karaiby miasto

Minusy życia na Karaibach

Wczoraj pisałam o najważniejeszych plusach życia w raju. Dziś opowiem o minusach, bo jak mawiają: „nie ma róży bez kolców”.  Choć nie jest ich dużo, życie na Karaibach ma też swoje słabsze strony:

1. Administracja i organizacja

wyspa

Tak jak w przypadku plusów absolutnie wszyscy jednym tchem wymieniają naturę – tak samo w przypadku minusów jest to administracja i organizacja. Życie na Karaibach to życie praktycznie pozbawione stresu i zegarka – oznacza brak pośpiechu zarówno w życiu prywatnym jak i pracy – ale również dla urzędników i organizacji państwowych. Jeśli więc nie należysz do cierpliwych – może Cię to mocno „zaboleć”.

Sprawy administracyjne ciągną się nierzadko miesiącami i tylko zdecydowana reakcja z naszej strony może to przyśpieszyć. Należy się z tym pogodzić – denerwując się i stresując urzędników nic nie załatwisz. Trzeba po prostu zrozumieć, że jest to cena, jaką płacisz za własne bezstresowe życie w tym miejscu.

zachód słońca

Sprawy urzędowe należy załatwiać po prostu trochę „mądrzej”: zawsze zabierać kopię, poręczenie, umawiać się na indywidualne spotkania i ułatwić pracę urzędnikom. Prawo francuskie jest równie, jeśli nie bardziej, zagmatwane co polskie, a wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Urzędnicy często się w nim gubią i ja ich za to nie winie.

Również organizacja ruchu, wydarzeń, etc. jest tu dość specyficzna – francuska „logika” (czy raczej jej brak) w połączeniu z karaibską mentalnością tworzy mieszankę wręcz szatańska, nawet dla osób wychowanych w świecie polskich absurdów. Prawie nic nie można tu znaleźć drogą internetową – wszystko bazuje na tradycyjnych plakatach, spisach, numerach telefonów… Większość firm nie ma nawet strony internetowej.  Wszystko  załatwia się „na żywo” – dlatego należy zawsze dbać o dobre relacje.

Ciężko również cokolwiek zaplanować – jest tu tyle możliwości i rzeczy do robienia, że nikt nie planuje swoich dni ani tygodni. Wszystko dzieje się najczęściej spontanicznie. W dodatku nikt (nawet ja!) nie korzysta tu z zegarka. Taka natura bezstresowego życia.

2. Ograniczony rynek

bar plaża

Nie zawsze znajdziesz to czego szukasz, a sprowadzanie bywa kosztowne i czasochłonne. Jeśli przyjeżdżasz tu by żyć „po europejsku” tyle, że w promieniach słońca – możesz oczywiście tak zrobić, ale będzie Cię to sporo kosztowało.

Karaiby to wyspy – co oznacza bardzo ograniczone rynki. Logiczne więc, że przy braku większego popytu – ceny niektórych rzeczy (np. meble) bywają nieco wyższe niż w Europie. Lokalne jedzenie jest sezonowe, nie zawsze znajdziesz więc np. awokado. Pamiętam sytuację w sklepiku gdy grupa 3 dziewczyn zaczęła się awanturować o brak tegoż owocu. Wręcz krzyczały, że jak to możliwe, że go nigdzie nie ma. Co za dziecinne i jakże głupie zachowanie…

Tak, niektóre rzeczy znajdziesz tu tylko od czasu do czasu, ale ilość lokalnego jedzenia i produktów jest naprawdę wielka i różnorodna – wystarczy otworzyć trochę swoją głowę i zaznajomić się z tym, co jest tu dostępne zamiast marudzić, że nie ma tu rzeczy, które zawsze znajdujemy w Europie. W dodatku niesamowitej jakości, podczas gdy w Europie wszystko już zaczyna być „plastikowe” jak w USA…

3. Huragany i trzęsienia ziemi

huragan

Występujące naprawdę rzadko, ale rzeczywiście przerażające osoby z nimi niezaznajomione. Większe trzęsienia ziemi (magnituda >5) zdarzają się raz-dwa razy w roku (wczoraj rano mieliśmy jedno!). Póki co prawie cała zabudowa francuskich wysp jest dostosowana do poważnych trzęsień. A samych naprawdę niebezpiecznych w historii całego rejonu było tylko… dwa. I obydwa w tym samym miejscu – Port-au-Prince na Haiti… Pomimo, że nie stwarzają one większego niebezpieczeństwa, nie są zbyt przyjemne.

Jeśli chodzi o huragany to występują one tu naprawdę rzadko. Przeglądając historię dojdziemy do wniosku, że poważne, groźne cyklony zdarzają się raz na 20-50 lat. I, mimo, że huragany kojarzymy głównie z wielkimi wichurami – tak naprawdę największym zagrożeniem są opady. Dlatego huragany rzadko robią spustoszenie na wyspach karaibskich, natomiast dość często – w Ameryce. W rejonie wysp mają bowiem jeszcze mniejszą siłę i – co najważniejsze – średnicę. Te, które uderzają w wybrzeża USA są po prostu wielkie przestrzennie – powodując tak silne opady, że zalewają całe połacie lądu.

huragan karaiby

Na Karaibach również się to zdarza, ale nie na taką skalę. W ostatnim sezonie deszczowym bardzo ucierpiała sąsiadująca z nami, górzysta i zielona Dominika. 35 osób straciło życie, a wiele terenów zostało całkowicie zniszczonych. Ale pamiętajmy, że wyspy francuskie są zupełnie inaczej zabudowane – podczas gdy na niepodległych dominuje drewno i tradycyjne „chaty”, tutaj – mamy w większości żelbetowe, bezpieczne konstrukcje, które się nie zawalą. Co najwyżej zaleje nam trochę drogi nad samym oceanem. To wszystko.

Pogoda na Karaibach jest bardzo dokładnie badana i zawsze, nawet przed mniejszymi burzami tropikalnymi mieszkańcy są informowani i instruowani na kilka-kilkanaście dni przed (istnieją trzy stopnie zagrożenia: żółtyostrożność, pomarańczowylepiej zostać w domu i czerwonybezwzględny zakaz wychodzenia). Jeśli mieszkasz w dobrze skonstruowanym domu – nic Ci nie grozi. Same burze i huragany trwają tylko kilka-kilkanaście godzin – i wtedy po prostu czekasz na spokojniejszą pogodę.

Osobiście nie miałam jeszcze „przyjemności” spotkać się z żadnym huraganem – jeśli mi się to zdarzy na pewno to wnikliwie opiszę.

4. Zamknięte i homogeniczne społeczeństwo

kreol dziecko

Niestety – na wyspach francuskich dominuje ludność ciemnoskóra, lokalna – jest to ok. 94%. I obserwując burzliwą historię tego rejonu – nie sposób dziwić się, że spora ich część nie jest zbyt przyjaźnie nastawiona do przybyszów o innych rysach twarzy.

Duże znaczenie ma tu także samowystarczalność lokalnych małych społeczności i rodzin – oni po prostu nie potrzebują nowych znajomych. Często denerwują się też, gdy ich tereny są zabudowywane przez większe firmy, co kompletnie zmienia charakter miejsca, w którym się wychowali.

Jeśli tu zamieszkasz – to zanim zrozumiesz lokalną kulturę i nauczysz się w niej funkcjonować – będziesz traktowany jak obcy. Niektórzy nigdy się nie asymilują, mieszkając w „białych” rejonach, pośród bogatych i turystów. Osobiście uważam, że to bardzo duży błąd. Umyka im cały urok wysp…

Choć osobiście nie spotkałam się nigdy z przejawem rasizmu – czasem o tym słyszę. Ciężko mi więc to ocenić inaczej niż: bardzo rzadko występujące zdarzenia, ograniczające się obrazy słownej. Z opowieści osób, które mieszkają tu od dekad wiem też, że kiedyś było dużo gorzej pod tym względem – zwłaszcza w biedniejszych rejonach, w których biali uznawani byli zawsze za… policję.

5. Paskudne stworzenia

Wspominam o tym tylko i wyłącznie dlatego, że wiele osób o to pyta i jest tym przerażona. Nie ma za bardzo czym, ale jednak po krótce to opiszę.

Tak, na Karaibach występują karaluchy, pająki i bardzo obrzydliwe stonogi. Ale po pierwsze – nie są w ogóle groźne (nie bardziej niż pszczoły), a po drugie – nie ma ich wcale tyle, ile myślisz.

Osobiście widziałam tu większego pająka w swoim domu 2 razy w ciągu tych 2 lat (niezbyt przerażający, a ja boję się pająków). O jednym, większym z 3 oczami (pająk-kosmita! :-)) słyszałam od znajomego, który mieszkał w dość dzikim rejonie. Pozatym nic. Poza małymi mieszkaniowymi pajączkami, które występują tu tak samo jak w Europie.

Co do karaluchów – tych również nie ma zbyt dużo. Najprostszym rozwiązaniem jest zwykły boraks w domu, rozsypany po szafkach, gdzie lubią one się chować. I utrzymywanie kuchni w czystości (zwykły ocet, nie żadne drogie chemikalia). Ja w swoim apartamencie widziałam może z 5-6 sztuk podczas całego mojego pobytu tu. Część była już martwa (boraks!).

I na koniec – skolopendry – czyli ohydne, lokalne stonogi. Są naprawdę wstrętne i mogą nas dość boleśnie ugryźć, ale te większe zdarzają się naprawdę rzadko – zwykle tylko w dzikszych rejonach. W domu nigdy takiej nie widziałam – jedynie malutkie, naprawdę niegroźne (nie wiem do końca czy to też nie zasługa boraksu). Jeśli bardzo Was to przeraża to polecam najbardziej sprawdzony sposób – przygarnij kurczaka. Zwykłego kurczaka. One uwielbiają te stonogi i wyjadają wszystkie z ogródka :-).

plaża dzika

Jak widać – raj nie jest pozbawiony minusów. Dla mnie nie są one prawie w ogóle istotne, są niewielką ceną za piękno tutejszej natury, cudowne widoki, słońce i bezstresowe życie. A Wy, co sądzicie? Bylibyście w stanie je zaakceptować?

Szczegółowe informacje na temat życia na Karaibach znajdziesz w e-booku:

Kierunek Karaiby

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

21 myśli nt. „Minusy życia na Karaibach”

  1. Sam jeszcze nie byłem na karaibach ale byłem na gran canarii i pobliskich oraz na większości na morzu śródziemnym bo trochę żegluję i widzę uderzające podobieństwo do tego co opisujesz z wyjątkiem takim że są bardziej europejskie klimaty, może dlatego że ludzie są biali. Życie jednak jest również dużo wolniejsze. Trzeba jednak omijać znane turystyczne kurorty bo tam nie da się poczuć klimatu danego miejsca i czuję się tam jak w sopocie 🙂 Dlaczego akurat wybrałaś karaiby a nie coś bliższego?
    Powiem Ci szczerze że z miejsc na które chciałbym popłynąć karaiby mają dość daleką pozycję i bardziej marzę o rejsie np. na polinezję francuską i odwiedzenie bezludnych atoli. Jednak po twoich opisach zmieniam trochę zdanie i nie traktuję już karaibów jak wypadowej bazy letniej dla amerykanów.

    Lubię to

  2. Hmm brat mojego narzeczonego mieszkal i pracował tam przez pare lat m.in Guadeloupe i przedstawiał to nieco inaczej. Oprócz wspaniałych widoków, plaży, dobrego jedzenia wspominał o dość ciężkim klimacie (ogromna wilgotność przy bardzo wysokich temperaturach), lokalnych liczych porachunkach zmniejszających bezpieczeństwo na ulicy w ogóle (na jego oczach kiedyś maczetą na ulicy obcięto facetowi głowę), dealerach narkotykowych i kwitnącym biznesie tam (i mnóstwo uzależnionych…), a także niekoniecznie bezpiecznych owadach – sam został ukąszony przez coś w rodzaju ‚lokalnego komara’, który

    Lubię to

    1. Klimat to kwestia względna. Polacy, jakich tu znam nie narzekają. Ja osobiście lubię upały, więc mi to naprawdę nie przeszkadza, pozostaje też adaptacja ciała – wiadomo, że w pierwszych miesiącach poczujemy jakiś dyskomfort (jakbyśmy wyjechali na syberię podobnie:).

      Co do niebezpieczeństw – oczywiście, że nie jest to miejsce, gdzie nie ma przestępstw, ale zarówno ja, jak i mi znane osoby z EU (rozmawialiśmy o tym nawet ostatnio) twierdzą, że mimo to, czujemy się tu BEZPIECZNIEJ niż w Polsce.

      W obecnej sytuacji w Europie dodatkowo – ja się naprawdę boję o moje bezpieczeństwo w Niemczech czy Francji jak jadę na wakacje. Tu, na Gwadelupie wystarczy po prostu unikać niebezpiecznych rejonów i tyle. W EU już nie jest to takie proste – co chwilę słyszymy o atakach terrorystycznych a to w centrach handlowych,a to w pociągach, itd. Jest to więc spora loteria…

      Ogólnie podsumowując – nie twierdzę, że na Gwadelupie jest wszędzie bezpiecznie. Twierdzę jednak, że obecnie jest bezpieczniej niż w Europie, w tym Polsce.

      Lubię to

  3. A wulkan? 🙂

    Do piejących kogutów można się przyzwyczaić tak samo, jak do szumiącego za oknem morza, więc to żaden problem.
    Największe niedogodności zawsze stwarzają ludzie. Osobiście bardzo nie lubię biurokracji, delikatnie mówiąc, dlatego moje pytanie brzmi: czy biurokraci na karaibskich wyspach starają się skrupulatnie wypełniać swoje obowiązki służbowe, czy pozwalają ludziom żyć i nie wtrącają się?

    Lubię to

    1. Pod tym względem jest OK, nie słyszałam o żadnych problemach. Wulkany są badane jak trzęsienia ziemi – jakby coś miało być będzie wiadomo na miesiące przed. Wtedy ewakuuje się ludność. Ale to się zdarza raz na sto lat albo i mniej…

      Lubię to

      1. No to sytuacja jest lepsza, niż w Polsce. Jeżeli urzędnicy żyją własnymi sprawami, donosicielstwa pewnie nie ma, bo społeczności są niewielkie i zżyte, to warunki do swobodnego kształtowania własnego życia są całkiem dobre. 🙂

        Ostatnio z wulkanu coś wylatywało chyba w 1976 roku, więc potencjalnie jakieś zagrożenie stanowi.

        Lubię to

        1. Ja mam teorię, że póki wybucha nieprzerwanie ten na północ od nas – Montserrat – to tam jest ujście energii i u nas jest spokój. Ale o wulkanach wiemy tak mało, że tak naprawdę równie dobrze może jutro wybuchnąć i utworzyć się wielki wulkan w okolicach Łeby, rozwalając przy okazji pół Polski 😀

          Lubię to

          1. Twoja teoria jest bardzo prawdopodobna i analogiczna do gotowania. Dopóki nie ma pokrywki, to energia z garnak ulatnia się w postaci pary. Wystarczy jednak tylko nałożyć pokrywkę i… bum. 😀
            Teoretycznie raczej nie powinien u nas pojawić się nowy wulkan, ponieważ Polska nie znajduje się na skraju żadnej z płyt tektonicznych… ale teorie sprawdzają się dopóki przyroda nie pokaże argumentów podważających je. 😉

            Lubię to

  4. Mieszkalam tylko kilka miesiecy ale dla mnie największym minusem były kurczaki! 😉 u mnie były królami wyspy Ana drzewie mango pod domem miałam koguta z cała grzeda. Pobudki co noc mnie wykończyły.
    I w ogole wiele minusów zaakceptowałam i zrozumiałam dopiero po powrocie do Europy i chodzi mi po głowie powrót. Tylko teraz na bank gdybym miała dzikie kurczaki to miałabym i psa 😉

    Lubię to

    1. Ja je uweilbiam! Nawet teraz córeczka sąsiada uratowała jakiegoś kogutka, którego mama zostawiła bo nie nadążał za „stadem”. I mamy pod domem kurczaka Rafała! 😀 Świetny jest, coraz lepiej idzie mu śpiewanie. Ja się przyzwyczaiłam, ale ja też budzę się ze wschodem słońca codziennie, więc dla mnie to nie jest męczące, raczej zabawne. Właśnie zapiał nam Rafał! O wilku mowa (czy raczej o kogucie mowa:D)

      Lubię to

  5. Niektórych ludzi ta lista może faktycznie zniechęcić. Ale jak sobie pomyślę o tym, że ktoś zrobiłby listę zagrożeń występujących w Polsce, to nie byłaby ona taka też znowu zachęcająca! 😀 Węże i żmije, pająki, karaluchy przecież też są! Myślę, że jeśli ma się odrobinę rozsądku i utrzymuje czystość w mieszkaniu, to te wszystkie minusy wcale aż takimi wielkimi minusami nie są 🙂
    Dziękuję za wpis!

    Lubię to

      1. Mam jeszcze pytanie o gniazdka kontaktowe… 😀 Czy są one takie jak u nas, czy może trzeba się przed wyjazdem zaopatrzyć w jakieś przekaźniki czy wtyczki?

        Lubię to

        1. Na francuskich są „normalne”, na tych co kiedyś były UK – są „nienormalne” 😀 Dobrze jest kupić sobie jeszcze w PL taką „multi-przejściówkę” – będzie o wiele tańsza, a przyda się przy podróżach (z St Martin blisko do Stanów:D).

          Lubię to

          1. Wyczytałam w wikipedii, że „Na przełomie XVIII i XIX wieku Wielka Brytania wielokrotnie zajmowała terytorium Gwadelupy”. Czy to znaczy, że na Gwadelupie są „nienormalne”? 😀

            Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s