palmy

Jak (nie) podróżować? Czym jest podróżowanie?

Z czym kojarzy Ci się podróżowanie? „Bilet, lot, hotel, turyści, widok, samochód, pociąg, samolot, szlak, zabawa, odpoczynek, zwiedzanie, fotografia, przygoda…” – tak odpowiadają mi ludzie i znajomi, gdy pytam o pierwsze skojarzenia ze słowem „podróżowanie”…

Mi podróżowanie kojarzy się z jednym, potężnym słowem: Zmianą. Jest dla mnie niemalże jej synonimem. Podróżowanie oznacza dla mnie coś nowego, coś nieznanego, coś do odkrycia… I dziwi mnie, że nikt nie podaje podobnych skojarzeń. Słowo „przygoda” jest blisko, ale to jeszcze nie to…

hotel

Pytam dalej – „Czy często podróżujesz?”. Odpowiedzi to w przeważającej ilości: „Nie zbyt często”, „Nie tak często, jak bym chciał/a”. Ostatnie pytanie, „Dlaczego?” wyjawia to, jak bardzo skrzywione jest nasze pojęcie o tym, czym podróżowanie jest w rzeczywistości: „Bo mnie nie stać”, „Bo nie mam tyle urlopu”, „Bo mam zobowiązania”

„Jakże ograniczona jest nasza wyobraźnia…” – myślę analizując wszystkie odpowiedzi. Daliśmy sobie wmówić, że podróż to coś, co się kupuje. Że potrzeba na to dużych ilości czasu.. Że to rozrywka, odpoczynek, coś, czym można poszpanować w formie zdjęć na Facebooku, ilości pieczątek w paszporcie czy wbitych szpileczek na mapie… Że to jest coś, co wymaga przede wszystkim pieniędzy…

To nie jest podróżowanie. To, co opisują wyżej ludzie to definicje turystyki. Biznesu, za który faktycznie się płaci. I który usilnie próbuje nam się zareklamować jako „podróżowanie”. Podróżowanie to coś zupełnie innego!

Podróżowanie to…

jacht

Wiele lat temu odwiedzałam moją znajomą, mieszkającą w centrum Brukseli. Rankiem wysłała mnie po pieczywo do piekarni. Spacer po centrum tego miasta, z jego mikroskopijnymi kamieniczkami i krętym labiryntem ulic wydawał mi się wtedy cholernie trudnym zadaniem. W dodatku nie potrafiłam wypowiedzieć słowa po francusku, a już na pewno nie tak, żeby ktokolwiek mnie zrozumiał. Ale mimo to z kilkoma monetami Euro w kieszeni i po trzykrotnym tłumaczeniu znajomej, jak znaleźć ową piekarnię – wybrałam się na wędrówkę.

Był piękny, słoneczny, weekendowy poranek, miasto wybudzało się leniwie ze snu. Spacerując samotnie miałam możliwość poobserwować te rzeczy, których w grupie nigdy się nie dostrzega. Nie tylko na zewnątrz. Przede wszystkim – w sobie. Bardzo szybko początkowy strach przed zgubieniem się w sieci krętych, podobnych do siebie uliczek został przytłumiony przez rosnącą ciekawość. Obserwowałam życie mieszkańców, różnorodność ciasnej, zupełnie innej niż nasza rodzima architektury, jej wpływ na otoczenie… i na mnie. Obserwowałam grę słonecznych promieni na budynkach, ich wpływ na kolory… i na mnie. Obserwowałam zachowanie i reakcje pojedynczych, mijanych osób… i moje reakcje

wybrzeże

A gdy dotarłam do celu cieszyłam się jak dziecko, któremu po raz pierwszy udało się samemu znaleźć drogę do przedszkola. Moja radość szybko jednak minęła gdy stanęłam przed ladą i miałam wypowiedzieć kilka słów, których nauczyła mnie znajoma. a które przez ten spacer pełen wrażeń zdążyłam już 10 razy zapomnieć. I znów pojawił się strach… Ale na ucieczkę było za późno.

Oto stałam przed innymi ustawiającymi się w kolejkę, a pan piekarz o arabskim wyglądzie patrzył na mnie pytająco. Swoją drogą, czy to nie idiotyczne, bać się wyjść na idiotę wśród garstki ludzi, którzy w ogóle nas nie znają, w miejscu, do którego być może nigdy nie wrócimy, gdzie nikt nas nie zna? Próbując wydukać jakieś resztki z pamięci pokazuję więc panu piekarzowi to, co chcę kupić. Wybucha śmiechem. Reszta ludzi też się śmieje…

Śmieję się i ja.  Ze swojego akcentu. Z tego, jak głupie musiały być moje próby wymówienia czegoś, czego nawet nie pamiętam, w języku, w którym wymowa czegokolwiek poprawnie graniczy z cudem… Ale przede wszystkim śmieję się ze swojego głupiego strachu. Bo pan piekarz, widząc, że zadanie kupienia chleba jest dla mnie niecodzienną i nadzwyczaj wymagającą misją, poprawia to, co wydukałam na coś co brzmi jak francuski, a potem dodaje po angielsku, że nie ma się co przejmować. Że on też jak się uczył, to miał problemy. I z wielkim uśmiechem na twarzy życzy mi miłego dnia…

Wychodzę więc z piekarni jako kobieta sukcesu, mająca ochotę skakać i krzyczeć „Zobaczcie! Udało mi się!”. Z dumą niosę dwie, zdobyte z trudem bagietki, jak trofeum. Czuję się jak generał, który wygrał wojnę. I zachęcona sukcesem próbuję zapamiętać napis „Boulangerie” (fr. „Piekarnia”) i „Boucherie” na sklepiku z mięsem obok. „Jezu, jakie to podobne… Pewnie milion razy je pomylę ze sobą i znów zrobię z siebie debila…” – myślę. Wracając przyglądam się temu samemu otoczeniu, które mijałam w drodze po pieczywo. Ale nic już nie jest takie samo…

… poznawanie, odkrywanie, pokonywanie… odnajdywanie… siebie

zachód słońca

Nie dlatego, że coś się zmieniło. Dlatego, że w ciągu tych dosłownie paru minut bardzo zmieniłam się ja. Mimo, że wtedy nie byłam jeszcze nawet tego w ogóle świadoma. Dzięki tym zmianom, zaczęłam się niebawem uczyć tego cholernie nielogicznego języka francuskiego (który zawsze wydawał mi się nie do nauczenia). W efekcie czego doświadczyłam w ciągu kilku kolejnych lat wielu rzeczy, które ostatecznie doprowadziły mnie tu, gdzie jestem dziś. Do opisywania tego na moim blogu, który jest częścią mojego życia na Karaibach. Jeden głupi spacer. Kilka głupich minut. Śmiesznie proste, choć wtedy dla mnie – niezwykle trudne zadanie zakupienia chleba!

Do dziś mylę słowa „Boulangerie” (fr. „Piekarnia”) i „Boucherie” („Mięsny”). Robię z siebie jeszcze większego debila, niż wtedy pytając ludzi: „Ile chcesz bagietek, bo idę do „Mięsnego”?” Ale mówię po francusku. Mieszkam na Karaibach. Z chłopakiem – Francuzem. Żadne z tych rzeczy nie byłoby możliwe gdybym kiedyś nie wybrała się na tą „głupią” wędrówkę po chleb. I na wiele innych „głupich” wędrówek… To właśnie takie podróże zabrały mnie tutaj, a nie sam bilet i samolot. 

Podróżowanie to nie bilety, dalekie lądy, hotele, pokoje, hostele, restauracje… To nie pieczątki w paszporcie… To nawet nie te przepiękne widoki. Podróżowanie to to, co dzieje się z nami, gdy doświadczamy czegoś nowego. Podróżowanie zachodzi w nas, a nie na zewnątrz. I nie potrzeba do tego wielkich pieniędzy, ani towarzyszy, przewodników, przygotowań… Podróżować można po bułki do sklepu. Wystarczy tylko obrać inną niż zawsze, nieznaną nam jeszcze, zupełnie nową drogę.

Podróż odbywa się w naszych umysłach. Jest związania z otoczeniem, ale cały proces odbywa się w nas. Podróżujesz czytając książkę… Oglądając film… Próbując nowej potrawy… Poznając nowych ludzi i miejsca… Podróżujesz nawet teraz, w tym momencie, czytając tego bloga. Tak jak ja podróżuję pisząc go…

las

.


Uważasz powyższy artykuł za wartościowy i chcesz widzieć na blogu więcej podobnych treści? Od teraz możesz „głosować” pod każdym tekstem symboliczną złotówką, klikając w świnkę obok.

Zebrane środki pomogą rozwinąć kanał YouTube i stworzyć cykl filmów pokazujących życie na Karaibach.

Dołącz do naszej facebookowej grupy „Życie Pod Palmami” by śledzić bloga oraz poznać się i porozmawiać ze mną i z innymi czytelnikami.


O MNIE

Mam na imię Katarzyna, jestem architektem i od kilku lat mieszkam na Karaibach. O tym jak i dlaczego zmieniłam swoje życie dowiesz się ze strony „O MNIE” oraz z e-booka:

18 myśli nt. „Jak (nie) podróżować? Czym jest podróżowanie?”

  1. Witam,

    Nazywam to włóczęgami. Moje wyjazdy to: Inspiracja, sprawdzenie pogody i na co się zaszczepić, w jaki sposób najkorzystniej się tam dostać…złożyć wniosek w fabryce:)
    Po akceptacji do kantoru jeśli poza granicami jak nie to nie ma sprawy.:)

    Ciągle się dziwię, przeto,że czytam blogi, chadzam na slajdowiska, czytam książki…bardzo to lubię.Lubię słuchać gdzie inni byli, co widzieli etc i tyle.

    Jedna dziewucha była w Pekin ie . Co usłyszałam od niej po powrocie:” ale dużo ludzi w tych Chinach, i głośny ten Pekin…
    Przed wyjazdem w mieście w którym obie jesteśmy były dni chińskie… nie poszła. Mam książkę blogerki, która tam przemieszkała 2 lata pożyczyłam jej… n ie wiem może coś ze mną jest nie tak….ja chłonę próbuje, próbowałam przekazać dalej…

    A biura zawsze omijam szerokim łukiem.:)

    LA

    Lubię to

  2. Oczywiście podróż jest pojemnym i metaforycznym słowem i może odnosić się do wielu wymiarów. W pełni zgadzam się z podróżą jako odkrywaniem siebie, wsłuchiwaniem się w siebie. Ale aby móc to robić w przeróżnych lokalizacjach na Ziemi trzeba jednak dysponować czasem i pieniędzmi. Lub oczywiście można próbować zamieszkać w danym miejscu/miejscach i uczynić je domem 😉

    Lubię to

  3. Czyli wszystko czego doświadczamy jest podróżą wywołując w nas samych efekty przyczynowo-skutkowe, zmieniając nieustannie naszą perspektywę. To prawda, zgadzam się. Każda podróż coś mi dała. Co wiecej, w trakcie każdej podróży mamy więcej czasu i możliwości na wiele różnych dla nas ciekawych spostrzeżeń, na które nie mamy czasu na codzień.
    Dziękuję za uświadomienie prawd oczywistych😀

    Lubię to

  4. Studiowałem turystykę i nawet te niemal komercyjne pojęcie jakim jest „turystyka” ma wiele znaczeń i aspektów, które ciężko jednoznacznie zdefiniować. Myślę, że zaszufladkowanie przez wielu hasła „podróżowanie” jest jeszcze trudniejsze, bo popełniają błąd już na samym początku rozważań. Błąd, który unaoczniłaś tym wpisem i jednocześnie podałaś rozwiązanie, z którym absolutnie się zgadzam.

    Lubię to

  5. O kurczę, może jestem zbyt emocjonalna, ale prawie się wzruszyłam podczas czytania…:-) Czuć, że napisane bardzo od serca. To niesamowite, jak minuty, sekundy, drobnostki i niby nic nieznaczące chwile mogą zmienić w naszym życiu dosłownie wszystko.

    Lubię to

  6. Podróżujesz czytając książkę… Oglądając film… Próbując nowej potrawy… Poznając nowych ludzi i miejsca…

    I smakując wino… Nie ważne czy tu czy tam .

    Lubię to

  7. To ja raczej jeżdżę na wycieczki, bo o ile obserwuję zmiany wokół siebie, nawet je chłonę, to we mnie nie zmienia się nic, co mógłbym uchwycić. Albo jestem za mało spostrzegawczy, albo za bardzo nastawiony „na zewnątrz”?
    Dzięki za ten wpis, bardzo inspirujący 🙂

    Lubię to

      1. Ależ skąd – to najprostszy wniosek. 😀
        Chociaż po dłuższych przemyśleniach, muszę przyznać, że faktycznie, troszeczkę się we mnie pozmieniało, czyli nie były to tylko wycieczki…

        Lubię to

  8. Wszystko fajnie ale podróżowanie to pieniądze jednak bo bez pieniędzy podróżowanie to jakaś tułaczka która bardziej człowieka męczy.

    Lubię to

Twoje przemyślenia na ten temat?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s