Naturalne kosmetyki – Łazienka bez Strat

Życie bez Strat to przede wszystkim Dom bez Strat. Łazienka to miejsce, które ma służyć czystości. Co za paradoks, że to właśnie tu produkuje się najwięcej śmieci i używa substancji toksycznych, zatruwających i zagracających nam codziennie życie.

Jeśli chcesz zmienić swoją codzienność na taką, która nie tylko jest prostsza, piękna i generuje gigantyczne oszczędności (przy okazji ratując świat) – zacznij od swojej łazienki. Będzie to miało gigantyczny wpływ na Twoją codzienność, przy niedużym wysiłku. 

Dezodorant

dezodorant naturalny

O szkodliwości zwykłych dezodorantów nie muszę chyba pisać – powszechny rak piersi i ogólne powolne zatruwanie organizmów poprzez aluminium są oczywistym rezultatem masowego stosowania aluminiowych sztyftów, kulek, etc. W dodatku zasada działania – blokowanie porów skóry – jest niezwykle nienaturalna i często powoduje problemy skórne. Poza naszym zdrowiem współczesne dezodoranty masakrują również nasze portfele (podlicz ile wydajesz na nie rocznie) oraz, naturalnie – środowisko (opakowania, pojemniki plastikowe, masowa produkcja, itd).

Osobiście stosuję prostą mieszankę: roztopiony olej kokosowy + soda oczyszczona w stosunku mniej więcej 1:1 – po wymieszaniu powinna tworzyć gęstą papkę, po wystygnięciu olej kokosowy stwardnieje (w warunkach europejskich, na Karaibach, gdzie temperatura nie spada poniżej 22 stopni zawsze pozostaje płynny) – tworząc bardziej zbitą masę. Do całości można jeszcze dodać ulubiony olejek zapachowy i skrobię ziemniaczaną (będzie dodatkowo pochłaniać wilgoć, obok samej sody – dobra opcja dla osób aktywnych fizycznie).

kokos

Taką papkę łatwo zapakować do pojemniczka – np. po zużytym, zwykłym dezodorancie w sztyfcie i stosować jak sztyft. Ja używam zwykłego pudełeczka po starym kremie (zachowałam je kiedyś bo było ładne i praktyczne – i voila! Warto zachowywać pudełka, które mogą się jeszcze kiedyś przydać!).

Bea Johnson proponuje używanie tzw. kamienia ałunowego (może pamiętacie jak Wasz dziadek używał go do łagodzenia zacięć po goleniu?). Osobiście nie próbowałam tej metody, ale możecie dać jej szansę. Mnie satysfakcjonuje „koko-soda”.

Jak stosować? Jeśli nie w sztyfcie po starym dezodorancie – nabieramy palcem ilość wielkości około ziarnka groszku, rozcieramy i smarujemy miejsca pach.

Taki dezodorant nie działa jak aluminiowy antyperspirant – przy większym poceniu się nie zahamuje całkowicie wilgoci – ale dużo lepiej niż zwykły zapobiega rozwojowi bakterii i towarzyszącemu temu przykremu zapachowi (soda oczyszczona unicestwia wszystkie bakterie, których olej kokosowy nie wytępi). U mnie taki dezodorant sprawdza się co najmniej cały dzień – uważam, że jest on dużo skuteczniejszy niż zwykłe sklepowe specyfiki. 

Mycie twarzy i ciała

mydło naturalne

O szkodliwości zwykłych żeli, pianek do mycia, szamponów, etc chyba również wspominać nie muszę. Nawet te „naturalne” napakowane są tragediami zdrowotno-środowiskowymi.

I tu zapewne wiele osób wprawię w osłupienie gdy powiem, że rozwiązanie jest bajecznie proste: zwykłe mydło… Tak. To znienawidzone, „wysuszające skórę” i oczernione na nieporównywalną chyba skalę mydło.

Reklamy chcą nam wcisnąć milion produktów: do ciała – żel, do twarzy – pianka, do okolic intymnych – inny żel, do włosów – szampon… Niebawem pojawią się pewno jeszcze specjalne żele do okolic oczu, łokci, stóp i, za przeproszeniem, do dupy… Producenci dwoją się i troją by wmówić nam, że potrzebujemy setek różnych produktów, gdy tak naprawdę potrzebujemy tylko jednego – zwykłego mydła.

Tradycyjne mydło ma tą gigantyczną przewagę nad wszelkimi współczesnymi żelami i innymi substancjami myjącymi (zwanymi detergentami), że to właśnie ono nie wysusza skóry. Praktycznie nie narusza jej naturalnej bariery. To detergenty ją wyniszczają.

Różnice między obydwoma można porównać do różnicy między olejem kokosowym, a antybiotykiem – podczas gdy pierwszy wytępi złe bakterie, pozostawiając naturalną florę jelit (w tym dobrych bakterii!) nienaruszoną – zwykły antybiotyk wykosi w pień wszystko na swojej drodze, osłabiając i upośledzając nasz organizm.

mydło marselskie

Zwykłe, tradycyjne mydło delikatnie zmywa brud, pozostawiając florę skóry nienaruszoną (i dodatkowo ją chroni!), a wszelkie żele do mycia, itp. – zmywają z nas całą naszą wartwę ochronną, pozostawiając naszą skórę niezwykle wrażliwą i szybko wysuszającą się. Potem producenci próbują nam na te stworzone przez nich problemy wcisnąć kolejne produkty – balsamy, kremy, itd…

Wierzcie mi, mam niesamowicie problematyczną cerę z alergią na absolutnie wszystko, wliczając najdroższe kremy „antyalergiczne” i kosmetyki „naturalne” (taki „bonus” autoimmunologicznej choroby). Testowałam na sobie praktycznie wszystko, najdelikatniejsze pianki myjące za setki złotych, zawsze z tym samym rezultatem – alergie, wysypki, przesuszona skóra. Dopiero po przeprowadzce na Karaiby postanowiłam spróbować czarnego mydła – zachwalanego tu na potęgę. I od tamtej pory moje życie stało się o wiele prostsze.

Mydła można kupować w większej ilości – zwykle nieopakowane (uwaga na plastikowe folie) i przechowywać bardzo długo (najlepiej jednak je szczelnie zamknąć – chłoną wilgoć). Najprościej chyba zacząć od aleppo, jest najpopularniejszym mydłem na świecie. Przy zakupie zwróć uwagę na to, by było ono bez dodatków! Bardzo wielu producentów oszukuje!

mydło

Prawdziwe mydło składa się w 100% z naturalnych składników:
  • aleppo: oliwa z oliwek, ług oraz olej laurowy (wyrażony w procentach, np. „aleppo 40%” będzie miało 40% tegoż oleju – im więcej % tym lepiej tolerowane przez skóry wrażliwe i tłuste)
  • czarne mydło: oleje palmowe, masło shea, olej kokosowy lub masło kakaowe, platan, ewentualnie ług i olejki zapachowe
  • mydło marsylskie (savon de Marseille): oliwa z oliwek (dopuszczalne są też inne roślinne), ług, soda, woda morska
UWAGA! Prawdziwe mydła kosztują. Kostka słynnego aleppo może kosztować kilkanaście złotych, ale taka kostka starcza na miesiące. Mi jedna kostka czarnego mydła starcza na ponad 5 miesięcy.

Dobrej jakości mydła bez dodatków można zakupić np. w sklepie Yasmeen.pl, lub na Allegro. Pamiętajcie, aby dokładnie sprawdzać skład. Ja używam mydła podobnego do tego mydła z masłem shea, jest ono nieco miększe i przyjemniejsze.

Zwykłego mydła używa się inaczej niż detergentów – należy je delikatnie spienić z wodą w dłoniach – tworząc emulsję. Dopiero wtedy nabiera ono właściwości myjących. Wcieranie w siebie kostki mydła bezpośrednio nie ma sensu i jest marnowaniem tegoż specyfiku.

Szampon

włosy mokre plaża

Wiele osób zachwala metodę „no-poo” czyli mycie wody samą ciepłą wodą, wmasowując czystą sodę w skórę głowy. U mnie to się nie sprawdziło – sądzę, że ta metoda działa tylko w przypadku bardzo krótkich włosów i normalnej/suchej skóry głowy. Ale spróbować zawsze warto! Może u Was się sprawdzi i zaoszczędzicie góry pieniędzy na szamponach.

Można też spróbować zwykłego mydła – choć u mnie niesamowicie skleja i plącze włosy. Najlepszym rozwiązaniem są chyba szampony w kostkach – ja używam firmy Lush, niestety niedostępne w Polsce – ale można łatwo znaleźć zamienniki. Takie szampony są zwykle dużo oszczędniejsze w składzie, a tym samym mniej szkodliwe dla naszej skóry. No i nie wymagają plastikowych opakowań.

Jako „suchy szampon” świetnie nada się np. zwykła skrobia ziemniaczana (można dodać odrobinę sody oczyszczonej).

Mydło do rąk

ręce

Znów – zwykłe naturalne mydło w płynie, tradycyjna kostka lub mydło kostkowe rozpuszczone w wodzie. Ja używam tego „szamponowego” z opisu powyżej.

Odżywka do włosów

włosy plaża

Tu wiele zależy od rodzaju włosów. Jeśli po myciu Twoje włosy rozczesujesz bez problemu – wystarczy tzw. olejowanie – czyli nakładanie wybranego przez siebie olejku roślinnego (np. kokosowy, oliwa z oliwek) na końcówki. Można też próbować miodu, miodu mieszanego z olejkami lub octu (np. jabłkowego) wymieszanego z wodą w proporcji 1:1.

Te metody nie sprawdzają się jednak w przypadku włosów bardziej porowatych (zwykle te kręcone). Wówczas konieczne jest nałożenie odżywki i spłukanie, by włosy dało się potem rozczesać. Kiedyś kupowałam na Allegro bardzo duże pojemniki z tzw. „maską mleczną” – bardzo tania, świetna odżywka.

Dziś stosuję minimalną ilość olejku lnianego, który wmasowuje we włosy i zawijam na chwilę ręcznikiem – włosy pięknie się po nim rozczesują. Należy tylko uważać, by nie użyć go zbyt wiele bo poskleja nam włosy.

Farby do włosów

czerwone włosy

Sama farbowałam włosy większość życia ale gdy dowiedziałam się, jak często fryzjerzy chorują na raka stwierdziłam, że szkoda życia na coś tak błahego. W większości przypadków farbowanie nie pasuje też wcale do naszej polskiej, słowiańskiej urody.

Jeśli jednak nie możesz bez niego żyć – wypróbuj naturalnej henny. O innych metodach delikatnie wpływających na kolor poczytasz tutaj.

Golenie

żyletka

I znów mydło. Zwykłe kostkowe mydło mieszamy z wodą tworząc gęstą emulsję – pianę. Można stosować do tego pędzel, ale ja nie widzę potrzeby.

W kwestii golarek jest ciężej. Istnieją jednorazówki „biodegradowalne”, ale zapewniam Was, że każdy biodegradowalny plastik to tylko chwyt marketingowy – od wielu osób wiem, że te produkty się po prostu nie rozkładają.

Zwykła klasyczna golarka na żyletki w wersji tzw. „safety razor” – czyli ta nowoczesna jest najprostszym i najtańszym wyborem. Jest to jednorazowy większy zakup (dobra będzie kosztować kilkadziesiąt złotych), ale znów – oszczędzamy w dłuższym okresie czasu. Żyletki nie kosztują praktycznie nic, a osuszane po każdym użyciu posłużą ponad miesiąc.

UWAGA! Golarka sama w sobie jest dozwolona w bagażu podręcznym podczas podróżowania, ale same żyletki już nie. Jedynym wyjściem jest wówczas zakupienie żyletek na miejscu lub pakowanie ich w bagaż rejestrowany.

Zmiana golarki wiąże się z nauką golenia na nowo, ale gdy raz spróbujecie klasycznych golarek – nie będziecie chcieli wracać do tych zwykłych. Panie mogą czuć się dziwnie – nie ma „damskich” modeli – ale to dlatego, że golarka to po prostu golarka.

Wiele kobiet przesiada się na klasyczne maszynki i bardzo sobie to chwalą. W internecie znajdziecie wiele artykułów i filmów na ten temat. Dostrzegają to już nawet sami producenci – firma Parker stworzyła nawet wersję różową i lawendową swojego modelu 29L. Polecam modele z tzw. „butterfly open” – ułatwia wyjmowanie żyletki i osuszanie jej.

Depilacja (wyrywanie)

Zapomnij o drogich woskach, itp. Znana od wieków metoda „cukrowa” jest nie tylko śmiesznie tania i nie produkuje żadnych odpadów – jest również dużo mniej bolesna (niektóre osoby mówią nawet, że całkowicie bezbolesna).

Jedyne, czego potrzebujesz to:
  • cukier (1 szklanka)
  • woda (1/2 szklanki)
  • sok z cytryny (1/2 szklanki)

Całość należy podgrzać i poczekać aż stworzy jednolitą masę, następnie wystudzić. Powinna wyjść dość plastyczna masa (jeśli będzie twardsza powinna się naddać w temperaturze dłoni). Robimy kulkę i rozgniatamy na depilowanym miejscu – koniecznie w kierunku wzrostu włosków. Zrywamy po chwili „pod włos”. Czyli jak w klasycznej depilacji. Potem znów ugniatamy kulkę i powtarzamy całą akcję. Jednej kulki można używać wielokrotnie – łyżka stołowa masy powinna wystarczyć na depilację całych nóg.

Samą masę można przechowywać nawet kilka miesięcy. Przed kolejny użyciem wystarczy ją lekko rozgrzać np. suszarką.

Peelingi, maseczki, itd.

oczy

I tu warto postawić na naturę – awokado, naturalna glinka (często do dostania luzem w sklepach zielarskich, z mydłami, naturalnymi kosmetykami, itp), naturalny jogurt… Możliwości jest tyle, co różnorodności w naturze. Kieruj się instynktem. Ja stosuję naturalną glinkę zieloną, którą wystarczy wymieszać z wodą. Do różnych cer używa się różnych typów glinek – odsyłam do lektury w internecie i szukania swojej ulubionej.

Do peelingu nadaje się każda ziarnista substancja – zmielona kawa, cukier, soda oczyszczona. Ja korzystam z sody w pojemniku na przyprawy – nasypuję jej trochę w zagłębienie ręki, mieszam minimalnie z wodą by stworzyć papkę i nakładam na ok. minutę – po czym myję twarz emulsją (rozwodnione mydło). I tyle. Soda świetnie łączy się z wodą i zmiękcza skórę. Jeśli chcecie użyć innej substancji – możecie zmieszać ją np. z miodem by uzyskać podobną papkę.

Pasta do zębów

Zwykłej sklepowej pasty nie używam już od bardzo dawna. Fluor w niej zawarty jest toksyczny dla zdrowych osób, a u osób z alergiami i Hashimoto jest po prostu „dolewaniem oliwy do ognia”. Można oczywiście korzystać z past bez fluoru, ale… problem opakowań i toksyczności różnych innych substancji pozostaje.

I tu po pierwsze muszę wspomnieć o rzeczy najważniejszej – w myciu zębów najważniejszą rolę spełnia samo szczotkowanie. Nie pasta. Niezależnie czym je myjecie – najistotniejsze jest to jak je myjecie. I jak często.

Testowałam wiele przepisów na pasty i najlepiej sprawdza się według mnie mieszanka w proporcjach:
  • 3 łyżki węglanu wapnia (CaCO3 – do dostania w dużych ilościach za grosze na allegro – jest to zwykła kreda, naturalny składnik)
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka miodu (lub inny słodzik)
  • kilka kropel wybranego olejku – ja używam miętowego

Jeden malutki słoiczek (na moje oko 50gr) takiej pasty starcza mi na kilka miesięcy, więc cena całości jest śmiesznie niska (porównaj ile płacisz za pasty sklepowe).

Taka domowa pasta wymaga przyzwyczajenia i eksperymentowania. Polecam na początek dodać sporo olejku miętowego – to zabija smak sody i daje uczucie świeżości jak sklepowe pasty. Stopniowo można zmniejszać w kolejnych mieszankach jego ilość, aż się przyzwyczaimy.

Bea Johnson stosuje samą sodę oczyszczoną ze stewią, inni polecają mieszankę soda+olej kokosowy+miód. Niezależnie od tego co wybierzesz – pamiętaj, że do smaku nowej pasty musisz się przyzwyczaić. Mi też zajęło to trochę czasu (kilka tygodni). Ale później pasta sklepowa smakuje jakoś dziwnie. To samo mówią również dzieci Bei, które teraz preferują samą sodę!

Szczoteczki i nici dentystyczne

szczoteczka bambusowa

Tu polecam po prostu poszukać naturalnych, biodegradowalnych (można je po zużyciu skompostować) szczoteczek np. bambusowych. Ja zaopatrzam się w nie na stronie EcoBamboo.pl.

Jeśli macie jakieś inne rozwiązania – piszcie w komentarzach. Mi się marzą szczoteczki elektryczne (co jak co, myją dużo dokładniej niż zwykłe) w takiej bambusowej wersji…

Jako nić denstystyczną wystarczy zakupić zwykłą nitkę bawełnianą, lub jeszcze lepiej – jedwabną. Posłuży lata. Takie zużyte nitki po prostu kompostujemy.

Kremy, balsamy, itp

krem

Tutaj nie ma gotowych rozwiązań jako, że każda skóra jest inna i każdy musi znaleźć to, co jemu najlepiej pasuje. Wiem, że wolelibyście inną odpowiedź, ale ulubionych kremów, których używacie dziś przecież też nie znaleźliście błyskawicznie?

Istnieje wiele „naturalnych” kosmetyków, które są jednak jedną wielką bujdą, bo nawet one zawierają substancje szkodliwe. W moim przypadku wszelkie próby zakończyły się fiaskiem – wysypki, alergie, itp. Przez wiele lat próbowałam używać też olejków: kokosowy, oliwa z oliwek, jajoba, itd. Niestety zatykały pory, wywoływały alergie, itd. Ale mimo to je polecam – bo u większości osób się sprawdzają. Po prostu wypróbujcie. Myślę, że przy skórach suchych i normalnych sprawdzi się każde olejowanie (brak problemów z sebum).

pasta do zębów naturalna

Cery problematyczne, czyli mieszane i tłuste charakteryzują się tym, że mają zaburzony skład sebum (zmienia się on też u kobiet podczas cyklu). Mają one dużo więcej tzw. kwasu oleinowego, a za mało kwasu linolowego. Dlatego tutaj typowe oleje jak kokosowy czy jajoba tylko zaostrzają problemy („dolewają – dosłownie – oliwy do ognia”). Należy sięgnąć po oleje z wysoką zawartością kwasu linolowego. Te, które zawierają go najwięcej to:

  • olejek szafranowy (68-85% kwasu linolowego)
  • olejek z wiesiołka (72% kwasu linolowego) – bardzo znany w leczeniu cer problematycznych
  • olejek z kiełków pszenicy (58% kwasu linolowego)
  • olejek z pestek winogron (70,5% kwasu linolowego)

Niestety wszystkie tego typu oleje są bardzo drogie. Ale jeśli masz cerę problematyczną to naprawdę warto w nie zainwestować. Ja stosuję ten z pestek winogron i jest to pierwsza rzecz którą mogę bezpiecznie położyć na twarz – te olejki są również bardzo silnie anty-zapalne. Prawie całkowicie wchłaniają się też w skórę w ciągu sekund, co jest bardzo ważne dla cer tłustych. Buteleczka 250ml oleju z pestek winogron kosztuje mnie na Karaibach ok. 18€ (w Europie na pewno nawet połowę taniej) – ale znów jest to jeden zakup który starcza na miesiące.

Wszelkie balsamy do ciała również z powodzeniem można zastąpić naturalnymi olejami roślinnymi lub masłami – shea, kakaowym, itp. W internecie znajdziecie też wiele przepisów jak stworzyć swoje własne, naturalne balsamy i olejki (np. do masażu) o ulubionych zapachach – to również idealny pomysł na prezent dla kogoś bliskiego.

Kremy przeciwsłoneczne

bikini

Zapomnij o nich – badania coraz częściej pokazują, że więcej z nich szkody dla ciała, niż pożytku. Ochronie przed słońcem poświęciłam już cały artykuł, więc tu tylko to podsumuję: Nie ma czegoś takiego jak ochrona przed słońcem. Żaden krem, żaden nawet najwyższy filtr nie ochroni Was nigdy przed uszkodzeniami skóry. Jedyną ochroną jest zdrowy rozsądek i korzystanie ze słońca w odpowiednich godzinach.

Naturalną, niezwykle wysoką ochronę przeciw UVA i UVB posiada olej z pestek malin – jeśli jest to tłoczony na zimno olej BIO będzie Was chronił jak filtr SPF 50. Używam od dawna i naprawdę polecam jako naturalną alternatywę – ale tylko w przypadku gdy faktycznie musicie przebywać w pełnym słońcu (np. wycieczka łódką). Taki olejek może się wydawać drogi – ja płacę ok. 50zł za 100ml buteleczkę – ale ta buteleczka starcza mi na… rok. A mieszkam na Karaibach!

Na mniejsze słońce idealny jest olej kokosowy – co prawda prawie nie ma fitra (SPF 4) ale doskonale chroni skórę przed promieniowaniem UVA, przepuszczając jednocześnie UVB – to, które pięknie brązowi skórę i dzięki któremu wytwarzamy witaminę D.

Na silne słońce, na południu Europy w lecie czy na Karaibach – można stosować domowy krem przeciwsłoneczny z 4 skladników -albo po prostu zakładać bawełniane/lniane, przewiewne luźne ubrania z długim rękawem i nogawkami zakrywające ciało. To jedyna 100% ochrona.

Środki higieniczne dla kobiet

Podpaski wielokrotnego użytku
Podpaski wielokrotnego użytku firmy Charlie Banana

Najprostszym rozwiązaniem jest wybór produktów ze 100% ekologicznej bawełny, które można w całości kompostować. Są one trudniej dostępne i nieco droższe, ale pamiętaj, że nie zawierają pestycydów, plastiku, kleju, silnych wybielaczy, itp. rzeczy, które są standardem we wszelkich „Always” czy „O.B”.

Wiele kobiet zachwala sobie również wkładki i podpaski z bawełny ekologicznej wielokrotnego użytku (które można prać). Spory wybór tego typu produktów znajdziecie na stronie Drogeria-Ekologiczna.pl. I tu znów – jest to jednorazowa większa inwestycja, która jednak ograniczy Wam comiesięczne spore wydatki (ile to oszczędności w ciągu kilku lat?).

Wiele kobiet zachwala dziś też tzw. „miseczki menstruacyjne”. Mnie nie przekonuje do końca ta idea – to jednak plastik, jaki by nie był, a same miseczki są na rynku od dekad – mimo to nigdy nie wykonano porządnych badań w kierunku ich wpływu na organizm.

Papier toaletowy

papier toaletowy

Ciężko znaleźć jakikolwiek niezapakowany w plastikową folię. Można próbować w hurtowniach i bezpośrednio u producentów. Idealnie byłoby znaleźć 100% recyklowany. Tutaj, na Karaibach nie mam zbyt dużego wyboru więc kupuję po prostu największą możliwą ilość, która starcza na długie miesiące – minimalizuje to przynajmniej foliowe opakowania.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

126 myśli nt. „Naturalne kosmetyki – Łazienka bez Strat”

  1. Przewspaniały wpis! Ciekawa jest Twoja opinia na temat miseczek-kubeczków menstruacyjnych. W sumie masz rację, że to kolejne tworzywo sztuczne, ale wielorazowego użytku. Sama się nad nimi zastanawiam, nad bawełnianymi wkładkami wielorazowymi również. Nie są uciążliwe na dłuższą metę?
    Zrobiłam jakiś czas temu pastę na bazie oleju kokosowego i jest świetna. Pasta z glinki też do mnie przemawia. Dostałam jednak zarzuty od jednego z czytelników, że takie kosmetyki to mój wymysł i nie powinnam szerzyć niesprawdzonych przepisów w sieci, bo komuś mogą zaszkodzić. Mi nie szkodzi, a wręcz bałabym się cały czas używać pasty z fluorem i SLS-ami. Jak widać, naturalna pielęgnacja może nieść wiele kontrowersji…

    Lubię to

    1. Oczywiście. Ale pamiętajmy, że nawet w przypadku tzw. „ekspertów” – ich ocena to tylko i wyłącznie opinia. Nie żadne święte prawdy. Wczoraj w radiu rano w drodze do pracy słyszeliśmy z chłopakiem audycję nt. tego, że już otwarcie mówi się o rakotwórczości dzisiejszych dezodorantów z aluminium. Kolejne badania nie pozostawiają złudzeń – dezodoranty tego typu powodują raka. Więc równie dobrze można napisać komuś, kto twierdzi, że pasta z fluorem (o którym wystarczy poczytać nawet na wikipedii, by zrozumieć problem, nie trzeba być chemikiem) jest standardem – żeby nie postulował używania czegoś, co nas truje 🙂

      Lubię to

    2. Mam kubeczek silikonowy (plastikowe ponoc przeciekaja) i nie zamienilabym go na nic innego. Kosztowal mnie jednorazowo £20, ale jego okres przydatnosci wynosi… 10 lat! Jakie to sa oszczednosci w budzecie! Jasne, najlepsze sa bawelniane wkladki, ale jesli ich nie lubisz (jak ja), to kubeczek jest swietny, zdecydowanie lepsza opcja w porownaniu z tamponami (nie blokuje krwi tylko ja zbiera).

      Lubię to

  2. Ja juz korzystalam od jakiegos czasu z olejowania twarzy – po drastycznym epizodzie egzemy (pokrywala 70% mojego ciala) balam sie cokolwiek na siebie nalozyc. Pare tygodni temu dalam sie jednak zlapac w pulapke kilku „rewelacyjnych kosmetykow”. Wyprski, sucha skora, zaskorniki…. Przestawilam sie z powrotem na oleje i w ciagu dwoch dni moja skora zmienila swoje oblicze. Teraz juz na pewno nie dam sie nabrac 😛

    Lubię to

  3. Ja włosy myję szarym mydłem, spłukuję mydło i przelewam wodą z octem i są nieziemskie. 😀 Na początku miałam włosy sztywne od mydła, matowe, posklejane i szybko tłuste, bo mydło nie zmywa wszystkiego tak dokładnie jak szampon. Skura musiała się przyzwyczaić. Teraz nie mam problemu z rozczesywaniem, wypadaniem włosów ani łupieżem (który prześladował mnie całe życie). Kiedyś myłam włosy max co 1,5 dnia. Teraz co 3-4 dni. I ten czas ciągle się wydłuża.

    W mojej łazience konieczny jest miód! Używam go czasami jako odżywkę do włosów. Można też zrobić lakier do włosów – na ok szklankę wody porządna łyżeczka miodu, po rozpuszczeniu przelewamy do spreja. To taka zdrowsza wersja stawiania włosów na cukier. 😛 Scukrzony miód jest świetnym peelingiem do całego ciała. Używam też na zmęczone oczy – nakładam na zamknięte powieki kiedy leżę sobie w wannie. Raz, dwa razy w miesiącu cała się smaruję miodem po kąpieli i siedzę z nim kilka(naście) minut, po spłukaniu skóra jest cudowna!

    Lubię to

    1. WOW! Też eksperymentuję z tym octem, ale moje włosy, z natury porowate, to prawdziwa wojna 😀 Nie dają się ujażmić, póki co odkryłam olej z lnu, który dość ładnie je pielęgnuje, niestety problem rozczesywania po myciu nadal pozostaje. Ale się nie poddaję. Dzięki za wskazówki, cieszę się, że tyle osób wymienia się własnymi doświadczeniami!

      Lubię to

  4. W Twoim blogu utonęłam już jakiś czas temu, bo w wielu sprawach myślę podobnie, a wyjazd w przyjaźniejsze miejsca czeka – plan przygotowań rozpisany i wdrażany 🙂
    Co do kosmetyków, natknęłam się właśnie na informację, że firma Johnson&Johnson dostała wyrok – wypłata odszkodowania – za śmierć kobiety (rak jajnika), która regularnie całe życie używała ich kosmetyków. I firma od lat wiedziała o takich efektach ich produktów. Niby jako osoba jakoś w tych tematach świadoma domyślałam się, że tak to jest, a jednak mną to wstrząsnęło.
    Nawet rodzina ma mnie za wariatkę, kiedy ograniczam lub zamieniam na bardziej naturalne kosmetyki, kiedy unikam chemii do czyszczenia domu… Taka sprawa Johnson&Johnson niby pokazuje wszystko… a ludzie i tak będą kupować – płacić, by się truć.

    Lubię to

  5. Zrobiłam pastę do zębów 🙂 to będzie moje drugie podejście, oby tym razem dzięki olejkowi i ksylitolowi – lepsze 🙂
    Czarne mydło w planach, i tak już w większości przerzuciłam się na te rosyjskie zamiast drogeryjnych. Nie mogę się tylko przekonać coś do „dezodorantu” aczkolwiek pewnie wypróbuję w jakiś dzień wolny.

    Pytanienz innej beczki: nie wiem w sumie czy zdjęcia na blogu są Twoje ale jeśli tak to skąd masz te cudne słoiczki z korkiem? Marzą mi się takie!!

    Lubię to

    1. Polecam szukać w tzw. Thrift Shopach, czyli lumpeksach etc. Ja takie rzeczy „kolekcjonuję” w podróżach, np. teraz w USA „dorwałam” fenomenalne szklane tubeczki na podróżny make-up (mega malutkie ale praktyczne!) i piękne „słoiczki” zakręcane też malutkie z drewna. Możesz też poszukać na allegro, olx.pl itp – ludzie często sprzedają fenomenalne rzeczy za bezcen.

      Czasem niestety długo twają poszukiwania, za to gdy już znajdziesz takie „cuda” – to one są praktycznie na całe życie (np. owe słoiczki ze zdjęć – wystarczy kiedyś dokupić/dociąć sobie nowe korki i voila!). Szkło, stal nierdzewna, porządne drewno – to są materiały ponadczasowe, zawsze piękne, dla mnie to są luksusy, a nie jakieś plastikowe pudełka 😀

      Lubię to

    2. Polecam jako antyperspirant kamień super deo w krysztale. Jest naturalny, bezzapachowy, nie brudzi ubrań i bardzo dobrze chroni przed potem. Ja swój kupiłam za ok 20 zł w aptece, mam już od ok 9 miesięcy i zużyłam około połowę. Trzeba pamiętać aby wycierać dokładnie po użyciu (przed uzyciem trzeba kamień zmoczyć wodą)

      Lubię to

      1. właśnie przyszła przesyłka z węglem aktywnym, z którego mam zamiar zrobić pastę do zębów i jest on czarny. Spodziewałam się białej kredy i tak się zastanawiam czy dobrze zamówiłam 🙂

        Lubię to

          1. Węgiel aktywny służy jak najbardziej do mycia zębów, a przede wszystkim do ich !uwaga! Wybielania!!! Robisz miksturę podobną jak z węglanem wapnia. Można dodać sodę, sok z cytryny. Sama mam taką ekopastę ze sklepu i jest czarna bo właśnie zawiera węgiel aktywny.

            Lubię to

              1. Odkrylam ostatnio w Londynie Hinduske, ktora utrzymuje sie z wyrobu 100% naturalnych kosmetykow (ktore w dodatku kosztuja grosze). Sa rewelacyjne, ale najbardziej przypadl mi do gustu proszek do wybielania zebow, ktory sklada sie wylacznie wlasnie z wegla aktywnego, sody oczyszczonej i ksylitolu. Od pierwszego uzycia uzywam zamiast pasty (tak dobrze czysci), a moje zeby „przejrzaly”, nawet te dwa wstretne zeby, oporne nawet na zabiegi dentystyczne, zaczely sie wybielac. Polecam taka mieszanke! Choc smakuje raczej obrzydliwie 😀

                Lubię to

  6. Czesc! 😉 a ja mam pytanko o naturalna pielenngacje miejsc intymnych! Zattanawiam sie czy mydlo da rade, czy warto uzywac czegos z przeznaczeniem na te miejsca??? Bede wdzieczna za odpowiedz! Pozdrawiam cieplo i dzieki za to co robisz! Nie przestawaj 🙂

    Lubię to

    1. O właśnie, też chciałam o to zapytać. Jak dla mnie mydło odpada, bo potrzebuję coś z kwasem mlekowym, bez tego ani rusz. No i mydło jest zbyt zasadowe, musi być coś o neutralnym pH.
      Na drobne infekcje i podrażnienia polecam za to…. olej kokosowy! Wypróbowałam, działa natychmiastowo 🙂

      Lubię to

  7. Muszę powiedzieć, że odkąd pojawił się ten post, dużo się w mojej łazience zmieniło.
    Po pierwsze, kupiłam mydło naturalne – zwykłe zrobione w oliwek, ktoś sobie robi w garażu i potem na ebayu sprzedaje. Na aleppo i czarne afrykańskie się długo czaiłam, ale trzykrotna przebitka cenowa w końcu mnie odstraszyła. Teraz planuję kupić 5 mydeł 95% z oliwy z oliwek za 15 AUD – chyba niezła cena za górę naturalnego mydła?
    Po drugie, wypróbowałam olej z pestek winogron, ale okazało się że moja cera się od niego pzesusza więc zaczęłam więcej czytać na temat wyboru oleju. Wypróbowałam olej z pestek róży – gorąco polecam dla wszystkich z cerą mieszaną, ze skłonnościami zarówno do przetłuszczania się jak i przesuszania. Świetnie się wchłania i regenure skórę. Nic więcej nakładać nie muszę. Planuję też wypróbować olej jojoba – jest bardzo podobny do naszego naturalnego sebum, więc jest dobrze tolerowany przez każdą skórę.
    No i zaczęłam się wkręcać… 😀 potem znalazłam przepis na domowy fluid z filtrem uv i zamierzam go zrobić – do nadania koloru kobieta używa cynamonu i kakao, coś niesamowitego! nawet miki nie trzeba 🙂 Naturalne perfumy? Proszę bardzo, mieszanka oleju i olejków eterycznych. Wszystko da się samemu zrobić, nawet lakier do paznokci i spray odstraszający komary 🙂
    Problem jest duży ze znalezieniem odpowiedniego czegoś do mycia włosów – więc podsyłam link do przepisu na naturalny szampon – dla mnie wygląda nieźle i zamierzam go wypróbować, tylko zaupy trzeba wcześniej zrobić 😛
    http://www.scratchmommy.com/moisturizing-diy-ph-balanced-shampoo/
    Stronka niesamowita, kobieta ma tyle przepisów na naturalne (wręcz jadalne) kosmetyki, że nie wiadomo od czego zacząć 😀 jak ogarnę szampon to zdam raport z działania…

    Lubię to

    1. Dziękuję Ci za ten komentarz! Bardzo budujący! Zarażasz pasją i wyczuwam u Ciebie radość z tych zmian o odkrywania tych wszystkich „oczywistości”. Olejek różany wypróbuję! Na Karaibach wystarcza mi ten z winogron, ale w Europie faktycznie cera się przesusza (mniej wilgotności powietrza robi swoje). Dzięki jeszcze raz!

      Lubię to

      1. No właśnie, wilgotność powietrza dużo zmienia. W Malezji to w ogóle NIC nie nakładałam na twarz, bo sama się nawilżała aż za bardzo. Dzikość mi się zjadła, znaczy ten olejek wyżej to nie różany tylko z pestek dzikiej róży 😀 drobna różnica 😀

        Lubię to

    2. Szampon zrobiłam, niestety włosy po umyciu nim są bardziej tłuste niż przed myciem… Może popsułam proporcje, bo jakoś dokładnie nie odmierzałam, a może po prostu się nie nadaje. Za to świetnie się sprawdza jako odżywka do przesuszonych włosów i jako nawilżający żel pod prysznic (dodałam trochę płynnego mydła castile soap – w moim health sklepie można przychodzić z własnym pojemnikiem i nalewać, na wagę sprzedają!)

      Lubię to

      1. Ja mam dokładnie ten sam problem. Olej w mydle mi się jakby przykleja do włosów:D To zależy od rodzaju włosów. Ja kupuję takie wielkie skoncentrowane mydło naturalne, które ma saponiny (nie jestem pewna czy to prawidłowa nazwa polska) – takie myje trochę jak detergent i nie ma wtedy tłuszczu w składzie. Używam go do wszystkiego, do mycia, jako płyn do naczyń, etc.

        Z włosami jest chyba największy problem u wszystkich – zauważyłam że nawet tu jedni zachwalają czarne mydła, inni miód, trzeci orzechy, czwarci wodę z sodą… Tyle rozwiązań co ludzi i typów urody 🙂

        Ja szukałam swojego dobre 2 lata… Ale nie żałuję 🙂

        Lubię to

        1. O widzisz, z tego co piszesz wynika, że ja chyba ten szampon „zepsułam” właśnie dodając to mydło 😀 a miało pomóc 😀 a jak to twoje mydło się nazywa po francusku/angielsku? A nuż widelec znajdę…

          Lubię to

          1. U mnie to jest zwykłe mydło do prania, takie w dużej butelce, skoncetrowane. Domyślam się że można coś takiego zrobić samemu np. na bazie orzechów piorących.

            Jeśli szukasz to w składzie muszą być te saponiny – czyli takie naturalne myjące substancje 🙂 Nie wiem w jaki sposób to się różni od zwykłego mydła – ale u mnie się sprawdza.

            Lubię to

        2. Moja mama opowiadała jak babcia używała mydlnicy lekarskiej do mycia włosów,a przecież kiedyś kobiety nawet w starszym wieku miały długie włosy i mycie ich nie było proste.

          Lubię to

        3. Mam podobny problem. Przy wiekszosci naturalnych metod mycia wlosow, wlosy tak jakby sie nie myja :/ Bylam zmuszona wrocic do zwyklych szamponow. Niestety ostatnio po jednym ze zwyklych szamponow moje wlosy zrobily sie bardzo brzydkie, zimna platyna zamienila sie w zoltawy blond :/ brzydki krotko mowiac. Stwierdzilam, ze w takim razie wyprobuje szaponow „w kostce”, choc nie sa calkiem naturalne, to mimo wszystko tej chemii jest w nich mniej, a i przy okazji sa wydajniejsze i nie produkuja plastikowych opakowan (kupuje sie je na wage). Po dwoch myciach moje wlosy odzyskaly moj naturalny, zimny, platynowy odcien, ktorego nie widzialam na swojej glowie juz od dluzszego czasu.

          To by bylo tyle w temacie wspanialosci zwyklych, drogeryjnych szamponow 😛

          Lubię to

              1. Niestety nie ma ich chyba dostępnych w PL:( Szkoda, bo wygląda to bardzo obiecująco. Jakbyś jechała do PL niebawem i mogła mi przywieźć to daj znać! 😀 W zamian mogę zaoferować jakiś prezencik z Karaibów też „na wymkę” 😀

                Lubię to

      1. Ja kupuję na eBay.com.au bo w Australii tylko tu można wszystko dostać. Ale jestem pewna że w Polsce wszystko brałabym na Allegro, jeszcze nie zdarzyło mi się czegoś tam nie znaleźć ;P

        Update:
        Wypróbowałam olej jojoba, uwielbiam. Najlepszy w połączeniu z olejem z pestek róży I olejkiem lawendowym – serum do twarzy gotowe.
        Zrobiłam pyszną pastę do zębów z kredy, sody, oleju kokosowego i uwaga magiczny genialny składnik: czarnej glinki (bentonite clay – warto o niej poczytać bo jak magnes wyciąga toksyny z organizmu).
        Zrobiłam tez własny super nawilżający krem do twarzy i bardzo lekko kryjący podkład z filtrem UV! Oba na bazie masła Shea i oleju jojoba. I coraz bardziej mi się to naturalne podejście podoba 🙂 kondycja skóry poprawiła mi się nieziemsko. Dzięki C Sophie jeszcze raz, bo to od twojego postu wszystko się zaczęło 🙂

        Lubię to

  8. Ja używam alunu od dluzszego czasu, sprawdza sie bardzo dobrze. Jeden sztyft starcza na rok. Ale trzeba pamietac, że alun tochlorek aluminium, wiec jak ktos chce pozbyc sie tego pierwiastka z codziennego życia, to alun odpada. Fajny artykuł, sprawdze w działaniu ta sode.

    Lubię to

  9. Moje pierwsze doświadczenia z lazienka bez strat to porażka! Jakies dwa tyg temu przestawilam sie na mydlo marsylijskie zaiast szamponu z nadzieja ze zlagodze egzeme w uszach ale sytuacja sie drastycznie pogorszyla i w dodatku dostałam jakiegoś syfa na skórze Glowy, mój mąż tak samo… Nie wiem czy to mydlo jest felerme czy po prostu to nie to. Moze z Aleppo będzie inaczej… Zrobiłam tez maseczkę z mleka i oliwy kilka dni temu i do tej pory nie mogę domyć włosów. Zupelna porazka.

    Lubię to

    1. Doskonale Cię rozumiem – u mnie również ta metoda z mydłem zamiast szamponu się kompletnie nie sprawdza. Tak jak zawsze wspominam – każdy z nas jest inny, każdy ma inny organizm. Jakość i skład mydeł, nawet tradycyjnych to kolejna kwestia – często pod ich nazwą kryją się kompletne buble. Pamiętaj też, że skóra, męczona latami przez detergenty wymaga nawet tygodni by się przestawić na delikatniejsze mycie – to jest proces. Ja np. jeszcze bardzo długo używałam zwykłego szamponu i odżywki, dopiero niedawno odkryłam w końcu swoje naturalne sposoby – bo stwierdziłam, że się nie poddam 🙂

      Ale nic na siłę – nie musisz zmieniać wszystkiego naraz, zacznij na spokojnie od tego, co Ci pasuje – samego mycia mydłem na przykład. Na dalsze zmiany przyjdzie czas. Dla naszej skóry to jest naprawdę spora zmiana i trzeba dać jej czas. Nie znam osoby, która przestawiła się na naturalne mydła i żałuje. Ale plusy widać dopiero po jakimś czasie.

      Tak więc nie stresuj się, jeśli coś nie wychodzi – wróć narazie do zwykłego szamponu, itd. Metoda małych kroków jest tu najlepsza. Nawet Bea Johnson sama wspomina, że ona nigdy nie znalazła alternatywy dla odżywki i ją nadal kupuje (aczkolwiek hurtowo). Róbmy tyle, ile możemy i tak, żeby to polepszało nasze życie, forsowanie tego tematu nie ma wg mnie sensu 🙂

      Trzymam kciuki!

      PS. Na egzemę nie ma lekarstwa – odpowiedni dieta załagodzi symptomy, ale sam problem jest natury autoimmunologicznej, więc naprawdę ciężka sprawa.

      Lubię to

      1. Dzieki za odpowiedz 🙂 Tak wlasnie myslalam ze zostane przy myciu ciala mydlem a z wlosami poczekam i pozniej sprobuje cos innego. Z ta egzema to faktycznie ciezka sprawa. Moja tesciowa meczy sie z tym juz 30 lat. Jak skoncze karmic piersia to sprobuje z ta dieta, ktora polecalas mi w poprzednich komentarzach.

        PS. Dzieki Tobie zaczelam zwracac uwage na jedzenie, ktore kupuje i ilosc smieci jakie to generuje. I chociaz w Danii bardzo trudno jest kupic niepaczkowane jedzenie to staram sie znalezc jakies lokalnych rolnikow, zeby kupowac lepsze, ekologiczne jedzenie. I mam w planach poszukac miejsca skad moglabym kupowac mleko prosto od krowy bo slyszalam, ze robi sie to coraz bardziej popularne wiec nie powinno byc z tym problemu. Ostatnio tez kupilam mieso z wolnej chodowli chociaz kosztowalo mnie to 3 razy tyle.
        Ddzisiaj zrobilam pierwszy maly kroczek do zycia bez strat- kupujac owoce nie pakowalam ich bezmyslnie w foliowe woreczki tylko wrzucalam luzem do koszyka 🙂

        Lubię to

        1. Brawo! Bardzo się cieszę! Wiesz, to są niby malutkie kroczki, ale tak naprawdę znaczące więcej niż myślimy. Bo to nie tak, że tylko ograniczyłaś kilka opakowań. Dałaś przykład innym (nawet jeśli nie zauważyłaś – inni na pewno coś podpatrzyli z tymi torbami), zagłosowałaś portfelem za wolną hodowlą, szukasz mleka, więc tworzysz popyt… To są naprawdę potężne rzeczy. Trzymam kciuki, że odnajdziesz w tym niebawem tak wielką radochę jak ja 😀

          Lubię to

    2. Tylko dieta może sprawić pozbycia się egzemy. Mój mąż odstawił zupełnie nabiał, zmniejszył bardzo mocno spożywanie glutenu i po roku nie ma jej prawie wcale.
      Zdarza mu się zjeść ohydne magnum latem bądź ciasto glutenowe i pojawia mu się -na krótko – swędzenie w uszach.
      Ewidentnie dieta!! 🙂

      Lubię to

      1. Tak, zgadza się, egzema to tylko znacznik choroby autoimmunologicznej – warto zainteresować się dietami GAPS/SCD, protokołem autoimmunologicznych w Paleo. Niestety na chwilę obecną uznawane za nieuleczalne, ale stylem życia i dietą można naprawdę wiele.

        Lubię to

  10. Zrobiłam sobie koko sode pod pachę 🙂 myślę o olejku zapachowym żeby dodać, ale zastanawiam się czy takie olejki są naturalne :/ bo wolałabym chemii tam nie dodawać

    Lubię to

  11. A ja zachęcam do robienia mydła samemu, możemy kombinować ze składem w zależności jakie oleje nam odpowiadają. Ostatnio zrobiłam z oleju kokosowego, palmowego, oliwy z oliwek i rzepakowego – koszt to jakieś 7 zł za 800 g mydła… później można sobie np. rozpuścić z różnymi naparami ziołowymi albo hydrolatami i mamy luksusowe naturalne mydło w płynie lub szampon 🙂

    Lubię to

  12. Na Twoj blog natknelam sie dwa dni temu. Od tamtej pory nie moge sie od niego oderwac :)Bardzo inspirujacy! Artykul jest bardzo ciekawy. Nigdy nie bylam zwolenniczka rzeczy BIO i do roznych „wynalazkow” podchodzilam sceptycznie. Jednak od dluzszego czasu cierpie na straszna egzeme w uszach spowodowana uczuleniem na szampony co jest strasznie uporczywe i co chwila robi mi sie od tego zapalenie. Po przeczytaniu tego artykulu pomyslalam ze to jest to! Moze wlasnie naturalne kosmetyki mnie ulecza?! Chcialabym wyprobowac naturalne mydlo w plynie do wlosow ale nie moge znalezc w internecie zadnego bez dodatkow…Moglabys podrzucic jakis link? Czy ewentualnie moge myc wlosy rozpuszczonym czarnym mydlem? I jeszcze pytanie, co polecasz do pielegnacji skory dloni? To samo co do pielegnacji twarzy?

    Lubię to

    1. Pewno. Sprobuj najpierw same mydło. Jeśli masz normalne włosy powinny dobrze je tolerować. Moje niestety nie tolerują żadnych tłuszczy :-((( . Na dłonie każdy olej będzie Dobry. Nawet zwykły tańszy słonecznikowy – byłe zimnotloczony i nierafinowany (to się ogólnie tyczy wszystkich olejów roślinnych, jedynym wyjątkiem jest kokos, który nie ulega utlenieniu. Więc w art. O tluszczach).

      Natomiast z ra egzema cię bardzo zmartwie – to jest tylko efekt uboczny choroby autoimmunologicznej – wrodzonej tudzież nabytej. Albo dopiero teraz organizm siadl i to się ujawniło, albo przechodzilas niedawno np kurację silną antybiotykowa, miała operację,itp. – tak czy owak – ciężką sprawą. Polecam zawczasu przerobić temat GAPS, SCD i probiotykowac się (naturalnie) jak szalona to masz szanse na utrzymanie nad tym kontroli. Inaczej takie choroby tylko postępują dalej i będzie tylko gorzej. Niestety. Sorry że tak dramatyzuje ale znam te rzeczy aż zbyt dobrze i wiem też że każdy lekarz rozlozy ręce (co najwyżej przepisze następny antybiotyk…). Powodzenia!

      Lubię to

      1. No to mnie zmartwilas. Faktycznie prawie dwa lata temu przezylam ciezki porod zakonczony cesarka z komplikacjami i terapie anybiotykowa ale skad pewnosc ze to choroba autoimmunologczna? Da sie ja jakos zdiagnozowac?

        Lubię to

        1. No sama sobie przecież już zdiagnozowałaś 😀 Sama mówisz, że to eczema. Wszystkie tego typu rzeczy są autoimmunologiczne, a wszystkie autoimmunologiczne mają podłoże w chorych jelitach. A wszystkie chore jelita mają podłoże w antybiotykach, cesarkach właśnie, i np. nie karmieniu piersią tylko mleczkiem „zaje-zdrowej „firmy Nestle, itp. Na co dzień widać efekty cywilizowanego świata i jego porad, ale mimo to lekarze są jakby ślepi i nadal uparcie twierdzą, że choroby autoimmunologiczne wzięły się nagle z kosmosu i opanowują świat 😀 A na poważnie – poczytaj o GAPS, SCD. To jest jedyne co pomaga. Wyleczyć się już nie da (przynajmniej na tą chwilę), ale można się „podleczyć”.

          Lubię to

          1. Dzieki za informacje. Moglabym Cie jeszcze raz prosic o linka jakiegos naturalnego mydla w plynie i maski mlecznej? Nie udalo mi sie znalezc nic calkiem naturalnego.

            Lubię to

            1. Szukaj np. mydła marsylskiego czy kastylskiego w płynie. Niestety nie znam żadnych sprawdzonych online bo ja kupuje tu na miejscu gotowe, lokalne. Co do maski mlecznej jako odżywki – to ona nie była naturalna. Jak mimo to chcesz wypróbować to na Allegro powinnaś znaleźć wpisując „maska mleczna 1000ml” – coś takiego.

              Lubię to

          2. Cześć 🙂 Ja też mam egzemę w uszach, cos strasznego. a najgorsze jest to swędzenie. Tylko u mnie uaktywniło się mam wrażenie odkąd zaczęłam używać mydła z aleppo. Nie wiem, moze skóra w uchu tak zareagowała… Możecie polecić coś do smarowania na złagodzenie swędzenia? Od laryngologa dostałam maś ze sterydami… Oczywiście nawet nie wykupiłam recepty

            Lubię to

            1. U mnie Aleppo tez pogorszylo sprawe z egzema. Obecnie jak nie posmaruje mascia ze sterydem tam co 3 dzien to nie da sie zyc…. :(jak tylko skoncze karmic piersia to sprobuje ta diete o ktorej wspominala Catherine.

              Lubię to

    1. Akurat miałam myć głowę jak zobaczyłam twój komentarz więc od razu wypróbowałam. Myje I odżywia całkiem dobrze I pachnie nieziemsko (ja zapach zakwasu uwielbiam). Ale żeby się tego pozbyć z głowy to musiałam I tak zwykłego szamponu użyć bo sama woda nie daje rady :/ teraz siedzę i wyczesuję mąkę z włosów … 😛

      Lubię to

      1. A ja bardzo polecam mycie mąką żytnią, u mnie nie zostawia żadnego śladu a jestem szatynką, trzeba tylko dobrze wypłukać. Później polewam jeszcze bardzo rozcieńczonym octem, zostawiam na chwilę i spłukuję wodą. Efekt jak po szamponie.

        Lubię to

      2. Sprobowalam mycia wlosow maka zytnia. Plusy: myje dobrze, wlosy sa pachnace, puszyste, zwiekszaja objetosc. Nie mialam problemow z pozbyciem sie „okruszkow” z wlosow – wystarczylo dobrze wyplukac, a potem rozczesac wlosy. Moze reszta maki wyleciala podczas suszenia wlosow, bo po nim nic we wlosach nie bylo. Natomiast co do minusow… Podczas wycierania sie po prysznicu -ramiona mialam w mace, recznik i wanna byly w pylkach maki. Mimo, ze rozczesywalam wlosy nad wanna, podloga tez byla w mace, a potem tez umywalka.. Czyli lazienka do sprzatania… To jedyny minus.
        Dostalam wreszcie zamowione oryginalne czarne mydlo afrykanskie i sprobowalam do umycia wlosow. Najpierw rozpuscilam kawalczek w wodzie i potem umylam ta „emulsja” wlosy. Efekt taki sobie.. Dobrze wcieralam we wlosy, dobrze wyplukalam a wlosy po myciu jakby sie troche kleily miejscowo, mialy taki tlustawy „film” i wydawaly sie… niedomyte (?) Mam dosyc grube wlosy i po umyciu mydlem wydawaly sie ciezkie I od srodka troche nieswieze.
        Mylam tez wlosy zoltkami jajek. Z poczatku wrazenie dziwne; wcieranie, wcieranie i uczucie, ze wcale wlosy sie nie myja (bo zoltka sie przeciez nie pienia). Ale jednak wlosy ladnie umyte, swieze.. tylko zapach troche kiepski ale z czasem przechodzi 🙂 Wiec poki co – mycie zoltkami jajek najlepsze 🙂

        Lubię to

        1. Ja mam dokładnie to samo i też nie mogę zrozumieć jak ktokolwiek może myć włosy takim mydłem afrykańskim np 😀 U mnie efekt jest taki sam – tłuste, niedomyte włosy… Ale ludzie używają i chwalą, więc po prostu zależy od rodzaju włosów, skóry, etc.

          Lubię to

        2. Muszę spróbować mycia mąką żytnią, mam to na liście, choć zniechęca mnie bałagan wokół. Myłam sodą i octem i nawet w porządku, choć włosy po tym mam matowe, zbyt suche. Myłam mydłami wszelakimi i miałam efekt tłustych, posklejanych strąków. Niestety. Coś jak po Twoim czarnym mydle. Soda nie jest zła, ale po kilku opiniach, że może przesuszyć skórę głowy i wywołać łupież boję się jej stosować. A płukanki ziołowe?

          Lubię to

  13. Po tej twojej masce do włosów z mleka miodu i oleju to jak ci się włosy rozczesują? Bo moje tak się plączą, że nawet nie wszystkie odżywki sklepowe sobie z nimi radzą i niestety często muszę wręcz sięgać po odżywkę z silikonem bo te bez w ogóle nie działają… tracę tonę włosów próbując je rozczesać ( a i tak mam tę „magiczną” szczotkę do rozplątywania włosów, co mi znacznie ułatwia zadanie). Z tego samego powodu nie mogłam używać np. szamponu dla niemowląt, bo włosy były nie do rozczesania. Sądzę, że z mydłem może być podobnie…

    Lubię to

    1. Tak, mydło będzie plątać. Musisz popróbować – ja miałam dokładnie takie same przeboje z innymi odżywkami. Znalezienie rzeczy dla siebie nie jest proste, niestety, mi zajęło to lata 😦

      Lubię to

  14. szukam tego czarnego mydła, ale jedyne czarne jakie widzę na australijskim ebayu to „all natural handmade charcoal bamboo soap”, wygląda na jakiś chiński wynalazek… słyszałaś coś o czymś takim? 😀

    Lubię to

      1. Problem w tym, że ja nie w Polsce szukam :/ W Polsce naprawdę wszystko można dostać za śmieszne pieniądze, w innych krajach nie ma tak łatwo…

        Lubię to

  15. Witam, mam pytanie odnosnie sody oczyszczonej, ktora jest potrzebna do zrobienia antyperspirantu pod pachy. Czy to ma by taka zwykla soda jaka kupuje sie w sklepie spozywczym? Poki co smaruje pachy dezodorantem bez aluminium (znalazlam taki w Yves Rocher) ale z checia wyprobuje koko-sode i mam nadzieje, ze sie sprawdzi 🙂 po Twoim wpisie rowniez szukam w necie mydla marsylskiego ale ciezko znalezc z takim skladem jak podalas. Jednak nie poddam sie i bede wytrwale szukac mydla idealnego bez zadnych dodatkow 🙂 pozdrawiam

    Lubię to

  16. W części „golenie” (zwłaszcza damskie) dołożyłabym pastę cukrową do depilacji – cukier+woda/sok z cytryny. A „kible podmywające” funkcjonują także pod nazwą „bidet”. We Włoszech jest to praktycznie standard wyposażenia łazienki, w PL do kupienia w każdym hipermarkecie budowalnym.

    Lubię to

  17. Mogłabym czytać i czytać o takich praktycznych rozwiazaniach … Zainteresowała mnie szczególnie pasta do zębów i mydło zamiast wszystkich innych specyfików 🙂 nurtuje mnie jednak jedno … W bardzo zanieczyszczonej Europie jest możliwe życie w zgodzie z przyrodą. Ale czy nie lepiej czasem się trochę zakonserwowac? I użyć chemii? Czy naturalne produkty ochronia nas przed tym całym syfem?

    Lubię to

    1. LOL, „zakonserwować” – podoba mi się 🙂 Myślę, że nie ma tak naprawdę żadnej ochrony przed zanieczyszczeniami. To jest bardzo złożony temat i chyba też będę musiała na ten temat zrobić jakiś większy wpis. Ostatnio naukowcy odkryli kolejne szczepy bakterii jelitowych – okazało się, że mamy więcej bakterii w ciele niż… komórek. To oznacza, że jesteśmy bakteriowymi organizmami. Brzmi strasznie, ale to nic strasznego – bakterie są dobre i są złe. Czy raczej też nie – po prostu są i najważniejsze to harmonia. Niestety dziś zanieczyszczenia, medykamenty (szczególnie antybiotyki) nam te bakterie wybijają – nie tylko te „złe” – co sprawia, że nasze organizmy tracą harmonię, zaczynamy chorować… Moim zdaniem więc – im mniej ingerencji (a detergenty ingerują w naszą florę bakteryjną) tym lepiej dla nas. Jesteśmy na Ziemi naprawdę długo -nasze organizmy są dużo potężniejsze niż nam się wydaje. Nie potrzebujemy tego wszystkiego, co nam producenci wciskają. Owszem – fajnie jest mieć zadbaną cerę, ładne paznokcie, itd – ale to tylko dodatek.

      Lubię to

      1. To może straszne, co teraz napisze, ale mam znajomego, którego rodzina prowadzi dom pogrzebowy. Kiedyś mi mówił, że od tej całej chemii, która otaczają się ludzie (wewnętrznie i zewnętrznie), „makijażystki” zwlok wcale nie muszą się spieszyć z robota … Kiedyś ciało zaczynało się rozkładać po kilkunastu godzinach …

        Btw. znasz jakieś sposoby na walkę ze smogiem? Mieszkałas w Niemczech, więc może jesteś bardziej zaprawiona bojach 🙂 ja od kilku lat mieszkam w Krakowie i jestem coraz bardziej przerażona skalą problemu … Narazie obsadzilam całe mieszkanie w paprotkach 🙂

        Lubię to

        1. Na to nie ma ratunku innego jak ucieczka… Ja nie mogę oddychać w miastach, szczególnie w Polsce. Totalna masakra i porażka ludzkości. A nie zwracamy uwagi bo się przyzwyczailiśmy. Wdychamy to codziennie, w każdej sekundzie serwując sobie tonę zanieczyszczeń, przed którymi nasze organizmy nie mają jak się bronić.

          Lubię to

    1. Z mojego doświadczenia – szukaj serum, a nie kremu – jeśli chcesz faktycznie nawilżyć skórę. Z drugiej strony – ja mam bardzo suchą i… nie ma czegoś takiego jak nawilżanie z zewnątrz skóry. To jest jedna wielka bujda. Nawilżanie może się tak naprawdę odbywać tylko od wewnątrz – zadbaj o dietę, pij wodę, a nie soki czy napoje, i stosuj sól himalajską (ja popijam nawet rozpuszczoną w szklance wody). To zadziała naprawdę, kremy itp to tylko „łatanie” dziur. Problem leży wewnątrz. Natomiast przed utratą wilgoci na zewnątrz chroni (chroni, nie nawilża faktycznie) każde olejowanie – wystarczy znaleźć „swój” olej. Jak skóra się wysuszy – to już jej nie odzyskasz. Jest martwa i tyle. Czekasz aż się złuszczy i dbasz o tą nową.

      Lubię to

  18. Bardzo spodobał mi się artykuł 🙂 Sama dopiero zaczynam zamieniać popularne kosmetyki na domowe. Zainteresowało mnie mydło, w jakich proporcjach rozpuszczasz czarne mydło w wodzie aby uzyskać emulsję do twarzy? I co do naturalnego mydła w płynie, mówisz o takim naszym zwykłym szarym mydle (biały jeleń)? Czy polecasz jakieś inne?

    Lubię to

    1. Cieszę się:) Ja mydło rozcieńczam bez patrzenia specjalnie na proporcje – po prostu jak namięknie stojąc otwarte w łazience (moje czarne z neem jest bardzo miękkie – to chyba zasługa oleju z neem) – kawałeczki wrzucam do dozownika i mieszam co jakiś czas – zajmuje to kilka dni. Zwykle taka emulsja z czasem gęstnieje i trzeba do niej dolewać wody. Można też pewnie ten proces przyspieszyć mieszając z wodą mydło w kąpieli wodnej – ale mi się nie chce, wolę zostawić i poczekać. W zimniejszym klimacie może to potrwać i kilkanaście dni pewno. Mydło w płynie – ja próbowałam czystego marsylskiego, potem jeszcze jakiegoś aż w końcu znalazłam jeszcze inne, które jest bardziej „żelowate” i moich włosów w końcu nie skleja. Polecam patrzeć na skład, często to co BIO i zdrowe wcale zdrowe nie jest. Moje mydło składa się w 100% z naturalnych substacji i na to proponuję patrzeć.

      Lubię to

      1. Dziękuję za wskazówki 🙂 mam również włosy tłuste i to prawda ich pielęgnacja jest ogromnym wyzwaniem. Zwłaszcza jak przeprowadziłam się z małej miejscowości gdzie miałam wodę miękką, do Poznania gdzie jakość jest straszna. Problemy skórne są 3 razy większe, ale nie poddaję się i będę szukała rozwiązań 🙂

        P.S. Na skórę z trądzikiem polecam herbatkę z bratka, oczyszcza organizm z toksyn( przez pierwsze 2-3 tygodnie picia trądzik się nasila ale później efekty są naprawdę zadowalające 🙂 )

        Lubię to

  19. Azjaci w ogóle nie używają papieru toaletowego. Podmywają się ręką przy użyciu czystej wody. W Indonezji nauczyłem się tej metody z konieczności i chociaż na początku bardzo trudno się przełamać, to gwarantuję, że da się TO zrobić bez ubrudzenia dłoni. W wielu krajach azjatyckich w toalecie zamontowane jest coś podobnego do małej „słuchawki” prysznicowej, służącej do podmywania się po wiadomej czynności. Metoda jest dużo bardziej higieniczna niż podcieranie się papierem i kto raz tego spróbował będzie chciał zamontować sobie coś takiego w łazience. Warto to rozważyć przy najbliższym remoncie, a da się i w Polsce, bo widziałem na własne oczy. Koszt nie jest duży, bo to tylko kawałek węża zakończony czymś w rodzaju pistoleciku na wodę.

    Lubię to

    1. Popieram. Uwielbiam te azjatyckie wężyki z wodą – to naprawdę super rozwiązanie. Teraz „w cywilizacji” mi tego brakuje…

      Lubię to

    1. To już znamy z reklamy… 🙂 W takim razie moje szkliwo musi już dawno nie istnieć, a Bea Johnson i jej rodzina w ogóle nie mieć zębów… Niestety ja do dentysty nie chodzę już od lat, a zęby Bei i jej bliskich też nie wygłądają źle. 🙂

      Lubię to

    1. To nie jest lokowanie produktów – ten blog nigdy nie był i nie będzie zarabiał w ten sposób, bo to nie leży w moich interesach. Dzielę się po prostu tym, czego ja używam, jeśli podaję jakieś nazwy firm, etc – to nie, żeby robić im reklamę, tylko by pokazać co mi służy (co sprawdziłam sama).

      Lubię to

  20. Kamień ałunowy jest mniej skuteczny od „koko-sody”. Sprawdzałem, różnica jest wyraźna i ałun wysusza skórę, ponieważ ma odczyn mocno alkaliczny.
    Mydła aleppo na początku lepiej wybrać z małą zawartością oleju laurowego. Nie każdemu ten zapach pasuje. Mnie nie przypadł do gustu.
    Są na rynku pasty do zębów bez fluoru, np. pasty Himalaya, a nawet jedną wypuściła polska Ziaja.

    Lubię to

    1. Dzięki za informację. Ja nigdy nie stosowałam, bo tak jak pisałam, „koko-soda” mi wystarcza i sprawdza się znakomicie.

      Aleppo faktycznie pachnie bardzo silnie – ja osobiście ten zapach uwielbiam, kojarzy mi się z dzieciństwem:) Ale co kto lubi – mydeł jest tyle rodzajów i tyle opcji co gustów.

      Pasty bez fluoru sama stosowałam, ale to nadal plastikowe pudełka, nadal opakowania i cena jeszcze wyższa niż zwykłej pasty. Po co, jak można raz na kilka miesięcy zrobić swoją mieszankę za cenę 5zł czy nawet mniej.

      Lubię to

      1. Ja cierpię na silną nadwrażliwość zębów i po naturalnej paście z sodą myślałam, że umrę z bólu. Używałam przez dłuższy czas, bo myślałam, że mi przejdzie, ale nie dało rady i znowu skończyło się na Elmexie z fluorem :/ (po innych naturalnych pastach, zwykle na bazie sody, mam to samo). Czy jest na to jakiś sposób?

        Lubię to

        1. Ja polecam olej kokosowy z CaCO3 i szarą glinką tzw. bentonite clay (na każdą łyżkę proszku łyżka oleju). Do tego pare kropli olejku miętowego, łyżeczka cynamonu (antybakteryjnie i do smaku). Jak dla mnie pasta jest bezkonkurencyjna (wręcz wyleczyła moje zęby z nadwrażliwości – mimo że dodaję też symbolicznie małą łyżeczkę sody, ale bez tego można się obyć). Stevii ani miodu nie daję (zawsze można), bo jakoś mi się to kłóci z ideą mycia zębów 😀

          Lubię to

        2. Ja jako pasty od roku z przerwami, a od ponad pół roku już wyłącznie używam samego oleju kokosowego. Dentystka nie stwierdziła „olaboga, nie myjesz!” ani nic w tym stylu. Stan zdrowia zębów na pewno nie jest gorszy niż przy sklepowych pastach, zęby się lekko rozjaśniły. No i olej kokosowy nie pali w buzi. Polecam.

          Lubię to

  21. Swietny artykul! Sama staram sie byc „eko” mimo zycia w tym chemicznym motlochu jakim jest NY. Mam swoje metody, ale chetnie wyprobuje nowych 🙂
    Do twarzy uzywam oleju kokosowego (mam cere raczej sucha); cera po zastosowaniu wyglada zdrowo, promiennie.. Jedyny minus – nie wchalnia sie tak dobrze.. wiec chetnie sprobuje olejku z pestek winogron 🙂 Teraz zakupilam do nawilzania twarzy spozywcza wode rozana – co zdrowe do jedzenia to I zdrowe na skore 🙂
    Musze sprobowac tych mydel, o ktorych napisalas: nie moge sobie wyobrazic jak jedna kostka moze starczyc na kilka miesiecy :-O
    Co do higieny zebow polecam plukanie jamy ustnej olejem kokosowym na czczo, ok 20 min, potem wypluwamy do kibelka I myjemy normalnie zeby. Jest super! Zabija bakterie, wybiela zeby, zmniejsza odkladanie sie kamienia nazebnego, zmniejsza wystepowanie prochnicy I… zmniejsza czestotliwosc chorowania na przeziebienia, grypy, zatoki. Od kiedy plucze jame ustna olejem kokosowym nie chorowalam ani razu!
    Pasty do zebow uzywam organicznej, ale chetnie wybrobuje taka domowej roboty 🙂
    Jedynie problem z farbowaniem wlosow; ladniej mi w jasniejszym kolorze wlosow I te pojawiajace sie srebrne nitki wygladaja brzydko 😦 Stosuje baleyage, ktory jest mniej szkodliwy niz tradycyjne farbowanie ale to tez chemia 😦 Rozpoczne wiec niebawem serie eksperymentow z metodami naturalnymi I naturalna henna 🙂
    Czekam na nastepny artykul 🙂

    Lubię to

    1. Dzięki. Mydło starcza na długo jeśli używasz go tak jak opisałam – trochę rozetzeć w dłoniach z wodą. Ludzie nakładają go zdecydowanie za dużo – bez sensu – nie dodaje to mu właściwości myjących. Mydło myje dopiero w połączeniu z wodą.

      Ważna rzecz, którą chyba dopiszę to pozwolić skórze wrażliwej/suchej (zwlaszcza na twarzy) wyschnąć samej po myciu. To mocno chroni przed wysuszeniem, choć w ogrzewanych silnie pomieszczeniach może niewiele zdziałać. Dopiero potem nakładamy olej.

      Co do włosów – u mnie dieta pierwotna zmieniła pojawiające się już siwawe kosmki – myślę, że brak farbowania też im dużo pomógł. Powodzenia w szukaniu swoich sposobów!

      Lubię to

    2. Olej komosowy nie wchłania się w skóre bo jest komodogenny czyli zatyka pary skóry , która nie oddycha z tym olejem to jakieś nieporozumienie jesli chodzi o skóre i włosy…..smazenie i pieczenie to sprawdza się super…..do pielęgnacji , to problemy bo jak ma reagować skóra która nie oddycha….

      Lubię to

      1. Zastosowalam olej kokosowy na wlosy (trzymalam ok 2 godz I potem umylam wlosy) I jestem zadowolona z efektu. Wlosy sa super miekkie, zdrowo blyszcza I sa takie lekkie.. Co do twarzy to wlasnie slabo sie wchlania dlatego chce sprobowac teraz oleju lnianego I dodatkowo dolaczylam do pielegnacji twarzy wode rozana.

        Lubię to

        1. Na większość włosów olej kokosowy działa cuda. Niestety nie tyczy się to moich (włosy porowate) – tu jest efekt odwrotny, włosów się potem nie daje domyć. Więc znów powtórzę – każdy z nas jest inny, dlatego zawsze próbować na sobie.

          Lubię to

      2. Wiele osób zachwala olej kokosowy – nawet z cerami problematycznymi. Jak już wspomniałam – każda cera jest inna. Nie ma dwóch identycznych ludzi pod tym względem. Dlatego to, co nie służy jednemu może być idealne dla drugiego. Należy samem szukać a nie sugerować się tym co dobre dla innych.

        Lubię to

        1. Dokladnie, to chyba kazdy wie, ze na rozne osoby dzialaja w roznym stopniu inne produkty. Tak jak czytalam mnostwo opinii na temat henny Khadi – jedne dziewczyny byly zachwycone efektem farbowania I swietna kondycja wlosow, inne wrecz przeciwnie – byly totalnie rozczarowane I mialy zle doswiadczenia z henna. Mam nadzieje nalezec do 1szej grupy 🙂

          Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s