Dlaczego na Karaibach nie istnieją adresy?

Kiedy byłam dzieckiem świat wyglądał inaczej. Był dużo mniejszy i często ograniczał się do jednej dzielnicy, podwórka, placu zabaw… Ale wydawał się przepastny. Nie tylko dlatego, że ja byłam mniejsza. Dlatego, że dostrzegałam najmniejsze detale…

Pamiętam, jak razem z innymi dzieciakami bawiliśmy się w odkrywanie nowych miejsc i terenów. Już samo opuszczenie znajomej dzielnicy było brawurową podróżą w nieznane, a wycieczki do pobliskich lasów, parków, itp – prawdziwymi wojażami po „świecie”.

Pamiętam jak z dziewczynkami układałyśmy w przedszkolu „sekrety” – dekoracje z kwiatków i innych znalezionych pierdół przykryte kawałkiem szkiełka z potłuczonych butelek i zasypywane piaskiem, niczym piracki skarb… Pamiętam jak biegałyśmy po całym osiedlu odkopując te co jakiś czas te nasze „sekrety” i jak płakałyśmy gdy chłopakom udało się je namierzyć i niszczyli nasze „dzieła”…

świat drzewo

Świat był wielki, magiczny, nieprzewidywalny. Kawałek dzielnicy stawał się terenem do nieskończonych i nieznudzonych eksploracji, do poznawania, do przeżywania i uczenia się… A nowo odkryte miejsca stawały się „moje” – dokładnie zbadane, zwiedzone i zapamiętane…

Dziś w dobie wielkich miast i internetu świat przestał być tajemniczy. Wycieczki można już nie tylko zaplanować, ale nawet odwiedzić zawczasu dane miejsca np. na Google Street View – rzucając wirtualne „oko” nawet na detale fasad. Praktycznie każde miejsce ma swój adres, swój numerek i do każdego zaprowadzi nas „za rączkę” GPS…

„Wysiądź z samolotu. Skręć w lewo. Kieruj się prosto. Opuść lotnisko pierwszym wyjściem. Następnie… radź sobie sam…”

żagłówka

Na Karaibach próżno szukać jakichkolwiek adresów. Nawet jeśli są, to i tak żaden GPS nas tam nie zabierze. Tutaj nawiguje się zupełnie inaczej. Jeśli kiedykolwiek się tu zjawisz, przygotuj się na takie instrukcje:

„Zjedziesz z głównej drogi drugim zjazdem za tabliczką z napisem „Bellevue”, potem na rondzie skręcasz w prawo; jedziesz jakieś 2 kilometry, dojeżdżasz do kolejnego ronda i skręcasz w lewo; potem jedziesz około kilometr, aż po lewej będzie zielony dom, zaraz za nim skręcasz w prawo, na pewno to zauważysz; potem jedziesz prosto jakieś 200 metrów i po prawej będzie pastwisko, wtedy skręcasz w lewo w malutką uliczkę obok skrzynek pocztowych; później jedziesz do końca ulicą w dół i po prawej zobaczysz niski biały płot z żółtą bramką – to tam.”

Na Karaibach istnieją co prawda nazwy ulic, ale mieszkańcy i tak bardzo rzadko się nimi posługują. Powód? Jeszcze kilkanaście lat temu i nazw ulic nie było… Dziś są, ale niewiele pomagają. Adresy wyglądają tak:

Jan Karaibski (osoba), 5 (nr domu, mieszkania), Residence „Bellevue” (nazwa osiedla, budynku), Vieux-Fort (nazwa dzielnicy), Capesterre (nazwa miasta).

Teoretycznie proste. Tyle, że numery nie wiszą na budynkach, osiedla czasem nie są nawet opisane, a dzielnice bywają spore…

Jak więc sobie radzić?

Ratusz
Ratusz na archipelagu Les Saintes

Dziś, spacerując przez osiedle do biura, natknęłam się na pracownikow jakiejś firmy, którzy od razu się do mnie zbiegli pytając, czy tam mieszkam. „Niestety nie” – odpowiedziałam pytając czego szukają. Konkretnego adresu… „No to, nie pomogę”. Muszą zaczekać na kogoś kto tam mieszka i zna sąsiadów…

Jeśli myślisz, że dałbyś sobie tu radę używając np. tradycyjnych map to się grubo mylisz. Niezależnie czy wskażesz na nich konkretne miejsce i zapytasz o dojazd, czy też poprosisz o wskazanie owego miejsca na mapie, jedyne co usłyszysz to: „Na mapie to ja nie wiem, nie potrafię tak znaleźć, ale wytłumaczę Ci drogę, to jest proste – „Zjedziesz z głównej drogi drugim zjazdem za tabliczką z napisem „Bellevue”…

To wszystko może zabrzmieć szalenie dla kogoś wychowanego w kulturze „GPS”. Ja sama miałam z tym bardzo duże problemy gdy rozpoczęłam moje życie na Karaibach. Wielokrotnie się gubiłam, wielokrotnie przeklinałam ten „system”, czy raczej jego brak i wielokrotnie nie docierałam na miejsce, lub docierałam z wielkim spóźnieniem. Ale dziś dostrzegam wielkie plusy takiego stanu rzeczy. Pozwól, że wytłumaczę dlaczego:

Siła małych społeczności

zachód słońca łodzie

Karaiby zbudowane są na malutkich społecznościach. Dzielnice, mimo że bywają rozległe, są miejscami gdzie prawie wszyscy się znają. Nie ma tu jako takich miast, są większe skupiska ludzi, ale nawet one mają swoje rejony z małymi społecznościami.

Taka sytuacja sprawia, że żyje się tu niezwykle przyjemnie. Sąsiad zawsze Ci pomoże, sprzedawcy, itp. znają nie tylko Twoje imię, ale też wiedzą co kupisz gdy pojawiasz się w sklepie. To jest właśnie siła małej społeczności – gdy jest nas, ludzi, mniej – i każdy zna każdego – nasza pojedyncza wartość rośnie. Czujemy się lubiani, znani, szanowani. Czujemy wspólnotę. Ta wspaniała właściwość małej społeczności nie istnieje prawie w ogóle w miastach. Tam większe skupiska ludzi powodują anonimowość, stres, lęk, itd. Im większe miasto – tym większe problemy społeczne…

Bezpieczeństwo

Ateny
Ateny, zdjęcie autorstwa Jose Segovia

Na ulicach miast montuje się dziś monitoringi wmawiając nam, że to dla naszego bezpieczeństwa. Co za bzdury. Kamera nie zniechęci przecież przestępcy, tylko go lepiej zakamufluje…

Na Karaibach nikt Cię nie znajdzie. No chyba, że Cię zna. W Europie każdy może znaleźć Twój adres, podejrzeć go na Google, zaplanować akcję, a potem np. porwać Cię gdy z kawusią wyjdziesz do pracy o poranku… Tutaj zaplanowanie takiej akcji nie byłoby możliwe, chyba że przestępca znajdzie jakiegoś szpiega wśród Twoich znajomych. Nikt tutaj nie jest anonimowy – a jeśli jest to zostanie sam wielokrotnie przepytany po co i w jakim celu szuka danej osoby.

Małe społeczności to najlepsze rozwiązanie dla bezpieczeństwa społeczeństwa. Dużo bardziej skuteczne niż jakikolwiek monitoring czy nawet policja, bo zapobiega niebezpieczeństwom. Policja może Ci pomoże, ale już w trakcie ataku. Monitoring może pomoże schwytać sprawcę, ale już po tragedii… Na Karaibach dowiesz się od ludzi o niebezpieczeństwie zanim jeszcze cokolwiek się stanie.

Magia nowych miejsc

łódka morze

Odkąd i ja żyję bezadresowo i bez-GPS-owo dostrzegam znów na nowo magię miejsc, terenów, świata. Gdy ktoś mnie gdzieś prowadzi, pokazuje nowe rzeczy na wyspie, czuję się jakbym znów była dzieckiem, eksplorującym swoje podwórko z rówieśnikami. Gdy uda mi się coś znaleźć po karaibskich instrukcjach dojazdu za pierwszym razem, bez błądzenia – cieszę się i chwalę tym osiągnięciem. A gdy, w większości przypadków, się gubię, albo w ogóle nie docieram w dane miejsce – nie denerwuję się tym. Odkrywam inne, nowe miejsca i zawsze trafiam na coś równie ciekawego i fascynującego co zaplanowany z góry cel. 

Ostatnio błądziliśmy ze znajomym szukając miejsca spotkania z Beą Johnson w zupełnie nieznanej mi części wyspy. Przedzieraliśmy się przez pola trzciny cukrowej, 3 razy kręcąc się w kółko i próbując namierzyć budynek. W końcu dotarliśmy, zestresowani, 30 minut po czasie… Tylko po to by odkryć, że byliśmy jednymi z pierwszych tam osób… Jak mogłam zapomnieć, że na Gwadelupie, gdy ktoś organizuje (nawet oficjalne) spotkanie na 18:00 to znaczy że wszyscy i tak zjawią się co najmniej godzinę później… 

zachód słońca palmy

Często wspominam na blogu, że Karaiby to zupełnie inny świat. Pomimo silnych wpływów Unii Europejskiej charakter wysp nadal pozostaje niezmieniony, a mentalność Karaibczyków – stała, niezależna od mody i najnowszych technologii. Najlepszym przykładem jest wprowadzenie nazw ulic, które i tak nie zmieniło sposobu, w jaki mieszkańcy poruszają się po wyspach i orientują w terenie.

To, co dla nas wydaje się szalone – tutaj jest normalne. Naturalne. Wynikające z chaotycznego charakteru tego miejsca. Jeśli się tu kiedykolwiek znajdziesz, na chwilę czy na dłużej – skorzystaj z mojej rady i zaakceptuj to. Odkrywaj, ucz się, pytaj. Nie neguj, nie wyśmiewaj i nie zaprzeczaj. Karaiby nie zmienią się nagle dla Ciebie. To Ty musisz się zmienić.

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

12 myśli nt. „Dlaczego na Karaibach nie istnieją adresy?”

  1. Brzmi jak raj na ziemi. Przytłaczają mnie większe miasta, lubię je odwiedzać ale tylko na chwilkę i bardzo sie cieszę wracając do mojego małego zacisza. Musisz tam być bardzo szczęśliwa 🙂

    Lubię to

  2. Catherine Sophie… Jak ja się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga! 🙂 Pozdrawiam serdecznie. P.S. U mnie postanowienia noworoczne działają – wczoraj 2h na siłowni plus sauna. Dzisiaj powtórka. 🙂

    Lubię to

  3. To ja troszkę popsuję egzotyczny nastrój. Tak samo jest w Polsce. We wsiach nie ma ulic, są tylko numery domów, a te nadawane są chyba w kolejności budowania, więc nie ma szans znaleźć właściwego domu bez zapytania miejscowych. 🙂

    Lubię to

      1. Na pewno mają wiele plusów, które przedstawiłaś w artykule, ale młodzież ciągnie do miasta, do „lepszego życia”, więc wieś się zmienia, jeśli jest blisko miasta lub wymiera, kiedy do miasta jest dalej.
        Zwykle tak jest, że ludzie doceniają dopiero to, co stracili…

        Lubię to

        1. Nie wszyscy na szczęście. Znam wielu takich młodych co świadomie się urządzają na łonie natury, nazwijmy to. Polacy w ogóle w porównaniu z zachodem mają wielki szacunek do tradycji, natury, wsi, itd.

          Lubię to

          1. To mnie cieszy. Chociaż wokół siebie obserwuję nieco inne zjawisko. Ludzie przeprowadzający się do domów z mieszkań w blokach, traktują swoje posiadłości, jak mieszkania. Za ogrodzeniem już ich nic nie obchodzi, a kiedy skoszą trawę, to wywalają ja na najbliższą niezagospodarowaną działkę, zamiast skompostować…

            Lubię to

  4. Przeczytalem bardzo ciekawe.Juz mi sie to podoba bo nie lubie molochow tz.wielkich skupisk.Mazy mi sie malutkie cos gdze wszyscy sie znajo a idoc ulico caly czas kiwasz glowo to jest to.Mieszkam na Tenerifie na osiedlu tz pliznaiakow za sosiadow mam Waliczykow i Rosjan jest oky.Ale to jest osiedle gdze przylatujo turysci na tydzen my jestesmy tylko stalymi mieszkancami.Mam swoj jacht i gdy jade cos przy nim porobic spotykam pracownikow mariny so to Canariczycy i zanim dotre do jachtu musze z kazdym zmienic pare slow a idoc w marinie na cawe juz jej nie zamawiam bo wiedzo jako pije i to jest mile moze tez to ze chyba jestem bardzo komunikatywny tak mi sie zdaje.Ostanio moja Tiggy stala na stoczni podczas prac przy niej wszyscy pracownicy mariny w jakis sposob starali mi pomagac doradzic to bylo bardzo mile.moze to tez ze staram sie pomagac innym.Obok mojej Tiggy stoj jacht z Fracuzami mieszkali kilka lat na Caraibach.Przesympatyczni ludze juz tez w podeszlym wieku,gdy sie dowiedzeli ze plyne na Caraiby splywa fala informacji dokladnie o Martynice.a nie tylko.Wlasnie jade w tej chwili do mariny i czy bede sie mogl pochwalic ze nawiozalem kontakt z osobo ktora tez tam mieszka.Twoje wskazowki so cenne.pozdrawiam Andrzej.

    Lubię to

  5. O kurcze, prawdziwe szaleństwo:D
    Najbardziej bym się bała,że jak się zgubię to nawet nie wrócę do miejsca z którego przyszłam:P
    Aczkolwiek z drugiej strony fajnie jest się czasami zgubić,żeby właśnie odkryć nowe dla nas miejsca, ludzi, drobiazgi. Chętnie spróbuję takiego życia:)

    Lubię to

  6. W Azji Południowo-Wschodniej jest podobnie. Mieszkałem 5 miesięcy w Kambodży. Pewnego razu odcieli mi światło. Okazało się, że nie zapłaciłem za prąd. Dlaczego? Bo nie dostałem rachunku. Nie ma tam skrzynek na listy. Doręczyciel nikogo nie zastał, więc zatknął list gdzieś na słupie przed moim domem. Miejscowi znajomi byli zdziwieni, że nie domyśliłem się, że jakiś świstek pomiędzy kablami to mój rachunek 🙂 Wszystko jest tam umowne, nieokreślone i początkowo trudne dla Europejczyka, ale później do tych zawiłości się człowiek przyzwyczaja i wie, że rachunków szuka się na słupie lub u lokalnego sklepikarza 😉

    Polubione przez 1 osoba

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s