Jak ogarnąć szafę? Garderoba, która mieści się do jednej walizki

Ponad rok temu w krótkim artykule opisałam jak wszystko, co było mi potrzebne zmieściło się do jednej walizki, gdy postanowiłam wyprowadzić się na Karaiby…

Artykuł stał się bardzo popularny i wiele osób zainspirował do poważnych zmian życiowych. Dziś, wiele miesięcy później moja „walizka” skurczyła się jeszcze bardziej. Oto jak wygląda moje podejście do tego, co w gigantyczny sposób „zanieczyszcza” nam codzienność – czyli do naszej garderoby.

1. Kolorystyka

muszelki

To podstawowy problem większości kobiet. Lubimy się „ubarwiać”, w dodatku ciągle podoba nam się coś nowego. Mężczyźni pod tym względem są dużo mniej „naznaczeni” genetycznie. Kobiety uwielbiają ciągle próbować się w nowych odcieniach włosów, kolorze szminki i różnych kolorach ubioru.

Niestety skutkuje to najczęściej tym, że faktycznie „nie mają się w co ubrać” – ulubione buty nie pasują do nowego koloru sukienki, płaszcz odcieniem nie nawiązuje do nowego szalika, itd…

Moim rozwiązaniem jest harmonizująca gama kolorystyczna. Ubrania w takich kolorach, że nawet wyciągnięcie „na ślepo” 2 części garderoby wyłania pasujące do siebie rzeczy. Kiedyś moją ulubioną i świetnie pasującą do mnie kolorystyką (miałam czarne, farbowane i prostowane włosy) była kolorystyka amerykańskiej flagi: biel, granat, błękit i czerwień. Dziś, po powrocie do naturalnego wyglądu (kręcone blond włosy) są to bardziej naturalne barwy. Ale po kolei – od czego zacząć?

Baza

muszelki

Jest to kolorystyka, od której zaczynamy budowanie swojej gamy. Przede wszystkim odcień Twojej skóry, ale również kolor włosów i oczu są tu wyznacznikiem. Dziś moja skóra jest mocno opalona, a włosy złociste. Oczy mam jasnobrązowe. Moja cera to cera oliwkowa – czyli o dość nietypowym, zielonkawym zabarwieniu. W związku z tym moją bazą kolorystyczną są ciepłe beże i jasne, złociste brązy.

Moje kolory bazowe

I na to nie mamy za bardzo wpływu – jeśli jesteś bladą szatynką o niebieskim spojrzeniu – Twoją bazą kolorystyczną jest zimna, niebieskawa biel, jasny błękit albo np. zimny fiolet; jeśli jesteś zielonookim blondynem z ciepłą, jasną karnacją – Twoją bazą kolorystyczną jest np. żółtawy beż, itd… Z oczywistych względów nasz kolor bazowy nie może być jaskrawy, męczącypowinien być naturalny, korespondujący z naszą cerą i ogólnym wyglądem.

Baza to „tło” Twojego wyglądu – do niego dodajemy resztę.  W moim przypadku „bazowe” są wszystkie większe ubrania, jak np. płaszcz, oraz codzienne, niezmienne, jak np. buty i torebka. Kolory bazowe stanowią oczywiście znaczną większość mojej garderoby („na oko” 70%).

Harmonizujące pod-bazy

muszelka

Pasujące do pierwszej, dodatkowe bazy kolorystyczne – w moim przypadku są to: ciepły odcień bieli, granat i lekko grafitowa szarość. Pod-bazy to znów spokojne, naturalne kolory, które tworzą bardzo harmonijne połączenie z kolorem bazowym oraz, co ważne – ze sobą nawzajem.

W praktyce oznacza to, że moje pod-bazowe rzeczy (np. szare spodnie, biała koszula, granatowe szorty) idealnie pasują do bazowych kolorów, które zawsze są obecne (nawet jeśli nie jako część garderoby – to w postaci mojej skóry, oczu, włosów). Pod-bazy tworzą spokojne, harmonijne i ponadczasowe kompozycje z bazowymi rzeczami.

Kolory bazowe z bielą...
Kolory bazowe z bielą…
...granatem...
…granatem…
...i szarościami
…i szarościami

Kolory bazowe i pod-bazowe to podstawa mojej garderoby. Oznacza to tyle, że same w sobie zawsze do mnie pasują – np. czasem zakładam same szare rzeczy – i wygląda to świetnie z moją karnacją.

Pół-akcent/pół-kontrast

kamyki plaża

Samych kolorów bazowych używam wtedy, gdy mam ochotę na spokojny wygląd. Gdy nie – wtedy przełamuje je pół-akcentem – dziś jest to kolor miętowy.

Pół-akcent to nadal kolor spokojny, niezbyt „ostry” – ale już dodający „życia” naszej bazie i pod-bazie kolorystycznej. Nie powinien zajmować więcej niż 50% całości.

Baza (beże) + pod-baza (biel) + miętowy pół-akcent
Baza (beże) + pod-baza (biel) + miętowy pół-akcent
Baza (beże) + pod-bazy (biel i szarość) + miętowy pół-akcent
Baza (beże) + pod-bazy (biel i szarość) + miętowy pół-akcent

 

Np. miętowy top+miętowe spodnie wyglądają „śmiesznie”, nienaturalnie. Ale miętowy top i białe, lub beżowe spodnie – bardzo dobrze do siebie pasują. Oczywiście wszystkie kolory (baza, pod-baza i pół-akcent) można łączyć, np. białe spodnie + szary top + miętowa chusta; lub granatowe spodnie + miętowy top + biały kardigan, itd.

Silny akcent

róża różowy

I w końcu – „last but not least” (ang: „ostatni, ale nie mniej ważny”) – silnie kontrastujący z resztą kolor – u mnie jest to obecnie ciepły, karminowy róż.

Akcent to coś, co doda naszej garderobie jaskrawości, co mocno odznaczy się od reszty. Może być użyty na czyste, bazowe tło – tworząc piękne, „przełamane” kompozycje – kiedyś np. ubierałam się cała w ciepłe beże i malowałam usta i paznokcie na różowo – prawie wszyscy zachwalali mój prosty, ale jakże silny i odznaczający się styl.

Elementy, które są akcentami nie mogą, co chyba oczywiste, być zbyt duże. Nie może to być np. sweter. Są to dodatki, jak właśnie wspomniana szminka czy lakier, biżuteria, pasek, chustka, itp. Według mnie nie powinno to być powierzchniowo więcej niż 10% całości. Jeśli będzie tego za dużo – przestanie działać jak akcent i straci swoją siłę. W tej kwestii sprawdza się zasada „im mniej tym lepiej”.

Różowy akcent z samą bazą – ciepłymi beżami…
… i z dodatkiem pod-bazowej szarości

Choć silny akcent kolorystycznie pasuje również do pół-akcentu (w moim przypadku róż pasuje do miętowego koloru) – należy uważać. Jeśli mamy na sobie sporo pół-akcentów, dodawanie kolejnego, silnego akcentu może mocno zaburzyć całość. Osobiście unikam takich sytuacji stosując prostą zasadę – akcent to zawsze jedna rzecz: sama bransoletka, kolczyki, lub np. bikini.


Podsumowując: kolorystykę budujemy zaczynając od określenia swojego typu urody i wybrania korespondującego koloru. Dziś jest to u mnie kolor opalonej, oliwkowej skóry – czyli złocisty, ciepły beż-brąz (kiedyś: biały):

Jest to nasza baza, którą możemy połączyć z pod-bazami. U mnie: biele, granaty i szaroście (kiedyś: granaty i beże).

Gdy mamy ochotę na bardziej „żywe” kolory dodajemy do baz i pół-baz nasz pół-akcent. W moim przypadku jest to kolor miętowy (kiedyś używałam jasnego, zimnego błękitu).

I w końcu – by dodać trochę „jaskrawości” – stosujemy silny akcent, najlepiej pojedynczy. Dziś jest to u mnie ciepły, karminowy róż (kiedyś żywa czerwień).

Na koniec jeszcze raz podkreślę, że elementy garderoby, które nosisz codziennie, jak: buty, torebka, rękawiczki, itp. – powinny być w kolorze bazowym (mogą być w różnych odcieniach). Wiem, że piękne, jaskrawe torebki, kolorowe buciki, itp, kuszą, ale jeśli nie będą w kolorze bazowym, to nie będziesz w stanie na ich podstawie budować kolorystyki. Będą Ci one tylko przeszkadzać i utrudniać zadanie. Kiedyś miałam czerwone i granatowe szpilki, były piękne, ale kurzyły się tylko na półce i wkurzały…


Ale czy tak ograniczone kolory się nie nudzą?

zakupy

Przyznam się, że czasem widzę ciekawą rzecz, kompletnie nie pasująca kolorystycznie do mojej garderoby. By uchronić się przed takimi nabytkami po prostu zadaję sobie pytanie – czy dla tej jednej rzeczy warto wymieniać całą moją garderobę? Zwykle – nie. Ale co jakiś czas każdy, a już na pewno kobiety, ma ochotę na coś zupełnie nowego, albo inspiruje się czymś i chce na podstawie tego stworzyć nową kolorystykę w swoim życiu.

Ja w takiej sytuacji ja wymieniam całą garderobę. Oczywiście, jakaś część rzeczy zostanie – np. u mnie białe, bazowe rzeczy stały się teraz pod-bazą, ale np. wszystkie czerwone akcenty i niebieskie pół-akcenty musiały „wylecieć” z szafy. Takie „przemeblowanie” garderoby robię raz na kilka lat i traktuję jak poważną decyzję życiową.

Szalone kolory są piękne i wyróżniające, ale noszone codziennie - będą męczyć
Szalone kolory są piękne i wyróżniające, ale noszone codziennie – będą męczyć

Posiadanie spójnej kolorystycznie szafy to naprawdę nieopisana wygoda życiowa. Pomyśl, ile czasu tracisz stojąc przed półkami ubrań i zastanawiając się, co na siebie włożyć? Albo dumając, czy dany odcień bluzki na pewno dobrze wygląda z Twoimi jeansami? Stwórz spójną kolorystykę i ciesz się wolnością jaką to rozwiązanie daje.

Dodatkowym plusem takiego podejścia jest niesamowicie ułatwione zadanie… prania! Ile razy nie mogłeś uprać danej rzeczy, bo bałeś się, że zabarwi inne? Redukcja ilości kolorów sprawia, że pranie staje się proste i „bezpieczne”. Dodatkowo mam małą wskazówkę w tej kwestii: pierz rzeczy częściej, ale w jak najniższej temperaturze. Ja używam opcji 30 lub 40 stopni (i programu „szybkiego”) – oszczędza to wodę i same ubrania – bo prane w niższej temperaturze dłużej zachowują swój wygląd.


2. Styl

Podobnie jak w przypadku samej kolorystyki – bardzo ważny jest też jednolity, ponadczasowy styl garderoby. Kiedyś był to u mnie styl klasyczny o „lekkim zabarwieniu sportowym”, że tak go określę. Dziś jest to dalej styl klasyczny, ale z nutą nadmorskiego „hipisizmu” (boho, etno, etc).

Jeśli Twoja garderoba nie posiada konkretnego stylu to, nawet z jednolitą kolorystyką będziesz mieć nadal problem przy wyborze rzeczy. Nadal „nie będziesz mieć się w co ubrać”, bo sportowy top nie będzie pasował do lnianych spodni…

I tutaj można zastosować zasady z kolorystyki: bazę, pod-bazy i akcenty. U mnie bazą jest styl klasyczny (tzn. proste rzeczy, bez „udziwnień” jak falbanki, etc), pod-bazą są koronki, szydełkowe rzeczy, itp., a akcentami różne „etno-wzorki w postaci biżuterii, etc”. Dziś mamy dużo większą stylową wolność niż kiedyś – nikogo nie dziwią już sportowe buty założone do garnituru, więc nie bój się eksperymentować i szukaj swojego stylu.

Biżuteria/ dodatki

W tej kwestii również „im mniej tym lepiej”. Ja zwykle jej nie noszę, ale nawet osoby, które ją lubią zadowolą się kilkoma sztukami porządnych jakościowo rzeczy.

Osobiście kupuję tylko biżuterię srebrną – pozłacaną. Nie czułabym się dobrze mając na sobie paręset złotych np. w postaci złotych kolczyków. Rzeczy pozłacane kosztują ułamek ceny, a wyglądają i trzymają się równie dobrze. Jeśli jednak cena Cię nie razi – inwestuj w naturalne kruszce: złoto, srebro, platyna. To coś, co posłuży lata, a gdy się tym znudzisz – odsprzedając możesz jeszcze na całym interesie zarobić! Lepiej kupić jeden porządny naszyjnik niż kilka plastikowych badziewi, które skończą w koszu (a potem w oceanach).


3. Materiały

Osobiście uważam, że gigantyczny wpływ na styl ma nie tylko sam krój, ale również materiały. Warto również wiedzieć, dlaczego większość dzisiejszych swetrów w ogóle nie grzeje, albo dlaczego niektóre bluzki rozpadają się po pierwszym praniu. Jeśli nie masz podstawowej wiedzy na temat materiałów – Twoja garderoba i Twój portfel bardzo na tym ucierpią.

Niestety dziś już prawie nikt nie zwraca na materiały uwagi. Mało kto potrafi je rozróżnić, a pokolenie „szafiarek” zapewne w ogóle nawet nie zaprząta sobie głowy czymś takim jak „jakość” i „trwałość”. Po co, skoro co miesiąc można nakupić tonę nowych ubrań?

Ale materiały, które na sobie nosimy nie pozostają obojętne dla naszego zdrowia. Większość produkowanych dziś ubrań to poliester, lub jego mieszanki. Czy kiedykolwiek w ogóle zwróciłeś uwagę na skład Twoich rzeczy na metce?

Poliester/ poliamid/ elastan/ lycra/ akryl

Syntetyki – „ubrania z plastiku” – tak można by je określić. Wyobraź sobie, że bierzesz plastikowe butelki, tniesz je na cieniutkie nitki i z nich szyjesz sobie T-shirt. Tak mniej więcej wygląda to, co na sobie nosisz, jeśli metka mówi „100% Poliester„, „100% akryl”, itd.

Takie ubrania (jak i ubrania tworzone z mieszanki, np. bawełna+poliester) mają wiele zalet: nie gniotą się, błyskawicznie szybko schną (nie chłoną tak naprawdę wody), są łatwe w utrzymaniu, ładnie „leją się” na ciele, nie rozciągają się, itd. Ale są to rzeczy nieoddychające, „duszące” nasze ciało i zatruwające je. Często też powodują alergie, wysypki, itp. czasem dopiero po dłuższym czasie.

Większość dostępnych dziś swetrów i okryć wierzchnich to właśnie poliester lub akryl. Niestety wszystkie te sztuczne materiały w ogóle nie grzeją, powodują pocenie („duszą” skórę), itd. Osobiście unikam ich jak ognia, nawet w wersjach mieszanych z bawełną. Ze względu na własny komfort, ale również dlatego, że bardzo szybko się zużywają i zaczynają toksycznie „śmierdzieć” (szczególnie swetry akrylowe). Pamiętaj, że takie włókna się też nie rozłożą – za każdym razem gdy wyrzucasz je do śmieci – to tak jakbyś wyrzucał plastikową butelkę.

Wizkoza/ rayon/ włókno bambusowe

Materiały sztucznie wytworzone z występujących w przyrodzie materiałów, np. celulozy. Najczęściej spotyka się bluzki i topy wiskozowe. Bardzo ładnie się prezentują, „leją się” na sylwetce i przyjemnie chłodzą.

Niestety są to materiały kompletnie niewytrzymałe. Już po pierwszych praniach rozciągają się, tracą kolor, a nawet dziurawią. Po kilku praniach nadają się tylko do wyrzucenia. Również ich unikam, bo naprawdę szkoda na nie pieniędzy. Nie znajdziecie ich też prawie nigdy na rynku wtórnym – niszczą się tak szybko, że się na niego w ogóle nie nadają.

Dodatkowo ich produkcja pochłania spore zasoby, więc kupowanie tego typu ubrań jest zwyczajnie nierozsądne. Nie dość, że przyczynia się do masowych wycinek lasów to jeszcze wspomaga tworzenie ubrań nietrwałych, rozpadających się dosłownie „po pierwszym użyciu”.

Bawełna/ len

bawełna

Najpopularniejsze naturalne materiały roślinne. Bawełna i len „oddychają„, są niezwykle przyjemne dla ciała, lekkie, „milusie”. Niestety mocno się gniotą, nie „leją się” na sylwetce tak jak sztuczne materiały, po czasie rozciągają się. I wymagają odpowiedniej konserwacji.

Bawełna często występuje z domieszkami – wspomnianego wyżej poliestru (zwykle około 50%), lub lycry czy elastanu (typowe spodnie to 95% bawełny i 5% elastanu). W tej drugiej formie nie traci ona swoich przyjemnych właściwości, w połączeniu z poliestrem niestety już tak.

Wełny

Również naturalne, „oddychające” materiały pozyskiwane od zwierząt. Dziś już praktycznie niedostępne w sklepach (nawet drogich!). Wełny posiadają świetne właściwości izolacyjne – niesamowicie grzeją. Rozciągliwe i sprężyste, ale dość szorstkie w dotyku – potrafią też „gryźć”. Dlatego warto je stosować „na” inne materiały. np. bawełnę.

Czasem można spotkać swetry, itp. z domieszkami wełny – ale są to tak śmieszne ilości (np.10%), że nie ma to kompletnie sensu. Sweter akrylowo-poliestrowy nie stanie się nagle ciepły, bo dodamy mu 10% wełny. Nadal będzie „dusił” skórę, zamiast ją ogrzewać.

Jakiś czas temu udało mi się „dorwać” 100% wełniany sweter marki Abercrombie na tablicy.pl (olx.pl) za… 30 złotych. Używam go jak okrycia wierzchniego – tak bardzo jest w nim ciepło. Szczerze polecam przeszukiwać allegro, olx, i tym podobne serwisy.

Jeśli znajdziecie, jakimś cudem, 100% wełniane, nowe produkty – będą one szalenie drogie (nawet kilkaset złotych). Ale uwierzcie mi – warto wydać porządną sumę na jeden wełniany sweter, niż kupić sobie 5 akrylowych, które i tak Was nie ogrzeją. Wełna jest też dużo łatwiejsza w utrzymaniu (według mnie) i oczywiście dużo trwalsza od sztucznych materiałów – należy tylko uważać by prać ją zawsze na programie „pranie ręczne” w 30 stopniach. Przy zakupie wełny warto zwrócić uwagę na to, jak została wyprodukowana – domagajmy się produkcji bez cierpienia zwierząt. To naprawdę jest możliwe, jeśli głosujemy naszym portfelem – producenci nigdy nie szanują nas, ale nasze monety już tak.

Jedwab

Kolejny naturalny, „oddychający” materiał pozyskiwany z kokonów tzw. jedwabników. Jest to prawdziwa „księżniczka” materiałów – dostojna, pięknie mieniąca się, miękka, „lejąca” tkanina. Bardzo trudno dziś dostępna i niesamowicie droga. Również delikatna i wymagająca w utrzymaniu. Dla mnie to materiał na dodatek – jak np. jedwabna chustka, o który trzeba dbać.

Skóry/ futra

skóra

Coraz więcej mamy osób przeciwnych naturalnym skórom i futrom. Niestety argumenty typu: „Jest eko-skóra i niczym się nie różni od zwykłej” – są po prostu nieprawdą. Eko-skóry to znów poliestry – sztuczne tworzywa, niezwykle szkodliwe dla naszej skóry i organizmu. Do tego katastrofy środowiskowe.

I choć nie jestem za maltretowaniem zwierząt, itd. – w tej kwestii uważam, że nie ma „zamienników”. Niestety. Porządne, skórzane buty, torebka, czy nawet płaszcz/kurtka służą lata, jeśli nie dekady. Podczas gdy poliestrowe „gówna” (za przeproszeniem) wyrzucane są prawie co każdy sezon. Należy sobie tutaj więc uzmysłowić, że eko-skóry wcale nie są lepsze dla środowiska (ani tym bardziej dla nas).

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu podejść do tego tematu tak jak do tematu mięsożerstwa – produkty odzwierzęce są „odświętne”. Nie jemy ich codziennie i tak samo nie stanowią 90% naszej garderoby. Jeśli je kupujemy – to nie oszczędzamy, bo wiemy, że ostatecznie taniej wyjdzie kupić np. jedne, porządne skórzane buty, niż 10 par „plastików”. I, jeśli tylko możemy, domagamy się skór produkowanych na małą skalę, bez maltretowania zwierząt, z naturalnych hodowli. 

Jeśli chodzi o futra to osobiście nigdy nie posiadałam, więc moja opinia nie bazuje na doświadczeniu. Zawsze wydawały mi się dziwne i nieładne. Po prostu śmieszne. I raczej ciężko będzie znaleźć jakieś produkowane lokalnie, na małą skalę, bez cierpienia zwierząt. Myślę, że dużo lepszym (i przy okazji cieplejszym oraz ładniejszym) rozwiązaniem są wełniane okrycia.


Stała ilość elementów

garderoba męska

Gdy mieszkałam w Polsce garderoba zajmowała mi… cały pokój. Spałam w salonie, bo w mojej sypialni spały moje ciuchy… Gdy przeprowadziłam się do Berlina byłam początkowo zmuszona zmieścić się w jeden mały pokoik. który na szybko wynajęłam. Jakież było moje zdziwienie gdy odkryłam, że to, co tak naprawdę noszę i czego faktycznie potrzebuję mieści się do jednej, malutkiej szafy… A gdy przeprowadzałam się na Karaiby – wszystko, co chciałam ze sobą zabrać zmieściło się do tej jednej, słynnej walizki.

Dziś moja garderoba zajmuje tylko pół szafy:

Voila! To wszystko, co posiadam w mojej szafie. Oprócz tego mam jeszcze jeden płaszcz zimowy, szalik, rękawiczki i 4 pary skórzanych butów. I to naprawdę wystarczy.
Wszelkie dodatkowe rzeczy tylko zalegałyby w szafie. Nowe rzeczy nabywam tylko w 2 przypadkach:
  1. Jakaś rzecz się zużyła, zniszczyła, itp – wówczas jest to wymiana na nową, o podobnych cechach (np. ostatnio zakupiłam nowe białe spodnie w miejsce starych, które teraz służą za ściereczki w domu)
  2. Pojawia się w moim życiu potrzeba funkcji, której dostępne rzeczy nie spełniają – wówczas jest to nabytek nowej rzeczy (np. ostatnio rozważałam zakup butów sportowych na zajęcia taneczne – ostatecznie okazało się, że jednak aż tak bardzo mnie ten taniec „nie kręci”, pozostałam przy sambie i belly-dancingu, które tańczy się boso)
Powyższe zasady sprawiają, że ilość rzeczy w mojej garderobie pozostaje stała, a całość jest zawsze praktyczna – wszystkie elementy do siebie pasują. Rzeczy jakościowe, z naturalnych materiałów nie tylko starczają na lata, pozwalając oszczędzić masę pieniędzy, ale również są miłe, przyjemne, zdrowe – więc chce się je nosić.

Jak się pozbyć nadmiaru rzeczy z garderoby?

Większość osób na samą myśl dostaje paraliżu. Wszystko dlatego, że tak naprawdę idea straty jest dużo silniejsza i powoduje większe psychologiczne cierpienie niż te wszystkie rzeczy dają nam radości. Zostało to nawet zbadane i udowodnione naukowo. Im bardziej wartościowa rzecz – tym duża wyższy dyskomfort psychiczny, że ją stracimy (a mniejsza radość z jej posiadania).

Ostatnio mój chłopak kupił mi w prezencie profesjonalny aparat fotograficzny. Przez pierwszych kilka dni w ogóle się nim nie cieszyłam, tylko ciągle martwiłam, że go uszkodzę, połamię, itd (jestem straszną fajtłapą, niejeden aparat czy telefon już wyzionął ducha pod moją „opieką”). W pewnym momencie doszłam do wniosku, że ten prezent sprawia mi prawie tylko cierpienie psychiczne! Uświadomiłam sobie, gdzie popełniłam błąd i dziś jego posiadanie sprawia mi radość, ale większość osób, mając masę takich rzeczy – nie potrafi się z tym uporać.

W dodatku taki dyskomfort psychiczny (obawa o to, co posiadamy) sprawia, że stajemy się więźniami pieniędzy, myśląc błędnie, że jak będziemy mieć ich dużo, to nie będziemy się tym (stratą) przejmować. Wręcz przeciwnie – im więcej masz pieniędzy tym droższe rzeczy kupujesz i jeszcze bardziej wpadasz w tą pułapkę.

Są dwie proste drogi pozbycia się nadmiaru ubrań: drastyczna. ale natychmiastowa oraz spokojna, ale długotrwała. Ja zawsze stosowałam tą pierwszą i ją zdecydowanie polecam. Niezależnie jak bardzo będzie Ci ciężko rozstać się z tymi wszystkimi rzeczami – zapewniam Cię, że w ciągu godziny zapomnisz, że ich „tak bardzo potrzebowałeś”, a w ciągu kilku dni lub maksymalnie tygodni – że w ogóle kiedykolwiek je miałeś. Tak działa nasz umysł.

Metoda „na walizkę” – drastyczna, ale natychmiastowa

walizka

Otwierasz szafę (lub szafy), wywalasz wszystkie klamoty (wszystkie! Możliwe, że masz je też gdzieś pochowane) i otwierasz walizkę podróżną. Wyobrażasz sobie, że musisz się wyprowadzić i możesz zabrać ze sobą tylko tyle, ile się do niej zmieści (płaszcz, wybrany sweter, itd. podróżują „na Tobie” więc nie musisz ich wliczać). Do dzieła!

Prawdopodobnie nie starczy Ci miejsca, ale to nie szkodzi. Wybrane rzeczy rozłóż wokół siebie jeszcze raz i powtórz cały proces (nawet kilka razy), aż w końcu uda Ci się zapakować swoją garderobę do tej jednej walizki.

Mała wskazówka dla bardzo opornych: ubrania zwinięte w rulon, zamiast złożone zajmują dużo mniej miejsca!

Przy selekcji kieruj się prostymi pytaniami:
  • Czy faktycznie tego potrzebuję, czy tylko „chcę” to mieć?
  • Czy miałem to na sobie w ciągu ostatniego miesiąca/półrocza?
  • Czy posiadam kilka takich rzeczy (duplikaty) i dlaczego? Może wystarczy tylko jedna?
  • Dlaczego nigdy nie noszę tej rzeczy? Czy jest dopasowana? Może przeszkadza mi skład materiału?
  • Czy dana rzecz pasuje do mojej kolorystyki i stylu?
  • Czy zamierzam ją założyć w ciągu następnego tygodnia/2 tygodni?

Metoda „na wieszaki i półki” – spokojna, ale długotrwała

Otwierasz szafę (lub szafy), wywalasz wszystko i robisz porządek (przy okazji od razu może wpaść w ręce coś, czego będziesz chcieć się pozbyć). Półki dzielisz na połowę i kładziesz swoje ubrania po lewej (lub prawej, jak wolisz) stronie. Wieszaki z ubraniami wieszasz odwrotnie („dziubkiem” wieszaka do siebie, a nie od siebie). I dajesz sobie czas….

W miarę, jak miną tygodnie – użyte w tym czasie ubrania odwieszaj odwrotnie („dziubkiem” wieszaka od siebie) i układaj po drugiej (wolnej) stronie półek. Na koniec takiego eksperymentu (samemu oceń, jak długo chcesz czekać – ja proponuję 2-3 tygodnie) będziesz mieć wizualne rozeznanie czego faktycznie używasz i potrzebujesz, a co „zalega” w szafie.


Co zrobić z niepotrzebnymi ubraniami?

Tu znów mamy metodę błyskawiczną oraz długotrwałą. Metoda błyskawiczna to te ubrania po prostu oddać. Znajomym, rodzinie, przyjaciołom lub wrzucić do kontenerów czerwonego krzyża. W grę wchodzą jeszcze różne pchle targi oraz sklepy second hand. To, co Tobie już nie służy, nie pasuje – innym może być niezbędne. 

Metoda długotrwała polega na odsprzedaniu urbań np. na allegroOLX.pl, czy Szafie. Jest to czasochłonne, ale można się przy tym dorobić niezłej sumki – tysiąc złotych uzbierała ostatnio jedna z czytelniczek bloga.

Zarobione pieniądze przynajmniej w części poświęc na opicie swojego sukcesu i swojej wolności! Teraz, gdy Twoja garderoba nie zanieczyszcza Ci już życia, a codzienny wybór strojów jest błyskawiczny dzięki spójnemu stylowi i kolorystyce – na pewno bez problemu znajdziesz na to czas…

zachód słońca


Nie przegap nowych artykułów, zdjęć i filmów:

         

26 myśli nt. „Jak ogarnąć szafę? Garderoba, która mieści się do jednej walizki”

  1. Genialny system na sensowną garderobę!
    Przez jakiś czas sugerowałam się radami z bloga „Ubieraj się klasycznie”, ale nic z tego nie wyszło. Wg tego bloga jestem „intensywna zimą”. Ale do mnie nie pasują proponowane tam kolory i efekt jest taki, że niby mam się w co ubrać ale nie wyglądam w tym tak jak bym chciała – naturalnie. Spróbuję Twojej metody, chociaż znalezienie bazy będzie wyzwaniem! Myślisz, że ciemny kolor nada się na bazę?

    Polubienie

    1. A to jest bardzo trudny temat, choć o analizie kolorystycznej też szykuję artykuł.

      Ten blog, który wspominasz nie jest za dobry – jest tam masa rażących błędów w tym temacie – więc nie dziwię się, że nie mogłaś znaleźć swojego typu.

      Ciemny kolor oczywiście może być bazą, o ile nadal będzie spokojny, tzn nie krzykliwy. Np. granat, brąz, a nawet czerń – ale tylko jeśli jesteś zimą, a nie jesteś.

      Możesz podesłać swoje zdjęcie na mejla to podejmę się próby dobrania Ci kolorów, choć ostrzegam, że nie jestem żadną specjalistką w tym temacie.

      Polubienie

      1. W tamtym blogu najbardziej mylące jest to, że te opisy na pierwszy rzut oka wyglądają dosyć profesjonalnie dla kogoś takiego jak ja, kto się modą itp nie interesuje. A przecież jest pisany (tak mi się wydaje) przez amatorkę…

        Zależy mi na jak najmniej obszernej i jak najlepiej dopasowanej garderobie a jestem już nieco poirytowana ciągłymi pomyłkami więc chętnie podeślę Ci zdjęcie jak tylko je zrobię jutro rano, może Ty będziesz moim ubraniowym wybawieniem! 😀

        Polubienie

      1. Ja robię sama wieszaki z deseczek idratwy, ewentualnie z patykow.Na co dzień mieszkam w wielkim mieście Monachium, powietrze mi służy, mam pracę, która uwielbiam. Różni nas jeszcze to, że nie jestem liczykrupa, żyje chwila i nie liczę tak obsesyjnie pieniędzy.łączy nas zamiłowanie do ekologii. Proponuję więcej luzu i mniej krytycznego podejścia do 7 ludzi, którzy, żyją inaczej niż Ty. Pozdrawiam aktualnie z pięknego Wrocławia.

        Polubienie

        1. Ale zaraz zaraz – kto tu kogo krytykuje? 😀 Nie przypadkiem Ty komentarzem o plastikowych wieszakach?

          Nie było moim celem kogokolwiek krytykować – uważam, że każdy ma prawo samemu ocenić co jest wg niego lepszym czy gorszym wyborem. Ale to, że tak nerwowo do tego podchodzisz i wyzywasz innych świadczy tylko i wyłącznie o Tobie samej i Twoim podejściu do ludzi.

          Polubienie

          1. Nikogo nie wyzywam. Po prostu odnoszę wrażenie, że według Ciebie tylko jeden schemat życia daje szczęście. W twoich postach często przedstawiasz swoje życie jako idealne, krytykujesz praktycznie wszystko- powietrze w miastach, radosc i satysfakcję z wykonywanej pracy (ja nie odliczam dni do emerytury) , nawet zwykły szampon. Ja też zyje na emigracji, ale uważam, że to nie miejsce determinuje nasze poczucie szczęścia. Brakuje mi ludzi, którzy zostali w kraju, rodziny, przyjaciół. Nie tesknisz za rodzina? Wedlug mnie wlasnie z tego powodu emigracja nigdy nie bedzie rajem, no chyba, ze ktos spala za soba wszystkie mosty w Polsce albo nie mial tu nikogo.To nie jest tak, że każdy marzy o takim życiu jakie Ty masz. Plaża, słońce i belly dancing są spoko, ale nie zastapia rodziny. Dla mnie największym szczęściem jest dziecko. Pozdrawiam cieplo, to tylko moje luźne przemyślenia.

            Polubienie

  2. Właśnie, a masz jeszcze coś „u rodziców”? Ja zawsze się na tym łapię, że żyjąc od nich z daleka układam sobie życie, porządkuję itd., a przyjeżdżam do nich i zostaję zawalona różnymi „pamiątkami”. I nie mogę się pozbyć niektórych ubrań, bo mamie szkoda… a jako że w liceum dzieliłam szafę z moją mamą (miałyśmy taki sam rozmiar swetrów i sukienek, eMeczki 🙂 ), to te ubrania nadal są wspólne, pomimo tego, że ani ja, a ani mama ich nie nosimy 😛 a człowiekowi wychowanemu w PRLu i biedzie ciężko przemówić, żeby coś wyrzucił, bo „kiedyś się przyda”. Do czego zmierzam – do umysłu 🙂 że nawet jeśli moja obecna gareroba mieści się, no dobra, powiedzmy 3-4 walizek, to cały czas mam w głowie tony ubrań, które ma moja mama i przez ten skrajny pedantyzm nie mogę się uwolnić!

    Polubienie

    1. A to jest wtedy problem rodziców – wszakże to ich lifestyle i niech robią co chcą. Moi „teściowie” ostatnio wywalili starocie i zrobili sobie piękny dodatkowy pokój-biuro-garderobę. Ja nie narzucam nikomu mojego podejścia bo wiem że to bez sensu. Nawet w kwestii diety – mówię rodzicom co jem a czego unikam ale nie narzucam im tego – aczkolwiek za moim przykładem sporo zmienili jedzenie 🙂 Ale nic na siłę!

      Polubienie

        1. Jest jeszcze taki sposób – niezbyt miły ale… Ja tak robię z rzeczami w mieszkaniu – mój chłopak miał tendencję do trzymania pamiątek i różnych pierdół „bo to był prezent”, „bo to od mamy” itd… Więc ukradkiem powoli wynosiłam różne rzeczy, które naprawdę zagracały i mnie wkurzały:D I mój chłopak nawet nie zauważył, bo faktycznie go to nie obchodziło. W końcu jak się zorientował, że przestrzeni coś więcej to się spytał o co kaman. A ja powiedziałam szczerze że mnie wkurzają rzeczy co zagracają mi przestrzeń – i że jak chce je trzymać to OK, ale co tydzień ma je odkurzać i o nie dbać… Obraził się na chwilę, ale następnego dnia gdy wróciłam z pracy cały dom był wysprzątały i wszystkie graty zniknęły… I sam chłopak przyznał, że jego też to wkurzało:D Więc może tak samo zrób z rodziną – powiedz, że albo te rzeczy załóż w ciągu najbliższego tygodnia – albo oddajesz je na cele charytatywne 🙂 Myślę, że zrozumieją.

          Polubienie

    2. O właśnie ja mam trochę podobno-inny problem. Jak gdzieś wyjeżdżam to zostawiam wszystko u rodziców I zabieram ze sobą jedną walizkę. Jak zacznę gdzieś osiadać na dłużej to znowu obrastam w nowe rzeczy. Jak się trzeba przenieść to znowu zwożę rzeczy do rodziców I zostawiam, a zabieram walizkę I jadę gdzie indziej 😀 a to wszystko moje tam siedzi I obrasta w kurz, tylko niektórymi rzeczami mama częstuje jak jej pasują. Raz na ruski rok przyjadę i wywalę część, ale ciągle za mało bo ciągle sobie myślę że kiedyś się może przyda….

      Polubione przez 1 osoba

        1. Za późno 😀 mam za dużo rzeczy których żal mi wyrzucić więc leżą I czekają aż wrócę żeby je poużywać. Problem w tym ze za rzadko wracam… 😛

          Polubienie

  3. A ja rzeczy neutralnych nie noszę, bo mi w szarych i beżach jakoś tak nijako. Same kolory w mojej szafie, wszystkie możliwe, ale dominuje niebieski w różnych odcieniach. I jak tu coś z tym zrobić 😛
    Ale fakt że w tej chwili mam nie więcej niż walizkę (pół nawet) bo póki co żyję „na walizkach” i cała moja garderoba siedzi w szafie u rodziców… A co ze mną to ze mną i jakoś mi nic nie brakuje 😀
    Ale mimo tych wszystkich kolorów to i tak prawie wszystko ze sobą noszę, zielone z niebieskim czy z fioletowym. Jedyne sandały jakie mam ze sobą są różowo-błękitne i konsekwentnie nosiłam je do wszystkiego 😛 jak się nie ma wyboru to się nosi co się ma 😀 ja tam uważam, że świat jest wystarczająco ponury, więc trzeba sobie pomagać kolorami na ubraniach. Im żywiej tym lepiej 🙂

    Polubienie

  4. Jeśli ktoś potrzebuje dodatkowego kopniaka do zrobienia porządku ze swoją szafą, to serdecznie polecam bloga Simplicite – trochę inne źródło motywacji przyświeca jego autorce, Kasi, ale efekt jest dokładnie taki sam – mała, spójna szafa, ze wszystkimi swoimi zaletami. Idealnie się zgrało, bo tam też w ostatnich dniach pojawił się wpis na temat budowania swojej garderoby od podstaw. Przypadek? Nie sądzę! 😀

    Polubienie

    1. Przejrzałam z ciekawości. To jeden z tych blogów typowo zarobkowych. Autorka , wg mnie, nie promuje wcale minimalizmu, tylko trochę inny rodzaj konsumpcjonizmu. Ale to nadal konsumpcjonizm. Może w założeniach ten blog miał jakieś idee, ale widzę, że „zjadła go” chciwość i pazerność na kasę, jak w większości przypadków. Szkoda.

      Polubienie

      1. Ja nie jestem aż tak krytyczna względem idei przyświecającej autorce, choć sama nie nazwałabym jej światopoglądu minimalizmem, a co najwyżej racjonalizmem (a i tu jest pewien zgrzyt). Trzeba na ten blog spojrzeć obiektywnie: w dzisiejszym świecie konsumpcjonizm urósł do tak monstrualnych rozmiarów, że to co w gruncie rzeczy jest umiarkowanie normalne (czyli kupowanie przedmiotów i ubrań, których się potrzebuje, a nie których pragną wszyscy inni) dla większości z nas jest niemożliwym do osiągnięcia, ascetycznym wyzwaniem.
        Moim zdaniem każda droga do opanowania tego zachłannej i bezsensownej żądzy posiadania, w której wychowuje się nas od najmłodszych lat, jest dobra. Choć oczywiście są drogi dobre i lepsze 😉

        Twój światopogląd i sposób życia to wyższa (jeśli nie najwyższa) szkoła jazdy. Stawiasz poprzeczkę na prawdę cholernie wysoko. Dla mnie na razie jest to poziom poza zasięgiem, ale w dalszej perspektywie widzę, że nawet tak trudny plan jest możliwy do zrealizowania, trzeba tylko być konsekwentnym i zdeterminowanym. Jestem 🙂 Na chwilę obecną blog Simplicite mi pomaga, bo jest po prostu pierwszym krokiem w tej dalekiej podróży. Jestem odporna na mniej lub bardziej zakamuflowane „lokowanie produktu” przez autorkę (choć niektóre rzeczy są rzeczywiście drażniące). Nie przeszkadza mi, że ktoś jej za to płaci. Można zarabiać pieniądze na wiele, znacznie bardziej niegodziwych sposobów niż mówienie kobietom, że nie potrzebują dwudziestu par spodni, bo wystarczą jedne, „na przykład takie” 😉

        Podsumowując: wizja, którą przedstawiasz na swoim blogu jest ogromną górą, którą postanowiłam zdobyć, a w trakcie mozolnej wspinaczki podpieram się małym, krzywym kosturkiem, którym jest Simplicite 🙂

        Polubienie

        1. Rety… dzięki za ten komentarz. Masz pełną rację. Ja jestem już faktycznie bardzo daleko od „systemu” w którym nas wychowano. Ostatnio dużo o tym myślałam – czy to, co piszę będzie jeszcze zrozumiałe dla ludzi w Europie, którzy przecież żyją zwykle zupełnie odwrotnym życiem.

          Mam pomysł na artykuł który skupi się na tym problemie – żeby robić tyle, na ile nas w danym momencie stać. Psychicznie, fizycznie czy finansowo. Że sami powinniśmy wyznaczać sobie swój poziom w danej chwili.

          Gdy patrzę na siebie – faktycznie paręd dobrych lat zajęło mi dojście tu gdzie jestem dziś. I to trochę tak jak z maturą, studiami, dyplomem, itp. „górami” w życiu – zawsze jak jesteśmy na dole, to wydają nam się nieosiągalne, trudne. A gdy się już znajdziemy na szczycie – wtedy widzimy kolejne, inne i ten, który zdobyliśmy przestaje być wyzwaniem, staje się błahy.

          Więc dzięki za przypomnienie tej prostej prawdy.

          Polubienie

Skomentuj:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s