zostawia wszystko za soba i pojda do przodu, aby znowu na pewien moment utknac gdzies, gdzie bedzie im sie wydawac, ze to cel ich podrozy.
    A jednak tak byc nie musi. Jak dlugo zyjemy, tak dlugo powinnismy podrozowac i poznawac nowe miejsca, nowych ludzi i swoje mozliwosci i doswiadczenia zyciowe. Przeciez caly czas dojrzewamy, zanim spadniemy do dolka.
    Ten Blog, na ktory niedawno trafilam, obudzil we mnie troche przyduszonego i uspionego orla.(zawsze bylam orlem, chociaz prubowano wmowic we mnie, ze jestem kura). Znowu zaczelam dzielac, takze z Urzedami, aby przekonac sie, ze wszedzie sa takie same „prawa”, zwalczac myslacych! Ale sie nie poddam.
    Mam juz konkretne plany na przyszlosc i z Boza pomoca bede je realizowac.
    Dlatego dziekuje Catherine za wszystko co napisalas, bo to jest sila, ktora inspiruje do myslenia i dzialania.
    Zycze takze wszystkim odwaznym „orlom” aby wydostali sie ze swoich kurnikow, nie ogladajac sie na sentymenty, bo to podcina skrzydla i wyruszyli odwaznie na „podbuj swiata” i znalezienia swego miejsca w Raju.
    Pozdrawiam wszystkich. Jolanta.

    Polubienie

    1. Po części jakbym siebie czytał. Poszedłem na terapię i po pierwszym spotkaniu terapeutka stwierdziła, że (oczywiście m.in.) moim problemem jest inteligencja, idealizm (w to wchodzi nadmierna wrażliwość i kilka innych czynników, które nie potrafią wykorzystać tego samodzielnego myślenia i głębszego przyglądania się światu, bo zamiast aktywizacji, następuje u mnie automatyczna dezaktywizacja.

      Polubienie

  3. Zawsze lubiłam Twojego bloga i podobaly mi się Twoje wpisy, i nadal nie przestanę tu zaglądać. Ale ostatnio odnoszę wrażenie, ze Twoje podejście jest nieco „pyszałkowate”. Trochę jakbyś odnalazła swoją filozofię życia, która powinna działać na wszystkich. Sprawiasz wrazenie, ze nie mogłabyś uwierzyć , iż ktoś może być szczęśliwy i spełniony w miejscu, w którym Ty nigdy się tak nie czułaś. Jak byś walczyła z tym by ktoś nie udowodnił Ci swoich racji. Jak by inne racje nie istniały…
    Sama zgadzam się z wieloma Twoimi wpisami i wiele pokrywa się z moimi poglądami, ale osobiście wierzę, że to co niekoniecznie uszczesliwia mnie , może być szczęściem dla innych, choć ja mogę tego nie rozumieć. My ludzie jesteśmy dziwakami, czasem z bardzo specyficznym stylem bycia. Każdy jest jest innym zlepkiem zainteresowań, marzeń i fascynacji….

    Polubienie

    1. Nie, nigdzie nie mówię – a nawet zawsze podkreślam, że ja nie znam recepty na szczęście innych ludzi. Że każdy powinien go szukać samemu. To, co opisuję, jest moją wizją życia i świata. Nie sądzę też, że absolutnie każdy byłby szczęśliwy żyjąc moim życiem – nie ma nic złego z szukaniem szczęścia w sportowych samochodach, wielkim domu czy w Polsce – po prostu ja uważam, że go tam nie ma, jeśli ktoś je tam odnajduje to super. Ja mam inne spojrzenie na świat, ale nigdzie nie mówię, że jedyne słuszne. Być może Twój odbiór wynika z tego, że sama bardzo wierzę w to, co mówię – w tym jest pewna doza siły. Ale jeszcze raz powtórzę – i zresztą był o tym kiedyś artykuł – mylimy się całe życie. Może za rok będę mieszkać w Polsce, albo w Nowym Jorku i mówić, że życie na Karaibach jest bee (choć teraz wydaje mi się to absurdem).

      Widzę też że ten artykuł, z listem mimo że nie mojego autorstwa – pociągnął za wiele bolesnych nitek. Więc mam prośbę – o czym zresztą już pisałam – nie popadajmy w radykalizm. Gdy ktoś mówi mi, że jest szczęśliwy w Nowym Jorku – ja mu wierzę. Gdy ktoś mówi, że jest szczęśliwy w Polsce – też mu wierzę. Ale Nowy Jork, mimo że jest świetnym miastem – ma też swoje gigantyczne minusy. Polska, mimo że jest naszą ojczyzną – ma też i swoje wielkie minusy. Nawet Karaiby mają minusy. I jeśli ktoś je wymieni – przytaknę mu i powiem tylko „wybieram życie tu, mimo ich.”. To, co opisał autor listu jest, według mnie bardzo prawdziwe (masz prawo się z tym nie zgadzać, ale myślę że nie o to Ci chodziło) – ale rozumiem ludzi, którzy mimo to chcą tam żyć i odnajdują szczęście. Przecież nawet autor listu sam stwierdza, że póki co nadal tam zostaje…

      Polubienie

  4. Nie podoba mi się taki ton wypowiedzi, że to ja wiem lepiej czym jest szczęście, że 95% ludzi nie wie po co żyją…

    Kto to ocenia i na jakiej podstawie? Ze skrajności popadacie w drugą skrajność. To, że Ty chcesz inaczej przeżyć swoje życie, nie znaczy że każdy tak chce.

    Jednemu wystarczy etat, ciepły obiad i telewizor w domu. W weekend działka i to dla niego szczęśliwe życie. Żyj i daj żyć innym, tak jak tego chcą.

    Polubienie

    1. To jest tylko opinia jednej osoby po obserwacji jego otoczenia – ma do niej prawo. Ty masz prawo do innej. Natomiast fakt, że tak bardzo Cię to uderza też o czymś świadczy – i warto się zastanawiać o czym 🙂

      Polubienie

      1. dziewczyno ogarnij sie. trafilam na tego bloga przez przypadek. bardzo wirle podrozoje i mieszkalam w roznych miejscach – jednak nie daje mi to prawa takiego wywyzszania sie. stworzylas tego bloga zeby pisac jakie to Twoje zycie jest cudowne? na dodatek chyba z nadmiaru wolnego czasu bawisz sie w pseudo psychologa. nie wiem po co inni ludzie czytaja te artykuly ale ja niezle sie usmialam i nawet dla zabawy zwieksze Ci troche liczbe odslon,bo chce zeby moj maz sie z tego posmial;) wuluzuj troche z podejsciem do zycia i skoncz pouczac innych. ciao;*

        Polubienie

        1. Piszesz o tym, żeby nie pouczać innych, a… sama co robisz tym komentarzem? I po czym wnioskujesz, że się wywyższam? Nigdzie nie twierdzę też, że jestem jakimś psychologiem – wręcz przeciwnie, interesuje mnie od zawsze ten temat, ale jestem tylko jego amatorką i często podkreślam, że mogę się mylić, a to co wyrażam to tylko i wyłącznie moja opinia.

          Polubienie

    2. Chyba właśnie nie wystarcza. Może źle interpretuję, ale autor listu dość wyraźnie mówi o tym, że chociaż jest zadowolony z obecnej sytuacji, to chce od życia czegoś więcej. Zbiera się na odwagę, żeby spełniać swoje marzenia. Na razie sentyment do Ojczyzny i obawa o mamę go blokują, ale czuje że obecne życie nie jest tym do którego dąży.

      Polubienie

  5. Właściwie to możnaby to krótko podsumować:
    1) gdzie chcę w życiu być i co mieć (np. małżeństwo, dzieci, dom, samochód, wczasy, hobby itd.)?
    2) co się zrobiło żeby spełnić punkt 1. (ukończone szkoły, nabyte umiejętności, poszukiwanie pracy, samorozwój itd.)?
    3) czy spełnienie punktów 1. i 2. naraz jest możliwe i czy naraz dają radość?

    Czynność powtarzać aż na punkt 3. odpowie się TAK TAK.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Tekst ciekawy, ale jak ktoś wcześniej zauważył, posiada dużo uogólnień. Widać, że chłopak jeszcze młody i pewnie zmieni swoje zdanie.
    Wyścig szczurów i pracoholizm? Nie wiem, może takie połączenie istnieje. Można być pracoholikiem z powodu, że się swoją pracę uwielbia i dlatego poświęca się jej maksimum czasu.

    Polubienie

  7. O ile chłopak na pewno ma sporo racji, to widzę tutaj też dużo uogólnień i generalizacji. Na przykład to szare malowanie rzeczywistości w Polsce (praca jest i to fajna.. trzeba się do niej nadawać), a z tym tyraniem do śmierci to też nie do końca. Praca to 8h, potem można robić milion innych rzeczy i rozwijać zainteresowania. Podsumowując mój krótki wywód, jak mu w Polsce źle, to obawiam się, że wszędzie będzie, bo miejsce samo w sobie na dłuższą metę problemów nie rozwiązuje. A własne do nich podejście.

    Polubienie

      1. Uważam, że nie Ty, Catherine Sophie jesteś osobą, która ma prawo oceniać czy podejście drugiego człowieka jest błędne czy prawdziwe. Jest to indywidualna sprawa każdego człowieka. Wszyscy patrzymy z innych perspektyw. Tak jak pisali już inni: „Żyjmy i dajmy żyć innym”.

        Polubienie

        1. Nie, każdy ma prawo do swojej oceny. Przecież sama przed chwilą zrobiłaś to samo – sugerujesz, że podejście autora listu jest błędne, że Ty wiesz lepiej. W dodatku obrażasz go (może nieświadomie) pisząc „praca jest i to fajna.. trzeba się do niej nadawać”…

          Nie bądźmy hipokrytami – każdy widzi życie przez swoje okulary (doświadczenia) i każdy ma prawo do wyrażania opinii o nim.

          Polubienie

  8. Pominę sprawy polityczne i patriotyczne, bo… to chyba nie jest czas i miejsce.

    Odnośnie autora głównej części wpisu, to większość swoich pasji może rozwijać tu i teraz. To nawet jest dobry trening. A na pewno, poprzez działanie, sprecyzuje co go kręci najbardziej i może wymyśli coś, w czym zechce się zatracić?

    Mam jeszcze pytanie do wszystkich. Czy wiecie już, jaki jest sens Waszego życia?

    Polubienie

    1. Może trudno będzie uwierzyć, ale póki co, sensem mojego życia jest praca i doskonale się w tym odnajduję 🙂
      Czasem nie ma nawet znaczenia co dokładnie robię.
      Pracowałem już w 18 krajach (odwiedziłem znacznie więcej) i chyba nikt mi nie wmówi, że jest lepszy sposób na poznanie kultury tubylców, niż po prostu wykonywanie z nimi codziennych obowiązków 😉
      pozdrawiam

      Polubienie

  9. Nie wszyscy są tacy sami i mają takie same pragnienia. Znam ludzi, może nie jest ich wiele, którzy autentycznie kochają Polskę i chcą w niej żyć. To znaczy, ze już coś z nimi nie tak ?

    Polubienie

      1. Nie można utożsamiać Polski z okupującymi ją reżimami, dla których słowo Polska nie ma żadnego znaczenia i używane jest tylko, żeby przypodobać się elektoratowi przed wyborami.

        Polubienie

        1. Nie zrozumiałeś – znasz może kogoś, kto dociekał swoich praw w sądach, tudzież miał w inny sposób z nimi styczność? 🙂 No właśnie. Jak ja słyszę od znajomego, że jego proces z nieuczciwym pracodawcą umorzono i by się bronić poniósł koszty dziesiątek tysięcy na przestrznei lat, albo że by dla swojej mamy bić się o 1000zł z ubezpieczenia, którego nie chcą wypłacić musiałby wyłożyć na dzień dobry kilka tyś i też bez pewności czy wygra i czy mu to oddadzą – i coraz więcej znajomych ma takie historie z polskim prawem – to wniosek jest prosty – Polska to kraj bandytów. Uczciwi ludzie są tam gnębieni, a Ci, co chcą coś zmieniać tym bardziej. Spójrz na polskie prawo, konstytucję – „JAKIE PRAWO TAKI KRAJ” – sprawdza się w PL w praktyce… Niestety.

          Polubienie

          1. Nie, tym razem, to Ty nie zrozumiałaś. 😉
            Napisałem, żeby nie utożsamiać Polski z okupującymi ją reżimami. Polska to naród ze swoimi zaletami i wadami, to jego historia, zwyczaje… to pewna ezoteryczna idea, stan świadomości.
            A to, co jest teraz, po prostu trzeba zmienić i ktoś to musi zrobić, bo w niczym to państwo nie przypomina Polski, w której chce się żyć normalnym ludziom.

            Polubienie

            1. Słowianie mimo wielu podobieństw chyba nigdy nie byli zjednoczeni? Naszą specyficzną kulturę zaczęliśmy tworzyć sami po przyjęciu chrześcijaństwa (do współpracy z Białymi Rusinami). I to była najlepsza cywilizacja na świecie, że tak szowinistycznie pozwolę sobie zauważyć. 🙂
              I do takiego (na pewno wyidealizowanego) państwa ludzie tęsknili w czasie zaborów i o takie państwo walczyli. Teraz wyobrażenia są pewnie inne, ale sporo cech naszych przodków wciąż w nas jest.

              Polubienie

              1. LOL, ja tam uważam, że słowiańska kultura została zdeptana, choć i tak przetrwała do dziś – jakie musiały być to silne przyzwyczajenia. Słowianie nie byli zjednoczeni nie bez powodu. Ale to długi temat, zresztą prawie nic o nich nie wiemy bo cholery były tak bardzo „eko”, że nie zostawiały najmniejszego śladu po sobie 🙂 A najlepszą kulturą była klasyczna Grecja. Którą zresztą po części zasilali Słowianie 😀

                Polubienie

            2. No właśnie, o Słowianach możemy tylko gdybać. Nie jestem przekonany do tezy, że to była wspólnota. W X wieku, na przykład, Czerwoni Rusini odbili Wiślanom Grody Czerwieńskie, Czesi splądrowali Poznań, a Lechici nie pozostając dłużnymi zdobyli Kijów.
              Na pewno kultura słowiańska została wyparta siłą, ale przyjęcie chrześcijaństwa było „potrzebą chwili”. Kto wie, czy Germanie nie podbiliby nas, gdyby Mieszko I nie zdobył się na ten krok?
              To, co potem osiągnęła Rzeczpospolita nie ma do czego porównywać. Pierwsza polska konstytucja, to Artykuły Henrykowskie z 1573 roku!
              Zgubiło nas to, że nie byliśmy imperialistami, w przeciwieństwie do naszych sąsiadów.
              Pomimo upływu wieków od upadku tamtego państwa, wciąż w nas przetrwały specyficzne, wyróżniające Polaków cechy. Sama to opublikowałaś w wywiadzie z „Zalatanymi”. 😉

              Polubienie

              1. Ja nie wiem, ja nigdy nie wierzylam w te Państwa. Już jako dziecko pytałam się po cholerę te granice? Dla mnie idea państw jako takich jest idiotyczna. Przecież to są twory poza granicami poznawczymi, nie do ogarnięcia (co widać na co dzień, wszędzie). Nienaturalnie wielkie. Jedyny argument za tym to co o czym mówisz- bezpieczenstwo. Dlatego nie lubię takiego gadania, że Polacy to tacy, a Anglicy tacy. To nie Polacy, tylko ludy zamieszkujące dany teren. W Polsce inni są górale, inni Szczecinianie inni ludzie z Mazur, itd. Zupełnie inni, nie że tam jakieś małe różnice. Jednocześnie podobne cechy, jakię łączą Polaków łączą też nas z Bułgarami, Czechami, Rusami, etc. Widać to świetnie teraz w dobie kryzysu imigracji – kraje słowiańskie (+węgry) są przeciw i mają zupełnie inne podejście. I to wynika z naszej historii i wyobraźni, czegoś, czego niestety i stety nie mają Niemcy czy Francuzi. Oni nie rozumieją co to znaczy propaganda, etc. My znamy to aż za dobrze 😀

                Polubienie

            3. Niemcy też są przeciw, tylko mają ścisłą cenzurę w mediach. To, że większość Niemców czy Francuzów nie rozumie, na czym polega propaganda, to tym gorzej dla nich, bo propagandę uprawia każdy rząd.
              Z tym „Polacy są tacy”, to oczywiście pewne uogólnienie, bo też nie wszyscy i nie w takim samym stopniu. Czy górale różnią się od pomorzan? Pod wieloma względami na pewno. Ale i jedni i drudzy wykazują też większe podobieństwo pomiędzy sobą nawzajem, niż pomiędzy sobą a Niemcami, czy Słowakami.
              Skąd państwa? To jest twór naturalny. Kiedy nie było państw, istniały wspólnoty rodzinne. Kiedy jedna wspólnota podporządkowywała sobie inną rodzinę, zyskiwała automatycznie przewagę liczebną nad kolejnymi rodzinami i mogła je łatwiej podporządkować. Powstawały wspólnoty plemienne. I tak dalej, aż do utworzenia tworu wielkości państwa, które mogło skutecznie bronić się przed tworami podobnej wielkości. Większe twory zwykle się nie sprawdzały i szybko rozpadały, jak państwo Czyngis Chana. Ot i cała tajemnica państw. I ludzie z takimi tworami się utożsamiają i utrwalają pewne cechy, pewne stareotypy. Potrzeba życia we wspólnocie jest jedną z potrzeb ludzkich i ta potrzeba ewoluuje. W czasach Rzeczpospolitej, zapewne poza szlachtą, chłopstwo miało gdzieś swoją przynależność państwową czy narodową. W XX wieku wspólnota narodowa stała się dominująca. Rewolucja komunistyczna, która trwa do dziś, próbuje nam idee państw narodowych wybić z głowy. Robi to, gdyż rewolucjoniści chcą utworzyć jedno, zarządzane centralnie państwo totalitarne. Ja juz wolę ideę narodową, chociaż państwowa byłaby lepsza, gdyby państwo było normalniejsze.

              P.S. Twój sposób myślenia jest dość naturalnie polski. Polacy nie przywiązywali wagi do narodowości. Polakiem mógł być każdy, dla kogo sprawy polskie stawały się najważniejsze. Wystarczy popatrzeć na nazwiska jakie przewijają się w historii. Są tam i niemieckie i francuskie, żydowskie, ormiańskie i Bóg jeden raczy wiedzieć jakie jeszcze. 😉
              Kto chciał mieszkać w Polsce, ten sobie mieszkał i nikogo to nie obchodziło. Od XVII wieku mamy przecież również mniejszość tatarską, która uciekła do Polski przed islamizacją.

              Polubienie

              1. Może to jest ślowiańskie myślenie – związane właśnie z tym, że my nigdy nie potrzebowaliśmy państw (słowianie nie mieli potrzeby się bronić tak jak inne twory typu Rzym)? 😀 Zauważam też coś ciekawego – dużo osób jak i autor listu mówi „kocham Polskę”, ale po zastanowieniu mówią: „Nie, samą Polskę nie, kocham moje miasto, mój ogródek, etc” – więc może plemienność Słowiańska wiecznie żywa? 😀

                Polubienie

            4. Słowiańskie? Przecież nic na ten temat nie wiemy. Różnimy się od Rosjan ze względu na to, że przez ostatnie setki lat rozwijaliśmy się w różnych kulturach. A przeciez jesteśmy Słowianami.
              Czy Słowianie nie potrzebowali się bronić? To były bardzo wojownicze plemiona. Podałem przykład X wieku – Czesi w Poznaniu, Rusini anektują tereny Wiślan, a w 1018 (wiem, j\to już wiek XI 🙂 ), po pogonieniu zimą Niemców za Łabę, w sierpniu Chrobry wjeżdża do Kijowa… 🙂
              W miłości do „małych ojczyzn” nie ma nic dziwnego i w niczym to nie przeszkadza kochać ojczyzny, która bardziej jest ideą, niż konkretnym miejscem. Przecież o Polskę walczono w czasach, kiedy Polski nie było. Po co, skoro nasi pradziadowie mieli swoje miasteczka?
              Nieporozumienie może wiązać się z tym, że ludzie utożsamiają konkretnie zorganizowane państwo ze swoją ojczyzną. A to błąd. Moją ojczyzną jest Polska, ale III RP nie cierpię, delikatnie mówiąc. I nie ma znaczenia, gdzie jestem, gdzie będę – zawsze będę czuł się Polakiem.

              Polubienie

              1. Hmm to ja nie rozumiem:) Według mnie nasz kraj czy nawet miejsce nie może nas definiować – tzn może ale to nasz wybór. Ja uwielbiam naszą kuchnię, kocham grecką kulturę i krajobraz i architekturę starożytną, uwielbiam niemiecki profesjonalizm w pracy, francuskie podejście do codzienności, karaibską wolność, itd… To, że się urodziłam w Polsce nie definiuje tego kim jestem czy kim jestem. To definiuje tylko to co robię i myślę 🙂

                Polubienie

            5. Ani miejsce, ani kultura, historia, czy język nas nie definiują. To my sami możemy się utożsamić, odpowiadając na wewnętrzną potrzebę przynależności do jakiejś grupy. Zwykle dzieje się to przez wychowanie. Ale nie ma przymusu, szczególnie jeśli idzie o polskość. To jest kwestia wyboru, nie pochodzenia.
              To, co robisz, czy myślisz też Cię nie definiuje. Definiujesz się sama, określając swoją „przynależność” do jakichś większych grup, jak na przykład, do grupy miłośników kuchni polskiej, czy starożytnej kultury greckiej. Ale to dopiero w momencie, kiedy sama wybierzesz, nawet jeśli ktoś Ci wmawia, że jesteś tym, czy kimś innym. Nie ma wyboru, nie ma fragmentu definicji 😉

              Polubienie

      2. a dlaczego ja sie wlocze po swiecie na stare lata bo dostalem kopa w cztery litery.Duzo jest pisac na ten temat.Szczesliwie dotre w twoje okolice to porozmawiamy.moze napiszemy.

        Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s