makaroniki

Jak wyeliminować cukier z diety? Często popełniane błędy

Część osób, która rozpoczyna cukrowy detoks popełnia wiele podstawowych błędów, które sprawiają, że cały proces trwa bardzo długo, a efekty są mizerne. Oto najważniejsze błędy:

1. Pod pojęciem „cukier” kryje się nie tylko cukier

cukier brązowy

Wielokrotnie słyszałam: „Nie jem cukru białego, bo to biała śmierć, teraz jem tylko ten brązowy – zdrowszy”. Nic bardziej mylnego. Brązowy cukier to nadal cukier. Tak samo słodzi i tak samo powoduje silny skok insuliny. Brązowy cukier ma się do białego jak ciemne pieczywo do jasnego – niby jest inny, wygląda bardziej „naturalnie”, ale to te same problemy (o ciemnym pieczywie za chwilę).

Dodatkowo, sam cukier to dziś już nie najgorsze, co może nas spotkać. Producenci zawalają rynek produktami „bez cukru”, skrzętnie ukrywając fakt, że ich „wynalazki” typu syrop glukozowy, itp. działają na nasz organizm jeszcze gorzej. Często spotyka się też sztuczne słodziki, typu aspartam – osobiście nie potrafię tego przełknąć – mój organizm sam mówi mi, że to niezdrowe. Sztuczne słodziki powodują szereg problemów w organizmie i nie odzwyczajają go od słodkiego. Jeśli już koniecznie musisz wypić Coca-Colę – lepiej byłoby wypić tę normalną, a nie „Light”. Tyle, że dziś już nawet normalna Cola nie ma cukru tylko syrop glukozowo-fruktozowy (o ile dobrze pamiętam)…

2. Ciemne pieczywo wcale nie jest zdrowsze

kanapka

Obecnie chyba nie ma już dostępu do tradycyjnego, prawdziwego chleba. Nie dość, że mąki są dziś produkowane masowo, z ziaren GMO – czyli zawierają masę szkodliwych pestycydów, to jeszcze konserwuje się je później takimi dodatkami jak brom (w niektórych krajach zabronione, w Polsce niestety nie).

Ciemne pieczywo pod tym względem nie różni się od białego. Jeśli mam być szczera – to uważam wręcz, że to białe jest mniej szkodliwe. Pełne ziarno zawiera, owszem, jakieś składniki odżywcze (choć w śmiesznych ilościach, w porównaniu z jakimkolwiek warzywem) – ale zawiera też masę substancji udaremniających ich wchłanianie. To właśnie dlatego ciemny chleb, ryż, itd. są dużo trudniejsze do strawienia.

Ponadto ciemny chleb to dokładnie taki sam ładunek cukru jak białe pieczywo – wystarczy spojrzeć na wskaźniki indeksu glikemicznego – zarówno ciemne, jak i jasne będzie miało go tyle samo (około 70-80 – czyli nawet więcej niż czysty cukier!). To oznacza, że po zjedzeniu ciemnej kromki chleba nasza insulina podskoczy tak samo jak po zjedzeniu białej. O tym dlaczego tak jest przeczytasz w tym artykule.

Pełnoziarnisty chleb index glikemiczny
Pełnoziarnisty chleb i jego index glikemiczny (www.glycemixindex.com)

Czy więc można spożywać jakiekolwiek pieczywo? Można. O ile sama go unikam i odradzam, o tyle nie jestem przeciwko ziarnom samym w sobie. Problem tkwi zarówno w uprawie dzisiejszych ziaren, jak i obróbce i sposobie przyrządzania.

Kiedyś chleb powstawał tylko z naturalnych upraw, z niezmodyfikowanych ziaren, a jego przygotowanie trwało parę dni. Zakwas, czyli sfermentowana mąka była używana zamiast dzisiejszych drożdży. Ciasto rosło przez długie godziny. Taki proces powodował, że ziarna były „przejadane” przez mikroorganizmy – co skutkowało zupełnie innym produktem końcowym (między innymi pozbawionym części glutenu, o którym dziś się tyle słyszy).

Jeśli ktoś ma dostęp do tradycyjnie wypiekanego chleba (moi rodzice kupują go od rolników), lub potrafi sam takie cudo sobie upiec z bezpiecznych, naturalnych mąk (pamiętaj, że pszenica jest mąką sztucznie wykreowaną, zmienioną, więc należy sięgać bo tradycyjne, np. orkiszową) – wręcz zachęcam do spożywania takiego pieczywa! Oczywiście nie jako podstawę diety, ale jako wartościowy dodatek.

3. Odstawienie cukru nie oznacza odstawienia wszystkich węglowodanów

bataty

Choć węglowodany nie są nam całkowicie niezbędne do życia, są jednak preferowanym przez organizm paliwem, szczególnie przy aktywności fizycznej. Wiele osób odstawiając cukier i pieczywo nie szuka zamienników. A jest ich całe mnóstwo, o czym pisałam w tym wpisie.

Wszelkie naturalne, nieprzetworzone węglowodany są dla nas bezpieczne. Czyli te występujące np. w warzywach korzennych. Ze względu na jego dość wysoki indeks glikemiczny polecam odstawić również ryż na cukrowym detoksie, ale osoby, które będą miały problem z niesięganiem po słodycze mogą spróbować włączyć do diety ryż basmati – ma dość niski indeks glikemiczny (około 60).

4. Zmniejszenie ilości węglowodanów oznacza, że musisz zwiększyć ilość tłuszczu

oliwa z oliwek

Nie oszukuj się, detoks od cukru to naprawdę poważny stres dla Twojego organizmu. Jeśli zabierając mu nagle główne i proste pożywienie nie dostarczysz czegoś w zamian – zacznie się bardzo szybko buntować, a Twoje próby przemiany skończą się niepowodzeniem.

Dobre, zdrowe tłuszcze są niezbędne w Twojej diecie (w przeciwieństwie do węglowodanów, o czym wspominałam wyżej). O tym jak je rozpoznać, jak się z nimi obchodzić w kuchni i na co zwrócić uwagę przy zakupie pisałam już wyczerpująco w tym artykule. Proponuję go dokładnie przestudiować przed przystąpieniem do cukrowego detoksu – jest to podstawowa wiedza o naszym zdrowiu, której niestety prawie nikt dziś nie posiada – nawet dietetycy powtarzają kompletne brednie typu „unikaj smalcu jak masz wysoki cholesterol”.

Sukces w cukrowym detoksie nie polega na samej zmianie sylwetki czy poprawie zdrowia. Oczywiście jest to miły efekt uboczny tego procesu, ale jego ideą jest zmiana funkcjonowania Twojego organizmu – ze spalającego węglowodany na spalające tłuszcz. Jeśli tego tłuszczu nie dostarczysz – po tych wszystkich mękach znów wróci stara sylwetka i kiepskie zdrowie.

5. Same proteiny to nie rozwiązanie

proteiny

Proteiny również są nam niezbędne, ale nie w takich ilościach jak tłuszcz. Ponadto – wiele osób przechodzących na dietę pierwotną popełnia poważny błąd – zaczyna jeść bardzo wysokoproteinowo (piersi z kurczaka, steki – filety, etc).

Zbyt duża podaż protein może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Ponadto – nasz organizm wykorzysta to, co jest mu potrzebne jako budulec, a nadmiar – przekształci sobie sprytnie na… glukozę (czyli cukier).

Jest na to proste rozwiązanie – jedz „pełne” mięso, a nie wyselekcjonowane części. Tłuste partie są nie tylko najwartościowsze, ale też najlepiej smakują. Nie bój się też włączyć do diety podrobów – wątróbka, serca, itp. – zawierają bardzo wartościowe witaminy w gigantycznych ilościach (np. porcja wątróbki zawiera potężną, dawkę witamin: A i C).

6. Musisz planować i gotować

gotowanie

Zmiana diety to bardzo poważna zmiana stylu życia. Nie da się jeść zdrowo, jeśli nie przygotowujesz własnych posiłków i nie planujesz zakupów. O ile początki mogą być trudne – nie poddawaj się. Wkrótce stanie się to tak naturalne, że nawet nie będziesz o tym myśleć.

To, że popełnisz wiele błędów jest oczywiste – pogódź się z tym. Zjesz coś, potem okaże się, że to jednak miało ukryty cukier – trudno, jesteś o to jedno mądrzejszy. Zapomniesz przygotować jedzenie do pracy – zjesz niezdrowy lunch na mieście – też trudno, na drug raz przygotujesz się lepiej. To jest proces – również proces nauki nowych rzeczy o zdrowiu, jedzeniu i samym sobie. Trochę to potrwa.

Bardzo ważnym, jeśli nie najważniejszym elementem pozytywnego przejścia cukrowego detoksu jest spożywanie porządnych śniadań. Tłuste, słone i sycące posiłki o poranku mogą wydawać się bardzo dziwne – ale są konieczne, bo wpływają na cały nasz dzień. Polecam BIO boczek (BIOczek :)) lub kawałek tłustej ryby + jajka – proste szybkie i jakże smaczne. Do tego kawałek sałaty i voila! Jeśli rano masz problem z apetytem – spróbuj zamiast kawy wypić na czczo ciepłą wodę z cytryną. Apetyt powinien się pojawić w ciągu kilku minut.

A gdy nie znajdujesz chwili na przygotowanie posiłku rano – świetną alternatywą są owocowe smoothies lub warzywne „2-minutowe śniadanie”.

7. Dieta to więcej, niż samo jedzenie

wschód słońca morze

Przestawienie Twojego ciała na takie, które spala tłuszcz oznaczać będzie niestety również poważne zmiany w Twoim stylu życia. Imprezy, czy gapienie się w ekran do późnych godzin nocnych to nie jest coś, co Ci w tym pomoże.

Po zmianie sposobu żywienia bardzo szybko odnotujesz wyższą energię, lepsze ogólne samopoczucie i motywację do działania. Bez problemów wybudzisz się rano i wstaniesz, nawet bez budzika i kawy. Ale to oznacza też, że wieczorem pójdziesz spać o „normalnej” porze. U każdego ten rytm może się różnić, ale sen powinien zajmować około 7,5 godzin, codziennie w tej samej porze.

Nie walcz z tym, jeśli chcesz prawdziwych zmian – jeśli będziesz niewyspany Twój organizm będzie domagał się cukru – sama czasem, gdy zarwę nockę (np. w podróży) – następnego dnia, pomimo wielu lat na diecie pierwotnej czuję, że mój organizm dosłownie wariuje – domaga się albo kompletnej ciszy i odpoczynku, albo szybkiej dawki cukru… Zwykle wybieram tę pierwszą opcję.

To może się wydawać dziwne i nie do zrobienia, zwłaszcza dla osób przepracowanych. Ale czy to przypadkiem nie zwariowane harowanie i spędzanie wieczorów przed ekranem jest tym, co powinniśmy określać jako dziwne i nienaturalne? Sen jest jednym z najważniejszy elementów regulujących pracę naszego organizmu. To dzięki niemu stabilizuje się energia, a w naszym ciele zachodzi masa kluczowych procesów, które warunkują to, jak się czujemy.

Swego czasu, jako eksperyment odstawiłam kompletnie kawę na ponad rok. Pamiętam, jak kiedyś w pracy koleżanka obok, która to zauważyła spytała: „Ale Katarzyna, jak to – nie pijesz w ogóle kawy? To co robisz, gdy jesteś zmęczona? Jak się nie wyśpisz”. „Jestem zmęczona.” – odpowiedziałam. Po prostu. Jak się nie wyśpię, to następnego dnia odpoczywam, nie idę do pracy, odwołuję plany (albo bardzo cierpię je realizując, jeśli już naprawdę muszę). Bo wiem, że moje ciało potrzebuje odpoczynku, a nie kawy! I mobilizuje mnie to do zdrowego trybu życia – by to się nie powtórzyło. Celem jest zdrowy organizm pełen energii, a nie maskowanie symptomów kawą.

8. Nic, albo wszystko

I na koniec – najważniejszy błąd jaki można, według mnie, popełnić – pozwalanie sobie na odstępstwa. Kiedyś słyszałam od znajomego, że zaczął stosować dietę pierwotną i cukrowy detoks, ale w takim „trochę innym” wydaniu – je zdrowo i bezcukrowo cały tydzień, ale w każdą niedzielę pozwala sobie na wszystko co chce… Chyba nie muszę wspominać, że efektów i zmian nie było i nie ma do teraz…

Jeśli chcesz naprawdę przejść ten proces – to jest to „nic, albo wszystko”. Albo odstawisz to, co masakruje Twój organizm i pozwolisz mu wrócić do równowagi, albo będziesz go ciagle bombardować „odstępstwami”. W powyższej diecie nie może być efektów, bo cała ciężka praca, jaką organizm wykona będzie co tydzień, w niedzielę, masakrowana – i będzie on musiał od poniedziałku wykonywać całą pracę od nowa (niczym mitologiczny Syzyf).

Za każdym razem, gdy na nowo spożyjesz coś niezdrowego – Twój organizm będzie szybko domagał się więcej i więcej – więc albo ograniczasz to całkowicie i nie jesz nic niezdrowego, albo Twoje małe odstępstwa szybko ściągną Cię z powrotem na niezdrową ścieżkę żywieniową – będzie to znów wszystko co dla Ciebie niedobre.

Więc jeśli ulegniesz słabości i zjesz to ciastko, deser, wypijesz colę, czy pożresz paczkę chipsów – nie poddawaj się. Nie wmawiaj sobie, że to się nie uda. Bądź krytyczny wobec siebie, ale zrozum, że potykanie się na drodze do sukcesu nie oznacza, że nie można iść dalej. Owszem, każde odstępstwo, każda spełniona zachcianka na słodkie oddala Cię od celu – ale to nie oznacza, że nie możesz nadal do niego iść. Popełnisz błąd, potkniesz się – wstań i powiedz sobie „OK, spaprałem sprawę tym razem, ale to mnie nie powstrzyma” – i kontynuuj. To oznacza tylko tyle, że u celu będziesz o ten jeden dzień później. Ale jednak tam dotrzesz.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

38 myśli nt. „Jak wyeliminować cukier z diety? Często popełniane błędy”

  1. W tekście wspomniane są chipsy, ciastka, itd., a zastanawia mnie kwestia „zdrowych deserów”. Prawie codziennie takie jem, najczęściej są to placki z banana (2 jajka, banan i mąka kokosowa), rzadziej np. kasza jaglana na mleku kokosowym z bananem albo budyń na mleku kokosowym. Rzadko używam zamienników cukru (pewnie łyżkę-dwie tygodniowo), najczęściej robię desery na bazie bananów i już są wystarczająco słodkie, nie trzeba dosładzać. Zastanawiam się, czy takie dania też są szkodliwe i lepiej nie jeść ich za często? Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

  2. Pomijając kilka błędów, zwłaszcza tych dotyczących GMO, całkiem fajnie napisy artykuł. Chociaż nie do końca zgadzam się z zasadą „wszystko albo nic”. W zdrowych ilościach i z umiarem wszystko jest dla ludzi, zjedzenie batona nie traktowałabym od razu jako błąd w dążeniu do celu. Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    1. Czyli co ty na tej diecie jesz??, owoce wchodzą w grę?, przecież całkiem cukru odstawić nie można i się nie da!, chodzi tylko o cukier prosty?

      Lubię to

  3. To ja jeszcze dodam kilka ciekawostek, które nie są powszechnie znane. A szkoda.
    1. Organizmowi białko możemy dostarczyć na dwa sposby, wynikające ze specyfiki pracy wątroby:
    a) standardowo, czyli jemy białko, wątroba rozbija je na aminokwasy, z których potem syntezuje potrzebne białka.
    b) nieswiadomie, czyli spożywając aminokwasy, które wątroba bez potrzeby rozbijania, wykorzystuje do budowy białek.
    Drugi sposób jest mniej energochłonny. aminikwasy znajdują się we wszystkich świeżych surowych warzywach i owocach. Podwyższona temperatura niszczy aminokwasy.

    2. Problem z pieczywem, czy ogólnie, ze zbożami, nie jest winą drożdży, bo drożdże od zakwasu jakoś znacznie się nie różnią. Chociaż zakwas jest zdrowszy, ponieważ nie jest produktem przemysłu spożywczego.
    Problemem jest pszenica. Dzisiejsze odmiany zawierają wielokrotnie więcej glutenu, niż odmiany uprawiane jeszcze sto lat temu. Gluten jest bardzo ciężkostrawnym białkiem, którego najlepiej unikać.
    Również szkodliwa jest kukurydza, ale to ze względu na występowanie wielu odmian modyfikowanych genetycznie (i łatwą krzyżówkę pomiędzy odmianami).

    3. W ciepłym klimacie nie ma problemu, u nas jest. Otaczają nas tworzywa sztuczne, pola elektryczne, magnetyczne. Dzisiejszy człowiek niesamowicie się elektryzuje, czyli gromadzi w sobie ładunki elektryczne, które wpływają na procesy życiowe. I co gorsza, rzadko się ich pozbywamy. Jednym z najgorszych wrogów człowieka nie jest fatalne jedzenia… są buty. 🙂
    Trzeba możliwie często dotykać ziemi (nie podłogi, nie dywanu), żeby pozbyć się nadmiaru niekorzystnych ładunków elektrycznych. Najlepiej chodzić boso.

    No i na koniec uwaga:
    „mąki są dziś produkowane masowo, z ziaren GMO – czyli zawierają masę szkodliwych pestycydów”.
    Wcale nie. Nie ma zależności pomiędzy tym, czy ziarno jest odmiany genetycznie zmodyfikowanej, czy nie, na ilość pestycydów, które może zgromadzić. Pestycydy dostają się w trakcie uprawy, tak samo, jak nawozy. To zależy od sposobu uprawy, ile ich w ziarnach potem będzie. 😉

    Lubię to

    1. Ale GMO to są właśnie te pestycydowane uprawy 🙂 Sama modyfikacja nie jest problemem tylko to że się je spryskuje.
      „drożdże od zakwasu jakoś znacznie się nie różnią” – różnią się drastycznie. Podczas gdy drożdze tylko podnoszą ciasto – zakwas to bakteryjki. które mąkę dla nas przejadają – sprawiają np. że gluten zanika po części. Całość tworzy zgoła dwie różne rzeczy: chleb na drożdzach to problem dla organizmu, chleb na zakwasie (pod warunkiem że faktycznie leżakował, czasem są chleby na zawkasie+drożdże, zwykły chwyt marketingowy) – to wręcz lekarstwo dla organizmu. Różnica taka jak między mlekiem, a kefirem. 🙂

      Lubię to

      1. Pestycydy to środki zwalczające niepożądane organizmy, używane nie tylko w produkcji roślinnej. Znane są dłużej, niż organizmy genetycznie modyfikowane. Sztandarowym przykładem pestycydu jest DDT. W klasycznym sposobie uprawy roślin stosuje się pestycydy na wszystko, nie tylko na uprawy GMO. Dlatego napisałem, że nie ma pomiędzy nimi korelacji.

        Zakwas to są bakterie kwasu mlekowego i „dzikie” drożdże, czyli jednokomórkowe grzyby. Drożdże otrzymywane przemysłowo to tylko inny szczep tych grzybów. Tak więc, formalnie to prawie to samo. I tyle. O ile zakwasu używam, drożdże wyeliminowałem, ale mam świadomość, iż różnią się tylko szczegółami. 😉

        Lubię to

          1. Zakwas utrzymuje się „przy życiu” cały czas, dokarmiając go. I im jest on starszy, tym lepsze efekty daje.
            Poza tym, taka jest różnica pomiędzy domowym jedzeniem, a przemysłem spożywczym.

            Lubię to

  4. Uwagi Katarzyny są b. cenne, a w szczególności dla osób „nieco” starszych i mocno zabieganych z powodu codziennych zajęć….
    Ruch, aktywność fizyczna wspomagają spalanie w organizmie. Jednakże unikanie niezdrowych produktów w codziennej diecie to jest to co nam trzeba i o co wołają lekarze i dietetycy.

    Lubię to

  5. Dlaczego śniadania są tak ważne? Organizm, jeśli po obudzeniu, mniej więcej w ciągu pół godziny, nie dostanie jedzenia do trawienia (i to w sensownej ilości), to przechodzi w „tryb oszczędnościowy”, czyli spowalnia przemianę materii.

    Lubię to

  6. Nie czaję ostatniego zdania w drugim podpunkcie 😀

    Już od dawna się zamierzam, żeby odstawić cukier, ale ciągle mi coś przeszkadza, a to pisałam magisterkę i musiałam być skupiona, teraz piszę licencjat i też muszę być skupiona, za kilka dni lecę do Rzymu, a tam będę jadła to, co będą mi dawali (wylot z pracy) … Od początku stycznia dobrze mi szło, przez kilkanaście dni wywalałam cukier, i chodziłam jak przymuł, ale moja współlokatorka miała urodziny, potem mój współlokator… i słodycze „same” wchodziły do moich ust… już nie wspominając o fast foodach… i tak sobie myślę, że sama sobie krzywdę robię, bo od kilkunastu miesięcy zaczęłam biegać i moje ciało się tak fajnie zmienia i nabiera sprężystości, a ja nadal truję… ludzie to masochiści!

    Lubię to

    1. Nie musisz – wybierasz 🙂 Na wyjazd firmowy itp są proste metody – powiadom wszystkim że masz pre-diabetes czyli stan przedcukrzycowy (wiem, podłe kłamstwo, ale inaczej Cię oleją) – i że nie możesz po prostu jeść takich i takich rzeczy. Ja to stosowałam w Berlinie np. podczas firmowych lunchy itp. Nie tylko jesz zdrowo, ale też np. w knajpach jesz drożej, za tą samą cenę. Przykładowo: posiłek: łosoś, ziemniaki, sałata – ja na to – super, ale mam stan przedcukrzycowy – czy mogę prosić o zamianę ziemniaków na więcej sałatki? I dawali mi nie tylko więcej sałatki ale też więcej łososia, bez słowa:D Jeśli żyjesz tak zabiegana – możesz przecież zacząć powoli, małe kroki też są dobre, a jak będziesz mieć większy luz i będziesz mogła przejść detoks na pełnych obrotach to będzie Ci już wtedy dużo łatwiej. Warto próbować!

      Lubię to

  7. Uwielbiam wstawiane przez Ciebie zdjęcia, uwielbiam Karaiby (i sama się tam przeprowadzam za 2 tygodnie), Twoje zdanie w wielu kwestiach jest inspirujące, Twoje wpisy motywujące i jeszcze trochę pozytywów mogłabym wymieniać. Nurtuje mnie jednak jedna sprawa. Jestem wegetarianką i szczerze, ale… dziwi mnie, że Ty nie. Po Twoich wypowiedziach widzę, że jesteś bardzo świadomą i rozwiniętą osobą, która umie cieszyć się chwilą i doceniać, ale także uczącą się na wszystkim, co przeżywa. Jestem zaskoczona, że jesz mięso – że godzisz się na zabijanie żyjących istot po to, by je zjadać.
    Spotkałam się kiedyś z teorią, że organizm zwierzęcy w chwili śmierci – ludzki również – wydziela różne toksyczne substancje wynikające z faktu, że po prostu te zwierzęta nie chcą umierać, dzieje się to wbrew im, następuje agonia i organizm zostaje w pewien sposób zatruty, bo chęć i wola życia są bardzo silne… Gdybyśmy były postawione w sytuacji, gdzie ktoś odbiera nam nasze cenne życie zareagowałybyśmy tak samo. Mózg jest taki niesamowity, potrafi tak niezwykłe rzeczy nawet w zwykłym przypływie adrenaliny, co dopiero musi się więc dziać w chwili śmierci… W jedzeniu mięsa zawsze frustrowało mnie to, że ktoś musi ginąć przez moje „widzimisię”, musi ginąć dla mnie. Ziemia pełna jest pełnowartościowego, wegetariańskiego pożywienia – owoce, warzywa, orzechy… Jednak miliony innych ludzi zabijają i jedzą mięso zwierząt, dlaczego? Nie do końca potrafię to zrozumieć. Jak ktoś, kto ma choć trochę wrażliwości i chce, by jego życie było piękne, godne, pełne poczucia estetyki, poezji i w zgodzie ze światem, może pozwalać na odbieranie życia istotom, z którymi współdzielimy tę planetę?
    Moja dieta jest w pełni wegetariańska (na obecną chwilę coraz bardziej skłaniam się ku weganizmowi), nie piję alkoholu i nie spożywam cukru. Jem różnorodne warzywa, owoce i orzechy, kasze, makarony i wiele, wiele innych, czuję się wspaniale, mam świetne wyniki badań, np. morfologii, i co najważniejsze – nie robię tego czyimś kosztem.
    Wiem, że z Tobą można porozmawiać i wymienić poglądy, dlatego piszę ten komentarz.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    Lubię to

    1. „W jedzeniu mięsa zawsze frustrowało mnie to, że ktoś musi ginąć przez moje „widzimisię”, musi ginąć dla mnie.” – doskonale Cię rozumiem. Mam wielu znajomych wege i zgadzam się z nimi w kwestii niejedzenia mięsa „supermarketowego” – bo wg mnie też lepiej żadne niż takie. Dla mnie osobiście kwestie typu „zabijanie zwierząt” nie są bolesne – ja się wychowałam po części w ogrodzie dziadka i babci, którzy mieli mini-gospodarstwo. Rozumiem, że zwierzęta cierpią, ale rozumiem też, że tak wygląda świat. I, niestety, odzwierzęce produkty są nam NIEZBĘDNE do zdrowego życia (wiem, że w tej kwestii możemy pewnie się kłócić). Takie rzeczy jak chociażby kolagen – jakże istotny dla nas – jest nie do dostania inaczej. I jakkolwiek bardzo bym chciała, abyśmy w ogóle najlepiej pozyskiwali energię z samego słońca czy podmuchu wiatru – tak niestety rozumiem, że to niemożliwe. Ja stosuję tradycyjną dietę – taką, jaką wpoili mi dziadkowie i rodzice – mięso to święto, warzywa to podstawa, owoce to deser. Więc mięso to dla mnie np. stek raz w tygodniu (zwykle niedzielę), czasem nawet rzadziej – ale z naturalnej lokalnej hodowli, 2-3 razy droższy niż sklepowy. Jestem też zdania, że dieta powinna być dopasowana do klimatu – im zimniej tym bardziej rośnie nasze zapotrzebowanie na tłuszcz – zwierzęcy, rzecz jasna (popatrz na tradycyjną dietę eskimosów – co oni niby mieliby jeść wg Ciebie? 🙂 Wcinają „sushi” + dziką zwierzynę bo inaczej umrą). Zgadzam się z Tobą co do cierpienia zwierząt, szczególnie w dzisiejszych czasach. Same zwierzęta niestety są dziś hodowane nie tylko na mięso – ale na wiele produktów (nawet jakieś kleje, itd) – musiałabyś wyeliminować połowę swoich rzeczy, żeby być prawdziwą wegetarianką. Niestety większość ludzi nie widzi i nie chce tego widzieć. Dlatego ja zawsze zalecam zdrowe mięso z małych hodowli dla zdrowia, bo jak pisałam przedwczoraj – nikogo nie obchodzi los planety czy zwierząt, ale każdego obchodzi jego własne „ja”. Osobiście marzę o domku, BIOgrodzie i skaczących po nim wesoło kozach + kurach. Ale rozumiem też że te kozy i kury to pożywienie.

      Lubię to

      1. Dzięki za odpowiedź. 🙂
        Spotkałam się kiedyś z artykułem mówiącym o tym, że długość naszych jelit wskazuje definitywnie na to, że jesteśmy w stu procentach roślinożerni i da się normalnie i zdrowo żyć bez jedzenia mięsa i produktów odzwierzęcych. Co do np. kolagenu to masz rację – z pożywienia możemy czerpać go tylko od zwierząt, jednak chwila… czy w ogóle musimy go przyjmować z zewnątrz? Nasz organizm sam produkuje to białko i właśnie najlepszy kolagen to ten, który hodujemy wewnątrz organizmu, nie ten, który dostarczamy z zewnątrz. Co prawda im starszy organizm tym gorzej radzi sobie z produkcją kolagenu, ale po pierwsze – jest to naturalne (to stąd np. pojawiające się z wiekiem zmarszczki), a po drugie – można poprzez dostarczanie np. witaminy C oraz bioflawonoidów cytrusowych wspomóc organizm w produkowaniu go.
        Ja nie uważam, że człowiek jest na równi ze zwierzęciem – człowiek jest nadrzędną istotą na świecie i swoimi możliwościami, świadomością itp. znacznie przewyższa zwierzę. Jeśli miałabym umrzeć z głodu lub po prostu byłabym w jakiejś sytuacji kryzysowej oczywiście pożywiłabym się mięsem, bo, że tak się wyrażę, moje życie jest „cenniejsze” od życia zwierzęcia… Jednak dlaczego miałabym żyć czyimś kosztem, gdy ziemia wręcz obfituje w przeróżne odmiany wielu przepysznych i wartościowych roślin i mogę sobie bez problemu poradzić na bogatej diecie roślinnej? Jeśli chodzi o eskimosów to oczywiście – niech jedzą ryby i inne, w swoim klimacie inaczej by nie przeżyli. Właśnie to jest ta różnica… Można powiedzieć, że oni nie mają wyboru, bo ich ziemia nie dostarcza im wystarczającej ilości pożywienia. Z nami tak jednak nie jest. Żyjemy w takich czasach, że można sobie bez problemu skomponować odpowiednią dietę, a w dobie internetu możemy sobie nawet sprowadzić wiele innych produktów z różnych części świata, których np. u siebie nie mamy.
        Ogólnie po prostu każdy kawałek mięsa na talerzu wiąże się z mniejszym lub większym cierpieniem innej, ale również żywej istoty. Dla mnie tradycja nie znaczy nic, dlatego też nie przemawiają do mnie słowa, że się coś robi, bo zostało się tak wychowanym albo ktoś coś nam wpoił. Wtedy wyobraża mi się sytuacja np. podczas II wojny światowej, gdy na synu nie robi żadnego wrażenia cierpienie Żydów, bo ojciec wpoił mu nienawiść do nich. Ludzie robią wiele bezsensownych rzeczy w imię tradycji i rodziny.
        Jesz mięso rzadko, w dodatku prowadzisz bardzo zdrowy tryb życia. Gdyby każdy stosował te same zasady co Ty, na ziemi panowałaby pewnie zrównoważona hodowla, nie byłoby tych chorych, nieludzkich sytuacji i zatrutej żywności, które są dziś tak obecne.
        Udanego wieczoru. 🙂

        Lubię to

        1. Lubię wymieniać się poglądami z wegetarianami, bo mają zwykle dużą wiedzę. Ja przystosowałam z mięsem tutaj – bo klimat na to pozwala. Ale w Europie, Polsce – gdzie zima trwa 8 miesięcy… nie wyobrażam sobie. Dla mnie mimo wszystko tłuszcz zwierzęcy to preferowane paliwo. I tu mój organizm się go domaga – to nie jest tylko to, że ktoś nas jakoś wychował. Ludzki organizm ma zdolność adaptacji do różnych warunków – ale przyznasz, że jeśli Twoje jelita „wychowały” się na danym pożywieniu – to takie preferują, bo do takiego się dostosowały (i nie mają np. innych enzymów trawiennych, innej flory bakteryjnej). Najzdrowsi ludzie na świecie faktycznie jedzą bardzo malutko mięsa – ale jakościowego mięsa. Mimo to – pokarm odzwierzęcy posiada najlepiej przyswajalne dla nas składniki. Jakbyś się nie starała, roślinne pożywienie może mieć masy żelaza, itp – ale ich wchłanianie jest znikome. Porównaj np. jak wchłania się żelazo z krwistego steka a jak z najbogatszje w nie nawet zieleniny… Dla mnie jedzenie mięsa to po prostu zdrowie. Znam też wiele wegetarian, którzy np. po latach zaczęli chorować i w końcu porzucili tą dietę, teraz mówiąc o sobie „bylem strasznie głupi”. Osobiście uważam, że jeśli ma się dostęp do naturalnie hodowanego, zdrowego mięsa – nie należy się go pozbawiać. Nie rozumiem też argumentacji wegetarian typu: „zwierzęta cierpią”, ale „ryby już nie cierpią”…

          Lubię to

          1. Też nie rozumiem tych argumentacji, bo ryb również nie jadam. 🙂
            Być może niektórzy Twoi znajomi, którzy wegetarianami byli, ale zaczęli chorować, po prostu źle rozpoczęli swoją dietę? Bo nie wystarczy tylko usunąć mięsa ze swoich posiłków… Trzeba je przecież czymś zastąpić, znaleźć substytuty, pilnować składników odżywczych itp. Faktycznie, wyrzucenie produktów zwierzęcych i niezastąpienie ich niczym jest zgubne. Dieta jest przecież tak ważna, trzeba chociaż z jakąś minimalną starannością zwracać uwagę na to, co się dostarcza swojemu organizmowi i czego może mu brakować.
            Jeśli chodzi o żelazo, to tu mam dość długie pasmo doświadczeń. Przez kilka lat, gdy jeszcze jadłam mięso, chorowałam na anemię. Zawsze miałam bardzo niski poziom żelaza we krwi. Początkowo tłumaczyłam to intensywnym uprawianiem sportu, ale przystopowałam, pilnowałam diety, łykałam nawet różne suplementy diety (lekarz stwierdził, że mam bardzo duży niedobór żelaza i dodatkowa suplementacja jest konieczna), a nic się nie zmieniało. Przy dużych wysiłkach poziom żelaza skoczył nieznacznie, ale wciąż utrzymywał się poniżej normy. Suplementy dawno odstawiłam i taka sytuacja utrzymywała się przez długi czas. Gdy postanowiłam wykluczyć mięso z diety, mama była przerażona i mi to odradzała – w końcu rezygnowałam z jednego z głównych produktów dostarczających mi żelazo. Po pół roku bez jedzenia mięsa oraz brania czegokolwiek poszłam na badanie krwi i okazało się, że po raz pierwszy od wielu lat mam żelazo w normie! I znam więcej przypadków „wyleczenia” anemii właśnie po odstawieniu mięsa – paradoks 🙂
            Jesteś inteligentna, ufam temu co robisz i wiem, że wiesz co jest dla Ciebie najlepsze. Nie będę więc do niczego przekonywać. Dzięki za rozmowę. 🙂

            Lubię to

            1. U mnie niestety to nie działa – dlatego raz w tygodniu muszę zjeść steka, etc. Wierzę Ci, ale Ty zapewne jadasz warzywa strączkowe, które akurat żelazo mają – ja ich unikam, bo wg mnie nie są najlepszym wyborem, jeśli mamy dostęp do mięsa, to raz, dwa – ich przygotowanie zajmuje 2 dni i trzy – nawet po takim porządnym przygotowaniu są ciężkie dla jelit. Kolejna rzecz to np. rosół – tego nie zastąpisz niczym. Można oczywiście kupować suplementy typu L-Glutamina, ale chyba nie o to nam chodzi w zdrowym trybie życia by łykać pigułki 🙂 Nic nie ma takich właściwości leczniczych na jelita jak właśnie zwykły rosół, czy galaretka.

              Co do znajomych – nie wiem dokładnie jak wyglądały ich diety, nie zaglądałam im do talerza 🙂 Domniemam, że ich organizmy po prostu po jakimś czasie zaczęły się buntować.

              IMHO sekret leszego samopoczucia na diecie wege nie wynika z odsatwienia mięsa, tylko ze zwiększenia warzyw – które znów powtórzę – są podstawą diety.

              Lubię to

    2. jej! jakbyś mi myśli z głowy wyjęła… 😉 zgadzam się ze wszystkim praktycznie. może oprócz tego że człowiek jest ważniejszy… owszem jego umysł jest bardziej rozwinięty ale to nie sprawia, że stoi wyżej. Zwierzęta mają po prostu inne zdolności moim zdaniem.
      Serio jestem pod wrażeniem.. Dyskusja pierwsza klasa. Mi się dopiero zaczynały wykluwać pomysły na takie komentarze… 😀

      Lubię to

        1. To prawda. A tak offtopic.. powiem Ci tylko że ja często artykuły o jedzeniu odbieram jako bardzo straszące. Jak będziesz to jeść to…
          Nie wiem, może to tylko moje odczucie.

          Lubię to

  8. Bardzo proszę o parę poprawek do (bardzo dobrego) artykułu dla jeszcze lepszego czytania.
    1) mąki się nie uprawia, uprawia się zboża
    2) „…nie ma już dostępności…” – „… nie ma już dostępu..”
    3) chyba chodziło o Syzyfa, nie Prometeusza.

    Nie wahaj się usunąć tego komentarza po przeczytaniu.

    Lubię to

    1. Dzięki 🙂 Hmm, i jeden i drugi mitologiczny „buddy” pasuje. Prometeusz mi lepiej pasował bo mu się wlaśnie organizm regenerował cały dzień, a potem mu sęp czy ktotam wyżerał to wsyztsko:D Troche drastyczne, faktycznie zmienię:D

      Lubię to

  9. Jak zwykle dobry tekst 🙂 Muszę się jeszcze raz przyjrzeć mojej diecie i poważnie ją zrewidować, przede wszystki zmniejszyć ilość chleba, a zwiększyć ilość warzyw. Myślisz, że na fakt, że rano nie mogę się dobudzić może mieć też wpływ pora roku? Jeszcze jesiennią było jako tako, ale tej zimy to po prostu nie potrafię się obudzić o założonej porze, czasem nawet nie słyszę budzika, co wcześniej nie miało miejsca…

    Lubię to

    1. Zrób eksperyment – odstaw cukeir całkiem (w tym chleb) na tydzień – już po paru dniach powinnaś nie mieć problemów ze snem (zakładając że śpisz te 7,5-8h i nie masz problemow emocjonalnych). Ja jak tylko zrobię odstępstwo od diety to też nie mogę wstać! Wczoraj wszamałam lody, mamy tu takie pyszne prawdziwe włoskie – efekt – dziś rano było ciężko się wybudzić. U mnie to jest natychmiastowa „zmuła” organizmu. 😀

      Lubię to

    1. I jedno i drugie. Ja z obserwacji wyciągnęłam taki wniosek: wszystko do ok. 55 jest naturalne, nieprzetworzone. Ok. 60 mają lekko przetworzone produkty (np. sok z trzciny cukrowej). Wszystko powyżej tego to produkty mocno przetworzone (np. biały ryż potraffi mieć nawet 90-100, to samo białe ziemniaki, tapioka, etc. Więc ogólnie – najlepiej zacząć od natury, nieprzetworzonej – dla bezpieczeństwa. A potem lekkie odstępstwa typu wspomniany sok z trzciny cukrowej będzie nam tak słodki że i tak się go nie da za dużo wypić 😀

      Lubię to

    1. Jest link do drugiego artykułu: https://zyciepodpalmami.wordpress.com/2015/02/27/czym-zastapic-produkty-zbozowe-i-cukier-w-diecie/ polecam też przejrzeć całą kategorię: https://zyciepodpalmami.wordpress.com/category/pierwotny-styl-zycia/page/2/ . Chleb – każdy powinien osobiście zdecydować. Prawdziwy tradycyjny na zakwasie, długo leżakujący – jeśli ktoś toleruje bez problemu (większość nie toleruje bez problemu tylko nie wie:) – czemu nie. Najlepiej odstawić na miesiąc-dwa i samemu zobaczyć jak się z tym czujemy. Będzie też łatwiej na detoksie.

      Lubię to

  10. ciekawe, ciekawe… opinie wbrew wszelkiej wiedzy jaką posiadam. czy mogę prosić o wiarygodne źródło podawanych informacji? bo na artykuł naukowy to nie wygląda. :-/

    Lubię to

    1. I naukowym artykułem to nie jest. Polecam krytyczne spojrzenie na wszystko, zarówno tego bloga jak i opinie tzw. ekspertów. Najprościej popatrzeć na tabelki indeksów glikemicznych i porozmawiać z rolnikami, uprawiającymi zboża od lat – to są wg mnie najlepsze źródła. Ale jak wyżej – wszystko należy samodzielnie oceniać.

      Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s